Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Literacki pazur pana cenzora

(2)
Kiedy współczesny badacz sięga – 25 lat po zniesieniu cenzury – do dokumentów wytworzonych przez urząd kontroli słowa, uświadamia sobie, z jednej strony grozę zjawiska, z drugiej – jego groteskowość.
  • 2016-09-06 21:58 | wdr

    tylko dobrze o biskupie

    art.196 Kodeksu karnego
  • 2016-09-29 14:10 | zak1953

    Re:Literacki pazur pana cenzora

    Kiedy współczesny badacz cofa się tylko do czasów PRL, popada w obłęd i pisze groteskowe teksty. Władcy PRL-u nie byli odkrywczy w stosowaniu polityki. Nie wymyślali niczego nowego. Korzystali z instytucji, które wcześniej skutecznie krępowały ich działania. Skorzystali z instytucji funkcjonujących na długo przed tym, niż władza w państwie wpadła w ich ręce. Jedną z takich instytucji była cenzura. Ta forma kontroli społeczeństwa okazała się bardzo przydatna w ograniczaniu rozpowszechniania treści z jakichś powodów niewygodnych aktualnej władzy. II RP z instytucji cenzury korzystała ponad wszelką miarę. Podobnie czynił panujący w II RP Kościół katolicki. Upadek PRL-u formalnie zakończył urzędową cezurę państwową. Nie zakończył jednak cenzury Kościoła katolickiego w Polsce. Bez urzędowego „imprimatur” urzędującego biskupa, żadna publikacja drukowana przez kościelne drukarnie nie ma prawa obecnie ujrzeć światła dziennego. PRL-wscy towarzysze nie wykazali się żadną innowacyjnością w praktyce życia politycznego. To, co było dla nich niewygodne starali się usuwać bądź ograniczać w publicznym dostępie przy pomocy instytucji starej jak Kościół katolicki – cenzury. Niestety, mieli świadomość, że cenzura wypowiedzi mija się z głoszonymi przez nich ideałami wolności słowa. Dlatego zaadaptowana przez nich instytucja, musiała czasami wspinać się ponad zwyczajne wpisywanie zakazu publikacji. Znam PRL-owskich cenzorów, którzy w swoich interwencjach osiągnęli poziom sztuki wyższej. Aby tylko uniknąć podejrzenia o sprzyjanie wrogom ustroju, potrafili inspirować autorów i twórców do takich zmian oryginalnych tekstów, w których ich idee nadal brzmiały, ale nie mówiły o problemie wprost, a sposób wysoce zakamuflowany. I dostępny ludziom o pewnym, wyższym od normy poziomie intelektualnym. Fakt, urzędnicy cenzury zmienili treść wielu dzieł literackich. Ale nie da się ukryć, iż wielokrotnie zmusili autorów do wycyzelowania swoich dzieł, tak że są one nadal aktualne w swoich treściach. III RP, która formalnie zniosła urzędową cenzurę, nadal jest państwem cenzorskim. Tyle, że rządzący nie angażują się w żadne ceregiele. Kiedy jest taka potrzeba, stosują wszystkie dostępne środki (nawet bezprawne), aby tylko wątpliwy tekst nie ujrzał światła dziennego. I nikt nie mówi o cenzurze. Cenzurę, autorzy maja w swoich głowach. I to się nazywa autocenzura. Formalna cenzura nadal funkcjonuje w wydawnictwach rządzącego Polsce Kościoła katolickiego. Ale tam już cenzor nie musi pokazać swego literackiego pazura. To odeszło wraz z PRL-em.