Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Chcesz być autorem książki? Najpierw zapłać!

(1)
2015-03-26 16:35 | jajo13
Odpowiedź Panu Marcinowi Zwierzchowskiemu.
Z góry deprecjonując książki wydane za własne (lub częściowo własne) pieniądze, zadaje Pan pytanie, cytuję: „Czym różni się książka wydana za własne pieniądze od wydruku z komputera, który autor przyniósłby np. do POLITYKI?”
Zbytnie uogólnienie. Pominę grafomanów. Biorę pierwszą z brzegu książkę znanego i uznanego autora Janusza Głowackiego. Książka wydana przez Świat Książki a sponsorowana przez tuzy wydawnicze, Rzeczpospolitą, radiową Trójkę i POLITYKĘ. Zatem też wydawca nie zaryzykował swojego wkładu.
Autor, ponownie pomijam grafomanów, który ma prawo sądzić, że pisać interesująco i sensownie potrafi, bo np. wcześniej jego eseje, opowiadania itp. były często publikowane, a nawet nagradzane może dobijać się do wydawnictw z marką. Te jednak dostają takie ilości manuskryptów, że zazwyczaj nawet nie odpowiadają. Pozostaje zatem, przy braku innych możliwości, wydanie książki w sposób opisany przez Pana.
Oczywiście z bagażem wszystkich mankamentów takiego systemu i z nadzieją, że „wydawca” nie okaże się zwykłym łobuzem.