Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wcześniak uratowany, co z rodzicami?

(1)
Rodzi się ich 30 tys. rocznie. W medycynie nazywa się to: sukces. Ale cena, jaką przychodzi płacić rodzinom wcześniaków, jest bardzo wysoka.
  • 2015-04-07 17:58 | pawelfm

    Wcześniak

    Nasze dziecko urodziło się w 28 tygodniu ciąży, o trzy miesiące za wcześnie, 1190 g. Podczas badania w szpitalu okazało się, że zanika puls dziecka, wykonano natychmiastowe cięcie.
    Ginekolodzy wykazali się cudowną czujnością, neonatolodzy wspaniale opiekowali się dzieckiem. Jeśli chodzi o procedury medyczne, wszystko przebiegało naprawdę doskonale. Jeśli chodzi o wsparcie, to była porażka na całej linii. Zostałam położona na ogólne sali poporodowej, wśród szczęśliwych mam zdrowych dzieci, płaczących przez całą dobę niemowląt oraz licznie odwiedzających ich rodzin. Moje dziecko leżało piętro niżej podpięte do licznych aparatów, nikt nie był w stanie powiedzieć, czy w ogóle przeżyje i w jakim stanie. Przez cały pobyt w szpitalu nie byłam w stanie zapanować nad łzami, byłam więc sensacyjnym wydarzeniem dla licznych gości. W całym dużym warszawskim szpitalu nie było jednego psychologa, który mógłby poświęcić nam choć chwilę. Neonatolodzy prosili, by spróbować wywołać laktację - ściągać pokarm, oczywiście własnym laktatorem, którego nie było gdzie wysterylizować. Ściągać mleka też nie było gdzie - na OIOM-ie noworodkowym trudno po cesarce siedzieć godzinami na twardych krzesłąch, na sali - tłumy mężów, babć i innych członków rodzin.
    O wiele lepiej było już po moim wypisie, synek został w szpitalu pod cudowna opieką, my mogliśmy z nim przebywać dowolnie długo, przytulać, karmić, przebierać, gdy podrósł, kąpać - wszystkie te rutynowe czynności przy wcześniaku są jak cud. Że karmiony dotąd sondą, uczy się ssania z butelki, a potem piersi, że dostał pierwsze ubranko.
    Po wyjściu synka ze szpitala zostaliśmy sami z długą listą lekarzy do odwiedzenia. Dotrzymanie wskazanych terminów w ramach NFZ było niewykonalne, cudem udawało mi się umówić prywatne wizyty w zaleconych terminach, a koszty były obłąkane. Nasza pani neonatolog spotykała się z nami już poza rutynowymi wizytami i dalej nadzorowała małego, ale to była tylko jej dobra wola i wielkie zaangażowanie.
    Dziś synek ma 2,5 roku, jest niewiarygodnie, fantastycznie zdrowy, nie ma najmniejszych śladów wcześniactwa i jest to dla nas prawdziwy cud. Zostały tylko zdjęcia dziecka wielkości męskiej dłoni i koszmarne wspomnienie wielkiego strachu i zagubienia.