Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wykrywają najgroźniejsze choroby, ale ich pozycja spada

(1)
Znaczenie patologów w medycynie rośnie. Ale ich pozycja w służbie zdrowia spada. To paradoks, który fatalnie odbije się na chorych.
  • 2017-01-17 21:19 | turpin

    A ja się wypisałem, dość dawno temu...

    Serdeczne dzięki za ten artykuł, Redaktorze.

    Umknął Panu pewien ważny aspekt, a może aspekty mizerii współczesnej polskiej patormofologii.

    Szkoda mianowicie, że nie zapytał się Pan Szanownych Rozmówców, ile też konkretnie oni zarabiają. Nie, nie tylko profesorskiej pensji, ale w całości, włącznie z badaniami komercyjnymi i pół komercyjnymi, i na uczelni i tymi z pracowni od kolegi i tymi z Superhipereuroluxmedu. Polscy patolodzy labiedzą, ale wielu z nich urządziło się całkiem nieźle. Przyzwyczaili się do chałturzenia po pięć złociszy za szkiełko, i odwalają po dwa-trzy tysiące badań miesięcznie (w polskich warunkach 'badanie' to przeciętnie ok. dwa szkiełka), ścinając rogi, ale i wystawiając stosowne faktury. To tak jak z żebractwem - jak człek pozbędzie się wstydu, zarobek może być zdumiewająco godziwy.

    Polskich patologów jest wszystkiego kilkuset. Tych, co nadają ton, odcinają kupony i rządzą - kilkudziesięciu. Ludzie ci mogli bez trudu skrzyknąć się i zatrząść nie tylko patologią, ale i całą polską medycyną. Zatrząść tak, że nie tylko kurz, ale i pleśń by odleciała, w najdalej dwa tygodnie. Ale nie. A dlaczego? Bo tym, co mają władzę się nie chce. A czemu miałoby się chcieć, skoro im akurat jest dobrze? Odwalają maszynowo tę stertę 'szkiełek' wedle standardów z czasów gdy po ulicach jeździły Syrenki, a robotę ciężką, niewdzięczną i mało płatną odwalają za nich młodzi lub mniej przebojowi. Jedni są wygrani, drudzy przegrani.

    Dyrektorów szpitali trudno za ten stan rzeczy winić. Wszak to w większości durnie i/lub cynicy. Wielu to ignorancji, którzy nie potrafią nawet poprawnie napisać 'patomorfologia'. Porządny i inteligentny człowiek w dzisiejszej Polsce musiałby przecie wpierw zwariować, by zostać dyrektorem szpitala.

    Dziwić się można onkologom, że akceptują ten strumień knotów płynący z polskich pracowni histopatologicznych. Te wszystkie rozpoznania polegające na opisie bez diagnozy, rozpoznania niechlujne, pozbawione kluczowych elementów, rozpoznania nie poparte właściwym użyciem (drogich) metod specjalnych, czy wręcz błędy diagnostyczne. Ale jest wytłumaczenie - przyzwyczaili się. To nie oni ponoszą wszak konsekwencje tego stanu rzeczy, tylko pacjenci.