Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Kiedy organizm atakuje mózg

(14)
Wiele osób cierpi z powodu chorób, które są uleczalne, ale nie zostały właściwie rozpoznane. Wszystko zależy od wiedzy i intuicji lekarza, do którego trafią.
  • 2013-12-19 16:09 | grzegi25

    Szanowny Autorze artykułu

    Czy byłby Pan łaskaw wyjaśnić mi różnicę między chorobą neurologiczną mózgu, którą przeszły bohaterki Pańskiego artykułu, a chorobą psychiczną czy zaburzeniami psychicznymi, które podejrzewano u nich początkowo? Bo ja nie widzę merytorycznych podstaw do takiego rozróżnienia. Wszystkie te jednostki chorobowe łączy etiologia neurologiczna.
    Czy nie chodzi tu, jak podejrzewam, głównie o interesy branżowe? O to, aby psychiatria i psychologia kliniczna mogły nadal postulować (wątpliwą według mnie) samodzielność swoich dziedzin?...
  • 2013-12-19 20:49 | pipik

    opętanie

    Ciekawe w ilu przypadkach młodzi ludzie u których nagle wystąpiły objawy neurologiczne byli prześladowani, uznawani za opętanych, poddawani egzorcyzmom, czy eliminowani, jako czarownice...
  • 2013-12-19 21:48 | Slawomirski

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Gratuluje bardzo ciekawego tematu jakim jest interakcja receptorow NMDA z przeciwcialami. Po zachodniej stronie Atlantyku sporo sie mowi i pisze o narkolepsji i jej immunologocznej etiologii. Poznawanie swiata otwiera przed nami nowe drzwi co na pewno zaowocuje duzymi zmianami w naszym zyciu.
  • 2013-12-20 00:33 | Medyk

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Wiele chorób i zaburzeń psychicznych ma podłoże neurologiczne. W dużym uproszczeniu neurolog zajmuje się leczeniem zmian organicznych układu nerwowego, a lekarz psychiatra zmian w zachowaniu, które oprócz zmian neurologicznych mogą być spowodowane zaburzeniami hormonalnymi, somatycznymi, uwarunkowane genetycznie, stresem albo tzw. idiopatyczne (o nieznanej/nie odkrytej jeszcze przyczynie).
    Co ciekawe, o ile np. ból może być przyczyną powstania depresji o tyle depresja może być przyczyną bólu! (tzw. bóle psychogenne, leczone skutecznie jedynie przez środki przeciwdepresyjne).

    Samodzielność jakiejkolwiek dziedziny w medycynie jest mitem, ponieważ wszystkie układy w organizmie człowieka oddziałują na siebie nawzajem. Tak więc ani kardiologia, ani gastrologia, ani pulmonologia, ani neurologia, ani psychiatria ani w końcu żadna inna specjalizacja nie są od siebie odrębne, wszystkie się natomiast zazębiają.
    Każdy lekarz (czy to kardiolog czy to psychiatra) kończy te same studia medyczne, ponieważ nie da się być dobrym lekarzem bez ogólnej wiedzy medycznej.
  • 2013-12-20 19:24 | grzegi25

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. Pańskie wyjaśnienie różnic między neurologią a psychiatrią mnie jednak nie przekonuje, albowiem zmianom organicznym układu nerwowego towarzyszy zmiana zachowania (jak w powyższym artykule), która miałaby być dziedziną psychiatrii, gdy z kolei zmiany hormonalne, choroby somatyczne, uwarunkowania genetyczne, stres i idiopatia (dlaczego właściwie psychiatrii oddano to, czego przyczyn nie znamy?) oddziałują organicznie (bo jakże inaczej? przez ducha?...) na układ nerwowy i dopiero przezeń na zachowanie.
    Poza tym, skąd psychiatria miałaby brać wzorce niepatologicznych zachowań, jeśli nie z obowiązujących w danej epoce norm społeczno-obyczajowych? To czyni ją w większym stopniu zmedykalizowaną dziedziną moralistyki niż gałęzią medycyny.
    Prawda też, że nie istnieje samodzielność dziedzin w medycynie, lecz nie znaczy to przecież, iż dziedziny należy mnożyć ponad konieczność i wymyślać im obszary zainteresowań z medycyną mające niewiele wspólnego. Trochę się interesuję tym zagadnieniem i wiem, że sami psychiatrzy (i psychologowie kliniczni) są NIEKIEDY bardzo krytyczni względem ograniczania ich specjalności do medycyny i niedostrzegania kulturowego (a przez to i politycznego) aspektu tychże.
    Podaje Pan przykład depresji jako choroby, zaburzenia zachowania leczonego przez psychiatrów. Niczego nie odejmując ludziom, którzy rozpaczliwie i chronicznie cierpią psychicznie, nie widzę jednak wystarczających powodów, aby ubierać ich cierpienie w szaty jednostki chorobowej. Taki zabieg zaciemnia tylko społeczne przyczyny ich problemów i każe koncentrować się na "leczeniu" skutków tychże w postaci samych poszkodowanych.
  • 2013-12-21 12:22 | bpiorczynska

    DZIEKUJĘ ZA TEN ARTUKUŁ !!

    Moja 87-cio letnia mama po ciężkiej operacji pobycie w szpitalu na chirurgii urazowej po kilku dniach wylądowała na internie z zapaleniem płuc, która kompletnie nie była przygotowana do przyjęcia pacjentki po ciężkim urazie, leżało na tym oddziale kilka pań też po zapaleniu płuc ale w śpiączce i nikt nie wiedział dlaczego (może to inny objaw zapalenia mózgu). Mojej mamie zaczęły drżeć nogi mimo to została wypisana ze szpitala. Po dwóch dniach zaczęły się objawy jak w Pańskim artykule na oddział neurologii szpitala Czerniakowskiego nie została przyjęta odesłano ją do psychiatrycznego a tam zgotowano piekło zamiast właściwego leczenia przywiązywanie i tak przykutego starego człowieka pasami do łóżka, powykręcane przez pielęgniarzy stawy, rany na nadgarstkach, i kompletny brak opieki - obie tej traumy nie zapomnimy do końca życia. Wcześniej gdzieś coś słyszałam, próbowałam znaleźć informacje ale bezskutecznie teraz wiem w razie nawrotu choroby gdzie szukać pomocy. DZIĘKUJĘ
  • 2013-12-21 20:04 | vertigo13

    swieci

    .
    Panteon swietych kk
    jest wypchany ludzmi
    z roznymi ,,syndromami,,

    wierni ciagle sie do nich
    modla, nabijajec tace
    i skarbony koscielne,
    inni less lucky, skonczyli
    na stosie….

    Dzis sie ich leczy,
    it’s call progress
    ""
  • 2013-12-26 07:15 | plaatz

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Złe to, kadzidło i szmirra panie vertigo...


  • 2013-12-26 12:24 | realistka

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Nie zgadzam się z Panem ,że depresja nie jest chorobą neurologiczną. Otóż jestem dowodem na to ,że depresja jest chorobą neurologiczną i w dodatku dziedziczną jak zresztą część chorób psychicznych. W mojej rodzinie depresja była po kądzieli choć objawiała się w różnych etapach życia mojej prababki , Mamy i moim. Moja depresja tylko dzięki nowej generacji leków jest jako tako pod kontrolą. Według mnie dopiero dekada mózgu lat 90tych XX wieku odkryła mechanizmy chorób psychicznych i znalazła leki ,które przywracają ludzi chorych psychicznie społeczeństwu. Psychiatria ta nowoczesna jest bliżej neurologii niż psychologii ,która wg mnie jest przeceniana . Kontekst kulturowy oczywiście jest ważny ,ale dla mojego leczenia psycholodzy okazali się bezużyteczni , choć nie dyskwalifikuję ich pomocniczej roli przy wychodzeniu ze stresu i traumy.
  • 2013-12-26 15:03 | grzegi25

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Szanowna Pani,

    Nie było i nie jest moim zamiarem przekonywanie kogokolwiek, że zespół stanów psychicznych określanych jako "depresja" nie ma charakteru neurologicznego. Wręcz odwrotnie - nie wyobrażam sobie, aby jakakolwiek myśl czy uczucie w człowieku mogło powstać inaczej niż na podłożu neuronalnym mózgu (nie wierzę w żadne ezoteryczne dusze i odmawiam poważnego traktowania takich pomysłów, dopóki ich realność i oddziaływanie nie zostaną udowodnione).

    Aby wyjaśnić lepiej, o czym piszę, posłużę się metaforą obozu koncentracyjnego, którego więźniowie cierpią fizycznie i psychicznie w warunkach, w jakich się znaleźli. Oczywiście cierpienie więźniów ma neurologiczny charakter, bo bez układu nerwowego z rozwiniętym samoświadomym mózgiem nie mogłoby w ogóle powstać. Jednakże to dopiero społeczna rzeczywistość świata obozowego sprawia, że ich takie a nie inne genetyczne podłoże rozwija się w szkodliwym dla nich kierunku.
    Co mogą na to poradzić lekarze obozowi? Widzę dwie skrajne opcje. Po pierwsze, mogą odmówić aktywnego podtrzymywania więźniów w jako takiej użyteczności dla obozu (tj. odmówić ich "przywracania społeczeństwu" obozowemu), skierowując większość swojej energii na krytykę obozowej organizacji społecznej, która niszczy ludzi. Takie rozwiązanie jednak równa się zawodowemu samobójstwu lekarza i upadkowi jego (czy jej) statusu społecznego w obozie. Lekarze zostali bowiem stworzeni przez obóz i mają mu służyć. Niewielu się na to rozwiązanie zdecyduje. Drugą, łatwiejszą (bo nawiązującą do lekarskiego etosu) i użyteczniejszą dla obozu opcją jest zmedykalizowanie i spatologizowanie cierpień więźniów. Cierpienie staje się wewnętrzną chorobą samych więźniów, którą rozpoznaje się w odniesieniu do normatywnych wzorców kulturowych obozu (tym łatwiej o to, że istotnie towarzyszą tej "chorobie" zmiany w mózgu). Skoro są oni chorzy, trzeba obmyślić i podać im środki farmakologiczne, które sprawią, że rzeczywistość obozowa stanie się dla nich emocjonalnie i intelektualnie bardziej znośna. Stopień funkcjonowania w obozie i pozytywne do niego nastawienie stają się wyznacznikami zdrowia pacjentów obozowych. Przesłanie jest jasne - nie trzeba zmieniać obozu, trzeba wyprodukować "pigułkę szczęścia" i hojnie udzielać jej ludziom.

    Odchodząc już od całego przejaskrawienia metafory, uważam że tę drugą opcję realizują wszystkie psycho-specjalności - czy to poprzez farmakologiczne oddziaływanie na mózg, czy przez psychoterapeutyczną indoktrynację.
  • 2014-01-04 15:40 | R

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Ilu jest lekarzy, którym się chce pomyśleć nad pacjentem.
  • 2014-01-07 23:46 | Maciej

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Wydaje mi się, że popełnia Pan błąd, starając się "oczyścić" czy też uporządkować medycynę zgodnie z "idealną" klasyfikacją. A przecież podział na dyscypliny - taki czy inny - to sprawa drugorzędna, gdyż liczy się po prostu efektywność terapii.

    Pisze Pan, że zmiany oddziałują organicznie więc, jak rozumiem, nie psychiatria powinna się nimi zajmować. Ale to są rozważania dość akademickie, ponieważ podstawową przyczyną faktu, iż medycyna leczy skutki (manifestujące się w zachowaniu), a nie przyczyny, jest to, że zdiagnozowanie przyczyn niejednokrotnie całkowicie przekracza nasze możliwości. Co więcej, skutek sam staje się przyczyną, jak słusznie napisał Medyk.

    Zatem nawet nie mogąc wyleczyć podstawowej przyczyny, często medycyna jest w stanie osiągnąć mniejszy lub większy efekt pozytywny. Zmiany w zachowaniu, o których Pan pisze (i przeskakuje w obszar moralistyki), nie są przecież ani jedynym, ani nawet najważniejszym celem leczenia. Tym celem jest, jak sądzę (bo medykiem nie jestem), poprawa samopoczucia, "dobrostanu" pacjenta, umożliwienie mu sprawowania kontroli nad myślami i emocjami. "Właściwe" (dla danej kultury, itd.) zachowanie pojawi się wówczas jako następstwo.
  • 2014-06-03 18:25 | lencek

    WWW.ALEŚWIECIE.ZA.PL

    WWW.UBEZWLASNOWOLNIENI.ZA.PL
  • 2017-01-31 12:45 | magnebe

    Re:Kiedy organizm atakuje mózg

    Trzeba uzbroić się w wiedzę - http://www.zdrowyportal.org/295/choroby-mozgu/
    choroby mózgu często mylone są z chorobami psychicznymi a niektóre można wyleczyć