Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Czy szkoła może czegoś nauczyć?

(32)
Rozmowa z neurobiologiem Geraldem Hütherem, profesorem Uniwersytetu w Getyndze, o tym, dlaczego dzieci nudzą się w szkole i co zrobić, żeby mogły rzeczywiście czegoś się tam nauczyć.
  • 2014-10-07 20:12 | Swann

    pseudonauka

    Fascynujące! Dział naukowy Polityki uprawia płodozmian, przeplatając artykuły o pseudonauce (homeopatia, NLP) własnymi przykładami pseudonauki. Oczywiście można argumentować, że kupa banałów („efektywna nauka możliwa jest tylko wtedy, gdy w klasie panują dobre relacje”), okraszona bredniami o neuroprzekaźnikach działających jak nawóz, nikomu nie zaszkodzi. Jestem jednak zdania, że zaszkodzi reputacji czasopisma, które takie kwiatki publikuje.

    Nie wiem, czy autorka wywiadu i pan Huther zdają sobie z tego sprawę, ale istnieje taka dziedzina jak psychologia i w ramach tej dziedziny prowadzi się również badania nad psychologią edukacji. Psychologia, która zajmuje się zachowaniem, jest właściwym poziomem analizy w tym przypadku, nie zaś bajdy o nawozowych neuroprzekaźnikach. Badania nad neurofizjologią są z pewnością bardzo ciekawe (i warte są sensownego artykułu, a nie wywiadu z pseudonaukowcem bajdurzącym poza swoją specjalnością, jak Rońda o brzozie), ale nie służą one wyjaśnianiu zachowań uczniów w szkole.

    W psychologii nie zadaje się może tak subtelnych pytań jak na przykład to: „Polskie badania pokazują, że wielu polskich uczniów nudzi się w szkole. Co dzieje się wtedy w ich mózgach?” Ale dzięki temu, że nie zadaje się takich pytań, nie formułuje się też takich rozczulających wniosków jak ten: „Neurobiologia poczyniła w ciągu ostatnich 20 lat ogromne postępy. Dzięki temu wiemy już, że dotychczasowa koncepcja szkoły jest błędna.” W ramach psychologii pamięci naprawdę bada się wpływ różnych warunków na skuteczność uczenia się. Może redakcja Polityki znalazłaby jakiegoś specjalistę z tej dziedziny i opublikowała z takim specjalistą wywiad, aby czytelnicy mogli się czegoś jednak dowiedzieć o edukacji?

    Niektórym dziennikarzom (a przynajmniej osobom publikującym w artykuły/wywiady w gazetach/czasopismach) wydaje się, że użycie słowa ‘mózg’ albo ‘neurobiologia’ dodaje wagi, znaczenia i mądrości. Sądząc po tym, że tego typu pseudonaukowy bełkot publikowany jest w Polityce, wydaje się też tak zapewne niektórym redaktorom. To jest jednak złudzenie. Wartość artykułu nie rośnie proporcjonalnie do ilości neurobełkotu. Zarazykowałbym tezę, że związek jest wręcz odwrotny.

    Redakcji Polityki dedykuję niniejszy fragment abstraktu z czasopisma Journal of Experimental Psychology: Learning, Memory, and Cognition (można tam też znaleźć wiele na-u-ko-wych faktów na temat uczenia się):

    „We examined the influence of neuroscience information on evaluations of flawed scientific studies after taking into account individual differences in scientific reasoning skills, thinking dispositions, and prior beliefs about a claim. We found that neuroscience information, even though irrelevant, made people believe they had a better understanding of the mechanism underlying a behavioral phenomenon. Neuroscience information had a smaller effect on ratings of article quality and scientist quality. Our study suggests that neuroscience information may provide an illusion of explanatory depth." (Rhodes, Rodriguez, & Shah, 2014)

    A jeśli już jesteśmy na dedykacjach, to dla całej redakcji działu naukowego i dla tych czytelników, którzy przebrnęli przez ten wywiad (oraz mój komentarz) mam jeszcze zapożyczoną opinię o panu Hutherze:

    http://www.zeit.de/2013/36/bildung-schulrevolution-bestsellerautoren
  • 2014-10-10 21:13 | Aegis Maelstrom

    Poziom tego wywiadu jest niestety niski.

    Sporo banałów przeplecionych nadużyciami i nadmiernymi uogólnieniami (np. bzdura o braku genetycznego determinantu rozwoju - otóż taki czynnik jest i jest bardzo silny, czy nam się to podoba czy też nie).
    To wszystko chyba też napisane dla ludzi wychowanych na pedagogice rodem z XIX wieku. Ludzie, którzy choć liznęli problem od strony naukowej - czyli psychologii rozwojowej - dobrze wiedzą, że uczymy się przez zabawę (i to nie tylko faktów), że wewnętrzna motywacja jest ważna, że urawniłowka uprawiana w zbyt dużych klasach o zbyt dużej wariancji możliwości poznawczych uczniów źle im służy itd. itp. Zamiast takich pogaduch u cioci na imieninach, Polityka mogłaby puścić choćby skrót poważniejszych badań z wnioskami.

    Tymczasem cały tygodnik powoli zmienia się w tabloid, z kabotyńskim tabloidowym śródtytułem "Czy szkoła może czegoś nauczyć?".

    Cóż, całość przeleciałem bez wczytywania się, ale tym razem chyba przynajmniej nie ogłosili skonstruowanie perpetuum mobile jak w artykule p. Gietki parę tygodni temu.
  • 2014-10-18 20:07 | wladimirz

    Przecież polskie MEN dokładnie to robi - uważa(co zawarte w dokumentach!), że szkoła powinna różne rzeczy ocenami itp.wymusić ... ;-)

    >Psychologowie długo jednym tchem wymieniali dwa rodzaje motywacji, wewnętrzną i zewnętrzną. Dziś wiemy już, że ta druga niszczy pierwszą<
    A autorka zarabia cieplutką unijną kasę "doradzając strategicznie" minister Kluzik-Rostkowskiej, która do obłędu biurokratyzuje i centralizuje polską edukację, próbując nauczycielom ustalać nawet ustawienie ławek w klasie - to jak to jest, Pani Profesor? ;-)
  • 2014-10-19 03:05 | Helena

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Wybaczy Pan, ale nie ustosunkowal sie Pan w swoim wpisie do problemow poruszanych w artykule. Podobnie jak profesor nie podaje Pan żadnych szczegolów, odnośników do badan pokazujacych, ze profesor się w czyms myli. Dlaczego psychologia, (dla bardzo wielu niestety pseudonauka) ma byc lepszym sposobem badania pracy mózgu czlowieka niż neurobiologia? Czy zna Pan jakiekolwiek badania neurobiologiczne, ktore zaprzeczają temu, co wszyscy wiemy, np. ze zabawa i ruch są badzo istotne dla rozwoju dziecka, ze emocje wplywają na efektywność nauczania, ze uczenie sie metoda projektow w małych grupach jest lepsze od wykładu czy wypełniania cwiczen itd. Cytuje Pan pojedynczą opinię na temat nieprzydaności neurobiologii. Wybaczy Pan, ale jest to pseudonaukowe, a w konfrontacji z zarzutami pod adresem profesora, po prostu śmieszne.

    Wartość Pana komentarza nie rośnie proporcjonalnie do ilości psychobelkotu w nim zastosowanego. Zaryzykowałabym tezę, że związek jest wręcz odwrotny :-)
  • 2014-10-19 10:19 | wladimirz

    Klasyczny przykład mieszczańskiego widzena świata w odizolowanych kawałkach (polecam Tuwima)!

    >„Neurobiologia poczyniła w ciągu ostatnich 20 lat ogromne postępy. Dzięki temu wiemy już, że dotychczasowa koncepcja szkoły jest błędna<
    Po pierwsze to nie koncepcja tylko praktyka głownie!!!
    Po drugie nie wynika ona z wiedzy o funkcjonowania mózgu tylko z masy czynników organizacyjnych&ekonomicznych, dostępności zasobów, tradycji oraz polityki. Wiedza o funkcjonowaniu mózgu, zwłaszcza, że jeszcze niekompletna i niezbyt pewna(interpretacje wyników badań są zmienne!) jest dla tej praktyki dosyć marginalna ... ;-)
  • 2014-10-20 14:07 | M.

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Do @Swanna - psychologia aż nader często uważana jest wlasnie za pseudonaukę. I patrząc na poczynania i teorie rozmaitych psychologów - często wykluczajace się, to psychologia - w dużej mierze - jest błądzeniem po omacku. Jednemu pomoże, innemu zaszkodzi taki psycholog...
    W tym przypadku, nie uważam, żeby neurobiologia ma mniej do powiedzenia. W wywiadzie dość trafnie ujęta zpstała smutna rzeczywistość. Szkoły w obecnym kształcie są opresyjne, nudne, a nauka nie pozostaje w głowach. I piszę to jako ta, która całe życie średnią miała bliską 5.0 - niewiele mi szkoła dała. Raczej to, co z pasją robilam po szkole - tysiące lektur, działań kreatywnych itp. Dziś dzieci tego czasu, który ja mogłam wykorzystać dla siebie, nie mają, niestety.
  • 2014-10-20 20:24 | Swann

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Och, bo ja nie potrzebuję odnośników do badań, aby porobić sobie jaja z wynurzeń profesora. Wystarczy, że sobie pocytuję:

    "Badania, które pani przytacza, znajdują potwierdzenie w niemieckich, z których jedno wykazało, że dwa lata po ukończeniu szkoły uczniowie pamiętają 10 proc. tego, czego się tam nauczyli, a drugie, że jedynie 2 proc. To oznacza, że ogromna część szkolnej wiedzy nie zostaje trwale zapisana w pamięci, a więc przerabiane treści były dla uczniów nudne i ich nie poruszyły."

    To ozancza, że większość informacji nie jest dostępna w trakcie testu. Nie oznacza to, że informacja "nie została trwale zapisana w pamięci" (istnieje dawno już opisana różnica między pojęciem availability i accessibility: http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0022537166800488) i na pewno nie oznacza to, że treści były nudne, chyba że profesor magicznie udowodni mi, że z interesujących treści uczniowie pamiętaliby np. 20%.

    "Z neurobiologicznego punktu widzenia jest to zupełnie bezsensowne. Dziś wiemy już, jak bardzo mogą różnić się uczniowie urodzeni w tym samym roku. "

    Hm, profesor wyczytał ze swojej neurobiologii mniej więcej tyle, co wróżka z horoskopu.

    "Najlepszą formą jest praca w grupach, wtedy dzieci uczą się pomagać sobie wzajemnie i wymieniają się doświadczeniami, a rolą nauczycieli jest udzielanie im pomocy i wsparcia."

    Być może, być może, jeśli tylko zapomni się o takim pojęciu jak collaborative inhibition (dla zawziętych: http://www-scf.usc.edu/~barbersa/Inpress_Barber_Harris_Rajaram.pdf)

    Itd itp. Problemem tego tekstu nie jest nawet to, że są w nim błędy. Problemem jest to, że sprzedaje się czytelnikom banały typu "ludzie lepiej zapamiętują rzeczy, które ich interesują" (naprawdę? na-praw-dę?) podlane bełkotliwymi sosem z neuroprzekaźników. Neuorprzekaźniki nic do problemu nie wnoszą, tworzą za to one 'illusion of explanatory depth'.

    Psychologia zajmuje się badaniem mechanizmów poznawczych, a więc na przykład tego, czy ludzie lepiej uczą się przez zabawę, jaka motywacja pomaga w przyswajaniu wiedzy, jak na pamięć wpływają emocje. Odpowiadając na pytanie o motywację nie sięga się do wiedzy o mózgu, bo to nie jest właściwy poziom analizy. Dla porównania, badając rozprzestrzenianie się populacji ślimaków nie zajmujemy się tym, jak funkcjonują im mitochondria. I to jest powód, dla którego pytanie 'czy zna Pan jakiekolwiek badania neurobiologiczne..." pozostawię bez odpowiedzi.

    Acha, artykuły w JEP:LMC nie są pseudonaukowe - to jest właśnie nauka. Nie są natomiast nauką wywiady jakiegoś zabawnego profesora w dziale pseudonaukowym Polityki (jeszcze raz - kto, do jasnej cholery, puszcza taki badziew do druku???)
  • 2014-10-20 20:27 | Swann

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Psychologia uważana jest za pseudonaukę przez kogo? Może trzeba natychmiast uderzyć do Narodowego Centrum Nauki, bo te biedaki przyznają granty z psychologii! Trzeba ich powstrzymać! Trzeba natychmiast przeznaczyć te pieniądze na projekt 'Nawozowe neuroprzekaźniki w funkcjonowaniu szkół podstawowych: perspektywa neurobiologiczna".
  • 2014-10-20 23:30 | grzegi25

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Odpowiadając na pytanie o motywację nie sięga się do wiedzy o mózgu, bo to nie jest właściwy poziom analizy.

    No na pewno psychologowie i psycholożki bardzo nie chcieliby, aby w dyskursie społecznym przeważył pogląd przeciwny, bo byłaby to dla ich zawodowych i osobistych interesów wielce niepomyślna nowina...

    Jeżeli jednak całość naszej świadomej i nieświadomej aktywności - choć inicjowana przez zewnętrzny względem nas świat fizyczny i społeczny - przechodzi przez "pryzmat" neuronalnej struktury mózgu i jest przez nią ostatecznie formowana (za którym to ogólnym wnioskiem przemawia literalnie wszystko, co do tej pory udało się odkryć), a nie np. przez różne ezoteryczne byty, dusze, itp. (za czym nie przemawia dotąd literalnie nic) - to powiedziałbym, że nie ma właściwszego poziomu analizy ludzkiej aktywności niż właśnie poziom neurobiologiczny. Nasze metody i możliwości w tym zakresie mogą być jeszcze nierozwinięte, możemy nie być w stanie jeszcze przekładać interakcji na linii świadomość-środowisko na język neuronów, ale nie jest to żadna przeszkoda zasadnicza.

    A psychologia... cóż... też ma szansę odegrać pewną rolę (gdyby nie była zajęta "tłumaczeniem" wszystkich dziedzin życia ludzkiego) - jak obserwacje astronomiczne względem astrofizyki.
  • 2014-10-21 10:05 | Swann

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    1) To wszystko spisek psychologów i psycholożek, skierowany przeciwko zdrowemu społeczeństwu! Na szczęście społeczeństwo wkrótce swoim demokratycznym zmysłem wyczuje, że psychologia to zwykły spisek i odetnie darmozjadów od pieniędzy. A całość mogą Państwo przeczytać w czasopiśmie wSieci, zaraz obok artykułu o trotylu.

    2) Ponieważ procesy psychiczne mają neuronalny substrat, to zamiast badać procesy psychiczne będziemy badać wyłącznie tenże substrat. A ponieważ mózg to właściwie chemia, to zamiast zajmować się neurobiologią (która zapewne też jest spiskiem), całą naszą aktywność skierujemy na biochemię. Ale zaraz, chemia to taka aplikowana fizyka! To chemię właściwie też zlikwidujemy i wtedy będziemy już całkiem w raju prymitywnego redukcjonisty. Współczuję tylko humanistom - jak się dowiedzą, że to co badają, to właściwie są tylko procesy wymiany elektronów między różnymi atomami, to się mogą poważnie zmartwić.

    3) Ton tutejszych komentarzy jest przygnębiający - 'psychologia to takie bajanie o duszy i pseudonauka, a prawdziwie naukowo to się robi, jak się badanych wsadzi do jakiegoś skanera'. No bo jak krew przepływa przez płat czołowy, to po prostu nie ma bata. Niewątpliwie żenujące artykuły w Polityce przyczyniają się do tego smutnego stanu rzeczy.
  • 2014-10-21 11:30 | Kat

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    "A psychologia... cóż... też ma szansę odegrać pewną rolę (gdyby nie była zajęta "tłumaczeniem" wszystkich dziedzin życia ludzkiego) - jak obserwacje astronomiczne względem astrofizyki."

    Bardzo ładna analogia. Naprawdę, bez ironii.

    Jednak ludzka (i nie tylko ludzka) aktywność determinowana jest przez np. obieg Ziemi wokół Słońca czy położenie względem siebie Słońca i Księżyca. Kompozycja chemiczna Słońca czy też stadium rozwoju gwiazdy, w którym się ono obecnie znajduje niewątpliwe są ważne z naukowego punktu widzenia, ale rolnik nie będzie na tej podstawie obsiewał pól, żeglarz nie weźmie tego pod uwagę przy nawigacji, a niedźwiedź nie będzie hibernował.
  • 2014-10-21 14:18 | jukka2003

    Nie jestem ani psychologiem ani neurologiem

    Nie bede wnikac w szczegoly, ale wiem na pewno - ze nie biore Polityki z poczuciem ze bede czytac literature naukowa. To jest raczej publicystyka i nie wymagam cytatow i referencji do badan.

    Mnie ten artykul przekonal, bo jako rodzic - widze ze opisany w nim problem istnieje. Szkoly sa anachroniczne i bazujac na obcnej wiedzy nalezy je poprawiac a nie konserwowac skansenu.

    Na forum - jak zwykle polskie piekielko, plucie na dziennikarzy, na innych naukowcow i na innych uzytkownikow sieci. Ciekawe skad to sie bierze ... może to kompleksy?


  • 2014-10-21 15:05 | wladimirz

    Problem istnieje, ale jest to problem środków i działania biurokratycznej struktury MEN+kuratoria, a nie wiedzy o pracy mózgu!!! ;-)

    >Mnie ten artykul przekonal, bo jako rodzic - widze ze opisany w nim problem istnieje. Szkoly sa anachroniczne i bazujac na obcnej wiedzy nalezy je poprawiac a nie konserwowac skansenu.<
  • 2014-10-21 16:00 | Swann

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Ależ z przyjemnością wytłumaczę, skąd to się bierze - bierze się ze wściekłości, że najpoważniejsze czasopismo w Polsce publikuje w dziale 'NAUKA' wynurzenia jakiegoś gościa, który zamiast naukowej wiedzy sprzedaje swoje wątpliwe przemyślenia. Polskie piekiełko to jest wtedy, gdy Kaczyński kłóci się z Kopacz o to, co powiedział Sawicki. Jeśli jednak chodzi badania naukowe, to oburzenie na opowiadających bzdury "profesorów" nie jest polskim piekiełkiem, jest natomiast słuszną reakcją na skandaliczne praktyki.
  • 2014-10-21 16:26 | KotaKota

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    @M.

    Nawet jakoś bardzo mnie nie dziwi, że ludzie mają o psychologach takie zdanie, jeśli swoją wiedzę czerpią z mediów. Niewątpliwie wielu wypowiadających się tam "specjalistów" chluby zawodowi psychologa nie przynosi. Natomiast fascynuje mnie podejście w stylu:

    a) Psycholog tłumaczy wszystko problemami z dzieciństwa (czy czymś równie rozkosznym), mówi bzdury do gazet niepoparte danymi, diagnozuje bez widzenia osoby diagnozowanej, etc. = psychologia to pseudonauka.
    b) Lekarz przepisuje "leki" homeopatyczne, antybiotyki na grypę, twierdzi, że szczepionki powodują autyzm = z medycyną wszystko jest w porządku, to lekarz jest niekompetentny.

    Psychologia naukowa nie jest "błądzeniem po omacku". To jest dziedzina oparta na badaniach naukowych prowadzonych według ściśle określonych zasad, tak samo jak medycyna; dla przykładu, podobnie testowana jest skuteczność np. terapii psychologicznych w poszczególnych zaburzeniach. Niekompetentni psychologowie nie świadczą o tym, że coś nie w porządku jest z samą dyscypliną naukową. To świadczy źle przede wszystkim o nich samych, a także o procesie kształcenia praktyków w Polsce, który do czegoś takiego dopuszcza.
  • 2014-10-21 18:20 | jukka2003

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    @Swann
    A to poproszę Twoje referencje oraz linki do publikacji naukowych dotyczące tego zagadnienia. Bardzo chętnie się doedukuję.
  • 2014-10-21 18:22 | jukka2003

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    A czy ja stwierdzam coś innego?
  • 2014-10-21 18:24 | grzegi25

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Ad. 1 Bez histerii. Że psychologia stara się wykroić sobie porządny kawałek społecznego tortu (co nie ma wiele wspólnego z poszukiwaniem prawdy o człowieku, o najwyżej z aplikowaniem "prawdy" w praktyce), do tego nie jest potrzebna żadna spiskowa teoria.

    Ad. 2 Procesy psychiczne są emanacją tego substratu neuronalnego, przetwarzającego bodźce wewnętrzne i zewnętrzne. Psychologia może prowokować (poprzez swoje eksperymenta), obserwować i katalogować emocje i zachowania ludzi w różnych sytuacjach (i w tym sensie mogłaby pełnić pożyteczną, choć niesamodzielną, rolę), ale nie dysponuje żadnymi narzędziami, które pozwoliłyby jej głębiej odpowiadać na pytanie o przyczyny danego stanu rzeczy. Uważam, że psychologia - w historycznym znaczeniu tego pojęcia - jest skazana na jałowe drapanie po powierzchni wyjaśniania zjawisk.
  • 2014-10-21 18:47 | wladimirz

    Z tego co napisałaś wynika dla mnie, że to co sobie opowiada ten profesor może mieć jakiekolwiek znaczenie dla konstrukcji polskiej szkoły... ;-)

    Tymczasem jedyna nauka, która by się, póki co, nadała do przebudowy polskiej szkoły, to nauka o funkcjonowaniu wielkich struktur i ludzi w nich (czyli elementy nauki o zarządzaniu!). Jak już się uda szkołę dzięki temu przebudować, przyjdzie czas trybikom w istniejącej maszynerii czyli nauczycielom zająć się mózgiem za pomocą psychologów, neurobiologów neurologów (z każdej z tych nauk można coś pożytecznego wyciągnąć!) ... ;-) Na razie trybiki są totalnie zniewolone przez MEN, a jak tu z Szucha 25 zajmować się efektywnie 5 milionami mózgów ???
  • 2014-10-21 18:49 | Swann

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    No to uważasz. Ja uważam, że prace nad teorią strun są bez sensu, ale to może być dlatego, że się na tym nie znam...
  • 2014-10-21 19:17 | Swann

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Edukacja jest bardzo zbożna. Aby dowiedzieć się czegoś o edukacji i uczeniu się wystarczy poczytać czasopisma:

    - z dziedziny edukacji, np tu: http://www.journals.elsevier.com/learning-and-instruction/

    - z psychologii applikacyjnej (m.in.pamięci), np. tu: http://www.journals.elsevier.com/journal-of-applied-research-in-memory-and-cognition/; http://www.apa.org/pubs/journals/xap/; http://onlinelibrary.wiley.com/journal/10.1002/%28ISSN%291099-0720

    - z psychologii pamięci, np. tu: http://www.journals.elsevier.com/journal-of-memory-and-language; http://www.apa.org/pubs/journals/xlm/index.aspx; http://www.springer.com/psychology/cognitive+psychology/journal/13421

    Nie muszę chyba nadmieniać, że artykułów pana Hüthera w żadnym z tych czasopism nie znajdziesz - ten gość nie jest specjalistą od edukacji/uczenia się/pamięci, a jedynie hochsztaplerem, który na specjalistę się zgrywa (z pomocą pani Żylicz i, co jest bardzo przygnębiające, redakcji Polityki).
  • 2014-10-21 21:56 | wladimirz

    Pani się nazywa Żylińska ... ;-)

    > a jedynie hochsztaplerem, który na specjalistę się zgrywa (z pomocą pani Żylicz<
  • 2014-10-21 23:11 | Swann

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    To fakt...
  • 2014-10-22 09:29 | aga

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Zgadzam się z jukka2003. Możecie spierać się tu o neurobiologię, psychologię i wszystkie możliwe dziedziny nauki. Mam syna w I klasie gimnazjum i w artykule znalazłam dokładny opis funkcjonowania jego szkoły. Nie obchodzi mnie, do jakich nauk będziemy się odwoływać. Obchodzi mnie natomiast, żeby cokolwiek zmieniło się w polskiej szkole !!!!!!!! Rodzice nie mają żadnego wpływu na to, co system (i poszczególni nauczyciele) robią z naszymi dziećmi. W dodatku większość boi się odezwać, żeby "nie zaszkodzić swojemu dziecku", albo uważa, że skoro sami chodzili do podobnych szkół, to tak już musi być.
  • 2014-10-22 16:17 | wladimirz

    Powiedzieć, że coś jest złe i powinno się zmienić jest łatwo, ale bez odpowiedniej diagnozy można wpaść z deszczu pod rynnę ... ;-)

    >Nie obchodzi mnie, do jakich nauk będziemy się odwoływać. Obchodzi mnie natomiast, żeby cokolwiek zmieniło się w polskiej szkole !!!!!!!! <
    Cokolwiek to np. ideologia. Zmieniła się po 89 - jak najbardziej. Jest lepiej ??? ;-)
  • 2014-10-22 20:07 | KotaKota

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Wolne rozważania o polskiej (i nie tylko) szkole, na poziomie obserwacji rodziców czy uczniów, można umieścić w dziale "Społeczeństwo". Słowo "Nauka" w tytule działu jednak zobowiązuje i oczekiwałabym od mojego ulubionego czasopisma, żeby jednak nie mieszało porządków.
  • 2014-10-23 09:08 | maszar

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Oglądałem, mam mieszane uczucia. A co z Rodzicami, Kościołem, Dziadkami itd... Oni wpływają jeszcze bardziej na dzieci, niż sama szkoła. Ich też trzeba zamienić, odsunąć od dziecka ? Jako rodzic uważam, że film jest tendencyjny, choć porusza ważne kwestie, nakierowuje rodziców negatywnie na szkołę. Mówi widzom, że to szkoła jest wszystkiemu winna. A prawdą jest to, że to rodzice mają ostateczny wpływ na kształtowanie dzieci. Co się stanie, jeśli rodzic ze szkoły zabierze dziecko, a będzie on zbyt mało otwarty na Świat i innych. Będzie kształtować to dziecko według własnego uznania. Jak takie dziecko posiądzie umiejętność radzenia sobie w sytuacjach, od których rodzić będzie go chronić i izolować ? Takie dziecko będzie upośledzone w moim odczuciu, choć bardzo rozwinięte emocjonalnie. To bardzo wąska granica i moim zdaniem niewielu rodziców jest zdolnych do kształcenia dzieci na własną rękę. Trzeba zmienić szkolnictwo, a nie je negować. Trzeba wpływać, jako rodzice, na nauczycieli, na szkołę i na podejście do nauczania. Ale nie negować, nie mówić, że jest zła. A takie jednostronne odczucie pojawiło się we mnie po obejrzeniu tego filmu. Niemniej, fakt rozwoju emocjonalnego dzieci jest ważny i należy się nad nim pochylić, zwłaszcza w grupie rodziców. Problem w tym, że czasem Ci rodzice, są już pozbawienie odczuć emocjonalnych i empatii.
  • 2014-10-26 15:29 | Henryk

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Bardzo mi przykro ale jestem zaprzeczeniem wielu tez stawianych w tym artykule. Bez przymuszania nie chciało mi się uczyć.
    Innymi słowy, uczenie się sprawiało ból, który przełamywała dopiero czasami silna presja za którą dziękuję moim nauczycielom
    od podstawówki do ukończenia politechniki.
  • 2015-04-19 20:26 | Piotr S. Kantor

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Czy polska szkoła może czegoś nauczyć? Nie. Polska szkoła już od lat nie uczy czegokolwiek. Ona tylko przygotowuje do egzaminów. Przepuszcza uczniów przez sito testów. Zbiera statystyki i podsumowuje je w rankingach. Mnoży patologie i sama w nich tkwi. Zapraszam na bloga, gdzie opisuję realia polskiej szkoły oczami jej ucznia:
  • 2015-04-19 20:28 | Piotr S. Kantor

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Czy polska szkoła może czegoś nauczyć? Nie. Polska szkoła już od lat nie uczy czegokolwiek. Ona tylko przygotowuje do egzaminów. Przepuszcza uczniów przez sito testów. Zbiera statystyki i podsumowuje je w rankingach. Mnoży patologie i sama w nich tkwi. Zapraszam na bloga, gdzie opisuję realia polskiej szkoły oczami jej ucznia:

    http://szkolakryzysowa.blogspot.com/

    (Wybaczcie podwójny post, link nie wszedł).
  • 2015-12-07 18:16 | wladimirz

    To ministerstwo jest, via przepisy i "nadzór pedagogiczny" oraz "ewaluatorów" pracodawcą nauczycieli i dyrektorów!!!

    >Niestety, dziś mamy coraz więcej nauczycieli „przerabiaczy materiału”. Takie osoby nie pracują dla dzieci, ale dla ministerstwa, a ich uwaga skierowana jest nie na uczniów, ale na podstawę programową.<
    Więc może to ministerstwo i jego urzędasów trzeba zmienić(= wymienić!), a nie zajmować się umoralnianiem nauczycieli !!!
  • 2015-12-07 22:19 | tuba

    Re:Czy szkoła może czegoś nauczyć?

    Z uciechą czytałam wynurzenia teoretyków (czytaj - powtarzaczy medialnych komunałów).
    Ja jestem praktykiem. I wiem, że sposoby wynikające z refleksji neurodydaktycznej po prostu DZIAŁAJĄ. Jeśli uczniowie, analizując tymi metodami fragment "Boskiej Komedii":
    a) mają frajdę,
    b) pamiętają wszystko przez trzy lata i to bez powtórzeń,
    to wiem, że wszelkie "uczone" wynurzenia teoretyków mogę mieć w pięcie. I mam.
    Serdeczne pozdrowienia dla pani Marzeny Żylińskiej. Dzięki jej książce i innym staraniom po 30 latach pracy znowu mam frajdę z uczenia. A to nie jest mała rzecz.