Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Spór o „Idę” trwa

(4)
To historyczne zwycięstwo polskiego filmu. Mamy Oscara, więc może umilkną oskarżenia? Bo świat „Idę” Pawlikowskiego nie tylko docenia, ale i rozumie. W Polsce jest dużo gorzej.
  • 2015-02-25 03:11 | Gawka

    Gratulacje!

    " ... za Holocaust odpowiadali Niemcy, a Polska była pod niemiecką okupacją..." - to przypomina przekonywanie niedorozwiniętych sportowców, że uprawianie jego dyscypliny jest bardzo trudne.
    Ciekawe, kiedy polscy filmowcy nakręcą film w języku angielskim?
    Paranoja... , chyba niezupełna. Można taki scenariusz napisać tak, że angielski/amerykański i nasz polski-angielski będą wyraźnie i naturalnie umocowane w akcji. Na "Wyspach" jest już tak dużo rodaków, że scenariusz sam się pisze.
    Martyrologia już nikogo nie porusza, bo nie wypada. Psychologia rusza, lecz kto potrafi inteligentnie taki scenariusz stworzyć? Aktorów mamy dobrych a "native" czekają na propozycje.
  • 2015-02-25 11:38 | hydropsyche

    Obuchem po łbie

    Panie Zdzisławie, bardzo cenię Pana za niezależność wygłaszanych przez Pana opinii, ale co do „Idy”, to pozwolę się z Panem nie zgodzić. W najnowszej Polityce napisał Pan takie oto zdanie: "To historyczne zwycięstwo polskiego filmu. Mamy Oscara, więc może umilkną oskarżenia? Bo świat „Idę” Pawlikowskiego nie tylko docenia, ale i rozumie. W Polsce jest dużo gorzej."
    A ja śmiem twierdzić, że jest właśnie dokładnie odwrotnie. Za granicą bardzo słabo znają kontekst historyczny i dlatego tak łatwo łykają ten plakatowy i prostacki wręcz przekaz o polskim chłopie-antysemicie mordującym Żydów, żeby zagrabić ich majątek. A że ten przekaz jest ubrany w wyrafinowaną i subtelną formę (strona wizualna filmu jest rzeczywiście piękna, i stanowi jego największy i niestety, jeden z niewielu atutów), to film sprawia wrażenie wyrafinowanego dzieła o głębokiej, zniuansowanej treści. A przekaz jest tak zniuansowany, jak walenie siekierą po łbie. Natomiast Polacy kontekst historyczny znają aż za dobrze i po prostu takiego łopatologicznego przekazu nie akceptują. I dlatego nie chcą oglądać tego filmu. Bo ta toporna plakatowość przekazu jest głęboko niesprawiedliwa i krzywdząca. I rzeczywiście kreuje w świecie nieprawdziwy obraz Polaka -antysemity. Co do Wandy Gruz to obraz przedstawia ją jako osobę wrażliwą i co najwyżej ofiarę historii i dziejów, a nie aktywne-go uczestnika i kreatora tego zbrodniczego systemu. Skoro jej rola była wzorowana na postaci Heleny Wolińskiej to jej filmowe samobójstwo wręcz kłóci się z przekazem historycznym. Jako, że prawdziwa Helena Wolińska dożyła późnej starości w Anglii i do śmierci nie przyznawała się do zarzucanych jej czynów. Natomiast filmową Wandę Gruz ruszyło sumienie. A z jakiego to powodu? Może dlatego, że wydała wyroki śmierci na kilku „wrogów systemu”? Czy tego nie można odebrać jako chęci wybielenia tej postaci i przedstawienia jej jako wrażliwej „ofiary systemu” (nawiasem mówiąc, miłośniczki muzyki o subtelnym guście - jest kilka scen jak Wanda Gruz słucha muzyki klasycznej). Ja tak to odebrałem.
    Jeśli chodzi o samą robotę filmową, to obraz ten jest zwyczajnie średni, momentami wręcz nudny. Strona wizualna, tak jak już wspomniałem, jest bez zarzutu i to największy plus. Aczkolwiek w dużej mierze to kopiowanie wybitnych dzieł Szkoły Polskiej lat 60-tych. Niektóre kadry ocierają się wręcz o plagiat. Scena jak bohaterki jadą samochodem i cienie drzew przesuwają się po przedniej szybie, a potem scena samochodu stojącego w pustce na rozdrożu, to wręcz kalki z „Noża w wodzie”. A może to świadome nawiązanie i rodzaj hołdu dla mistrza Polańskiego? Oddanie klimatu lat 60-tych też jest moim zdaniem sugestywne.
    Co do aktorstwa, to rola pani Kuleszy na pewno dobra, aczkolwiek nie wybitna. Natomiast gra pani Trzebuchowskiej to jest dla mnie jakieś kuriozum. Ta pani nie gra, tylko snuje się po ekranie i wypowiada pojedyncze zdania czy wręcz słowa, choć oczywiście to nie jej wina – tak miała napisaną rolę (bardzo kiepsko napisaną - niestety). Ale czemu wszystko robi z takim samym kamiennym wyrazem twarzy, nie ujawniającym żadnych emocji? Dalibóg nie wiem. Rozumiem, że w klasztorze była stłamszona emocjonalnie, ale ona przez cały film tak samo beznamiętnie reaguje na wiadomość kim jest, co się stało rodzicami i nawet jak zabiera ich szczątki z mogiły. Nawet jak robi „skok w bok”, zrzuca na chwilę habit i przechodzi inicjację seksualną z poznanym chłopakiem z zespołu jazzowego, robi to z takim samym kamiennym wyrazem twarzy. Ludzie, gdzie tu jakaś psychologia, przeżywanie świata?! Przecież to jest kompletnie niewiarygodne zachowanie, nieadekwatne do sytuacji. Przecież zakonnice to też ludzie, one czują, mają zmysły i się nimi posługują! To już więcej życia mają jej koleżanki z klasztoru! A już scena w której bohaterka pije wódkę, jak to się mówi, „z gwinta” (jak się domyślam – po raz pierwszy|) i na twarzy nie maluje się najmniejszy grymas, wywołał u mnie wybuch śmiechu. Niech pan spróbuje pociągnąć z gwinta czyściochę. Ja mam już swoje lata i swoje w życiu wypiłem, ale jakbym pociągnął czystą z gwinta, to na pewno kamiennej twarzy bym nie zachował… Litości! Czy nikt naprawdę nie widział tych nieprawdopodobieństw?!
    Słyszałem też takie opinie o filmie, że ta cała sfera publicystyczna jest tylko w tle i nie odgrywa roli wiodącej, bo tak naprawdę jest to „poetycki film o odkrywaniu samego siebie” i takie tam ple…ple… Taki opinie są zwyczajnie obłudne, bo tak naprawdę poza toporną sferą jednostronnej publicystyki z uproszczonym do bólu przekazem nic w tym filmie nie ma. A jeśli miało być, to nie za bardzo to wyszło.
    Reasumując, bardzo mi przykro, że Oscara dostał film o tak prostackim przekazie, tak topornie i bez żadnych niuansów traktujący o bardzo poważnym problemie, jakim są relacje polsko-żydowskie, wzajemne wyrządzone krzywdy i historyczne zaszłości. Ta bolesna rana w naszej wspólnej historii naprawdę wymaga naprawdę znacznie głębszego ujęcia niż to zaprezentowano w filmach typu „Pokłosie” czy „Ida”. Bo w gruncie rzeczy wymowa tych filmów jest podobna w swej jednostronności, mimo krańcowo różnej strony formalnej, wizualnej i plastycznej. Absolutnie nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych (w czym celują środowiska prawicowe), że wpływowym środowiskom żydowskim zależy na ciągłym szkalowaniu Polaków (czy to z powodów ideologicznych czy merkantylnych) i stąd promowanie i nagradzanie takich właśnie a nie innych obrazów. Ale czasem mam wrażenie, że coś jest na rzeczy…
  • 2015-02-25 12:15 | Xerocopia

    Wszystko

    Wszystko pieknie, wszystko sie zgadza, mimo drobiazgow, ktore wymienie na zasadzie czepiania sie. W latach 60. nie bylo plastykowych okien w starych budynkach, nie takie byly bramy obejsc na wsiach, ani nie bylo przeszklonych drzwi wejsciowych w hotelach itd. Kulesza gra swietnie, niemniej troche jak babka wyjeta dzis z korporacji, ktora popadla w depresje; owczesny stan ducha byl troszczke w innym miejscu. Nie wydaje mi sie, aby Kulesza-sedzina miala juz wowczas wyrzuty za swa konduite w latach wczesniejszych. Przyczepilbym sie tez do montazu dzwieku, itp.itd. Ale to, podkreslam, czepianei sie drobiazgow nie majacych kompletnego znaczenia z punktu widzenia odbioru filmu np. w Ameryce Poludniowej, ale tez w Europie. Istotniejsze jest to, ze niemniej swietych filmow powstalo u nas - takze utrzymanych w podobnej surowej aurze bialo-czarnych arcydzielek - ja wyroznilbym np. "Wojaczka" Lecha Majewskiego - a mimo to pies z kulawa noga nie zuwazyl ich wartosci godnych oscarowych laurow. Totez spuentujmy to tak, ze Oscar na pstrym koniu chyba jednak pedzi, wiec kopaniem sie z nim nie ma najmniejszego sensu.
  • 2015-02-25 21:53 | Leonid

    Re:Spór o „Idę” trwa

    I dobrze, że w Polsce mało kto obejrzy tę antypolską propagitkę z własnej woli!