Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Polska e-administracja

(8)
Cyfryzacja polskich urzędów to jak naprawianie Atari podzespołami z Macbooka, w dodatku niekompletnymi, bo część się zapodziała po drodze. Żaden system tego nie wytrzyma. Jak w PKW.
  • 2014-11-26 12:06 | pawel.g

    Gwoli uzupełnienia

    Przechodząc bardziej do konkretów, można by się zastanowić jeszcze nad takimi pomysłami jak rozdzielenie przetargu na system na część analityczną (projektową) oraz implementacyjną. Firma, która zajęła by się analizą w ścisłem współpracy z zamawiającym urzędem przygotowywałaby tzw. specyfikację funkcjonalną, czyli dość dokładny, quasi formalny opis tego, co dany system powinien robić. Idealnie, gdyby w specyfikacji znalazły się także makiety ekranów (tzw. mockupy) czyli najbardziej "namacalna" forma dokumentacji projektowej.

    Następnie taka specyfikacja powinna zostać opublikowana i poddana czemuś w rodzaju konsultacji społecznych (podobnie jak ma to miejsce przy budowie nowych dróg). Zyskujemy w ten sposób dodatkowy poziom kontroli oraz dyskusji czy np. dany projekt nie powinien zostać podzielony na mniejsze części lub etapy lub może w ogóle nie ma sensu (vide głośny system dla bezdomnych).

    Następnie powinien byc ogłoszony przetarg na właściwą implementację systemu - stworzona dokładna specyfikacja pozwala w tym momencie na dość dobre estymaty czasochłonności, a zatem obniżenie ryzyka projektowego i tym samym umożliwia zaoferowanie potencjalnie niższej ceny.

    Idąc za przykładem Estonii, warto byłoby rozważyć w tym momencie wymóg developmentu zgodny z filozofią Open Source, tzn. cały kod źródłowy byłby dostępny na bieżąco w internecie. Pozwalałoby to zapewne ograniczyć zarzuty w rodzaju "nie ważne kto głosuje, ważne kto pisze system obliczający" oraz mogłoby znaczaco poprawić jakość rozwiązania oraz jego bezpieczeństwo.

    Dzięki tym prostym zabiegom organizacyjnym można potencjalnie znacznie obniżyć koszty wdrożenia oraz znacznie poprawić przejrzystość całego procesu.
  • 2014-11-26 13:04 | abchaz

    Re:Polska e-administracja

    Jak słyszę,ze będą obradowac by prawo regulujace powstawanie e-administracji dostosowac do wzorca wypróbowanego przy powstawanie autostrad ,to już wiem,że urodzą się produkty systemopodobne,najdroższe,przeterminowane i że właściwi wykonawcy pójdą z torbami a olbrzymia forsa wpadnie w łapki PPP.
    Bez odpowiedzialności CYFRYZATORA za specyfikację,zarzadzanie projektem ,integrację i wdrozenie systemu nic się nie poprawi.(piszę o tym na blogu Żakowskiego) .Obecna postac CYFRYZATORA wydajacego olbrzymie pieniadze bez żadnej odpowiedzialności urąga podstawowym zasadom zarzadzania.
  • 2014-11-26 15:23 | abchaz

    Re:Polska e-administracja

    Wiaśnieni dodatkowe.
    W procesie "tfórczości" e administracji proces PPP przebiega jak w starożytności "do ut des".
  • 2014-11-26 17:45 | Gawka

    Apel do pana ministra Halickiego i wybrańców narodu na Wiejskiej

    Paweł G. wypowiedział się rzeczowo i profesjonalnie.
    Andrzej Halicki, jeden z naszych najinteligentniejszych ministrów, odpowiada za resort, w którego nazwie dźwięczy hasło CYFRYZACJA. Nasi informatycy sięgają po najwyższe laury na rozmaitych konkursach międzynarodowych. Jednocześnie prawie każde przedsięwzięcie informatyczne na szczeblu centralnym wkręca się w machinę biurokratycznych i całkiem niemerytorycznych procedur. Powstają więc zdumiewające dzieła, z których drwi pół Polski i liczne środowiska na świecie, które dotąd ze wstydem ustępowały pola naszym specom od informatyki.
    Nigdy nie byłem zwolennikiem instytucji centralnych, lecz to właśnie w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji powinna powstać silna merytorycznie pracownia, która opracowywałaby informatyczne projekty międzyresortowe, uzgadniane na forum rządu, projekty poszczególnych systemów i sama je realizować. Jednostka taka musi zatrudniać dobrych informatyków: analityków, projektantów, kodystów oraz doświadczonych audytorów.
    Zacytuję Pawła G: "Idąc za przykładem Estonii, warto byłoby rozważyć w tym momencie wymóg developmentu zgodny z filozofią Open Source, tzn. cały kod źródłowy byłby dostępny na bieżąco w internecie". Każdy doświadczony informatyk wie, że tylko otwarty kod jest w stanie zmusić twórców do tworzenia wysokiej jakości oprogramowania i jednocześnie przyczynia się do skutecznego i najdoskonalszego jego "odpluskwiania".
    To chyba w tym właśnie ministerstwie powstawały potworki intelektualne, jak np nowy dowód osobisty bez adresu zamieszkania, bez danych biometrycznych, bez chip'ów do bezprzewodowej autoryzacji. Odnoszę wrażenie, że autor tych innowacji odbywał dwudziestoletnią praktykę w Burkino Faso (z góry przepraszam mieszkańców) i stamtąd kopiował te "nowatorskie" rozwiązania.
    Po kilkudziesięcioletnich próbach ogarnięcia informatyką służby zdrowia na poziomie centralnym, już chyba wszyscy zapomnieli i stracili nadzieję. Z trudem dał się uruchomić "system" EWUŚ o poziomie trudności odpowiednim dla dwunastolatka, który właśnie pierwszy raz w życiu zetknął się z informatyką i ma dostęp sql'owy do centralnej bazy ubezpieczonych. Odtrąbiono to jako wielki sukces.
    To nie jest brak polskich fachowców, to absurdy organizacyjne i prawne! Piszę to otwartym tekstem, bo mam nadzieję, że władza MAiC znalazła się w kompetentnych rękach. To na ministrze Halickim spoczywa dzisiaj odpowiedzialność za uporządkowanie tej stajni Augiasza.
    O bardzo starszych panach i jednej pani z PKW nawet nie wypada się wypowiadać. Już dosyć należnych pomyj na nich wylano. Chyba wszyscy ze wstydu podali się do dymisji. Pytam polityków: po jakiego "grzyba" stworzono tak wielkie ciało ludzi doświadczonych w dyscyplinach prawnych, których nie powinno się narażać na publiczną hańbę i wstydu za brak kompetencji w dziedzinie organizacji i informatyki.
    Na koniec dodam, że dotąd chodziłem w wolnej Polsce na wszystkie wybory z patriotycznego obowiązku. Teraz postanowiłem nie chodzić już nigdy! To nie znaczy, że nie chcę głosować. Bardzo chcę, lecz za pomocą internetu z domu, pociągu a nawet zza granicy. Czymże różni się to od poważnych operacji bankowych, które przeprowadzam codziennie za pomocą laptopa?
  • 2014-11-26 20:04 | tkw

    Re:Polska e-administracja

    To tylko wydaje się takie proste.

    Opisane przez Ciebie podejście ma tę kuszącą zaletę, że zamawiający dobrze panuje nad tym, co zamawia i ma dość dobrze udokumentowany system. Ale tylko w teorii.

    Najpierw należy zadać pytanie, co z tym systemem zamierza robić zamawiający teraz i w przyszłości.

    Z punktu widzenia użytkownika system ma robić to co trzeba, dla usera nie jest istotne, jaki jest kod oprogramowania. Od lat mówi się, że komputery przyszłości będą oparte o elementy produkowane biologicznie, w końcu tak działa ludzki mózg - konkretne dane wejściowe powodują pożądany (na ogół) efekt na wyjściu a nikt nie wie w 100%, co się dzieje w mózgu, jak to przetworzył. I okazuje się, że wiedza jak mózg to przetworzył nie jest taka ważna, ważny jest efekt pracy mózgu.

    Jeśli więc użytkownik ma systemu używać i nie planuje jego wielkich zmian na przyszłość, to po co mu znajomość kodu źródłowego ? Ma działać, robić co trzeba a detale "działania flaków" nie są mu potrzebne. Projektowanie obiektowe wymyślono też z myślą o ukryciu działania elementów systemu - moduł na wejściu dostaje dane, na wyjściu ma dać to co trzeba a jak moduł to przetworzył, to już nie zawsze ma znaczenie. Użytkownik chcąc rozbudować posiadany system też określa, CO ma nowy system robić a nie W JAKI SPOSÓB ma to robić.

    Masz samochód ? Chcesz wyposażyć go w instalację gazową ? Nie musisz wiedzieć, jak to działa, zamawiasz usługę w wyspecjalizowanym warsztacie i nie interesuje Cię, jak to zrobią - z Twojego punktu widzenia ma działać i tyle.

    W Polsce są dwa sztandarowe przykłady różnego podejścia do tworzenia informatyki. Jedno reprezentuje Min. Finansów - zatrudniło informatyków i niech robią system. Drugie podejście zastosował ZUS - zawarł kontrakt z Prokomem i niech Prokom robi. Różnica ? Min. Finansów wydało na informatyzację ileś tam razy mniej kasy, niż ZUS (w końcu Prokom musiał zarobić a swoim informatykom też płacił pensje), ale to szefostwo MF miało kłopoty o niegospodarność, ciągle ktoś się czepiał "po co wam zatrudniać tylu informatyków", zaś ZUS był "kryty papą - musi tyle kosztować, był przetarg, jest kontrakt, na wszystko mamy kwity". Z tego co wiem, to MF od 1990 r. na informatyzację wydało mniej niż 1 mld. PLN, ZUS od 1999 r. wydał już kilka miliardów, nie jest przypadkiem, że Rysio Krauze, właściciel Prokomu, był 3 na liście najbogatszych w Polsce (był).

    Które podejście jest lepsze, MF czy ZUS ? To zależy dla kogo, MF stopniowo też przechodzi teraz na system "ZUSowski" - zleca coraz więcej firmom zewnętrznym, własny zespół informatyków stopniowo zwija (ale bardzo powoli, obecnie Departament Informatyki w MF to chyba 10% etatów - jest to od lat największy departament).
  • 2014-11-27 02:31 | bever

    Re:Polska e-administracja

    bedzie sporo kasy do podzialu, przyroda nie zna prozni.
  • 2014-11-27 08:14 | kaesjot

    Re:Polska e-administracja

    Jest tyle możliwości uzyskania uprawnień do bezpłatnej opieki zdrowotnej, że może je mieć każdy, kto tylko chce. Zatem czy jest sens utrzymywania tego EWUŚ-a ? Wystarczyłby dowód a objecie bezpłatną podstawową opieką także tych paru porcent nieuprawnionych byłoby chyba tańsze niż utrzymywanie całego systemu.
  • 2014-11-27 11:26 | pawel.g

    Re:Polska e-administracja

    W którym momencie powiedziałem, że użytkownik (zamawiający) ma znać/rozumiem kod źródłowy? :>

    Nie chodzi o to, żeby użytkownik rozumiał kod, tylko o to, żeby kod był dobrej jakości - wydajny i czytelny. Dzięki temu koszty jego utrzymania są relatywnie stałe (tzn. liniowe względem wprowadzanych modyfikacji), a nie rosną wykładniczo doprowadzając w końcu do tego, że system trzeba wyrzucić do kosza i napisać od zera.

    Podejścia, o których mówisz są stosowane nie tylko w Polsce - są to generalnie dwa podejścia do zamawiania software'u - internal (in-house) development i external (vendor) development. Żadne z nich nie jest lepsze, ani gorsze. Jedno i drugie ma swoje wady i zalety i powinno być dostosowane do specyfiki danej organizacji i wymagań danego projektu. Większość dużych firm stosuje oba podejścia jednocześnie w zależności od wymagań danego projektu.