Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Dzieci ulicy siedzą dziś w domach

(3)
Kiedyś nazywano je dziećmi ulicy. Dziś ich prawie nie widać, ale są. Może nawet ponad milion.
  • 2015-03-26 20:37 | strixy

    Dzieci ulicy

    To straszne, ale taka jest prawda o polskich nauczycielach (są oczywiście wyjątki). Podczas praktyk pedagogicznych naoglądałam i nasłuchałam się tyle (od nauczycieli, nie uczniów), że postanowiłam nigdy nie pracować w polskim szkolnictwie. To, co się wyrabia w polskiej szkole przechodzi ludzkie pojęcie. Poniżanie, wyśmiewanie, lekceważenie, ba, psychiczne znęcanie się nawet. Rodzice udają, że nie widzą, że coś jest nie tak, a dzieci tym nasiąkają i niestety, powielają takie zachowania. I rośnie nowe pokolenie osobowości autorytarnych, które szanują jedynie silniejszych od siebie, a słabszych rozdeptują.
  • 2015-03-30 22:02 | camel

    Re:Dzieci ulicy siedzą dziś w domach

    Poproszę o artykuł, jak przebrzydła komuna spowodowala, że kiedy ja byłem dzieciakiem, to niczego takiego nie było? Z góry uprzedzam, że masowych grobów dla biedoty na podwórcu poznańskiego SB też nie znaleziono. Za to kości dzieciakow w ogródku żeńskiego klasztoru to i owszem, ale to nie ta bajka. To dlatego potrzebne są porównania z Dziadkiem sprzed wojny, bo ten cholerny socjalizm brutalnie przerwał dobroczynność i uczynił ją przestarzałą i niepotrzebną. Ale my się nie damy i wracamy do tradycji. Tylko patrzeć jak pojawią się trupy bezdomnych po zaułkach, aby tradycji uczynić zadość (tutaj już są - tylko że na nowych, do niedawna czystych ławeczkach zafundowanych nam przez Unię). Panowie, którzy regularnie stołują się w śmietniku pizzerii pod moimi oknami, nie wyglądają najzdrowiej... traditioooon, tradition tralalalal jak śpiewał Tevie Mleczarz.
  • 2015-03-31 05:09 | joanna

    Re:Dzieci ulicy siedzą dziś w domach

    @ camelu
    nie wiem kiedy był Pan dzieckiem, gdzie Pan mieszkał, na ile miał Pan szansę na kontakt z takimi dziećmi.
    Bo ja doskonale je pamiętam ze swojego dzieciństwa- byłam jednym z niewielu dzieci, które mialy normalny dom kiedy mieszkaliśmy w starej zabudowie w centrum mojego miasta. Rodzice tych dzieci, oczywiście nie byli "bezrobotni"- takich za komuny nie było. To byli ludzie, którzy gdzieś do pracy chodzili, potem przestawali bo zapili (choć nie wszyscy), bo im się odechciało, potem znów gdzieś poszli, potem znów nie.
    Na nowym osiedlu takich dzieci w mojej klasie było kilkoro (bliżej 10) w klasie 42 osobowej. Ten sam scenariusz- do roboty trzeba iść, "żeby nie mieć kłopotów z milicją"- zdanie mojego kolegi z klasy o jego ojcu, potem sie przestaje chodzić ale w dowodzie jest pieczątka zakładu pracy (pewnie o to chodziło z tą milicją). Ci ojcowie pili, bili, spokój był jak poszli do więzienia.
    Te dzieci "starej ulicy" to były dzieci miejskiej biedoty, która tak żyła od pokoleń. Dzieci "nowej ulicy" - wiejskiej biedoty, ktora przyszła do miasta, do pracy, tylko wypłata była szybko przepijana przez ojca (wszyscy wiedzieliśmy kiedy jest pierwszy- widać było po ilości pijanych leżących na osiedlu).. Kobiety nie piły- to się zmieniło.
    To były lata 70-te.
    obawiam się, że wielu takich moich kolegów nie stworzyło domu dla swoich dzieci, bo sami go nigdy nie mieli.
    I ani komuna, ani żaden inny ustrój nie ma na to wpływu.
    Wpływ szkoły - owszem za komuny częściej te dzieci odbierano takim rodzinom- wychowawca szedl do domu, zwykle go nie wpuszczano, szkoła informowała milicję. Tylko, że z Domów Dziecka nie nie wychodzili ludzie, którzy potem potrafili stworzyć normalny dom, którego nigdy nie mieli.
    Pomoc tym dzieciom jest potrzebna i opisywane działania, praca tych asystentów godne są najwyższej pochwały. Bo "normalni" ludzie nie pomogą, nie widzą tych dzieci- jak Pan nie widział.