Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(287)
Komentarze użytkownika: joanna
  • 2011-06-28 06:55 | joanna

    nie drogi winne

    Jeżdżę 26 lat, bez wypadku z jedną głupią stłuczką parkingową (moja wina). Wypadkom winni są ludzie, nie drogi. To człowiek widzi jaki jest stan drogi i to ludzka noga jest na pedałach. Jak nie widzi, bo ciemno, to czuje. I jeśli nie wpływa to na prędkość z jaka jedzie, to żaden z niego kierowca a głupek po prostu. Albo szpaner, chwalący się ile to jego cudo na kółkach wyciąga- a niektóre z tych aut są rzeczywiście "cudowne"- cud, że jeżdżą. Ale nie tylko kierowcy są winni. Ile z tych wypadków to wynik omijania pijanego rowerzysty czy pieszego? Jeżdżę sporo i widzę setki kilometrów dróg nowych i równiutkich ale bez utwardzonego pobocza czy chodnika, po których wędrują (niekoniecznie gęsiego) rozweseleni młodzi ludzie wracający z dyskotek. Podobną plagą są osoby przebiegające przez ulice miast "na skróty"- bo do przejścia dla pieszych za daleko. Nie wierzę w mandaty. Punkty nieco pomagają (przyznaję ze wstydem- mi pomogły). Po prostu trzeba czasu by nauczyć się traktować samochód jako środek transportu a nie narzędzie do udowadniania czegokolwiek (zamożności, "odwagi"). USA miały zbliżoną wypadkowość w latach 50-tych- z podobnych przyczyn. Alkohol to inna kwestia. Może kiedyś nauczymy sie też pić po prostu, a nie upijać "do zwały". Przy piciu zachowujemy sie podobnie jak na drogach- udowadniamy, kto może więcej, jakby to był jakiś wyczyn.
  • 2011-07-01 17:26 | joanna

    dziwna ta prokreacyjna matematyka...

    bo mi raczej pasuje do hodowli owiec niż rozwoju społeczeństwa. W przypadku owiec ilość przekłada się na "zysk" w przypadku społeczeństwa- nie. Oto przykłady autentyczne i myślę, że liczne. Pani X z wykształceniem średnim zawodowym(12 lat edukacji za pieniądze podatnika) nie podejmuje pracy zawodowej. Rodzi za to troje dzieci. Zysk z podatków i składek pani X=0. Owe troje dzieci spędza w szkołach w sumie 34lata. Jakąś częśc tego kosztu stanowia podatki pana X- jedynego żywiciela rodziny. Córka wzorem matki zostaje gospodynią domową. Dwóch synów pracuje za niskie płace z okresami bezrobocia, za które pobierają zasiłek. Podstarzała pani X nie znajduje żadnego zatrudnienia, gdy dzieci już dorosły. Pani Y z wykształceniem wyższym inżynierskim (17 lat edukacji za pieniądze podatnika) idzie do pracy, rodzi 1 dziecko i szybko wraca do pracy (i płacenia podatków i składek). Dziecko pani Y spędza w żłobku, przedszkolu, szkołach w sumie 24 lata. Jakąś część tego kosztu pokrywają podatki obojga państwa Y (i opłaty za żłobek i przedszkole). Dobrze wykształcony syn państwa Y szybko znajduje pracę, jego zarobki rosną- podatki również. Czy naprawdę model rodziny X zapewni społeczeństwo przyszłość jak chcieliby demografowie gloryfikujący ilość? Czy w czasach gdy zapotrzebowanie na pracę niewymagającą kwalifikacji maleje, model Y nie jest właśnie przyszłością? Jak u Krasickiego: "Ródź ty cztery, siedem dwa ja jednego- ale lwa?"
  • 2011-07-04 21:09 | joanna

    Re:Prezes PiS uderza w biznesmenów

    Prezesowi się pogarsza.Chyba jednak lepiej, żeby te proszki nadal brał, dobrze mu robiły. Szkoda, że jego wierni zwolennicy nie mogą ich dostać do stałego zażywania.Mnie tylko nurtuje, jacy to biznesmeni wymyślają iPody i inne takie gadżety. Zawsze wydawało mi się, że to naukowcy, inżynierowie a biznes to na te badania łoży. I państwo łoży niemałe granty na instytucje naukowe. Jakoś w programie PiS nie pamiętam by takowe nakłady były jakoś uwzględniane. Albo jakaś zachęta podatkowa dla biznesu na ten szczytny cel (tam, gdzie wymyślają iPody to takie rozwiązania funkcjonują od lat) Ale może to coś z pamięcią. Trzeba by nad proszkami jakimiś pomyśleć.
  • 2011-07-18 20:26 | joanna

    straszni politycy i wspaniale postępowe społeczeństwo

    Oczywiście, kolejne kościelne przywileje, podporządkowywania prawa religii były dziełem ww polityków. W celu zdobycia głosów wyborczych. Ale nie głosów księży, hierarchów czy zakonników bo to liczby, którymi wyborów wygrać się nie da. Głosów tych milionów zapełniających darmowe polityczne apele w każdym kościele, złączonych bezkrytycznym uwielbieniem "naszego papieża"przy czym najważniejsze było, że "nasz", konformizmem i strachem przed bliżej nieokreślonym "wykluczeniem". Kto przy zdrowych zmysłach będzie się bawił w politykę nie biorąc tego pod uwagę? Kto nie zauważył tłumów nawróconych PZPRowców? Czasy cara "unowocześniającego lud na siłę" dawno minęły. Coś się zmieniło. Tusk może do kosza wywalić te fanatyczne projekty, bo dawny mysi głosik przeciwników "katolickiego światopoglądu" zaczyna brzmieć nieco poważniej. Bo udział w życiu kościoła deklaruje coraz mniej ludzi, rośnie liczba ludzi ślub kościelny mająca gdzieś. Ale powoli, bez fajerwerków, bo "moher" jeszcze mocny. Bo strach przed "czarnym ludem w sutannie" jeszcze silny, choć coraz bardziej śmieszny. Nie będzie tu antykościelnej rewolucji, bo władza to rewolucji nie robi. Będzie powolna ewolucja. Bardzo powolna, bo siła konformizmu duża. Tych komunijno-ślubnych rytuałów (konkordat był naprawdę przyjęty jako bardzo wygodny- jeden ślub ale fajnie!), tego potulnego przyjmowania kolędy choć na boku "to się swoje wie".Nie widzę jakiejś wielkiej różnicy między 'kupowaniem sobie spokoju" przez polityka przy pomocy finansowych koncesji na rzecz Kościoła i uczestnictwa we mszy niż robienie dokładnie tego samego przez panią Kowalską w postaci kolędowej koperty i niedzielnej sumy. Na tym brzydota demokracji polega- ma władza reprezentować naród to reprezentuje. Nie jego część o niezależnych poglądach, światłą i liberalną obyczajowo czy społecznie ale większość, która taka nie jest.
  • 2011-07-19 06:50 | joanna

    do sławczana

    Masz dużo racji. Szczególnie analogia do NSDAP jest celna: Niemcy wybierając partię Hitlera wybrali quasi-religijną ideologię z całą rytualną, mistyczną otoczką a nie to, co nastąpiło później. Ale- wybrali i było to potężne wyborcze zwycięstwo, którego konsekwencje przeklinali. Dali się uwieść fanatykom, choć wcale tacy nie byli sami. Jesteśmy tu my -niereligijni w syt. odrobinę podobnej. Narzucania przez "tych od krzyża" jedynego słusznego światopoglądu. Natomiast dlaczego piszę "odrobinę"? Bo po okresie okropnej nadgorliwości neofitów a latach 90-tych która była powszechna i trzeba było być niezłym nonkonformistą by się od niej odciąć, przyszedł moment kiedy za niereligijna postawę naprawdę nie ponosi się znaczących konsekwencji, tylko, że niewielu ma odwagę by spróbować. Hipokryzja jest powszechna, bo powszechna jest postawa konformistyczna- jak to inne dzieci będą miały komunię, to jak nasza Zosia będzie się czuła? Ślub bez welonu i organów? Co sąsiedzi powiedzą, że kolędy nie przyjmuję? Cholera, nie przyjmuję od 20 lat, może i coś mówią, ale na wozie z gnojem nie wywieźli a to postwiejska społeczność. By władza znacząco zmieniła stosunek do kościoła nie wystarczy taki opór wypowiadany na imieninach u cioci w sobotę, a w niedzielę kościółek (bo sąsiedzi itp.). Potrzebna jest znacząca zmiana stosunku ludzi do kościoła. I to się dzieje, ale na razie konformizm zwycięża. Nie chodzi o antyreligijne protesty, które wywołają reakcję zorganizowanej i dobrze wyposażonej propagandowo i logistycznie strony fanatycznej. Chodzi o to, co niszczy każdą ruch ideologiczny- nieuczestniczenie w rytuałach i niepopieranie fanatyków w wyborach.Już przepadł ZChN, już przepadła LPR, teraz czas na PiS. Bo brak polityków religijnie nawiedzonych to ich brak w TV. A do kościoła chodzi już tylko 40% społ. i z roku na rok coraz mniej. Podobnie jest z deklarowanym zaufaniem. I odwrotnie z oceną. Wille Głodzia i Natanka robią swoje. A to politycy będą brali pod uwagę. Co jak co, ale nastroje społeczne, na których należy grać, naprawdę ich interesują.
  • 2011-07-19 18:12 | joanna

    widzą, że jestem jedyną tu optymistką

    Paradoksalnie- bo jestem wierząca. Nie chce tu jednak dyskutować o wierze. Kościół jest potęgą- jeszcze. Ale: potęga finansowa coraz bardziej kująca w oczy jego typowych zwolenników nic tu nie pomoże- jak w Hiszpanii (nie mam tu na myśli wojny domowej z płonącymi kościołami i wieszanymi księżmi, a Hiszpanię obecną). Po prostu ludzie coraz bogatsi, coraz lepiej wykształceni chcą coraz więcej wolności a całe te "błogosławieni ubodzy duchem".. to już nierzadko kończą "bo Radio Maryja wspierać będą". Na razie kiepsko się jej domagają ale nie oczekujmy brawurowych wystąpień. Po prostu wyjeżdżają na Boże Ciało bo długi weekend a jak ksiądz po kolędzie zbiera na nowy wypasiony kościół to idą do kina- taniej wyniesie a raty za tv spłacać trzeba. Wielu ludziom "normalnym" katolicyzm zaczyna powoli kojarzyć się z obciachem. To wpływ "obrońców krzyża", RRM i dziadka z kałem w słoiku. Ja to u siebie w okolicy widzę- baby zawodzące pod figurami wymarły, a nowych brak. Procesja jakaś malutka, niedzielny tłumek przed kościołem niepomiernie mniejszy i starszy. Religia w szkołach równie skuteczna jak za mojej młodości było Wychowanie Obywatelskie- skutecznie obrzydza, jak każda indoktrynacja ideologiczna młodych ludzi. To był naprawdę skuteczny strzał- samobójczy. Myślę, że czeka nas w perspektywie 5-10 lat model hiszpański czy włoski. Tam też kościół przeginał aż przegiął a społeczeństwa sie wzbogaciły i wykształciły. Komunia się ostała, ostały się śluby i stare niewiasty w kościołach. No, może premiera Bunga-Bunga to nie będziemy mieli ale to chyba mała strata. Ale władza występująca przeciwko kościołowi gdy jeszcze ma zbyt duże poparcie zrobiłaby błąd i wzmocniła go. Trzeba poczekać aż nawiedzony ksiądz będzie mówił nie do setek na mszy a do dziesiątek, w dodatku niedosłyszących i z demencją. A i o księdza łatwo nie będzie. W moim mieście jest Wyższe Seminarium, latoś kandydatów okrągłe zero a jeszcze 10 lat temu chętnych było więcej niż na psychologię.
  • 2011-07-27 06:43 | joanna

    sprawiedliwośc czy partyjniactwo?

    Zarzuty komisji są poważne. Czy dlatego, że dotyczą polityków maja być zamiecione pod dywan? I będziemy udawać, że nic się stało? Że politykowi wolno wszystko? Przecież osoby,o których postawienie przed TK wnioskuje komisja nie staną przed żądnym linczu tłumem a przed wybranym przez parlament organem, nie składającym się z prostaczków kierujących się sympatią lub antypatią do prezesa i byłego ministra, a ludzi posiadających w co najmniej połowie swego składu kwalifikacje sędziowskie pod przewodnictwem Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Jeśli nie można, przy tak poważnych zarzutach, poddać polityków pod osąd konstytucyjnego organu to po co on w ogóle jest? Od razu zgódźmy się, że polityk za nic nie musi odpowiadać. Że RP to dla niego partyjny folwark, w którym hula jak chce. Jeśli parlament zagłosuje "przeciw" właśnie to będzie oznaczało.
  • 2011-08-02 10:18 | joanna

    to w ogóle "rządził"?

    Określenie "jak rządził..." to chyba analogia do języka wygolonych na łyso osiłków, dla których 'rządzić" oznacza rozwalić co się da. Wtedy pasuje. Do tego, co w XXI wieku oznacza "rządzenie krajem" to działalność obydwu panów Kaczyńskich ma się nijak. Jest to kompletne zero pozytywnych działań w jakiejkolwiek dziedzinie. Decyzja o przyznaniu nam Euro 2012 zapadła za ich rządów i trąbili o niej jak o wielkim swoim sukcesie. I na trąbieniu się skończyło- stadiony, chciał czy nie, musi budować rząd "tego okropnego Tuska" i jakoś stoją- lepsze niż ta prowizorka w polu kukurydzy pod Klagenfurtem, otoczona betoniarkami i płotem z drutu w dniu naszego tam meczu. Rząd PiSu ustami pani Jakubiak o stadionach miał do powiedzenia tylko jakieś mętne "plusy dodatnie i plusy ujemne". Kwestia porzuconych przez COVEC 49 km (!!!) autostrady jest polem do popisów retorycznych pisowców, szkoda, że nie przypomną, ile przez całe swoje rządzenie oddali: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:PL-Motorways-pl.svg&filetimestamp=20110618095323 Łatwo porównać. Podobnie wykorzystanie unijnych funduszy. Czym, jeśli nie pośmiewiskiem i nieustannym sianiem zamętu była polska dyplomacja? Może się to podobać zwolennikom "pokazywania kto to nie my" Rosji i "zgniłemu Zachodowi" ale cenę za te harce zapłacili eksporterzy, za zakup Możejek- "przyczółka na wschodzie" płacimy wszyscy. Raport Macierewicza- praktyczne zniszczenie wywiadu- ewenement na skalę światową. Doskonałej, przedkryzysowej światowej sytuacji gospodarczej tamten rząd nie wykorzystał na nic. Ten, która taki jest jakoby kiepski, poradził sobie lepiej niż jakikolwiek w Europie. Bo czas efektownych "wodzów" skończył się, poza Rosją. Przyszedł czas takich niezbyt efektownych, trochę fircykowatych ale robiących swoje- zwykłych urzędników. Czasem bardziej, czasem mniej kompetentnych czy uczciwych- dokładnie takich samych jak reszta populacji. Inni to widzą: http://www.spiegel.de/international/europe/0,1518,747244,00.html
  • 2011-08-10 06:50 | joanna

    dla mnie nic nowego

    Zamieszki z barykadami i płonącymi samochodami przeżyłam w Londynie w 1990 r. Aresztowano wówczas 200 tys osób.Pretekstem był Poll Tax tyle, że nie sądzę by większość uczestników zadymy w ogóle wiedziała o co chodzi. A przynajmniej mieszkańcy wybitnie podłej dzielnicy Hackney, w której mieszkałam Znajomość angielskiego nie była tam bardzo powszechna a już na pewno nie czytanie gazet i oglądanie wiadomości politycznych, powszechny był brak pracy, źródłem utrzymania były rabunki i handel prochami i oczywiście zasiłki przy czym model życia na zasiłku powielało kolejne pokolenie. Podobnie jak zakończenie edukacji możliwie jak najwcześniej, bo po co. Człowiek pracujący był "frajerem". Można się doszukiwać Bóg wie jakich politycznych wytłumaczeń a prawda jest taka, że taka masa ludzi żyjących kompletnie beznadziejnie na własne życzenie czy raczej na życzenie kolejnych pokoleń rodziców, którzy nie zapewniają dzieciom żadnej przyszłości jest materiałem wybuchowym, któremu potrzeba niewiele by rabowanie staruszki zamieniło się w rabowanie sklepów. Dokładnie tacy sami ludzie zamieniali Londyn w pole bitwy po meczach. Anglicy o tym doskonale wiedzą stąd powszechne wypowiedzi nazywające zadymiarzy zwykłymi bandytami.
  • 2011-08-10 12:06 | joanna

    bardzo mi smutno

    A jeszcze bardziej straszno, gdy czytam o "obcych", którzy są winni. Jedyni winni. Taki sam krzywdzący stereotyp jak Żyd przed wojną. To się skończy jatką. Ciekawe, że wśród kolorowych, których w Londynie spotkałam, nie pracowali bardzo nieliczni i wyłącznie czarni. Wśród "Anglików z dziada pradziada"- lumpa przesiedlonego z East End'zkich doków ("Obcy nie wchodzili tam nigdy, policjanci tylko we dwóch"- Jennifer Worth) nie pracował prawie nikt. Prezentowali mi sprawdzony sposób na życie (tłumaczenie może być niedokładne bo ich język to angielskim nie był, a tworem na bazie cockney): "Uródź dziecko, dostaniesz mieszkanie i kasę, jako samotna matka sporo, jak będzie mało uródź następne." I porady gdzie można dostać dodatkową kasę, jedzenie itd. Biały chłopak zajmujący się sprzedawaniem marihuany i paserką twierdził, że kolorowi zabierają prace białym i tylko dlatego diluje, ale moja sugestię by poszedł do firmy, w której pracowali moi koledzy (fizyczne robota- rozbiórki) za zupełnie normalne stawki -wyśmiał. Bo to oznacza koniec social benefit. A było to czasy thatcherowskiej prosperity! Pracy było pod dostatkiem. Ale w pracy trzeba pracować. Anglia nigdy nie była słodką krainą bez "ludzi marginesu" ale ich wytrzebiały kolonialne wojny, osadnictwo (w tym przymusowe), gruźlica, syfilis. Multi-kulti w Anglii jest dwieście lat. Tylko, że od wojny to kolorowi są siłą roboczą karmiącą angielski biały lumpenproletariat zasiłkami w większym stopniu niż przedstawicieli własnych ras.
  • 2011-08-10 13:14 | joanna

    bardzo celne ale..

    Jak polityk ma powiedzieć coś optymistycznego, pokazać prawdziwy obraz Polski jako kraju, któremu się udało i udaje? Przecież wyjdzie na idiotę na tle tzw. wiadomości- zaczynających się albo na "nie" ("nie wybudują", "nie udało się" itd.) albo o wypadkach, albo wpadkach, albo lament jakichś poszkodowanych w dowolnym zdarzeniu. A może przed lub po dowolnej "publicystyce społecznej" zwanej "Rodzina Patusiaków" przez analogię do "Matysiaków" i patologii społ. No wyszedłby na cudaka, jeśli nie idiotę. Pozytywnego przekazu w mediach nie ma lub jest kompletnie marginalny. Moja matka 70letnia już tv nie włącza nazywając ją medium depresyjno-maniakalnym. Bo to są wizje a nie informacje okraszone rozrywką na poziomie absolwenta szkoły specjalnej. Prawdziwej Polski w mediach nie ma. Tylko przy okazji np. powodzi dopatrzeć się można w tv, jak piękne ludzie maja domy. Jak zadbane są miasta. Jeśli ktoś tego w swoim mieście nie widzi. Albo nie chce zobaczyć.
  • 2011-08-10 16:32 | joanna

    do mz- prawie racja

    Mi też łyse osiłki na osiedlach coraz bardziej przypominają londyńska młodzieżową hołotę.Tylko, że to jest wina domu nie szkoły, po porządni ludzie wysyłają swoje dzieci do porządnych szkół, uciekają z blokowisk. A szkoła przez 6-7 godzin nikogo nie wychowa. Bezrobocie wśród młodych jest faktem, ale dobrze wychowany młody człowiek prędzej wyjedzie na zmywak niż zajmie się bandytką. Wierz mi, pracowałam z młodzieżą ocierająca się o kryminał. Nie była to młodzież biedna, była "tylko zdemoralizowana" postawą życiową rodziców. Znam i dzieci biedne a porządne, bo porządni są rodzice i otoczenie. Mój sąsiad raz spróbował poprawić budżet domowy kradzieżą (rodzice nie mieli wtedy pracy)- musiałam biec powstrzymać jego ojca bo byłby go zakatował. Młodzież, która nie ma wzoru z domu, nie ma skąd go wziąć. I to jest problem. Nie ma żadnego w mediach wzoru do naśladowania pozytywnego. Pokazania ludzi, którzy uczyli się, pracowali, do czegoś doszli. Albo afery, sensacje, celebryci albo tacy jak oni- pokazywani jako biedne ofiary urzędów, władzy itp. Tylko nie siebie samych i swojej rodziny.
  • 2011-08-14 08:19 | joanna

    kultura "must have" i kult młodości

    Ci młodzi (i niemłodzi, nie tylko nastolatki szabrowały) definiują wartość życia jako posiadanie bajerów, których "są warci"- jak to reklama im mówi. Nie zna pojęcia "zasłużyć na coś". Po prostu "mi się należy bo jestem".Również należy mi się praca, w której się nie narobię a dobrze zarobię, szacunek czy podziw otoczenia ma być oczywistością, a nie czymś, co zdobywa się osiągnięciami. A największą wartością jest to,że jestem młody. Bo przecież politycy, media odmieniają to przez wszystkie możliwe przypadki. Jestem, jednym słowem, wspaniały i dla społeczeństwa skarbem. Nawet jeśli nie ma ze mnie żadnego pożytku, nie zapłaciłem grosza podatku by zwrócić społeczeństwu nakłady na moją edukację, opiekę zdrowotną. Tylko, że media czy politycy nie tworzą takiegj ideologii sami. Wykorzystują wszechobecny "dzieciocentryzm", w którym rolę rodziców sprowadza się do gorliwego dostarczania dóbr wszelakich i przyjemności. Niejeden rodzic robi to "by dziecko nie było gorsze niż inne" i tak to idzie. Wieczne nagradzanie bez żadnej zasługi. "Nowoczesna rodzina" to taka, w której dziecko ma pozycję króla- żadnych zobowiązań wobec rodziców, nie wolno mu narzucić jakichkolwiek reguł, które musi respektować z szacunku dla swoich rodziców. Potem taki jest stosunek i oczekiwania w stos. do państwa i społeczeństwa. U nas nie jest inaczej.
  • 2011-08-21 06:53 | joanna

    nie-bylejakość nie jest normą

    Ciekawa jestem wytłumaczenia bylejakości włoskiej, nie wspominając o greckiej, które biją nas na głowę. Bo u nas to przynajmniej czysto jest. Poza podobieństwami struktury społecznej- postchłopski rodowód większości społ. trudno się doszukać analogii.
  • 2011-08-22 07:05 | joanna

    zasady społeczne vs trybalizm

    Zacznę od odpowiedzi Bartoszowi: tak, u nas jest czysto. Nie chodzimy po Warszawie bacznie omijając butelki, papiery, kupy na chodnikach. Tak musimy poruszać się po Rzymie czy Palermo. Wcale nie bocznych uliczkach- tam można zostać oblanym wodą z prania wychlustaną na ulicę lub obrzuconym śmieciami wywalanymi na ulicę z klatki schodowej.Możemy zatrzymać się na parkingu przy drodze i wyjść z samochodu. Spróbuj to zrobić na południu Włoch. Szczególnie polecam Sycylię. Rowy przy drogach w Polsce nie są jednym wielkim wysypiskiem starego sprzętu AGD. W Grecji, Włoszech-tak. Nie mamy typowego dla tych krajów obrazka- koniec miasteczka (w tym turystycznego) to granica ogromnego dzikiego wysypiska. Bardzo polecam objazd Włoch czy Grecji bocznymi drogami. Od razu zaczyna się doceniać swój kraj. Swoje drogi zresztą też. Z podobnym zachwytem wraca do Polski znajomy pracujący u nas Włoch.Na Niemczech zagranica się kończy. A zresztą brud w NRD porażał. Psychologia społ. może wytłumaczyć zjawisko tylko częściowo. Socjologia chyba nieco głębiej. Obserwacji dużych grup ludności wyrwanych ze swojego naturalnego otoczenia w PRL przez "wielkie budowy socjalizmu" nie prowadzono, a tu, moim zdaniem, leży sedno sprawy. Te procesy zaszły na Zachodzie w czasie pierwszej i drugiej rewolucji przemysłowej- był czas na ewolucję postaw, dostosowanie do zasad społecznych a nie tylko zasad trybalnych- wzajemnego wspierania i krycia "swoich", przechowywania "swoich zasad". W Polsce masy napływowej ludności wiejskiej bardzo ciemnej i biednej (bogaci rolnicy nie mieli powodu by opuszczać wieś) nie miały powodu by dostosowywać się do mieszczańskich zasad. Bo były to zasady mniejszości, więc nie liczyły się. Podobnie było we Włoszech i Grecji. Poziom wykształcenia, obycia nie dawal im szans na prawdziwy awans społeczny, dawało kombinowanie, załatwianie. W tym przez nielicznych "swoich", którzy do jakiejś pozycji doszli.I wpychali dalszych "swoich" gdzie się dało. Przekonanie, że "nie ważne, na czym się znasz, ważne KOGO znasz" jest zadziwiająco podobne i tam i u nas. Urzędnik jest niekompetentny, co pokrywa aroganckim traktowaniem, bo nie kompetencja była mu w życiu potrzebna a "wujek". Solidne wykształcenie miało i ma mniejsze znaczenie niż "znanie kogo trzeba" więc po co je uczciwie zdobywać? Oszustwo przejdzie, o ile "obcego" dotyczy, a swojemu sie je wybaczy bo "obcego" naciągnąć nie wstyd. Minister Obrony czy zdrowia jest ministrem bo zna kogo trzeba, pani Kasia z urzędu tez dzięki temu. A i pani polonistka, i przedszkolanka od kiedy z pracą bardzo krucho.O Spólkach Skarbu Państwa chyba wspominać nie warto. Jest i inny świat- ludzi, którzy doszli do czegoś dzięki solidnej wiedzy i wykształceniu. Dzięki przestrzeganiu reguł. Ale mniejszość nie ma żadnej siły narzucenia swoich zasad. Zresztą- i tak nikt nie uwierzy.
  • 2011-08-22 20:42 | joanna

    koszmarne sprawy rodzinne

    Obowiązek alimentacyjny ciąży nawet na dzieciach w stos. do rodziców pozbawionych praw rodzicielskich, a takiego orzeczenia sąd nie wydaje pochopnie. Dlaczego tak jest? Dlatego, że dziecko nie traci praw do alimentacji, dziedziczenia (wyrodny rodzic też po dziecku dziedziczy zresztą a ustawowej kolejności dziedziczenia). Taka niby sprawiedliwa symetria. Niestety, niby. Bo o ile utrzymywanie na starość osoby. która płaciła alimenty na potomka można zaakceptować o tyle utrzymywanie kogoś, kto został pozbawiony praw rodzicielskich za znęcanie się, molestowanie lub "tylko" niełożenie na dziecko to jedyna sytuacja w prawie by ofiara łożyła na swojego kata. To można zmienić, nowelizacja Kodeksu Rodzinnego i opiekuńczego wydaje się konieczna. Jest w prawie spadkowym pojęcie "niegodności dziedziczenia" umożliwiające wydziedziczenie osoby rażąco naruszającej normy w sos. do spadkodawcy. Jest to prawnie dokładnie uregulowane. Powinna być analogiczna konstrukcja w prawie rodzinnym zwalniająca dziecko z alimentacji osoby, która jest jej "niegodna".
  • 2011-09-02 10:50 | joanna

    no, może dla nas to nowość

    Nic nowego pod słońcem, choć może w "niedorzeczu Wisły" oczekujemy czegoś innego. Pod słońcem krajów o ugruntowanym dwupartyjnym systemie tak to od lat wygląda. A partie u władzy, czy to lewica czy to prawica i tak robią to, na co pozwala budżet i to, co pozwala wygrać następne wybory.
  • 2011-09-02 20:59 | joanna

    nieustanne "must have"

  • 2011-09-19 21:11 | joanna

    pogorszenie jest widoczne

    O ile pogorszenie syt. zawodowej kobiet czy społecznej kobiet nie zawsze jest jednostkowym doświadczeniem poszczególnych pań, o tyle ogólna atmosfera wobec pracy kobiet, udziału w różnych inicjatywach, nie tylko politycznych, jest według mnie dużo gorsza niż u schyłku komuny. Zrobiła swoje kościelna propaganda sprowadzająca kobietę do roli matki i osoby pełniącej funkcje niemalże służebne wobec rodziny. Zrobiło swoje masowe bezroboci po transformacji, kiedy kobiety były zwalniane z zasady jako pierwsze, a co lepiej płatne czy prestiżowe stanowiska pozostawiono mężczyznom bo przecież "kobieta w domu zawsze ma co robić a mężczyzna nie", "bo pozbawienie mężczyzny roli utrzymującego dom to tragedia" itd. Doskonale pamiętam takie ówczesne wytłumaczenia. I coraz więcej rodzin żyjących z jednej pensji- pensji mężczyzny.Tej utraty pozycji nie udało się już nadrobić. Co gorsza, oprócz ideologii lansowanej przez kościół, nastąpił rozkwit stereotypu kobiety jako naiwnej idiotki, której inteligencja służy "by odróżnić modne buty od najmodniejszych" (Gretkowska) co najwyżej. Jeden z wypowiadajacych się tu panów go prezentuje go w odniesieniu do wyborów politycznych. Nie wiedząc zdaje sie, że i Tuska i Kaczyńskiego popierają i kobiety i mężczyźni w miarę po równo. Wiekiem się różnią ci wyborcy, poziomem wykształcenia i statusem materialnym,a nie zawartością majtek. Taka ogólna atmosfera, choć w wielu rodzinach czy środowiskach zupełnie egzotyczna, niestety robi swoje. Kobieta by "się wykazać w pracy" nie tylko musi być dużo lepsza od swoich kolegów, musi mieć również taka szansę. Z czym jest gorzej niż z tym pierwszym- bardziej prestiżowe zadania dostają panowie- z automatu.To widać praktycznie wszędzie- klasy zdolniejszych uczniów- wychowawca, słabszych dostają panie nauczycielki. W firmach syt. wygląda podobnie w odniesieniu do "poważnych" dobrze płatnych zadań. Dla kobiet jest żmudna, upierdliwa codzienna robota. Bo danie możliwości zaspokojenia ambicji mężczyźnie jest powszechnie akceptowane, a kobiecie "to zaraz uderzy do głowy" albo jakaś maskulinizacja ją spotka. Podobnie jest po osiągnięciu wieku emerytalnego- z góry zakłada się, że babcia się przyda wnukom a dziadek to w domu popadnie w depresję i zdziadzieje. Inna sprawa to wychowanie "grzecznych dziewczynek" i "uroczych łobuziaków". Chłopców uczy się walki o pozycję należną czy nie. Jakże inaczej jest z dziewczynkami- nie wychylać się, nie wymądrzać. Dawać co biorą.
  • 2011-10-07 09:59 | joanna

    Re:Kaczyński zapowiada trybunały ludowe i lustrację sędziów

    Pan Kaczyński jak zwykle pogrywa sobie na niezadowoleniu. Tym razem z pracy sadów. Zapomniał biedaczek, że możliwość przejścia do adwokatury, radcostwa i notariatu stworzył sędziom i prokuratorom jego ulubiony współpracownik min. Ziobro. Za rządów PiS owa "migracja zarobkowa" i ucieczka przed naciskami z ministerstwa- jawne nieposzanowanie niezawisłości były szczególnie widoczne. Jeszcze bardziej w prokuraturze. Nie każdy chciał stać się psem gończym prezia i ministra. Niezadowolenie z pracy wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania jest słuszne.Sprawy trwają zbyt długo, wyroki często są niesatysfakcjonujące. Sędziów i prokuratorów po prostu brakuje i będzie brakować dopóki będą to najgorzej opłacane zawody prawnicze. To polska specjalność- w każdym cywilizowanym kraju sędzie to kariera finansowa. U nas- aplikant zarabia czasem lepiej niż doświadczony sędzia "w okręgu". I wysokie wynagrodzenie sędziego nie jest żadna darowizną "z łaski pańskiej"-koszty sądów są ułamkiem wpływów z opłat sadowych wnoszonych przez powodów. Co tzw. kraje zachodnie dawno zauważyły. I taka prostą zależność, że wydolny system sądowniczy wpływy te zwiększa a zatem warto "zainwestować w sędziego". Pan Kaczyński proponuje swojemu "ciemnemu ludowi" sprawiedliwość ludową. Tyle ona ma wspólnego ze sprawiedliwością ile ludowa demokracja miała z demokracją.
  • 2011-10-08 07:47 | joanna

    Re:O co gramy 9 października

    Biorąc pod uwagę oczekiwania "ile to wybory mogą zmienić" to powinniśmy zostać w domu. Bo jeszcze ciągle wierzymy naiwnie, że ta czy inna partia dokona jakieś cudu, który zmieni nas nagle w Luksemburg czy inną Szwajcarię. Nie zmieni. Tak naprawdę mamy wybór przed kolejną "Rzeczpospolita nienawiści" w wydaniu PiS a robiąca swoje gorzej czy lepiej ale jednak-PO z koalicjantem. Nie podobają nam się kadry obecnych partii, cóż- innych nie będzie. I nie będzie żadnego cudu. Drogi nie wybudują się w tydzień i to bez objazdów. Warto tylko popatrzeć, kto te drogi buduje a kto tylko o tym mówił. W ogóle warto po patrzec na "Polskę w realu" a nie w telewizji. I uruchomić pamięć a nie "myślenie magiczne" i dziecinną skłonność do widzenia skrajności i porównywania się do najbogatszych. I kompletnie infantylnego oczekiwania,że ktokolwiek powie "jak żyć". Tak, jak umiesz. Jak nie bardzo umiesz- to nikt nie nauczy.
  • 2011-10-14 20:59 | joanna

    Jeszcze za wcześnie...

    Krzyż w Sejmie mi osobiście przeszkadza. Nawet bardzo. Bo i pamiętam powieszenie "tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem- Polska jest Polską a Polak Polakiem" (Marek Jurek) To kwestionowanie polskości czy patriotyzmu niewierzących lub wyznających inną religię jest policzkiem dla tysięcy innowierców, którzy za tę Polskę zginęli. Ale i pamiętam, nawet znacznie lepiej, obronę innego krzyża. I jakoś nie mam złudzeń, że ci obrońcy wymarli, zmienili poglądy albo radio im się zepsuło. Albo, że im teraz chęci by nie starczyło do kolejnej ruchawki. Pan Palikot podnosząc sprawę krzyża teraz chce się pokazać, popisać radykalizmem, przypodobać. Lub jest fanem "Pana Tadeusza"- cyt. "Ja z synowcem na przedzie i jakoś to będzie". Ot, kolejna wariacka szarża. Obstawiam chęć lansu. Nie sztuka jest mieć rację i efektownie polec w boju, bo przeciwnik racji nie ma ale ma siłę. Faktyczną i zorganizowaną przy pomocy sieci tysięcy potencjalnych punktów zbiórki chętnych do wyprawy w obronie kolejnego krzyża. O finansach nie wspominając na ich zorganizowanie. Mam nadzieję, że sprawa przyschnie. Bo jeśli nie, to czeka nas długa debata i koczujący pod Sejmem kolejni nawiedzeni. Kościołowi ataki wprost służą- nigdy nie miał takiej siły jak za komuny. Traci poparcie gdy pozwala mu się pokazać czym naprawdę jest. Ale powoli to idzie. To prokościelny PiS ma 30 proc, nie Palikot. Ten miał trzy razy mniej.
  • 2011-10-16 10:02 | joanna

    mówienie, załatwianie, slużalczość, konformizm...

    Problem w tym, że postawa typowa dla Polaków to "przyjdzie ktoś i załatwi" a my se pogadamy, najlepiej w bliskim gronie jacy to jesteśmy anty. A potem przyjmiemy księdza po kolędzie bo "wszyscy tak robią". No chyba, że ktoś załatwi, że stanie się modne nie przyjmować. Postawy partii poza PiS nie uważam za służalczą, uważam za zgodną z meritum demokracji czyli reprezentowaniem postaw wyborców. Na co dzień wyborcy akceptują obecność Koscioła w obecnej formie to i my. To, co wyborcy demonstrują w konspiracji ciociowych imieninek nikogo nie interesuje. A już najmniej interesuje Kościół. "Psy szczekają karawana jedzie dalej". Dopóki na msze chodzą, dzieci na religię, dopóki śluby kościelne biorą- niech se tam myślą i gadają co chcą. Jest kasa. Co gorsza jest argument- skoro chodzą, to znaczy, że jesteśmy ważni. Tym bardziej, że nie mamy żadnej broni by ich do tego zmusić. Dlatego gest Palikota to efekciarstwo, choć przydatne. Padło, bardzo dobrze. Ale bez znaczenia ten fajerwerk buntu. Co ma znaczenie? Rzeczywistość, nie gadki. Moja rzeczywistośc to podpisywanie mojemu synowi deklarację rezygnacji z lekcji religii (20 takich jest w 24 osobowej klasie) Nie przyjmowanie księdza (od lat 20) po kolędzie. Sąsiedzi psy na nim wieszają ale przyjmują. Nie chodzenie do Kościoła. Bronienie przed atakami ciotek-dewotek kuzynkę, która zdecydowała się na ślub cywilny. Zapraszam do grona takich, jak ja. Dopiero, gdy taka będzie większość Kościół "straci moc". A politycy będą musieli respektować postawę większości, tak, jak respektują ją dzisiaj. Postawę, nie cichcem szeptane poglądy i anonimowe wpisy. Mój osobisty deadline dla uwiądu Kościoła to 10 lat od śmierci JPII. Orientacyjnie.
  • 2011-10-17 09:13 | joanna

    Drożyzna? Polaków stać dziś na więcej

    ... i w miarę oglądania, na co stać innych. Polakom naprawdę żyje się coraz wygodniej, dostatniej, choć, oczywiście, nie rozkłada się to po równo we wszystkich grupach. Od czasów komuny, społeczeństwo nie zbiedniało obiektywnie. Poza oczywiście sytuacjami losowymi jak choroba czy śmierć w rodzinie. Ale nie wszyscy wzbogacili się w jednakowym stopniu. I ta różnica w poziomie życia, od której komuna nas oduczyła boli biedniejszych i tworzy kłamliwe hasła o "zubożeniu". Dziwna ta bieda, w której nie samochód jest niedostępny a miejsce do zaparkowania, bo tak dużo tych aut jest. Na ale ktoś ma Volvo a ktoś Pandę. W tej "biedzie" wózki z zakupami w sklepach okazują się za małe. No ale nie każdy może je wypchać najdroższymi towarami. Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty- dla wielu za komuny luksus, na który czekało się i 20 lat, to teraz substandard. Bo porównuje do 200 metrowego domu lub wypasionego apartamentu. Teraz o swojej biedzie mówi nie osoba, która ma na jedna parę butów na sezon, a taka, która nie ma na kilka, lub nie ma na "markowe" Bieda jest, taka prawdziwa. Ale marginalna. Jak w każdym nowoczesnym społeczeństwie. To te kilka procent niezaradnych lub zwykłych obiboków, rodziny patologiczne, ludzie dotknięci jakimś kalectwem fizycznym lub umysłowym. Ale nie jest tak powszechna jak można by odnieść wrażenie z upajającej się nią tv i polskiego użalania się nad sobą.
  • 2011-10-17 09:13 | joanna

    apetyt rośnie w miarę jedzenia

    ... i w miarę oglądania, na co stać innych. Polakom naprawdę żyje się coraz wygodniej, dostatniej, choć, oczywiście, nie rozkłada się to po równo we wszystkich grupach. Od czasów komuny, społeczeństwo nie zbiedniało obiektywnie. Poza oczywiście sytuacjami losowymi jak choroba czy śmierć w rodzinie. Ale nie wszyscy wzbogacili się w jednakowym stopniu. I ta różnica w poziomie życia, od której komuna nas oduczyła boli biedniejszych i tworzy kłamliwe hasła o "zubożeniu". Dziwna ta bieda, w której nie samochód jest niedostępny a miejsce do zaparkowania, bo tak dużo tych aut jest. Na ale ktoś ma Volvo a ktoś Pandę. W tej "biedzie" wózki z zakupami w sklepach okazują się za małe. No ale nie każdy może je wypchać najdroższymi towarami. Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty- dla wielu za komuny luksus, na który czekało się i 20 lat, to teraz substandard. Bo porównuje do 200 metrowego domu lub wypasionego apartamentu. Teraz o swojej biedzie mówi nie osoba, która ma na jedna parę butów na sezon, a taka, która nie ma na kilka, lub nie ma na "markowe" Bieda jest, taka prawdziwa. Ale marginalna. Jak w każdym nowoczesnym społeczeństwie. To te kilka procent niezaradnych lub zwykłych obiboków, rodziny patologiczne, ludzie dotknięci jakimś kalectwem fizycznym lub umysłowym. Ale nie jest tak powszechna jak można by odnieść wrażenie z upajającej się nią tv i polskiego użalania się nad sobą.
  • 2011-10-20 08:16 | joanna

    wodolejstwo

    Panie Żakowski, wybaczy Pan pytanie starej belferce.To takie nasze "pytanie dyżurne'. Dlaczego się Pan kompletnie nie przygotował do swojej wypowiedzi? Figur retorycznych tu niemało, ale określenie "pusta retoryka" pasuje jak ulał. Twierdzi Pan, że polska siła robocza jest tania i to ma być,zdaje się, powód dla którego coś tam się robiło,a teraz nie będzie. Bo się taniocha kończy. A jak się ma do tego wydajność pracy? Bo mało zapłacić za byle jaką robotę to niekoniecznie jest lepiej niż zapłacić dużo za dobrą. Pod względem wydajności pracy jesteśmy na szarym końcu Europy. Z zarobkami też, co jest konsekwencją dość logiczną. Pozytyw- wydajność rośnie kilkakrotnie szybciej niż w "starej unii". Z troską wieści Pan, że może nie będzie z Unii tyle ile było i co wykorzystaliśmy na tyle dobrze, że bonus był. Może. I co na to poradzić? Pogodzić się, że inwestycji będzie mniej. Trudno. Powściekać się i poszukać rezerw. Pierwsze mamy we krwi, drugie może być trudne. Przedszkola to modny temat. Narozrabiały samorządy, bo one są właścicielami i one ponoszą koszty, nie rząd, któremu się dostało. Dlaczego nie są bezpłatne? Dlatego samego, dlaczego ogórek nie śpiewa. Bo nie może. Aby to zmienić należy zmienić ustawę o syst. oświaty i przedszkola do niej włączyć. Do bezpłatne może być szkolnictwo, do którego opieka przedszkolna nie należy. Tylko, czy po tych medialnych burzach odnotowano wolne miejsca w przedszkolach? Czy nadal jest większy popyt niż podaż? Płatne studia. Tu się Pan popisał aż mnie zatkało. 2/3 studentów uczy się w uczelniach niepaństwowych- płatnych bez względu na tryb nauki. Z pozostałej 1/3 prawie połowa na państwowych ale płatnych (niestacjonarnych). Wszystkie studia podyplomowe są płatne. Czyli 1/6 studentów nie płaci. Może i warto ich obłożyć czesnym, w końcu dostają najlepsze jak na Polskę wykształcenie a i tak zapłacą bo to grupa o najwyższych aspiracjach. Ale nie przeceniałabym tej kwoty. Kolej v/s lotniska. Lotnisko jest tańsze, bo tory powietrzne są za darmo. Koszt dworca lotniczego, pasów startowych porównywalna z dworcem kolejowym i jego infrastrukturą. A samolotem do np.Rzymu z Poznania to jednak szybciej niż pociągiem i zawsze będzie. Wystarczy porównać prędkość, sieć torów i wykluczyć możliwe syt. opóźniające pociąg a samolotu nie. Transport kolejowy jest natomiast tańszy w eksploatacji, nie ma odpraw, czekania na bagaż i bzdurnych międzynarodowych przepisów antyterrorystycznych. A na wszystkie pytania "gdzie i jak" jest mapa w googlu. Kwestie OFE objechał Pan wielkim łukiem po peryferiach. Cel był jeden i często pojawiał się w dyskusjach ekonomistów, których też było niemało. Czyli lekcja się odbyła tylko uczeń Żakowski nie uważał. Długi ZUS-u powiększają zadłużenie Polski i przełożenie składek było zabiegiem zmniejszającym wymiar długu. Podobne zabiegi próbowano wykonać z długami zaciągniętymi przez samorządy, a które stanowią prawie połowę długu Polski. Nie udało się, bo to nie jest dług rządu tylko kraju. Noe czuję się w tej kwestii niedoinformowana, podobnie jak wszyscy, którym chciało się poczytać Balcerowicz v/s Boni i dziesiątki wypowiedzi innych. Kto wolał "wiedzieć swoje" i oglądać seriale, ten nie zmieni gustu. Służba Zdrowia to problem wszędzie, gdzie taka jest. W Gabonie pewnie nie. Nie wie Pan, jak wydawane są te rosnące nakłady? A może coś Pan wie o ile rośnie liczba pacjentów leczona onkologicznie, o ile przybywa narzędzi nowoczesnej diagnostyki. Podpowiem panu- to bardzo drogie. Wystarczy połączyć te fakty. I dodać jeszcze jeden- wzrost zarobków lekarzy. To jedyny sposób byśmy ich tu zatrzymali. Lektura ogłoszeń szpitali dostarczy Panu sporej wiedzy o oferowanych poborach. W google Pan znajdzie. Reasumując, zgadzam się, że brak w społ. wiedzy. Ale to również brak chęci jej zdobywania. Żaden rząd nie przełączy z "tańca z gwiazdami" na cnbc biznes. I z "demotywatorow" na poważniejsze portale. Żaden również rząd nie skłoni dziennikarzy do informowania zamiast tworzenia efektownych i pustych merytorycznie tekstów.
  • 2011-10-21 09:08 | joanna

    Grecja jest dobrym ostrzeżeniem

    dla wszystkich, którzy chcą "robić ludziom dobrze" by trwać przy władzy. Polska prasa nie popisała się za bardzo w przedstawianiu powodu greckiej tragedii a raczej tragikomedii. "Wydatki socjalne" w greckim wydaniu to np. emerytury dla pań, które przepracowały 15 lat i są matkami co najmniej 3 dzieci.Efekt emerytek w wieku agenta Tomka jest całkiem sporo. A okres pobierania świadczeń przekracza okres płacenia składek i dwu i trzykrotnie. Ludnośc Grecji to 11 mln a liczba urzędników to 800 tysięcy. Samych urzędników, nie ogólnie budżetówki.w 38 mln Polsce- z grubsza połowa 430 tys.(a i tak narzekamy, że za dużo)Skąd się wzięli? Z wynagradzania posadami wszelkich zwolenników, pociotków, znajomych itd. oraz chęci zmniejszania statystyk bezrobocia (co nie jest tylko grecką specjalnością). Co więcej, dobre płace budżetówki i niski wymiar czasu pracy spowodowały zepsucie rynku pracy- wymuszanie wyższych płac w przemyśle póki był spowodowało, że go prawie nie ma. Zbyt wysokie koszty by produkt był konkurencyjny. Jedynym działem gospodarki, który trzymała się jako tako było budownictwo. Opłacało się budować nowe domy by nie płacić podatku od nieruchomości całej (ziemi też). Wystarczało by był "w budowie"- niektóre są od 30 lat. Zamieszkałe ale z wystającymi drutami zbrojenia, że niby piętro będzie- typowy widok. Jeśli dodamy do tego cwaniacki stosunek do własnego kraju (słynne podatki od basenów, wszechobecny brud- bo to państwo ma sprzątać) i niechęć do prywatyzacji (bo u prywatnego to jednak trzeba pracować) to łatwo zrozumieć skąd ta sytuacja. I warto przemyśleć.
  • 2011-10-21 09:08 | joanna

    Grecja jest dobrym ostrzeżeniem

    dla wszystkich, którzy chcą "robić ludziom dobrze" by trwać przy władzy. Polska prasa nie popisała się za bardzo w przedstawianiu powodu greckiej tragedii a raczej tragikomedii. "Wydatki socjalne" w greckim wydaniu to np. emerytury dla pań, które przepracowały 15 lat i są matkami co najmniej 3 dzieci.Efekt emerytek w wieku agenta Tomka jest całkiem sporo. A okres pobierania świadczeń przekracza okres płacenia składek i dwu i trzykrotnie. Ludnośc Grecji to 11 mln a liczba urzędników to 800 tysięcy. Samych urzędników, nie ogólnie budżetówki.w 38 mln Polsce- z grubsza połowa 430 tys.(a i tak narzekamy, że za dużo)Skąd się wzięli? Z wynagradzania posadami wszelkich zwolenników, pociotków, znajomych itd. oraz chęci zmniejszania statystyk bezrobocia (co nie jest tylko grecką specjalnością). Co więcej, dobre płace budżetówki i niski wymiar czasu pracy spowodowały zepsucie rynku pracy- wymuszanie wyższych płac w przemyśle póki był spowodowało, że go prawie nie ma. Zbyt wysokie koszty by produkt był konkurencyjny. Jedynym działem gospodarki, który trzymała się jako tako było budownictwo. Opłacało się budować nowe domy by nie płacić podatku od nieruchomości całej (ziemi też). Wystarczało by był "w budowie"- niektóre są od 30 lat. Zamieszkałe ale z wystającymi drutami zbrojenia, że niby piętro będzie- typowy widok. Jeśli dodamy do tego cwaniacki stosunek do własnego kraju (słynne podatki od basenów, wszechobecny brud- bo to państwo ma sprzątać) i niechęć do prywatyzacji (bo u prywatnego to jednak trzeba pracować) to łatwo zrozumieć skąd ta sytuacja. I warto przemyśleć.
  • 2011-10-22 07:55 | joanna

    dlaczego ratować Grecję trzeba

    Z prostego powodu (tu należy dodać wszystkie kraje PIIGS)- bo jej wierzycielami są banki, w których obywatele, firmy, fundusze inwestycyjne czy emerytalne maja swoje oszczędności i aktywa. Są to głownie banki niemiecki i francuskie. Jeśli Grecja efektownie zbankrutuje, nigdy ich nie spłaci lub ułamek. To byłaby katastrofa dla całej ekonomii, nie tylko banków. To proste- jeśli pożyczamy swoje i swojej firmy pieniądze panu Zenkowi, który ich nie oddaje lub oddaje tylko jakiś niewielki procent, to jest w naszym interesie by pan Zenek żył i nie ogłosił bankructwa.
  • 2011-10-22 08:07 | joanna

    Re:Grecja sparaliżowana, UE przed szczytem

    A kto ma darować te długi? Przecież to banki pożyczyły Grecji pieniądze. Pieniądze należące do ludzi, firm, funduszy inwestycyjnych, emerytalnych itd.. Dlatego Grecję się ratuje- by nie spowodować efektu domina: bankructwo Grecji=bankructwo banków niemieckich, francuskich itd.= bankructwo firm i ruina budżetów kolejnych krajów= krach gospodarczy całej ekonomii unijnej w wyniku niewypłacalności kolejnych firm, których aktywa przepadły wraz z bankiem.
  • 2011-10-25 10:29 | joanna

    media kreują "gwiazdy"

    Sądząc z uwagi, którą poświęcają Ziobrom, preziom et consortes polskie media to można by odnieść wrażenie, że to zwycięzcy wyborów albo czegoś tam. "Tańca z gwiazdami" może. Tylko dzięki temu, że swoim stylem agresywnym, spiskowo-knajackim przyciągają dziennikarzy, mogą istnieć. A media łase na wszystko co bulwersuje, straszy, ferment sieje staja się coraz bardziej nieracjonalnym śmietnikiem pseudowiadomości. Jeszcze bardziej dziwaczne jest rozpowszechnianie idei ks. Rydzyka, biorąc pod uwagę, że jest on sam posiadaczem jedynego radia ze 100% pokryciem. Po kiego diabła dawać mu jeszcze dodatkową tubę, nie pojmuję. Na szczęście, dla zachowania zdrowego rozsądku można sobie pooglądać wiadomości sportowe. Gdzie trenera drużyny przegrywającej z kretesem wszystko co się da przegrać, nikt bez końca nie prosi o wywiady i środkowy rozgrywający takiej drużyny nikogo nie interesuje.
  • 2011-11-04 06:46 | joanna

    ja nie rozumiem...

    Naprawdę nie rozumiem dlaczego ludzie, którzy kiedyś poświęcili niemałą część swojego życia na wychowywanie swoich dzieci nie mogą/ nie powinni liczyć na po prostu- rewanż swojego potomstwa. Bo to kosztuje? Czyżby pieluszki, ubranka, wyprawki do szkoły itd nie kosztowały? Bo to zajmuje dużo czasu? Wychowanie, pielęgnacja malucha też. Problem lokalowy? Mieli go i młodzi rodzice, gdy się nowy członek rodziny pojawił. Chyba coś tu nie tak z naszą moralnością- podwójną lub raczej moralnością Kalego. Znam problem opieki nad seniorem rodu z autopsji, w bardzo drastycznym wydaniu- paraliż. Wiem, jaka to praca, jaki koszt, jakie wyrzeczenia. Ale nie uważam, że ta opieka to było cokolwiek innego niż po prostu spłacenie długu za to, co od tej osoby dostały jej dzieci i wnuki. Jej państwo nie zapłaciło ani grosza za zmienianie pieluch, karmienie, nie zwróciło za nianię itd. Tym, którzy to robią kiedy wymaga tego ich dawny opiekun- ma zapłacić?
  • 2011-11-04 13:24 | joanna

    mit, i to stary

    Śledzę ten temat co ze 25 lat. Niewiele się zmienia. Nadal urodzin tam jest najwięcej gdzie śmiertelność niemowląt i dzieci jest największa. Wojny, rzezie, epidemie- przecież to codzienność. Nie zauważamy jej bo nie u nas. Ale my- świat cywilizowany to taki maleńki ułamek. Przecież w Ruandzie wystarczyło 3 miesiące by zniknęło milion ludzi. Ile w Sudanie każdego dnia? O 5 milionach w Kongo ktoś jeszcze pamięta? To tylko kilka lat temu. Zakażone HIN 22 mln ludzi w Afryce nie dostaną leczenia, umrą wcześniej zarażając innych. Głód dziesiątkujący wciąż te same afrykańskie, azjatyckie kraje nie zniknie dopóki nie skończy się powodujące je szaleństwo nieustannych wojen. My, niewielka liczba mieszkańców cywilizowanego świata ani sie nie mnożymy, ani nie mnożymy swoich problemów. Nauczyliśmy sie oszczędzać paliwa, chronić środowisko, wydłużać swoje komfortowe życie. Do zobaczenia za następny miliard. Będzie tak samo. Jak i miliard temu.
  • 2011-11-07 06:38 | joanna

    teolog to bardzo trafny wybór

    Myślę, że za takim wyborem stoi chęć zrozumienia narodu- wg art.4 pkt 1 Konstytucji to jest władza zwierzchnia w Polsce. Człowiek, który jak mniemam posiadł sporą wiedzę o mechanizmach wiary w różne gusła, czary i zabobony jest w stanie sporo powiedzieć wykonawcy woli narodu. Może nawet wytłumaczy dlaczego ludzie, którzy narzekaja na brak np. przedszkoli jednocześnie robią zrzutę na gigantycznego betonowego Chrystusa. Nie tylko do tego potrzebny jest człowiek, który zna pojęcie myślenia życzeniowego, nieracjonalnego widzenia świata i niedostrzegania zależności przyczynowo-skutkowej. Ktoś nauczony opierać sądy na analizie i postrzeganiu zmysłowym, może to i pojmie, ale nie na trzeźwo. Dokooptowałabym mu jeszcze psychologa dziecięcego. Od wyborów mamy dziwaczną dla mnie powódź żalów dlaczego taki jest wynik. I kolejne biadolenia, że jest taki, bo ludzie nie chcą reform więc ich nie będzie. Bo ludzie mają reform chcieć i już. A jak nie chcą- to głupi. A może po prostu widzą, że jeżdżą po takich drogach, jakich nigdy wcześniej w Polsce nie było? Że komisji rozdającej kościołowi majątek wart miliony już nie ma? Że kryzys nas ledwo liznął, a innych boleśnie pokąsał? A może też rozumieją, że magiczne słowo "reforma emerytalna" to nic innego jak wydłużenie wieku emerytalnego, co oznacza i że dłużej robić będą musieli, i że bezrobocie młodych się pogłębi? Że magiczna "reforma służby zdrowia" to kupa roboty, która przepadnie w sejmowych dysputach jak to do tej pory zawsze bywało? Polacy chcą cudownych rozwiązań. Za każdym dotychczasowym "gospodarczym cudem" w dowolnym kraju, gdzie taki nastąpił, stoi ciężka i uczciwa praca bez lewych zwolnień, wyłudzanych rent, emerytur dla dziarskich i krzepkich, kradzieży z miejsca pracy i zatrudnienia na czarno. Ale z tego Polak zrezygnowac nie chce.
  • 2011-11-08 11:32 | joanna

    Re:Psycholożka o tym, co oburza oburzonych

    Coraz częściej czytając wypowiedzi na forum mam jedno skojarzenie -"Manifest Komunistyczny". I mam jeden problem- ponad pół życia widziałam tę "równość" i ten brak "wyzyskiwaczy kapitalistów". Mam dość. Oburzeni europejscy czy amerykańscy to młodzi ludzie o bardzo rozbudzonych ambicjach konsumpcyjnych. Rozbudzonych zupełnie naturalnie- do tej pory każde kolejne pokolenie żyło lepiej niż rodzice. Awans materialny dotyczył wszystkich grup w miarę równomiernie,przeskok z klasy robotniczej do klasy średniej a z tej do grupy rzeczywiście zamożnej zależał głownie od walorów takich jak sumienność w nauce, pracowitość, osobisty rozwój umiejętności, i rzecz zapomniana- oszczędności, skromnego życia. "Dziedziczenie pozycji" było ograniczone do jakichś Kennedych, Bushów. Podobne zjawisko awansu materialnego i zawodowego było w Polsce doświadczeniem tylko jednego pokolenia. Mojego- 40+. Co sie stało? Kto czytał "No logo" ten wie, kto nie czytał niech przeczyta. Nie ma już w "Starym Świecie" i "Nowym Świecie" miejsc pracy w przemyśle, gdzie pracowity robotnik mógłby zarobić na utrzymanie. Usługi nie wchłoną takiej ilości ludzi. Tym bardziej, że miejsca pracy są zajęte przez bardzo liczny wyż obecnie 50-60 letni. Więc coraz wyższe zdobywane wykształcenie, przez coraz większą grupę młodych ludzi nie jest już tym, co dawało awans. Nie jest też rzeczywista potrzebą aż tak wielu młodych, jest desperacka próbą "przeczekania na studiach" i mało realną nadzieją, że dyplom to praca. Praca w drapaczu chmur, nie barze. Ta garstka nielicznych współczesnych Rockefellerów nic tu nie znaczy. I nigdy nie znaczyła. Potęga czy to Europy czy USA to były miliony tylko zamożnych, nie krezusów. I nie ma co sie łudzić, że jak się zabierze jednemu milionerowi, to się miliony nakarmi. Bolszewicy spróbowali, jakoś nie wyszło. Wcześniej jakobini- też kicha. Obraz obecny jest zły. I lepszy nie będzie. Uda się życie ułożyć nielicznym. Tym, co zawsze- najtwardszym charakterem, z najlepszym "domowym zapleczem" - nazwiskiem, znajomościami rodziców, pieniędzmi na studia na renomowanej uczelni. Masowego dotychczasowego awansu nie będzie. "Plazmę" trzeba będzie ukraść.
  • 2011-11-08 18:04 | joanna

    Re:Psycholożka o tym, co oburza oburzonych

    @sławczanie to nie komunizm chodzi, i o "awans społ." powojenny polski, co do którego mam inne niż Ty wyobrażenie o jego "wspaniałości". I o tym, co darmowe wykształcenie dało masie inteligentów w wytartym płaszczyku z Pedetu. Chodzi o nieco głębszy proces, który za tzw. Zachodzie trwa od dawna. Najbogatsi to jak potężne słonie. Narobią bałaganu ale plantacji nie zniszczą. Owady- tak. Bo jednostkowa chciwość a chciwość milionów to inny efekt. Od czasów powojennych lub Wielkiego Kryzysu trwa proces podnoszenia płac oderwany od wartości pracy a powiązany z działalnością polityczną i związkową. Zobrazuję to przykładem dobrze mi znanym. Członek mojej rodziny po wojnie został w GB, zaczął pracować w londyńskich dokach. Tam lśnią teraz drapacze Canary Wharf. Dlaczego nie statki? Bo walka związkowców o płace doprowadziła do zamknięcia przemysłu stoczniowego w Anglii. Kwitnie w Korei. Legenda Janosika świetnie się sprzedaje, pojęcie wyzysku też nie najgorzej. Tylko, że zbankrutowany właściciel stoczni poradzi sobie albo strzeli w łeb. Setkom jego pracowników tylko ten strzał zostaje albo pomoc państwa z podatków tych, którzy jeszcze pracę mają. Dopóki opłaca się ich zatrudniać, bo te podatki podnoszą płace. W pewnym momencie, opłaca się wynieść tam, gdzie ktoś będzie pracował taniej.Szwecja powiadasz? Volvo już chińskie, zegar tyka. Ten "straszny kapitalizm" potroił dochody wszystkich, robotników też, w 10 lat w wiktoriańskiej Anglii. Z nowszych przykładów leseferowskie rządy Reagana- warto przejrzeć dane. To wszystko działo się właśnie wtedy, gdy państwo i gospodarka miały minimalne powiązania. Gdy darcie podatków z twórców miejsc pracy nie było w modzie. I jest to logiczne- pieniądze pozostawione komuś, kto je umie mnożyć dają inny efekt, również w post. miejsc pracy, niż temu, kto je umie tylko wydać.Wydać na jak najtańsze, jak najliczniejsze gadżety wyprodukowane gdzie indziej. Nawet duże gadżety- samochody. Już nie z Detroit, którego właściwie nie ma- z 2 mln mieszkańców w zostało 600 tys. głównie emerytów, kolorowych. Nie ma pracy nawet za 5 $/h. Bo kiedyś zażądało się 15. Niestety, ekonomia jest jak fizyka- nie da się zmieniać ani politykom ani ambicjom.
  • 2011-11-09 06:07 | joanna

    Re:Psycholożka o tym, co oburza oburzonych

    @sławczanie wybacz, ale twierdzenia o "haraczu oddawanym przez Rockefellera" gdy ich podatek wynosił 7% (słownie siedem procent) w sumie dużo- pozostałe stawki w tym czasie to było 0 (słownie zero procent) lub 1 (słownie jeden procent) jest równie zabawne jak twierdzenie, że fabryka dr. Martensa była warsztatem (z Twojego opisu raczej manufaktura lub spółdzielnią) a uznanie rządów Reagana za "kurczenie się gospodarki USA". A wydawałoby się, że w czasach gdy wystarczy w googla wpisać parę haseł, ludzie będą więcej WIEDZIEĆ (znajomość faktów i danych)a mniej IM SIĘ BĘDZIE WYDAWAĆ.
  • 2011-11-12 18:20 | joanna

    nieposzanowanie...

    Kwestia czy ktokolwiek z nas osobiście popiera poglądy pani Nowickiej, czy ceni działalność pani Kopacz oraz wszystkich innych posłów i sanatorów nie ma już żadnego znaczenia. Jest po wyborach. Każdy miał możliwość się wypowiedzieć przy pomocy kartki wyborczej. Teraz jest czas żeby ten wybór uszanować. Panią Nowicka wybrali ludzie, którzy jej działalność cenią. Żenujące zachowanie posłów jest kwestionowaniem woli wyborców. Nie jest nim nieoddanie głosu, posłowie, jak i my nie muszą głosować na kogoś, kto im nie odpowiada. Natomiast dyskredytowanie osoby, czy to pomówieniami o materialne korzyści, czy to rozliczanie z wypowiedzi CUDZEJ jest zwykłym warcholstwem- "mi się osobiście nie podoba, co mi tam wola tych, którzy dali mandat tej osobie, zrobim jazdę." Nie jestem tym specjalnie zdziwiona, daleka od oceniania, że za taką demokrację jak Pawlakowa sprawiedliwość z "Samych swoich" należy winić Polaków i ich "historyczne przywary". Psuł te demokrację Wałęsa po chamsku traktując "niepokornych", psuły "fakty dokonane"- krzyż, religia w szkołach. To były demonstracje "co tam wola narodu, kto by tam pytał, my wiemy lepiej". Kto myśli inaczej-błotem obrzucić, korzyści zarzucić, przypiąć jakiś epitet. To nie demokracja, to pijacka pyskówa. "Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania." Czy ktoś jeszcze pamięta, że to jest właśnie demokracja i szacunek dla człowieka?
  • 2011-11-15 10:12 | joanna

    kto sieje wiatr, zbiera burzę

    Nie mamy już nastu lat i nie pamiętamy jaką chłonność na przekazy ma się w tym wieku i jakie przekonanie o swojej "racji" będącej zlepkiem średnio spójnych ale efektownych wizji i haseł. Lewica, prawica- ciekawe ilu tych osiłków może o swoich poglądach powiedzieć coś więcej niż "wszyscy kradną", "w tym kraju nie da się żyć", "Jan Paweł II był najwybitniejszym Polakiem" i "je..ć Legię (może być inny klub)". To jest pustka, w którą wlewa się nienawiść, brak szacunku dla ludzi i prawa. Są domy, które to robią, gdzie słowo "złodziej" to normalne określenie i na polityka i na sąsiada. To jest efekt oglądania przez młodych ludzi swoich rodziców "w akcji"- nabluzgania innemu kierowcy, ekspedientce - komukolwiek, kto podpadł krewkiemu tatusiowi. To jest pokazywanie od rana do nocy wypowiedzi Rydzyka wg nazistowskich wzorów, wyczyny retoryczne Kaczyńskiego i jego popleczników i byłych popleczników. To są "telewizyjne dyskusje", w których generalnie chodzi o to, by przeciwnikowi wypowiedzieć się nie dać, ew. ubliżyć. Od czau do czasu z bandziora trzeba zrobić patriotę i poręczyć za niego. Jest to nieustanna pochwała agresji, nieustanna promocja agresji. Przy totalnej bezkarności i pełnej tego świadomości. Bo zaraz ktoś usprawiedliwi, weźmie w obronę "bojownika". Bezkarnie tłukli dziennikarza czy policjanta radiomaryjni podstarzali bojówkarze, obrońcy krzyża i inna swołocz. Co rozpropagowano z lubością. Wielokrotnie pokazując jakieś ich "racje". Nigdy nie mówiąc, że jedyną racją "lania w mordę" jest obrona przed atakiem, jeśli inaczej go się uniknąć nie da.Innego usprawiedliwienia nie ma. I nie może być nim strach przed przyszłością a raczej je brakiem, który jest zupełnie zrozumiały, ale nikogo nie uprawnia do rwania bruku. Jak to chętnie będą podkreślać politykierzy węszący w tej młodzieży swoja hitlerjugend. Z lubością takich usprawiedliwień wysłuchają rodzice bandziorów czujący się kompletnie zwolnieni z wychowania, a traktujący ten proces coś jak hodowlę zwierząt gospodarskich- dać jeść, dach nad głową, ubranie i już. Coś na zakończenie- dwóch z zatrzymanych młodzieńców to uczniowie mojej koleżanki. W szkole, poza ogólna tępotą i brakiem zainteresowania dla nauki czegokolwiek ("a po co mi to") problemów nie sprawiali. Jednak "nawiedzona" (opinia matek) wychowawczyni wzywała rodziców na okoliczność ich wyczynów pod stadionem Legii (sama kibicuje). Jedyną reakcja było "a co szkołę obchodzi co uczeń robi po lekcjach." Teraz te panie przyszły po opinię wychowawcy- nagle "co szkołę obchodzi" jednak stało sie ważne.
  • 2011-11-19 06:47 | joanna

    ogólne wrażenie- dobry+

    Dużą zaletą programu jest realizm. To ma szanse przejść w Sejmie, nie przynieść kolejnych marszów, miasteczek i innych biwaków niezadowolonych. Podniesienie wieku uprawniającego do emerytury w taki łagodny sposób powinno być rozpoczęte wiele rządów temu. Nareszcie się stało. Sposób (zapożyczony z Hiszpanii) możliwie najlepszy w syt. dwóch potężnych piramid demograficznych- lat 50 i lat 80. Niewiele to zmieni w obecnej sytuacji- jeden wyż jeszcze pracuje, drugi szuka pracy, ale na przyszłość to dobre rozwiązanie. Również dla tych, którzy pracować chcą i mogą a uzyskanie prawa do emerytury jest dla pracodawcy pretekstem do zwolnienia "staruszka" bez względu na jego walory (ale za to "młodemu" da się najniższą krajową). Składka zdrowotna dla rolników a nie z budżetu czyli pieniędzy tych, którzy już zapłacili swoje składki a do tego podatek to krok w stronę sprawiedliwości i normalności. Bo to nie jest normalne, że kasjerka z "Biedronki" dokłada do rolnika. Analogicznie KRUS choć tu "kroczki bardzo drobne" są jedyne możliwe prze PSL-owskim i PiSowskim wiejskim elektoracie. Świadczenia "prorodzinne" w przypadku jednego dziecka powinny zniknąć przy znacznie mniejszym dochodzie (2x średnia krajowa) bo "odzyskanie" 1% dochodów takiej rodzinie nic nie zmieni, a zmienić mogłoby setkom czy tysiącom- wystarczy zainwestować je w żłobki, przedszkola, przy okazji dając pracę tym, którzy je zbudują i będą w nich pracować. I mamom, które pracy nie znajdą nie mając gdzie malucha zostawić. Mundurowi dostaną taki wiek emerytalny jaki od dawna mają ich koledzy w całym cywilizowanym świecie. Znów- dawno powinno się to stać. Bo 40-letni emerytowany żołnierz czy policjant to jakaś pomyłka- właśnie w tym wieku jest się najlepszym w tych "fachach" i najlepszym mentorem dla młodych. W ograniczenie biurokracji nie bardzo wierzę. Może się to udać w administracji rządowej, ale samorządy to inna bajka. Czasem jest to zatrudnianie "swoich pociotków" (specjalność PSL szczególnie) ale czasem "stary urzędas" nie poradzi sobie z nowymi zadaniami (szczególnie zw. z funduszami unijnymi, cyfryzacją) więc albo zatrudni się młodego albo kasa przepadnie.Diabelska alternatywa. "normalne emerytury" dla księży- duży postęp. Wyrwa w kościelnych przywilejach. Mała, ale w kraju licznych dewotów spod znaku Rydzyka i milionów konformistów antykościelnych na forach, "pobożnych" w życiu na większe działania nie ma co liczyć. Za parę lat- tak.
  • 2011-11-19 09:10 | joanna

    ad KRUS

    W 2008 roku zasady ubezpieczenia w KRUS zmieniły się, mocno ograniczając prawo do przywilejów rolniczych. Nie można być w KRUS mając działalność gosp. z której dochód rocznie wynosi obecnie 2.929 zł.(roczna kwota graniczna) czyli dochód pow. dwustu-coś złotych miesięcznie przesuwa rolnika do ZUS. Duże osiągnięcie poprzedniego rządu PO-PSL.
  • 2011-11-21 10:27 | joanna

    jako antyklerykał szczerze i głeboko wirezący

    Jestem antyklerykałem bo postawa kleru i totalitarnej instytucji kościoła do wiary chrześcijańskiej, do POSTAWY godnej chrześcijanina ma się nijak. Nie do zaakceptowania dla kogokolwiek, komu bliskie są wartości tej religii jest robienie z wartości chrześcijańskich ich skrótu- WC. Bezpardonowe łupienie potulnych parafian, jakby biedni czy dotknięci przez los byli na cele typu nowy "pałac Boży", tolerowanie robienia interesików na jakichś Licheniach (promocja garnków- jeszcze nie dostaliście takiej ulotki? Kwestia czasu) i innych eventach dla dewotów, totalny brak reakcji na przestępstwa kleru (molestowanie dzieci to jest zbrodnia zgodnie z polskim kodeksem karnym), manipulacja opinią publiczną począwszy od przedstawiania jakiejkolwiek krytyki kleru jako ataku na religię i samego Pana Boga, po ordynarne kłamstwa (emerytura księży jakoby "normalna" jest) i mobilizacja tępych bojówkarzy do kolejnych aktów nienawiści (żenujące sceny na pogrzebie prof. Geremka, obrona krzyża). Do tego małe grzechy powszednie- szantaż młodzieży niezadowolonej z lekcji religii lub jej jakości, sianie niechęci do nieprzyjmującego po kolędzie (moi sąsiedzi nie dali się zarazić), pogardy i wrogości do ludzi innych wyznań, zwykły grzech pychy- przekonanie o swojej wyższości i konieczności bycia traktowanym lepiej niż ta "tluszcza". Wygenerowała się i zdegenerowała się nowa kasta kapłanów na wzór imamów i szamanów faktycznie rządzących plemionami. Ja nad tym nie boleję. Żaden ksiądz czy prałat, żaden papież nawet nie jest mi potrzebny. Ani żadne stado bezmyślnie klepiące pacierze i fałszujące pod złoconym ołtarzem, bo "co by sąsiedzi powiedzieli" albo "bo tak trzeba". Ale Jezusa i tych, którzy oddali życie by nie wyprzeć się wiary to mi żal.
  • 2011-11-22 07:41 | joanna

    wspominki z komuny

    Drogi @ sławczanie To nie jest tak, że kościół w Polsce dostał przywileje ogromne bez przyzwolenia. Wszystko co opisujesz czyli zwykły konformizm i pseudo religijność społeczeństwa w ogromniej, przeważającej liczbie istniały wcześniej. To był grunt, który kościół wykorzystał wtedy i wykorzystuje dzisiaj. Argument za religią w szkole "przecież i tak prawie wszystkie dzieci na religię chodzą więc niech maja ja na miejscu" był prawdziwy. W moje klasie w podstawówce na 42 dzieci (takie były wtedy klasy) nie chodziła na religie 1 (słownie: jedna) osoba. Nie miała łatwo w klasie "komunijnej", wierz mi. I dlatego, że nie miała sukni typu "panna młoda" i imprezy typu "mini wesele" nie było i kasy w kopertach i roweru (poprzednik quada)i dlatego, że była "odmieńcem". I ślub kościelny był normą i chrzty i kolęda.Na liście instytucji cieszących się najwiekszym zaufaniem i szacunkiem kościół był nieodmiennie na pierwszej pozycji z nawet 90% (1989) Żadna organizacja nie odpuści walki o przywileje mając takie poparcie. Żadna władza nie będzie ignorować FAKTU istnienia takiej siły. Kościół sypie się, i posypie się dopiero wtedy, gdy społeczeństwo się unowocześni i przestanie kultywować swoje rustykalne obyczaje. W dużych miastach już to widać, zawsze są awangardą (wykształcenie, podróże) potem schodzi do coraz mniejszych ośrodków, wieś długo zostaje ostoją. To nie tylko polska specyfika. W mocno laickich Niemczech wieś chodzi na msze in corpore. (mieszkałam tam w sumie ponad 2 lata, moimi gospodarzami byli jedyni we wsi protestanci, nie byli "swoi" dla reszty katolickiej). Pozycja polityczna czy formalna kościoła nie będzie "w gestii władzy" WBREW FAKTOM SPOŁECZNYM nawet jeśli wynikają z tchórzostwa przed ciotką-dewotką i sąsiadami i próżności by mieć welon do ziemi. Wszędzie, gdzie Kościół stracił przywileje (Francja, Hiszpania) odbyło sie to pod presją społeczną, a nie przy jego wyczekującej postawie "nich nam zrobią dobrze, a my poczekamy równie pokornie jak się księdzu przymilamy'. Ale widzę pocieszające FAKTY coraz częściej- masowe w miastach nieuczestnictwo w lekcjach religii młodzieży licealnej, rezygnacje ze ślubu w ogóle lub kościelnego przez młodych inteligentów.Coraz niższe notowanie kościoła w ankietach opinii publicznej. Coraz mniej zapchane kościoły. Dopiero pogłębienie tego zjawiska da argument władzy. A to zależy od każdego z nas. Tylko tchórze czekają bezczynnie.
  • 2011-12-02 05:57 | joanna

    Re:Pomysły na ratowanie strefy euro

    Przemówienie jest faktycznie bardzo dobre. Ciekawe, że idee w nim proponowane jeszcze całkiem niedawno proponowali sami... Niemcy. Wtedy, kiedy Unia wydawała się tworem doskonale funkcjonującym. Teraz- dudy w miech. Możemy sobie być inicjatorem integracji, "opiekunem" Unii czy raczej jej wodzem kiedy wszystko OK, jak trzeba ponieść konsekwencje WŁASNEJ beztroski (o "twórczej księgowości" greckiej wiadomo wszak od jakichś 10 lat, o gigantomanii Berlusconiego niewiele krócej, o nadymanej gospodarce Hiszpanii czy Portugalii też), własnego łamania zasad bo "jakoś to będzie" to trzeba się wycofać bo "my-Niemcy sobie poradzimy". Bardzo niewygodny jest taki przywołujący do porządku głos, szczególnie, że świadomość kryzysu jest wsród Niemców mała, a możliwe konsekwencje rozpadu kompletnie abstrakcyjne.Podobnie jest w Polsce. A wystarczy sobie wyobrazić tylko brak dopływu gotówki z dopłat do rolnictwa, zatrzymanie na granicach handlu produktami rolnymi i przemysłowymi. Albo przypomnieć- u nas. To było całkiem niedawno.
  • 2011-12-03 05:13 | joanna

    nonsens polskich mediów

    Może mi ktoś wytłumaczy dlaczego owo przemówienie nie zostało opublikowane przez polską prasę? Dlaczego toczy się pseudodyskusja, przerzucanie sie mniej lub bardziej kosmicznymi opiniami, obelgami, pochwałami przed opinią publiczną, której można wciskać dowolny kit, bo nie zna treści? Czy już nikt nie pamięta, że rolą mediów jest informowanie a nie osobisty lans sz.p. dziennikarzy i ich popisy retoryczne typu mętny komentarz o czymś, czego czytelnik nie zna? Fakt, że najbardziej w naszej najnowszej historii komentowane wystąpienie nie jest publikowane w kraju, którego reprezentant je wygłosił świadczy nie o jakimś taplaniu sie w błocie narodowców. Świadczy o siedzeniu w bagnie "czwartej władzy". Przemówienie jest w całości na stronie MSZ, w pdf-ie. Prostym i pięknym językiem napisane. Angielskim. Spędziłam wczoraj wieczór tłumacząc je moim teściom, potem była ciekawa dyskusja. Ciekawa, bo o czymś- o treści. Dyskusje medialne są o niczym ot słowa, słowa, słowa. Owe 13 stron robi dobre i duże wrażenie. Szkoda, że nie może zrobić na tych Polakach, którzy języka nie znają na tyle dobrze, a tłumacza w rodzinie nie mają. Bo zdani są na polskich dziennikarzy- leniwych dyletantów, którzy nie wiedzą o czym piszą.
  • 2011-12-03 22:02 | joanna

    a kapitalista to obecnie kto?

    Pytanie z tytułu wydaje się nieco trudne w syt. gdy firma A- powiedzmy Chrysler jest własnością firmy B (tu: Fiata), która z kolei jest spółką akcyjną, której akcje może mieć każdy, kto je kupi więc stanowią aktywa wielu innych firm, osób prywatnych, funduszy inwestycyjnych i Bóg wie kogo jeszcze. Tak z grubsza wygląda struktura własnościowa obecnego kapitału. Prezes i inne figury sa zwykłymi najemnymi pracownikami, powoływanymi przez Zgromadzenie Akcjonariuszy. Owego tłustego kapitalisty przechadzającego sie po swoim i gwałcącego robotnice już nie ma.Co wydawałoby się dość fajne. Ale nie jest. Bo o ile jednoosobowy kapitalista tudzież wspólnicy-kapitaliści bywali paskudni, bywali i dobrzy- to osobista inicjatywa Henry'ego Forda dała robotnikom stawkę kilkakrotnie wyższą niz przeciętna, można dodać czy to inicjatywy Carnegiego czy właściciela papierni, który zapewnił wykształcenie Livingstone'owi. Czy była to rzeczywista dobroć czy strach przed zawiśnięciem na latarni- nieistotne. Współczesny kapitalizm bez kapitalistów to po prostu odpowiednik łańcucha pokarmowego. Z tą różnicą, że daje szanse na znalezienie sie na wyższym etapie i stanie się zjadającym ze zjadanego. Niektórym.Na samym dole jest pracownik często opłacany żenująco, traktowany obrzydliwie- przez kogo? Prezesa? Czy przez swojego bezpośredniego przełożonego, który musi się wykazać bo od tego zależy jego posada, ew. awans? Tak działa i sieć supermarketów i duża kancelaria. Idealne naśladownictwo okrucieństwa natury.
  • 2011-12-04 07:56 | joanna

    o języku

    @ wicur Dotarło i nie bardzo rozumiem co to za sensacja. Pomoc fachowca jest wyrazem profesjonalizmu osoby, która do niego się zwraca. Tak jak przedstawianie prawnikowi swoich życzeń co do zawartości umowy i zlecenie sporządzenia odpowiedniej treści. Profesjonalne jest również użycie takiego języka, który będzie zrozumiały dla odbiorców- anglojęzycznych osób w gronie słuchaczy było niewielu oraz łatwy do przetłumaczenia konferencyjnego. Można oczywiście zdawać się na swoje umiejętności retoryczne i bełkotać wyszukane frazy zamieniając rzeczowe wystąpienie w niezrozumiały dla większości retoryczny popis, z którego w tłumaczeniu i tak zostanie połowa. W kwestii angielszczyzny Sikorskiego wypowiedział się Oksford. Dla mnie to jest wiarygodna ocena. Choć zdecydowanie wolę Camerona. Ale Millibranda i Browna już nie. I dziękuję Bogu, że już nie muszę słuchać sz.p. Fotygi.
  • 2011-12-04 21:09 | joanna

    wspaniałe życie bez bogatych?

    Nie inwestują? A niby w co? W fabrykę butów? Które Chińczycy zrobią taniej? W tartak, który zablokują ekolodzy (pewnie słusznie)? Nie mam pomysłu, w co materialnego można zainwestować (co mnie nie martwi- brak środków). Inwestują w jachty i inne zabawki. Te jachty robi np. polska stocznia. Ponoć bardzo dobre. Co się stanie z jej pracownikami gdy bogate burżuje ku uciesze fanów Che Guevary (oczywiście tych nie mieszkających na Kubie, gdzie ów wybitny rewolucjonista osiągnął sukces, bo tam owych fanów jakoś brak) znikną z powierzchni ziemi? Co się stanie z pracownikami fabryki złotych sedesów, kremów za tysiąc $, ręcznie robionych samochodów (też w Polsce)? Będą zdychając z głodu pukać do bram jakiegoś wstrętnego kapitalistycznego kraju, o ile taki się jeszcze ostanie. Jak to było po każdej rewolucji z przedstawicielami "zwycięskiego proletariatu". Ryzykując śmierć w męczarniach jak uchodźcy z Kuby. Każdy z nas tworzy miejsca pracy- dla fryzjera, rolnika, sprzedawcy, robotnika. Ci, którzy konsumują dużo, tworzą ich dużo. Bo oni nie konsumują swoich produktów a produkty, których wytworzenie daje komuś zarobek. Może i kiepski ale jakiś.
  • 2011-12-05 06:48 | joanna

    o wyborach i wyborcach

    @ wiehu problem w tym, że za pieniądze bogatych robi się kampanie polityków coraz bardziej miernych za to efektownych dla najliczniejszego elektoratu, a tym nie jest klasa średnia a niższe, które łykają obietnice i pochlebstwa. Klasa średnia głosuje wszędzie na zasadzie mniejszego zła i tęskni za Churchillami czy Rooseveltami. Ale grubas i kaleka nie mają szans w politycznym konkursie piękności. Nie w wysokich podatkach jest sposób zwalczania nierówności. Krzywa Laffera sprawdziła się w praktyce. Nie w państwowych regulacjach typu płaca minimalna, które skutkują pracą na czarno, dziwnymi umowami lub "tylko" bezrobociem. Jest w ograniczaniu rozdawania zasiłków i zapomóg tym, którzy mogą pracować a przeznaczaniu pieniędzy podatnika na to, co miejsca pracy tworzy a służy wszystkim. Budowa dróg dała zatrudnienie tysiącom ludzi, ale mogłaby dać więcej gdyby przeznaczyć na nią więcej kasy, którą się rozdaje.Często ludziom, którzy nauczyli się lepiej żyć na zasiłku niż żyje ciężko pracująca kasjerka czy robotnik. Powiem więcej, jestem zwolennikiem zupełnie symbolicznego liniowego podatku. I pozostawieniem wysokiego VATu i wysokiego podatku od dóbr luksusowych. Bo wtedy pieniądze trafiają do przemysłu, usług, banków itd. a dopiero stamtąd do rąk urzędników jako CIT. Bo wtedy osoba legalnie pracująca nie będzie w pozycji frajera, którego dochody opodatkowane są dwukrotnie, a "lewizna" tylko VATem, nie będzie też w takiej pozycji w stos. do "biednego rolnika", którego dopłata unijna i dochody są nieopodatkowane.
  • 2011-12-10 06:37 | joanna

    Re:O liberalizmie w przechylonej na prawo Polsce

    Liberalizm nie narodzi się dopóki istnieć będzie "mit jedności narodowej" jako antidotum na wszelkie problemy. A my w tym micie tkwimy od pokoleń i to, co jest normą- spory, różnice poglądów traktujemy jako "skłócenie". A "inny pogląd" to jest "wrogi pogląd" i trzeba go zwalczać. Nawet jeśli mnie osobiście nie dotyczy problem, którego ten pogląd dotyczy. Po prostu ktoś nie może myśleć inaczej niż ja, bo... No właśnie, bo co? Tu jest sedno problemu. W tym "bo co?", na które trudno Polakom znaleźć odpowiedź. Jest to i kwestia "jedynej słusznej religii" a raczej systemu zakazów, który ze sobą niesie. Jest to i kwestia znacznie bardziej prymitywnego mechanizmu typowego dla społeczeństw postwiejskich, że innośc jest w jakiś sposób niebezpieczna dla ogółu. Dochodzą tu wielkie grzechy edukacji, gdzie uczeń, który ma inne zdanie w kwestii "kto był większym patriotą/ poetą/ pisarzem" choćby nie wiem jak dobrze uzasadnił swoje zdanie, polegnie w starciu z ministerialnym kluczem, a wcześniej nauczycielem, który nie rozumie, że można mieć inne niż powszechnie obowiązujące poglądy. Dochodzą tu media, które ku uciesze gawiedzi poprzez dobór dyskutantów urządzają zwykłe pyskówy na poziomie magla czy bazaru. I "przedstawiają" rzeczywistość tak, by przyciągnęło to widzów, a nie tak, jak faktycznie wygląda. Tworząc obraz wszechogarniającej niesprawiedliwości, afery, awantury. Na którą oczywiście lekarstwem jest jedność, solidarność i zakaz lub nakaz.
  • 2011-12-10 07:12 | joanna

    Re:Koleje, autostrady - Nowak sprząta po Grabarzyku

    Szkoda, że pan redaktor powtarza "niusy" co to się nie udało, choć już pewien sukces jest, że zauważył, że spory w tym udział ma poprzednik Grabarczyka. Jakiś postęp jest, Może kiedyś się czytelnik dowie, że ponad 700 km jednak powstało.Z ostatnim kawałkiem, oddanym już po odejściu Grabarczyka- 800 km. Na razie, pozostaje Wikipedia z aktywną mapą. Czy pan Nowak się sprawdzi, czy nie to czas pokaże. Do zarządzania dobrego to są potrzebne zdolności w kierunku zarządzania, doboru właściwych fachowców, umiejętność unikania ofert podejrzanie tanich i odwaga, by wybrać nie tanie a dobre. Może by tu i jakiś prezes jakiejś drogowej firmy nadał się bardziej, ale zdaje się, że nikt taki się nie pali do urzędniczej roboty za te "kokosy", które to stanowisku daje. Co jest zresztą zjawiskiem powszechnym wśród fachowców w ogóle, którzy jakoś nagle nie chcą zarabiać dużo mniej za wątpliwy zaszczyt bycia mynystrem i rządowej limuzyny (mają lepsze). A do Davos to można normalnie- na narty, niekoniecznie na konferencję. Ale jakoś nie widzę nieszczęścia w tym, ża zarządzaniem największą europejska potęgą zajmuje się chemiczka, a Anglicy nadal wielbią swojego Churchilla, którego tylko szkoła wojskowa nie wywaliła bo dobrze w polo grał.
  • 2011-12-10 08:47 | joanna

    Re:O liberalizmie w przechylonej na prawo Polsce

    Prawda. To co mamy w Polsce to "demokracja nieliberalna" - (doskonały opis: "Illiberal democracy" Fareed Zakaria) czyli większość nieszanująca wolności jednostki nawet, jesli ta nie zagraża nikomu. A większość to wcale nie jest równoznaczne z słuszność.Jakże często mniejszość ma rację! I problem w tym by mogła ją głosić nawet jeśli większości się nie podoba.
  • 2011-12-10 12:01 | joanna

    Re:O liberalizmie w przechylonej na prawo Polsce

    @ kibic odpowiem Ci, co to demokracja bez "liberalna": to demokracja grecka, gdzie większość skazuje Sokratesa na śmierć za poglądy. W naszej rzeczywistości to taka, która mówi czy homoseksualista może mieć męża, choć sama nie zamierza się z nim żenić. Która nie ogranicza się do stosowania własnego systemu wartości a zmienia je w prawo również dla tych, którzy myślą inaczej- aborcja itp. Która każe Ci mieć zapięte pasy bezpieczeństwa kiedy stoisz w korku, bo uważa Cię za głupka, który nie potrafi odróżnić sytuacji na drodze. Demokracje nieliberalna to po prostu dyktatura większości,brak szacunku dla wolności jednostki.
  • 2011-12-11 08:37 | joanna

    Re:Koleje, autostrady - Nowak sprząta po Grabarzyku

    @ axiom nie jest dyktatorem człowiek wybrany w wolnych i demokratycznych wyborach. Fakt, że Ci się nie podoba, nie ma znaczenia. Podobnie jak Sir Winston (czy jakikolwiek premier Wielkiej Brytanii) nie został wybrany bezpośrednio przez wyborców. Jesli podasz mi w ogóle jakikolwiek przykład kraju, gdzie wyborcy wybieraja premiera bezpośrednio to będę wdzięczna. Podobnie jak za podanie przepisu prawa, który mówi, kogo można zatrudnić na kierowniczym stanowisku (albo w ogóle jakimś). Nie chodzi mi o zatrudnienie kierowcy bez prawa jazdy. Oprócz rządzącyh krajami aktorów, chemiczek (dwie), lub absolwentów jedynie jezuickiego gimnazjum (Mitterand) znam jeszcze paru zupełnie zwykłych absolwentów np. muzykologii i filozofii będących świetnymi menedżerami. Na ministrów by się spoko nadali ale lubią to, co robią i kasę, którą z tego mają. A paru wybitnych specjalistów z dyplomami z czasów PiSowskich pamietam jako wybitnie odbiegających poziomem intelektualnym od przeciętnego studenta UW. Ma niekorzyść.
  • 2011-12-12 07:16 | joanna

    Re:Koleje, autostrady - Nowak sprząta po Grabarzyku

    Panie Andrzeju, całkowita długość autostrad gotowych wynosi 1098 km, w budowie jest 572 km, dróg ekspresowych jest 768 km, w budowie 712 km. W wiekszości przypadków "w budowie" oznacza znaczny stopień zaawansowania. Z tej liczby PiS ma ok. 40 km (które zamknięto w celu poprawki po kilku dniach). Przed rzadami PO mieliśmy coś ze 200-300 km z czego odcinek wybudowany za Hitlera od Wrocławia za Legnicę. Ja jeżdżę, to wiem. Ostatnio po całkiem sporej ilości km zorientowałam się już jestem w Niemczech bo kibelki gorsze i automatu z kawą nie ma na "zajazdce". Najbardziej lubie mieć za pasażerów mamę i teściów, ludzi po 70, którzy zachwycają się jakim pięknym i nowoczesnym krajem jest Polska. Przeżywszy większość życia w PRL nie spodziewali się, że dożyją takiej "rewolucji"- dokładnie tak mówią. Nie spodziewali się również, że kiedykolwiek stać ich będzie na zmywarkę. A juz na pewno nie na emeryturze- wysokość emerytur swoich rodziców pamiętają bardzo dobrze. Zgadzam sie, że PO nie rozreklamowała swoich osiągnięć. Ale czy mogła? hasło PRAWDZIWE "Polska w budowie" wyśmiane, media zajmujące się wyłącznie "nie udało się" (Grabarczyk odszedł bo nie udało sie 5% z czego zrobiono wrzask po prostu nieprzyzwoity). Co mogła PO zrobić? Bibułę na powielaczu drukować, cenzurą wprowadzić? Plujących jadem wiecznie niezadowolonych lepiejwiedzących nie przekona nikt. Wiecznie będą niezadowoleni, tak mają i już. Dalej niż nos własny nie widzą, inne niż własne opinie ich nie interesują. A czytanie psuje im wzrok. Nic poniżej raju nie zadowoli. A Nowak ma już na koncie bardzo dobrą decyzję- odrzucenie budowy nowego lotniska gdzieś w kartoflach między stolicą a Łodzią. Zauważył, że Modlin sie buduje, a w Okęcie zbyt dużo włożono by robić z niego port drugiej kategorii. Dobry znak. Ale takie trzeba widzieć a nie powtarzać swoje mantry z uporem idioty.Co i zwykłych ludzi dotyczy i mediów, które dostosowują sie do ich poziomu, nie do rzeczywistości.
  • 2011-12-12 21:35 | joanna

    Młodzi starcy

    Mam inne niż większość tu obecnych dyskutantów zdanie o emeryturze i obecnym wieku emerytalnym. To przekleństwo. Na szczęście mnie dopadnie gdzieś tak ok. 65 r. ż. A punktu widzenia zwykłego człowieka to znacznie wcześniejsze zdziadzienie, najpierw "po co będę się wysilał, uczył czegoś nowego, dbał o siebie, przecież zaraz emerytura". Potem- dni bezsensownie spędzone przed tv, brak kontaktu z ludźmi, która praca zapewnia, brak konieczności minimum zdyscyplinowania, chociażby by się umyć porządnie, uczesać- przecież nie trzeba wychodzić z domu. Proszę się rozejrzeć dookoła.Polski emeryt to na ogół zapuszczony starzec. Pracujący równolatek lub nawet starszy to człowiek dziarski i energiczny. Niemożliwośc pracy z powodów zdrowotnych jest podstawą do uzyskania renty, i tych nikt nie ogranicza. O ile jest to rzeczywista niemożliwość a nie zwykłe lenistwo. Problem pracy dla młodych istnieje. Ale załatwianie go metodą wywalania starych to naiwna wiara, że młodość oznacza wyższą jakość, wydajność. To może działa w przypadku roweru, ale ludzi- nie. Uczyli mnie nauczyciele po 60ce, rekordzista miał 70 lat (matematyk). Ten "geriatryk" miał 98% wychowanków na najlepszych uczelniach. Teraz kolejne roczniki młodzieży z tej samej szkoły uczą ludzie 30-40 letni. Na państwowe przyzwoite uczelnie nie dostaje się nawet połowa. Młodzi ludzie beż wątpienia są i zawsze będą siłą napędową innowacyjnych gałezi gospodarki. Ale te gałęzie wszędzie, nawet w Japonii są niewielkim ułamkiem gospodarki. Tam nikt im nie zajmie miejsca pracy, bo ono powstaje wraz z powstaniem jakiejś dziedziny. To,że wielu polskich 60 latków jest o kilkanście lat biologicznie starsza od ich rówieśników niemieckich czy francuskich to nie jest kwestia cięższej pracy. To jest kwestia zaniedbania- otyłości, lenistwa fizycznego, nałogów. I nastawienia do świata- marudzenia, poczucia niedowartościowania, braku poczucia sprawstwa, wyolbrzymiania swojej niedoli, nieumiejętności czerpania radości z życia. To jest "wielka zbiorowa depresja", niezależna od faktycznego stanu.
  • 2011-12-16 06:44 | joanna

    Jackowo, Greenpoint

    Przykład Polaków na Liwie jest nieodpowiedni. "Kwestia polska w integracji" to nie mniejszość od wieków zamieszkująca jakieś terytorium jak na Litwie a chicagowskie Jackowo czy nowojorski Greenpoint.Społeczności kompletnie niezintegrowane, żeniące się między sobą, gdzie i drugie i trzecie pokolenie mocno kalekim językiem miejscowym włada.Nieliczne wyjątki wyrywają się z tego zamkniętego świata i nie wracają.Dumnie nazywamy ich Polonią i chwalimy za zachowanie polskości, tradycji, religii itd. Oczywiście, zachowujący swoje obyczaje "obcy" w naszym kraju albo w ogóle w Europie to zupełnie coś innego. Nie, to dokładnie to samo. No może niedokładnie- USA nie jest państwem, gdzie można spoko żyć na socjalu, nie gorzej niż niejeden pracujący.Natomiast mechanizm tworzenia Jackowa i kolorowej dzielnicy w Europie jest dokładnie taki sam- błędne koło. Jakiemuś wujkowi się udało, jedzie za nim kilka, kilkanaście osób. Nie znając języka, nie mając pieniędzy na start, zamieszkuje wśród swoich, którzy pomogą, pracuje wśród swoich. Co nie sprzyja nauczeniu sie języka, poznaniu miejscowych obyczajów, zmianie swoich. Nikt tych ludzi siłą nie trzyma w Jackowach, nikt ich nie trzyma w USA w ogóle. Ale i nie wyrzuca, urodzili się tam i tyle. To samo różne China Town. Problem Europy jest o tyle inny, że bycie mniejszością zdradza kolor skóry a opinie, szczególnie o muzułmanach, kształtują zbrodnie dokonane przez garstkę. To tak jakby wyczyny Teda Kaczyńskiego- unabombera miały być wyznacznikiem postawy Polonii amerykańskiej. Taka wroga postawa powoduje jeszcze szczelniejszą izolację tej mniejszości. I mimo wszelkich regulacji prawnych- faktyczną dyskryminację. A każda grupa dyskryminowana wcześniej czy później na ulice wyjdzie, z koktajlami Mołotowa raczej niż transparentami. Bo trudno jest zaakceptować fakt, że jako trzecie pokolenie obywateli jakiegoś kraju jest się obywatelem drugiej kategorii. Szczególnie, jeśli przodkowie byli mile witani w kraju, który widział w nich tanią i dobrą siłę roboczą jak Turków w Niemczech. Werbowaną na potęgę. Jest to pat i cieszmy się, że nie mamy tego problemu.
  • 2011-12-22 10:58 | joanna

    Jarosław Kurek-na-kościele raczej

    Jarosław tylko się liczy, reszta to służalcy, którzy tylko przy nim coś znaczą (ew. odszczepili się kiedy "zrobili nazwisko"). Żadna to "prawica". "Ciemnica" to raczej. Poglądy Jarosława nie zmieniły się- zawsze chciał coś znaczyć w polityce. I tyle. Było na topie być za integracją (wówczas jeszcze EWG) to głosował za nią i gardłował aż miło (jako szef PC). Było wówczas w modzie byznesy kręcić, to kręcił (afera Telegrafu), prasę przejmować to przejmował (dobrze, że nie "Politykę" to sobie poczytamy). Było w modzie chcieć Wałęsę, szybko się podkręcił, Mietka Wachowskiego przekabacając. Było w modzie nie chcieć- pierwszy by kukły palić, Bolkiem nazywać. Niestety, taka nielojalność, knucie, kłótliwość spowodowała że ani środowisko polityczne ani ludzie o normalnym poczuciu przyzwoitości nie bardzo chcieli mieć coś wspólnego z takim człowiekiem. PC przepadło, w ramach AWS trochę ludzi prezia weszło. I poczęło się szukanie, co by tu wykorzystać, jaki by tu elektorat zdobyć. No i żoliborski inteligencik o proeuropejskich poglądach zmienił się w wodza "ludu ciemnego, który to kupił". A że w międzyczasie wyrosła potęga medialna toruńska, to się trzeba było podczepić, dawne dość antyklerykalne i lansujące świeckość państwa wypowiedzi zostały szczęśliwie zapomniane, bo i tak nikt ich zbyt uważnie nie słuchał ze względu na osobę autora. Potrzebował lud by ktoś przyklasnął przekonaniu, że Niemiec, panie, to zawsze hitlerowiec a przynajmniej Polakożerca, to prezio przyklasnął. Ruskie, panie, to chamy , pijaki i złodzieje- prezio nie będzie z takimi gadał. Nawet o mięsie, co tak uderzyło producentów, rolników. Ale co tam. Wiele by tu można dodać. Ale każdy zna nasze uprzedzenia, stereotypy więc wie, co prezes podsyca. To nie jest żadna ideologia polityczna to jest czysty populizm- mówi co ludzie chcą usłyszeć bo tylko to daje mu pozycje na której zarabia więcej niż prezydent RP. Co jest ważne jak nijakiej innej roboty na widoku nie ma.
  • 2011-12-27 19:37 | joanna

    wywiad, którego nie było lub "inspektor", który nigdy nim nie był

    Nie wierzę, że inspektor pracy posługuje się określeniem umowa- zlecenie a nie prawidłowym czyli umowa zlecenia (czyli czego? jak umowa sprzedaży a nie "umowa-sprzedaż" analogicznie do gramatyki "inspektora").Takie ludowe określenie umowy w ustach fachowca jakoby od prawa pracy wydaje mi sie równie niemożliwe jak określenie "ropne syfy" w ustach dermatologa. Umowy zwane śmieciowymi, czy jedyne, które są podstawą mojego zatrudnienia od ponad ćwierć wieku (etat tez był chyba ze dwa lata obok nich) są 1.reakcją na pazerność ZUS-u 2. kombinatorstwa pracowników. ad.1. osoba prowadząca działalnośc gosp. zapłaci składki od takowej ok. 548 ubez. społeczne, 240 zdrowotne, 50 fundusz pracy. Umowa zlecenia będzie oskładkowana jedynie zdrowotną.To nadal jest bardzo dużo, ale przy zarobkach pow. 3000 zł jest to już mniejszy haracz, więcej w kieszeni.Można opłacić IKE jak sie kto o emeryturę boi- jakoś bardziej wierzę funduszom niż ZUS. Przy młodym wieku i niezłych zarobkach to lepsze rozwiązanie. Stwierdzenie, że osoba bez etatu nie ma "lat pracy" to jakaś bzdura. Ma okresy składek i ich wysokość i to jest podstawa późniejszych świadczeń+ wiek uprawniający. ad.2- opędzam sie od propozycji umowy o pracę dość często. Z powodu powyższego + niechęć do "zabiurkowego odsiadywania swoich godzin". Propozycje jednak padają i powód jest jeden- jakos mi wierzą potencjalni pracodawcy, że nie będę znosić l-4 regularnie, jednocześnie będąc zdrowa na tyle by robić swoje w ramach działalności, robić sobie ekstra urlopy albo remonty a w tym czasie inni pracownicy dostana ekstra robotę w postaci mojej roboty, do której jestem "niezdolna". Postawa licznych symulantów i pań niezdolnych do pracy z powodu ciąży prawidłowo przebiegającej dała niezłą nauczkę niejednemu pracodawcy. W budownictwie, o którym tu "inspektor" prawi, "chorowitość" etatowców oraz ogólne opieprzanie się w pracy powodowało koszmar cen i absurd czasu wykonania. Z zasady solidni pracownicy, prawdziwi fachowcy etaty mają "na zatrzymanie w firmie". O umowach cywilnoprawnych, mających na celu obejście unijnych norm czasu pracy "inspektor" nie wspomniał, choć zastępowanie nimi umowy o pracę jest powszechne. Część wypowiedzi dot. spraw sądowych wskazuje na kompletną nieznajomość tematu, z orzecznictwem SN włącznie. O umowie decyduje treść nie nazwa, panie "inspektorze".
  • 2012-01-27 06:54 | joanna

    nic to z ochrona kultury nie ma wspólnego

    Do "ratowania kultury" to każdy cywilizowany kraj ma instrument w postaci prawa autorskiego, sądów i prokuratury. Jeśli skuteczność jest niska to tylko oznacza, że nie dość dobrze te służby działają. Albo, że twórca, którego prawa zostały naruszone wcale się tym nie przejmuje lub całkiem mu to pasuje bo wie, że na jednego złodzieja filmu czy piosenki znajdzie się 10 takich, którzy po obejrzeniu kawałka "pirata" kupią płytę.Coraz skuteczniej bronią praw autorskich same portale- czyżbyście Państwo nie trafili na "zdjęte" materiały, zamiast których pojawia sie info o przyczynie usunięcia? Opowiadanie o ACTA jako formie jedynie walki z piractwem jest równie sensowne jak twierdzenie, że ludzie, którzy mają wodę z wodociągu w domu nie kupują butelkowanej. Nie wierzę, że ACTA jest inicjatywą wytwórni show biznesu, gier itd. Zbyt dobrze wiedzą ile kasy można zarobić na wylansowaniu jakiegoś małolata, który w sieci wykona (bez tantiem) znaną piosenkę, o ile wzrośnie sprzedaż płyty, filmu , gry wylansowanej bez żadnych kosztów wytwórni w necie przez samych użytkowników. Przy kosztach normalnej reklamy, straty na prawach autorskich to pikuś. Po prostu internet stał się jedynym medium niekontrolowanym, w którym nie ma Murdochów powiązanych ze światem polityki, lansującym tych, którzy zapewniają wpływy i kasę.I to jest nie do przyjęcia dla coraz bardziej oderwanych od normalnego życia partyjnych, lobbystycznych karierowiczów, rekinów biznesu na rządowych zamówieniach. Grupa osób powiązanych z władzą od dawna oderwała się od "swoich wyborców" zainteresowana jedynie trwaniem przy swojej pozycji i w swojej grupie- stała się współczesną arystokracją. Dla takich wolność tych uważanych za motłoch zawsze będzie niewygodna.
  • 2012-01-27 07:15 | joanna

    Re:Wojna o ACTA okiem psychologa

    "Moim zdaniem próby blokowania rządowych stron są wandalizmem, który nie podoba się wielu protestującym, mnie zresztą też." Język Jerzego Urbana wraca- w latach 80-tych byłam wandalem bo mi się łaskawie panujący stan wojenny nie podobał. Tylko dlatego, że mamy demokrację nie oznacza, że muszą nam się podobać działania władzy. Zablokowanie stron było zwykłym aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa, który nie przyniósł za sobą ofiar w ludziach, niszczenia mienia itd. Bardzo mi się podobało, że ci którzy zostali wybrani by reprezentować naród dostali pstryczka w nos gdy zapomnieli o tym i uznali, że to od ich widzimisię zależy prawo w RP. A społeczeństwo to hodowla pieczarek- w ciemnicy trzymać, łajno podrzucać. Bardzo podoba mi się, że nareszcie młodzi ludzie znaleźli ideę, ktorej warto bronić. Nie tylko dążyć do posiadania markowych ciuchów, gadżetów- co zdaje się było jedynym celem wspólnym "plastikowych nastolatków". Może wyrośnie z tego kontrkultura. Nic bardziej ożywczego w historii ludzkości.
  • 2012-02-03 06:09 | joanna

    wszyscy chcą się kształcić ale niewielu-uczyć

    Poza zwiększonym dochodem organizatorów szkoleń o bezrobotnych, którzy uzyskają stypendia na "dokształt" a są tacy,którzy dokształcają silę latami we wszystkim- od pisania projektów unijnych po język migowy (normalnie- ludzie Renesansu) nic to nie zmieni. Pracodawca nie spojrzy nawet na certyfikat kursu księgowości absolwenta kulturoznawstwa kiedy ma absolwentów ekonomii czy rachunkowości na pęczki. A i z tych natychmiast wyeliminuje dyplomy z prywatnej "szkoły wyższej" gdzie byle czesne płacił to dyplom dostanie. Broniąc owoc ogłoszenia "prace magisterskie tanio piszę". Młodym ludziom i ich rodzicom zamarzyło się "wykształcenie" ale rynek pracy woli tych, "którzy coś umieją". Nie licząc oczywiście tych. którzy maja ustosunkowanych rodziców- typowe w miastach takich jak moje. Zamiast efektownych działań pozorowanych pieniądze powinny być zainwestowanie w szkoły i uczelnie. Od lat mamy braki lekarzy czy zwiększyła się liczba miejsc na uczelniach medycznych? Tak- o 10 (słownie dziesięć) w skali kraju w 2011 w stos do 2010 w przyp. przyszłych lekarzy, dietetyków 250. Ilu z nas korzysta z pracy dietetyka? Brakuje na rynku budowlańców, ale szkoły o takiej specjalizacji zamykano masowo w latach 90-tych i jakoś nie można ich reaktywować. W moim mieście liczba kandydatów na 1 miejsce do jedynej takiej szkoły była wielokrotnie większa niż do każdego z LO. Młodzi ludzie realistycznie oceniający swoje mozliwości intelektualne i rynek pracy i tak skazani na kiepskie liceum i pseudostudia. Wybory maturzystów tez od lat sa wyrazem niedojrzałości. Bo jesli ktoś chce studiować nierynkowe kierunki to nich sie potem nie oburza, że nikt go nie chce do roboty. Może i piękne jest studiowanie europeistyki ale to sztuka dla sztuki, nie dla pieniędzy. I wielu młodych ludzi doskonale o tym wie, idzie na studia podyplomowe. Ale nie na szkolenie dla bezrobotnych, gdzie poziom będzie nędzny a papier nic nie wart.
  • 2012-02-05 06:25 | joanna

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @xyz bez stoczni, hutnictwa jest większośc tzw. Zachodu. Górnictwo to jeszcze mamy, dochodowe- miedź i to, do którego "państwo" czyli my podatnicy i firmy z dochodowych sektorów dopłaciliśmy od początku transformacji 16 mld dolarów netto (róznica między dotacjami a podatkami i zusami płaconymi przez sektor). Koszt wydobycia węgla był większy niż cena jego sprzedaży. Była to ochrona miejsc pracy górników. Wcześniej te wspominane przez @Marcina huty i tysiące innych przedsiębiorstw mogły działać tylko dzieki nieustannym dotacjom i gospodarce autarkicznej. Tylko te działy, które produkują taniej niż na Zachodzie (przed Azją chronią jeszcze cła) mogą funkcjonować. Niestety, jedynym kosztem, który można utrzymać na niskim poziomie jest płaca pracowników. Cyt."bez badań i rozwoju nie mamy szans bycia silną gospodarką. Bez własnej produkcji." Absolutnie racja! Obecna produkcja wymaga tzw. mysli technologicznej. Dlatego przodują w niej kraje nie te, które mają surowce a te, które zainwestowały w wysoki poziom nauczania i ośrodki badawcze. Vide- Finlandia, Tajwan, wcześniej-Japonia. A my mamy szkolnictwo na poz. XIX wieku i dorywcze akcje doszkalające. I wcale niemało bardzo utalentowanych naukowców, którzy warunki do rozwoju znajdują poza Polską i tatmte gospodarki napędzaja swoją "myślą techniczną". Tylko kto rozlicza kolejne rządy z braku nakładów na oświatę? Przecież najważniejsze są autostrady. Porównaj stos. ilościowy artykułów, dyskusji w obu tematach. Nb. Finlandia jest trochę większa od Polski, autostrad ma dwa razy mniej.
  • 2012-02-05 20:15 | joanna

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @kaesjot Należysz do tych szczęśliwców, dla których gospodarka PRL jest tworem nieznanym. Ja w niej spędziłam więcej niż pół życia, nawet musiałam zdawac egzamin z ekonomii polit. socjalizmu czyli "nauki" abstrakcyjnej i absurdalnej. Pozwól, że przedstawię Ci pewne fakty. Może uwierzysz. Czy wiesz co to była Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej? Otóż organizacja splatająca gospodarki krajów demokracji ludowej- krótko mówiąc komunistyczne. Nie działały tu żadne zasady ekonomii- surowce i wyroby wzajemnie były sobie "sprzedawane" za tzw. ruble transferowe- twór nie będący żadnym pieniądzem, niewymienialne bez pokrycia w czymkolwiek, fizycznie nieistniejącym. To był nasz "rynek zbytu" bubli, to był nasz "import" bubli. Kompletna autarkia, wymiana towarowa z Zachodem praktycznie nie istniała i dot. "wsadu dewizowego"- kilku procent komponentów niezbędnych, których demoludy nie potrafiły wyprodukować. Nasze surowce nie szły "na Zachód", za bardzo były potrzebne "na Wschodzie", bardzo mały eksport "na Zachód" (skądś na ten "wsad dewizowy" trzeba było wziąć) były dotowane przez zadłużające sie państwo bo koszt wydobycia był znacznie wyższy niż na Zachodzie, kilkakrotnie wyższy niż zakup i transport z Australii i RPA. Dlaczego? Fatalna wydajność pracy w polskich (radzieckich też)kopalniach- wynikająca z awarii sprzętu made in ZSRR i konieczności sprowadzania części stamtąd a tam części nie było jak to w socjalizmie. Takie przestoje trwały długo podobnie jak powypadkowe (zawały, wybuchy były codziennością- miałam ratownika górniczego w rodzinie). Kosztem kopalni były też darmowe wczasy, mieszkania zakładowe, kluby sportowe, przychodnie, imprezy kulturalne, partycypacja w "gierkówce" i Bóg wie co jeszcze. Nie mieliśmy poza wódką żadnego towaru konkurencyjnego dla produkcji zachodniej jakością. Owszem, budowaliśmy maszyny, statki, samochody ale miały one szanse jedynie na rynku RWPG. Był taki dowcip o tym- w piramidzie, odcięte od świata przeżyło stado ptaków. Jak? Wzajemnie zjadały swoje g...na. Zachodni naukowcy mówili- niemożliwe, radzieccy uczeni wykrzyknęli "jak w RWPG!". Tylko w warunkach kompletnego odcięcia od reszty świata to mogło funkcjonować. Tylko bez świadomości społeczeństwa o dramatycznie niskim poziomie życia w porównaniu z Zachodem. Nad tym czuwała władza nie dając paszportów, okłamując społeczeństwo. To runęło, kiedy łgać się już nie dało. Mimo braku internetu do Polaków dotarło, że pensja nie musi wynosić 8 $ (słownie: osiem dolarów)- tyle zarabiała moja matka, a samochód nie musi być dobrem posiadanym przez kilka procent. Na 50 rodzin w moim bloku było w latach 80-tych 3 (słownie: trzy) samochody. Posiadane przez bardzo bogatych ludzi- cinkciarza (samobieżny kantor), przemytnika (okulary, ciuchy do ZSRR, złoto stamtąd) i pana, który miał brata w Niemczech, więc tam spędzał urlopy i zwolnienia lekarskie (stawka godzinowa przekraczała polska pensje miesięczną) a że był ubekiem to paszport dostawał. Mieszkanie "na wolnym rynku" za "bony" (sztuczne dolary) to był koszt zaledwie kilku tysięcy dolarów. Tyle, że to było tysiąc całych pensji. Albo mój urlop dziekański spędzony na myciu niemieckich kibli. Ja wiem, że to niewiarygodne dla współczesnych. Wiesz dlaczego moja 70 letnia mama jest szczęśliwa? Bo nigdy nie wierzyła, że normalnie, bez kolejki w sklepie najbliższym kupi sobie kawałek szynki, pętko kiełbasy, rajstopy czy majtki. Na co jej nie stać? Na to, na co NIGDY jej stać nie było albo czego nie było. A ja nadal nie potrafię wyrzucić butór, które tylko wyszły z mody, tylko są znoszone. Bo pamiętam jak na kartki mogłam kupić 2 (dwie) pary butów rocznie a na bazarze para byle czego kosztowała 3 tysiące a ja miałam 2 tys. na miesiąc.
  • 2012-02-05 20:16 | joanna

    Re:Pieniądze na pracę dla młodych - w błoto

    @kaesjot Należysz do tych szczęśliwców, dla których gospodarka PRL jest tworem nieznanym. Ja w niej spędziłam więcej niż pół życia, nawet musiałam zdawac egzamin z ekonomii polit. socjalizmu czyli "nauki" abstrakcyjnej i absurdalnej. Pozwól, że przedstawię Ci pewne fakty. Może uwierzysz. Czy wiesz co to była Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej? Otóż organizacja splatająca gospodarki krajów demokracji ludowej- krótko mówiąc komunistyczne. Nie działały tu żadne zasady ekonomii- surowce i wyroby wzajemnie były sobie "sprzedawane" za tzw. ruble transferowe- twór nie będący żadnym pieniądzem, niewymienialne bez pokrycia w czymkolwiek, fizycznie nieistniejącym. To był nasz "rynek zbytu" bubli, to był nasz "import" bubli. Kompletna autarkia, wymiana towarowa z Zachodem praktycznie nie istniała i dot. "wsadu dewizowego"- kilku procent komponentów niezbędnych, których demoludy nie potrafiły wyprodukować. Nasze surowce nie szły "na Zachód", za bardzo były potrzebne "na Wschodzie", bardzo mały eksport "na Zachód" (skądś na ten "wsad dewizowy" trzeba było wziąć) były dotowane przez zadłużające sie państwo bo koszt wydobycia był znacznie wyższy niż na Zachodzie, kilkakrotnie wyższy niż zakup i transport z Australii i RPA. Dlaczego? Fatalna wydajność pracy w polskich (radzieckich też)kopalniach- wynikająca z awarii sprzętu made in ZSRR i konieczności sprowadzania części stamtąd a tam części nie było jak to w socjalizmie. Takie przestoje trwały długo podobnie jak powypadkowe (zawały, wybuchy były codziennością- miałam ratownika górniczego w rodzinie). Kosztem kopalni były też darmowe wczasy, mieszkania zakładowe, kluby sportowe, przychodnie, imprezy kulturalne, partycypacja w "gierkówce" i Bóg wie co jeszcze. Nie mieliśmy poza wódką żadnego towaru konkurencyjnego dla produkcji zachodniej jakością. Owszem, budowaliśmy maszyny, statki, samochody ale miały one szanse jedynie na rynku RWPG. Był taki dowcip o tym- w piramidzie, odcięte od świata przeżyło stado ptaków. Jak? Wzajemnie zjadały swoje g...na. Zachodni naukowcy mówili- niemożliwe, radzieccy uczeni wykrzyknęli "jak w RWPG!". Tylko w warunkach kompletnego odcięcia od reszty świata to mogło funkcjonować. Tylko bez świadomości społeczeństwa o dramatycznie niskim poziomie życia w porównaniu z Zachodem. Nad tym czuwała władza nie dając paszportów, okłamując społeczeństwo. To runęło, kiedy łgać się już nie dało. Mimo braku internetu do Polaków dotarło, że pensja nie musi wynosić 8 $ (słownie: osiem dolarów)- tyle zarabiała moja matka, a samochód nie musi być dobrem posiadanym przez kilka procent. Na 50 rodzin w moim bloku było w latach 80-tych 3 (słownie: trzy) samochody. Posiadane przez bardzo bogatych ludzi- cinkciarza (samobieżny kantor), przemytnika (okulary, ciuchy do ZSRR, złoto stamtąd) i pana, który miał brata w Niemczech, więc tam spędzał urlopy i zwolnienia lekarskie (stawka godzinowa przekraczała polska pensje miesięczną) a że był ubekiem to paszport dostawał. Mieszkanie "na wolnym rynku" za "bony" (sztuczne dolary) to był koszt zaledwie kilku tysięcy dolarów. Tyle, że to było tysiąc całych pensji. Albo mój urlop dziekański spędzony na myciu niemieckich kibli. Ja wiem, że to niewiarygodne dla współczesnych. Wiesz dlaczego moja 70 letnia mama jest szczęśliwa? Bo nigdy nie wierzyła, że normalnie, bez kolejki w sklepie najbliższym kupi sobie kawałek szynki, pętko kiełbasy, rajstopy czy majtki. Na co jej nie stać? Na to, na co NIGDY jej stać nie było albo czego nie było. A ja nadal nie potrafię wyrzucić butór, które tylko wyszły z mody, tylko są znoszone. Bo pamiętam jak na kartki mogłam kupić 2 (dwie) pary butów rocznie a na bazarze para byle czego kosztowała 3 tysiące a ja miałam 2 tys. na miesiąc.
  • 2012-02-13 06:37 | joanna

    poczucie bezradności- to chyba to

    Oczekiwania Polaków są ogromne i nierealistyczne. Świadomość kryzysu- żadna, bo nie ma spektakularnych bankructw, masowych zwolnień, głębokich cięć. Bogu dzięki. Niby dobrze ale trudno jest, skoro tak jest super, zaakceptować, że nadal możliwości budżetu państwa są bardzo małe. Że te drogi, kolej, na które tak narzekamy to inwestycje, na które tak naprawdę nas nie stać. A przynajmniej, nie tak szybko jak sobie byśmy chcieli. Tempo budowy autostrad jest zresztą przyzwoite- reszta Europy nie budowała ich wcale szybciej. Tylko wcześniej zaczęła to teraz już ma. Na służbę zdrowia narzekamy, nie wiedząc, że składkę zdrowotną płaci 12 % (dwanaście proc.) społeczeństwa a korzysta 99%. Czy to są informacje, które docierają do społeczeństwa? Czy dociera tylko jazgot- "tego nie ma!", "to się nie udało!" Z którego wynika, że na wszystko jest, tylko rząd jest nieudolny. Udolny za specjalnie nie jest. Problem w tym, że wybierać ministrów p prostu nie ma z kogo. Nie garną się do takiej roboty ludzie, którzy mają wiedzę i umiejętności. Bo mają świadomość jak niewiele można zrobić mając przeciwko sobie jaśnie panujący Sejm, syt. budżetową, która oznacza, że wszelkie ambitne palny szlag trafi, bo nagle na realizację dostanie się o ileś tam mniej. I podniesie się jazgot, że miało być tak cudownie a nie jest. Po co to komu, kto może realizować się jako menadżer. I nie za te ministerialne 15 tys. brutto. Premier dostaje baty za wszystko- od faktu, że 20% młodych ludzi nie ma pracy. Jest to poniżej średniej europejskiej, ale kogo to obchodzi? Młodzi pracę maja mieć i to na etat i już. Tylko, że rząd nie tworzy etatów, poza administracją. Za co też mu się dostaje, choć 2/3 przyrostu liczby urzedników to zasługa samorządów, na które rząd nie ma wpływu. Kwestia urzędnicza jest zresztą nieco bardziej skomplikowana, w całej Europie. Kwestia wydłużenia wieku emerytalnego powoduje jeden wielki wrzask "nieeee". O nic więcej, żadnego pomysłu skąd w takim razie na te emerytury wziąć kasę. Gdzie jest opozycja z jakimkolwiek rozwiązaniem? Realnym, bo idea PSL "zwiększyć dzietność" to może jest realna przy hodowli trzody,gdzie można sobie zaplanować krycie.Szarych obywateli, którzy nie chcą pracować dłużej można zrozumieć, ale polityków, którzy podłaczają się pod protesty, nie proponując żadnej alternatywy- nie.Poza kategorią "populiści i karierowicze". To wszystko leje się z polskich mediów- totalna "propaganda braku sukcesu". Przekaz pozytywny, a byłoby co pokazać- nie istnieje lub lub z tak licznymi zastrzeżeniami, retorycznymi pytaniami, że pozytywny być przestaje. A człowiek, którego uważa się za odpowiedzialnego za tę sytuację sam wie, jak niewiele może. Z jednej strony chciałby, jak każdy, być doceniony, z drugiej- że to się stanie dopiero za wiele lat.Za bardzo wiele.
  • 2012-02-13 07:09 | joanna

    zabrakło jednego ważnego słowa- BÓL

    Ból nieustanny. Bo brak świadomości, kontaktu z otoczeniem chociażby przez płacz, czasem rozdzierające wycie,nie oznacza, że go się odczuwa. Choć niemożność wydobycia dźwięku, oczywiście, pomaga- opiekunom. A boli wszystko- uwierająca pielucha, fałda na prześcieradle, leżenie w pozycji, która akurat jest niewygodna, rura do intubacji, wenflon, i wszystko to co boli każdego z nas- czasem brzuch, czasem głowa. My bierzemy wtedy tabletki. Sami lub ktoś nam je poda bo możemy o to poprosić. Lekarze to wiedzą, rodzice w to nie wierzą. Lub, jak każdy z nas, nie są w stanie tego sobie wyobrazić.Lub liczą, że akurat ich dziecko nie czuje nic. Nieprawda. Czuje, choć nie potrafi tego wyrazić tak jak sparaliżowany (stracił również słuch i wzrok) Vincent Humbert "dyktujący" jedynym władnym palcem książkę "Dajcie mi umrzeć".
  • 2012-02-15 07:23 | joanna

    Bioetyczne ocenianie biedy?

    Jakoś ostatnio mam wrażenie, że prasa zmieniła się w jakiś "Przegląd Filozoficzny" gdzie zamiast podawać fakty, realne problemy, autorzy zajmują się dość abstrakcyjnymi rozważaniami. Składki zdrowotne płaci 12% (słownie dwanaście procent) Polaków, uprawnionych do świadczeń jest 99%. Niepłacący to: dzieci i młodzież do 18 r.ż. lub zakończenia nauki - 22%, rolnicy niemający pozarolniczych źródeł utrzymania, za których płaci budżet państwa czyli podatnicy- wraz z rodzinami uprawnionymi do świadczeń jest to 31%, bezrobotni- 12,5%, pozostali to uprawnieni do świadczeń współmałżonkowie ubezpieczonych. Czyli można sobie "bioetycznie" czy jakoś tam pofilozofować nt. jak za kasę płaconą przez tak nielicznych można zaoferować prawie wszystkim opiekę medyczną po kosztach typowych dla XXI wieku. Ten problem maja wszystkie kraje, które mają państwowy system opieki zdrowotnej. Wszędzie jest on niewydolny, choć w różnym stopniu. W zależności od stosunku płacących do niepłacących i realnej wysokości zarobków od których naliczana jest stawka. Są również tam systemy ubezpieczeń prywatnych,stanowiących coraz większe źródło finansowania świadczeń medycznych. U nas Służba Zdrowia to ciągle pole zmagań ideologicznych i wykreowanych na te potrzeby konfliktów. Co zapewne zmieni fakt, że wydajemy na opiekę zdrowotną najmniej w całej Unii.
  • 2012-02-20 08:55 | joanna

    Re:Czy będzie referendum w sprawie emerytur?

    Referendum nie zmieni faktów. Nie zmieni perspektywy naszych emerytur na poziomie głodowym. I nie ma co tu ględzić o "oszczędnościach" na urzędnikach bo to kwoty niewspółmierna do potrzeb. To oszczędzania na wacikach, które ma zgromadzić środki na chemioterapię. O syt. krytyczną syst. ZUS, o przywileje emerytalne oskarża się tych, którzy już ją zastali. Czyli w łeb lekarzowi, który podejmuje się leczenia pacjenta w stanie ciężkim, nie tych, którzy go nie leczyli wtedy, gdy było z nim lepiej. Np. pan Miller, którego rząd tematu emerytur i przywilejów nie podjął wiedząc, że to mu nie przyniesie poklasku. Nie za czasów Tuska na emeryturę wojskową przeszedł mój sąsiad wówczas starzec 37 letni, jego teściowa urzędniczka państwowa 55 letnia, nie za czasów Tuska a w latach 90-tych pracowałam w szkole, w której większość kadry to byli emeryci- wiek 52-60, pobierający emeryturę (należała się po 30 latach pracy w tym 15 w szkolnictwie). Dwadzieścia lat trwa nieprzerwane drenowanie syst. emerytalnego przez ludzi w sile wieku. Nie 4 lata. Dlatego jest tak źle teraz. Dlatego będzie beznadziejnie ( zapewne wariant grecki) za lat naście. Niech ten rząd TEŻ NIC NIE ZROBI. Spoko, w Polsce tak się zdobywa popularność. A nami, czyli emerytami za lat kilkanaście zajmie się inny rząd.
  • 2012-03-02 11:06 | joanna

    Re:Po co nam reforma emerytalna? Mówi minister pracy

    Im więcej czytam o emeryturach tym większe mam poczucie, że czytam jakąś literaturę fantastyczno-naukową. Czego mi brakuje by był to w miarę rzeczywisty obraz: 1. odziedziczyliśmy liczną grupę, której składki (i podatki) zostały przetrwonione przez system komunistyczny. Ci ludzie nie umarli wraz z systemem księżycowej ekonomii. Nasze składki szły i idą na ich świadczenia. Czasami sa to ludzie, którzy pracowali bardzo ciężko i bardzo długo- na naszą rzecz. Za bardzo małe pieniądze. 2. lansowanie rodzenia dzieci to przekładanie na ludzi modelu hodowli trzody chlewnej- będzie prosiak musi być zysk. Nie musi, nawet jeśli skłoni sie ludzi, których "stać na drugie dziecko" by nie kupowali drugiego samochodu/większego mieszkania co zwykle robią zamiast sie rozmnażać. Tak myślały poprzednie nic nie robiące z emeryturami rządy czekając na wyż, który właśnie nadszedł. Tylko zamiast płatników składek okazał się poborcą pomocy społecznej lub nadal jest utrzymywany przez rodziców, dotowany szkoleniami itd. lub pobiera zasiłek. A przez poprzednie lata korzystał z podatków i składak naszych. Czyli, nawiązując do trzody- prosiak jadł, był leczony a jako tucznika sprzedać go nie ma komu. A jeść musi nadal. Lansowanie dzietności to będą kolejne dołki i górki demograficzne jak są "świńskie" , nic to nie zmieni. 3.system dla każdego zawsze jest systemem do niczego szczególnie, gdy pochodzi z poł. XIX wieku kiedy ludzie żyli o połowę krócej a dzieci mieli 2-3 razy więcej (też nie dożywających wieku emerytalnego) czyli nasz wzorowany na bismarckowskim. Reforma z 1999 trochę go zmieniła ale nadal było to łatanie dziurawej opony w starym gracie- trochę jeszcze pojedzie. Tymczasem należało zachować ZUS, jednocześnie otwierając rynek ubezpieczycielom prywatnym. Nie jako jakieś OFE zbierające z opóźnieniem wpływające skrawki składek, a minimalne składki do ZUS i reszta do dowolnego ubezpieczyciela. W dobrowolnej wysokości. Przejściowo byłoby trudno wypłacać emerytury już uprawnionym, musiałby to robić budżet. Ale przecież i tak musi. Wielkim fanom etatu i państwowej emerytury życzę miłego liczenia i "rozkminki" przyszłych świadczeń. Za szczególnym uwzględnieniem zatrudnienia w ZUSie i wyposażenia tych luksusowych instytucji. Ja wolę swoje "śmieciowe umowy" od ponad 20 lat i swoja kasę zaoszczędzoną na składkach a odłożoną w bankach (gwarantowane przez państwo jak i te emerytury a za to oprocentowane). Korespondencję, w której ZUS mnie informuje, że dostane jakieś dwie stówy emerytury traktuje tak jak zasługuję- na opał. 4. panu Pawlakowi i jego wierze w opiekę dzieci życzę by odwiedził domy starców lub szpitale. I zastanowił się jaka mamy gwarancję, że swoich dzieci nie przeżyjemy lub, że to one nie staną się niezdolne do pracy. Mam inną obserwację: ludzie, którzy mają mało dzieci dziwnie rzadziej potrzebują ich pomocy finansowej na starośc. Nawet przy kiepskiej emeryturze. Bo dzieci kosztują duzo zanim zaczną zarabiać. Kosztują wszystkich- edukacja, ochrona zdrowia. I matołek, który stanie się bezrobotnym absolwentem Bóg-wie-czego-znawstwa kosztuje z grubsza tyle samo co dobrze zarabiający, kompetentny człowiek. Krasicki sie kłania "ródź ty siedem, cztery dwa. Ja jednego- ale lwa". Bo ten "lew" będzie płacił podatki wielokrotnie większe niż dzieci prostych ludzi. Bo "lwica-matka" spędzi więcej czasu na pracy i płaceniu podatĸów a mniej na pobieraniu świadczeń macierzyńskich. "Małodzietni rodzice" to są ci, którzy mają oszczędności. Również na starość. Fajnie jest poczytać sobie emerytalne opowieści z mchu i paproci. Ale lepiej pomyśleć- o sobie. I nie udawać jak politycy, że kogokolwiek z nas interesuje emerytura nie nasza.
  • 2012-03-03 05:43 | joanna

    Re:In vitro - najważniejsze dylematy

    Naprawdę myślicie, że bezpłodne są tylko osoby zamożne? Zepsute starzejące się babska, którym się nagle dzidziusia zachciało? Czy może obecna sytuacja powoduje, że na tę procedurę po prostu tylko takich stać a bezpłodne pary niezamożne po prostu muszą cierpieć? To bardzo okrutny sposób dzielenia ludzi na tych, którzy "zasługują na dziecko" o tych "którzy niech sobie kota kupią"- według portfela. Pisanie o łatwości adopcji to bzdura- domy dziecka są pełne, ale dzieci małe, które prawnie nie mają rodziców to wielka rzadkość. Sieroty naturalne są adoptowane przez członków rodziny natychmiast, w domach dziecka wegetują latami takie, których rodzice nie zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Proszę powiedzieć "nie będę płacić za twoją fanaberie posiadania dziecka" rodzinie, która od 5 lat stara się o adopcję bezskutecznie, a wydała na in vitro, które się nie powiodło 20 tys.Spłacają ten kredyt od lat.Proszę im powiedzieć, że nie zasługują.
  • 2012-03-03 06:50 | joanna

    Re:Po co nam reforma emerytalna? Mówi minister pracy

    @ samizdat' niczego nie musimy "odwracać"- lepsza sytuacja ludzi, którzy mają dzieci mało lub wcale jest faktem (podobnie jak lepsza sytuacja dzieci z takich rodzin). Przez całe lata, począwszy od przedwojnia lansowano model rodziny małej a dbającej o "poziom". Co się zmieniło? Kraj się wyludnił? Nie. Po prostu los indywidualnego człowieka przestał być ważny, zaczęła "polityka społeczna" A raczej, po prostu, polityka. Po komunie mieliśmy odziedziczone wiele przywilejów, których nie zmieniono- górnicy, nauczyciele, mundurowi, kolej (wszyscy pracownicy więc kasjerki też), zakłady, które to sobie jakoś "załatwiły" + niezmierna łatwośc otrzymania renty (np. tzw III grupa inwalidzka czyli "zdolny do każdej pracy, tylko go coś boli czasem"). Za komuny problemu nie było- pieniędzy mało, maszyny w Mennicy w ruch i po sprawie.Zaczął sie gdy złotówka zaczęła byc realnym pieniądzem a nie czymś wymienialnym na transferowe ruble i waluty "bratnich krajów". Nagle okazało się, że pieniędzy po prostu nie ma, a uprawnionych do świadczeń jest dużo. Ale nie można odbierać przywilejów, bo 1. bezrobocie, 2. przegra się wybory, 3. demonstracje. Łatano dziury prywatyzacją i pompowaniem w system emerytalny pieniędzy, które powinny być inwestowane w gosp. W końcu to siadło i dopiero wtedy (za okropnego Tuska) zaczęto ciąć przywileje, o ile Sejm i prezydent (poprzedni) pozwolił. Tak stracili prawo do wczesniejszej emerytury nauczyciele (2009), tak skończono z KRUSEM dla każdego, kto miał kawałek ziemi a pracował (2009). Próbowano z mundurowymi- padło w Sejmie. Moment, kiedy cały system emerytalny oparty na państwie należało wywalić to był 1990 rok. Wtedy należało go zastapić systemem indywidualnym. Projekt był, ale inne były "zainteresowania" pierwszych Sejmów, rządy trwały krótko (Mazowiecki- 16 mies., Bielecki-11, Olszewski-7,Pawlak- miesiąc i dwa dni, Suchocka- 14 mies. itd). Jedyny, który miał czas reformować to był Buzek ale wyszło tyle ile łaskawie Sejm pozwolił. Ludzie, którzy opracowali system emerytalny z sensem, dawno już wtedy odeszli, zniechęceni poczuciem bezradności, oporem związków zawodowych bardzo jeszcze silnych, Wałęsy do 1995, durnościa kolejnych Sejmów, które wolały dyskusje o aborcji, dekomunizacji i inne "ideologie". Podobnie uwalono Służbę Zdrowia. Szkoda.
  • 2012-03-09 07:21 | joanna

    jakość "matariału ludzkiego" nie liść się liczy

    Właśnie widzimy jakim "szczęściem dla kraju" jest obecnie wchodzący na rynek pracy wyż demograficzny lat 80-tych. W świetle tych obserwacji twierdzenie, że "jak dużo młodych to dobrze" jest po prostu śmieszne. Mam po sasiedzku 3 braci dwudziestokilkuletnich niepracujących bo kiepsko z kwalifikacjami, co jest reguła w rodzinach, gdzie ilość dzieci nie pozwala ich dopilnować w nauce, posłać do szkół językowych, utrzymać na studiach w Warszawie czy innym mieście uniwersyteckim. Jaki mamy zysk z takich osób? To że nasze podatki szły na ich szkoły, przedszkola, opiekę zdrowotną a oni podatki od najniższej krajowej zapłacą Bóg wie kiedy? Matka nie pracowała nigdy, bo tak liczna rodzina to wyklucza. Zysk? Czy dobrze wykształcony, dopilnowany jedynak nie dołoży więcej do budżetu, kosztując przy ty podatnika mniej przez dwadzieścia parę lat życia kiedy nie pracował? Mamy się rozmnażać bezmyślnie by produkować kolejnych emigrantów na zmywak? Jakoś chińska polityka jednego dziecka nie rujnuje tego kraju. Metod, oczywiście nie pochwalam. Też przez dziesiątki lat "produkcja młodych Chińczyków" była głównie na eksport- do najgorszej roboty za grosze.
  • 2012-03-09 19:13 | joanna

    Ideologia v/s fakty

    @podatnik, Masz rację. Skąd nam się wziął taki tłum świadczeniobiorców? Z wyżu demograficznego lat 50-tych. Wtedy też nawoływano do mnożenia się początkowo, by w 1956 zalegalizować przerywanie ciąży bo przyrost naturalny przybierał formę klęski, z którą nie radził sobie ani system Służby Zdrowia, ani edukacji. Teraz nie radzi sobie budżet, rynek pracy. Wiara w cudowna zmianę jest czystą ideologią. Faktem -jest coraz mniejsze zapotrzebowanie na pracę. Wiele posad po prostu znika- bankowość elektroniczna, podobnie e-urzędy, zmechanizowanie produkcji, poczta elektroniczna- to tylko najprostsze przykłady,tego się nie cofnie ani nie zatrzyma.Przybędą nowe bezobsługowe formy- jak teraz kasy bez kasjerek. Do opieki nad seniorami nie będzie potrzeba importowanej siły roboczej. Bo będzie mniej miejsc pracy w żłobkach, przedszkolach, szkołach. Zresztą, moment utraty sprawności i konieczności tego podania szklanki herbaty przesuwa się z każdym rokiem. I na Zachodzie i u nas. Moi dobrze po 70 rodzice, teściowie to są ludzie sprawni ruchowo, intelektualnie, potrafiący korzystać z nowoczesnych technologii. Pracują! Ta grupa, na razie niezbyt liczna,będzie rosnąc bo dostęp do nowoczesności jest nieporównywalnie większy, stymulacja mózgu dłuższa i bogatsza. Możliwości medycyny również. Ileż chorób wyniszczało organizm naszych rodziców, które u nas leczy się szybko i skutecznie. Którym możemy zapobiegać. Podatków nie można podnosić jeśli chce się mieć miejsca pracy legalne i w kraju. Prawa ekonomii są niezmienne, udowodnione empirycznie. Żadne "chciejstwo" ich nie zmieni. Podobnie, jak psychologii człowieka. Chcemy mieć kogoś, kto szklankę wody poda? Jedynak poda. Bo nie ma na kogo zwalić tego obowiązku. A gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.
  • 2012-03-29 07:59 | joanna

    dyrdymały socjalistów w XIX wieku

    To jest nasz system emerytalny. Po prostu. Niestety, do tego,że "państwo ma zapewnić starość" i w ogóle zajmować się wszystkimi jak dzieckiem niepełnosprawnym umysłowo to wszyscy (również w reszcie Europy) zdążyli sie przyzwyczaić. Jest jeden problem- to nie są "państwowe pieniądze" to są NASZE PIENIĄDZE. A to czy jesteśmy na tyle dobrzy, by ktoś nas chciał do pracy to jest NASZ PROBLEM. I pretensje do państwa, że ja nie mogę znaleźć pracy (zarabiam za mało, maja praca jest ciężka) to są dziecinne pretensje, po prostu. Człowiek dorosły oczekujący opieki państwa to mentalny dzidziuś. Nieco inaczej jest z emeryturami czy opieką zdrowotną bo tu nas państwo zmusza pod groźba komornika do płacenia składek więc mamy prawo oczekiwać świadczeń. Tylko, że jak ktoś uważa, że akurat on sobie popracuje do 55 czy 60 roku życia a emeryturę ma mieć taka samą jak pracujący dłużej to prezentuje mentalność pasożyta. Bo to nie państwo płaci na jego świadczenia a my. To nie jakaś Arabia Saudyjska czy Emiraty Arabskie, że państwo w postaci rodzin panujących ma dochody z ropy i po uważaniu je rozdaje. Nasze państwo ma do rozdania tylko nasze pieniądze.I syt. kiedy rozdaje je niezależnie od naszych wpłat a zależnie od tego, ile ktoś chce jest równie nieuczciwa jak bank, który by wszystkim wypłacał po tysiac złotych, wszystko jedno czy uzbierali 300 zł czy 100 tysięcy. Dlatego "emerytura kapitałowa" jest rozwiązaniem w miarę sprawiedliwym- masz na koncie tyle i tyle, dzielimy przez statystyczną liczbę lat i to jest wysokość świadczenia. Super, niech nie będzie wieku emerytalnego, albo niech będzie niski- podzielmy zgromadzone środki przez lat nie 10, 15 czy ile tam wychodzi. Podzielmy przez 30 bo ktoś chce być młodym emerytem. Zgodzi się emeryturę 200 czy 300 złotych, czy chce mieć taką żeby "se pożył" i niech "państwo dokłada" z naszych składek, z naszych podatków zamiast inwestować je w infrastrukturę, szkolnictwo, szpitale? To jest sprawiedliwość? Chyba wg Kalego. Nie podoba mi się ten bismarckowski system emerytalny, jest przestarzały i niesprawiedliwy (nie ma dziedziczenia kapitału, jest minimalne świadczenie). Bo oparcie czegokolwiek na "solidarności płatników" zakłada, że się poczuwają do niej. I do odpowiedzialnośc za swój los. Nie ma ani jednego, ani drugiego. Jest "mi sie należy". Co by mi odpowiadało- jednorazowy przelew zgromadzonych środków na moje konto. Bo to sa moje peiniądze i jak mnie szlag trafi przedwczesnie, mój syn czy mąż powinien miec do nich takie samo prawo jak do innych moich pieniędzy. A nie pójda sobie na wypłaty dla ludzi, którzy byc może za wiele trudu sobie nie wydali by uzbierać na starośc. Dlaczego tak nie można zrobić, dać ludziom możliwość dysponowania swoim? Bo tego kapitału nie ma. Sa "zapisy na koncie". I nigdy nie będzie, wypłaty z bieżacych wpływów tylko.
  • 2012-03-30 06:31 | joanna

    Re:Co o emeryturach 67+ sądzą kobiety 38+

    @Marcin Niedługo słowo "leń" chyba zniknie z języka. Już je rzadko słyszę. Bo leniuchowanie to już jest lansowany, "właściwy sposób na życie" a "robota to głupota". Nikt z mojej rodziny nie przeszedł na emeryturę wtedy, gdy mu przysługiwała,wcześniej nie kombinował jakby tu na L-4, zawsze starał się by ta robota była wykonana najlepiej jak się da. Nawet jeśli to oznaczało pracę ponad ustawowe 8 godzin. Kiedyś reakcją było nazywanie takiej osoby "solidną, ambitną, obowiązkową, pracowitą, zaangażowaną". Teraz to "pracoholik" lub "frajer". A jak dzięki takiej pracy, a wcześniej solidnej pracy nad zdobyciem prawdziwego wykształcenia i kwalifikacji, czegoś się dorobi to awansuje na "złodzieja".
  • 2012-03-30 10:09 | joanna

    Re:Co o emeryturach 67+ sądzą kobiety 38+

    @wnukmarek Właśnie dlatego, że inny był i wiek kiedy zaczynano pracę i inne warunki życia, nie mówiąc o możliwościach medycyny- wiek emerytalny był inny. W Polsce. Bo w Skandynawii, to 20 lat temu już było to samo 67 a teraz myślą nad 72. Bo ten wiek, kiedy człowiek staje się niezdolny do pracy po prostu się zmienia obiektywnie- biologicznie. Z tego powodu dokładnie wszystkie kraje europejskie wiek emerytalny podnoszą. Bo większość obecnych 70 latków jest w lepszym stanie zdrowia, sprawności i umysłu niż 50 czy 60 latkowie kilkadziesiąt lat temu. Oczywiście jest mniejszośc, której zdrowie nie pozwala pracować i renta w takich przypadkach jest całkowicie uzasadniona. Dokładnie tak samo jak w przypadku niezdolnego do pracy 40 latka (czy młodszego). Ale system emerytalny w państwie nie jest systemem dla dotkniętej nieszczęściem mniejszości. Może wydawac się, że o wiele sprawiedliwszym jest nabywanie uprawnień emerytalnych na podstawie stażu pracy, nie wieku. Bo faktycznie absolwent zawodówki w momencie przejścia na emeryturę będzie miał za soba co najmniej 6 lat pracy niż absolwent studiów. Byłabym za tym, choć należę do tej drugiej grupy. Dlaczego takiej opcji nie przewidziano? Nigdzie w Europie. Bo to właśnie ten czas pozostały do przeżycia jest kosztem, który nie do udźwignięcia. Sprawiedliwość ustępuje przed bilansem księgowym. Niestety.
  • 2012-04-03 09:35 | joanna

    racja, Werbalisto !

    Dowcip był na poziomie buraczanym (przełączyłam stację) natomiast nie nawoływał do nienawiści na tle rasowym co jest przestępstwem i słusznie. Każda osoba ma prawo dochodzić swoich praw przed sądem natomiast nakładanie kar w imię źle rozumianej politycznej poprawności to zupełnie co innego. I skutek jest paskudny- odbieranie prze ogół mniejszości jako grupy przewrażliwionej na swoim punkcie, domagającej się szczególnej ochrony. A przecież to nie ten pan wnioskował o ukaranie tylko KKRRiT postanowiła "zrobić mu dobrze". Czy protekcjonalne traktowanie osób, które wcale o taka "opiekę państwa" nie proszą jest aby na pewno wyrazem równego traktowania obywateli? Też jestem mniejszością, tez należę do grupy wykpiwanej w dowcipach- blondynką. Jak sobie kiedyś zażyczę, by nie opowiadano przy mnie takich żartów to to powiem. JNa razie proszę tego za mnie nie robić bo nie jestem ubezwłasnowolniona i mam pełnię praw obywatelskich. A te dowcipy często mnie śmieszą.
  • 2012-04-27 07:45 | joanna

    Polska szkoła bezrobotnych

    Tych bezrobotnych produkuje nie tylko uczelnia, produkcja zaczyna się w szkole, nierzadko w przedszkolu, produkcja w dużym udziałem domu. Uczelnia to ostatnie, najmniej ważne ogniwo. Tam trafiają już ludzie ukształtowani w określony sposób. Sposób fatalny. CAŁY system edukacyjny promuje oszustów, konformistów i minimalisŧów. Jestem byłą nauczycielką- nie wytrzymałam. Prowadzę zajęcia na uczelni- jeszcze. Nie wytrzymuję. Czego nie wytrzymuję? Ciągłej presji na obniżanie wymagań, na przymykanie oka na ściąganie, akceptowanie prac niesamodzielnych. Presja na wszystkich etapach edukacji wywierana jest zarówno przez rodziców czy samych studentów, jak i władze szkoły czy uczelni. Prowadzącego zajęcia przywołuje się do porządku bo ma przecież... złe wyniki! Uczniowie maja pały, studenci nie zaliczają to przecież oznacza, że nie nauczył. Pewnej części ludzi nie da się nauczyć zbyt wiele bo intelekt jak wzrost- nie każdy wysoki. Ale jest ambicja by matura była, dyplom uczelni- to ci mało zdolni kombinują. Od początku- od 6 za rysunek wykonany przez mamusię, poprzez ściaganie, spisywanie z netu, w końcu- kupioną prezentację mat. Ci zdolni widząc, że się da- szybko się uczą jak się nie wysilić. Tym bardziej, że oszustwo często skutkuje lepszą oceną. Nie łudzę po latach doświadczenia- młodzież, która ma ambicje zdobycia wiedzy i umiejętności jest bardzo nieliczna. I znajduje pracę bez trudu. Natomiast dla kombinatorów jest to pierwsza weryfikacja ich braku wiedzy, praktyk załatwianych na zasadzie czekoladki za pieczątki. Niestety, źródłem demoralizacji jest również postawa kadry. Jak od ucznia czy studenta wymagać solidności jeśli prezentuje się postawę obiboka "czy sie stoi czy się leży..." To wynik praktycznej "niezwalnialności" nauczyciela, na uczelniach- nie lepiej. Jak wymagać ambicji gdy minimalistyczna postawa jest wszechobecna wśród nauczycieli? To już dawno przestała być grupa wyróżniająca się intelektem i pasjami. Choc nadal są wśród nich tacy ludzie- nieliczni i niezbyt lubiani. Tylko młody człowiek ma w domu atmosferę uczciwości, ambicji, pracowitości- ma szansę oprzeć się demoralizacji systemu szkolnego. P.S. Kuzynka, która wyemigrowała do USA "pomogła dziecku" w rysunku w przedszkolu. Efekt- afera po której dziecko musiała przenieść do innej placówli.
  • 2012-04-29 06:44 | joanna

    Re:Czy politycy PO zbijają polski teatr?

    Teatr polski a raczej liczne nędzne teatry zabija miernota. Tylko. Teatry komediowe tu wspomniane nie dlatego sa pełne, że grają lekkie komedyjki a dlatego, że robią to dobrze.Nie ma i nie będzie widza równie masowego jak ma TV nawet gdyby wystawiac bzdety na poziomie tv. Mieszkam w mieście 130 tys. zamieszkiwanym przez miastowych w pierwszym, drugim pokoleniu. Tym teatr tłumaczy, że pustki. Tylko, że ja pamiętam ten sam teatr pełen, z wyprzedanymi na miesiąc wcześniej biletami. Bo był po prostu- świetny. Te tłumy nie zostały przyciągnięte przez repertuar lekki, prosty i głupkowaty. A przez Bułhakowa, Gombrowicza, Witkacego, Goethego. Cud jakiś? Nie po prostu to były doskonałe przedstawienia. Ludzie nawet prości, docenili i docenią zawsze. Teatr jest produktem. Za dobry ludzie zapłacą, za kiepski- nie.
  • 2012-05-06 07:13 | joanna

    Wszyscy doceniają, może i my zaczniemy

    Ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski widzą jak wiele się u nas zmieniło. Jak znikają zaniedbane domy, ubywa dróg dziurawych, ile jest doskonałych, jak poprawiła się ogólna czystość, schludność. Widzą samochody i sklepy takie jak u nich, architekturę nową i piękną. Widza jak my wydaliśmy unijne pieniądze i jak je roztrwonili inni- Grecy, Włosi, Portugalczycy. Politycy europejscy, nieco oderwani od prawdziwego życia, jak to wszędzie politycy, też widzą. Nie od dzisiaj- to co "Polityka" w końcu raczyła zauważyć, tygodniki europejskie piszą od dość dawna- np. Spiegel, Economist. Może by tak się rozejrzeć i też zobaczyć? Zamiast tkwić w naszym ciągłym narzekaniu, kompleksie biedy, podsycanym skutecznie przez media przekazujące tylko negatywne wiadomości? Zamiast bez końca pasjonowac się występami polityków, którzy w gadaniu głupot, populizmie są dokładnie tacy sami jak ich ich wieku europejskich kolegów? To może i piękny idealizm, ze chcielibyśmy doskonałego kraju bez wszystkich problemów, które i gdzie indziej występują w różnym stopniu. Ale to nierealne, jak wszędzie.
  • 2012-05-07 07:14 | joanna

    Re:Polacy i Niemcy - coraz bardziej podobni

    @*** cyt. "Polska zawsze musiała liczyć tylko na siebie i stosować zasadę ograniczonego zaufania. Nie ma w tym nic złego. Musimy sobie radzić". Złego-nic. Poza gramatyką a konkretnie czasem teraźniejszym zamiast przeszłego. To jest inny świat a przynajmniej Europa. Hitler i jego chore idee to nie jest dla współczesnych Niemców żaden autorytet,to jest postać z przeszłości, z którą kompletnie nie czują się związani ludzie żyjący współcześnie. To nasza polska przypadłość- poczucie jakiejkolwiek odpowiedzialności za coś, na co nie mieliśmy żadnego wpływu bo nas wówczas po prostu- nie było. Niestety, często w połączeniu z brakiem poczucia odpowiedzialności za to, co jest teraz.
  • 2012-05-09 07:10 | joanna

    piszą panowie o ułamku pokolenia

    Ci innowacyjni, twórczy, z własnym odmiennym światopoglądem to przecież jakiś ułamek pokolenia. Nie większy niż takich "rewolucjonistów" było w każdym. Co z tego, że dyplomy dostaje kilka razy więcej absolwentów niż w moim pokoleniu 40+ było skoro miejsc na uczelniach o jakim takim poziomie jest z grubsza tyle samo? A i dyplom z UW i UJ nie oznacza, że to człek wybitny umysłowo i wyjątkowa osobowość. A już śmiech mnie ogarnia jak konfrontuję te wywody z widokiem przedstawicieli tego "pokolenia Y' na ławkach pod blokiem z jednym piwem na trzech i słownictwem bardzo bogatym i innowacyjnym- w zakresie przekleństw. Rzeczywiście- inny świat. Każda grupa wiekowa jest bardzo zróżnicowana i mówienie o "jednakowych 20 latkach" to taka sama bzdura i stereotypizacja jak wrzucanie do jednego worka np. 70latków, z których jeden jest moherem a drugi siedzi na komputerze- akurat takich mam w rodzinie. Nie zrobi kariery ani a Polsce ani poza nią absolwent Bóg-wie-czego-znawstwa wyprodukowany przez prywatną "uczelnię". Robią karierę nieliczni, naprawdę nietuzinkowi młodzi ludzie, którzy potrafią sie dostosować do wymogów starszych szefów a jednocześnie nie rezygnować ze swoich nawyków. Bo inteligencja to również zdolność adaptacji- stąd panowanie na Ziemi homo sapiens- nie najsilniejszego a najinteligentniejszego gatunku. Spotykam takich młodych ludzi sukcesu często. Ale sukces nie jest dla każdego, nie dla całego pokolenia.
  • 2012-05-09 07:11 | joanna

    piszą panowie o ułamku pokolenia

    Ci innowacyjni, twórczy, z własnym odmiennym światopoglądem to przecież jakiś ułamek pokolenia. Nie większy niż takich "rewolucjonistów" było w każdym. Co z tego, że dyplomy dostaje kilka razy więcej absolwentów niż w moim pokoleniu 40+ było skoro miejsc na uczelniach o jakim takim poziomie jest z grubsza tyle samo? A i dyplom z UW i UJ nie oznacza, że to człek wybitny umysłowo i wyjątkowa osobowość. A już śmiech mnie ogarnia jak konfrontuję te wywody z widokiem przedstawicieli tego "pokolenia Y' na ławkach pod blokiem z jednym piwem na trzech i słownictwem bardzo bogatym i innowacyjnym- w zakresie przekleństw. Rzeczywiście- inny świat. Każda grupa wiekowa jest bardzo zróżnicowana i mówienie o "jednakowych 20 latkach" to taka sama bzdura i stereotypizacja jak wrzucanie do jednego worka np. 70latków, z których jeden jest moherem a drugi siedzi na komputerze- akurat takich mam w rodzinie. Nie zrobi kariery ani a Polsce ani poza nią absolwent Bóg-wie-czego-znawstwa wyprodukowany przez prywatną "uczelnię". Robią karierę nieliczni, naprawdę nietuzinkowi młodzi ludzie, którzy potrafią sie dostosować do wymogów starszych szefów a jednocześnie nie rezygnować ze swoich nawyków. Bo inteligencja to również zdolność adaptacji- stąd panowanie na Ziemi homo sapiens- nie najsilniejszego a najinteligentniejszego gatunku. Spotykam takich młodych ludzi sukcesu często. Ale sukces nie jest dla każdego, nie dla całego pokolenia.
  • 2012-05-11 10:55 | joanna

    to nie jest problem formy

    To jest wyłącznie problem niskich wymagań, które zaniżaja i poziom szkól i uczelni, na które dostają się osoby z poziomem wiedzy, która uniemożliwia i im, i uczelniom osiągnięcie wysokiego poziomu. Egzaminy testowe są popularne wszędzie i wielu dziedzin dotyczą. Dziękujmy Bogu, że kryteria egzaminów na prawo jazdy są dużo surowsze niż maturalne- strach by było i do auta wsiąść i przez ulicę przejść. Na szczęście nikomu nie przychodzi do głowy by formułować je tak, jak to ma miejsce w arkuszach maturalnych czyli podajemy przepis a przyszłemu kierowcy każemy jedynie na jego podstawie udzielić prawidłowej odpowiedzi. Zdający ma przepis ZNAĆ, maturzysta "znać" czegokolwiek nie musi, wystarczy, że umie czytać i wyciągną mozliwie najbanalniejszy wniosek lub domyśleć się jakiego wniosku oczekuje klucz. Takie "audio-tele". Od lat dla zabawy, bo nie dla intelektualnej rozrywki rozwiązuję sobie matury z przedmiotów dowolnych. Gdzie wiedzy brak- pomaga rachunek prawdopodobieństwa- wszak trafić 1 z 4 to 25%, odrzucając kompletnie absurdalną odpowiedź chociaż jedną- 33% czyli zdane przy wiedzy prawie zerowej, przy małej czyli dającej możliwośc odpowiedzi dobrej bez strzelania na jakąś tam niewielka część pytań- sporo pow. średniego krajowego wyniku. Tu jest problem. Bardzo łatwy do rozwiązania- punkty ujemne za złe odpowiedzi. Od kiedy jest nowa matura stykam sie ze studentami, co gorsza to są studenci studiów podyplomowych z nie tylko dramatycznie małą wiedzą ogólną (z kierunkową nie jest tak źle) ale z tak niewyćwiczonymi umysłami, że przyswojenie nieco trudniejszego materiału przekracza ich możliwości tak samo, jak możliwości osoby nietrenującej przekracza podniesienie ciężaru, który osoba wysportowana podnosi bez trudu. Tylko ludzie, którzy mają wiedzę, są oczytani mogą być uznani za wykształconych. Matura, dyplom- to co najwyżej wykształciołki.
  • 2012-05-27 10:41 | joanna

    Re:100 mld zł i prawie gotowi na Euro. Czy prawie robi różnicę?

    Kiedy przyznali nam Euro cieszyłam się. I to się nie zmieniło. A te ponad 95% wydatków na inwestycje, które tu zostaną dla nas wszystkich podsyca moją radość. Tego byśmy nie zrobili bez perspektywy święta, gości. To takie nasze porządki jak przed Wielkanocą czy Bożym Narodzeniem w domu.Jesteśmy jacy jesteśmy,potrzebujemy mobilizacji, trudno. Planowane było 900 km autostrad, pisze autor. Ile jest gotowych- dobrze ponad 800 czyli 90%. Warto się zastanowić, czy regularnie sugerowana przez media ocena "niedostateczny" czyli pała za taki wynik jest sprawiedliwa. Szczególnie w porównaniu z osiągnięciami w tej dziedzinie poprzednich rządów (już za Unii- od 2004). Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę jak wiele zablokowało warcholstwo lokalnej ludności, kradzieże z placu budowy. Szkoda, że piszący o Euro ani razu nie podali chociażby przybliżonych danych ile miejsc pracy powstało przy tych inwestycjach. Przecież to nie kosmici budowali,a tysiące Polaków znalazło zatrudnienie, zarobiło na swoje rodziny, zapłaciło podatki, składki.To przeklinane przez wielu Euro ma ogromny wpływ na nasze uniknięcie kryzysu, na lawinowy wzrost bezrobocia, tak widoczny w całej Unii. Kolej nie wypaliła, fakt. Ale czy jest gorzej? W wielu miejscach jest jedynie tak, jak było, w wielu to chociażby dworce, które po prostu-zachwycają. Nie pogorszyło się. To już coś. Bo dotychczas się raczej pogarszało. To zresztą tak wielkie pieniądze, że na swoje TGV poczekamy długo. I we Francji nie w kilka lat je zbudowali. Nie interesuje mnie ile zyskają czy stracą hotelarze, restauratorzy, sklepikarze. To ich biznes. My wszyscy już zyskaliśmy. Co obiecywali nam panowie Kaczyńscy (ten nieżyjący i o olimpiadzie wspomniał). Raz im się udało trafić.
  • 2012-05-27 10:41 | joanna

    Re:100 mld zł i prawie gotowi na Euro. Czy prawie robi różnicę?

    Kiedy przyznali nam Euro cieszyłam się. I to się nie zmieniło. A te ponad 95% wydatków na inwestycje, które tu zostaną dla nas wszystkich podsyca moją radość. Tego byśmy nie zrobili bez perspektywy święta, gości. To takie nasze porządki jak przed Wielkanocą czy Bożym Narodzeniem w domu.Jesteśmy jacy jesteśmy,potrzebujemy mobilizacji, trudno. Planowane było 900 km autostrad, pisze autor. Ile jest gotowych- dobrze ponad 800 czyli 90%. Warto się zastanowić, czy regularnie sugerowana przez media ocena "niedostateczny" czyli pała za taki wynik jest sprawiedliwa. Szczególnie w porównaniu z osiągnięciami w tej dziedzinie poprzednich rządów (już za Unii- od 2004). Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę jak wiele zablokowało warcholstwo lokalnej ludności, kradzieże z placu budowy. Szkoda, że piszący o Euro ani razu nie podali chociażby przybliżonych danych ile miejsc pracy powstało przy tych inwestycjach. Przecież to nie kosmici budowali,a tysiące Polaków znalazło zatrudnienie, zarobiło na swoje rodziny, zapłaciło podatki, składki.To przeklinane przez wielu Euro ma ogromny wpływ na nasze uniknięcie kryzysu, na lawinowy wzrost bezrobocia, tak widoczny w całej Unii. Kolej nie wypaliła, fakt. Ale czy jest gorzej? W wielu miejscach jest jedynie tak, jak było, w wielu to chociażby dworce, które po prostu-zachwycają. Nie pogorszyło się. To już coś. Bo dotychczas się raczej pogarszało. To zresztą tak wielkie pieniądze, że na swoje TGV poczekamy długo. I we Francji nie w kilka lat je zbudowali. Nie interesuje mnie ile zyskają czy stracą hotelarze, restauratorzy, sklepikarze. To ich biznes. My wszyscy już zyskaliśmy. Co obiecywali nam panowie Kaczyńscy (ten nieżyjący i o olimpiadzie wspomniał). Raz im się udało trafić.
  • 2012-05-28 09:39 | joanna

    Re:100 mld zł i prawie gotowi na Euro. Czy prawie robi różnicę?

    @ robercie, O internecie się nie wypowiadam bo nie na temat. Natomiast Pańskie pytania dot. jakoby świetnych warunków do budowy są istotne. Otóż warunki nie są świetne- chaotyczna melioracja czasów komunistycznych, duże różnice temperatur, zróżnicowanie opadów, głębokość przemarzania gleby czynią nasz kraj wcale nie łatwym do budowy dróg. Chce Pan wiedzieć skąd spękania? Z niedostatecznie grubej warstwy podbudowy- tłucznia i betonu, które regularnie są rozkradane przez pracowników budów lub też sprzedawane na lewo przez firmy podwykonujące ("bo po co to tyle", "bo parę ciężarówek nie zrobi różnicy") Kilka firm, które poznały ten proceder przy okazji budowy dróg niższej rangi nie przystąpiło do żadnego przetargu na autostrady czy ekspresówki. Bo dawanie gwarancji na drogę "zmodyfikowaną" przez polskich robotników lub kooperantów to bankructwo. A armii ochroniarzy do pilnowania nikt nie wynajmnie, zresztą, w łapę wezmą za bycie ślepym. Podobny problem mają z drogami Libijczycy i Irakijczycy tam, gdzie budowały je polskie firmy. Z drogami wybudowanymi przez np. Francuzów w/g tej samej dokumentacji projektowej dziwnym trafem problemu nie ma nawet kiedy jeżdżą po nich czołgi i transportery, co tam częste ostatnio. Ja po polskich drogach jeżdże drobne 27 lat więc moje dobre samopoczucie jest jak najbardziej uzasadnione- widzę różnicę, którą oceniam jako rewolucję.Panu zas polecam wycieczkę samochodową do piekielnie bogatej Norwegii, po tych 45 km autostrady (słownie czterdziestu pięciu kilometrach) przeżyje Pan niepowtarzalny autosurwiwal gdy na drodze między wsiami lub miejscami atrakcyjnymi turystycznie będzie Pan musiał jechać tyłem kilkaset metrów w celu znalezienia poszerzenia do mijania bo droga ma szerokość jednego samochodu. Chyba, że będzie pan jeździł tylko do miejscowości odp.polskim miastom wojewódzkim to będzie droga jak u nas między wsiami- dwa samochody się miną (choć z TIRem trochę stres jest). Natomiast ad. wpisu o żłobkach i przedszkolach- od czasów reformy samorządowej jest to zadanie władz lokalnych- ich budowa i utrzymanie. Biedne samorządy są dotowane. Natomiast rząd nie ma żadnego wpływu na inwestycje tego typu. Nie wywiązują się więc samorządy, budując często głupawe pomniki swoje władzy (jak w moim mieście) lub uznają taka budowę za sznur na szyję, bo to kolejni pracownicy i kolejne budynki na utrzymaniu samorządu. Co do różnych oszukanych pracowników, firm. Zapewne przyczyny są różne. Począwszy od robienia afery, że nie otrzymało sie pieniędzy za robotę niezgodną z warunkami umowy (dziennikarz nie wnika- liczy się sensacja) skończywszy na bankructwie głównego wykonawcy. Kwestia ryzyka biznesowego kooperacji formy A z firmą B. Czasem podejmowanego zupełnie świadomie, że "Jakoś to będzie, narobi się szumu to rząd zapłaci". O zadowolonych formach i tysiącach ludzi, którzy znaleźli pracę i dochód nikt nie napisze jak o samolotach, które wylądowały bez problemów. Choć jest ich dużo. Życzę udanych wycieczek po Polsce- to piękny kraj, który rozwija sie jak nigdy za mojego życia prawie półwiecznego. To uodparnia na propagandę zohydzania naszego kraju uprawianego z upodobaniem przez media.
  • 2012-05-29 06:19 | joanna

    Re:100 mld zł i prawie gotowi na Euro. Czy prawie robi różnicę?

    @czosnek Pański wpis jest dowodem na prawdziwość przysłowia "podróże kształcą". Polacy jeżdżą mało, jesli już to ograniczają się do terenu hotelowego w jakimś kurorcie i widzenie zagranicy jest bardzo, bardzo idealistyczne. Ja Klagenfurt wspominam jako: obskurny, niesprzątany dworzec. Stadion prowizorka (jeśli wchodził Pan od strony ulicy tuż za niestrzeżonym (!) przejazdem kolejowym to uniknął Pan widoku kup gruzu, posklecanego drutem płotka, betoniarki przykrytej brudną folią- to było od tyły czyli od strony pola kukurydzy), parking na pastwisku pełen kup owiec. Tak przeciętny Polak nie widzi Austrii. Podobnie Szwajcarii nie widzi jako lotniska w Genewie (ja byłam samolotem). które przypominało raczej dworzec PKS w mieście powiatowym. Żyjemy złudzeniami Zachodu i propagandą klęski Polski. Tymczasem klęskę, bardzo realną, bardzo dotkliwą dla milionów ludzi,właśnie poniosły liczne kraje Unii. Nawet zachwyty obcokrajowców i zachodniej prasy- bardzo częste oba!- traktujemy jako jakieś "co oni wiedzą". I bez końca upajamy się niepowodzeniami, choćby były drobnym ułamkiem w stos. do osiągnięć. @ robercie Mam dość delikatny samochód a jednak nie boję się o zawieszenie jeżdżąc po polskich drogach, naprawdę. Nawet te "którejś tam kolejności zimowego utrzymania" są w bardzo dobrym stanie. Absolutnym wyjątkiem są odcinki byle jak łatane w najbiedniejszych zapuszczonych gminach. Państwo nie wnika w żadne umowy między firmą A i B tak samo jak między tobą i allegro.pl. I nie będzie. Tak samo nie wnika państwo niemieckie, francuskie, włoskie itd. I ja to popieram. Bo płacenie z moich podatków (państwowe pieniądze to są moje pieniądze i Pana i ciężko pracujących ludzi)" byznesmenom" za ich nieudane interesy mi się nie podoba. Myli się Pan, że podwykonawca nie może znać umowy głównego wykonawcy. Wszystkie umowy na zamówienia publiczne są jawne. A jak o tym nie wie, to niech handluje pietruszką. Państwo to nie opiekunka dla nierozgarniętych. Natomiast zgadzam się z jednym- niepotrzebnie robiono szopki z biskupem z wodą święconą, przemówieniami i występami ludowych artystów przy okazji oddania kawałka drogi. Prawda, że denerwujące i dziecinne. Nie rozumiem tego, ale tak jest odkąd pamiętam, tylko za komuny biskupa nie było. Folklor miejscowy chyba.
  • 2012-05-31 05:26 | joanna

    Re:Imponujące dworce na Euro - ale co po?

    Z tą ruiną to Pan przesadził. Niektóre z tych dworców nie były remontowane kilkadziesiąt lat i daleko im było do stanu ruiny. Ale niszczały będą. Bo kolej polska nie "znajdzie pieniędzy" jak to zresztą zwykle bywa bo pieniądze to się zarabia, nie znajduje. A z zarabianiem problem będzie. Kolej jest bardzo kosztowna i w budowie i utrzymaniu. Dworce to pikuś w porównaniu z resztą infrastruktury. Dlatego tam, gdzie podróż pociągiem jest szybka, wygodna i przyjemna jest również bardzo droga.Jest to najdroższy środek transportu obecnie. Anglik zapłaci za podróż Londyn- Edynburg: 190 funtów pociąg, 80 samolot, 40 autobus (ceny normalne, odległość w kilometrach 560) Podobnym luksusem są TGV, Deutsche Bahn (80 euro za Berlin- Hamburg a to ledwie 280 km!). Kolej nie daje rady konkurować z samolotem, transportem samochodowym. Chyba, po prostu, jej czas minął.
  • 2012-06-01 11:19 | joanna

    a skąd to sie zjawisko "football hooligans" wzięło?

    Nie ma co się oburzać, że ktoś pokazuje problem, który jest. Tylko, że dla nieco podstarzałych kibiców "made in England" może to być bardzo zachęcający materiał. Zaproszenie do podróży sentymentalnej do czasów gdy przez kilkanaście lat Anglia nie mogła poradzić sobie z subkulturą kibolską terroryzującą nie tylko stadiony. Wszystko kibolskie jest stamtąd od flag, flar i bębnów skończywszy na ustawkach i morderstwach. I pewnie tak skutecznie nie rozprawiono by się z problemem gdyby nie tych kilkudziesięciu kibiców Juventusu zamordowanych przez kibiców Liverpool na Haysel (Biniek grał w Juve- była transmisja w polskiej TV). Choć i potem podpalanie i masakrowanie policjantów na międzynarodowych imprezach było wyłącznie angielskim dziełem. Wyhodowaliście zarazę, synowie Albionu. Nie pamiętacie? "Hooligans" sobie obejrzyjcie.
  • 2012-06-01 16:11 | joanna

    Re:Czipowanie psów – Polska w ogonie Europy

    Pani Joanno, zmiana mentalności to długi proces. Czipy tego nie zastąpią ale pewną pomocą są. Złu sprzyja anonimowość, czipy ją do pewnego stopnia zmniejszają. Nie tak łatwo wyrzucić psa wiedząc, że kto to zrobił stanie się wiadome. "Co ludzie pomyślą" dla wielu jest bardzo ważne. Ponadto podam dwa przykłady poznane zastosowania czipów. 1. Pani zabrała psa w celu porzucenia kilkanaście km od domu bo psuł jej poczucie czystości w domu. Dzieci okłamała, że pies uciekł "popłaczą i zapomną". Pieska ktoś znalazł, zabrał do weterynarza, ten zadzwonił do domu i pies wrócił ku radości dzieciaków. I został, juz kilka lat. Pani jakos pogodziła się z sierścią na dywanie, a i pamiętała rozpacz dzieci.2. Dzieci dożywiały małego pieska błąkającego sie w parku, niestety,jedno z nich dało zgłodniałemu zwierzakowi jedzenie ręką, doszło do skaleczenia. Piesek był spokojny, dał się wziąć na smycz sprowadzonemu dorosłemu, lecznica odczytała czip, sprawdziła szczepienia, dziecko uniknęło zastrzyków bolesnych i mogących stanowić zagrożenia dla zdrowia. (Piesek należał do starszej pani przebywającej w szpitalu, prawdopodobnie uciekł osobie sprawującej opiekę i czekał na swoja panią w miejscu stałych spacerów). Moje psy są zaczipowane. Dzięki temu urząd miasta pamięta o podatku, bo ja- wstyd powiedzieć- nie zawsze.Choć powinnam, obowiązek to obowiązek. P.S. Zawsze z dużą przyjemnością czytam Pani wpisy. Czy się zgadzam, czy nie, cenię Pani "zwykłą ludzką dobroć" tak niezwykła obecnie, rozsądek i rzeczowość. Pozdrawiam.
  • 2012-06-07 06:49 | joanna

    Re:DEBATA: Pakt o nieagresji Polaków – nie tylko na Euro

    @ camel Takiej agresji jak za komuny, to nadal nie ma. W mediach, zgoda, było miło i lansowano mit o "kulturze", którą jakoby "ustrój sprawiedliwości społ." przyniósł, natomiast ulica, zatłoczony autobus, kolejka w sklepie to był obraz, który co młodsi znają z krajów Trzeciego Świata. Przyczyniało się do tego powszechne pijaństwo kradzież, która była jedyną metodą zdobycia deficytowego dobra (czy komus teraz przychodzi do głowy by wyjmować akumulator z auta, demontować wycieraczki, kołpaki i znaczek marki?) Wiele z manier komuny w ludziach zostało, starsze pokolenie przekazuje je młodszym. Chociażby agresywne opinie o tzw. władzy czyli ONYCH, choć to już władze wybrane przez nas (czynnie lub biernie- bo niepójście na wybory to tez jest wybór władzy). Potęga kościoła też się wtedy narodziła, jako alternatywnej siły. W roku 1988 prowadziłam dyskusje nt. pozycji kościoła w narodzie z.. Irańczykiem. On rozumiał ten proces. I przewidział konsekwencje- tam było tak samo- meczet był ucieczką przed reżimem szacha. Z moich obserwacji: mieliśmy pewien wzrost kultury tuż po 1989 roku, kiedy chamstwo komuny było jeszcze świeżo w pamięci i bardzo chcieliśmy by się skończyło. Podobał się styl intelektualny, grzeczny prezentowany przez Geremka, Skubiszewskiego i innych "wykształconych i światowych". W życiu codziennym też każdy chciał za Europejczyka uchodzić. Rydzyk jeszcze nie istniał. Potem powrócił Wałęsa z retoryką agresywną, pojawili sie Kaczyńscy. Zaczęło się budzenie tych na chwilę uśpionych demonów przeszłości. Retoryka budy z piwem zaczęła przynosić popularność "ale im dołożył" nie tylko w polityce, również w syt. codziennych. Wypowiedzi i wyczyny związkowców, polityków bardzo agresywne nie spotkały się z karą. Więc hulaj dusza! Za to dzielnie były relacjonowane przez media- więc zostały potraktowane przez ludzi jako zachowania pozytywne. Reklama chamstwa w tv odniosła skutek.Bezkarność sekciarza z Torunia pokazała, że wszystko można. Nie dziwmy się prostym ludziom, że postępują tak jak ich guru.Nie tylko tabloidy ale i media uważające sie za "poważne" dla poprawy sprzedawalności zamieszczają wypowiedzi obraźliwe, agresywne. Więc staje sie to normalnym językiem. Pracując z młodzieżą obserwuję, że oni w ogóle nie zdaja sobie sprawy, że jakieś sformułowanie jest agresywne czy niegrzeczne lub wulgarne Przecież jest- normalne. W tv tak mówią! Szczególne podziękowania za wzrost agresji należą sie TVN. Co to jest dyskusja na jakiś temat wg tej stacji? Zaproszenie wyjątkowo zagorzałych i agresywnych polityków odmiennych opcji i pokazywanie z lubością kłótni w stylu przekupki na straganie. Wiedzy o temacie na ogół widz nie zdobywa żadnej, ale ogląda- a nuż się pobiją? Się będzie działo! Agresja i chamstwo stało się dla wielu normą, dla wielu synonimem siły. Grzeczne to nie sobie będą "wykształciuchy".
  • 2012-06-20 06:11 | joanna

    Re:Czy marihuana będzie legalna?

    Szybko nie będzie. Mimo udokumentowanych właściwości leczniczych, mimo braku udokumentowanej szkodliwości, mimo faktu niepowodowania uzależnienia fizycznego. Ale jak coś się nazwało brzydkim słowem "narkotyk" to nie może byc legalne i już. Za to możemy się swobodnie delektować jednym z najbardziej uzależniających i szkodliwych narkotyków, do nabycia 24 godziny na dobę na każdej stacji benzynowej mówiąc przy tym "na zdrowie!" Bo taki swojski- z kartofla albo żyta. Nieważne, że z punktu zdrowotnego jest po prostu trucizną, nieważne, że jego działanie psychotropowe znacznie gorsze.
  • 2012-06-27 07:47 | joanna

    zabrać ulgi, które nie spełniaja swojego celu

    Ulg nie zabiera się rodzinom niezamożnym, dla których ta stówa miesięcznie to jest suma. Zabiera się takim jak ja, którzy nawet tego nie zauważą. Bo przy dochodach na rodzinę pow. 7 tys. miesięcznie to ta stówka czyli 1/70 czyli 1,5% to żadna strata, a to jest granica, od której ulga znika. Nie jest to również suma, która jakiegokolwiek zamożnego człowieka skłoniłaby do wpadnięcia na pomysł posiadania jeszcze jednego dziecka. Czyli znika ulga dla tych, dla których dzietności nie miała żadnego znaczenia. A więc dla nas wszystkich też był to tylko prezent dla znacznie zamożniejszych od niejednego podatnika. Ograniczenie 50% kosztów uzyskania dla najzamożniejszych twórców też mnie jakoś nie razi. Nadal ten koszt preferencyjny to równowartość dwukrotności średniej krajowej więc kwota dla wielu zwykłych podatników oznaczająca bardzo wysoki poziom życia.Jeśli twórca osiąga wyższy, podzielenie się tylko swoją twórczością ale i dochodami nie wydaje mi się niczym krzywdzącym- w końcu dzielimy się tak wszyscy. Od nadwyżki i tak będzie miał koszty "normalne"-20%, kwota wolna pozostaje bez zmian. Cenię talent ale dopieszczanie aktora czy dziennikarza zamożnego znacznymi ulgami podatkowymi uważam za przesadę. Podobnie ulga na Internet. Czemu służy? Zachęcaniu może służyła, ale teraz kiedy stał się powszechny i tani? To dlaczego nie na radio właściwie? Albo odkurzacz. Dlaczego ma być premiowane "dziecko neostrady"? Polityka prorodzinna to inny problem- działania rządu nie zmienią decyzji Polaków o dzieci tak wprost. Może zmienić jakości świadczeń medycznych dla kobiet i dzieci. Nic tak nie zniechęca do ciąży jak wizyty u ginekologa, opieka na porodówce, opieka pediatryczna. Albo państwowa więc chamska i niefachowa albo prywatna więc ogromnie kosztowna. Może zmienić sieć faktycznie dostępnych żłobków i przedszkoli ale też nie do końca- problem jest w głowach. Dopóki kobiecie będzie się wmawiać, że siedzenie przy dziecku w domu 24/7 to jest jedyne słuszne macierzyństwo to ona się na nie zdecyduje raz, góra dwa. Bo to najcięższa praca jaką znam, bez odpoczynku. Pokolenie mojej mamy oddawało dzieci do żłobków, przedszkoli, wracało do normalnego życia zawodowego i było dzietne. Moje pokolenie 40+ już miało łeb nabity Matką-Polką i nie rodziło. Tu się musi zmienić stos. do macierzyństwa jako normalnego okresu a nie jakiegoś "obowiązkowego poświęcenia wszystkiego dla dziecka". Proszę spojrzeć na Francję, gdzie kobiety szybko wracają do zawodu, a dzieci mają dużo więcej. Kobiety w XXI wieku nie chcą spędzać wielu lat na wzór XIX wiecznej wsi! A opowiadanie, że to dla dzieci najlepsze to po prostu mit.
  • 2012-06-28 06:04 | joanna

    Re:Zabrać podatnikom ulgi i nie stracić poparcia?

    @ camel Ani słowa o karcie nauczyciela? Przywilejach górniczych, mundurowych, KRUSie, Funduszu Kościelnym? Chyba tylko ten artykuł ich nie porusza... od 11 maja obowiązuje nowa ustawa o emeryturach mundurowych- już nie po 15 latach służby bez względu na wiek a po 55 r.ż. Nareszcie, po 20 latach nic-nie-robienia, pierwszy rząd miał odwagę to zmienić.Kart dyskutowana w te i nazad, Patrz belfer blog p. Chęcińskiego, Huelle w Wyborczej i dziesiątki listów i wypowiedzi.Po raz pierwszy padła propozycja odpisu podatkowego na kościół i rezygnacji z finansowania przez budżet. Emerytury górnicze- walka w parlamencie na jesieni. I na ulicach pewnie też. KRUS i Kościół nie przejdzie. Dopóki Pawlak i jego partia-skansen są w parlamencie, dopóki PiSowski elektorat nie wymrze albo się nie podkształci. Bo władzę w Polsce najwyższą to ma Sejm, nie rząd. A właściwie to jak stanowi art.4 Konstytucji RP: Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. A ten jest, jaki jest...
  • 2012-06-29 06:42 | joanna

    Re:Jedna piąta oblała maturę

    @smoku, Gdyby obecni abiturienci mieli zdać "stara maturę" to proporcje były odwrotne. Do tamtej trzeba było mieć jakąś wiedzę, podobnie egzaminów na studia, tę trzeba "umieć zdawać". A i to przerasta spora część młodzieży- mniej więcej taką jaka kiedyś wybierała zasadnicze szkoły zawodowe- zgodnie ze swoimi możliwościami intelektualnymi i zapałem do nauki. nowa matura stworzyła spiralę nieuctwa- poprzeczka jest nisko to się nie przykładamy (dot. i uczniów i nauczycieli), pozwalając umysłom gnuśnieć. A dla tak rozleniwionego mózgu to w pewnym momencie każda poprzeczka ponad 'audio-tele" jest zbyt wysoka.
  • 2012-07-01 06:53 | joanna

    Re:Przyszłość ogródków działkowych

    Dzięki działkom oszczędzamy ogromne pieniądze, które musiałyby zostać wydane na leczenie, rehabilitację ludzi starszych. Właśnie z tego powodu angielskie, niemieckie czy szwajcarskie ogródki nie stoją przed widmem likwidacji- czysty rachunek ekonomiczny, żaden sentyment. Podobnie USA rozwija akcję tworzenia ogródków dla mieszkańców śródmieść. U nas ciągle brak tego bardziej ogólnego rachunku zysków i start, zamiast tego dość prymitywna fascynacja symbolami nowoczesności. Tak jakby miarą cywilizacji był ilość stali i betonu a nie jakość życia ludzi.
  • 2012-07-02 07:34 | joanna

    Re:Przyszłość ogródków działkowych

    @kakaz, ma Pan rację, że istnieje taki "księgowy bilans obrotów" i to właśnie on jest podłożem wyliczenia, że "biurowiec się opłaca" a działki to zmarnowana ziemia inwestycyjna. Tylko, że kraje, o których wspomniałam dbające o działki dawno uznały, że procent PKB wydany na opiekę nad ludźmi, którym nie byłaby ona potrzebna gdyby zachowali zdrowie pracując na działce to zmarnowane pieniądze. To dokładnie jak droga do nikąd- dosłownie. PKB podwyższa, wskaźnik kilometrażu dróg też ale niczemu nie służy, jest niepotrzebnym wydatkiem. W polskim myśleniu o działkach v/s "inwestycje" widzę raczej pokutujące przekonanie o konieczności "unowocześniania", mnożenia budynków o wymiernej wartości X metrów razy Y złotych. To myślenie było typowe dla krajów afrykańskich czy latynoskich gdzie znajdzie Pan wiele imponujących budowli i niewyobrażalnie niską dla nas jakość i długość życia, rozpad więzi międzyludzkich, relacji rodzinnych, dramatyczną przestępczość w morzu betonu, stali i asfaltu miast mających symbolizować "nowoczesność".
  • 2012-07-03 05:41 | joanna

    Re:Ruch Palikota - drastyczny spadek poparcia

    @j-k Sprzeczność między wynikami sondaży miesiąc (często nawet tydzień przed wyborami) nie jest dowodem słabości CBOSu ani też jego zagranicznych odpowiedników, które regularnie się mylą w przypadku takich "dziwnych partii", o których wejściu do parlamentu na ogól się nie dowiadujemy bo wiadomo, że nie będą miały żadnego wpływu na politykę. No chyba, że była to aktorka porno to się dowiedzieliśmy - głownie ze względu na pikantne zdjęcia. Choć że byłą to Włoska Partia Radykalna to się raczej nie pamięta za bardzo, a już jej programu wcale (podobnie jak Palikota zlepek tego, co elektorat chciałby słyszeć bez odrobiny spójności o bez metod wprowadzenia). Tym bardziej, że owa partia w nast. wyborach poległa dramatycznie bo w to, że nagle jakaś partia "w której nie wiadomo o co chodzi" stanie się siła ożywczą to wyborcy uwierzą raz-zanim sie przekonają, że chodzi o karierę egocentrycznego lidera a jej członkowie sa efektowni ale nic wiecej.