Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Upadek polskiej nauki

(18)
2018-01-26 12:15 | jakowalski
Problem z polską tzw. nauką i polskim szkolnictwem tzw. wyższym polega dziś głównie na tym, że polscy naukowcy zarabiają obecnie zdecydowanie za dużo gdyż poziom polskiej nauki i polskich wyższych uczelni jest dziś na poziomie krajów III świata. Ponieważ polskie szkolnictwo wyższe jest obecnie na poziomie gdzieś pomiędzy Marokiem i Tajlandią (Syjamem), to polscy naukowcy powinni zarabiać mniej więcej tyle, co zarabiają naukowcy w Maroku i Syjamie. Oto ranking wyższych uczelni Maroka, Syjamu i Polski według Webometrics (po kolei miejsce w danym kraju, miejsce na świecie i nazwa uczelni):
Maroko:
1 1993 Université Cadi Ayyad Marrakech
2 2594 Université Mohammed Premier Oujda
3 3194 Université Ibnou Zohr d’Agadir
4 3229 Université Sidi Mohammed Ben Abdellah Fes
5 3284 Al Akhawayn University Ifrane
6 3389 Université Mohammed V de Rabat
7 3559 Université Abdelmalek Essaadi
8 3727 Université Chouaib Eddoukali
9 3759 Université Moulay Ismail Meknès
10 4941 Institut Agronomique et Vétérinaire Hassan II
Tajlandia:
1 433 Mahidol University
2 452 Chulalongkorn University
3 563 Kasetsart University
4 609 Chiang Mai University
5 651 Khon Kaen University
6 857 King Mongkut’s University of Technology
7 899 Prince of Songkla University
8 948 Thammasat University
9 984 Suranaree University of Technology
10 1107 Naresuan University
Dla porównania Polska:
1 349 Uniwersytet Warszawski
2 387 Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
3 436 Politechnika Warszawska
4 455 Akademia Górniczo-Hutnicza Stanisława Staszica w Krakowie
5 577 Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu
6 658 Uniwersytet Wrocławski
7 682 Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
8 820 Uniwersytet Śląski w Katowicach
9 906 Politechnika Poznańska
10 924 Politechnika Śląska w Gliwicach
Tak więc naprawa polskiego szkolnictwa wyższego powinna iść inną drogą, niż by tego chcieli polscy „akademicy”. Podwyżka uposażeń powinna być ścisłe połączona z polepszeniem jakości nauczania i badań naukowych, czyli że powinniśmy nagradzać nie aspiracje, jak dotychczas, a tylko realne efekty pracy naszych polskich naukowców. A że te efekty są od lat mizerne, to też mizerne są i powinny być wynagrodzenia tychże naukowców, aż nie poprawią oni jakości i wydajności swej pracy. Moim zdaniem zarabiają więc oni dziś zdecydowanie za dużo. Można by więc zredukować deficyt finansów państwa obcinając płace kadry naukowo-dydaktycznej na polskich państwowych wyższych uczelniach bez szkody dla ich poziomu, a wręcz przeciwnie - odeszliby wtedy z pracy na wyższych uczelniach i instytutach naukowych, ci, których interesują tylko pieniądze a nie nauka i dydaktyka. Takiego oczyszczenia (catharsis) polska nauka i polskie wyższe uczelnie pilnie bowiem potrzebują. Oby więc minister Gowin miał odwagę przeprowadzić swoje reformy i nie dał się on zastraszyć polskiemu uczelnianemu lobby, prezentującemu tylko i wyłącznie wąskie, partykularne interesy kadry polskich państwowych wyższych uczelni, pasożytujących na pracy ciężko pracujących polskich podatników z sektora produkcyjnego, czyli przemysłu, górnictwa, rolnictwa i usług materialnych.
  • 2018-01-26 12:16 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki - c.d.

    Zarobki powinny być proporcjonalne do efektów. Jeżeli efekty są, jak w przypadku polskich wyższych uczelni i polskiej nauki, praktycznie zerowe (np. zero nagród Nobla, zero medali Fieldsa, zapaść jeśli chodzi o patenty udzielane polskim naukowcom zagranicą etc.) to te zarobki też powinny być zerowe. Poza tym, to w przypadku humanistyki, podatnicy finansują de facto hobby osób uważających się za naukowców. Każdy by chciał, aby państwo czyli podatnicy finansowali jego hobby, ale zapytajmy się podatników, czyli Polaków z sektora produkcyjnego, co oni o tym myślą.
    Więcej opublikowałem np. tu: http://static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf
  • 2018-01-26 12:18 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki - c.d.

    Jak na razie, to nie brakuje w Polsce "naukowców" chętnych do pobierania nawet tak mało jak 1800 zł na rękę (plus w wielu przypadkach 500+). Poza tym, to nie ma się co obawiać masowej emigracji zarobkowej polskich naukowców, gdyż po pierwsze to w ogromnej większości nie znają oni języków obcych w takim stopniu, aby prowadzić zajęcia dydaktyczne i pracę naukową poza Polską, a poza tym, to zagranicą nie ma dziś deficytu naukowców, poza oczywiście deficytem wybitych naukowców, a tacy, jak wiadomo, na kamieniu się nie rodzą i zawsze znajdą pracę zgodną ze swoimi kwalifikacji. My tu zaś mówimy o zwyczajnych, przeciętnych i pod-przeciętnych naukowcach, którzy są wszędzie w ogromnej większości, a na takich, to zagranicą od dawna nie ma już popytu.
  • 2018-01-26 12:19 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki - c.d.

    Dlaczego więc polskie wyższe uczelnie się nie połączą? Dlaczego tolerujemy istnienie pseudo-wyższych pseudo-uczelni w drugo- a nawet trzeciorzędnych ośrodkach „akademickich”? Jaki jest sens, aby istniały w Polsce uniwersytety i politechniki poza tradycyjnymi centrami nauki takimi jak Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Lublin i Toruń-Bydgoszcz i ew. Białystok plus pozostałe wielkie aglomeracje takie jak Górnośląska, Trójmiasto, Łódź i Szczecin? Czy nie lepiej byłoby mieć mniej wyższych uczelni, ale takich, z których każda z nich reprezentuje wysoki, światowy poziom zamiast obecnego „rozbicia dzielnicowego” na małe, specjalistyczne pseudo-wyższe pseudo-uczelnie, szczególnie zaś ulokowane w miejscowościach innych niż w/w? Dlaczego polska nauka i polskie wyższe uczelnie muszą pozostawać pod kontrolą mafii profesorskiej, której zależy przecież tylko i wyłącznie na swoich zarobkach i etatach, w tym dla „krewnych i znajomych królika”? Dlaczego utrzymujemy wciąż te post-komunistyczne (wł. post-bolszewickie a nawet post-stalinowskie) i post-feudalne instytucje takie jak PAN, profesura belwederska, habilitacja i nostryfikacja dyplomów z najlepszych wyższych uczelni świata? Połączmy więc wyższe uczelnie w największych naszych ośrodkach akademickich w duże uniwersytety, z wydziałami politechnicznymi, medycznymi, rolnymi, ekonomicznymi, artystycznymi etc. i zobaczmy, czy to poprawi międzynarodową pozycję naszej nauki i naszego szkolnictwa wyższego. Nic nie mamy przecież do stracenia, jako że obecna pozycja polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego jest przecież wręcz tragiczna.
    Wiecej tu: http://wojciech.pluskiewicz.pl/2011/09/diagnoza-stanu-nauki-polskiej.html
  • 2018-01-28 12:10 | andrzejowy

    Re:Upadek polskiej nauki

    Przed napisaniem tego typu artykułu i odniesień do miejsca w rankingu światowym zainteresowałbym się najpierw kryteriami, na podstawie których ów ranking powstaje.
  • 2018-01-28 13:23 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Andrzejowy
    Te kryteria są przecież jasne, transparentne (patrz np. http://www.webometrics.info/en/Methodology) i przede wszystkim dokładnie takie same dla wszystkich: od Australii po Zimbabwe i od Islandii po Nową Zelandię. To tak, jakby Kazachowie narzekali na sędziów, że przez to, że ci sędziowie dawali Kazachom niskie oceny, to Kazachowie odpadli z wczorajszego konkursu skoków w Zakopanem, mimo że skakali z tej samej skoczni co zwycięzcy, czyli Polacy i oceniani byli ci Kazachowie według dokładnie tych samych kryteriów co zwycięzcy, czyli Polacy. Poza tym, to podałem tylko jeden z kilku rankingów, ale w innych wypadamy przecież jeszcze gorzej. I przypominam, że efekty dzielności polskich wyższych uczelni i polskiej nauki są od lat praktycznie zerowe - na przykład zero nagród Nobla w dziedzinach naukowych od czasów Mme Curie, która zresztą była uczoną francuska, tyle że polskiego pochodzenia, zero medali Fieldsa, zapaść jeśli chodzi o patenty udzielane polskim naukowcom zagranicą etc. Tak wiec biorąc pod uwagę efekty ich pracy, te zarobki polskich naukowców też powinny być zerowe. Poza tym, to w przypadku humanistyki, podatnicy finansują przecież de facto hobby osób uważających się za naukowców. Każdy by oczywiście chciał (ja też - me too!), aby państwo czyli podatnicy finansowali jego hobby, ale zapytajmy się podatników, czyli Polaków z sektora produkcyjnego, co oni o tym myślą.
    Pozdrawiam
  • 2018-01-29 12:17 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    1. Nauka to jest tylko to, co po angielsku określa się jako science, czyli nauki ścisłe plus matematyka, jako język nauk ścisłych, ew. niektóre nauki społeczne, w których możliwa jest empiryczna weryfikacja, czyli np. ekonomia i socjologia, być może też psychologia. Reszta, z filozofią na czele, to jest sztuka, czyli po angielsku arts. Problem leży w tym, że uniwersytety, zgodnie ze swoją nazwą, mają zarówno wydziały „science” jak też i wydziały „arts”. Ale trudno jest oddzielić ocenę poziomu nauki w danym kraju od oceny poziomu uniwersytetów działających w danym kraju, stąd też z konieczności czasami włączamy owe „arts” do „science”. Jest to nieuniknione ponieważ rankingi oceniają z reguły całe uniwersytety, a nie tylko poszczególne ich wydziały. Nie znaczy to, że nie należałoby się bardziej zainteresować rankingami wydziałów. Niestety, ale w światowych rankingach wydziałów też nie mamy szans gdyż nie mamy noblistów, nie mamy medalistów Fieldsa i praktycznie nie mamy międzynarodowych patentów.
    2. Nie oszukujmy, się - wysoki poziom nauki w zrozumieniu science, czyli dyscyplin, w których możliwa jest obiektywna, czyli naukowa a więc empiryczna weryfikacja wyników badan (innymi słowy konfirmacja albo dyskonfirmacja) wymaga wysokiego rozwoju przemysłu, gdyż to właśnie potrzeby wysoko rozwiniętego przemysłu, w tym szczególnie gałęzi wysokich technologii czyli high tech, wymuszają naturalnie rozwój nauki rozumianej jako science. Tak więc bez własnego polskiego przemysłu a szczególne polskich wysokich technologii, nie ma mowy o tym, abyśmy mogli wejść do światowej czołówki w nauce. A przecież powinniśmy być w tej czołówce, jako jedno z największych państw Europy. Jeżeli mierzymy wysoko w sporcie, np. chcemy zdobywać złote medale na Igrzyskach Olimpijskich, to dlaczego mamy się zadowalać pozycją naszych najlepszych wyższych uczelni w piątej setce światowych rankingów?
  • 2018-01-30 18:47 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Co do artykułu Andrzeja Kajetana Wróblewskiego (http://zrnxkgm.pte.pl/pliki/2/12/akw_Studia_BAS_3-2013.pdf) , to rozumiem, że jako rektor, dziekan, profesor belwederski, doktor habilitowany i członek PAN, broni od tego, co jest, tego, co on sam stworzył. Ale przejdźmy do jego artykułu: oczywiste jest, że oceniając uczonego, chcielibyśmy wiedzieć, co konkretnie on osiągnął, w jakim stopniu jego badania posunęły naprzód naukę, czy odkrył coś nowego, czy zaproponował lub znalazł nowe istotne zastosowania. A tu mamy praktycznie zerowe osiągnięcia, gdyż polscy „uczeni” produkują tylko nic nie warte publikacje, aby poprawić swój (czy też swojej instytucji) tzw. IF i „h”, o czym dalej. To samo dotyczy instytucji naukowych, które powinny być oceniane jedynie na podstawie osiągniętych wyników badań, a te w przypadku polskich instytucji naukowych są praktycznie żadne. Myli się też Wróblewski pisząc, że odkrycie penicyliny czekało na uznanie ponad 10 lat, jako że to nie Alexander Fleming był faktycznym odkrywcą penicyliny, a tylko Howard Florey i Ernst Chain, którzy po latach eksperymentów zdołali dopiero w roku 1938 wyizolować odkrytą przez Fleminga substancję. Ponadto, to Wróblewski schodzi na manowce pisząc, że bibliometryczne wskaźniki liczbowe są tylko substytutami rzetelnej oceny wyników i jakości badań dokonywanej przez ekspertów (tzw. peer review), jako że owo peer review oparte jest na mocno arbitralnej, szczególnie w tzw. humanistyce, ocenie naukowców przez naukowców, którzy mając wspólny interes zgadzają się ze sobą i wzajemne popierają, na zasadzie „ręka rękę myje”, sprawiając tym samym wrażenie, że osiągają oni realne wyniki, aby w ten sposób wyłudzać od podatników pieniądze i w ten sposób finansować swoje pensje. Sam Wróblewski przyznaje zresztą, że w nauce nigdy nie obowiązuje demokracja, ponieważ prawdy naukowej nie można ustalić drogą głosowania i tak samo więc owo peer review nie może być podstawą do oceny naukowców i nauki. Oczywiste też są wady owego IF, w tym stwierdzenie, że porównywanie czasopism pod względem wartości IF powinno odbywać się tylko w ramach tej samej dziedziny. Ale tak czy inaczej, to polskie czasopisma mają znikomy IF w naukach ścisłych. Oczywiste też jest, że ranking instytutów oparty na wskaźniku liczby cytowań w stosunku do liczby pracowników można robić tylko w obrębie danej dyscypliny, ale faktem jest, że instytuty PAN wypadają w tych rankingach branżowych bardzo marnie. Wróblewski cieszy się, że pozycja Polski w rankingu opublikowanym przez National Science Board USA nie jest zła, że Polska zajmuje w tym rankingu miejsce 20, ale przyznaje, że wyprzedza nas dość znacznie Turcja czyli III świat, a tuż za nami jest Belgia że zbliża się do nas Iran - jak by nie było, też państwo III świata. Wróblewski przyznaje też, że w roku 1981, kiedy ogłoszony został pierwszy ranking ISI, Polska zajmowała wysokie 15-te miejsce w świecie, ale nie rozumie on tego, co jest dość dziwne jak na fizyka, że upadek polskiej nauki po roku 1981 został wywołany upadkiem polskiego przemysłu, jako że wysoko rozwinięta nauka jest zawsze pochodną wysokiego rozwoju przemysłu, gdyż to właśnie potrzeby wysoko rozwiniętego przemysłu, w tym szczególnie gałęzi wysokich technologii czyli high tech, wymuszają naturalnie rozwój nauki rozumianej jako science. Tak więc bez własnego polskiego przemysłu a szczególnie bez naszych własnych polskich wysokich technologii, nie ma mowy o tym, abyśmy mogli wejść do ścisłej światowej czołówki w nauce. A przecież powinniśmy być w tej czołówce, jako jedno z największych państw Europy i generalnie tzw. I świata. Powtarzam wiec: jeżeli mierzymy wysoko w sporcie, np. chcemy zdobywać złote medale na Igrzyskach Olimpijskich, to dlaczego mamy się zadowalać pozycją naszych najlepszych wyższych uczelni w piątej setce światowych rankingów?
    Wróblewski przyznaje zresztą, że wyprzedziły nas od roku 1981 takie państwa jak Korea Południowa, Chiny (ChRL), Brazylia, Turcja i Tajwan, że w roku 1981 Korea Południowa zajmowała dopiero 47-me miejsce, daleko za Polską, ale że w państwie tym jednak, odwrotnie niż u nas, postawiono na rozwój własnego przemysłu i własnej nauki, które stały się siłą napędową rozwoju gospodarczego i społecznego, że Korea Południowa wyprzedziła Polskę już w roku 1997 r., a obecnie w omawianym rankingu zajmuje 9-te miejsce.
    Wróblewski zajmuje się dalej indeksem Hirscha i słusznie zauważa, że jego liczbowe wartości zależą od dziedziny, ze względu na różnice w liczbie cytowań i że h=20 to jest świetny wynik dla matematyka, ale zupełnie przeciętny dla biologa molekularnego, ale nie przyznaje, że polscy matematycy czy też biologowie też maja niskie „h” w porównaniu do swoich zagranicznych kolegów z państw, które się liczą dziś w nauce. Wróblewski twierdzi także, że polska fizyka w rankingu państw według wartości indeksu Hirscha czyli „h” zajmowała w roku 2007, czyli 10 lat temu, wysokie 11-te miejsce w świecie (a 7-me wśród 27 państw Unii Europejskiej) i że w następnej w kolejności dziedzinie czyli astronomii, Polska zajmuje miejsce 15-e, a jeśli chodzi o pozostałe nauki ścisłe, chemia i matematyka – miejsca odpowiednio 18-te i 21-sze, ale w takim wypadku, jak to już pisałem, przynajmniej co 10 lat powinniśmy dostawać przynajmniej jednego „nobla” z fizyki czy chemii. No to gdzie są te „noble”, panie profesorze?
    Wróblewski dalej krytykuje międzynarodowe rankingi wyższych uczelni za to, że nie są one tak prowadzone, aby zapewnić polskim wyższym uczelniom wysokie w nich miejsca, np. za to, że mocno faworyzują one nauki ścisłe, czyli dziedziny, w których są przyznawane Nagrody Nobla i że promują one głównie dziedziny przyrodnicze, czyli te, w których możliwa jest naukowa czyli inaczej obiektywna weryfikacja wyników badań. Wróblewski przyznaje też, że Uniwersytet Warszawski zdobył w Rankingu Szanghajskim sporo punktów dlatego, że niegdyś studiowali na nim laureaci Nobla – Menachem Begin oraz Leonid Hurwicz, a Uniwersytet Jagielloński, do którego wróciła medycyna, zawdzięcza punkty licznym cytowaniom artykułów z tej właśnie dziedziny. Ale co stoi na przeszkodzie w połączeniu się pozostałych polskich akademii medycznych z uniwersytetami poza egoizmem ich rektorów i dziekanów? Oczywiste jest że rozdrobnione polskie uczelnie nie mają żadnych szans w konkurencji z uczelniami zachodnimi, ale Wróblewski wini tu tylko reformy z lat 1950-tych (ale nie krytykuje on powstałej wówczas stalinowskiej PAN, której jest on członkiem), które spowodowały powstanie specjalistycznych wyższych uczelni, nie rozumiejąc zupełnie najważniejszego, czyli zależności poziomu nauki od poziomu rozwoju przemysłu, a szczególnie przemysłu wysokich technologii, czyli high tech, co doskonale widać jest na w/w przykładzie Korei Południowej.
    Nie zajmuję się zaś rankingami europejskim, o których pisze Wróblewski, jako że, jak to już pisałem, nauka nie jest polska czy nawet europejska, a tyko globalna czyli światowa, a więc liczą się w niej tylko pozycje globalne, a nie regionalne. Nie zgadzam się zaś z Wróblewskim, który twierdzi, że nauka w Polsce plasuje się w międzynarodowych rankingach lepiej, niż to wynikałoby z obecnych wskaźników ekonomicznych i społecznych. Polska jest obecnie 24-tą gospodarką świata z PKB (PPP) w wysokości 1,114,105 międzynarodowych czyli porównywalnych dolarów. Powinniśmy mieć więc naukę w okolicach pierwszej 20-ki światowej, a nie cieszyć się z tego, że nasze najlepsze uniwersytety spadły do piątej setki światowych rankingów.
    Nauka w Polsce jest na pewno tworem złożonym, ale niewątpliwie znajdującym się w stanie agonii i nawet rozkładu. W takiej sytuacji jedynym wyjściem jest jej likwidacja i zaczęcie wszystkiego od nowa. Chyba, że odpowiada nam sytuacja, w której Polska jest Mistrzem Polski w polskiej nauce a za kryteria oceny nauki przyjmiemy ilość profesorów belwederskich oraz doktorów habilitowanych, ilość wyższych „uczelni” i „studiujących” w nich „studentów” czy też to, że pod względem liczby ludzi zajmujących się badaniami naukowymi (64 511 osób w roku 2010) Polska jest na szóstym miejscu w Europie i że w Polsce są aż 1632 jednostki naukowe. Wróblewski przyznaje przecież, że znaczna część studiujących kończy u nas edukację na licencjacie i w uczelniach niepublicznym o niskim poziomie, natomiast pod względem procentu młodzieży na studiach doktoranckich, a więc takich, które pozwalają rzeczywiście uzyskać wysokie kwalifikacje, Polska jest blisko końca listy państw członkowskich Unii Europejskiej, podobnie jak pod względem liczby patentów. Wróblewski przyznaje też, iż ogromna większość polskich „uczelni” niepublicznych to są przedsiębiorstwa dochodowe, działające za cenę dostarczania młodzieży wiedzy wątpliwej wartości, że powstawały one masowo, za przyzwoleniem władz, ale już obecnie do świadomości ogółu dociera, że uzyskiwane tam wykształcenie ma niedużą wartość. Jaki jest więc sens utrzymywania tego status quo?

  • 2018-01-31 23:03 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Profesor Wróblewski krytykuje międzynarodowe rankingi wyższych uczelni za to, że nie są one tak prowadzone, aby zapewnić polskim wyższym uczelniom wysokie w nich miejsca, np. za to, że mocno faworyzują one nauki ścisłe, czyli dziedziny, w których są przyznawane Nagrody Nobla i że promują one głównie dziedziny przyrodnicze, czyli te, w których możliwa jest naukowa czyli inaczej obiektywna weryfikacja wyników badań. Profesor Wróblewski powinien jednak zerknąć dokładniej na ranking wyższych według Webometrics, jako że wynika z niego, że polskie wyższe uczelnie są obecnie na poziomie zdecydowanie niższym niż najlepsze wyższe uczelnie takich państw o podobnym do Polski poziomie rozwoju gospodarczego, jak na przykład Argentyna, Brazylia, Chile, Czechy, Grecja, Meksyk i Słowenia, przy czym dwie najlepsze polskie wyższe uczelnie, czyli Uniwersytet Warszawski (UW) i Uniwersytet Jagielloński spadły ostatnio w rankingu Webometrics z miejsca 349 do 401 (UW) i z miejsca 387 do 420 (UJ), a trzecia w Polsce Politechnika Warszawska z miejsca 436 na 504. Dziesiąta polska wyższa uczelnia, czyli Politechnika Poznańska, zajmuje w tym rankingu miejsce 971, czyli w dziesiątej setce światowych wyższych uczelni - poniżej Iran University of Science & Technology Tehran, indonezyjskiego Universitas Gadjah Mada, Uniwersytetu Sofijskiego (Софийски университет Св Климент Охридски), CUNY Brooklyn College i nawet irańskiego Ferdowsi University of Mashhad. Uniwersytet Warszawski, czyli najlepsza polska wyższa uczelnia, zajmuje zaś miejsce niższe od przykładowo Univerza v Ljubljani (325 miejsce), National Technical University of Athens (355 miejsce), Universidad de Chile (371 miejsce), kantońskiego South China University of Technology (377 miejsce), Soochow University w prowincjonalnym chińskim mieście Suzhou (392 miejsce), brazylijskiego Universidade Estadual Paulista Júlio de Mesquita Filho (miejsce 393) i Universidad de Buenos Aires (miejsce 396), przy czym najlepsza wyższa uczelnia Brazylii zajmuje na świecie miejsce 72 (Universidade de São Paulo) a Meksyku 128 (Universidad Nacional Autónoma de México). Z kolei w Europie najlepsza wyższa uczelnia czeska zajmuje miejsce 203 (Univerzita Karlova v Praze), grecka miejsce 271 (National and Kapodistrian University of Athens) zaś portugalska 225 (Universidade do Porto) - podawałem tu znów kraje o poziomie rozwoju zbliżonym do Polski. Najlepszy rosyjski uniwersytet czyli Uniwersytet Łomonosowa (Московский государственный университет М В Ломоносова) zajmuje w tym rankingu miejsce 235 a jeśli chodzi o Chiny, to najlepszy uniwersytet ChRL, czyli pekiński Tsinghua University zajmuje na świecie miejsce 45 a dwa kolejne chińskie uniwersytety są w pierwszej światowej setce: Uniwersytet Pekiński (Peking University) na miejscu 59 i Zhejiang University (National Che Kiang University w prowincjonalnym Hangzhou czyli Hangchow) na miejscu 98, a szanghajski Jiao Tong University zajmuje na świecie miejsce 101. University of Hong Kong zajmuje miejsce 89 a National Taiwan University miejsce 85. Jeśli chodzi o Koreę, to Seoul National University zajmuje miejsce 92, a jeśli chodzi o Afrykę, to University of Cape Town zajmuje miejsce 290 - wciąż znacznie lepsze niż UW czy UJ.
  • 2018-02-01 12:15 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Profesor Wróblewski nie zauważył też (albo nie chciał zauważyć) głównych powodów obecnej zapaści polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego, czyli:
    1. Tzw. transformacji systemowej, opartej na tzw. Planie Balcerowicza (wł. Sachsa), która w gospodarce polegała głównie na deindustrializacji, przez co zbędna stała się polska myśl techniczna, a wraz z nią zbędna stała się nauka i tym samym zbędne stało się w Polsce szkolnictwo wyższe, jako zacofana, kompradorska gospodarka Polski , oparta na taniej sile roboczej i importowanej technologii nie potrzebowała po roku 1990 uczelni wyższych światowej klasy oraz
    2. Braku jakichkolwiek realnych reform w sektorze nauki i szkolnictwa wyższego, w tym likwidacji takich „komunistycznych” a właściwie bolszewicko-feudalnych przeżytków jak de facto stalinowska Polska Akademia Nauk (PAN) , dożywotnia profesura belwederska z państwowej nominacji, habilitacja czy też wymóg nostryfikacji dyplomów nadanych przez wyższe uczelnie ze ścisłej czołówki światowej.
    Utworzenie Polskiej Akademii Nauk związane było przecież z postanowieniami, które zapadły w roku 1951, czyli w okresie apogeum stalinizmu na I Kongresie Nauki Polskiej i połączone było z likwidacją Polskiej Akademii Umiejętności oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Stworzenie tego rodzaju instytucji, wzorowanej wyraźnie na worach radzieckich, miało ułatwić ówczesnym władzom politycznym ścisłą kontrolę środowiska naukowego. Oznaczało to w praktyce podporządkowanie badań naukowych celom politycznym i ideologicznym i dotknęło wszystkie dziedziny nauki, wyrządzając jej duże szkody ze względu na pozbawienie naukowców możliwości swobodnego prowadzenia badań. Cytuję dalej z opracowania Moniki Komanieckiej „Kongresy Nauki Polskiej w PRL” (Forum Akademickie luty 2017): „Odbywający się od 29 czerwca do 2 lipca 1951 r. I Kongres Nauki Polskiej był spektakularnym pokazem siły władz, które przeprowadziły w kraju powszechną stalinizację, w tym również stalinizację nauki. Celem komunistów było zdyskredytowanie dotychczasowych osiągnięć nauki, całkowite wyeliminowanie dorobku badaczy i oparcie nauki na wzorach radzieckich. Stalinizacja widoczna była już w pracach przygotowawczych do tegoż Kongresu, kiedy to w marcu roku 1949 powołano 11 sekcji (i kilkanaście podsekcji) obejmujących główne dziedziny nauki: Nauk Społecznych i Humanistycznych, Nauk Ekonomicznych, Matematyki i Fizyki, Energetyki i Elektrotechniki, Budowy Maszyn i Technologii Mechanicznej, Nauk Inżynieryjno-Budowlanych, Chemii i Technologii Chemicznej, Nauk o Ziemi, Biologii i Nauk Rolniczych, Nauk Medycznych, Organizacji Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Sekcje te dały początek późniejszej Polskiej Akademii Nauk. Głos dominujący w sekcjach i podsekcjach mieli naukowcy należący do partii, którzy według wytycznych partyjnych opracowywali referat, będący wykładnią interesów komunistów (a właściwie ortodoksyjnych stalinowców takich jak np. Bierut, którzy uchwycili wówczas w Polsce ster władzy, eliminując bardziej umiarkowanych, bardziej patriotycznie nastawionych polskich komunistów, takich jak np. Gomułka - LK). (…) Zasadniczym hasłem Kongresu było powiązanie zadań nauki z państwem ludowym i życiem narodu oraz z realizacją Planu 6-letniego. (…) I Kongres Nauki Polskiej był niechlubną cezurą w dziejach nauki polskiej. Przekreślał osiągnięcia „burżuazyjnych” badaczy z okresu międzywojennego i wcześniejszych okresów oraz nakazywał całkowite oparcie się na wzorach nauki radzieckiej. Nastąpiło więc zupełne upolitycznienie nauki oraz podporządkowanie jej doraźnym celom partyjnym i ideologicznym. W ten sposób I Kongres przyjmował marksizm-leninizm jako podstawę metodologii wszelkich badań naukowych. (…). Widocznym rezultatem Kongresu była decyzja o likwidacji Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego oraz powołanie na wzór radziecki centralnej instytucji zajmującej się organizacją nauki – Polskiej Akademii Nauk, która ostatecznie powstała w październiku 1951 r. W zamierzeniu władz PAN miała być podstawowym instrumentem polityczno-ideologicznej kontroli nad polską nauką. Utworzenie instytucji nadrzędnej nad uczelniami oznaczało likwidację ich autonomii i ograniczenie ich roli jako ośrodków badawczych. PAN skupiała młodych naukowców zależnych od władz i należących do PZPR, którzy mieli stanowić przeciwwagę dla „starych” profesorów z uniwersytetów. Władze partyjno-państwowe właściwie do samego końca PRL sprawowały nadzór nad PAN za pośrednictwem Wydziału Nauki KC PZPR”.
  • 2018-02-01 18:17 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Na ostatnim miejscu w Polsce sklasyfikowana jest w rankingu Webometrics Europejska Uczelnia w Warszawie (European University of Information Technology and Economics in Warsaw), która zajmuje 412 miejsce w Polsce i 26879 na świecie (na 27524 skalsyfikowanych w tym rankingu uczelni), przy czym najgorszą uczelnią europejską w tym rankingu jest hiszpański Instituto Europeo de Ciencias de la Autodefensa (27385 miejsce na świecie). Najgorszą wyższą uczelnią w Azji jest Islamic Azad University, Afghanistan Branch (27520 miejsce na świecie), w Afryce murzyński Sekhukhune TVET College/Sekfet College z czterotysięcznego miasteczka Groblersdal w południowoafrykańskiej prowincji Limpopo (27524 miejsce na świecie), w Ameryce Północnej meksykański Instituto Tecnológico de Fresnillo (27515 miejsce na świecie), w Ameryce Południowej wenezuelski Instituto Universitario de Tecnología Juan Pablo Pérez Alfonzo (27522 miejsce na świecie) a w Oceanii Unified Academy of Innovation (26789 miejsce na świecie) mająca swą siedzibę w proletariackiej „wielokulturowej” dzielnicy Newtown miasta Wellington - stolicy Nowej Zelandii. Wynika z tego, że najgorszą wyższą uczelnią świata według tego rankingu jest zajmujący 27524 miejsce południowoafrykański Sekhukhune TVET College/Sekfet College, a Europejska Uczelnia w Warszawie, zwąca się po angielsku dumnie „uniwersytetem”, zajmuje miejsce o „aż” 645 pozycji lepsze niż najgorsza wyższa uczelnia świata.
  • 2018-02-01 21:33 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Jeżeli chodzi zaś o Ranking Szanghajski, to Uniwersytet Jagielloński spadł na nim w roku 2017 do ostatniej czyli piątej setki a Uniwersytet Warszawski nie wydostał się z czwartej, czyli przedostatniej setki. Przypominam, że Academic Ranking of World Universities (ARWU), znany również jako Lista Szanghajska, zestawia 500 najlepszych uczelni na świecie i że na liście tej od lat można znaleźć jedynie dwie polskie wyższe uczelnie – UW i UJ i że od ponad dekady zarówno Uniwersytet Warszawski, jak i Jagielloński zajmowały miejsca w czwartej czyli przedostatniej setce tego zestawienia. Szef resortu nauki, dr Jarosław Gowin, skomentował więc w rozmowie z PAP, że szkolnictwu wyższemu w Polsce potrzebne są zmiany systemowe . Jak zauważył on w rozmowie z PAP, najlepsze polskie uczelnie już od lat obniżają miejsca w tym rankingu. Gowin przypomniał też o reformach systemu szkolnictwa wyższego z lat 2011 i 2014. Jego zdaniem “próba naprawy obecnego systemu do niczego nie prowadzi; ciągle tracimy dystans”.
    Przypominam, że ów ranking został opracowany i jest on prowadzony przez Institute of Higher Education przy Uniwersytecie Jiao Tong w Szanghaju i że uwzględnia on głównie osiągnięcia naukowe i badawcze uczelni wyższych. Choć wielu polskich ekspertów uważa ranking szanghajskiego Uniwersytetu Jiao Tong za nietrafny, głównie ze względu na przyjęte przez jego autorów kryteria faworyzujące te dziedziny, w których są przyznawane Nagrody Nobla i medale Fieldsa, czy też dużą rolę publikacji w Nature i Science, co ich zdaniem działa na niekorzyść dziedzin humanistycznych i technicznych, to nie jest to prawdą, jako że w przypadku instytucji specjalizujących się w naukach humanistycznych i społecznych, wyniki kryterium opartego na nagrodach Nobla i medalach Fieldsa oraz kryterium opartego na artykułach opublikowanych w Nature i Science są przenoszone do innych wskaźników. Tak więc nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, że UW jest sklasyfikowany w tym rankingu w czwartej setce, a UJ w ostatniej, czyli piątej setce światowych uniwersytetów i że w tym rankingu nie ma więcej polskich wyższych uczelni.
  • 2018-02-03 22:54 | sgasik

    Re:Upadek polskiej nauki / innowacyjność w sektorze publicznym

    Drobne przykłady z mojego doświadczenia / bezpośredniej wiedzy, dotyczącej polskiej nauki i innowacyjności (która bliska nauce jest):
    1. Fragment recenzji tekstu przesłanego do czasopisma naukowego UJ:
    "Zaleca się wprowadzenie do tekstu syntetycznego opisu przeprowadzonych studiów literaturowych pokazujących jaki jest stan badań w zakresie zarządzania projektami publicznymi w Polsce oraz na świecie. Jeśli Autor stwierdzi, że nie występują publikacje polskich naukowców zawierające analizowane treści, powinno się ten fakt wyartykułować – w przeciwnym razie proponuję w większym stopniu wyeksponować dorobek polskiej nauki."
    Czyli UJ wyróżnia specyficzny rodzaj nauki "naukę polską". Powinien więc zabronić umieszczania siebie na listach międzynarodowych, np. Liście Szanghajskiej. Wtedy zapewne zostanie liderem (w dziedzinie nauki polskiej).
    2. Wyłączenie administracji publicznej z innowacyjności na mocy Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.
    3. Konsekwencja 2.: brak zainteresowania administracji publicznej innowacyjnością: zero zamówień publicznych realizowanych w trybie innowacyjności w 2016 roku.
    4. [Powód dla którego zajrzałem na ten blog] Polityka 4/2018 tekst prof. A. K. Jasińskiego z UW o innowacyjności, a w nim zapis: "Państwo nie jest od tego, by tworzyć innowacje". Jeśli polscy profesorowie tak będą rozumieć rolę państwa w innowacyjności, to nie należy spodziewać się szczególnie intensywnego rozwoju polskiej innowacyjności i nauki.
  • 2018-02-04 02:08 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    sgasik
    Pełna zgoda. Ci, którzy twierdzą, że państwo nie jest od tego, by tworzyć innowacje, nich się zainteresują przyczynami tego, że wyprzedziły nas od roku 1981 pod względem rozwoju nauki takie państwa jak Korea Południowa, Chiny (ChRL), Brazylia, Turcja i Tajwan. Niech się oni też zainteresują przyczynami tego, że Korea Południowa, która w roku 1981 zajmowała w rozwoju nauki dopiero 47-me miejsce, daleko za Polską, wyprzedziła Polskę już w roku 1997, a obecnie w omawianym rankingu zajmuje 9-te miejsce. Przypominam, że w Korei Południowej, odwrotnie niż u nas, postawiono na rozwój własnego przemysłu i własnej nauki, które stały się siłą napędową rozwoju gospodarczego i społecznego Korei Południowej.
  • 2018-02-05 20:09 | Aspiryna

    Re:Upadek polskiej nauki

    Pozwole sobie na zacytowanie kawalka artykulu (Z "Nature.com"):

    "South Korea is spending heavily to achieve its goal. In 1999, the country's investment in research and development (R&D) totalled 2.07% of its gross domestic product (GDP), just below the average for nations in the Organisation for Economic Co-operation and Development (OECD). In the latest figures, the country has stretched out a clear lead at the top. The 4.29% (63.7 trillion won, or US$60.5 billion) that South Korea invested in R&D in 2014 outstrips runner-up Israel (at 4.11%), as well as regional competitor Japan and the United States. The biggest chunk of the money goes towards applied research and development in industry, but the government has made major investments in basic science, too."

    Jak przy tych liczbach wyglada Polska?
  • 2018-02-05 20:42 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Aspiryna
    Polska wypada przy Korei marnie, ale najważniejsze jest tu to, że obie Koree nie rozwijają nauki dla samego tylko rozwoju nauki i dla zadowolenia swojej profesury, ale jako część planu industrializacji, w tym budowy własnego przemysłu wysokich technologii (high tech). Różnica miedzy Koreami jest tylko taka, że na północy rozwija się naukę i przemysł w celach głównie militarnych, a na południu także w celach komercyjnych i że południe ma poparcie, głównie finansowe, ze strony Zachodu a przede wszystkim USA. Pytanie - dlaczego Polska nie ma takiego poparcia ze strony Zachodu a szczególnie USA w rozwoju swojego przemysłu, szczególnie przemysłu wysokich technologii (high tech)? A jak to już wyjaśniłem, bez własnego przemysłu nauka nie jest potrzebna. Balcerowicz przecież rozłożył polską naukę, oświadczając, że licencje a generalnie technologię oraz wyroby wysokich technologii (high tech) taniej kupimy zagranicą. I tu leży pies pogrzebany. Samo zwiększenie nakładów na naukę nic więc nie da, jeśli nie będzie zapotrzebowania na badania naukowe ze strony polskiego przemysłu.
  • 2018-02-13 12:17 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Tragizm naszej obecnej sytuacji polega na tym, że Politechnika Warszawska ma dziś poziom niższy niż kursy inżynierskie prowadzone legalnie na jej kampusie podczas niemieckiej okupacji, a SGH ma dziś niższy poziom niż Miejska Szkoła Handlowa, która legalnie funkcjonowała na kampusie obecnej SGH podczas tej samej niemieckiej okupacji.
  • 2018-02-13 17:34 | jakowalski

    Re:Upadek polskiej nauki

    Co się dziwić temu, że w Polsce nauka upada i że w związku z tym przybywa nad Wisłą zwolenników kreacjonizmu, skoro wprowadzono do państwowych szkół indoktrynację w duchu religijnym w postaci lekcji religii, na których wyraźnie uczy się dzieci, że w dniu szóstym kreacji świata Jehowa (nazywany dla ukrycia swojego judaistycznego pochodzenia „Panem Bogiem”) stworzył człowieka: „Ziemia na początku była bezładem i pustkowiem (chaos), następnie pod działaniem stwórczego słowa Boga uładziła się, stała się zdatna do życia, stopniowo też napełniła się wielorakimi istotami żyjącymi, roślinami i zwierzętami, pośród których na końcu stworzył Bóg człowieka na obraz Boży” (Rdz 1,27). Prawda, jakie to proste, szczególnie dla dzieci? Nic więc dziwnego, że młody umysł, zatruty w młodości takimi bajkami, przyjmuje z wielkimi oporami albo też nie przyjmuje wcale do wiadomości wiedzy na temat skomplikowanego procesu zwanego ewolucją. Niestety, ale „dzięki” działaczom KOR i NSZZ Solidarność, a szczególnie Wałęsie i Mazowieckiemu, Polska zrobiła od roku 1989 ogromny krok w tył jeśli chodzi o poziom edukacji i wiedzy w społeczeństwie. Cofnęliśmy się w latach 1989-2018 o najmniej pół wieku, jak nie o około 100 lat. Nawet gdyby teraz usnąć religię ze szkół państwowych, to szkoda została zrobiona i potrzeba będzie dziesiątek lat ciężkiej i wydajnej pracy, aby ja zneutralizować. Mam więc wielką pretensję do „Polityki” i „Wyborczej” za to, że te pisma, teoretycznie lewicowe i liberalne, stanęły po stronie antynaukowej ciemnoty, że nie protestowały one przeciwko upokarzającemu dla Polski i Polaków-patriotów konkordatowi i wprowadzeniu religii do szkół państwowych.