Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Recenzja filmu: „Wojna płci (Battle of the Sexes)”, reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris

(1)
Film z humorem, a przy tym bardzo wiernie oddaje seksistowską, mocno napiętą atmosferę tamtych lat.
  • 2017-12-12 18:27 | Drugi Seans

    Wcale nie tak dobrze

    Film może i jest z humorem, ale kompletnie nie może zdecydować się na tematykę: czy to film o prawach kobiet, czy może porusza sprawy LGBT, a może to film o tenisie? Ktoś powie, że można zrobić jednocześnie film o trzech tych rzeczach. Zgoda, ale tutaj to się nie udało. Nie wierzymy w dominację tenisa w życiu Billie Jean King, nie wierzymy do końca w wątek lesbijski, a koniec końców najlepiej wprowadzony wątek feministyczny rozmywa się, o czym świadczy chociażby nie dość duże położenie nacisku na powstanie organizacji WTA, która dzisiaj w niczym praktycznie nie ustępuje męskiej organizacji tenisowej ATP. Ładny film i dobre aktorstwo nie wystarczą przy niedostatkach scenariuszowych i nie dość zmyślnym montażu. Szkoda, że ta próba nie wyszła twórcom "Małej miss", bo duet to z pewnością bardzo zdolny.
    Może następnym razem, a do polecenia Polakom na szowinizm szukałbym raczej innych dzieł.