Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

(13)
Otwiera się swoiste okienko transferowe. Zanim państwo je zatrzaśnie, każdy będzie mógł wyjechać do szpitala w dowolnym kraju Unii i gruntownie podreperować zdrowie. Po czym wrócić i zażądać od NFZ zwrotu części kosztów za leczenie.
  • 2013-09-27 00:04 | izka561

    Mogą być zyski a nie straty

    Jeśli zabiegi i leczenie w zagranicznych ośrodkach miałoby się odbywać na podstawie skierowań polskich specjalistów to w celu uniknięcia kompromitacji nasi lekarze musieliby podnieść poziom i diagnozować prawidłowo a także kierować na zabiegi naprawdę konieczne.Jeśli do tego doszłyby zyski z braku powikłań pooperacyjnych i błędów w leczeniu to NFZ nie tylko nie straci ale może bardzo dużo zaoszczędzić.O korzyściach dla chorych nawet nie wspomnę.
  • 2013-09-27 00:12 | camel

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    Proszę zwrócić uwagę, że clou nie jest fakt, że tam drożej. Gwoździem sprawy jest możliwość wyrwania się spod noża naszych weterynarzy (weterynarzy, bo weterynarz z krową nie gada, podobnie jak polski lekarz z pacjentem) i być leczonym przez ludzi dysponujących wiedzą z lekka świeższą, niż XIX wiek panujący w umyslach naszych medyków. Owszem, z rzadka trafiają się profesjonaliści najwyższego sortu, ale parafialna przeciętna jest zachowana a jest ona okropna. Gdyby zarobki lekarzy wynikać miały z ich skuteczności w diagnozowaniu i ordynowaniu kuracji, to mielibyśmy kolejki ludzi w białych kitlach do kuchni brata Alberta.
  • 2013-09-27 20:47 | izka561

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    cam
    Mylisz się co do weterynarzy.Do krów mojego dziadka przychodził taki co ciągle do nich przemawiał czułym głosem a cielące sie dodatkowo głaskał -mówił że tak lepiej znoszą ból.
  • 2013-10-09 14:11 | camel

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    izka - czyli jak nazwać naszych medyków? Masz jakieś propozycje?
  • 2013-10-16 09:37 | otu

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    podziwiam wiare w cudotworcze umiejetnosci zagranicznych lekarzy. Sa takimi samymi fachowcami jak polscy, maja jedynie wieksze mozliwosci. Lekarz "Praktischer Arzt" /co najmniej godzine czekania w poczekalni/ w wiekszosci wypadkow odsyla do "Facharzta" /Austria czy Niemcy/ a tutaj tez roznie bywa. Terminy tez sa duze, np zona na termin do specjalisty od tarczycy czekala prawie pól roku. Podobnie jest z okulistami /pare tygodni/, kardiologami tez kilka tygodni, do psychiatry kilka miesiecy...
    w kazdym razie do Facharzt-ów minimum kilkanscie dni.
    prywatnie oczywiscie szybciej /ale czy lepiej?/ ceny w Austrii Prakticher Arzt od 40-80€uro, Facharzt od 150 €uro w góre, pobyt w szpitalu to co najmniej kilkaset euro za dzien, bez opieki lekarskiej...
  • 2013-10-16 17:30 | Vera

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    Jak zwykle!
    Jedni chodzą do lekarza i się leczą
    A innym pozostało w naturze, że najlepiej narzekać.
    To charakter a nie warunki.
  • 2013-10-17 10:01 | Maria

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    Podzielam zdanie na temat zachodniej opieki zdrowotnej jak najbardziej , ginekolog w UK to jest specjalista do ktorego trzeba miec skierowanie od GP (lekarz rodzinny), w polowie marca udalo mi sie uzyskac termin wizyty na poczatek lipca! Z wrazenia mi wszystkie dolegliwosci same przeszly. Pewno dlatego sa o wiele skuteczniejsi, statystycznie. Jak poczekasz, to ci przejdzie:) Prywatnie moge isc, ceny od £80-£120 w polskiej klinice do ok £300 w angielskiej za podstawowa wizyte z USG i opisem. W Polsce max £40. Juz widze kolejki wyjazdowe.
    Nie komentuje leczenia powaznych chorob, bo tfu!i na psa urok, nie mam do czynienia z takowymi.
  • 2013-10-17 10:37 | Obcy

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    Moja teściowa zachorowała w Polsce i na wyniki badania krwi, które trwały dwa tygodnie nie doczekała. Wewnętrzny stan zapalny nie został wystarczająco wczśsnie zdiagnozowany. Na zachodzie nikt nie czeka na badanie krwi dwa tygodnie. Na badanie u okulisty czeka się na zachodzie do dwóch miesięcy, ale w stanach zagrażających życiu, badania prowadzone sa natychmiast.
  • 2013-10-17 23:07 | maksymilian

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    Zawsze się dziwiłem, co red.Solska robi w składzie skądinąd zasłużonego periodyku, ale tym razem to już przekroczyła wszelkie granice bezmyślności, tupetu i nonszalancji.
    Już po przeczytaniu 1 strony można się zagotować i powiększyć grono potrzebujących pilnej pomocy medycznej.
    Hulaj dusza piekła... - akurat tutaj mimowolnie trafiła red. Solska w sedno, bo właśnie tym piekłem dla niektórych jest polska służba zdrowia.
    Ja osobiście wypraszam wywoływanie u mnie poczucia winy za to, że pójdę do lekarza w Czechach nie czekając półtora roku na wizytę w Polsce. Bo ta wizyta wcale nie będzie kosztować NFZ drożej, więc proszę nie wypisywać głupot o rujnowaniu budżetu tegoż. A w dodatku zostanę potraktowany jak człowiek przez miłego i myślącego lekarza a nie nadętego bufona, który odfajkuje mnie rutynowo jak to najczęściej u nas bywa, poświęcając mi tyle uwagi i serca co lampie na biurku.
    Tekst J.Solskiej jest głupi, arogancki, upokarzający i obraźliwy dla ludzi, którzy mają jakąś nadzieją na zmianę i możliwość korzystanie ze służby zdrowia w cywilizowany sposób, a nie oczekując na podstawowe porady i zabiegi po kilkanaście miesięcy, doświadczając przy tym bylejakości i rutyny polskich jaśnie panów w kitlach.
    Parę razy korzystałem prywatnie z usług medycznych w Czechach - bo okazało się, że niektóre zabiegi chirurgiczne wykonują znacznie taniej niż prywatnie w Polsce. Zabiegi, na które z NFZ musiałbym czekać czasem 2 lata. Np. Artroskopia stawu kolanowego po pęknięciu łąkotki.
    2 lata mam chodzić wg NFZ z pękniętą chrząstką łąkotki, która w każdej chwili może mi zablokować staw kolanowy na amen i doprowadzić do trwałego inwalidztwa. Dowcipne!
    Ale dla pani Solskiej pacjent, który nie chce być inwalidą z łaski NFZ i pojedzie do Niemiec czy Czech na ten zabieg - to naciągacz, który sobie pohula...że ho-ho i jeszcze pogrąży biedny Fundusz.
    A nie pomyślała Pani - pewnie entuzjastka wolnego rynku - że taka konkurencja dobrze zrobi zadufanym w sobie polskim lekarzom? Ze może zweryfikuje częstokroć naciągane ceny procedur? Ze może ludzie zobaczą w innych krajach, jak pozycja zasadnicza pacjenta przed lekarzem nie musi być skurczona w sobie i pokorna jak chłopa przed dziedzicem?
    Przecież obecna sytuacja zwłaszcza w zakresie specjalistycznych porad i zabiegów to cyniczne zakładanie przez organizatorów tej, pożal się Boże, służby zdrowia, że skandalicznie długie oczekiwanie zmusi ludzi do korzystania z usług pełnopłatnych a problem tych, których nie stać, rozwiąże sama natura. I to jest stan, z którym pacjenci mają się pogodzić, bo wyjazd zagraniczny to wg. red. Solskiej to grzeszny i nieetyczny postępek.
  • 2013-10-19 03:47 | wari

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    maksymilian
    Obawiam się, że nie zrozumiałeś tekstu. To nie pani Solska obawia się ruiny NFZ-tu, ale nasi decydenci i słusznie. To oczywiste, że jeśli więcej osób zostanie "obsłużonych" w ciągu roku, dzięki wizytom lekarskim w innych krajach za które NFZ zapłaci, to tych pieniędzy będzie musiało być wydanych więcej. Limitowanie świadczeń to główne narzędzie regulacji wydawania pieniędzy przez NFZ. Przykrawa liczbę świadczeń do możliwości budżetu, dlatego w wielu szpitalach są pustki, szczególnie pod koniec roku. Cały system ochrony zdrowia w Polsce to patologia, frustrująca i pacjentów i lekarzy. Jeśli szpital wydaje 90% pieniędzy na pensje to za co ma leczyć?
  • 2013-10-19 13:00 | otu

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    2013-10-19 03:47 | wari

    o ile zrozumialem zalozenia projektu, to nie bedzie zadnej ruiny NFZ-tu, gdyz ten bedzie placil tylko tyle ile kosztowalby zabieg w Polsce, reszte ma doplacic chory. A tego mu nie zazdroszcze znajac ceny uslug lekarskich czy szpitalnych np w Austrii.
  • 2013-10-19 13:40 | maksymilian

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    Wari, tekst z 1 strony wystarcza do wyprowadzenia z równowagi. I zrozumiałem, że pani Solska ma za złe ludziom szukającym pomocy medycznej za granicą i ich będzie obarczać winą za "rujnowanie budżetu NFZ". Oczekuje od pacjentów, że niesieni patriotycznym obowiązkiem będą chodzić z taką choćby zaćmą, ślepnąc przez 1,5 roku, zamiast pojechać za granicę.
    Sytuacja w której ludzie nie mogą wykonać ważnych zabiegów - a szpitale stoją puste i czekają na limity to rzeczywiście patologia i wynaturzenie wołające o pomstę nieba.
    Tyle że to wszystko opiera się na fundamencie doktrynalnym i ideologicznym wyznawanym jak najświętszy dogmat przez obecny układ polityczny i nie ma żadnych widoków na weryfikację tych doktryn. Przypomina to, niestety, dogmatyzm minionego ustroju, który nie był zdolny do jakiejkolwiek samoweryfikacji. Przecież cały ten system "ubezpieczeń" zdrowotnych, składek, weryfikacji ubezpieczonych i nieubezpieczonych to kosztowny pic i fotomontaż potrzebny jedynie do utrzymywania doktryny składkowo-samofinansującej się służby zdrowia, słuszniejszej ideologicznie od niesłusznej służby publicznej i bezpłatnej dla wszystkich.
    Pisano o tym już wielokrotnie, ze te składki to fikcja, ponieważ jako odliczane prawie w całości od podatków i tak per capita są finansowane przez państwo - tyle że okrężną drogą udawania systemu "naliczania i poboru" składek zdrowotnych.
    Może więc sytuacja powstała po wejściu w życie rzeczonej dyrektywy po prostu rozwali cały ten bzdurny system i zmusi rządzących do jego generalnej przebudowy, bo bez jakiegoś wstrząsu nie ma na to najmniejszych widoków.
  • 2013-10-19 13:53 | maksymilian

    Re:Jak się leczyć za granicą za publiczne pieniądze

    Nikt tu nie wierzy w cudotwórstwo zagranicznych lekarzy, ale na rzetelne i sumienne wykonywanie swojej pracy - z czym w Polsce bywa bardzo różnie. Trudno wypowiadać się, czy niejednokrotnie lekceważące i byle jakie podejście polskich lekarzy wynika z niedostatecznych kwalifikacjach.
    Znając narodowy charakter Polaków podejrzewam,że często polski lekarz wyjeżdżając za granicę doznaje cudownej przemiany i tam dla Niemców czy Anglików zaczyna być świetnym fachowcem, również troskliwym i pełnym serca i zaangażowania.
    Ja w każdym razie parę razy byłem u lekarzy w Niemczech i w Czechach. Różnica w podejściu do pacjenta jest z reguły od razu odczuwalna i to nie za sprawą cudów ale innego poziomu etyki.