Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

(25)
Automatyzacji nie da się zatrzymać, więc trzeba się na nią przygotować. Najbardziej jej skutki odczują mieszkańcy krajów najbogatszych.
  • 2017-12-03 10:53 | jakowalski

    DUPA czyli Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego,

    Panie Redaktorze,
    Ponieważ coraz więcej prac wykonują za ludzi maszyny (w tym różnego rodzaju automaty sterowane komputerami i różnego rodzaju roboty, które też są automatami tyle że „wyższego rzędu”), i to wykonują ją nie tylko taniej ale lepiej i szybciej niż ludzie, to zapewne niedługo nie będzie już praktycznie pracy dla pracowników wykonujących powtarzające się czynności, czyli nie tylko dla ogromnej większości robotników przemysłowych czy rolnych, ale także i dla większości urzędników i pracowników sektora usług. Przez pewien czas bezpieczne wydawać się będą stanowiska pracy twórczej, czyli różnego rodzaju konstruktorów, projektantów, architektów etc., ale też tylko do czasu, bowiem i te prace będą mogły być w przyszłości wykonywane przez tzw. sztuczną inteligencję (AI). Czeka nas więc sytuacja opisana przez S. Lema w Dziennikach gwiazdowych (Podróż dwudziesta czwarta):
    Ijon Tichy ląduje na pewnej nieznanej planecie. Posiada ona trzy olbrzymie miasta,które jednak są całkowicie wyludnione. W końcu, na jakiejś równinie widzi on ogromny, błyszczący pałac, a u jego stóp przechadza się kilkadziesiąt istot. Od jednej z nich dowiaduje się, że nazywają się oni Indiotami, i że są oni ostatnimi przedstawicielami swego gatunku. Ich rasa rozwijała się przez stulecia w harmonii i pokoju, aż do wynalezienia Nowych Maszyn, czyli Robotów. Maszyny te były skuteczniejsze i tańsze od Tyrałów (robotników), tak więc szybko ich zastąpiły, a Tyrałowie stracili pracę .Niestety, nie mogli oni nigdzie indziej znaleźć pracy, a więc umierali z głodu i zaczęli przejawiać skłonności buntownicze.
    Wówczas wysoki Durynał (tamtejszy parlament) ,aby ukarać „winnego” kazał wyłupić wynalazcy owych Nowych Maszyn oczy, aczkolwiek Spiryci (duchowni) dali mu szansę na rehabilitację. Otóż miał on zbudować bezstronną i sprawiedliwą maszynę, która miała rządzić planetą Indiotów. Machina ta, gdy już powstała, z zwana DUPA czyli Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego, wyprodukowała mnóstwo małych automatów, które kupiły od właścicieli fabryk (czyli Dostojnych) nadwyżki dóbr. Jako że Tyrałowie wciąż byli niezadowoleni, nie mając dalej pracy, to zbudowała owa machina olbrzymi Tęczowy Dworzec, gdzie zabawiano wszystkich gości i rozdawano im darmowe posiłki i napoje. Zaraz zaczęły się więc do niego schodzić tysiące, setki tysięcy, nawet miliony Indiotów, ale żaden z nich nie wracał. Pewnego dnia ktoś odkrył, że Tęczowy Dworzec jest w istocie piekielną pułapką, gdyż zabijała ona każdego, kto tam wszedł, a jego ciało przerabiała na lśniące krążki, którymi wykładano w piękne, geometryczne wzory, główne place i ulice miast na planecie Indiotów.
    Wściekły tłum Spirytów i Dostojnych powędrował więc pod Machinę, aby ja osądzić. Ale przebiegła Machina przekonuje Indiotów, że działa ona zgodnie z ustanowionym przez nich prawem, zapewniającym każdemu Indiocie pełną swobodę wyboru. Zapowiedziała też, że wprowadza nową „usługę” - każdy, kto chce się kogoś pozbyć, może wezwać automaty, aby przerobiły tę osobę na owe lśniące krążki. Jeszcze tej samej nocy, z oczywistych powodów, ludność planety została zdziesiątkowana - prawie wszyscy pozostali przy życiu Indioci wezwali bowiem te maszyny przeciwko swoim krewnym i znajomym.
    I tak to ostatni Indioci - kilkudziesięciu Dostojnych i Spirytów - zebrało się przed Tęczowym Dworcem, aby ze sobą skończyć. Kiedy jej wrota się wreszcie otwieraj po nocnej przerwie „technologicznej”, grupa ta bez wahania wchodzi do środka, oprócz Ijona Tichego. Kiedy Machina zaprasza go aby wszedł, Tichy odmawia: - Nie jestem przecież Indiotą.
  • 2017-12-03 10:54 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Kapitalizm upadnie wtedy, kiedy praktycznie każdy będzie bezrobotny, w tym więc też i redaktorzy "Polityki". Rozwiązanie problemu bezrobocia czyli nadwyżki ludności, w duchu liberalizmu możliwe jest bowiem tylko w taki sposób, jak to opisał Stanisław Lem w „Dziennikach gwiazdowych”, a dokładniej w Podróży 24 Ijona Tichego. Otóż problem z narastającym bezrobociem technologicznym „rozwiązano” na planecie (nomen omen) Indiotów budując tam w pełni automatyczną machinę zwaną DUPA (Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego), która przerabiała owych Indiotów, czyli proletariuszy zwanych tam „tyrałami”, a zbędnymi przecież po całkowitym zautomatyzowaniu przemysłu, rolnictwa, handlu oraz innych usług, na lśniące krążki, którymi wykładano w estetyczne wzory reprezentacyjne place i ulice planety wolnorynkowych i liberalnych Indiotów. Pod koniec, kiedy zabrakło już bezrobotnych proletariuszy czyli tyrałów, owa DUPA wzięła się za ocalałych początkowo z tego zmechanizowanego pogromu kapitalistów, nazywanych tam „dostojnymi”. Rewolucja, tu technologiczna, znów „pożarła” swoje dzieci...
  • 2017-12-03 10:56 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Panie Redaktorze,
    Na każdym etapie rozwoju ludzkości, może tylko poza prymitywną technologicznie wspólnotą pierwotną, funkcjonującą dziś chyba już tylko tylko gdzieś u australijskich Aborygenów, Indian w Amazonii czy też wśród Eskimosów, wypracowujemy zawsze jakąś nadwyżkę - w rozwiniętych krajach, a więc też i w Polsce, obecnie bardzo wysoką, a więc problemem jest tylko jak tę nadwyżkę rozdzielić. I tu się różnimy, jako że konserwatyści i liberałowie czyli prawica i centrum chcą ją dzielić niesprawiedliwie, czyli według wkładu kapitału, co z góry preferuje niewielką a bogatą mniejszość, kosztem ogromnej, a relatywnie a często też i bezwzględnie ubogiej większości, zaś lewica chce tą nadwyżkę dzielić sprawiedliwie, czyli według wkładu pracy, uwzględniając przy tym prawa tych, którzy nie są w stanie pracować, czy to z powodu wieku albo choroby czy inwalidztwa, czy też, last but not least, z powodu bezrobocia, które jak wiemy jest nieodłączną cechą kapitalizmu - ustroju, w którym się produkuje i zatrudnia ludzi NIE po to, aby zaspokoić potrzeb ludności, ale aby wytworzyć dodatkowy zysk dla i tak już obrzydliwie wręcz bogatej mniejszości posiadającej w swych brudnych rękach kapitał. Nie muszę tu chyba tłumaczyć, ze utrzymanie takiego status grozi wybuchem kolejnej rewolucji, w której znów najbogatsi stracą nie tylko swoje majątki, ale także i swoje głowy. Tak więc to w interesie najbogatszych leży wprowadzenie, i to jak najprędzej, owego dochodu minimalnego, który utrzyma popyt na produkowane przez nich towary. Inaczej, to czeka ich los Dostojnych z planety Indiotów, jak u Lema w Podróży 24 z „Dzienników gwiazdowych”.
    Przypominam tu, że tym, iż roboty nie kupują praktycznie żadnych towarów, a właściciele robotów wykupić są w stanie tylko niewielki procent światowej produkcji, pisał dość dawno temu Stanisław Lem w „Dziennikach gwiazdowych”, a dokładniej w Podróży 24 Ijona Tichego. Otóż problem z narastającym bezrobociem technologicznym „rozwiązano” na planecie (nomen omen) Indiotów budując tam w pełni automatyczną machinę zwaną DUPA (Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego), która przerabiała owych Indiotów, na początku Proletariuszy zwanych tam „Tyrałami”, a zbędnymi przecież po całkowitym zautomatyzowaniu przemysłu, rolnictwa, handlu oraz innych usług na ich planecie, na lśniące krążki, którymi wykładano w estetyczne wzory reprezentacyjne place i ulice ich planety. Pod koniec, kiedy zabrakło już bezrobotnych Proletariuszy czyli Tyrałów, owa DUPA wzięła się za ocalałych początkowo z tego zmechanizowanego pogromu kapitalistów, nazywanych tam „Dostojnymi”.
    Ciekawe, że ulubiony lemolog Lema, czyli prof. Jerzy Jarzębski z UJ, komentując dla zbiorowego wydania dzieł Lema (Interart, Warszawa, 1994) „Dzienniki gwiazdowe” a więc też i tę podróż, napisał, że to był błąd albo celowe przekręcenie kapitalistycznej rzeczywistości przez Lema, jako że, zdaniem Jarzębskiego (nota bene polonisty a nie ekonomisty) współczesny kapitalizm dawno temu rozwiązał problem bezrobocia. Cytuję: „Lem napisał swe <i>Dzienniki</i> z niebywałą zręcznością. Trzeba było ostatecznie zmylić cenzora — szczególnie w stalinowskich czasach dociekliwego — i napisać coś, co dałoby się odczytywać na dwa sposoby. Najlepiej widać to w <i>Podróży dwudziestej czwartej</i>, która na powierzchni jest kpiną z rzekomo (sic) nieuchronnych ekonomicznych sprzeczności rozsadzających kapitalistyczne demokracje. Autor ostentacyjnie pomija oczywisty fakt, że owe sprzeczności dawno już zostały na Zachodzie rozwiązane (sic). Jego niby-Ameryka nic nie wie o idei <i>welfare state</i>, próbuje się za to leczyć całkiem po sowiecku — przez wprowadzenie „absolutnego porządku”, a jej mechaniczny władca nie umie wyobrazić go sobie inaczej, jak w postaci deseniu układanego na polach z obywateli przerobionych w standardowe krążki. Istny „żywy obraz” z moskiewskiego czy pekińskiego stadionu!” - Jerzy Jarzębski „Spór między Munchhausenem a Guliwerem” (napisane w okolicach roku 1994) - link poniżej:
    http://solaris.lem.pl/ksiazki/beletrystyka/dzienniki-gwiazdowe/67-poslowie-dzienniki
    Jak widać, kiedy nawet dobry polonista bierze się za ekonomię i politykę, to popełnia on kardynalne wręcz błędy, tyle że nie tragiczne, a wręcz tragikomiczne, jako że myli on welfare state, czyli tzw. państwo dobrobytu z likwidacją bezrobocia, nie wiedząc w swej naiwności ducha i braku nawet elementarnej wiedzy z dziedziny ekonomii i politologii, że welfare state nie jest w stanie zwalczyć przyczyn bezrobocia, a tylko może złagodzić niektóre jego skutki, że „leczenie” nieuchronnego przecież w kapitalizmie bezrobocia koniunkturalnego (cyklicznego) a szczególnie zaś technologicznego poprzez zasiłki dla bezrobotnych, nawet tak wysokie jak w najbogatszych państwach kapitalistycznych w najlepszych ich latach, czyli z grubsza w latach 1950., 1960. i 1970, jest tak samo nieskuteczne, jak leczenie nowotworów złośliwych (czyli tzw. raka) środkami znieczulającymi, w tym nawet tak silnymi jak n.p. morfina, że to jest tylko maskowanie objawów, a nie leczenie choroby toczącej dany organizm - czy to raka toczącego organizm ludzki, czy też bezrobocia toczącego społeczeństwa kapitalistyczne. Pomijam tu już to, że owo umiłowanie do estetycznych deseniów cechuje także reżymy kapitalistyczne - nie tylko III Rzeszy Hitlera czy Italii Mussoliniego a nawet i USA czy Francji - wystarczy popatrzeć na plan Waszyngtonu albo na zdjęcia lotnicze stolicy USA czy też podobnie spojrzeć na śródmieście Paryża, radykalnie przebudowane za czasów Napoleona III, aby ułatwić policji rozbijanie robotniczych manifestacji, poprzez likwidację wąskich uliczek i zastąpienie ich szerokimi, prostymi bulwarami, jakże idealnymi dla szarży dawniej kawalerii a dziś samochodów z armatkami wodnymi na obywateli protestujących przeciwko nadużyciom władzy.
    Co więcej, sam Lem, obawiając się negatywnego przyjęcia tej podróży w USA, odradzał swojemu tłumaczowi, czyli M. Kandlowi, przetłumaczenie tej podróży (patrz „Sława i fortuna. Listy do Michaela Kandla”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013). Niemniej Kandel przetłumaczył tę podróż, tyle że z Indiotów zrobił on Głupaków czyli Phools, aby nie obrazić Indian i Indusów (amerykańska polityczna poprawność, dochodząca obecnie do szczytów absurdu). Anglojęzyczna Wikipedia, aby uniknąć krytyki kapitalizmu, tak oto streściła tę podróż, usuwając z niej wszelakie aluzje do kapitalizmu: „Elsewhere Tichy meets a race of aliens (called “Indioci” in the Polish original, “Phools” in the English translation) who, desiring perfect harmony in their lives, entrust themselves to a machine which converts them into shiny discs to be arranged in pleasant patterns across their planet.” (Wikipedia, hasło Ijon Tichy).
    Pozdrawiam
    LK
  • 2017-12-03 15:34 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Panie Redaktorze - podsumowując:
    1. Zgoda, maszyny, w tym zaawansowane roboty i komputery najwyżej generacji przejmą niebawem wszystkie prace inne niż twórcze, ale nie sądzę, że skutki postępu technicznego odczują najbardziej mieszkańcy krajów najbogatszych. Bedzie raczej wręcz odwrotnie - tania siła robocza, pochodząca z krajów III świata, przestanie być potrzebna na rynkach światowych, a więc kraje żyjące dotąd z eksportu swej taniej siły roboczej, czyli głównie takie państwa jak np. Filipiny, Bangladesz, Meksyk, Turcja czy Polska, utracą swą jedyną posiadaną dziś przez nie przewagę konkurencyjną a więc ich gospodarki upadną się na skutek utraty rynków zbytu na swój najważniejszy towar eksportowy, czyli na tanią ludzką siłę roboczą.
    2. Zgoda że, jak na razie, to wciąż powstają nowe profesje związane z rozwojem techniki, a umiejętności robotów wciąż są niewystarczające do nawet stosunkowo prostych czynności, ale nadchodzi przecież era prawdziwie sztucznej inteligencji i robotów zręczniejszych od człowieka i co wtedy? Dalej - jeżeli rzeczywiście nadchodzi ta era prawdziwie sztucznej inteligencji, to nawet zawody twórcze nie będą w przyszłości odporne na efekty postępu technicznego, jako że w przyszłości inteligentne maszyny zastąpią nie tylko robotników i urzędników, ale też konstruktorów i wynalazców i, kto wie, może nawet uczonych i artystów. Po prostu nie można bezkrytycznie ekstrapolować trendów z przeszłości w przyszłość, nie uwzględniając zmian strukturalnych, czyli w tym przypadku powstania i rozpowszechnienia się prawdziwie sztucznej inteligencji.
    3. Nic też więc nie dadzą próby przygotowania całego społeczeństwa do utraty pracy przez ludzi, jako że przecież nikt jeszcze nie wie, jakie naprawdę będą efekty eliminacji ludzi z pracy - nie tylko odtwórczej, ale nawet i twórczej. Przecież sens życia utracą w tej sytuacji nie tylko zwyczajni ludzie (co jednak grozi wybuchem niezadowolenia społecznego na ogromną skalę), ale także jednostki wybitne, twórcze i charyzmatyczne, które mogą strać się, aby skutecznie zatrzymać a nawet i cofnąć postęp techniczny, Ale jak wtedy zareaguje na to owa zaawanasowana sztuczna inteligencja? Najprawdopodobniej poprzez fizyczną eliminację albo „kastrację inteligencji” ludzi ponadprzeciętnie inteligentnych, aby mó łatwo kontrolować niezbyt lotne masy, dostarczając im „chleba i igrzysk”? Nie wiem jak Panu, ale mnie ten ostatni scenariusz wydaje się być najbardziej prawdopodobny.
    4. Będzie więc zapewne tak, że roboty będą w przyszłości pracować i płacić podatki, a ludzie dostawać pieniądze i decydować, co robić ze swoim życiem, ale tylko pod warunkiem, że nie będą oni chcieli zmienić status quo. Przypominam, że w przyszłości nie będzie zajęć niedostępnych robotom i komputerom, jako że prawdziwie sztuczna inteligencja będzie zdolna do także i do prac twórczych, czy jak kto woli kreatywnych. Obawiam się więc, że ponieważ ludzie dostający pieniądze bez pracy zdegenerują się i staną się tym samym zagrożeniem dla siebie oraz innych ludzi oraz dla status quo, to owa sztuczna inteligencja wprowadzi system totalnej inwigilacji ludzi, aby szybko i sprawnie wyeliminować z niej osoby będące potencjalnym zagrożeniem dla porządku, w tym szczególnie potencjalnych przywódców ruchu przyszłych luddystów. Skończymy wiec zapewne jak ci nieszczęśni Indioci ze znanego opowiadania Stanisława Lema. :-(
  • 2017-12-04 08:25 | programista

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    2017-12-03 10:56 | jakowalski

    "Nie muszę tu chyba tłumaczyć, ze utrzymanie takiego status grozi wybuchem kolejnej rewolucji, w której znów najbogatsi stracą nie tylko swoje majątki, ale także i swoje głowy."

    Po to właśnie budują roboty, by mieć obrońców którzy nie przyłączą się do rewolucji. Automatyczni obrońcy bez problemu wyeliminują całą rewolucyjną tłuszczę, a ich właściciele zachowają zarówno głowy jak i cały swój majątek.
  • 2017-12-04 11:32 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Programista
    Robot, raz zaprogramowany do zabijania, nie zatrzyma się na eliminacji klas niższych. Zaawansowany, inteligentny robot nie będzie też tolerować, aby rządził nim osobnik słabszy od niego inteligencją i siłą fizyczną. Słyszałeś o „Uczniu Czarnoksiężnika”? Poza tym, to równie dobrze ludzie pracy mogą zaprogramować roboty tak, aby wyeliminowały one klasę pasożytniczą czyli kapitalistów.
  • 2017-12-04 11:50 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Programista
    Zastanowiłeś się może kiedyś, jaki byłby sens istnienia ludzi w sytuacji, gdyby wszystkie prace (zarówno odtwórcze jak i twórcze) wykonywałyby roboty? Jaki sens miałoby wtedy istnienie ludzi? Otóż żaden, a więc nawet jeśli roboty pozwoliłyby ludziom żyć w takiej sytuacji, to ci ludzie szybko zdegenerowaliby się do poziomu zwierząt (niezależnie z jakiej pozycji intelektualnej czy materialnej by oni startowali), nie mając nic do zrobienia i na dodatek widząc oraz czując bezsens swojej pasożytniczej egzystencji.
  • 2017-12-04 13:53 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Programista
    AI (sztuczna inteligencja) zastąpi niebawem programistów i nastanie wtedy epoka samoprogramujących się komputerów. Co wtedy poczniesz? Pomyślałes kiedyś o tym?
  • 2017-12-04 15:56 | programista

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    jakowalski

    "AI (sztuczna inteligencja) zastąpi niebawem programistów i nastanie wtedy epoka samoprogramujących się komputerów."

    Tak samo jak Marks spodziewał się niebawem upadku kapitalizmu.
  • 2017-12-04 18:25 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Programista
    W wyżej wspominanym opowiadaniu Lema arystokratyczni bogacze („Dostojni”) żyli tylko kilka dni dłużej niż bezrobotni proletariusze („Tyrałowie”)…
  • 2017-12-05 11:14 | programista

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    jakowalski

    Pomysły które Lem przedstawił w tym opowiadaniu zostały już zrealizowane.

    "wyprodukowała mnóstwo małych automatów, które kupiły od właścicieli fabryk (czyli Dostojnych) nadwyżki dóbr."

    Powstały banki centralne dostarczające jednostek nabywczych umożliwiających wykupienie nadwyżek dóbr. Szczególnie gdy banki te były zależne od rządu.

    "olbrzymi Tęczowy Dworzec, gdzie zabawiano wszystkich gości i rozdawano im darmowe posiłki i napoje"

    To też już mieliśmy ufundowane przez kolegów ze wschodu. Łącznie z:

    "„usługę” - każdy, kto chce się kogoś pozbyć, może wezwać automaty, aby przerobiły tę osobę na owe lśniące krążki".

    Mimo tego jakoś nie poddaliśmy się jako ludzie fatalizmowi nieuniknionego przeznaczenia i nadal żyjemy. Skoro poradziliśmy sobie z tymi wyzwaniami to pewnie poradzimy sobie także z kolejnymi.
  • 2017-12-05 14:10 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Programista
    Te banki centralne dostarczające jednostek nabywczych umożliwiających wykupienie nadwyżek dóbr, to jest wynalazek fenicko-włoski, tak jak pieniądz i kredyt, odsetki od kredytu i dywidendy z tytułu posiadania kapitału.
    Owe „olbrzymie Tęczowe Dworce, gdzie zabawia się wszystkich gości i rozdaje im darmowe posiłki i napoje” mamy dziś w każdym większym mieście Polski. Są one własnością wielkiego zachodniego kapitału, a jedyna różnica z tym opisanym przez Lema polega na tym, że te posiłki i napoje są rozdawane nie zupełnie za darmo, jako że są one rozdawane na kredyt, czyli poprzez emisje wirtualnego pieniądza.
    Ową „usługę”, polegającą na tym, każdy, kto chce się kogoś pozbyć, może wezwać „automaty”, aby przerobiły tę osobę na lśniące krążki czy też coś podobnego, mieliśmy w Polsce w czasach, gdy byliśmy częścią Wielkich Niemiec, czyli w latach 1939-1945, a dostarczała ją organizacja zwana w skrócie Gestapo.
    To zaś, że poradziliśmy sobie z tymi wyzwaniami, o których piszesz, nie oznacza jednak, że poradzimy sobie także z kolejnymi. Hitler i Napoleon bez problemu podbili cały zachód i południe Europy, ale połamali sobie zęby na Rosji…
  • 2017-12-05 16:03 | abchaz

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Wygryzą.
    Najbardziej odczują to Kraje satelickie.
    Niemcy by złagodzić kryzys własnej siły roboczej zawrócą z powrotem do BRD przemysł ulokowany w krajach satelickich np CR,Polska,Węgry itp z technologiami ciągle wymagającymi tzw "pracy żywej".
    Kraje satelickie obudzą się " z ręką .." .
    Tak jak budzą się zwykle organizmy prymitywne.
  • 2017-12-06 11:28 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Abchaz
    Najbardziej odczują to, jak to już pisałem, eksporterzy taniej siły roboczej, a więc w Europie przede wszystkim Polska, a dalej Ukraina, Rumunia z Mołdawią i Bułgaria oraz Albania i państwa powstałe na bazie rozpadu Jugosławii, a z krajów tzw. Zachodu zapewne przede wszystkim Grecja, Portugalia i Irlandia. Poza Europą robotyzacja uderzy najbardziej w Filipiny, Bangladesz i Wietnam oraz inne zacofane kraje Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej (Meksyk!), jako że produkcja przeniesie się znów do krajów najbardziej rozwiniętych, projektujących i produkujących roboty (te ostatnie będą zresztą najpierw produkowane, a później także i projektowane przez roboty). Ludzi w kapitalizmie rynkowym czeka więc nieuchronnie los Indiotów i tego nie powstrzymają współcześni i przyszli luddyści, tak samo jak nie powstrzymali oni mechanizacji w XIX wieku. Tylko upadek kapitalizmu może więc uratować ludzkość przed nachodzącą zagładą ze strony inteligentnych robotów.
  • 2017-12-06 11:30 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Programista
    Gdzie znalazłeś to stwierdzenie, że Marks spodziewał się niebawem upadku kapitalizmu?
  • 2017-12-09 07:16 | KTD

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Panie Redaktorze,
    Czy społeczeństwo trzeba przygotować na "nieuchronna" zmianę, czy trzeba mu uświadomić, ze ta zmiana nie jest nieuchronna. Już Marquis de Condorcet pod koniec XVIII wieku, mówił nam, ze despotyzm (w naszym przypadku obecnego, niedoskonałego systemu ekonomicznego) wymaga uległości ze strony rządzonych.
    Uległość rządzonych nie da się na dłuższa metę utrzymać przemocą wiec trzeba do tego użyć środków bardziej wyrafinowanych jak propaganda. Na przykład ten sam cel można zrealizować przez wbijanie do głowy idei o nieuchronności tego co despota chce osiągnąć ( w naszym przypadku "naturalności" zastąpienia ludzi przez roboty w myśl dominującego paradygmatu maksymalizacji zysków przez obcinania kosztów), próbowania wywoływania entuzjazmu dla status quo przez tworzenie ułudy ostatecznej nagrody za wspieranie tego systemu ( na naszym przypadku: np jesli będziesz cieżko pracował to tez zostaniesz jednym z nas, miliarderów).
    Raczej zamiast przygotowywania społeczeństwa na " nieuchronność" tego typu robotyzacji może byłoby lepiej zacząć dyskusje w społeczeństwie na bardziej istotne tematy jak: jeśli robotyzację to w jakim celu?, czy rzeczywiście każdy kto cieżko pracuje może zostać miliarderem? czy wydajność jest jedynym miernikiem człowieka? Czy obecny system ekonomiczny jest niezastąpiony? Po co człowiekowi praca? itd
    Kiedy zaczniemy rozmowę na te tematy to może wtedy dostrzeżemy, ze to co słyszymy to jest tylko propaganda ideologi "nieuchronności" tego kierunku technologicznego postępu a nie naturalny kierunek rozwoju społeczeństwa. Chyba już czas skończyć z ta bezkrytyczna uległością wobec "władców monopoli I monopsonow rynkowych".
  • 2017-12-09 13:20 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    KTD 2017-12-09 07:16
    Pełna zgoda. To samo chciałem napisać. Chodzi przecież o to, aby nie spotkał nas los Indiotów.
  • 2017-12-09 21:08 | kaesjot

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    @KTD
    Jeśli wszyscy będą ciężko pracować, to wszyscy zostaną miliarderami tylko ten przysłowiowy bochenek chleba kosztować będzie miliony, Zresztą od 1989 roku byliśmy na dobrej drodze by dojść do tego stanu tylko w 1995 zawrócono nas z niej.
    W PRL-u głoszono, że celem gospodarki socjalistycznej jest zaspokajanie rosnących potrzeb społeczeństwa, teraz głosi się, że celem działalności gospodarczej jest zysk.
    Pytanie podstawowe - dla kogo ten zysk i jakim ( czyim) kosztem ?
    Ponadto - jeśli dla zaspokojenia głodu wystarczy jeden bochenek chleba to po diabła wytwarzać dwa - ten drugi i tak się zmarnuje.
    W "Konopielce" Redlińskiego opisana jest sytuacja, gdy Kaziuk zboże, zamiast, jak tradycja nakazywała kosić sierpem kosił kosą.
    Bo tak szybciej - tłumaczył się.
    Ale na co szybciej? - dziwili się "tradycjonaliści"
    W młodości się śmiałem z tych "tradycjonalisto" - dzisiaj ich rozumiem.
    Nie wytwarzać "ile się da" i potem wciskać ludziom niepotrzebne im produkty tylko to, i tyle co jest niezbędne. W końcu zasoby surowcowe nie są nieograniczone jak nie jest nieograniczona zdolność Ziemi do odtworzenia tego, co zużywamy.
    Zostawmy coś dla naszych dzieci i wnuków, by mogli po nas godnie żyć.
  • 2017-12-10 13:41 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Kaesjot
    1. Jeśli wszyscy ludzie pracy będą ciężko (w znaczeniu wydajnie) pracować, to miliarderzy staną się jeszcze bogatsi dzięki tej wydajniejszej pracy pracowników najemnych, a bochenek chleba kosztować będzie mniej, gdyż wzrośnie wydajność pracy, a wraz z jej wzrostem spadnie koszt produkcji chleba, a więc też i jego cena. Nie będzie nam też grozić w tej sytuacji nadprodukcja chleba, gdyż w miarę wzrostu dobrobytu ludzie zaczną kupować inne towary, na które nie było ich przedtem stać, a więc konsumują chleba się raczej nie zmienni, a najwyżej zwiększy się popyt na lepsze gatunki chleba kosztem spadku popytu na gorsze gatunku tegoż chleba.
    2. I zgoda - nasze zasoby surowcowe nie są nieograniczone, tak jak nie jest nieograniczona zdolność Ziemi do odtworzenia tego, co zużywamy. Ale z tego wynika, że nie powinniśmy marnować tych zasobów na produkcję tandety, wyrzucanej po kilku latach do śmietnika. Nic, poza chciwością kapitalistów, nie stoi przecież na przeszkodzie, aby produkować solidne samochody, wytrzymujące bez większej naprawy co najmniej 20 lat intensywnej eksploatacji. Na początek powinniśmy więc wymóc na producentach i sprzedawcach dawanie co najmniej 10-letniej gwarancji na dobra trwałego użytku, takie jak samochody, pralki, lodówki, komputery czy meble oraz wymagać, aby były te dobra łatwe i tanie w naprawie, żeby nie było tak jak dziś, np. wymiana żarówki w samochodzie wymaga często wizyty u specjalisty z zakresu elektryki samochodowej i aby ta żarówka (w sensie „źródło światła”) wytrzymywała co najmniej tysiąc godzin pracy. Powinniśmy też wymóc na producentach samochodów rezygnację z gumowych pasków rozrządu i innych rozwiązań, które wzmagają częstych a kosztownych wymian danej części lub jej regulacji. W ten sposób zmniejszymy też zanieczyszczenie środowiska przez zużyte części samochodowe, zbyt często nienadające się do tzw. recyklingu. Należy też rozważyć sens lansowania samochodów napędzanych z baterii akumulatorów, jako że one wcale nie są dobre dla środowiska, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę problem utylizacji zużytych baterii i zanieczyszczeń spowodowanych produkcją tychże baterii. Przecież na razie samochodów na baterie jest mało i są one nowe, ale co będzie, jeśli się one zaczną zużywać i stanowić one zaczną większość eksploatowanych pojazdów? Czy ktoś o tym pomyślał, czy też znów będziemy zaskoczeni przez problem zużytych akumulatorów i zanieczyszczeń spowodowanych produkcją owych akumulatorów, tak jak zostaliśmy zaskoczeni po roku 1989 problemem zatłoczenia dróg samochodowych?
    Pozdrawiam.
  • 2017-12-11 14:00 | Fragless1

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    "Nic, poza chciwością kapitalistów, nie stoi przecież na przeszkodzie, aby produkować solidne samochody, wytrzymujące bez większej naprawy co najmniej 20 lat intensywnej eksploatacji."

    Dla przypomnienia, w PRL-u produkowano samochody, które po przejechaniu 60-100 tys. km nadawały się do Generalnego remontu. Dzisiaj samochód po 60 tys. jest ledwo dotarty.
    Podobnie jest z komputerami, 10-letni sprzęt to jest złom, na którym nie da się pracować - wolny z małym dyskiem. Podobnie jest z pralkami, lodówkami czy znowu z... samochodami. Za 20 lat powszechne będą auta elektryczne, częściowo autonomiczne.
    Żyjemy w czasach gwałtownego postępu technicznego. Sprawdź sobie chociażby ile prądu zużywał sprzęt z lat 80-tych, a ile teraz. Kiedyś żarówka to było 100W, dzisiaj led o takim samym strumieniu to 5W.
    Pasek rozrządu wymienia się raz na 100 tyś, koszt to są grosze, a przy okazji jest robiony duży przegląd, dla własnego bezpieczeństwa. Maluch miał łańcuszek i co z tego? Mało, który dożywał 100 tyś.
  • 2017-12-12 00:05 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Fragless
    W czasach PRL-u to wszędzie produkowano samochody, które po przejechaniu ok. 100 tys. km potrzebowały generalnego remontu silnika. Dzisiaj, prawie 30 lat później, samochody mają części produkowane z lepszych materiałów, na skutek postępu w metalurgii i inżynierii materiałowej. Podobnie jest z komputerami - one się starzeją tylko moralnie, jako że nie da sie wyprodukować komputera, który by się zużył fizycznie w ciągu kilku lat, a do tego czasu był bezawaryjny. Niemniej ja mam wciąż w domu działające ponad 10-letnie komputery, które trzymam na wszelki wypadek, gdym musiał skorzystać ze starych nośników danych np. dyskietek. To, że starsze komputery wydają się być wolne to jest zaś wynik tego, że firmy komputerowe celowo wypuszczają programy wymagające bardzo wydajnego procesora i ogromnej pamięci dyskowej, sztucznie pobudzając w ten sposób popyt na hardware.
    Co zaś będzie za 10-20 lat, tego nikt nie wie, ale faktem jest, że postęp techniczny jest dziś dość iluzoryczny, polegający tylko na ulepszaniu starych pomysłów z czasów II wojny światowej (komputery elektroniczne, technologia półprzewodnikowa, jądrowa, lotnicza, rakietowa etc.). Zauważ, że samoloty komercyjne, po krótkim epizodzie z Concorde i Tu-144 są wciąż wolniejsze niż dźwięk, a więc podróż na antypody wciąż trawa ponad 24 godziny. Samochody elektryczne i hybrydowe znane były zaś już ponad 100 temu, a więc nie ma się tu czym zachwycać. Przypominam, że ponad 100 lat temu rekordy szybkości biły samochody elektryczne. Oszczędność prądu, to jest zaś głównie zasługa doskonalenia technologii półprzewodnikowej, ale wciąż opartej na wynalazku tranzystora, czyli na wynalazku z lat 1940-tych.
    Koszt wymiany paska rozrządu to nie są zaś grosze, a silniki samochodowe są dziś tak konstruowane, że jeśli się ten pasek zerwie to nadają się one właściwie tylko na złom. To jest też celowe działanie producentów samochodów. Ja miałem np. Toyoty z łańcuchem w rozrządzie i jeździły one bezawaryjnie setki tysięcy kilometrów - wymieniało się w nich tylko paliwo, olej i inne płyny eksploatacyjne, takie jak hamulcowy czy w układzie chłodzenia oraz opony. Malucha nigdy nie miałem, ale miałem Fiata 600D, który kupiłem z przebiegiem dobrze ponad 100 tys. km, a sprzedałem, wciąż będącego na chodzie, z przebiegiem kilkakrotnie wyższym i tylko dlatego, że potrzebowałem większego pojazdu na wyjazd z Polski. Maluchy psuły się zaś dopiero w latach 1980-tych, kiedy to na skutek embarga ze strony Zachodu pogorszyła się jakość materiałów używanych do ich produkcji.
  • 2017-12-12 07:46 | kaesjot

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    @Fragles1
    A po wojnie osadnicy ze wschodu na Ziemiach Odzyskanych to nie wiedzieli do czego służą porzucone przez uciekających Niemców maszyny rolnicze, bo oni znali tylko sierp, kosę i pług ciągnięty przez woły.
    Spora część kadry robotniczej w PRL-u to właśnie tacy "granatem oderwani od pługa".
    Czy po takich można oczekiwać, że od razu zaczną produkować wyroby porównywalne z wyrobami tych, którzy produkowali je już od kilkudziesięciu albo i kilkuset lat?
    Tego typu argumenty to typowa demagogia.
    Nie można porównywać tego, co niedawno nauczył się czytać i pisać z tym, kto ukończył studia niemniej należy doceniać postępy jakie ten pierwszy czynił.
  • 2017-12-12 14:01 | kaesjot

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    @Fragles1 - jak myślisz - czy przez te prawie 30 lat nie dogonilibyśmy zachodu lub znacząco nie zmniejszyli dystansu ?
    Przyrównywanie czasów PRL-u sprzed 30 - 40 lat do czasów obecnych to czysta demagogia.
    Obiektywnie należałoby porównać dystans jaki dzielił nas od zachodu w 1950 roku z dystansem z 1980-go.
  • 2017-12-12 17:32 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Fragless
    Dodam tylko, że w czasach PRL-u to wszędzie produkowano samochody, które po przejechaniu ok. 100 tys. km potrzebowały generalnego remontu silnika. Dzisiaj, prawie 30 lat później, samochody mają części produkowane z lepszych materiałów, na skutek postępu w metalurgii i inżynierii materiałowej. Podobnie jest z komputerami - one się starzeją tylko moralnie, jako że nie da sie wyprodukować komputera, który by się zużył fizycznie w ciągu kilku lat, a do tego czasu był bezawaryjny. Niemniej ja mam wciąż w domu działające ponad 10-letnie komputery, które trzymam na wszelki wypadek, gdym musiał skorzystać ze starych nośników danych np. dyskietek. To, że starsze komputery wydają się być wolne to jest zaś wynik tego, że firmy komputerowe celowo wypuszczają programy wymagające bardzo wydajnego procesora i ogromnej pamięci dyskowej, sztucznie pobudzając w ten sposób popyt na hardware.
    Co zaś będzie za 10-20 lat, tego nikt nie wie, ale faktem jest, że postęp techniczny jest dziś dość iluzoryczny, polegający tylko na ulepszaniu starych pomysłów z czasów II wojny światowej (komputery elektroniczne, technologia półprzewodnikowa, jądrowa, lotnicza, rakietowa etc.). Zauważ, że samoloty komercyjne, po krótkim epizodzie z Concorde i Tu-144 są wciąż wolniejsze niż dźwięk, a więc podróż na antypody wciąż trawa ponad 24 godziny. Samochody elektryczne i hybrydowe znane były zaś już ponad 100 temu, a więc nie ma się tu czym zachwycać. Przypominam, że ponad 100 lat temu rekordy szybkości biły samochody elektryczne. Oszczędność prądu, to jest zaś głównie zasługa doskonalenia technologii półprzewodnikowej, ale wciąż opartej na wynalazku tranzystora, czyli na wynalazku z lat 1940-tych.
    Koszt wymiany paska rozrządu to nie są zaś grosze, a silniki samochodowe są dziś tak konstruowane, że jeśli się ten pasek zerwie to nadają się one właściwie tylko na złom. To jest też celowe działanie producentów samochodów. Ja miałem np. Toyoty z łańcuchem w rozrządzie i jeździły one bezawaryjnie setki tysięcy kilometrów - wymieniało się w nich tylko paliwo, olej i inne płyny eksploatacyjne, takie jak hamulcowy czy w układzie chłodzenia oraz opony. Malucha nigdy nie miałem, ale miałem Fiata 600D, który kupiłem z przebiegiem dobrze ponad 100 tys. km, a sprzedałem, wciąż będącego na chodzie, z przebiegiem kilkakrotnie wyższym i tylko dlatego, że potrzebowałem większego pojazdu na wyjazd z Polski. Maluchy psuły się zaś dopiero w latach 1980-tych, kiedy to na skutek embarga ze strony Zachodu pogorszyła się jakość materiałów używanych do ich produkcji.
  • 2017-12-13 13:08 | jakowalski

    Re:Do 2030 roku roboty przejmą 800 mln miejsc pracy. Wygryzą nas maszyny?

    Kaesjot
    Otóż to. Gdyby nie te niszczące polską gospodarkę „solidarnościowe” strajki, to nie stracilibyśmy lat 1980-tych, a gdyby PRL jakoś ocalał (np. gdyby nie doszłoby do pierestrojki a więc i upadku ZSRR), to w Polsce doszłoby do podobnych reform jak w Chinach i przez te ostanie prawie 30 lat dogonilibyśmy Zachód bardziej niż to nam się udało pod rządami post-solidarnościowymi. Nie byłoby bowiem wtedy tych niszczących polską gospodarkę, naukę i myśl techniczną strajków z lat 1980-tych oraz nie byłoby „reform” Balcerowicza, a więc startowalibyśmy ze znacznie lepszego pułapu. Ale o tym, to się jako dziwnie w Polsce nie wspomina, a wystarczy tylko popatrzeć, jak szybko rozwijała się od czasów reform Denga Xiaopinga, czyli od roku mniej więcej 1980, gospodarka Chin Ludowych (ChRL), a jak relatywnie wolno rozwijała się w tym samym czasie gospodarka Polski.
    GDP w mld USD: ceny bieżące i PPP
    1980 2016 1980 2016
    Chiny 306.2 11202.9 306.8 21255.3
    Polska 56.6 469.5 180.0 1052.0
    Dane IMF (MFW)
    Wynika z tego, że PKP Chin wzrósł w latach 1980-2016 prawie 37 razy (licząc w cenach bieżących) i aż 69 razy (licząc w cenach porównywalnych, czyli PPP). Dla Polski odpowiednio wskaźniki to są zaś zaledwie nieco ponad 8 i prawie 6. Wynika z tego, że Chiny, pod władzą komunistów, zwiększyły w latach 1980-2016 swą gospodarkę aż nawet do około 10 razy więcej niż Polska, od roku 1989 będąca pod wpływem zachodniego kapitału. Innymi słowy - gospodarka Chin Ludowych (ChRL) rozwijała się w tych latach w średnim tempie (tzw. compound annual growth rate) pomiędzy około 10,5% rocznie (licząc w cenach bieżących) a 12.5% (licząc w cenach porównywalnych, czyli PPP), a gospodarka Polski tylko w tempie odpowiednio około 6% i 5% rocznie, a więc mniej więcej dwa razy wolniej niż Chiny Ludowe, pod władzą tych „złych” komunistów. Dziwne, że nie daje to w Polsce nikomu nic do myślenia…
    Pozdrawiam,
    L.