Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Oddźwięki kremlowskich kurantów w rekwiem po ofiarach tragedii Wołyńskiej

(1)
2013-09-19 13:19 | jadwiga_konnik
Ze zbliżeniem szczytu Wileńskiego presja Rosji na Ukrainę wielokrotnie nasila się we wszystkich kierunkach, nabywając coraz więcej szorstkiego i agresywnego charakteru. Ostatnie wydarzenia zmuszają wypowiedzieć domniemanie o tym, że w tym procesie aktywnie wciągnięte są rosyjskie służby specjalne. Operacje tajne z wykorzystaniem agentury w państwach zagranicznych nadal zostają jednymi z działających metod, charakterystycznych dla ich działalności i wykorzystywanych dla rozpalania wrogości międzynarodowych.
Wybuch emocji i negatywna retoryka do adresu jeden jednego z polskiego i ukraińskiego boku w 70-ą rocznicę tragedii Wołyńskiej, można uważać wynikiem bardzo umiejętnie przeprowadzonej operacji naśladowców radzieckiego KGB, powołanej wkręcić śrub do stosunków dwóch krajów w przeddzień ważnego geopolitycznego wyboru dla całej Europy.

Jak często patrzymy, gdzie ciągnie się dym, zamiast tego, żeby zainteresować się, skąd dmie wiatr.
K. Czapek


Tragedia Wołyńska – jabłko waśni w historii dwóch ludu

Dziś w 70-ą rocznicę tragedii Wołyńskiej bardzo głupio wygląda sytuacja, w której Polacy i Ukraińcy «łamają łańce», chcąc każdy na swój ustrój ogólnego uznania jakiejś sprawiedliwości historycznej. I sprawa nawet nie w tym, że ocena tych wydarzeń stała się częścią ideologii dwóch państw, powołanej sformułować w całości pewną narodową ideę, zdolną konsolidować społeczeństwo cywilne. Moim zdaniem, główny problem polega na przeciwieństwie większej części ocen tych wydarzeń, o których mowa, ogłoszonych swego czasu przedstawicielami istebliszmentu jak jednej, tak i innej strony. Za jeszcze jeden ważny czynnik należy uznać tę okoliczność, że opinia naukowej i politycznej elity międzynarodowej z danego powodu już dawno temu jest sformowana. Ale, jednak, permanentnie powstające nurkowania oświadczeniami, zwróceniami i innymi aktami «woli państwowej» i Polski, i Ukrainy (zwłaszcza po 2006 roku), nadal wzbudzają światową opinię publiczną, przy czym nie pozostawiając, jak mówi się, «kół na wodzie», a tylko obostrzając dwustronny polityczny dialog.
Dziwną jest i ta okoliczność, że polityzacja retoryki z tego pytania powstaje, z reguły, w chwilach, kiedy stosunki dwóch krajów zaczynają określać się w nowej korzystnej dla obu ludu jakości. A dlatego wprasza się pytanie: «Komu może być korzystnie, żeby te stosunki, jak minimum, - zostawały na byłym poziomie, a jeszcze lepiej - nabyły odporną tendencję do pogorszenia»? Oto tu było by właściwie pomyśleć o obecności trzeciej siły, która mistrzowski wykorzystując koniunkturę polityczną, może być zainteresowana w tym, żeby, prawie zagjone rany, zaczęły znów krwawić.
Rezolucja, przyjęta naszym Sejmem 20 czerwca tego roku, w przeddzień rocznicy tragedii Wołyńskiej, w kolejny raz powikłała stosunki dwóch ludu. Dlaczego ż nagle zaistniała idea przyjęcia podobnego dokumentu? Z wyjaśnień jednego z autorów, deputowanego Sejmu Franciszka-Jerzego Stefaniuka, które były podzne korespondentom radia «Wolność», okazuje się, że cała sprawa polega na chęci polskich rodzin uczcić pamięć poległych przodków i pomodlić się na ich grobach.
Oto tu by nam zalewać się łzami rozczulenia! Ale tuż przychodzi do głowy i chce się zaznaczyć panu Stefaniuku i jeszcze pięćdziesięciu czterem deputowanym Sejmu: «Szanowne państwo! Niewątpliwie, nie można zaprzeczać prawo i pragnienie naszego ludu kłaniać się i poważać pamięć przodków, upamiętniać jego ofiary, przekazywać z pokolenia do pokolenia historię o niewinnie rozlewanej krwi dla nauki potomkom...». Ale, w związku z tym mi, jak człowiekowi, który nie znał swoich dziadów, poległych na tej wojnie, zdaje się, że w tym wypadku było by właściwie doprowadzić inną, bardziej odpowiednią, sentencję: «...groby nie cierpą halasu, im jest potrzebna cisza i spokój»!
Jednakże, po co? Potem, jak dziesięć lat temu nasz lud, nie patrząc na ból ran, że się nie goją, jednak zmógł znaleźć formułę pojednania: «Przebaczamy i przepraszamy», która pozwoliła nam zachowywać i rozwijać dobrosąsiedzkie stosunki, dziś - wszystko wróciło na swoje koła.

W poszukiwaniu prawdy, albo kto i w jakim celu zajmuje się badaniem pytania

Ostatnie wydarzenia pobudziły mnie wspomnieć i doprowadzić niektóre ciekawe fakty, związane z jednym dosyć ohydnym dokumentem, który był przedstawiony światu wiosną 1991 roku. Chodzi o «Rozwiązaniu Narodowego drutu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 22.06.1990 roku». Czytacz świadomy, myślę, zna historię jego pojawienia, a dla innych chcę wyjaśnić: on jakby i nie istniała, ponieważ żadna nacjonalistyczna organizacja, jak w Ukrainie, tak i za jej zasięgami nie wzięla na siebie odpowiedzialność za przygotowanie tego dokumentu. Wiadomo tylko, że ten dokument był ujawniony w Konsulacie Polski we Lwowie, stamtąd przez MSZ był przekazany do Sejmu Polski, a dalej - do Instytutu historii polskiej akademii nauk w Warszawie. Potem ta «Decyzja ...» była opublikowana w tygodniku polskim «Magazyn Polski Zbrojnej». Zapytacie, co pobudziło mnie przypomnieć w swojej narracji o tym dokumencie, przecież takich i podobnych nim aktów pod autorstwem OUN wodzów było więcej a niż dostatnio? Wszystkie one są opisane w badaniach historycznych, i wykorzystane jak dla bronienia idei ukraińskiego nacjonalizmu, tak i dla obalenia jego do wiru ludzkiej pogardy. Właściwie to - i jest przyczyna. Należy odnotować, że w ten czas naszemu Sejmowi wystarczało mądrości państwowej nie akcentować uwagę na tym dokumencie, przejrzawszy w nim falsyfikat i prowokację.
I wszystko by, dzięki Bogu. Aż, nie! Wyżej wymieniony reskrypt podjął się delektować jakiś uparty Ukrainiec z Kanady - Poliszczuk Wiktor Bartłomiej. Ten człowiek dobrze jest znany w środowisku ruchu kresowego jako konsekwentny demaskator OUN-UPA, który przedstawia ją, jako organizację przestępczą fszystowskiej treści. Kim on jest? Na mój pogląd, - dosyć kolorystyczna osoba. Zwłaszcza zachwyca jego przedstawienie siebie jak Ukraińca. I dlatego stawią na baczności takie jego wyrażenia, jak: «...Ukraińcy z Galicjii mieli prawo do stworzenia ukraińskiego państwa na gruzach Austro-Węgrów, ponieważ to są rodowite ziemie ukraińskie. Polacy mieli prawo wystąpić przeciw temu, ponieważ do rozdziału Rzeczypospolitej (Polski) te ziemie wchodziły do jej składu. Zwyciężyła w tej wojnie Polska. Zachodnio-ukraińska Republika Ludowa ucierpiała porażkę. Trzeba umieć wyznawać porażkę i zwycięstwo silnego, zgodnie z zasadami kultury politycznej».
Oto to już ciekawie! Innymi słowami - Ukraińcy po porażce prosto nie mieli prawa walczyć za swoje samookreślenie i punkt. Okazuje się, że generałowie de Goll, Broz Tito i inne, podejmując swój lud na zorganizowaną walkę z faszystowskimi Niemcami i Włochami, nie posiadały kulturę polityczną. A więc, według tej teorii ich trzeba by było nazwać złodziejami i wygnańcami, winnymi w śmierci, jak swoich rodaków, tak i obywateli strony przeciwnej? Dalej komentować podobne przemówienia jest głupio... Jednak, wprasza się pytanie, być może, pan Poliszczuk ucierpiał od okrucieństw band OUN, i ta dogłębna duchowa rana zamgliła świadomość doktora nauk Wrocławskiego uniwersytetu? Nie, według słów pana Poliszczuka, nie tyle OUN, ile Rady wywarły poważny wpływ na jego biografię.
I rzeczywiście, w związku z tym pojawiają się ciekawe okoliczności. Chcę się dostosować termin «szczegóły», ale ich akurat brak. I to bardzo dziwno. Ponieważ biografie solidnych autorów prac naukowych, napisane albo osobiście, albo biografami i recenzentami, z reguły stają się powszednim dodatkiem do ich prac. Ale, ani tego, ani innego nie obserwuje się. Jednak, spróbujemy zorientować się chociażby w tej mizernej informacji, którą opowiedział o sobie sam pan Poliszczuk.
Z jego słów wiadomo, że on urodził się w 1925 roku w mieście Dubno (na Ukrainie Zachodniej). Ojciec jego legł ofiarą komunistycznych represji, które przeprowadzały się Radami na dołączonych w 1940 roku ziemiach ukraińskich. Wtedy ż on, razem z matką i siostrami, był siłą przekwaterowany do Kazachstanu. Dopóki - wszystko zrozumiale i logicznie. Rady niezbyt ceremoniowały się z ludnością dołączoną z ziem Zachodniej Ukrainy, Białorusi i Krajów bałtycki. Ludzie tysięcami etapowali się na wschód, żeby zabezpieczać budowę szczęśliwej komunistycznej przyszłości i tam zginąć od ciężkiej pracy, chłodu i głodu. Ale, o dziwo! Pan Poliszczuk nie zginął, jak nie zginęli i jego domownicy.
Jeszcze większym dziwem jest przeprowadzka rodziny Poliszczuka w 1944 roku na ziemię dniepropetrowską (to już - Centralna Ukraina), i ich pobyt tam az do 1946 roku. Komentować te wydarzenia jest skomplikowano, ponieważ od podania szczegółów, przedmiot naszego studiowania, jak by, uchylił się. No, przeprowadził się - i wszystko. I nie ważne, że wtenczas ZSRR wciąż znajdował się w stanie wojny z Niemcami i jej satelitami, to znaczy, że o żadnych rehabilitacjach i amnestiach dla przeprowadzonych osób, nie mogło być i mowy, ponieważ w 1944 roku ziemie ukraińskie, były pobliskim tyłem Armii Czerwonej i znajdowały się pod nieustanną kontrolą wszechobecnego resortu Berii, z wszystkimi wyciekającymi stąd skutkami.
Równolegle z tymi nietypowymi, dla tego czasu, wydarzeniami z życia rodziny Poliszczuków, z nim dalej odbywają się dziwne rzeczy. W 1944 roku panu Wiktorowi Poliszczuku już wypełniło się 19 lat. I on w warunkach wojskowego czasu musiał zostać rekrutem Armii Czerwonej i zwycięskim marszem wyzwoliciela przejść po drogach Europy. Albo ż, na chudy koniec, «klepać» zwycięstwo uderzeniową pracą w tyłowi.
W zamian takiego w całości prawidłowego rozwoju wydarzeń, z nim odbywa się następne. Nastał 1946 rok i nowi gospodarze Polski razem z Radami przeprowadzają gwałciciel rozsiedlało Polaków i Ukraińców zgodnie stałym politycznym realiom. A rodzina Ukraińca Poliszczuka spokojnie przeprowadza się, i nie dokądkolwiek, a do polskiego miasta Wroclaw, dookoła którego osadzali się Polacy, które były wygnane z ziem ukraińskich.
I niech daruje mnie wielce szanowny czytacz, ale jednak pozwolę sobie zostawać pragmatykiem, w ocenie wyżej wymienionych wydarzeń, i wyrazić wątpliwość w roli opatrzności, zadawszy w tym wypadku nieretoryczne pytanie: «A jak takie mogło stać się»? Znaleźć jednoznaczną odpowiedź w tej sytuacji jest nadzwyczaj skomplikowano. Biorąc pod uwagę to, że po emigracji z Polski do Kanady (1981 roku), po długim czasie pan Poliszczuk w środowisku ukraińskich nacjonalistów - koleg po wydaniu «Nowa Droga» (w Torontie), wspominał o swoim niedługim (gdzieś do 1955 roku) okresie życia we Lwowie (na Ukrainie Zachodniej). I nawet parę razy wspominał o tym, że zaprzyjażnił się tam z oficerem radzieckiego Ministerstwa bezpieczeństwa publicznego. Jednak, ani w Ukrainie, ani w Kazachstanie odszukać ślady pobytu szanownego doktora nauk osobiście mi tak i nie udało się.
Należy odznaczyć, że autorem wszystkich tych, ukazanych powyżej dosyć sprzecznych faktów z biografii Poliszczuka, jest sam szanowny pan Poliszczuk - tak zwany, demaskator ukraińskiego nacjonalizmu. I zostaje wróżyć, kiedy ż on mówił prawdę, i czy mówił on jej w ogóle?
A jeśli on kłamał, to wówczas, komu to było potrzebne? Zwolennikam OUN-UPA, które przygrzały u siebie Ukraińca Poliszczuka, który uciekł z Polski? Wątpliwe. Polakom, których tak konsekwentnie i żarliwie bronił ten szanowny uczony działacz? Ale wtedy, po co on porzucił swoją, prawie, Ojczyznę? Być może, w tym był interes u właśnie Ukraińców? Ależ w te czasy (ZSRR rozsypał się tylko w 1992 roku) ich nikt i nie pytał.
Ale wszystko okazuje się o wiele prostszym. I objaśnia się banalną współpracą pana Poliszczuka w ciągu wielu dziesiątków lat z sekretną i wszechobecną organizacją, która i do tego dnia zostaje dla wielu ludów ukryta aureolą złowrogiej chluby. Ostatnia jej nazwa - KGB ZSRR.
A teraz wrócimy na początek mojej narracji i wspomnimy o falsyfikacie, pod nazwą «Rozwiązanie Narodowego drutu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 22.06.1990 r.», która pojawiła się w lata 90-e, i którą agent KGB Wiktor Poliszczuk przyjął za czystą monetę. Już bardzo w porę stało się to wszystko: w moment, kiedy rozsypała się Organizacja państw Warszawskiej Umowy, i Rady zostały sam na sam ze wszystkimi swoimi problemami, w tym i narodowymi. I tych problemów stawało coraz więcej. Zachodnie obwody Ukrainy już witały nową niezależną Polskę. Związek Radziecki rozwalał się w oczach. Oto wam i podłoże: nie mogli gospodarze Moskwy dopuścić takiej wolnomyślności. Być może, wtedy jeszcze wszechmocne KGB zdecydowało stworzyć sytuację, przy której można było by lekko zabić klin do dobrosąsiedzkich stosunków dwóch ludu, które odradzają się.
Oto teraz – wszystko staje się wytłumaczalnym! I pojawienie właśnie we Lwowie powyżej wspomnianego dokumentu, i błyskawiczna reakcja pana Poliszczuka, wtedy już znanego demaskatora ruchu banderowskiego (a propos, też w duchu idei propagandy radzieckiej), i nawet nieadekwatna, w przeciwieństwie do rozwiązania Sejmu, reakcja polskich pamiątkowo-patriotycznych organizacji, które tylko pojawiły się, kierowane, z reguły, weteranami Armii Krajowej, które również różniły się współpracą z Radami w 1944-47 latach.
No, tak? Tam też byli swoi ludzie. Wszystko to dobrze opisano w opublikowanych wspomnieniach byłych żołnierzy AK, gdzie wszystko jasno i całkowicie zrozumiale jest wyłożono.

Jednakże historia albo polityka?

Odtąd minęło dwa dziesiątki lat. Już dawno, w 2009 roku, opuścił ten świat pan Poliszczuk. Na mapie politycznej świata pojawiły się dwa dziesiątki nowych krajów, w szczególności, na europejskich i azjatyckich kontynentach, które wyznaczały podstawy nowej światobudowy, zanaczywszy w międzypaństwowych stosunkach ambicje nowych graczy. Ale w całej tej różnorodności nowości, dziś tak jawnie są dostrzegalne stare chwyty i metody prowadzenia zakulisowych gier politycznych! I oto znów (w marcu tego roku) na stronach polskiego kresowego informacyjnego wydania pojawia się znane «Rozwiązanie Narodowego drutu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 22.06.1990 r.», i już nowi apologeci włączają się do jego omawiania, operując podobnymi wyrażeniami, o możliwości odrodzenia faszyzmu na Ukrainie.
Czy to naprawdę tak? Nie jestem pewny. Zwłaszcza po tym, jak, odwiedziwszy tego roku na Ukrainie, 9 maja widziałem obchodzenie Zwycięstwa w tej wojnie. Ale niech sami Ukraińcy odpowiadają na podobne wypady. Ja, wielce szanowny czytacz, pozwolę sobie zatrzymać się na innych okolicznościach.
I tak, znów są zapomniane oświadczenia o pojednaniu, ogłoszone w różny czas rządami, jak Polski, tak i Ukrainy na najwyższym poziomie. W jakiejś mierze, takie zapomnienie można wyjaśnić. W pierwszym rzędzie, przez niekonsekwentną pozycję kierowników państwa ukraińskiego. Czego tylko kosztują skutki burzliwej działalności dla heroizacji banderowców, którą rozwinął swego czasu były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. I rzecz jasna, że wtedy nie zmusiła siebie czekać odpowiednia reakcja polskiego istebliszmentu, który, należy powiedzieć, zawsze odczuwał pewny deficyt informacyjnych pretekstów dla podnoszenia własnych rankingów elektoralnych.
A co dotyczy tych pretekstów, to oto, na przykład, jeden z nich. Wiosną tego roku, w polskich Mediach pojawiła się informacja o tym, że narodowa Agencja bezpieczeństwa wewnętrznego zajmuje się spełnieniem naukowego projektu pod nazwą «Współpraca Służby bezpieczeństwa MSW Polskiej Republiki Ludowej z KGB ZSRR». W końcu, jednym z wyników do których przyszły polskie służby specjalne, okazało się uznanie tego faktu, że blisko sześciuset polskich obywateli w okresie z 1972 po 1990 rok przeszły przez ćwiczebne zakłady KGB ZSRR. I całkiem łogiczne, że znaczna część tych ludzi studiowała się radzieckim wywiadem i w późniejszym była zwerbowana dla tajnej roboty w Polsce. Z reguły, po uczeniu w ZSRR ci ludzie zostawali wysłani na służbę do siłowych oddziłów Polski, gdzie dalej «pracowali na korzyść» od razu dwóch państw. I, jak rozumiemy, nie konieczne, że dziś rosyjskie służby specjalne nie korzystają usługami tych że agentów sekretnych, które były zwerbowane i wyuczone ich poprzednikami.
Z dużą cząstką wiarygodności - tak ono i jest. Ponieważ z własnej woli nikt nie zrezygnuje z możliwości, prześladując swoje interesy, wywierać wpływ na społeczną świadomość i system państwowy Polski. A po co wpływać? Myślę, że wszystko wyżej powiedziane i jest odpowiedzią. Pozwolę sobie tylko nieduże wyjaśnienie, jeśli moje wnioski są nie dosyć przejrzyste: Ukraina dla Rosji jest jednym z głównych priorytetów politycznych, dlatego jej wszystkimi sposobami narzuca się wybór pewnej orientacji na Eurazjatyckie i Celnicze związki. Niestety, w przypadku realizacji Rosją tych daleko idących planów, Ukraina dla Europy będzie stracona na zawsze, i to - fakt. Odpowiednio, przyśpieszyć spełnienie tego planu można pokłociwszy jej z najbliższymi sojusznikami w eurointegracyjnych procesach, i w pierwszej kolejności z Polską. Samo sobą zrozumiale, że otwarcie przeprowadzać takie przedsięwzięcia nie jest logicznie. A system odpowiednich organów specjalnych Federacji Rosyjskiej to jest właśnie to, co jest potrzebne w takich sytuacjach. Można konstatować, że współpracownicy rosyjskich służb specjalnych nie niepotrzebnie jedzą swój chleb. Pierwsze sukcesy Moskwy na tej drodze, jak widzimy, już są. To i próba przyjęcia Polską bardziej szorstkiej rezolucji z oceną Wołyńskich wydarzeń 1943 r., i niespodziewany nawet dla Polaków demarche 148 ukraińskich deputowanych. Być może, właśnie dlatego Kreml tak demonstratywny nie spostrzega tych nagle rozpalonych z nową siłą polsko-ukraińskich sprzeczek z powodu tragedii Wołyńskiej, którą można liczyć w pewnej mierze i częścią rosyjskiej przeszłości historycznej.

http://mareksiemasz.blog.interia.pl/