Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

(22)
Volkswagen nie tylko oszukiwał podczas testów emisji swoich diesli, ale także razem z konkurentami sprawdzał efekty wdychania spalin na ludziach i zwierzętach.
  • 2018-02-04 13:57 | Maciej2

    eksperyment na ludziach

    Już widzę paski w TVP: "Naziści nas trujo!" :)

    Te eksperymenty są oczywiście dość paskudne: zatruwać małpy spalinami i patrzeć, co z tego wyniknie. Z tym że Autor ma rację też w innej sprawie - gdy na ulicy patrzymy w twarze przechodniów, to oglądamy ludzi poddawanych takim samym eksperymentom. Sam dość rozpaczliwie staram się unikać przebywania w mieście na tzw. "świeżym powietrzu", bo smród spalin i smog (zimą) zwyczajnie mnie zatyka. To jest bardzo poważny problem, z którym trzeba coś w końcu zrobić.
  • 2018-02-04 19:45 | scrambler

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Do redaktora:
    Muszę Panu zarzucić nierzetelność. Pomstuje Pan na prywatne koncerny działające przecież z chęci zysku, za rzekomo nieetyczne finansowanie (z własnych pieniędzy) wspomnianych badań przeprowadzonych na ludziach (pod przymusem, czy jak?) - przyzna Pan - na dość skromną skalę, po czym doczepia do zupełnie innej, rzeczywiście globalnej afery, tworząc wątek "trupa w szafie diesla". Łatwizna w metodzie. Skala oszustwa testów czystości spalin ma uprawdopodobnić podobne skutki tej drugiej? Trudno nie odnieść wrażenia, że w kwestii ujawnienia niecnych postępków otrucia (źródła nie podają czy przeżyły?) kilku człekokształtnych oraz próby tegoż na ponad dwudziestce homo (ledwo)sapiens - ponownie chodzi o coś innego. Ponieważ nie ma obecnie w publicznym polu widzenia żadnej plamy wymagającej przykrycia czymś na kształt w/w afery - poczekajmy. Ale nie tu leży problem. Proszę - o ile nie miał Pan okazji -zapoznać się z tym:

    http://www.bbc.co.uk/news/resources/idt-sh/how_toxic_is_your_car_exhaust

    Niestety - wersja wyłącznie angielskojęzyczna. Warta jednak głębszej refleksji, bo z w/w materiału wynika dość jednoznacznie, że oszukują obłudnie wszyscy, a tymczasem poczciwy i nawet leciwy "traktorek" może pomimo technologicznego zapoźnienia być nieznacznie mniej ekologiczny od super-hiper-naj salonowych nóweczek na reklamowych sterydach, co to prawie nic nie palą, a jak już ... to bez zaciągania? Co do trupa w szafie - zgoda. Ale on ci jest podłożon przez ludzi żądnych zysku bez względu na środki, koszty i skutki. Rynkowe tuzy już dawno zapędziły się w technologiczny kozi róg. I jak widać - bez ewidentnego szwindlu lub tego, o czym jest materiał BBC spod linku powyżej - nie pojedzie.
    Na koniec - zanim zacznie Pan ogłaszać koniec ery samochodów nieelektrycznych, proszę odpowiedzieć, ile takowych można nabyć za cenę PORÓWNYWALNEGO elektro-wozu albo ile kosztuje realnie utylizacja zużytego podstawowego ogniwa elektrycznego (czyli akumulatora) i dlaczego to jest znacznie więcej niż katalogowa cena nowego. W drugim przypadku skala spodziewanego problemu jest na tyle duża, że koncerny dumają, jakby tu jeszcze wykorzystać te zużyte akumulatory. Są projekty czegoś na kształt super magazynu, gromadzenia z ich użyciem energii el. z nadwyżek sieciowych, która mogłaby być w dowolnym momencie wsparciem dla niedoborów w sieci energetycznej. Poważnie! Czyli, że jak? Zużyte akumulatory? Przyzna Pan, że NORMALNIE w takim projekcie - nie mnie oceniać jakikolwiek jego sens - raczej brano by pod uwagę ogniwa o 100% sprawności.
    Problemów jest znacznie więcej, niemniej podstawowy to ... ekonomia. A jak już auta elektryczne spowszednieją, to w razie niedoborów en. elektrycznej dobudujemy sobie nową elektrownię węglową. Albo może ze dwie? Bo atomowa to przecież straszne be.
  • 2018-02-04 21:51 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Tak działa kapitalizm, a więc skąd to zdziwienie?
  • 2018-02-05 06:51 | tommuc

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Witam serdecznie
    To nie "trup w szafie diesla" ale kolejny przykład tego co z naszym światem robią kolejne mutacje poprawności politycznej. Posiadam 21 letnie auto z silnikiem 1.9 TDI- pali ono około 7 litrów ON na 100 km. Karoseria jest mocna, brak rdzy jest spora szansa że pojeździ to jeszcze ładnych kilka lat. Powiedzmy że okres życia tego auta wyniesie 25 lat. Supernowoczesne, ekologiczne samochody będą paliły o około 1- 2 litrów mniej na 100 km (niżej zejść się nie da fizyki nie oszukasz) i po 10- max 12 latach będą się z racji kosztownej i zawodnej elektroniki nadawały tylko na złom. Czyli mój Galaxy przeżyje przynajmniej 2 kolejne modele - które też trzeba będzie zutylizować. I jakie tu dbanie o ekologię??? totalna ściema. A przy okazji mam pytania do wszystkich fascynatów samochodów elektrycznych:
    1. Skąd bierze się energia do ich napędzania?
    2. Ile "kosztuje" środowisko wyprodukowanie i utylizacje zespołów akumulatorów?
    pozdrawiam serdecznie
  • 2018-02-05 11:57 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    tommuc
    100% zgoda. Piszę to jako dyplomowany (PhD) ekonomista i inżynier elektryk, specjalność elektroenergetyka.
  • 2018-02-05 12:39 | Edvin

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Akurat w kontekście trucia ludzi spalinami w pojazdach zadziwia brak świadomości historycznej w niemieckich koncernach. W WIKI jest kontekst eksperymentów z wykorzystaniem spalin sięgający okresu II WW.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Komora_gazowa

    "Do 1942 wykorzystywano do tego celu spaliny samochodowe (taki sposób zagłady stosowano np. w Kulmhof nieopodal Chełmna nad Nerem), a jeszcze wcześniej – realizując program „eutanazji” „osobników niepełnowartościowych” (głównie osób upośledzonych umysłowo) w ramach tzw. T4 Aktion – eksperymentowali z tlenkiem węgla i spalinami w adaptowanych pomieszczeniach murowanych lub na samochodach. W ramach tego programu w Łodzi, w szpitalu psychiatrycznym w Kochanówce, w marcu 1940 r. zgładzono w komorach gazowych na samochodach 540 upośledzonych bądź chorych psychicznie osób, głównie dzieci. Na przełomie maja i czerwca 1940 pod kierownictwem Wilhelma Koppego w samochodowych komorach gazowych zamordowano ponad 2000 niepełnosprawnych pacjentów z ośrodka opieki w Działdowie (1558 Niemców i ok. 500 Polaków).
  • 2018-02-05 15:53 | Rodz

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    2018-02-04 19:45 | scrambler

    ... Są projekty czegoś na kształt super magazynu, gromadzenia z ich użyciem energii el. z nadwyżek sieciowych, która mogłaby być w dowolnym momencie wsparciem dla niedoborów w sieci energetycznej. Poważnie! ...

    Ja juz taki projekt widzialem (ba, uczestniczylem w nim) - wydaje mi sie, ze to GE zgarnal pieniadze od rzadu. Przetrwal niewiele ponad 3 lata. Do dzisiaj stoi tam wrak budynku. I to nie zuzyte akumulatory a nowe.
  • 2018-02-05 16:05 | Rodz

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    2018-02-05 06:51 | tommuc

    ... A przy okazji mam pytania do wszystkich fascynatów samochodów elektrycznych: ...

    Doloze jeszcze jedno dla fascynatow tzw "zielonej energii" : czy zdaja sobie sprawe ile kosztuje srodowisko produkcja:
    a. paneli solarnych
    b. miedzi do produkcji malych generatorow wiatrowych i stowarzyszonych z nimi setek kabli jako, ze ilosc kW na kg miedzi jest "troszke" rozna od ilosci w duzych elektrowniach.

    Do tego mozna jeszcze dodac pytanie nie zwiazane ze srodowiskiem:
    Zalozmy, ze 50% warszawskich samochodow jest z napedem elektrycznym - co sie stanie jak wszyscy wlasciciele tychze sprobuja naladowac je po powrocie z pracy.
  • 2018-02-05 17:11 | zezem

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Zastanawiam się dlaczego silnik wysokoprężny zwany dieslowskim potępia się w czambuł.
    Jak na razie jest to chyba najbardziej efektywna konstrukcja pod względem zużycia paliwa. Jakie rozwiązania widzi Autor np. przy napędzie statków? Co prawda samoloty nie mają napędu ze wspomnianymi silnikami ,ale co w zamian (jak na razie), bo chyba nie napęd elektryczny. No i dodam co będzie z zaopatrzeniem energii elektrycznej i to pozyskiwanej nie z węgla (!!!) gdy wieczorem kilkanaście milionów samochodów np. w Polsce zacznie ładować akumulatory/baterie do jazdy następnego dnia. Jak rozwiązany ma być ten problem , bo energię elektryczną zużyją nie tylko samochody, ale i przemysł...?
    Czy surowce do produkcji jeszcze mało sprawnych pod względem zasięgu baterii litowych są ogólno-dostępne w szerokim zakresie?
    Jeżeli mówimy o ochronie środowiska to silnik benzynowy wcale nie jest lepszy (CO2!)
    Jeszcze do niedawna , szczególnie media, były b. "zaniepokojone" wydalaniem CO2 do atmosfery... A co metanem? Temat też sam w sobie..
    Są i inne rozwiązania jak tzw. ogniwa paliwowe, ale i te są jak na razie na etapie
    pionierskim...
  • 2018-02-05 17:17 | Maciej2

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    @tommuc, Rodz

    Chodzi o miasta (przynajmniej mi), tj. o miejsca, które mają następujące cechy:
    - stosunkowo duża gęstość zaludnienia,
    - stosunkowo duże natężenie ruchu samochodów spalinowych,
    - (zimą smog)

    Cały wysiłek związany z elektryczną motoryzacją sprowadza się w moim pojęciu do tego, aby ograniczyć mocne trucie dużych grup ludzi stłoczonych na małej powierzchni. Jeśli trucie będzie rozkładało się bardziej równomiernie (sieć elektrowni rozsianych po kraju), to będzie mniej szkodliwe. Gdyż w małych stężeniach szkodliwość nie występuje lub jest znacznie mniejsza.

    Wydaje mi się, że o to chodzi, o praktyczne rozwiązanie, które będzie umożliwiało przeżycie kolejnych kilkudziesięciu lat, póki - miejmy nadzieję - ludzie wymyślą coś lepszego.
  • 2018-02-05 18:49 | Slawomirski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Fil dokumentalny pokazuje jak malpy byly poddawane wdychaniu spalin z volkswagena. Przypomina to niemieckie samochody do gazowania Zydow. Wizerunkowo koncern jest powiazany z panem H. Ktos o tym zapomnial a ludzie pamietaja. Fakt oszukiwania ludzi i tworzenia mitu czystych silnikow disla gdy wytwarzaly one 7 razy wiecej spalin niz oficjalne dane firm samochodowych wola o wielkie kary finansowe dla VW, BMW i Mercedresa. Niemieccy producenci samochodow musza byc skutecznie ukarani.
  • 2018-02-05 20:25 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Rodz
    Otóż to - załóżmy, ze 50% warszawskich samochodów jest z napędem elektrycznym - co się więc stanie jak wszyscy właściciele tychże spróbują ja naładować po powrocie z pracy?
  • 2018-02-06 13:54 | scrambler

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    do 2018-02-05 16:05 | Rodz

    ...dlatego napisałem o UŻYWANYCH. Nowe już były, więc biznes przećwiczony, wystarczy drobna korekta do BP i .. kto wie, może korpo opędzlują kolejną pro(?)ekologię. Wystarczy relatywnie niewielki nakład środków na marketing kreujący odpowiednią potrzebę.
    (...)Zalozmy, ze 50% warszawskich samochodow jest z napedem elektrycznym (...)
    Odp:
    jak to, co? Niedobór en. el. wskutek zwiększenia zapotrzebowania uzupełni się np z podłączonego "on demand" magazynu energii tych ZUŻYTYCH akumulatorów! Zaraz, to przecież można sobie zrobić taki prywatny magazyn w garażu lub w piwnicy. Ekoabsurd. Zwłaszcza w kraju "węgla i stali". Nie jesteśmy np Norwegią gdzie energia el. pochodzi głównie (~85%) z hydroelektrowni (spiętrzanie wody) czy też Francją z blisko 80% udziałem energetyki jądrowej (też be ale inne) - u nas "atoma niet" a z wody jest ledwie może 1,5% energii.
    W tym kontekscie nasz trup leży w zupełnie innej szafie, nawet jakby opatrzonej zamkiem szyfrowym. Kod dostępu mocno rozproszony bo w "ręcach" suwerena.
  • 2018-02-06 20:22 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Scrambler
    Innymi słowy - wprowadzenie samochodów elektrycznych na skalę ponad 10% ich ilości grozi załamaniem się sieci elektroenergetycznej, a więc pozbawieniem tej energii praktycznie wszystkich odbiorców. Czy ktoś o tym pomyślał?
  • 2018-02-07 10:29 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Zużyte akumulatory są praktycznie tylko do tzw. reycklingu.
  • 2018-02-07 17:00 | scrambler

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    do 2018-02-07 10:29 | jakowalski

    dla wyjaśnienia: pomysły ze zużytymi / używanymi akumulatorami (ew. może z wyjątkiem tych z łodzi podwodnych, ale ... czy ktoś ma z nimi kłopot?) opisuję czysto ironicznie. W ogóle zastanawia mnie fakt wykreowania tematu pojazdów elektrycznych dla mas przy jednoczesnym absolutnym braku przełomu technologicznego (jakieś nowe materiały typu niskotemperaturowe nadprzewodniki itp czy realne i sensowne technologie magazynowania taniej lub tańszej energii) przemawiającego za nieodległym odesłaniem do lamusa napędu aut silnikami spalania wewnętrznego. Sytuacja jest bardzo podobna do pewnego "niechcący" poczynionego wynalazku w dziedzinie technologii chłodzenia / zamrażania. Ktoś (nie wiem / nie powiem) prowadząc badania nad ultra- i infradźwiękami w zastosowaniach wcale niepokojowych odkrył możliwość błyskawicznego (dosłowne w oczach) zamrażania cieczy (w uproszczeniu) z wykorzystaniem technologii głowic emisyjnych (silne źródła fal dźwiękowych, przy tym mocno zminiaturyzowane). Ponieważ efekt prac badawczych nie jest specjalnie użytkowy w zastosowaniach do celów, którym badania służyły - pozostał niejako ciekawostką. Sprawa miała miejsce w nieodległej przeszłości, wówczas mocno eksponującej efekty cieplarniane w obiekcie tzw. dziury ozonowej i tego, co ma na nią wpływ największy. Nominalnie były to również gazy używane w chłodnictwie, zatem również w naszych lodówkach i zamrażarkach. Zainteresowani aplikacją dokonanego wynalazku zadali sensowne pytanie o możliwość powszechnego zastąpienia klasycznych i mało ekologicznych bo "gazowych" lodówek urządzeniami AGD opartymi o technologie ultradźwiękową. Otóż jak najbardziej dało by się, ale ... 1.szacowana cena tak skonstruowanej lodówki użytku domowego oscylowała by ok 10 tys. USD (przy założeniu rzeczywiście masowej produkcji) , 2. ich upowszechnienie spowodowałoby wzrost zapotrzebowania na en. elektryczną przekraczający możliwości zapewnienia mocy w sieci (znaczy prądu w gniazdku).
    I to mniej więcej na razie tak wygląda moim zdaniem kwestia "utrupienia" diesla & co. Technicznie możliwa ekonomiczna utopia. Muszę przy tym się zastrzec, że powyższa opinia nie dotyczy napędów hybrydowych. Inne mam również zdanie w kwestii środków transportu publicznego, bo to zupełnie inny kontekst, który się nie zmienił od z górą 100 lat, kiedy powstały pierwsze pojazdy, również samochodowe pojazdy elektryczne przeznaczone do (powolnego) transportu publicznego w miejsce tramwajów konnych (np. w Paryżu). Karuzela historii kręci się przedziwnie, bo ciekawe początki technologii pojazdów elektrycznych zostały ostatecznie pogrzebane przez interesy nafciarzy oraz ... pana Forda i jego konkurentów z branży samochodowej. Pomimo zauważalnego obecnie marketingowego kreowania potrzeby w postaci "ekologicznego" (dokładniej to raczej bezemisyjnego) elektrycznego samochodu osobowego trudno jednak racjonalnie byłoby uzasadnić, dlaczego producenci samochodów mieliby "utrupić" diesla. Z pewnością produkcja aut elektrycznych jest narzędziem zwiększenia zysku - wysoką cenę w relacji do "nieekologicznych" diesli i in. spalinowych łatwiej zatem nabywcy uzasadnić. Czy słyszał ktoś padające z tej strony deklaracje zaprzestania produkcji aut z silnikami spalinowymi? Nie tak działa kapitalizm.
  • 2018-02-08 11:32 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Scrambler
    Zgoda. Jedna sprawa to zastąpienie autobusów przez pociągi elektryczne (w tym metro), tramwaje elektryczne, trolejbusy (także hybrydowe, a wiec niewymagające aby wszędzie gdzie one docierają musiała istnieć trakcja eklektyczna) i autobusy elektryczne ładowane regularnie na krańcowych przystankach a co innego masowe wprowadzenie samochodów napędzanych z baterii akumulatorów opartych wciąż na magazynowaniu w nich energii elektrycznej i odzyskiwaniu tejże energii poprzez reakcje chemiczne. Oczywiste jest przecież dla każdego, kto w PRL-u uzyskał maturę, że obecne „chemiczne” akumulatory są ślepą uliczką, że trzeba znaleźć inne sposoby na magazynowanie energii elektrycznej niż te, które znamy, Być może będą to superkondenesatory, ale tu też widzę problemy związane np. z nieuniknioną „ucieczką” energii z nich i kosztami ich produkcji oraz ich wymiarami. Gdyby bowiem te superkondenesatory były rozwiązaniem, to już dziś mielibyśmy w sprzedaży samochody napędzane elektrycznością magazynowaną w tychże superkondensatorach. I zgoda, że kapitalizm dba tylko o zyski kapitalistów i o nic więcej, a więc nie oczekujmy po nim jakichkolwiek bezinteresownych działań dla dobra całej ludzkości.
  • 2018-02-08 17:19 | scrambler

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    2018-02-08 11:32 | jakowalski

    OK, dla "naprzykładu": w dzisiejszej edycji GW jest / był wyróżniony news o nastolatku z USA który przebudował stare auto na tzw EV czyli auto elektryczne. Bez wnikania w szczegóły jego pracy (ani to nowatorskie, ani unikalne), bo nie o to chodzi: co najmniej 10 lat temu BBC emitowało programy o domowych wynalazcach, jeden z nich poświęcony był podobnej ale bardziej interesującej konwersji. Do małego kabrioletu (chyba Golf mk1) zabudowano trakcję elektryczną tyle, że zasilaną z niekonwencjonalnych akumulatorów. W miejsce niezbędnego - tak samo,jak do napędzania np. melexa - pokaźnego zestawu ciężkich akumulatorów ołowiowych, wynalazca użył ok 100 (+ /- - bo nie pamiętam) dostępnych już wówczas małych, kilkuvoltowych ogniw wielkości mniej więcej baterii R20. Pojazd nie był demonem prędkości, ale nic nie stracił z funkcjonalności (ogniwa wbudowano w podwójną podłogę). Trudno się również spodziewać, aby można było odbyć nim podróż dalszą niż np na weekendowe zakupy albo nieodległe ryby. Do tego zresztą wynalazca go potrzebował i tak używał. Istota innowacji polegała na możliwości naładowania "pustych" akumulatorów "do pełna" w zaledwie 40 min, koszt "tankowania" nie przekraczał 2 USD, w przypadku ew. uszkodzenia ogniw / ogniwa nowe można było nabyć w markecie za ca 5 USD / szt. Pomijając realia rynkowe USA (i np podane ceny) kwestia popularności konwersji aut w pojazdy EV nie jest więc ani czymś nowym, ani nadzwyczaj unikalnym, gdyż w większości przypadków stosuje się jednak klasyczne akumulatory ołowiowe (czyli takie jak w melexach), a w wielu południowych regionach USA (Kalifornia) można natknąć się na pojazd EV nawet nie zdając sobie z tego sprawy, jeżeli nie jest odpowiednio oznaczony (EV). Współcześnie jest dość bogata oferta gotowych konwencjonalnych zestawów do przebudowy, dedykowanych do konkretnych modeli, marek i / lub roczników aut. Konwersją zajmują się profesjonalne warsztaty na równi z garażowymi amatorami. Już od dawna EV może się stać leciwy wv garbus czy ogórek, golf, volvo albo egzotyczne maserati, w zależności od portfela i /lub kaprysu. Nasze realia rynkowe to możliwość certyfikowanej konwersji pojazdu na elektryczny za sporo ponad 10 tys zł (nie znam cennika "amatorskiego").
    Można by zapytać, co powyższa pisanina ma wspólnego z tematem przewodnim. W zasadzie niewiele, poza wskazaniem, że "utrupienie" diesla & co zależy wyłącznie od ekonomii. Tej bez wspomagania, dotacji, subwencji etc i nie w ujęciu korporacyjnej księgowości.
  • 2018-02-09 13:32 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Scrambler
    1. Samochód elektryczny to nic nowego. Samochód elektryczny był pierwszym, który przekroczył barierę 100 km/h: 29 kwietnia, 1899 w Achères, Yvelines, Francja, kiedy to Belg Camille Jenatzy, prowadząc elektryczny samochód La Jamais Contente (Nigdy nie zadowolona) osiągnął 105.88 km/h. Jego pojazd posiadał dwa silniki Postel-Vinay o mocy 25 kW każdy, które zasilane były z pakietu akumulatorów kwasowo-ołowiowych o napięciu około 200 V. Co ciekawsze, pierwszy raz przekroczono w samochodzie barierę 200 km/h dnia 26 stycznia 1906 roku w Daytona Beach, USA a dokonał tego Amerykanin Fred Marriott na parowym samochodzie Stanley Rocket (Rakieta Stanleya). Osiągnął on wtedy 205.44 km/h.
    2. Napisałeś, że przypadku ew. uszkodzenia ogniw/ogniwa nowe można było nabyć w markecie za ca 5 USD za sztukę. Ale co dalej z tymi uszkodzonymi ogniwami? Jesli jest tylko jeden taki samochód, to żaden problem, ale co będzie, jeżeli będą takich pojazdów miliony i codziennie ich właściciele będą się pozbywać tysięcy zużytych akumulatorów, baterii, ogniw etc.? Jak to zniesie środowisko? Zużyty silnik benzynowy czy na olej napędowy albo gaz da się łatwo przetopić w hucie. A co zrobimy ze zużytymi akumulatorami czy bateriami? Wyślemy je do Indii, aby tam je rozebrano a co się nie nadaje do użytku, wyrzucono do oceanu? Czy aby na pewno na tym ma polegać ekologiczność tych elektrycznych samochodów? A tak przecież będzie, znając realia kapitalizmu.
  • 2018-02-09 13:34 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Scrambler
    Księgowość w realnym kapitalizmie jest tylko korporacyjna i kreatywna. Inaczej, to po co byli by zatrudniani księgowi?
  • 2018-02-10 00:54 | scrambler

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    do 2018-02-09 13:34 | jakowalski

    ..ha!
    Mamy więc pośrednio uzyskaną odpowiedź w kwestii głównej, czyli w której szafie leży diesel "in grave condition": księgowego z nieokreślonej (tylko tymczasowo?) korporacji. :-)

    Przywołany zaś problem rzetelnego recyklingu od dawna nabiera wymiaru filozoficznego.
    To odległe zakątki w relacji do tematu przewodniego, niemniej w tytułowym felietonie jest wiele elementów reprezentatywnych dla rozpowszechnionych współcześnie, potocznie przyjętych dla pojęcia ekologii znaczeń. Mają one coraz mniej wspólnego z definicjami encyklopedycznymi, lecz to przecież kłopot dla filozofów i ew. naukowców oraz oczywiście ekologicznych ekstremistów. Pozostała większość nie ma dylematu, najczęściej z powodu ... warunków ekonomicznych / socjalnych, ale również wskutek niewiedzy. Nie jest więc dla większości priorytetową kwestia np. co zrobić ze zużytymi bateriami / akumulatorami gdy np. sąsiad ogrzewa się zimą paląc w piecu dymotwórczym "czym-popadnie" albo "ktosie" wyrzucają plastikowe (i nie tylko) śmieci gdzie popadnie. W tym samym niemal duchu ale w majestacie państwa beztrosko planujemy rozwój energetyki węglowej. Trudno wszakże zrozumieć, dlaczego ma nas być stać na nowe bloki energetyczne spalające węgiel, a nie stać nas na głęboką restrukturyzację sieci energetycznej generującej dzisiaj ponad 10% strat przesyłowych, co w żadem inny sposób nie ulegnie zmniejszeniu, zaś po zbudowaniu X nowych elektrowni (wbudowana strata strukturalna) nominalne straty z tego tytułu wzrosną.

    Jedna z wielu encyklopedycznych definicji określa ekologię jako naukę przyrodniczą, która wymaga spełnienia rygorów metodologii nauk przyrodniczych i posiada własne kompetencje, nie jest odczuciem, wyczuciem, stanem ducha lub warunkiem respektowania natury, nie jest synonimem wiedzy o środowisku lub nauką obejmującą problemy środowiska, nie jest też synonimem eksploatacji zasobów naturalnych.

    Tymczasem utrwaliły się odmienne wzorce pojęcia ekologii, takie o których dyskusja przestaje być możliwa bez ich zakwestionowania. A dychotomia myślenia wyklucza postrzeganie całego spektrum.
  • 2018-02-10 11:59 | jakowalski

    Re:Testy spalin na ludziach to jeszcze jeden trup w szafie diesla

    Scrambler
    1. Zawodowy księgowy potrafi prawie zawsze wykazać, że dana firma przynosi zysk albo stratę, w zależności od zapotrzebowania na wykazanie się przez tę firmę zyskami bądź stratą. Ostatnio np. zmieniono wycenę wartości majątku PKP Cargo ponieważ podskoczyły ceny złomu. Słyszałem też o tym, że w deficytowej firmie wyodrębniono jej administrację jako osobną firmę i tym samym produkcyjna część tej firmy okazała się być rentowna. Itp. Itd.
    2. Generalnie, to transport drogowy przynosi straty, jako że w koszta jego działalności nie wlicza się strat społecznych związanych z zanieczyszczeniem środowiska i kosztów wypadków drogowych, a firmy transportowe nie ponoszą pełnych kosztów korzystania z dróg. Wszystko więc zależy od tego, jak zdefiniujemy koszty i zyski i jak je będziemy liczyć, według jakiej metody.
    3. W Cape Town czyli Kapsztadzie postawiono na restrukturyzację sieci wodociągowej, na eliminację strat w jej przesyłaniu a zaniedbano budowę nowych ujęć wody, co spowodowało brak wody w tym mieście. Tam się już zaczynają bić o wodę, co pokazuje nawet politycznie poprawna BBC. Nowoczesne elektrownie węglowe z odpowiednimi filtrami i spalające odpowiednej jakości węgiel nie są zaś zagrożeniem dla środowiska.
    4. Generalnie, to każda działalność ludzka od czasu opanowania ognia zagraża środowisku. Zwolennikom absolutnie czystego środowiska pozostaje więc powrót do epoki sprzed opanowana ognia przez człowieka, czyli do rezygnacji z gotowania płynów (a więc i rezygnacji z alkoholu) i termicznej obroki żywności.
    5. Nie mylmy też ekologii, która jest nauką (mniej lub bardziej ścisłą, ale nie o to tu chodzi) z ekoterrorystami, którzy są współczesnymi luddystami, czyli wrogami wszelakiego postępu, niezależnie jakie nimi kierują pobudki. Jak wiadomo, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.