Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

(10)
Matematyka to więcej niż jeden ze szkolnych przedmiotów. Jeśli uczyć jej odpowiednio, kształtuje umiejętność krytycznego myślenia. A to dziś zdolność bezcenna – przekonywali uczestnicy debaty w redakcji POLITYKI.
  • 2014-10-23 00:47 | JanKalema

    Moje zdanie

    Głównym dylematem nauczyciela jest to czego uczyć, co uczniowi teraz i później będzie potrzebne, jaką wiedzę powinien on wynieść ze szkoły. Nauczyciel „wypuszcza” kolejne roczniki uczniów i nie wie co będzie dalej, jak absolwent poradzi sobie dalej w życiu i pracy, co naprawdę okaże się potrzebne, co zbędne a czego go nie douczono. Wypowiada się czego uczyć należy a przecież nie ma o tym pojęcia. Skąd miałby mieć tą wiedzę. IBE takimi sprawami się nie zajmuje, nie prowadzi żadnych badań w tym kierunku, dla nauczyciela zresztą nie istnieje.
    Z matematyką jest najgorzej. Przyjęto tezę a priori, że matematyka to najlepsze, crème de la crème, i tłucze się przez lata słupki coraz trudniejsze, coraz bardziej bez sensu i celu. W szkole podstawowej – by dostać się do gimnazjum, w gimnazjum, by dostać się do liceum, w liceum by dobrze zdać maturę, i na studiach - by jakoś zdać egzaminy. Co na końcu potrafi absolwent – nic!
    Jakiś czas temu uczyłem matematyki kosmitę. Tak, moja ponad pięćdziesięcioletnia wówczas żona postanowiła podjąć drugie studia. Prawniczka zechciała studiować ekonomię. Co z matematyką? Problem. Zgromadziłem programy nauczania od podstawówki po liceum i prawda opisana wyżej stała się jasna. Po roku, jednym roku, przerobiliśmy materiał obszerniejszy niż wykładany w szkole przez 12 lat. Na studiach matematyka zaczęła się badaniem funkcji a skończyła się na ręcznym liczeniu wartości wyznaczników macierzy bez śladu informacji, że macierze służą do czegoś, że można z ich pomocą coś wywnioskować. Takich rzeczy jak obróbka danych, ich prezentacja, wnioskowanie statystyczne, inne musiałem uczyć zonę sam. Mam po tym fatalne zdanie o systemie nauczania matematyki w Polsce.
    Wracając, umiejętność policzenia najtrudniejszych nawet słupków nie przekłada się ani na wiedzę ani, w szczególności, na umiejętność rozwiązania jakiegoś problemu. Absolwent po ukończeniu szkoły jest ciężko poraniony taką matematyką, wymiotuje nią. Nie potrafi niej korzystać. Jest bezradny.
    Tak się składa, że przez kilka lat po studiach byłem nauczycielem fizyki, dopiero potem trafiłem do instytutu. Pamiętam swoje zdumienie widząc nieporadność obliczeniową kolegów inżynierów w odrobinę nietypowych sytuacjach. Przepracowałem na kierowniczych stanowiskach kilkadziesiąt lat, współpracowałem z wieloma ludźmi po studiach, matematyką potrafiło posługiwać się kilkoro, słupki umiał liczyć każdy.
    Stawiam tezę, że współczesne nauczanie matematyki to największy przekręt w Rzeczpospolitej, miliardy idą w błoto, okaleczeni uczniowie, niedouczeni absolwenci. Z kim budować nowoczesną Polskę?
    Tylko zadowoleni z siebie „eksperci” duby smalone plotą.
  • 2014-10-23 07:47 | wladimirz

    Dyskusja bez nauczycieli czyli Marsjanie radzą Ziemianom jak żyć ... ;-)

    Podstawowym problemem jest totalne zbiurokratyzowanie, scentralizowanie i zuniformizowanie polskiej edukacji, które praktycznie uniemożliwia efektywne nauczycielom ucznie tego przedmiotu. Bo on ma liniową (sekwencyjną ) strukturę i nauczyciel musi mieć możliwość myślenia o długofalowych celach i ustawiania pod tym kątem swojej pracy. A ma - paznokciową podstawę programową z listą tematów do rytmicznego "przerobienia", egzekwowaną biurokratycznie na podstawie wpisów w dzienniku. Tego nie ma w żadnym liczącym się matematycznie kraju, a i w Polsce jest nowością - to "dzieło" naukowca z Bożej łaski Konarzewskiego Krzysztofa. Drugim problemem jest zalew "niepraktykujących" teoretyków od nauczania matematyki - vide pani Gruszczyk-Kolczyńska, która sama na matematyce się nie zna, ale pouczać - potrafi. Podobnie jak pani Sułowska z menowskiego IBE, która w czerwcu b.r. na podobnej debacie w GW publicznie (!) jako panelistka "radziła" nauczycielom, by co innego robili naprawdę, a co innego wpisywali do dziennika [czyli podżegała do popełnienia przestępstwa urzędniczego ... ;-)]
  • 2014-10-23 10:06 | badnick

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    Panie Janie,
    Problem leży tu głównie w samej matematyce, która, wbrew temu co o niej sądzą matematycy, nie jest nauką, a tylko, sztucznym, nadmiernie sformalizowanym, arbitralnie zresztą przyjętym językiem nauk ścisłych - matematyka nie jest nauką, ponieważ jej twierdzenia nie są weryfikowalne empirycznie, czyli metodą naukową, a ponadto jest ona zbyt sztywna, aby dało się ją poprawnie zastosować w naukach społecznych, nawet do ekonomii. Stąd też ten bezsens uczenia ekonomistów rachunku macierzowego, skoro ekonometria oraz tzw. ekonomia matematyczna okazały się jednym wielkim fiaskiem (p. n.p. te „noble” z ekonomii, otrzymane za modelowanie matematyczne zjawisk ekonomicznych, a które to modele w praktyce okazały się tylko zwykłym intelektualnym oszustwem) a poza tym, to nikt dziś już „ręcznie” nie wykonuje działań na macierzach ani też „ręcznie” nie oblicza pierwiastków kwadratowych (a ja to musiałem robić na studiach!).
    A na koniec fraszka mistrza Jana z Czarnolasu:
    NA MATEMATYKA
    Ziemię pomierzył i głębokie morze,
    Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
    Wiatrom rozumie, praktykuje komu,
    A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.
    http://literat.ug.edu.pl/fraszki/014.htm
    Szalom!
  • 2014-10-23 12:13 | kostek

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    Czytając zgodne ataki nauczycieli na zaproponowane w artykule tezy dochodzimy chyba do sedna sprawy. Nie mnie definiowac programy i metodyke nauki matematyki. Jestem inżynierem. W przeszłości parałem się korepetycjami m.in do matury i na studia i na pierwszej wizycie dawałem zadanie 1/2+1/3. Wtedy - w latach 70tych potrafiło na to odpowiedzieć 30-40% uczniów. Teaz myśle że 10-20%. Stawiam ponadto tezę że matematyczna sprawność naszych posłów czy redaktorów nie byłąby dużo wyższa. Mało tego oglądałem programy TV gdzie redaktorzy byli z tego dumni. Kiedy czyta się artykuł gdzie występują 3 związanie ze sobą liczby, prawie zawsze występuje w nich błąd. Mylone są jednostki miary, Moc z energią miliony z miliardami czy bilionami. A gdzie wyższe umiejętności - umiejętność budowy hipotez, wnioskowania czy pracy zespołowej.
  • 2014-10-24 14:16 | frycz

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    "Znaczenie matematyki wzrosło, gdy w 2010 r. po ćwierć wieku przerwy (?) znowu stała się obowiązkowym przedmiotem na egzaminie maturalnym. Maturę zdawałem w 1976 roku i wtedy matematyka była obowiązkowym przedmiotem. Czyżby piszący ten artykuł był na bakier z podstawowymi działaniami czyli dodawaniem i odejmowaniem, czy też ja przebywałem w jakimś Matrixie?
  • 2014-10-24 22:12 | Krzysztof Cywiński

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    Właściwie przedmówcy wykazali zasadniczą tezę debaty: "ostatnio, staliśmy, na skraju przepaści, lecz dzięki naszej partii, udało się, poczynić, olbrzymi krok naprzód". Pozostaje mi jedynie redaktorowi i panelistom pogratulować dobrego samopoczucia. W końcu do zdania na 30% matury z matematyki wystarcza dobra znajomość podstawówki w zakresie 6 klas. A co trzeci maturzysta ją oblał. Maturę zdawał cały rocznik, ale on był jakiś kiepski. Ten, co niby w PISA pokazał polską potęgę szkolnej matematyki, jak zauważył prof. Śliwerski z Polskiej Akademii Nauk, to był egzamin sfalsyfikowany: najsłabszym doradzono nieobecność. Jak się jeszcze doradzi absencję średniakom, to w testach PISA polska młodzież będzie najlepsza na świecie. Wtedy media będą wysycone blaskiem tego sukcesu. Cóż - jacy eksperci, takie debaty i sukcesy.
  • 2014-10-24 23:51 | camel

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    Lepiej nie przyznawaj się do tych studiów... miałeś grypę, jak były zajęcia z logiki, co?
  • 2014-10-24 23:54 | camel

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    frycz nie wiem, co sądzić o poziomie matematyki w twoim liceum. 2010 - 25 (dwadzieścia pięć, to jest akurat czwarta część stulecia, rozpisać to?) = 1985.

    1976 < 1985
  • 2014-11-12 14:48 | Kowalak

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    Matematyka jest teraz przedmiotem obowiązkowym do zdania na maturze, więc to dość poważna sprawa. Mój kolega prowadzi zajęcia w Fundacji Inteligentna Planeta w Wilanowie i wykorzystuje do tego różne pomysły i urządzenia, dzięki czemu dzieci nie nudzą się, wręcz przeciwnie: są mocno zaangażowane w zajęcia. Szkoda, że tacy nauczyciele nie uczą w szkołach państwowych, szkoda też, że szkoły państwowe mają tyle pieniędzy, by móc zainwestować w technikę, która pomogłaby dzieciom polubić matematykę.
  • 2015-03-20 11:40 | SebastianO

    Re:Debata ekspertów: jak zarazić dzieci pasją do matematyki

    Matematyka bez wątpienia odgrywa ważną rolę w życiu człowieka, choćby rozwój technologii nie byłby możliwy bez królowej nauk. Moim zdaniem drogą do nauczenia kogoś matematyki jest pokazanie mu przykładów zastosowań w rzeczywistości. Inną metodą jest uczenie na przykładach, czyli rozpoczęcie uczenia od pokazania celu i efektu końcowego. Wtedy młody człowiek będzie mógł zrozumieć zarys całościowy danego pojęcia matematycznego, np. dziedzina funkcji, czy monotoniczność - warto pokazać to na rysunku, a nie zaczynać od suchej definicji. Trzeba też walczyć z argumentami takimi jak: "przecież mamy kalkulatory i komputery", "po co się tego uczyć, skoro program może policzyć to za mnie" itp.