Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

(8)
2017-09-15 13:45 | jakowalski
O tym, jaki jest „stan wiedzy ekonomicznej” większości naszych ekonomistów pisał prawie rok temu na swoim blogu Jacek Żakowski. Oto fragmenty tego komentarza zatytułowanego „I tu Was mamy, nasi ekonomiści!”:
„To nie był nasz pomysł. Wymyślił to prof. Witold Kwaśnicki, ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego, prezes wrocławskiego oddziału PTE, członek rady naukowej Instytutu Misesa. Za jego radą kolejny Konsens Ekonomistów poświęciliśmy szukaniu odpowiedzi na fundamentalne pytanie – jaka jest polityczno-ideowa tożsamość polskich ekonomistów (….) wygląda na to, że w Polsce większość ekonomicznej profesji zamknęła się w rezerwacie idei na Zachodzie dość popularnych dwie dekady temu, a dziś nawet w najbardziej zachowawczych środowiskach ekonomicznych występujących już tylko incydentalnie. Pewnie nie tylko dla mnie szokujące jest to, że ponad połowa naszych respondentów uważa, iż powinno się o przeszło połowę zmniejszyć podatki i wydatki państwa. Kierunek cywilizacyjny jest przecież dokładnie odwrotny. Technologicznie determinowany wzrost różnic dochodowych stawia nas bowiem przed dość prostą alternatywą: albo znacznie większa redystrybucja pozwalająca utrzymać w ryzach rozwarstwienie mimo rosnącej różnicy w produktywności i płacach, albo twarda dyktatura trzymająca pod butem coraz liczniejszych niezadowolonych.
Podobnie zaskakująca jest opcja niemal połowy ekonomistów na rzecz zniesienia wszelkich barier handlowych, gdy ich obniżenie do obecnego poziomu w bardzo dużym stopniu odpowiada za zachwianie nawet najtrwalszych demokracji w Anglii i Ameryce. Podobnie poruszające jest przekonanie jednej trzeciej ekonomistów, że należy sprywatyzować fundusze emerytalne, gdy miliony ludzi straciły prywatne emerytury na skutek kryzysu 2008 r., a dalszy rozwój kryzysu pokazuje wyraziście jak nigdy, jakim złożonym problemem jest międzyokresowe przenoszenie wartości przez instrumenty rynkowe – od akcji po pieniądz.
Wreszcie niezwykle trudne stało się zrozumienie opcji na rzecz zaniechania przez rząd wspomagania niektórych działań biznesowych, w sytuacji gdy widać, że długookresowo najlepiej rozwijają się kraje (od Izraela i Niemiec po Chiny), których rządy to mądrze i konsekwentnie robią, a ujawniona przez kryzys zawodność całkowicie spontanicznej alokacji środków, czyli całkiem wolnych rynków, jest na całym Zachodzie (nie tylko za sprawą Piketty’ego) jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej i akademickiej.
Myszką trącą też poglądy dużej części ekonomistów w gorących sprawach społecznych (pierwsze pięć pytań). Tu jednak polski tradycjonalizm wydaje się mieć większe znaczenie niż wykształcenie, wiedza i przynależność do ekonomicznej profesji.
W sumie wyniki ankiety zdają się pokazywać, że bardzo duża część profesji ekonomicznej przynajmniej epokę temu zamknęła się w akademickiej wieży z kości słoniowej i nie chce zauważyć zmian zachodzących w świecie. Z pewnością nie jest to jedyna taka profesja. Ale ta akurat ma szczególne znaczenie, bo – zwłaszcza dla polityków – ekonomiści stali się kimś w rodzaju teologów świata materialnego. A kiedy teologia rozjeżdża się z rzeczywistością, czasem robi się groźnie. I to zdaje się być teraz nasz przypadek”.

  • 2017-09-16 10:19 | Alrus

    Re:Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

    Nie wiem, gdzie te całkowicie wolne rynki które red. Żakowski swym okiem sokolim zoczył, chyba w afrykańskiej dżungli gdy jedno plemię Pigmejów wymienia się z drugim lokalnymi dobrami. Protekcjonizm państwowy, uprawiany na różne sposoby, jest dziś powszechny.
    Jeśli ponad połowa naszych ekonomistów uważa, że należy zmniejszyć podatki oraz wydatki państwa, to jest to pocieszające, a szokować może ludzi marzących o pozbyciu się własnej wolności jako ciężaru niemożliwego do udźwignięcia i schronienia się w opiekuńcze ramiona państwa. Ale skoro tak, to red. Żakowski pod niebiosa winien wynosić PIS, zamiast je zwalczać. Któż jednak pojmie lewicowe ścieżki myślenia, ignorujące przyczyny i skutki.
  • 2017-09-16 15:06 | jakowalski

    Re:Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

    Alrus
    1. Podobno mamy w Polsce wolny rynek na natkę od pietruszki, ale to też nie jest do końca pewne, jako że najwięcej tej natki sprzedają w Polsce przecież supermarkety i hipermarkety będące własnością zagranicznego kapitału, czyli te różne Biedronki, Lidle, Carrefoury i Auchany.
    2. Podatki należy zaś zmniejszyć od najmniej zarbiających a zwiększyć od najwięcej zarabiających - nie tyle dlatego, że to jest bardziej sprawiedliwe, ale dlatego, że w ten sposób zwiększy się popyt i tym samym rozrusza gospodarkę.
    3. Niewątpliwie należy zaś zmniejszyć wydatki państwa na administrację państwową i samorządową oraz na wojsko i policję (szczególnie polityczną) a zwiększyć wydatki na naukę, edukację i ochronę zdrowia. Na pewno zaś nie należy zadłużać państwa w zagranicznych bankach. Jak widać, diabeł siedzi jak zwykle w szczegółach.
    3. PiS ma wyraźnie lewicujący, etatystyczny program ekonomiczny, a tylko konserwatywny („prawicowy”) ma ta partia swój program społeczno-obyczajowy. Stąd też trudno jest zliczyć tę partie do prawicy, jako że w najważniejszym swoim programie, czyli gospodarczym, jest ona wyraźnie lewicująca, ale nie lewacka, jak np. Razem. „Polityka” zaś od dawna nie jest pismem lewicowym, a wyraźnie prawicowym, głoszącym, tę dawno już przecież skompromitowaną, prawicowo-neoliberalną doktrynę, podobnie jak pseudolewicowe SLD.
  • 2017-09-17 11:42 | Alrus

    Re:Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

    Wolny rynek istnieje w każdym państwie czy grupie społecznej, bo jest podstawowym, naturalnym sposobem wymiany dóbr pomiędzy ludźmi. Wszelkich dóbr, więc skasować go do końca jest niemożliwością. I tylko on określa prawdziwą wartość tych dóbr. Nie żadne założenia, wyliczenia, kalkulacje, nakłady pracy, koszty surowców itd - to sprawy drugorzędne, wtórne, próba racjonalizacji czegoś, co niemierzalne i często irracjonalne. Dzieje się tak, ponieważ ceny wynikają z wartości rzeczy, a wartość rzeczy dla każdego człowieka jest inna i zmienna w czasie, zależna od okoliczności. Wolny rynek działa na zasadzie ciągłego próbkowania potrzeb wymieniających się dobrami stron i natychmiastowych odpowiedzi. Jest najlepszym rozwiązaniem z możliwych, ponieważ najtrafniej i najmniejszym kosztem zaspokaja ludzkie potrzeby. Co w praktyce przekłada się Jakowalski na to, że na wolnym rynku kupisz tanio i to co chcesz. Albo gdy państwo wolny rynek zwalcza, przynajmniej to co chcesz.
    Rynek regulowany, nawet w państwie totalitarnym, nigdy nie obejmuje wszystkiego, jako twór sztuczny charakteryzuje się zbyt dużą niewydolnością, nietrafnością i ociężałością, aby odpowiednio reagować, więc tworzą się nielegalne enklawy wolnorynkowe, zwane czarnym rynkiem. To symptom chorobowy, wskazujący na przeregulowany rynek - podobnie w przeregulowanej gospodarce rośnie szara strefa, gdy państwo objawia zbyt dużą aktywność. Do tego tak jak wolny rynek odpowiada na spersonalizowane potrzeby, tak rynek zarządzany odgórnie celuje w średnią potrzeb, zatem pozbawia możliwości wyboru i właściwie nie trafia do nikogo. Regulacje, jak wszelkie czynności, kosztują, nabywca jako podatnik płaci nie tylko za nie same, ale i za skutki uboczne jakie wywołują, co nieuchronnie podnosi ceny na wszystkie dobra. Efektem regulacji są albo ograniczenia dostępnych dóbr, albo wyższe ceny, albo jedno i drugie. Większy stopień regulacji - gorsze efekty.
    Komkluzja jest taka, że im mniej państwo wtrąca się do gospodarki, tym lepiej dla ogółu.
    Od tej reguły istnieją wyjątki - państwo może i czasem powinno interweniować regulacjami w warunkach ekstremalnych, zagrożenia bezpieczeństwa ogólnego czy wojny. W warunkach normalnych ograniczyć się do chronienia gospodarki wolnorynkowej przed nieuczciwą konkurencją, zapewnić klarowny system prawny szybko reagujący na łamanie zasad i prawa obowiązującego, ochrony własności prywatnej jako podstawy wolności.
    Jak wiemy, prawdziwie wolny rynek to ideał, do którego jedne państwa się zbliżają, inne odchodzą. Powodem jest to, że w państwie występuje konflikt interesów pomiędzy społeczeństwem a władzą, a raczej elitami rządzącymi. Trzeba sobie uświadomić, że elity rządzące, rozumiane jako symbiotyczna grupa polityków, urzędników, finansjery oraz wielkich posiadaczy, powiedzmy kapitalistów, wcale nie pragną wolnego rynku. Wolny rynek oznacza uszczuplenie ich władzy, gdyż upodmiotawia zwykłych ludzi dając im zbyt dużą autonomię, czyni ich niezależnymi. Jak manipulować kimś niezależnym, czym przekupić, jak narzucić jakieś jedynie słuszne rozwiązania, idee wspaniałe, co w skrywanym efekcie przyniosą wzrost znaczenia i bogactwa elit?
    Nic więc dziwnego, że elity robią wszystko, aby wolnego rynku było jak najmniej, za to mówią: damy wam. Ale nie mówią, że dadzą z tego, co wpierw muszą przecież zabrać. I że muszą potrącić sobie na godziwy zysk, bo to zebrać, potem rozdysponować, a przy okazji sfinansować to i owo poza rozdzielnikiem, po uważaniu...

    Podatki należy zmniejszyć, zlikwidować większość regulacji, zezwoleń i koncesji, krótko mówiąc powrócić do ustawy Wilczka, która zapoczątkowała gospodarczy start Polski po PRL, wyzwoliła w ludziach przedsiębiorczość. Na krótko zahamowała wszechwładzę państwa nad obywatelem, a dobroczynne efekty jeszcze widać, choć ona sama zniknęła po licznych nowelizacjach. Ale przede wszystkim należy przywrócić prawo własności i zagwarantować konstytucyjnie.
    Państwa nie tylko w zagranicznych bankach, ale w żadnych nie powinno być wolno zadłużać, uchwalanie budżetu z deficytem powinno być zabronione. Wyjątek - wojna, zagrożenie bytu państwowego.

    " PiS ma wyraźnie lewicujący, etatystyczny program ekonomiczny, a tylko konserwatywny („prawicowy”) ma ta partia swój
    program społeczno-obyczajowy. Stąd też trudno jest zaliczyć tę partie do prawicy, jako że w najważniejszym swoim programie,
    czyli gospodarczym, jest ona wyraźnie lewicująca, ale nie lewacka, jak np. Razem."
    Pełna zgoda. To "pobożna lewica", jak widać chyba tylko ta "pobożność" przeszkadza red. Żakowskiemu przed ogłoszeniem Kaczyńskiego genialnym pierwszym posłem RP. ;-)
  • 2017-09-17 20:43 | jakowalski

    Re:Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

    Alrus - c.d.
    1. Podatki od najbogatszych należy więc podnieść, aby obniżyć je od średniaków i najmniej zarabiających.
    2. Należy też zwiększyć kontrolę państwa nad gospodarką, szczególnie zaś nad finansami i infrastrukturą (mieszkania, transport, energetyka etc.) aby zlikwidować spekulację i przestawić gospodarkę z obecnej, nastawionej na tanią siłę roboczą, na gospodarkę nowoczesną, nastawiona na produkcję dóbr wysokiej technologii (high tech).
    3. Ta, tak przez ciebie zachwalana, ustawa Wilczka, miała na celu jedynie uwłaszczenie PRL-owskiej nomenklatury, umożliwiając jej przejęcie, często a pół darmo, majątku państwowego.
    4. Państwo powinno zadłużać się tylko na cele inwestycyjne, ale nigdy na konsumpcyjne. Zadłużać się ono może tylko w bankach krajowych, jako że to jest wtedy tylko dług „papierowy” czyli wirtualny. Brak rozwoju gospodarczego oraz brak realizacji programu modernizacji gospodarki oznacza zaś zawsze zagrożenie bytu państwowego. Gdyby II RP, zamiast dbać o silną walutę i równowagę budżetu, zadłużyłaby się w krajowych bankach na rozwój jej gospodarki, to nie stalibyśmy się ofiarami naszych sąsiadów, którzy do kosza wrzucili owe wolnorynkowe komunały i postawili na rozwój gospodarki, a nie, jak II RP, na mocną walutę i zrównoważony budżet.
    5. Tak, PiS to jest typowa klerykalna lewica, inaczej partia klerykalno-socjalistyczna. Socjalizm a generalnie lewicowość, ma bowiem różne oblicza i często mylona jest ona z centrum a nawet i prawicą.
  • 2017-09-17 20:44 | jakowalski

    Re:Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

    Alrus - początek tu:
    1. Wolny rynek istnieje tylko w teorii, tak jak idealny gaz, doskonała próżnia czy też bezwymiarowy punkt.
    2. Wartość towaru określa nakład pracy społecznej niezbędnej do jego wyprodukowania, stąd też z reguły samochód kosztuje więcej niż rower, szynka więcej niż surowe mięso a dom więcej niż cegła.
    3. Mylisz wartość z użytecznością - wartość jest obiektywna i stała w danym okresie czasu, zaś użyteczność jest sprawą indywidualną. Na przykład to, co ma wysoką użyteczność dla kobiety, np. biustonosz, ma zerową a nawet i ujemną użyteczność dla mężczyzny.
    4. Nie jest też prawdą, że na wolnym rynku kupisz tanio i to co chcesz, jako że na wolnym (tu w sensie pozbawionym regulacji) rynku zaraz pojawiają się monopoliści i spekulanci, którzy sztucznie podbijają ceny w pogoni za maksymalizacją zysku, a wiadomo, że jeszcze żaden rząd, poza ostrą dyktaturą, nie wygrał z monopolami i spekulantami. Najlepszym przykładem jest tu rynek mieszkaniowy, gdzie zmowa właścicieli, producentów i pośredników skutkuje w kapitalizmie wysokimi, zaporowymi cenami mieszkań a więc i bezdomnością, nawet w najbogatszych państwach kapitalistycznych takich jak np. USA.
    5. Czarny rynek tworzy się zawsze tam, gdzie państwo zabrania handlu określonym towarem, np. narkotykami, usługami seksualnymi, bronią czy amunicją. Tworzy się on też tam, gdzie państwo nieumiejętnie walczy z drożyzną poprzez jedynie kontrolę cen, np. ustalając maksymalne czynsze zamiast budować tanie mieszkania i zastosować kwaterunek, czyli rozdzielnictwo mieszkań pomiędzy osoby je potrzebujące. Ale to jest temat na osobną dyskusję.
    6. Nie jest więc tak, że im mniej państwo wtrąca się do gospodarki, tym lepiej dla ogółu, a jest wręcz odwrotnie. Tam gdzie, państwo nie wtrąca się do gospodarki, czyli np. w Afryce, Ameryce Łacińskiej i w większości państw Azji oraz Oceanii, mamy też z reguły najniższą stopę życiową. To jest fakt, a z nim nie sposób jest dyskutować. Liberalna idea leseferyzmu, czyli niewtrącania się państwa do gospodarki powoduje bowiem zawsze w praktyce to, że gospodarka jest słaba, nastwiona jedynie na zaspokajanie potrzeb najbogatszych, a więc tworzą się w niej i pogłębiają ogromne różnice w dochodach i majątkach, uniemożliwiające rozwój gospodarczy, jako że w państwach będących pod wpływem ideologii wolnorynkowej brakuje z reguły funduszy na edukację i badania naukowe, a wiec takie państwa są z góry skazane na pełnienie drugorzędnej roli w gospodarce światowej - importera dóbr luksusowych i wysokiej technologii (high tech) oraz eksportera taniej siły roboczej i surowców.
    7. Zbytnia ochrona własności prywatnej prowadzi zawsze do paraliżu państwa, jako że stawia ona interes prywatny ponad społeczny i utwierdza władzę elity pieniądza, a więc uniemożliwia ona demokrację, natomiast prowadzi zawsze do plutokracji.
    8. Wolny rynek jest ideałem tylko w takim sensie, w jakim ideałem jest wspomniana już przeze mnie doskonała próżnia czy też idealny gaz.
    9. Oczywiste jest, że elity rządzące, rozumiane jako symbiotyczna grupa polityków, wyższych urzędników państwowych, finansjery oraz innych wielkich posiadaczy kapitału, wcale nie pragną wolnego rynku, ale nie dlatego, że wolny rynek oznaczałby uszczuplenie ich władzy, ale dlatego, że wolny rynek jest niemożliwym do osiągniecia ideałem, a na dodatek każda próba jego implementacji, czyli zniesie kontroli państwa nad gospodarką, powoduje powstanie monopoli a tym samym przejęcie kontroli nad owym, w teorii wolnym rynkiem, przez monopolistów i spekulantów. Po prostu monopole powstają naturalnie w warunkach braku regulacji rynku, podobnie jak naturalnie pojawiają się na każdym rynku spekulanci a w klimacie gorącym i umiarkowanym, poza zbiornikami wody i pustyniami, każdy nieuprawiany teren staje się z czasem lasem.
    10. Wolny rynek „upodmiotawia” tylko tych ludzi, którzy posiadają pieniądze, dając im pewną autonomię, czyniąc ich częściowo niezależnymi od reszty społeczeństwa. Ponieważ w kapitalizmie każdy gracz na rynku dąży do maksymalizacji swojego zysku, to w tym celu tworzą ci gracze różnego rodzaju zmowy, na ogół nieformalne, a więc w praktyce niemożliwe do zwalczania metodami legalnymi (prawnymi) oraz zawsze pojawiają się na takim, w przybliżeniu wolnym rynku, spekulanci, wykupując towary, aby je później sprzedać po wygórowanej cenie, jako że spekulacja polega przecież na sztucznym obniżeniu podaży, aby w ten sposób podnieść ceny. Ponieważ na rynku zbliżonym do wolnego nie można nikomu zabronić kupowania tyle, na ile go jest stać, to taki rynek jest zawsze bezbronny wobec spekulantów. Tak więc wolny rynek oznacza w praktyce monopole i spekulację, czyli drożyznę.
    11. Żaden człowiek nie jest wyspą, nikt w nie jest więc zupełnie niezależny od reszty ludzi a w kapitalizmie także od pieniędzy, a więc w kapitalizmie każdym można manipulować, jeżeli ma się do tego celu dość pieniędzy, jako że w kapitalizmie wszystko jest przecież na sprzedaż. Każdego można więc przekupić, każdemu można narzucić jakieś „jedynie słuszne” rozwiązania, te różne, wolnorynkowe „idee wspaniałe”, co w skrywanym efekcie przynoszą zawsze wzrost znaczenia i bogactwa elit. Tak po prostu, a nie inaczej, działa kapitalizm rynkowy.
  • 2017-09-17 22:55 | kaesjot

    Re:Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

    Alrus - różnica między wolnym rynkiem a gospodarką kontrolowaną przez władze jest taka jak między zbieraniną różnych band lub w najlepszym przypadku "pospolitym ruszeniem" a zorganizowaną i zdyscyplinowaną armią.
    Do czego doprowadził prymat pospolitego ruszenia nad regularną armią dowodzi historia I RP.
  • 2017-09-18 10:29 | jakowalski

    Re:Stan wiedzy ekonomicznej w Polsce

    Kaesjot - otóż to.