Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Recenzja książki: Joseph Conrad, Jacek Dukaj, „Serce ciemności”

(1)
Dukaj, skupiając się na przekazie doznań fizycznych, odarł tekst Conrada z jakichkolwiek uczuć, również z poczucia grozy, bo nawet ona ginie w zalewie wykrzykników.
  • 2017-11-24 22:09 | Beata Igielska

    Niebezpieczne gry Jacka Dukaja

    „Serce ciemności” to literacki eksperyment Jacka Dukaja, polegający na spolszczeniu słynnego „Jądra ciemności” Josepha Conrada. Na pewno prowokacyjny, intrygujący i jedyny w swoim rodzaju. Czy udany?

    Przyznam, że podeszłam do wersji Dukaja z dużym dystansem. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak ma wyglądać nowa, uwspółcześniona wersja klasycznego opowiadania.
    Czy można dostosowywać klasykę do języka, stylu i wyobrażeń przeciętnego czytelnika XXI wieku? Jeśli czytelnik ów nie radzi sobie z pierwowzorem, może nie dorósł do niego i powinien darować sobie lekturę? Czy zabieg zwany spolszczeniem nie okaże się profanacją i nie zaprzepaści lub nie wynaturzy idei utworu?

    Te i inne podobne pytania towarzyszyły mi podczas lektury pierwszych stron lektury w wydaniu Dukaja. A potem nagle się przełamałam i zaczęłam porównywać zapamiętaną conradowską wersję z tym, co stworzył współczesny polski pisarz.
    Niemal w tym samym momencie przypomniałam sobie dość już odległe, ale wciąż mile wspominane czasy pracy w liceum ogólnokształcącym, gdy z różnymi efektami próbowałam przekonać swoich uczniów, że „przeszłość do dziś”.
    Z ręką na sercu przyznaję, że częściej i lepiej udawało mi się zarazić licealistów podziwem i miłością do twórczości Mickiewicza czy Norwida niż przekonać do prozy Conrada. Zarówno „Lorda Jima” jak i „Jadro ciemności” czytali nieliczni, a ci, którzy przebrnęli przez lekturę, najczęściej albo twierdzili, że niewiele do nich dotarło, albo narzekali na ciężki styl i język.

    A jak by było, gdyby mogli wówczas poznać wersję w wydaniu Dukaja? – spytałam samą siebie. I szczerze musiałam przyznać, że na pewno podeszliby do niej z większym przekonaniem i zrozumieniem.
    Tak, tak… Już słyszę słowa krytyki z ust zagorzałych miłośników prozy Conrada i ortodoksyjnych obrońców klasyki. Być może, gdybym nie sięgnęła po „Serce ciemności” też znalazłabym się w ich gronie.
    Jestem niereformowalną przeciwniczką poznawania utworów we fragmentach i skracania ich w iście zbójecki sposób nawet o połowę (i więcej), jak czyni się ostatnio z niektórymi powieściami Charlesa Dickensa.

    Jacek Dukaj nie ograbił jednak opowiadania Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego z treści i przesłania.
    To wciąż zapadająca w pamięć opowieść Charlesa Marlowa, który wyruszył w garstką przyjaciół w rejs po Tamizie. Były kapitan niedużego statku wspomina niebezpieczną podroż do afrykańskiej dżungli, jaką odbył rzeką Kongo.
    Narrator ma wiele wspólnego z autorem, który także wojażował po Czarnym Kontynencie, nabierając coraz bardziej krytycznego stosunku do kolonialnej działalności, w której dominowały bezwzględność wobec tubylców, chciwość, fałszywie pojmowana duma i skrzętnie skrywana korupcja.

    Kluczową postacią w opowiadaniu okazuje się Kurtz, osławiony handlarz kością słoniową, który w głębi interioru stworzył własne państewko i obwołał się absolutnym władcą.
    Znamy Kurtza nie tylko z oryginalnej wersji Conrada, gdyż stał się on inspiracją dla wielu późniejszych tekstów kultury, z których najbardziej znany okazał się obsypany nagrodami film Francisa Coppoli „Czas apokalipsy”.

    To postać uosabiająca wszystkie wynaturzenia człowieka, który dorwał się do władzy, który w wypaczony sposób pojmuje związki z naturą i odcięcie się od cywilizacji. Tak naprawdę bowiem Kurtz stworzył własne imperium, niewiele różniące się od europejskich królestw.

    Tę ideę i towarzyszące jej refleksje na temat kolonializmu oraz miejsca człowieka w świecie odnajdujemy również w prozie Dukaja.
    Ma ona, oczywiście, inny charakter. Zamiast rozbudowanych i skomplikowanych opisów odnajdziemy w niej proste relacje, w których przeważają zdania pojedyncze. Jeśli złożone – to na pewno nie wielokrotnie i nie w barokowy, finezyjny, ozdobny sposób.

    Bohaterowie dukajowskiej wersji nie prowadzą zawiłych dialogów. Ich rozmowy bardziej przypominają krótkie wymiany zdań i mailowe zapiski niż prozatorskie popisy. Nie stronią też od wulgaryzmów i myślowych skrótów.
    W ujęciu Conrada – nie do pomyślenia! A jednak do współczesnego czytelnika ta nowa wersja przemawia całkiem przekonująco!

    Cóż, dałam się uwieść uwspółcześnionej, czy – jak kto woli – spolszczonej wersji „Jądra ciemności”. To eksperyment udany, chociaż kontrowersyjny i niebezpieczny.
    Jacek Dukaj wyszedł z niego obronną ręką i być może zachęci do sięgnięcia po oryginalną wersję, chociażby w ramach porównania i zwykłej czytelniczej ciekawości. Oby!
    BEATA IGIELSKA