Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Rzecz o uczaniach wyklętych

(1)
2015-04-24 17:36 | zmzmzm11
Rzecz o uczniach wyklętych

W styczniu i lutym 2015 rozesłałem kilkaset e-maili informujących, że Rząd RP skierował do Sejmu projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty, przewidujący ustanie obowiązku dostosowania wymagań edukacyjnych do potrzeb uczniów ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się. Wskazałem, że usunięcie tego obowiązku spowoduje poddanie terrorowi kilkuset tysięcznej rzeszy uczniów, uniemożliwi im ukończenie szkoły podstawowej i doprowadzi do ich wykluczenia społecznego. Przewidziane przepisami ustawy terroryzowanie uczniów dotkniętych nasiloną dysleksją rozwojową połączoną z ADHD miało polegać na stawianiu im w szkole wymagań wynikających z podstawy programowej, zamiast wymagań dostosowanych do ich potrzeb i zapewniających im właściwy rozwój. Tak prowadzona edukacja byłaby związana ze stałym publicznym upokarzaniem i ośmieszaniem uczniów i wyrzuceniem ich poza nawias społeczności szkolnej. Byłaby czynnikiem sprzyjającym samobójstwom. Prawdopodobnie moje e-maile spowodowały, iż Pan Senator Andrzej Szewiński zgłosił poprawkę do uchwalonej przez Sejm ustawy. Poprawka miała zapewnić podtrzymanie obowiązywania przepisów o dostosowywaniu wymagań. Została ona poparta przez obecną na posiedzeniu Komisji Senackiej Panią Joannę Kluzik-Rostkowską, Minister Edukacji Narodowej. Uznanie słuszności tej poprawki trzeba w świetle moich e-maili uważać za oczywiste. Ewentualny brak jej poparcia oznaczałby, że Pani Minister Edukacji Narodowej przyznałaby, że zamierza jawnie terroryzować uczniów z nasiloną dysleksją, a w granicznych przypadkach przymuszać ich do samobójstwa. Jednak wycofanie się resortu edukacji zamiaru terroryzowania opisanych uczniów było tylko pozorne. W uchwalonej ustawie znalazły się przepisy:
Art. 44zs., który stanowi, że sprawdzian i egzamin gimnazjalny są przeprowadzane na podstawie wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego oraz sprawdzają, w jakim stopniu uczeń lub słuchacz spełnia te wymagania.
Art. 44zzb., który stanowi, że egzamin maturalny jest przeprowadzany na podstawie wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego oraz sprawdza, w jakim stopniu absolwent spełnia te wymagania.
Wyniki sprawdzianów publikowane przez CKE dowodzą, że w szkole podstawowej uczeń z nasiloną dysleksją występującą łącznie z ADHD jest w stanie opanować wymagania wynikające z podstawy programowej jedynie w 10 – 20 procentach. Prawdopodobnie problem polega na tym, że opisywany uczeń w szkole podstawowej nie potrafi nauczyć się pisania i czytania. Nie potrafi też posługiwać się słowem pisanym jako nośnikiem informacji. Skoro CKE potwierdza, że opisani uczniowie opanowuję podstawę programową jedynie w 10 -20 procentach, to żeby dostosować wymagania do ich potrzeb rozwojowych należy pominąć 80 -90 procent treści podstawy programowej. Jednak przepisy Art. 44zs i Art. 44zzb tego faktycznie zabraniają, ponieważ w ich świetle nauczyciel musi wymagać od ucznia znajomości całej podstawy programowej. Powodują zatem, że przepis Art. 44c przewidujący dostosowanie wymagań do potrzeb rozwojowych ucznia pozostaje martwy.
Podstawa programowa została wprowadzona na zasadzie „widzi mi się” jednego z poprzednich Ministrów Edukacji Narodowej. Jej wprowadzenie nie było poprzedzone wiarygodnymi badania sprawdzającymi, czy uczniowie z nasiloną dysleksją i ADHD ze względów medycznych są w stanie ją opanować. Dogmat podstawy programowej przypomina obowiązujący w latach pięćdziesiątych obowiązek pisania przez każdego ucznia prawą ręką. Wtedy też nikt nie prowadził badań, jakie skutki powoduje jego obowiązywanie w psychice uczniów.
Z analiza wyników sprawdzianów i egzaminów publikowanych przez CKE wynika, że konieczne jest zbadanie zgodności przepisów Art. 44zs i Art. 44zzb ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty z przepisem z Art. 70.1 Konstytucji RP, ponieważ faktycznie pozbawiają prawa do nauki uczniów z nasiloną dysleksją i ADHD. Z danych publikowanych przez CKE można wyciągnąć wniosek, że uczniowie z nasiloną dysleksją występującą łącznie z ADHD chodzą do szkoły nie po to, żeby się uczyć, tylko po to, aby byli terroryzowani. Terroryzm wprowadzony przepisami ustawy, realizowany przez nauczycieli wykonującymi zadania państwa w sferze imperium, zasługuje na miano terroryzmu państwowego. Terroryzowanie uczniów z nasiloną dysleksją rozwojową jest niewątpliwie działaniem zamierzonym przez określone lobby z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Ważne jest pytanie, czy Pani Joanna Kluzik-Rostkowska zadaje sobie z tego sprawę i czy potrafi uwolnić się od jego wpływu. Afera polegająca na doprowadzeniu do uchwalenia ustawy i po miesiącu popieraniu jej kardynalnej zmiany spowodowała poważną rysę na wizerunku Pani Minister.
Przepisy Art. 44zs. i Art. 44zzb cytowanej ustawy, które stanowią, że sprawdzian, egzamin gimnazjalny i maturalny są przeprowadzane na podstawie wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego oraz sprawdzają, w jakim stopniu uczeń lub słuchacz spełnia te wymagania, wymagają zbadania co do zgodności z przepisem art. 32.2 Konstytucji RP, który zakazuje dyskryminowania kogokolwiek, z jakiejkolwiek przyczyny. Na mocy opisanego przepisu ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty uczniowie z nasiloną dysleksją rozwojową występującą łącznie z ADHD są dyskryminowaniu przez to, że na sprawdzianie i egzaminie gimnazjalnym, otrzymują pytania i zadania z materiału, którego nie przerabiali w szkole podczas, gdy pozostali uczniowie otrzymują pytania i zadania wyłącznie z materiału przerabianego w szkole. Konieczne jest przeprowadzenie wiarygodnych badań sprawdzających w jakim stopniu uczniowie z nasiloną dysleksją i ADHD przerabiają w szkole materiał określony podstawą programową oraz ustalenie skali dyskryminacji.
Uczeń z nasiloną dysleksją rozumie, że wszyscy w klasie potrafią czytać i pisać, a on nie potrafi. Czuje się gorszy od innych. Uczęszcza na specjalne zajęcia, gdzie ciągle słyszy, pracuj usilnie, a za kilka lat też będziesz pisał i czytał. Aż tu nagle dowiaduje się, że musi iść na sprawdzian, gdzie będzie sprawdzana jego umiejętność pisania i czytania. On tego nie rozumie. Przecież wszyscy wiedzą, że nie potrafi. To, po co ma iść na sprawdzian. Żeby zostało kolejny raz publicznie ogłoszone, że nie potrafi. W gimnazjum już rozumie. Ten świat po prostu sobie z niego kpi. Egzaminuje go z materiału, którego nie przerabiał w szkole. Kto z niego kpi. Państwo. Jak to działa na jego psychikę?
Każdy z nas chodził do szkoły. Prawie każdy zetknął się z kolegą szkolnym, który na dobrą sprawę niczego nie umiał. Który w ogóle nie potrafił się uczyć. Który nie potrafił wysiedzieć na lekcjach i ciągle przeszkadzał. Nikt go nie lubił. Nikt nie chciał się z nim kolegować. Były znane przypadki, w których nauczyciel o cechach dyssocjalnych zabraniał uczniom kolegowania się z |”głupkiem”. Zastanawiano się, po co on w ogóle chodzi do szkoły, skoro i tak niczego nie umie. Często żył gdzieś na obrzeżu społeczności szkolnej dzieląc los osoby wykluczonej Jednak przechodził z klasy do klasy. Wiadomo było, że z łaski. No, bo cóż można było z nim począć. Takich uczniów jest niewiele. Statystycznie średnio jeden na klasę. Czyli mniej więcej 16 000 w danym roczniku, a więc jakieś 130 000 w polskich szkołach.
Opisani uczniowie to osoby z nasiloną dysleksją rozwojową, występującą łącznie z ADHD. W znakomitej większości są to osoby z tzw. normą intelektualną. Są jednak dotknięte tzw. specyficznymi trudnościami w uczeniu się. Są to osoby zdecydowanie odmienne od pozostałych. Jak podkreślają psychologowie ich mózg funkcjonuje inaczej. Wiadomo, że uczeń dotknięty dysleksją rozwojową w postaci nasilonej nie potrafi posługiwać się słowem pisanym jako nośnikiem informacji. Zdobywanie wiedzy szkolnej wyrażonej słowami wiąże się z nadzwyczajnym wysiłkiem, i daje mierne efekty. Jeśli dodatkowo taki uczeń wykazuje objawy ADHD, jest nadzwyczajnie męczliwy i często jest w stanie pracować intelektualnie nieprzerwanie nie dłużej niż 10 minut. Z powodu opisanych trudności i objawów, uczniowie nimi dotknięci nie nadążają za programem szkolnym. Powstają u nich zaległości. Nie nadrobią ich w następnym roku. Jak mogliby je nadrobić, skoro w następnym roku też nie będą nadążali za programem bieżącym ? Publikowane przez CKE wyniki sprawdzianów i egzaminów wskazują, że są uczniowie, którzy potrafią opanować jedynie ok. 10-20 % materiału szkolnego, określonego podstawą programową. Część ich problemów bierze się właśnie stąd, że nauczyciel wymaga od nich wszystkiego, co jest przewidziane podstawą programową. Zanim taki uczeń opanuje określone zagadnienie, nauczyciel nakłada na niego obowiązek opanowania następnego. Uczeń musi zostawić to, czego jeszcze nie opanował i uczyć się kolejnego materiału. Nim go opanuje, dostaję do nauki kolejne zagadnienia. W efekcie chaosu w jaki wprowadza go nauczyciel, edukacja tych uczniów ulega dramatycznemu załamaniu. Opisane osoby z uwagi na swoje cechy nie mieszczą się w kreowanym przez MEN systemie rywalizacji młodych ludzi. One z nikim nie są w stanie rywalizować. Chodzi o to, żeby pozwolić im żyć i umożliwić znalezienie miejsca w społeczeństwie.
Obecnie życie szkolne ucznia z nasiloną dysleksją rozwojową i ADHD składa się wyłącznie z porażek. Na dodatek porażki te są przeżywane publicznie, na forum klasy, szkoły oraz w środowisku, w którym spotyka się z kolegami szkolnymi. Wystawienie młodego człowieka, który nie osiągnął jeszcze odpowiedniej dojrzałości, na niekończące się pasmo porażek i pozbawienie jakiegokolwiek sukcesu szkolnego powoduje u niego nieodwracalne zmiany w psychice. Publicznie stawianie uczniowi z nasiloną dysleksją i ADHD wymagań, którym on nie może sprostać jest jego publicznym piętnowaniem, wyśmiewaniem i upokarzaniem. Jest celowym wystawianiem ucznia na ostracyzm środowiskowy, powodującym wykluczenie z życia społeczności szkolnej. Takie działanie nosi cechy terroru psychicznego, jednej z najbardziej zdradliwych form maltretowania. Jest znęcaniem się nad nim.
Jacek Kuroń powtarzał wielokrotnie, że dyslektyk woli iść do więzienia, niż chodzić do szkoły. Mówił to w czasach, gdy nie było egzaminów zewnętrznych. Było wtedy wielu nauczycieli, którzy nie dręczyli dyslektyków, bo kierowali się taktem i wyczuciem pedagogicznym. Dyslektyków dręczyli raczej tylko nauczyciele o cechach dyssocjalnych. Wprowadzenie wymagania znajomości całej podstawy programowej na egzaminów zewnętrznych sprawiło, że współczesna szkoła gotuje uczniom z nasiloną dysleksją i ADHD los gorszy niż za czasów szkolnych Jacka Kuronia. Skoro szkoła jest dla dyslektyka czymś gorszym niż więzienie, to czym jest? Obozem koncentracyjnym? Gułagiem? Polska edukacja wydaje się nawiązywać co spuścizny Philippa Bouhlera.
Prawdopodobnie za sprawą za sprawą Pań Anny Radziwiłł i Ireny Dzierzgowskiej została podjęta próba rozwiązania problemu właściwej edukacji szkolnej uczniów z nasiloną dysleksją rozwojową występującą łącznie z ADHD. Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej został wprowadzony przepis: Nauczyciel jest obowiązany dostosować wymagania edukacyjne, do indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych ucznia. Wobec pojawiających się wątpliwości interpretacyjnych została wydana przez MENiS jego wykładnia zawierająca słowa: Wymagania te powinny zapewniać realizację celów edukacyjnych wynikających z podstawy programowej w takim stopniu, w jakim jest to możliwe z uwagi na występujące u ucznia trudności w uczeniu się.
Wprowadzone przepisy opierały się na oczywistej prawdzie. Skoro uczeń z nasiloną dysleksją rozwojową i ADHD nie ma szans na opanowanie programu szkolnego w zakresie wynikającym z podstawy programowej, należy mu ten program odpowiednio ograniczyć. Dzięki temu ograniczeniu dano mu szansę rozwijania się i ukończenia szkoły. Przewidziano także sytuacje, że uczeń dotrze do matury i napotka na zadania i pytania z materiału, którego z powodu dostosowania wymagań nie przerabiał w szkole. Wydano więc przepis rozporządzania MEN o brzmieniu: Szczegółowe kryteria oceniania arkuszy egzaminacyjnych, o których mowa w § 98 ust. 1, uwzględniają indywidualne potrzeby psychofizyczne i edukacyjne absolwentów, o których mowa w ust. 1. Pozwalał on na pominięcie w ocenianiu zadań i pytań z materiału, którego uczeń nie przerabiał w szkole.
Przepisy te zostały zbojkotowane przez Dyrektorów Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Osoby zajmujące opisane stanowiska pominęły, że objawy dysleksji mogą się od siebie znacząco różnić. Osoba z dysleksją nasiloną nie potrafi posługiwać się słowem jako nośnikiem informacji stąd umiejętności czytania pisania pojawiają się u niej dopiero na etapie gimnazjum. Osoba z dysleksją umiarkowaną, zazwyczaj nie ma żadnych trudności z czytaniem i pisaniem, a jedynie popełnia więcej błędów ortograficznych niż inni. Prawdopodobnie na skutek opisanej niewiedzy dyrektorów CKE została wprowadzona zasada przedłużenia egzaminów pisanych przez dyslektyków. Zdającym z dysleksją nasiloną występującą łącznie z ADHD nie to nie dało, bo jeśli zdający otrzymał pytania z materiału, którego nie przerobił w szkole, to wydłużenie czasu zdania niewiele może pomóc. Ten chybiony „przywilej” stał się bardzo atrakcyjny dla nauczycieli starających się o dobrą ocenę wyników ich pracy. Zaczęli wysyłać niektórych uczniów do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych. Nauczyciel wie, że Poradnie Pedagogiczno-Psychologiczne uznają za dyslektyka każdego ucznia, którego umiejętności uczenia się są niższe, niż u osoby o określonym wieku i wykształceniu. W niektórych szkołach zaświadczenia potwierdzające dysleksję otrzymało około 40% uczniów. To absurd, ponieważ badania naukowe dowiodły, że dyslektykami jest ok. 10 – 14 % uczniów, a tylko u 4% występuje dysleksja nasilona. Wysyłając tak wielu uczniów do PPP nauczyciele zakpili sobie z Ministra Edukacji Narodowej. CKE pokazuje, że dzięki tej kpinie pseudodyslektycy, mający rzekomo specyficzne trudności w uczeniu się zdają często egzaminy lepiej niż osoby, które potrafią się normalnie uczyć. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie potrafiło sobie poradzić z tym nadzwyczajnym wysypem zaświadczeń potwierdzających dysleksję. Wiceminister Edukacji Narodowej ogłosił nawet, że dysleksja nie istnieje. Postępowanie kierownictwa MEN należy uznać za oburzające. Nosi cechy przenoszenia na obywateli odpowiedzialności za skutki nieporadności władzy państwowej. Skoro setki tysięcy uczniów nie będących dyslektykami uzyskuje orzeczenie lub opinie potwierdzającą dysleksję oznacza to, że |Minister Edukacji Narodowej wydał wadliwe przepisy, które to umożliwiają.
Opisanymi działaniami ogłoszono dyslektyków uczniami wyklętymi. Profesjonalnie prowadzona kampania medialna ukształtowała wizerunek dyslektyka. To cwaniak i symulant, który nie chce się uczyć, ale za to wyłudza nienależne przywileje. Kreując dyslektyków na uczniów wyklętych, Ministerstwo Edukacji Narodowej wytworzyło powszechną aprobatę wobec ich dręczenia. Występuje ona wśród nauczycieli, uczniów i ich rodziców, a nawet prokuratorów. Podobnie jak w latach pięćdziesiątych nie było odważnych dziennikarzy piszących o żołnierzach wyklętych, tak obecnie nie ma odważnego, który zadecydowałby się pisać o uczniach wyklętych. Wszak dziennikarze też mają dzieci w szkole i wiedzą, że za sprawą solidarność nauczycieli mogą mieć kłopoty.
Przepisy o obowiązku dostosowania wymagań jednak obowiązują. Prawo powinno być przestrzegane. Każdy przypadek wystawienia przez nauczyciela oceny niedostatecznej uczniowi objętego obowiązkiem dostosowania wymagań zasługuje na zbadanie w kierunku sprawdzenia, czy nie nastąpiło wyczerpanie dyspozycji przepisu art. 207 k.k.. Nie może być wątpliwości, że nauczyciel wie, co umie dany uczeń z nasiloną dysleksją, a czego nie umie. Stąd dobierając zadawane mu pytanie wie, jaką otrzyma odpowiedź i jaką oceną uzyska uczeń. Jeśli zadaje pytanie, o którym wie, że uczeń nie udzieli na nie dobrej odpowiedzi ze względu na nasiloną dysleksję, w rzeczywistości karze ucznia za jego stan zdrowia. Karanie za stan zdrowia jest znęcaniem się. Należy oczekiwać, że prokuratura zbada takie przypadki z urzędu. Rzecz dotyczy kilkuset tysięcy młodych ludzi, którzy sami nie są w stanie złożyć stosowanego zawiadomienia.
Być może należy opublikować listę nauczycieli, którzy stawiali jedynki uczniom z nasiloną dysleksją i ADHD. Nie wszyscy nauczyciele są tacy sami. Większość nie znęca się nad dyslektykami, nawet jeśli z obawy przed gniewam dyrektora lub ostracyzmem środowiskowym formalnie nie dostosowuje wymagań. Można ich poznać po tym, że nie stawiają dyslektykom jedynek, a osoby z dysleksją nasiloną uzyskują u nich oceny semestralne nie niższe niż czwórka. Nad uczniami objętymi obowiązkiem dostosowania wymagań znęcają się stawiając jedynki tylko nauczyciele o cechach dyssocjalnych. Wybrali ten zawód z wewnętrznej potrzeby sprawowania władzy, w tym przypadku tzw. władzy ocen. Chociaż wielokrotnie przekonali się, że uczeń z nasiloną dysleksją i ADHD nie jest w stanie opanować podstawy programowej głoszą, że musi. Dogmat o obowiązywaniu podstawy jest im niezbędny jako usprawiedliwienie znęcania się nad tymi uczniami, zwłaszcza poprzez stawianie jedynek. Reagują agresją na mówienie, że jedynki postawić nie wolno, bo jest przez nich traktowane jako chęć pozbawienia ich największej przyjemności w życiu. Postawy dyssocjalne wśród nauczycieli cieszą się poparciem funkcjonującego w wielu kuratoriach lobby gnębienia dyslektyków. Nie zdarza się, żeby wizytator po zauważeniu, że uczeń z nasiloną dysleksją i ADHD kierował sprawę do rzecznika dyscyplinarnego. W tej sytuacji, w świetle prawa, obowiązek wyeliminowania z zawodu nauczycieli o cechach dyssocjalnych spoczywa na prokuraturze.
Z pewnością ważne jest zidentyfikowanie lobby funkcjonującego w resorcie oświaty, które stoi za terroryzowaniem dyslektyków. Koniecznym jest ustalenie, jak to się stało, że Ministerstwo Edukacji Narodowej opracowało i skierowało do Sejmu projekt ustawy przewidujący zaniechanie dostosowywania wymagań, a po nagłośnieniu sprawy chyłkiem się z tego wycofało? Kardynalny charakter opisywanego przepisu sprawie, że działanie to nie mogło wynikać z niedopatrzenia.
Prawdopodobnie składanie powyższych wniosków przypomina rzucanie grochem o ścianę. Mają one charakter podobny do postulatów składanych onegdaj przez KOR czy ROPCiO. Żeby przyniosły skutek musi pojawić się znaczące wydarzenie, odwracające bieg historii. Nie daj Boże, żeby było nim głośne samobójstwo ucznia zadręczonego przez nauczycieli. Być może będzie to ocena dokonana przez Sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Historia to okaże. W czasach internetu nowego znaczenia nabierają słowa poety „spisane będą czyny i rozmowy”.
Na szybkie zamiany liczyć nie należy. Dobrym rozwiązaniem jest emigracja do Anglii. Tam uczniowie z nasiloną dysleksją i ADHD lubią chodzić do szkoły. Nawet kończą studia. Tam nikomu to nie przeszkadza.