Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Gorzkie życie polskich akademików

(13)
Ani uniwersytet, ani profesor nie znaczy już tak wiele jak kiedyś, a frustracja i rozczarowanie wypełniają dziś mury uczelni.
  • 2015-04-26 17:17 | victorast

    podziękowanie

    Szanowny Panie Hartman. Dziękuję za ten artykuł. Oprócz tego, że czegoś się dowiedziałem, to cieszy mnie bardzo, że wszyscy antysemici muszą cicho siedzieć i nie mają Panu tym razem za co dowalić. Pewnie jednak ciągle szukają jakiegoś powodu.
    Pozdrawiam
  • 2015-04-27 20:17 | mixxer

    Re:Gorzkie życie polskich akademików ?

    Pan Hartman z cala pewnoscia wie, ze w tak rozwinietych naukowo krajach jak USA i Kanada, "profesor" to tylko i wylacznie stanowisko na danej uczelni wyzszej. I zadna wladza nic do tego nie ma !
  • 2015-05-01 14:33 | dadziobdg

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    - Ale dlaczego to się udało właśnie wam, a nie komercyjnym firmom, które pracowały nad podobnymi projektami? - pytam, bo wiem skądinąd, że nad mniej więcej tym samym pracowało m.in. Dolby Laboratories i Philips.
    - Bardzo pomocne było to, że jesteśmy naukowcami - odpowiada Papp. - W środowisku korporacyjnym panuje sztywna hierarchia i kult tajemnicy handlowej. W świecie akademickim panuje jawność, a hierarchia ma drugorzędne znaczenie wobec kompetencji - jeśli o kimś w instytucie wiadomo, że się na czymś dobrze zna, to nie ma znaczenia, czy jest profesorem, czy doktorantem, idziemy do niego z prośbą o konsultację.

    [link=http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,9923372,Jak_oszukac_ludzkie_ucho__Karlheinz_Brandenburg_opowiada.html#ixzz3YhJItNop]link do artykułu
    [/link]
  • 2015-05-01 14:33 | dadziobdg

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    - Ale dlaczego to się udało właśnie wam, a nie komercyjnym firmom, które pracowały nad podobnymi projektami? - pytam, bo wiem skądinąd, że nad mniej więcej tym samym pracowało m.in. Dolby Laboratories i Philips.
    - Bardzo pomocne było to, że jesteśmy naukowcami - odpowiada Papp. - W środowisku korporacyjnym panuje sztywna hierarchia i kult tajemnicy handlowej. W świecie akademickim panuje jawność, a hierarchia ma drugorzędne znaczenie wobec kompetencji - jeśli o kimś w instytucie wiadomo, że się na czymś dobrze zna, to nie ma znaczenia, czy jest profesorem, czy doktorantem, idziemy do niego z prośbą o konsultację.

    [link=http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,9923372,Jak_oszukac_ludzkie_ucho__Karlheinz_Brandenburg_opowiada.html#ixzz3YhJItNop]link do artykułu
    [/link]
  • 2015-05-01 17:30 | admirałf

    hierarchie

    @dadziobdg Gratuluję celnego komentarza.

    Tylko kto to zrozumie? Przydałoby się, żeby zrozumiał to autor, bo wydaje się, że dla dużej grupy inteligentów jest autorytetem. Dziennikarze, politycy, naukowcy i studenci jego poglądy łykają, jak gęś kluski. I powtarzają.
  • 2015-05-01 21:35 | Atlanta

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    Niestety, na polskich uczelniach wyzszych, tzw.akademicki "beton", pragnacy utrzymywac wszelkie mozliwe tytuly i wladze, wciaz dominuje...
  • 2015-05-02 13:03 | dr

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    Szanowny Panie Profesorze,
    dziękuję, że wyraził Pan głośno to, o czym nawet szeptem boją się mówić niektórzy nauczyciele akademiccy. Najwyższa pora na zmianę, na oczyszczenie szeregów, na odsunięcie miernot, na walkę z biurokracją i umasowieniem wyższego wykształcenia - słowem: już czas, by powiedzieć, że "król jest nagi", i zacząć działać. Jeśli tego nie uczynimy, czeka nas (całe społeczeństwo) nowy rodzaj niewolnictwa - właściwie, to już się dzieje, tu i teraz. Procedura jest ważniejsza od człowieka, od zdrowego rozsądku, niejako zwalnia z obowiązku myślenia. Efekty już są wyraźnie zauważalne - wystarczy zerknąć na żenujący poziom komentarzy...
    Mam nadzieję, że po Pańskim artykule środowisko akademickie przypomni sobie, co oznaczają słowa przyzwoitość, prawość, odpowiedzialność za kolejne pokolenia...
    Z wyrazami głębokiego szacunku
    "dr z północy"
    PS. Powszechne w Polsce zarządzanie przez mobbing, utrwala niestety obecny, patologiczny stan rzeczy na uczelniach.
  • 2015-05-02 15:51 | toiletpapertrickster

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    Od kilku lat myślę o studiach doktoranckich. Ale poza tym, że nie miałbym za co jeść (jak przez całe studia), to wymienione przez profesora zjawiska tak skutecznie mnie zniechęcają, że we wrześniu stanę się mieszkańcem Islandii. Co mi z pochwał profesorów za świetne prace i badania, skoro jestem zupełnie "nieprzystosowany" do bycia trybem machiny biurokratycznej. Odkąd pamiętam, przegrywałem wszystkie wyścigi w tzw. "zaradności", czyli w korzystaniu z umiejętności bezczelnego krętactwa, omijania procedur, ale też w ich perfekcyjnym wykorzystywaniu. Zawsze wmawiałem sobie, że liczą się kompetencje w dziedzinie, w której chce się człowiek realizować, że jak będę specjalistą, to mi się uda, że mamy równy dostęp do edukacji i każdy mądry człowiek, przy mniejszym lub większym wysiłku, może zostać profesorem. Zawsze myślałem, że jedynym miejscem, w którym czułbym się dobrze, i do którego się jakoś nadaję, to uniwersytet, Moja naiwność przyprawia tylko o śmiech zwycięzców w walce w ramach społecznego darwinizmu... Tymczasem czytam wypociny "naukawe" co poniektórych doktorantów i ogarnia mnie morze frustracji. Nie wspomnę o pracach "naukawych" z, np. KULu - to można traktować jako rozrywkę lub materiał do powieści science-fiction...
  • 2015-05-03 18:50 | qwerty

    KRK

    Bardzo dobry artykuł, ale mam jedną uwagę. KRK nie tylko "jest odruchowo traktowane" jako biurokratyczny absurd, ale po prostu jest biurokratycznym absurdem. To jest chory pomysł oparty na założeniu, że treść danego sprawozdania jest zawsze zgodna z prawdą: jeśli zadeklarujemy, że podczas kursu student "nabył kompetencje społeczne" to nabył, nawet jeśli jest to po prostu z definicji niemożliwe, bo studia do tego nie służą. Równie dobrze ministerstwo mogłoby nas zmusić do deklarowania, że po ukończeniu studiów absolwent będzie piękny, bogaty i dożyje 120 lat.
  • 2015-05-04 22:53 | Atlanta

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    Szanowny Panie Profesorze,
    dziękuję, że wyraził Pan głośno to, o czym nawet szeptem boją się mówić niektórzy nauczyciele akademiccy. Najwyższa pora na zmianę, na oczyszczenie szeregów, na odsunięcie miernot, na walkę z biurokracją i umasowieniem wyższego wykształcenia - słowem: już czas, by powiedzieć, że "król jest nagi", i zacząć działać.

    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Tylko kto ma zaczac dzialac? Zdecydowana wiekszosc profesury to (niereformowalny) "beton". A to owa profesura trzyma pelnie (uczelnianej) wladzy w swoich rekach...
  • 2015-05-07 17:44 | matura67

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    Moze cos o ,,marcowych docentach",to byl wazny etap w historii uczelni.
  • 2015-05-07 18:51 | Rob Roy

    Re:Gorzkie życie polskich akademików

    Pan Profesor wyżalił się, jak to ciężko teraz jest być profesorem. Aż mi się łzy wzruszenia polały. A może, Panie Profesorze, trzeba się uderzyć we własne piersi, bo ryba, jak wiadomo, psuje się od głowy. To właśnie kadra profesorska doprowadziła do tego, czego jesteśmy teraz świadkami, czyli totalnego upadku zarówno nauki, jak i szkolnictwa wyższego. Ostatnia nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym jest tego najlepszym dowodem. Nowe kryteria nadawania habilitacji i profesury zostały sformułowane właśnie przez tych, których już nie interesują, czyli tych, którzy te stopnie i tytuły mają. Że sami tych swoich kryteriów by nie spełniali, to co? Ważne że teraz, kiedy kołdra robi się krótka (czyt. niż demograficzny na uczelniach), są już nieźle "okopani" i ich nikt nie ruszy. To że przez ostatnie kilkadziesiąt lat to oni uprawiali naukę i nic nie "uprawili", nie przeszkadza im grzmieć na młodych, że mają się w końcu wziąć do roboty i podciągać Polskę w różnych naukowych rankingach. A młodzież (studencka, doktorancka, postdoktorancka) to wszystko widzi i wyciąga jeden wniosek: najważniejsze to się odpowiednio ustawić.
  • 2015-05-09 13:14 | MCH

    odkryć planowanie

    Wie Pan,
    Byłem kiedyś naukowcem, jeszcze w ustroju sprawiedliwości społecznej. Panowała wtedy gospodarka planowa i odkrycia naukowe też planowano. To była (i jest) oczywista fikcja, przynajmniej w badaniach podstawowych, nie da się planować odkryć, można projektować wysiłki, ale nie ich rezultat. Zresztą i z tymi wysiłkami to też nie do końca. Jak miałby taki Newton dostać grant na leżenie pod jabłonią w celu inspiracji przez spadające jabłko do odkrycia powszechności ciążenia albo Kartezjusz na leżenie w łóżku i obserwowanie latającej muchy w celu sformułowania geometrii analitycznej?
    Musieliśmy wtedy to planowanie symulować. Chowało się różne prace do szuflady, potem pod koniec roku wpisywało się je do planów, i dalej przez rok można było spokojnie pić, a jak się na kacu przydarzył jakiś fajny pomysł, to go zanotować, potem spisać i znów do szuflady. Tę poprzednia, starszą pracę z szuflady składało się do publikacji, a potem, z początkiem kolejnego roku (już trzeciego w tej opowieści), pisało się sprawozdanie z dokonanego i właśnie opublikowanego odkrycia. Było to dość znośne życie, mitręga planistyczna i publikacyjna zajmowała razem może miesiąc, reszta to był luz. Nikt nie brał urlopów, bo po co?
    Teraz, gdy dyktaturę proletariatu zastąpiła dyktatura biurokracji, widzę że planowanie odkryć naukowych zajmuje już większość czasu pracy naukowca - kto wie, czy nie 90%? Ma to straszny skutek dla horyzontów umysłowych naukowców, których taki system premiuje i tym samym selekcjonuje. Co widać, słychać i czuć.
    Siłą rzeczy, nie można się dziwić, że najpoważniejsze odkrycia i najważniejsze intelektualnie dzieła muszą powstawać raczej poza instytucjonalną nauką. Ale czy to na pewno coś nowego naszych zabawnych dziejach?