Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Cielaczek

(1)
2015-03-18 23:47 | Czarek00
Przenajświętszy Pan Prezydent, Bronisław Komorowski, znany amator wchodzenia na krzesła przewodniczącego obrad w japońskim parlamencie, odwiedził w ramach kampanii wyborczej rolników. Niby nic niezwykłego; wszyscy kandydaci działają podobnie, kontaktując się z różnymi grupami zawodowymi, klasami i warstwami społecznymi, składając obietnice bez pokrycia i nakłaniając do podpisania cyrografu, czyli postawienia X na karcie wyborczej. Pan Komorowski, kierowany przez swój sztab , robi dokładnie to samo, a jego podwładni pilnują, żeby ktoś mu krzesła nie podstawił, bo znowu wejdzie i narobi obciachu.
Odwiedzając rolników, skierował się Przenajświętszy Pan Prezydent ku zagrodzie z cielaczkami. I podał sympatycznemu zwierzątku palec do possania. Twierdził, że to jego dzieciństwo. Cóż, miało być miło, sympatycznie, swojsko. Prezydent bliski ludziom i cielaczkom. Wszystko w porządku, udany zabieg marketingowo-polityczny.
Czy aby na pewno? Gest Bronisława Komorowskiego można interpretować na różne, naprawdę bardzo różne sposoby. Na przykład taki: prezydent, kandydujący na drugą turę, traktuje polskich obywateli właśnie jak te cielaczki, którym można podać pański palec do possania. Rzecz jasna, podanie palca leży tylko i wyłącznie w gestii pana, wynika z jego dobrej wielkopańskiej woli. Ty zaś, obywatelu, jesteś małym głupim cielęciem, stuprocentowo zależnym od pańskiej łaski bądź niełaski. Jeżeli władza daje ci jakieś ochłapy do pociućkania, powinieneś jej na kolanach dziękować. Jeśli coś ci zabiera, np. dorobek całego życia, pamiętaj, że to dla twojego dobra.
Problem w tym, że nie tylko Bronisław Komorowski i nie tylko politycy Platformy (anty)Obywatelskiej tak myślą. W zasadzie członkowie (zwłaszcza ci wyżej postawieni) wszystkich działających na naszej scenie politycznej (i nie tylko naszej, problem to bowiem ogólnoświatowy) ugrupowań uważają społeczeństwo za stado bezwolnych lemingów lub, jak kto woli, cieląt, którym można z łaski podać palec do possania. Jeśli, ma się rozumieć, lemingi/cielęta zachowują pełne i bezwarunkowe posłuszeństwo.
Najjaskrawiej postawa taka uwidacznia się u liderów partii prawicowych: PO, PiS-u, Solidarnej Polski, PSL-u, itd. Ale i w centrowym SLD, bardzo chcącym być uważanym za lewicę, podobną tendencję widać, choć w mniejszym stopniu. Znacznie bliżej ludzi i ich rzeczywistych problemów są różnorodne, niestety nazbyt rozdrobnione, ugrupowania lewicy pozaparlamentarnej. Ich działacze nie chcą podawać ludziom palca do possania, lecz pomocną dłoń. Niestety, rozdrobnienie tychże formacji oraz obowiązująca ordynacja wyborca sprawiają, iż nie mają one większych szans dostać się do parlamentu.
Czyżbyśmy więc byli skazani na panów z łaski podających nam palec do possania? Jeżeli prawdziwa lewica się nie zjednoczy i nie powstanie partia/koalicja dążąca do autentycznych, prospołecznych zmian w Polsce, wydaje się, że niestety tak. Główną winę ponosimy my sami – w końcu to my chodzimy do wyborów (lub nie, czyli oddajemy głos na naszych przeciwników), głosując na tych samych ludzi z tych samych partii. A oni, pewny trwałości spoiwa łączącego ich zady ze stołkami, podają nam palce do possania i jeszcze się cieszą, że ssiemy, mimo iż mleka w nich nie ma.