Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(287)
Komentarze użytkownika: joanna
  • 2013-11-21 07:27 | joanna

    Re:Jest rekonstrukcja, ale co z niej wynika?

    A co ma wyniknąć dzień po nominacji? Może wróżka Panu odpowie czy inny jasnowidz jakiś. Ocenić w miarę racjonalnie można jedynie powołanie pani Bieńkowskiej na ministra połączonego (moim zdaniem bardzo sensowne posunięcie) ministerstwa transportu i jej dawnego ministerstwa (którym zarządzała bardzo dobrze) oraz uczynienia z niej wicepremiera. czyli więcej uprawnień dla osoby "od rozwoju" (przynoszącego dochód) niż "księgowego" (od liczenia pieniędzy, których od tego nie przybywa) czyli Ministra Finansów, który wicepremierem nie będzie. To, moim zdaniem, istotna zmiana. Szczególnie, że wysoka funkcja Ministra Finansów to farsa w obecnym układzie parlamentarnym i dwa lata przed wyborami, kiedy wszelkie partie dbając o swój wynik wyborczy blokować będą jakiekolwiek próby ograniczenia przywilejów i rozdawnictwa. Reszta nowych ministrów jest niewiadoma jak to zwykle z ze wszystkim nowym bywa.
  • 2013-12-16 06:29 | joanna

    jasne, pieniądze rozsądnych rozdać durniom

    A czymże to rzad pomaga bezmyślnym kredytobiorcom, lekkomyślnym hodowcom papryki i innym ofiarom własnej beztroski? Nie są to czasem pieniądze pochodzące z podatków wypracowanych przez każdego z nas? Które należy wydać na cele służące tym, którzy je wypracowali a nie na ratowanie "ofiar na własne życzenie" ludzi, którzy rozsądek zastępują hasłem "jakoś to będzie". Od odsetek od zwykle skromnych oszczędności pracowitych i żyjących z ołówkiem w ręku Polaków Najjaśniejsza Rzeczpospolita pobiera podatek (Belki) po to, by hojnie rozdać je osobom, które zapragnęły pożyć sobie mocno ponad stan? Osoby zarabiające nędzną najniższą krajową mają ze swoich podatków wspomagać bezmyślnych szpanerów, którym zachciało się domów i mieszkań wielokrotnie większych niż tak nędznie opłacany pracownik zamieszkuje ze swoja rodziną? W imię czego?
  • 2013-12-16 06:44 | joanna

    Re:Moc prezentów - program gospodarczy PiS

    @ camelu, bardzo trafna ocena sporej części Polaków. Ale nie tylko "wiara w złe siły" jest tu winna. Idioci będą zawsze ale to nie oni zrobią frekwencję PiS, aż tak wielu ich nie ma. Problemem jest człowiek o jakim takim rozumie, który, niestety, tv ogląda, nawet jakąś gazetę czy tygodnik. I dowiaduje się jedynie 'to się nie udało", "tego nie będzie", dziura i tragedia, dzieci głodują (te niezatłuczone przez różnych konkubentów). Media uprawiają "propagandę klęski" równie skutecznie jak uprawiały "propagandę sukcesu" za Gierka -jego fanom pamięć rzeczywistości szwankuje mocno, ale propaganda swoje zrobiła. Dokładnie tak jest teraz. Ocean głupoty rośnie i rósł będzie dopóki ludzi nie zacznie się informować zamiast bez końca epatować wizjami ekonomicznej Apokalipsy. Bo tak straszeni ludzie podchwycą każdą, najdurniejszą obietnicę. To nie jest walka informacji, twardych faktów przeciw wizji. To jest walka wizji z wizją.
  • 2014-02-02 20:24 | joanna

    nic nowego i nic z tego nie będzie

    Ubezpieczenia dodatkowe proponował również ś.p. prof. Religa ale zaprezentować to ich za bardzo nie mógł, bo jak Polak usłyszy, że bogatszemu OFICJALNIE mogłoby być lepiej to już pina na ustach i dyskusji nie ma. A w to że FAKTYCZNIE czy też nieoficjalnie to żaden bogaty w tych kolejkach nie figuruje to chyba tylko dzieci wierzą. I to tylko te zdrowe, chore wiedzą jak rodzice kombinują jeśli tylko mogą. Nie jest leczony za pieniądze, które ma, za ubezpieczenie dodatkowe, na które by go było stać ale takowego nie ma, jest leczony na NFZ. Nie licząc, oczywiście, kosztów zapłacenia za prywatne wizyty, dzięki którym staje się "nagłym przypadkiem. który wymaga natychmiastowego przyjęcia" tam, gdzie kolejka nie wiem jaka. Czasem zamiast płacenia za prywatne wizyty są znajomości. Coś jak kupowanie mięsa za komuny, nie jest to przypadek bo kontraktowanie usług medycznych w NFZ to powielanie modelu kontraktowania świniny w tamtych czasach.I biedny i bez znajomości jadł te 2,5 kg mięsa a bogaty sobie dokupił i jadł ile chciał albo mógł·Ale oficjalnie to niby było po równo. Bo idea czyli fikcja nie zastąpi pieniędzy. A tych brakuje. Nie łóżek, nie sprzętu, nie budynków. Czasem- lekarzy, fakt. A czasem lekarze są a nie mają co robić, bo NFZ nie zapłaci za zabieg, za pobyt chorego w szpitalu- to nie robi się zabiegu. Albo robi dla tych znanych z gabinetu prywatnego, albo innych, albo tych "z kopertą". Ci w kolejce, bez układów poczekają ruski rok. I to się nie zmieni, bo ludzie walczący o życie i zdrowie na nic i nikogo nie zważali nigdy i nie będą. Dopóki nie da im sie możliwości by za ten czas lekarza, za to łóżko, które puste stoi bo limit się skończył, za ten sprzęt, który powinien chodzić na okrągło a 2/3 czasu kurzem porasta, nie będzie mógł zapłacić oficjalnie, legalnie właśnie przez dodatkowe ubezpieczenie. Oczywiście, nie zapłaci za to, że ewentualnie go przyjmą Bóg wie kiedy, dokładnie tak samo jak nikt nie zapłaci za autobus miejski tyle, co za taksówkę. Jest to życie w fikcji: że inny minister...", "że inny system...", "że administracja rozbudowana..." A realne są tylko - pieniądze. I jeśli za np. 10 osób ze kolejki na 100 osób firma ubezpieczeniowa zapłaci, to o te 10 osób ta kolejka się skróci.Bo poza najbardziej nieobsadzonymi specjalizacjami, to nie z braku "mocy przerobowych" ona wynika a z braku pieniędzy by za ten "przerób" zapłacić.
  • 2014-02-02 21:20 | joanna

    Re:Min. Arłukowicz i ubezpieczenia dobrowolne

    @ kaesjot by pojąć logikę NFZ i MZ to trzeba by było ponownie przeczytać dzieło tp. "Ekonomia polityczna socjalizmu" Tzn pojąć się nie da, chyba, że po dużej wódce, ale coś niecoś wyjaśnia. Mianowicie wyjaśnia dlaczego nie ma pieniędzy na racjonalne wykorzystanie owego tomografu. Bo nie ma pieniędzy również na inne niezbędne badania i zabiegi. Czyli ów tomograf jest wykorzystywany nędznie, żeby były (tez niedostateczne) pieniądze na np. rozbijanie kamieni nerkowych ultradźwiękami. Tu się też daje za mało, ludzie cierpią, nie chodzą do pracy czyli biorą pieniądze z ZUS zamiast je płacić. Błędne koło. A szpital nie może dostać tych pieniędzy od pacjenta, jest to nielegalne. Nawet gdyby zdesperowany pacjent zapłacić chciał. Co robi- daje łapówę, ale przecież nie szpitalowi.
  • 2014-02-03 06:11 | joanna

    Re:Min. Arłukowicz i ubezpieczenia dobrowolne

    @ kaesjot Słusznie podejrzewasz,że sporo pochłania biurokracja tzn. ok 5% ale z dużej sumy. Tu znowu analogia z reglamentacją mięsa- trzeba było kartki wydrukować, rozwieźć po kraju, potem rozliczyć (ekspedientki wklejały je godzinami na jakieś arkusze) bo się trzeba było rozliczyć przez jakimś ministerstwem. Tak działa każdy system reglamentowany- w imię kontroli. Oczywiście, zupełnie nieskutecznej. Natomiast "zapobiegać vs leczyć" to nie jest taka prosta ludowa mądrość. To już nie działa. Ludzie jedzący ową zatrutą żywność obecnie dożywają odp. średnio 72 i 81 lat. Sto lat temu- 47 średnio choć jedzenie zatrute nie było. Co oznacza, że na np. raka (drogie leczenie), choroby krążenia (najpoważniejsza liczba) zachorować po prostu ... nie zdążyli. Umierali na infekcje bakteryjne obecnie leczone antybiotykami, co czwarta kobieta umierała przy porodzie (i co drugie dziecko). Zmarłych się nie leczy, rent nie płaci. Stąd system powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych opartych na składkach od zarobków mógł działać wtedy kiedy powstał czyli sto lat temu. To była tania, nieskuteczna medycyna, z kŧórej wielu ludzi w ogóle nie chciało korzystać. I mogli korzystać tylko pracujący i ich rodziny. Obecnie teoretycznie ten sam dostęp do zabiegów, leków maja wszyscy. Zarejestrowany bezrobotny i jego rodzina- przy 13 proc. bezrobocia to pewnie min. 25% ogółu. Przy czym nikt nie wie, ilu bezrobotnych pracuje na czarno (prawdopodobnie połowa) ilu woli pozostać bezrobotnymi bo umie zakombinować zasiłki, dopłaty, pomoc rzeczową. 1/3 społeczeństwa to rolnicy, którzy nie płacą składek (płaci skarb państwa czyli my- podatnicy) a NFZ dostaje ok. 100 złotych na leczenie całej rolniczej rodziny. To jest cena jednej szczepionki. Nie płaci składek niepracująca żona pracownika, choć jest uprawiona do świadczeń. Jeśli doliczy się dzieci i młodzież kształcącą się wychodzi, że składki w wys. 9% zarobków czy emerytury (a zarobki i emerytury mamy jakie mamy) płaci 10% uprawnionych do świadczeń czyli ok. 98% społeczeństwa. To nie może działać, nawet przy takiej "sprawiedliwości" że osoba na etacie + działalności gosp. płaci składki dwie, choć raczej zachoruje w jednej osobie.Nikt nie nakarmi 100 osób obiadem dla 10. System ubezpieczeń działa tylko wtedy gdy jest naprawdę powszechny tzn. płaci każdy, kto jest uprawniony do korzystania. Nawet jeśli duża grupa płaci składki małe, ale stale. A tu tak nie jest, to jest parapodatek, nie ubezpieczenie.
  • 2014-02-03 10:44 | joanna

    Re:Min. Arłukowicz i ubezpieczenia dobrowolne

    przyczyną śmierci naszych przodków była głównie gruźlica- zarażonych było 80% Europejczyków. Wiedza i żywność maja niewielki zastosowanie w przy. prątków Kocha. Na drugim miejscu były zapalenia płuc i infekcje bakteryjne ran (szczególnie gorączka połogowa) - tu nic nie pomoże oprócz antybiotyku (penicylina została zastosowana po raz pierwszy w 1940 roku). Dzieci umierały na polio, dorośli zresztą też. Ospa prawdziwa zabijała ludzi w Polsce do 1973 roku. Wiedza i profilaktyka to może (w pewnym stopniu) pomóc nam, którzy jesteśmy zaszczepieni, leczeni antybiotykami skutecznie i angina nie zamienia nam się w śmiertelne na ogół zapalenie mięśnia sercowego. Co pozwala nam dożyć wieku kiedy starzejący się organizm zaczyna się pracowac nieprawidłowo- nadciśnienie wśród dzieci, młodych ludzi to rzadkość, wśród osób, które przekroczyły dawny wiek przeżywalności to norma. Podobnie jest z nowotworami i w ogóle odpornością. Do tego dochodzi, oczywiście, kumulowanie się toksyn z otoczenia, z żywności.Ale to nie cyjanek, to dopiero po kilkudziesięciu latach wywoła chorobę. Na co kiedyś szans nie było-niewielu, wyjątkowo silnych biologicznie przeżywało owe kilkadziesiąt lat. taka syt. jest obecnie w Afryce, w jej dzikiej części- żywność ekologiczna, tradycyjna, woda nieskażona chemią a długość życia - 45-50 lat. Powód- choroby, z czego większość całkowicie uleczalna, infekcje ran, zatrucia pokarmowe niekonserwowaną żywnością. Ale nie ma czym leczyć, nie ma komu leczyć, nie ma gdzie. No i- nie ma za co. Leczenie zawsze kosztuje, a jak kosztuje to muszą być na nie pieniądze. Jesli chce się mieć leczenie na poziomie krajów zachodnich (choć też nie jest tam wszędzie tak dobrze jak sobie Polacy wyobrażają) to trzeba mieć podobne pieniądze na to. A jest kilka razy mniej w ramach NFZ bo ilość pieniędzy wydawanych na leczenie prywatne to jest dodatkowa 1/4 do 100 mld NFZ. Tylko, że te pieniądze w bardzo niewielkim procencie zasilają służbę zdrowia- zasilają prywatne budżety lekarzy. I to jest chore. I będzie trwać, żaden rząd nie odważy się powiedzieć prawdy- że że jeśli leczenie jest kosztowne to koszt musi ponieść każdy. A nie tylko 10%, które akurat najmniej korzysta z "darmowej SZ" bo musi pilnować roboty a nie po kolejkach stać.
  • 2014-02-03 20:41 | joanna

    Re:Min. Arłukowicz i ubezpieczenia dobrowolne

    @ kostek w większości podzielam Twoje opinie, podzielają je również moi znajomi lekarze, którzy mają dość tego burdelu, w którym im się obrywa. Bardzo wiele złego zarządzania w lecznictwie jest konsekwencją zarządzania przez LEKARZY. Którzy o zarządzaniu mają takie pojęcie jak menadżer o leczeniu.Skutek- ordynator chce mieć sprzęt za dwa miliony (prestiż, możliwości) to go szpital kupuje nie wiedząc czy dostanie kasę na jego wykorzystanie, bo o tym decyduje już inny urzędnik NFZ niż ten od zakupów. Efekt- niewykorzystanie- czasami 90% czasu sprzęt nie chodzi. Podobnie kupuje sie sprzęt, którego nikt nie umie obsługiwać i trwa gorączkowe szukanie lub szkolenie - to trwa- maszyna nie działa, gwarancja biegnie. Odpłatność zwana za prof. Religi współpłaceniem- zgoda, prawie. - niewielka opłata dla wszystkich za wizytę u lekarza np. 5-10 zł płatne przy rejestracji, nie wizycie. Ukróci/ograniczy powszechny proceder zapisywania sie do kilku lekarzy tej samej specjalności i odbywaniu pierwszej wizyty, reszta lekarzy siedzi bezczynnie czekając na zapisanego pacjenta (w/g znajomych lekarzy przychodzi niewiele więcej niż połowa zapisanych) - niewielka opłata hotelowa za pobyt w szpitalu np 50 zł za dobę. Tu zmiana 25zł max. Bo ludzie biedni lub głupi wypiszą się ze szpitala na własne żądanie przedwcześnie. I wrócą, a koszt leczenia powikłań jest znacznie większy. natomiast znikną babcie chore jedynie na starość nieodbierane przez rodzinę, ktora w tym czasie korzysta z renty. W moim miejscowym szpitalu to jest połowa zajętych łóżek na internie. I pojedyncze przypadki na oddziałach dziecięcych. - niewielka opłata za wezwanie pogotowia ratunkowego - np 20 zł. Kiedyś była. Zniesiono po przypadkach niewezwania zakończonych zgonem lub pogorszeniem stanu chorego, którego leczenie kosztowało znacznie więcej niż gdyby leczenie podjęto na czas. - Wielokrotne recepty na choroby przewlekłe - Wystarczy zlecenie stałe dla apteki (miałam takie podczas pracy zagranicą- astma- to nie mija). Po prostu w aptece była recepta, moje dane i ilość opakowań na miesiąc. Zaletą było oprócz niechodzenia do lekarza po papier to, że apteka zawsze wiedziała co ma dla mnie sprowadzić i kiedy. Współpłacenie istnieje w Czechach- odpowiednik polskich 4,50 zł za wizytę, 10 zł za dzień w szpitalu, 15 zł za wezwanie karetki. To działa, mimo niskich kwot. Mimo zwolnienia bardzo biednych z tych opłat. Ale pamiętam jak opisał to jakiś polski brukowiec i jak byli ministrowie zdrowia grzmieli, że tak być nie może w Polsce, bo biedni będą umierać. Choć naprawdę biedni przecież nie płacą. Ale fajnie brzmiało, bez sensu, ale fajnie.
  • 2014-03-07 05:44 | joanna

    janosikowe szkodzi ludziom na prowincji

    Dzięki janosikowemu nędzne władze samorządowe mogą sobie bezpiecznie siedzieć na swoich posadkach- na pensje urzędników i podstawowe wydatki tej kasy wystarczy. Nie trzeba się wysilać, zabiegać o inwestorów. W efekcie na prowincji nie powstają nowe miejsca pracy, a z ich powstawania w prężnych miastach korzystają nieudolni urzędnicy na prowincji bardziej niż ludzie, którzy te zapyziałe miasta i miasteczka opuszczają by szukać pracy tam, gdzie są na nią jakieś szanse. Janosikowe nie zasypuje podziałów poziomu życia ludzi między bardziej a mniej rozwiniętymi ośrodkami, a je pogłębia.
  • 2014-05-11 07:09 | joanna

    Re:Recenzja filmu: „Powstanie Warszawskie”

    Film szczerze polecam. Natomiast dyskusja o sensie powstania od lat jest bardzo powierzchowna, skupia się na skutkach, co łatwe, kiedy są znane. Na liczbie ofiar w taki sposób jakby naród polski od początku okupacji nie był dla nazistów bydłem do wyrżnięcia tylko spokojnie sobie żył w ślicznej Warszawie, czemu dopiero powstanie położyło kres.tymczasem od początku wojny tylko w egzekucjach zamordowano 32 tys. ludzi, wywózki do obozów koncentracyjnych i na roboty trwały, fakt- miasto nie było niszczone, nie było takiego planu. Wszak po wyrżnięciu Polaków miało to być piękne miasto dla Niemców. Niestety, ofensywa Armii Czerwonej położyła kres tym mrzonkom i wtedy- dokładnie 27 lipca 1944 Hitler wydał rozkaz przekształcenia Warszawy w festung Warschau - miasto twierdzę bronioną dopóki nie zamieni się w morze ruin, do ostatniego żołnierza. Jaki zaplanował tam los dla wrogiej ludności miejscowej chyba nietrudno zgadnąć. Zresztą los ludności niemieckiej w festung Breslau lepszy niż warszawiaków nie był. Rozkaz Bora- Komorowskiego był odpowiedzią na te plany. I dokładnie z powodu tych planów nazistowskich Sowieci nawoływali do powstania (radiostacja Wanda) i obiecywali pomoc (lotniska dla samolotów ze zrzutami) bo zdobywanie festung Warschau byłoby Stalingradem-bis. Jednocześnie, wyzwolenie Warszawy działaniem powstańców byłoby ogromnym argumentem w przetargach politycznych o stopień uzależnienia Polski od Moskwy. Taki scenariusz udał się w Jugosławii. Jednocześnie, nie było żadnych złudzeń w AK i wśród ludności wykształconej jaki będzie ich los gdy "wyzwolą" Sowieci. Dokładnie taki sam jaki był los ludności polskiej po 17 września 1939 na terenach zajętych na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. Dla nic też byliśmy bydłem do wyrżnięcia,od razu lub w obozach pracy. W sumie, Powstanie Warszawskie i Powstanie w Getcie Warszawskim półtora roku wcześniej było tym samym- wyborem między śmiercią w walce a śmiercią upodlonego niewolnika. Przy czym niewielkie szanse (lub złudzenia raczej) Powstanie Warszawskie miało.
  • 2014-05-12 08:46 | joanna

    Re:Recenzja filmu: „Powstanie Warszawskie”

    @ 88, niech się Pan(i) nie dziwi niewiedzy i niezrozumienia, które dyskusjom nt. powstania towarzyszą. I komunistyczna propaganda i sposób uczenia o nim zrobiły swoje, i sposób przedstawiania powstańców jako żądnych przygody ale nie za mądrych młodych ludzi, co nadal trwa. Zrobiło swoje "uciszenie" przez władze komunistyczne tych, którzy prawdę o Państwie Podziemnym dać mogli, nieczytanie książek przemycających prawdę (legalnie wydanych-np. Podlewski, Kamiński) i przekonanie, że jak ktoś nie był w konspiracji to szanse na przeżycie miał. Bo syt. kiedy ktoś jedzie do pracy, idzie do sklepu i nie wraca bo łapanka, bo egzekucja i przerasta naszą wyobraźnię, i po prostu w wielu prowincjonalnych miejscach była rzadka. Ale nie w Warszawie. Moja bliska rodzina ukrywała się podczas okupacji w Warszawie (nasze miasto było włączone do Rzeszy) a jednak w Powstaniu nie byli- wcześniej aresztowani (ci, którzy przeżyli, "zawdzięczają" to obozom koncentracyjnym i przymusowym robotom) lub zabici- także ci, którzy w nic się nie angażowali a po prostu znaleźli się w złym miejscu, w złym czasie lub ktoś na nich doniósł- wbrew wielkiemu mitowi powszechnego oporu wobec okupanta- donosicielstwa nie brakowało. Większość ludzi żyła w poczuciu beznadziei porównywalnej do czekania na wyrok śmierci, jak nie z z ręki okupanta to "wyzwoliciela". I na to powstanie czekało- od wiosny '44 roku powszechne było "trzeba coś zrobić zanim Niemcy nas wyrżną", "dlaczego Armia Krajowa nic nie robi" (istniało realne ryzyko, że dowództwo przejmą bardzie "gorączkowi" a mniej kompetentni dowódcy) i wobec rozkazu stawienia sie 100 tys. ludności do budowy umocnień festung Warschau walki wybuchną bez rozkazu, bez dowództwa i przygotowanych wcześniej planów. Napisał Pan(i) "powstanie i tak by wybuchło" i to jest prawda, której nie zakwestionowali wprost nawet "reżimowi historycy". fakt, że coś się wydarzyło jest najlepszym dowodem, że wydarzyć się musiało w takiej syt. jaka była wówczas, nie w takiej jaką wyobrażają sobie ludzie, którzy nigdy nie przeżyli wojny.
  • 2014-05-24 07:11 | joanna

    zaraz, zaraz szanowny panie redaktorze

    Z góry założył Pan, że to polska strona zawaliła. Nadmiar wiary w "solidność zachodniego dostawcy" i "polski bałagan". A tymczasem Pendolino podczas testów pojechało 291 km podczas testów, a "dostawca zachodni"- dla Pana synonim solidności nie chce dać homologacji na taka prędkość dla następnych składów twierdząc, że nie ma gdzie ich testować?! Tamte tory, na których testowano ktoś zwinął? Czy może cwaniakowaty dostawca ma ochotę wcisnąć towar nie spełniający wymogów umowy licząc, że wielkiemu Alstromowi Polacy potulnie ustąpią płacąc za kit bo się ładnie nazywa? Szanowny Panie, rolą dziennikarza jest przynajmniej dociekać prawdy a nie pisać pod z góry założoną tezę. A dziennikarz ekonomiczny powinien mieć jakąś wiedzę jak wielkie koncerny traktują rynki, które uważają za ciemniaków, którym można wciskać szklane paciorki twierdząc, że to drogocenne klejnoty. Jest to powszechne zjawisko, w "drobniejszym" przemyśle są nawet osobne działy produkcji.
  • 2014-05-24 09:52 | joanna

    Re:Szybka kolej w Polsce, szybki powód do kpin

    lenny, odcinki, na których testowano Pendolino w listopadzie ubiegłego roku istnieją. Można ich użyć ponownie. Tak jak użyto do przetestowania tego pierwszego egzemplarza. To jest po prostu przekręt Alstromu, który nie wywiązuje się z umowy, której częścią jest homologacja. Alstrom nie domaga sie bowiem udostępnienia torów do testów, tylko twierdzi, a polskie media za nim powtarzają, że takich torów nie ma, choć są jak były pół roku temu. Absolutnie nie powinniśmy tych pociągów brać dopóki dostawca nie zapewni tego, do czego sie zobowiązał czyli homologacji- kary umowne są naszym zyskiem. Jesli nie zapewni- to jest zawsze podstawa do odstąpienia od umowy. Niech sobie te pociągi Alstrom wciska gdzie chce. Ich sprawa.
  • 2014-08-13 06:55 | joanna

    dlaczego? dla kasy

    Przecież nowego konia kupi się za tyle, ile ten zamęczony na śmierć zarobi przez dwa miesiące. I to nie najlepsze. Popełnia Pani błąd uważając, że dla fiakra koń jest czymś więcej niż np. samochód dla taksówkarza czy szlifierka dla stolarza. To jest TYLKO urządzenie do zarabiania pieniędzy. I nie tylko górale tak mają, nie tylko wieś, gdzie chorego psa się "usypia" łopatą, gdzie szczeniaki się topi czy zakopuje. Nie lepsze jest miasto, gdzie piesek dla wielu jest zabawką, którą jak "się zepsuje" czyli zachoruje, zestarzeje to "na leczenie nie stać" paniusi, która ma na nogach buty za pięćset złotych. Efekty "nie stać na psi hotel" czy zapłacenie osobie, która zajmie się psem kiedy "biedni państwo" w Hiszpanii na wakacjach widać w każdym schronisku o tej porze roku. Oczywiście piesek niezaczipowany bo to skutkuje podatkiem a na te 14 czy 20 zł rocznie to tych państwa przecież nie stać. Żeby stosunek do zwierząt się zmienił nie wystarczy edukacja i prawo. Ani jedno ani drugie nie trafia do ludzi o mentalności dorobkiewicza, widzącego wszystko przez pryzmat kasy i wygody. Czyli do większości Polaków, bo większość traci rozum i wszelkie hamulce kiedy chodzi o kasę i o popisanie się nią przed innymi.
  • 2014-08-26 06:22 | joanna

    to zasługa Polaków nie banku i rządu

    W ramach naszego koszmarnego kompleksu jacy to my jesteśmy gorsi niż reszta Europy (bzdura kompletna!) nie zauważamy, że to rozsądek zdecydowanej większości z nas spowodował, że banki mają zyski a nie ogromna liczbę niespłacalnych kredytów. Pomimo sensacyjno-sentymentalnych artykułów o "biednych kredytobiorcach, których nie stać na spłacanie rat" i innych matematycznych idiotach, takich osób, rodzin, które postanowiły pożyć sobie na poziomie, na który ich nie stać jest procentowo bardzo mało- zaledwie 5% gospodarstw domowych Polaków. W Hiszpanii ponad dwa razy więcej, przy czym kwota, którą taki przeciętny zidiociały hiszpański kredytobiorca ma do spłacenia jest również ponad dwukrotnie wyższa prze przeciętnym wynagrodzeniu wyższym tylko o połowę. Oczywiście, to nie znaczy, że 95% rodzin nie ma kredytów do spłacenia. Ma- 10% rodzin ma kredyty hipoteczne, 22% rodzin ma kredyty w ogóle. Na tle Europy to jest po prostu- pikuś! Szczególnie, że zdecydowana większość to po prostu ratalne zakupy. Mimo nachalnej reklamy banków, mimo nachalnego zachęcania w każdym banku. Mimo pokrętnego tłumaczenia jaki jest koszt kredytu albo liczenie, że Polak jest jak ta idiotka w reklamie, która zachwyca się, że dostaje kredyt "za dychę" kiedy jest to 12% rocznie przy deflacji! A jednocześnie 40% Polaków ma oszczędności. Fakt, niewielu ma duże, większość małe, ale jak na nasze zarobki to jest dowód, że wielu z nas umie gospodarować pieniędzmi dużo lepiej niż "ci mądrzy (bzdura!) i bogaci na Zachodzie". Sporo tych oszczędności leży w skarpecie, nie w bankach. Ale to niech sobie banki odpowiedzą, co robią nie tak, że ludzie nie chcą im powierzyć kasy. Może miałyby jeszcze lepsze wyniki.
  • 2014-08-26 09:12 | joanna

    czyżby?

    @ kaesjot, napisał Pan kompletną nieprawdę, najwięcej "zaskórniaków" mają rolnicy, potem pracujący na własny rachunek, pracujący na etacie na 3. miejscu a emeryci w 80% nie maja odłożonego ani grosza. Ja rozumiem, że na forum to można pisać co się tylko chce, ale może lepiej pisać o czymś o czym ma się pojęcie. To jak u Twaina- "lepiej milczeć i uchodzić za głupka niż się odezwać i rozwiać wszelkie złudzenia".
  • 2014-08-27 14:40 | joanna

    słuszne spostrzeżenia, ale..

    W badaniach nad stanem oszczędności to sam badany dokonuj podziału na "oszczędności rozumiane jako środki NIE PRZEZNACZONE na bieżące utrzymanie w kolejnym okresie" oraz "NIE PRZEZNACZONE na finansowanie swojej działalności" czyli musi wyodrębnić "odłożone". Oczywiście, nie ma mowy o bardzo precyzyjnych wyliczeniach, nie ma mowy o tym, że te oszczędności nie zostaną przeznaczone na finansowanie działalności jesli bedzie to niezbędne. Ale fakt, że nie można czegoś wyliczyć co do grosza nie oznacza, że to coś nie istnieje. Oczywiście, że niepewnośc, która towarzyszy rolnictwu i pracy na własny rachunek sprzyja oszczędności podobnie jak praca na etacie ze wszystkimi zabezpieczeniami na wyp. choroby czy zwolnienia sprzyja zaciąganiu kredytów co nie znaczy, że nie ma etatowców niezadłużonych. Jednak fakt, że aż tak wielu Polaków ma oszczędności mimo płac przy których odkładanie wymaga wiele rozsądku i dyscypliny bardzo dobrze świadczy właśnie o naszym rozsądku i dyscyplinie. Tu istotne jest to, że pracujący za średnia krajową potrafi odłożyć w ogóle a nie że odłożył miliony bo to niemożliwe. To nie jest możliwe nigdzie dla średniaka. Natomiast to, że tak niewielka grupa ludzi ma oszczędności bardzo duże w porównaniu z ogółem populacji jest wynikiem oczywistej ogromnej dysproporcji między najwyższymi dochodami a średnimi i niskimi. To zjawisko nie ma jednak nic wspólnego z generalną zdolnością do rozsądnego gospodarowania swoimi dochodami przez ogół społeczeństwa a nie tylko bogaczy, którzy po prostu nie są w stanie aż tak dużo wydać.
  • 2014-09-17 07:45 | joanna

    winna jest wyłącznie tvp

    Kiedy Polsat kupował prawa do transmisji mogła to zrobić i TVP. Nie zrobiła bo ma w d... dobro widza, dba wyłącznie o to by "kto trzeba" zarobił na głupkowatych programach i serialach. Taka to "misja społeczna" państwowych mediów- pokazywać bzdury, na które kasa jakoś jest. Kiedy Solorz przedstawił propozycję odkupu- kwota ha,ha, ha 4 bańki dla tego molocha za dużo- żart po prostu, TVP liczyła na "innych"- a to, że polityk załatwi, a to że Orlen dołoży. Orlen akurat jedzie na stratach, że ho, ho (Możejki) i ciekawe który prezes połozy głowę, że daje kasę na siatkówkę jak ma w bilansie czerwono aż miło. I nie rozumiem dlaczego klient stacji benzynowych ma sponsorować komuś oglądanie siatkówki skoro państwowa instytucja pod nazwą TVP nie chce z jego podatków zapewnić szerokiego dostępu. Szanowny zarząd TVP powinien za taką realizację "misji społecznej" i takie prowadzenie biznesu (stracony przychód z reklam w najdroższym czasie antenowym) zostać wysłany na zieloną trawkę. Nie tylko mogli dać widzowi radość oglądania ale jeszcze dobrze na tym zarobić. Szukanie winnego to jedynie próba wykpienia się z odpowiedzialności za swoją nieudolność, nic wiecej.
  • 2014-09-18 05:05 | joanna

    dlatego, Lauro...

    ...że oprócz Pani czy mnie niebędącymi fankami futbolu są jeszcze ludzie uczciwie pracujący, płacący swoje podatki i składki, którzy oglądają mecze, chodzą na imprezy na Narodowym. Podobnie są ludzie, którzy chodzą do parku, który też trzeba utrzymywać z podatków, biblioteki, które grosza nie zarabiają, teatry, filharmonie dofinansowywane z budżetu. I tak jest w całym cywilizowanym świecie, dziwne prawda? A może nie dziwne, może coś takiego jak budżet państwa po to właśnie jest by nie tylko najbogatszych nielicznych stać było czy to na bilet na mecz, czy na koncert, czy na operę. Chce Pani podziału na bogatych z dostępem do tego co zapewnia współczesny świat i biednych, którym pozostaje telewizja, by pooglądać jak bawią się ci, którzy mają kasę? Bilans "ile kosztowało Euro", bilans Narodowego to po stronie kosztów również 150 tys. miejsc pracy przy budowie, setki (prawdopodobnie dobrze ponad tysiąc) miejsc stałej pracy przy utrzymaniu obiektów- proszę policzyć ile to może być wpływów z podatków i składek o ile mniej zasiłków i zapomóg. Ilu ludzi ma pracę przy produkcji i sprzedaży gadżetów, kiełbasek itd.Ile ta TVP ma wpływów z reklam przy okazji transmisji- a raczej miałaby, gdyby miała pojęcie o zarabianiu pieniędzy a nie tylko wyciąganiu łapy po abonament i dotacje.
  • 2014-09-19 05:20 | joanna

    camelu...

    Niestety, polska prasa dopóki jest sensacja-rewelacja z gat. Mamy-dla-was-bardzo-złą- wiadomość pisze dużo i bardzo emocjonalnie co wiele osób przekonuje, a potem, jak okaże się, że "jednak, kurczę, nie mieliśmy racji siedźmy cicho". Otóż te mityczne pieniądze przeznaczone na "wspieranie itd..." to jest to jest właśnie -mit. Pieniądze wydane na Euro 2012 nie są wcale "nieproporcjonalne do niczego". Są bardzo proporcjonalne do zysków z ogromnych wpływów podatkowych od wszystkich tych, którym Euro dało zarobić- hoteli, restauracji, kawiarni itd., oraz tych, którzy je zaopatrują. Dzięki Euro były one wielokrotnością zwykłych obrotów. Jaki to bilans- 4 miasta gospodarze wydały 195 mln zł ( z czego 48 mln dała UEFA i sponsorzy) przychody z turystyki tylko w czasie EURO - 1,5 mld zł. Drobne 10 razy więcej . Faktycznie kiepski interes. Przez 2 lata, które minęły od EURO- WSZYSTKIE miasta gospodarze odnotowują zwiększone wpływy z turystyki w tym Gdańsk- dwukrotny w 2013, trzykrotny w 2014. Wszystkie inwestycje poniesione na EURO 2012 w miastach (nie tylko goszczących- np. dworce na trasie- Kutno itd.) nadal istnieją i służą Polakom. Czy to źle? Nie jest prawda dopłacanie do piłki klubowej- budżet państwa nie daje żadnemu klubowi ani grosza. Samorządy -tak. Nie podoba się? Wybory tuz, tuż. Nie jest prawdą dopłacanie do, pożal się Boże, reprezentacji narodowej. Ma sponsorów, nie kosztuje podatnika nic. Nie jest prawdą, że PZPN bierze pieniądze z budżetu- jest stowarzyszeniem takim samym jak związek hodowców pietruszki- nie dostaje kasy. Od związku hodowców pietruszki różni sie tym, że WPŁACA regularnie podatki do budżetu państwa- z opłat licencyjnych, które wnoszą kluby ligowe, z transmisji, z FIFA, UEFA, 15 proc. z biletów na mecze reprezentacji, od spółki - dochodowej Ekstraklasa SA, od sponsorów, ze składek członkowskich sędziów, delegatów, członków okręgowych związków. W sakli roku PZPN dostaje 3,5- 5 mln "państwowego" na szkolenie młodzieży. Podatki, które PZPN płaci to ok. 10 mln rocznie. Stadion Narodowy, sól w oku tych, ktorzy chcieliby by im "państwo dawało ludziom" na wzór dziada, któremu łaskawe panisko daje, ma bilans prawie zrównoważony- są duże szanse, że za 2014 będzie miał zysk. Ciekawe czy prasa napisze? Obstawiam, że ani słowa. Podobnie Ergo Arena, dołuje PGE Arena- dopłaca samorząd, który jest pracodawcą zarządu. Widać źle wybrał. Reasumując, wyniki na murawach nie sa wynikami finansowymi. Czasy kiedy komunistyczne państwo dawało kasę na piłke kopaną mamy za sobą, choć wiele osób tego nie wie po prostu. Ciekawe dlaczego polskie media epatujące wydatkami, o ktorych źródłach finansowania na ogół milczą, milczą również o zyskach. Bo ciemny lud kupi tylko złe wiadomości? Bo oprócz zawodzenia nad "tyle kasy wydano!" żadna inna wiadomość to nie jest wiadomość? Czy może dziennikarskie bractwo nie wie, że finanse piłkarskie od wielu lat są przedmiotem audytu Deloitte'a czy może przeczytanie raportu audytorów to zbyt duzy wysiłek intelektualny dla dziennikarzy?
  • 2014-10-03 10:41 | joanna

    Re:Alexandra Richie o tragedii Powstania Warszawskiego

    Książkę z pewnością kupię bo ciekawa jestem spojrzenia nieskażonego długo i skutecznie wpajanymi nam opiniami, że to Powstanie doprowadziło do zagłady miasta i takiej liczby ofiar. Z czym się absolutnie nie zgadzam. mam nadzieję, że P. Richie poświęciła odpowiednio dużo miejsca pewnemu rozkazowi Hitlera z dn.27 lipca 1944 o przekształceniu Warszawy w Festung Warschau bronionej do ostatniego naboju i o jego konsekwencji- próbie zmuszenia 100,000 Warszawiaków do budowy fortyfikacji. Próbie nieudanej- nie zareagowano na obwieszczenia, a konsekwencji wobec takiego oporu nie zdążono wobec opornych wyegzekwować- z powodu wybuchu Powstania. Na ów tak masowo potępiany rozkaz, zgodnie z planem wadliwym ale jednak istniejącym, który- moim zdaniem - zapobiegł wybuchowi całkowicie niezorganizowanego oporu wobec prób zmuszenia Polaków by ze swojej stolicy uczynili hitlerowską twierdzę. Z której przecież naziści nie zamierzali ewakuować wrogiej sobie ludności a raczej rozwiązać jej problem dokładnie tak, jak to uczynili z ludnością podczas Powstania oraz jak czynili od początku okupacji. To ten rozkaz Hitlera przesądził o losie Warszawy i Warszawiaków, nie rozkaz Bora-Komorowskiego, który był jego konsekwencją całkowicie zrozumiałą. To nie dowództwo AK a Hitler i Stalin dali Warszawie wybór między śmiercią a śmiercią.
  • 2014-10-12 06:23 | joanna

    Niestety..

    Nietsety, kto w Polsce nie wykazuje się "parciem na szkło" i to w sposób możliwie najbardziej spektakularny temu cała "fachowość" psu na budę. Będzie przepychany od departamentu do departamentu, od urzędasa, do urzędasa, który zupełnie bezkarnie bo po cichu, niewidocznie dla nikogo będzie załatwiał sprawy tych, którzy potrafią "umedialnić temat". Bez wścibskiego dziennikarza, depczącego po piętach, pokazującego i nazywającego z imienia i nazwiska osoby odpowiedzialnej za coś- jaśnie wielmożny urzędnik nie czuje się odpowiedzialny za nic poza swoim wynagrodzeniem i by zbyt późno z roboty nie wyjść i za bardzo się nie narobić.
  • 2014-10-15 06:20 | joanna

    Re:Gdzie żyją najbogatsi ludzie świata

    Bo tak na czuja to w UK jest pod tym względem znacznie gorzej niż w Polsce. "Na czuja" to pewnie tak, ale współczynnik nierówności Ginniego jest dość skomplikowanym wzorem matematycznym. Nie tylko uwzględnia istnienie dużych majątków ale również ile osób je posiada, nie tylko poziom biedy (jaki ułamek średniej stanowią dochody najbiedniejszych), ale również ile osób żyje na takim poziomie, a tak naprawdę najistotniejsza jest liczebność "średniaków". Jest to w miarę wiarygodne badanie. W przeciwieństwie do badania porównawczego ilości biednych w poszczególnych . krajach, wg którego WIĘCEJ jest biednych w Niemczech niż w Bułgarii, i mniej więcej tyle samo co w Rumunii.
  • 2014-11-08 06:54 | joanna

    to również sukces finansowy

    Całkowity koszt budowy wyniósł 643 mln minus 470 mln z UE czyli polskiego podatnika ta budowa kosztowała 173 mln. W wersji niszczącej Rospudę- całe 440 mln miały pochodzić z budżetu, bez dopłat z Unii (tak poprowadzona trasa nie spełniała wymogów środowiskowych unii). Być może niewielu czytelników Polityki wie, że niezwykłość doliny Rospudy podobnie jak biebrzańskie bagna, Krutynia, Czarna Hańcza przyciągają niemałą liczbę turystów zagranicznych- szczególnie fanów kajaków. Niemców (mają bliżej) ale i np. Francuzów, którzy już takich krajobrazów, takiego piękna u siebie mają już bardzo mało. To jest warte dostrzeżenia istotne źródło dochodów w regionie, gdzie pracy nie ma. Norwegię stać by było na więcej niż 664 km autostrad, które ma, Finlandię na więcej niż te 740 km ale swojej natury niszczyć nie chcą wiedząc, że piękno przyrody to konkretny pieniądz. Co do "niezapłaconych odszkodowań" - protestują ludzie, którzy nie zaakceptowali takiej wysokości, jaką zaakceptowali inni wywłaszczeni. Z ponad 500 osób, które wywłaszczono nadal domaga się większych pieniędzy niż dostali inni -80 (osiemdziesiąt) osób. Być może wygrają sprawy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym wystarczy by wykazali wyższą wartość ich ziemi niż ziemi sąsiada.
  • 2014-11-12 09:52 | joanna

    Pan redaktor o polityce i partiach czyli NIC Pan nie rozumie

    Mój wpis nie jest odpowiedzią na poprzedni, choć częściowo tak: @vps napisał: "Chuligani to inna sprawa, z nimi nikt się nie utożsamia." Moje "ja" sprzed 25 lat się z nimi utożsamia, moje obecne- ich rozumie. Może dlatego, że taką młodzież pełną wściekłości znam, rozmawiam z nimi "jestem w porzo". To moi sąsiedzi na przykład. Chodziłam za zadymy w latach 80tych jak oni teraz by pojechali gdyby mieli pieniądze na podróż. Powód był ten sam choć hasła inne- z "Solidarnością", pałą na doopę generała, itp. Nie wierzyłam, że obalę komunę, że jakiś więzień polityczny przez to wyjdzie, nie chodziło mi o zabitych robotników Wybrzeża czy Wujka- to nie mogło Im wrócić życia. Po prostu miałam dość znoszenia beznadziei, perspektywy ciągłego biednego życia, POGARDY DLA ZWYKŁYCH LUDZI. Tak jak oni idą teraz wyżyć swoją wściekłość ludzi pozbawionych nadziei. Bo oni jej nie mają jak ja wtedy. Ja teraz należę do wygranych, ale nie do ślepych niedostrzegających beznadziei innych, mniej zamożnych. Tu nie chodzi o to, czy ktoś jest biedny- biedna byłam i ja w ich wieku- półsierota na utrzymaniu nauczycielki. Chodzi o to, że ja w systemie obecnym mogłam sobie poradzić a oni- nie. Oni są pariasami skazanymi na biedę przez biedę dużo mniejszą niż w moim domu ale dużo dotkliwszą, poniżającą, skazującą na "dożywocie w biedzie i pogardzie". I nie chodzi tu o pogardę polityków, tych nie spotykają a jeśli już to politycy im się podlizują. To pojawia się dużo wcześniej. Nie chodzili do przedszkola, bo trzeba było płacić za nie. Dla rodziców (jeśli oboje pracowali) te sto kilkadziesiąt złotych to było dużo. To się zmieniło- ku mojej uciesze. Ale przedszkoli nadal brakuje więc jest: dziecko bogatych- opiekunka, często wykształcona, droga, dziecko biedne- babcia półanalfabetka. I zero kina- drogie,parków tematycznych, wycieczek itp. pozostaje głupia tv, komputerowa gra piracka. Szkoła- moi nauczyciele (lata 1972-1985) to uczyli a nie "realizowali program". Różnice w wynikach dzieci z domów inteligenckich i robotniczych były- ale niewielkie. Korepetycje- wielka rzadkość, przed maturą i to tylko dla aspirujących na najbardziej oblegane kierunki albo kompletnych matołów. Teraz- podział na obstawionych korepetytorami od podstawówki lub konieczna pomoc rodziców, którą dadzą tylko ci wykształceni. Zero współpracy wychowawców z rodzicami "biedoty"- nie będzie się pani nauczycielka zniżać. Wobec braku zawodówek, małej liczby techników, liceów zawodowych, słabo przygotowana młodzież ląduje na jakichś "kulturoznawstwach" i innych takich bzdurnych kierunkach. Bez perspektywy pracy. Albo idzie do roboty do sklepu czy magazynu za najniższą krajową albo umowy śmieciowe. I jak od dzieciństwa- oglądanie "bogatego świata" - gdzie ludzi stać na kino, piwo w knajpie a nie w domu, wakacje, ciuch oryginalny. I cały czas pogarda dla biednych, traktowanie ich z wyższością, bez odrobiny szacunku - widziałam to w publicznej przychodni zdrowia, w której bywam rzadko. Stać mnie na uprzejmość i zainteresowanie lekarza za 100 zł za wizytę prywatną.W publicznej nie dostałam nawet odpowiedzi na "dzień dobry". Tak jak oni. Widać to w traktowaniu przez policję, straż miejska młodych ludzi- tych dobrze ubranych to jakoś omijają. Tych gorzej- legitymują, rewidują ot, tak. Na własne oczy widziałam- jedna grupa "lepszych" szła niezatrzymywana, "gorsi" do "dostawczaka" choć zachowywali się tak samo- zupełnie spokojnie. No ale rodzice tych lepszych mogliby narobić kłopotów tych 'gorszych" nie narobią. Nadal jestem liberałem, nie uważam by dobre było państwowe wyrównywanie dochodów. Ale do cholery jasnej- nie zgadzam się na nierówność szans, na to, że człowiek od pieluch jest skazany na nędzną egzystencję, na poczucie niższości bo nie ma pieniędzy by kupić sobie szanse, by być traktowanym jak człowiek a nie parias.
  • 2014-11-13 05:34 | joanna

    Re:Świętowanie niepodległości na dwa sposoby

    @ remm Nie. Widać nie pamiętasz PRLu i nie zastanawia Cię dlaczego nastąpił Czerwiec '56,Grudzień '70, dlaczego w '76 płonęły komitety partii, dlaczego w 1980 stanęła cała Polska. Dlaczego jednym z postulatów Sierpnia '80 były kartki na mięso. Zadowoleni ludzie tego nie robią. Tym bardziej, że za PRLu to mozna było dostać kulę w łeb. To była beznadzieja dla wszystkich poza partyjnymi bonzami, MO, bezpieką i cinkciarzami. Ale- były też rzeczy dobre. Dobra edukacja, utrzymywanie przez państwo instytucji kulturalnych, klubów sportowych amatorskich, Domów Kultury. Z tego państwo zrezygnowało nie dlatego, że w demokracji i kapitalizmie ich nie ma, czy nie ma dotacji- bo były i są w państwach zachodnich, niektóre od XIX wieku. Po prostu w ramach zachłystu Zachodem jako materialnym bogactwem państwo odpuściło sobie "niematerialny dorobek cywilizacji" oddając takie nieefektowne dziedziny samorządom lub komercji. I tu zawiedliśmy my- wybierając wójtów czy burmistrzów, którym przedszkole to nie dość efektowne, szkoła mało ważna, klub sportowy- "niech zarabia na siebie". Zwyciężyła mentalność chłopsko-sklepikarska "się musi opłacać" którą skwapliwie podjęli kolejni rządzący by przypodobać się wyborcom, którym imponuje wyłącznie materialne bogactwo. Którzy nie widzą skutków przyszłych dalej niż za rok, kilka lat.
  • 2014-11-15 06:33 | joanna

    a wcześniej dowiedzcie sie kim kandydat jest

    Pójdę, zagłosuję. Nie na partię bo przynależność do żadnej partii nie oznacza ani pracowitości, ani uczciwości ani inteligencji. Zagłosuję na ludzi, którzy COŚ W ŻYCIU ZROBILI sensownego. Nie można się tego dowiedzieć w dobie wszechwiedzącego Googla? Wolne żarty, tłumaczenie własnego lenistwa lub głupoty- Pudelek.pl potrafi wpisać a nazwiska kandydata nie? To są wybory samorządowe czyli głosowanie na ludzi do roboty przyziemnej jak miejska kanalizacja a nie na jakąś politykę. Tymczasem w gazecie lokalnej, w gazetach ogólnokrajowych czytam ile poszczególne partie wezmą miejsc. To nie czytelnik wymyślił, żeby z samorządów, które mają robić konkret robić kolejne polityczne demonstracje, nabijać sobie punkty jak w jakiejś grze on-line. Tu wygrywa ten, kto coś zbuduje, poprawi życie swojej społeczności. Nie obchodzi mnie z jakim obozem on się utożsamia- chodnik ma być równy a nie pisowski czy peowski. Myślę, że to upolitycznienie wyborów samorządowych zniechęca wyborców. Czyli tak naprawdę zniechęcają ich media tymi idiotycznymi rankingami. Zagłosuję na prezydenta miasta, którego osobiście bardzo nie lubię (prezydenta nie lubię, nie miasta). Nigdy nie lubiłam - do tych samych szkól chodziliśmy- niekoleżeński, wymądrzający się, zarozumiały, i brzydki do tego. Dlaczego zagłosuję na człowieka, którego nazywaliśmy "mendą"? Bo bardzo dużo w naszym mieście zrobił czyli bardzo dużo zrobił dla mieszkańców. Więcej niż poprzednicy- być może milsi, jeden nawet całkiem przystojny. Z jakiej on jest partii? Nawet nie wiem.
  • 2014-11-16 07:24 | joanna

    Re:Żakowski na koniec kampanii: Idźcie, głosujcie i czyńcie sobie Polskę poddaną!

    @ rozczarowany czytelnik Otóż to! Dopóki człek nie pojedzie (po tych autostradach co to wg mediów albo nie istnieją albo się sypią a w realu to całkiem dobrze się mają w jakichś 99%) do konkretnego polskiego miasta to można by sądzić, że nic się tam nie buduje, nie usprawnia, nie upiększa tylko cała lokalna władza zajęta jest partyjnymi rozgrywkami całe dnie i bezsenne z udręki noce. A jest to kompletna nieprawda w zdecydowanej większości polskich gmin i miast. Rozumiem, oczywiście, że łatwiej jest pisać ideologiczne teksty w domowym zaciszu niż "przeprowadzić badania w terenie" ale chociaż na portale lokalne, na bryla.pl, na prasę lokalna to moglibyście sobie panowie dziennikarze zajrzeć skoro nie chce wam się ruszyć .. nie powiem czego.
  • 2014-11-20 13:04 | joanna

    Re:Jak świat (nie) radzi sobie z niewolnictwem. A Polska?

    @ Zofia, wszyscy ci ludzie MOGĄ z tej pracy odejść w każdej chwili, nikt ich za to pobije, zgwałci, zamorduje. Niewolnicy- a to o nich jest ten artykuł - tak płacą za odejście. Nie widzi Pani różnicy?
  • 2014-11-24 06:56 | joanna

    Re:Najmądrzejsze, najzdrowsze, najtańsze w utrzymaniu... Najlepsze psy świata?

    @ Katarzyna W. O ile ten wielorasowiec jest poczciwy. Bo często nie jest, mieszanka genów może być bardzo niekorzystna a zachowanie psa nieprzewidywalne- bo nie wiadomo jakie cechy odziedziczył. Od wielu lat mam i psy rodowodowe (wybieram wg kryteriów charakteru nie wyglądu) i przygarnięte kundle. Problemu z posłuszeństwem czyli tym, co człowiek może wypracować u psa nigdy nie miałam. Natomiast nie da się pozbawić psa, który ma w genach lek przed burzą, przed hałasem tego lęku pierwotnego, który w wielu rasach został wyeliminowany selekcją. Podobnie- instynkt polowania, instynkt walki- które rozwijane w pewnych rasach mogły zostać naszemu uroczemu kundlowi przekazane w genach. Bez naszej tego świadomości bo wygląd nie zawsze je zdradza. Albo i zdradza, tylko właściciel nie zna się na rasach.
  • 2014-12-14 09:04 | joanna

    Polak zupelnie normalny i racjonalny

    Artykuły o "oszczędzaniu" demonizują pieniądz tak jakby posiadanie gotówki, lokaty, obligacji to był dowód jakiegoś geniuszu ekonomicznego. Tymczasem należałoby się przyjrzeć NA CO Polak wydaje. I może wyjdzie, że wydaje mądrze a Sknerus McKwacz z lokatami i workiem pieniędzy w piwnicy jest głupkiem, który nie zainwestował. Pięknie "podbijałam statystyki oszczędności" gdy przy nieoszołamiających dochodach udało mi się zgromadzić całkiem niezła kwotę a potem- z dnia na dzień- dołączyłam do "zadłużonych" w domyśle- głupków. Był to dzień zakupu mieszkania dla syna.Co to oznacza w praktyce? Że po spłaceniu (szybkim bo brakująca kwota nie była duża) jestem w posiadaniu nieruchomości o określonej wartości a nie nabijam kabzę innemu właścicielowi zostając bez dachu nad głową w przyszłości. Podobnie człowiek, który inwestuje w remont np. samochodu lub zakup nowego kiedy ten stary ma jeszcze jakąś wartość postępuje mądrzej niż ten, który kasę dusi aż stary będzie jedynie wydatkiem na złomowanie. Podobną inwestycją mogą być książki, kursy języka a nawet przyzwoite ubranie czy leczenie zębów- gdy od tego zależy czy i jaką pracę znajdziemy. Nawet kupowanie pozornie bzdurnych gadżetów jeśli poprawiają naszą jakość życia to również mogą poprawić naszą pracę. Lub uchronić przed wydawaniem na psychologa, leki przeciwdepresyjne- w tym - wódkę. Również "wydatki świąteczne" tak wyśmiewane, niemalże symbol głupoty mają sens- nasze dobre samopoczucie, choć przez kilka dni. Rozumiem nawoływanie do oszczędności- wszak banki muszą mieć kasę by pożyczkami zapychać deficyt budżetowy. Ale cytując klasyka: "nie ze mną takie numery", ja zarabiam po to, by moje życie było udane a nie wasze statystyki. Znowu je podbijam, odkładając na starość. Kwotę sporo mniejszą niż musiałabym wydać na wynajem mieszkania dla syna- studenta.
  • 2015-01-04 07:02 | joanna

    Re:W poszukiwaniu definicji pojęcia „szczęście”

    „Aby stać się naprawdę szczęśliwym, wystarczy przestać porównywać się z innymi” Absolutnie prawda. I punkt drugi- zacząć oglądać świat własnymi oczami a nie poprzez media epatujące złymi wiadomościami, ktore wcale nas nie dotyczą a jedynie wprawiają w podły nastrój- "jaki ten świat jest zły". I wtedy nagle okaże się, że większość z nas ma to, o czym przez wieki ludzkośc mogła tylko marzyć- dostatek pożywienia, schronienie przed zimnem, wolność. O czym nadal większość ludzkiej populacji może tylko marzyć.
  • 2015-01-29 07:14 | joanna

    Tacy humaniści nie stworzą elity

    Problem tzw. humanistów nie ma zbyt wiele wspólnego z pieniędzmi a z młodymi ludźmi, którzy wybierają "humanistykę". Juz na poziomie profilu w szkole średniej. W ogromnej większości jest to młodzież, która spełnia definicję mojego ś.p. matematyka "tacy, którzy matematyki TEŻ nie umieją". Z mojego doświadczenia nauczyciela w liceum- klasy humanistyczne to klasy grupujące osoby o znacznie niższym poziomie intelektualnym, poziomie ambicji i zaangażowania w naukę. Pracowici uczniowie, naprawdę posiadający zainteresowania humanistyczne są wyjątkami. Klasy humanistyczne są wybierane "bo łatwiejsze". Z mojego doświadczenia w nauczaniu jęz. obcego prywatnie- rzadko który uczeń z mat-fiz jest tak mało pojętny jak uczeń z klasy humanistycznej. Co więcej- ŻADEN z uczniów, których przygotowywałam do egzaminów międzynarodowych przez 29 lat pracy nie był z klasy humanistycznej. A z klasy mojego syna z liceum- matematycznej więcej było wysokich wyników z matur i z jęz. polskiego i obcego na poziomie rozszerzonym niż w klasach humanistycznych. Podobnie w paru znanych mi liceach. A powód jest prosty- to były klasy, do których poszły osoby z najlepszymi wynikami z egzaminu gimnazjalnego co wynikało z ich większego zaangażowania w naukę od początku edukacji szkolnej. Jeśli chce się by kierunki humanistyczne były kolebką elit to potrzebna jest taka rekrutacja by wychwytywała tych, którzy elitą być i mogą i chcą. Bo z 19 latka, którego dewizą życiową jest nieprzemęczanie się to żadne pieniądze, żaden wykładowca nie stworzy intelektualisty. Za późno by nadrobić braki w oczytaniu, myśleniu abstrakcyjnym, zainteresowaniach kulturą itd. Które wynikają z lenistwa i mało stymulującego intelektualnie domu. Kształcenie niezależnie od kierunku nie zaczyna się na uczelni wyższej, zaczyna się tak naprawdę od urodzenia. I z młodego człowieka, którego rozwój intelektualny był mało intensywny przez 19 lat nie zrobi się żadnej elity w lat 5. To dokładnie tak jak chcieć zrobić medalistę olimpijskiego z młodego człowieka, ktory zamiast trenować od wczesnych lat przesiaduje przed tv, komputerem i objada się śmieciowym jedzeniem.
  • 2015-01-29 09:46 | joanna

    nie tylko "dobre" ale "bardzo dobre" w naszej sytuacji

    Przede wszystkim warto uświadomić sobie pięć rzeczy: 1. PKB czyli wartość wytworzonych dóbr i usług to nie jest pojęcie przekładające się wprost na sytuację finansową czy ogólnie "życiową" pojedynczych ludzi czy grup. Bo "dobrem" może być autobus na eksport, którego nikt z nas na oczy nie zobaczy. To jest pojęcie dot. rozwoju ekonomicznego kraju. 2. Porównywanie wzrostu PKB "za komuny" kiedy to jego podstawą były dobra niskiej jakości podlegające wymianie na dobra niskiej jakosci w ramach RWPG przy pomocy sztucznego rubla transferowego (był taki radziecki dowcip że to jak ptak, który przeżył tysiąc lat jedząc własne odchody) i ich praktyczna "niesprzedawalność" do krajów zachodnich oraz ogromne inwestycje przemysłowe w wytwarzanie takich dóbr jest pomyłką. To dokładnie tak jak porównywać "majątek" o olbrzymiej objętości zbieracza śmieci do majątku zwykłej rodziny. 3. to nasze PKB jest wytwarzane przez kraj nie posiadający znaczących, drogich i poszukiwanych zasobów naturalnych. Bo węgiel przestał nim być, siarka podobnie, miedź traci na znaczeniu. Czyli nie mamy "skarbu w ziemi" na sprzedaż. 4. mamy bardzo wysokie wydatki budżetowe na emerytury, ktorymi uprzywilejowano dawniej osoby zbyt młode na emeryturę. I ta syt. trwa od wielu lat i nieprędko się zmieni, bo przedwcześni emeryci nie wymrą. To nie tylko mundurowi. To również tłumy byłych nauczycieli, którzy przechodzili na emeryturę w wieku 55 lat (lub 50 nawet- przy odpowiednio długim stazu pracy) podobnie kolej i parę innych zawodów "pod specjalnym nadzorem". Mamy bardzo wiele grup zawodowych nadal uprzywilejowanych, w ktorych zatrudnienie jest zbyt wysokie i w praktyce gwarantowane dla już pracujących (urzędnicy, nauczyciele, górnicy) z dochodów państwa. 5. Na koniec "mit wspaniałego polskiego przemysłu sprzed transformacji". Był równie "wspaniały" jak krowa o pięknych oczach chora na gruźlicę, której mleka sprzedać się nie da a na leczenie nie ma środków. Bo "potoczna" czy "ludowa" ocena wartości fabryki po wyglądzie i zatrudnieniu nie ma nic wspólnego z wartością prawdziwą czyli zdolnością do produkowania dóbr, które z zyskiem się sprzeda. Niestety, kiedy padł sztuczny rynek RWPG okazało się, że żaden demolud (w tym polski lud) nie chce ani Poloneza, ani telewizora Polkolor ani tkanin z Łodzi i butów Radoskóru i produktów setek polskich fabryk. To oczywiście osobista tragedia dla zatrudnionych w nich ludzi i mieszkańców miast, w ktorych fabryki padły ale co było alternatywą gdy nie nalazł sie nikt, kto chciałby je kupić i dostosować do wymogów klientów? Bo Polaków z takimi pieniędzmi by kupić, wyremontować zakłady, w które nie inwestowano od lat 60tych czy 70tych, wyposażyć w maszyny nowoczesne itd. po prostu nie było, a zagranica wolała Azję? Nie jest prawdą, że sprzedano za grosze wartościowe fabryki a raczej to, że chciano je sprzedać za cenę zbyt wysoką i poważni inwestorzy wycofywali się. Jest natomiast prawdą, o której niewielu pamięta lub nie wie, że fabryki za cene złomu i gruzu sprzedane (co odpowiadalo ich wartości) lub nawet taniej istnieją, daja pracę i produkty. Inną prawdą smutną jest również to, że wielu inwestorów poważnych napotkało taki opór samych zatrudnionych, związkowców przy współudziale różnych lokalnych politykierów, nawiedzonych dziennikarzy i innych "nawiedzonych", że wycofali się a inni nie przyszli. Strach ludzi przed zmianami i wiara, że uda się "po staremu" zniszczyła wiele zakładów, które były do uratowania. To nie jakaś "polska głupota", to działo się wszędzie w dawnym RWPG, a i historia industrializacji Zachodu zna ruch niszczenia maszyn ("machinebrakers" czyli luddyści- Anglia 1811) i inne desperackie akcje "zatrzymania zmian". Nie ma "obecnej ekonomii" bez przeszłości, która ma na nią wpływ. Nie ma kraju, który dorobił się w 25 lat- nawet azjatyckie tygrysy nie są "krajami bogatych społeczeństw", czego na ogół nie widzimy. Choć miały start lepszy bo bez zobowiązań z przeszłości. Zresztą w ogóle niewielka jest wiedza o tym w jakiej klicie mieszka całkiem zamożny Japończyk i na jak niewiele może pozwolić sobie Chińczyk. I dlaczego zarabiający najlepiej w Europie Norwegowie muszą żyć bardzo skromnie i pędzą bimber na potęgę. Jednocześnie, weszliśmy do świata zachodniego w momencie nie jego największego rozwoju a kolejnych kryzysów. I to, że jako jedyni w Europie ani jednego roku od czasu początku kryzysu/recesji nie byliśmy na minusie jest naprawdę "cudem nad Wisłą". To, że nie kazdy z nas to widzi wynika i z normalnej ludzkiej skłonności by świat i swój kraj oceniać z perspektywy losu swojego i otoczenia i z ciągle niższego poziomu życia, zamożności. Nie pamiętamy, że "bogaty Niemiec" to większość z tego bogactwa odziedziczył a nie sam sie dorobił, nie jedno pokolenie zbudowało potęgę gospodarczą Niemiec, a wojna zniszczyła jej mniej niż w Polsce w ogóle było wcześniej. Nie mówiąc o krajach, które strat miało mało.
  • 2015-01-31 07:37 | joanna

    Re:Dobre wieści z polskiej gospodarki

    Szanowny @znafco Uwagi o propagandzie pominę, akurat nie media sa źródłem mojej wiedzy. Nie były nim zresztą i za komuny. ale ad rem: 1.PKB jest środkiem niedoskonałym - zgoda. Dopiero analiza składników owego produktu pozwala na ocenę stanu ekonomii - stopnia industrializacji, rozwoju infrastruktury, poziomu życia, jakości produkcji, stopnia jej dostosowania do rynku itd. Jesli tego nie uczą obecnie na uczelniach ekonomicznych to bardzo źle. Choć trudno mi w to uwierzyć bo to podstawa jak nauka anatomii na medycynie. 2. Myli sie Pan twierdząc, że polskie PKB wytwarzane jest głównie usługami finansowymi. Nie jesteśmy Szwajcarią ani Singapurem. Produkujemy bardzo realne wyroby- jesteśmy największym producentem AGD w Europie (16 mln sztuk rocznie dane za 2013, 27 fabryk), stolarki okiennej, mebli, przemysł motoryzacyjny w Polsce zatrudnia kilkaset tysięcy ludzi a wartość eksportu WYPRODUKOWANYCH W POLSCE produktów tego działu to 14 mld euro w 2013. Myli Pan "brak polskiej marki" z brakiem "polskiej produkcji". Świat się zmienił- marka dawno nie oznacza "narodowości produktu" (czy Opel produkowany w Tychach to jest niemiecki skoro należy do General Motors, który dawno jest korporacja międzynarodową a nie amerykańską?) W warunkach globalizacji liczy sie nie nazwa a to, gdzie realnie działa produkcja. 3. bogactwa naturalne- nie chodzi o to czy są skarbem czy przekleństwem, chodzi o to, że ich sprzedaż podwyższa PKB automatycznie, tworząc fałszywy obraz rozwoju ekonomicznego kraju. 4. Polska wydała na emerytury i renty w 2012 r. 191 MLD zł (w tym 55 mld z budżetu a nie składek). Niskiej emerytury Panu współczuję, a Pan niech współczuje mi, że moje składki na nią idą i za 20 lat będę w Pana syt. Po prostu system emerytalny mógł działać gdy długość pracy i długość życia na emeryturze pozostawały w proporcji procentowej odpowiadającej proporcji składek do świadczeń i pokrywały się z proporcjami płatników do świadczeniobiorców. Zachwianie tych proporcji + brak rezerwy z czasów korzystnych proporcji, którą wydano w latach 70. i 80. na "rozwój" zniszczyły system emerytalny. Obawiam się, że bezpowrotnie. Ale to temat-morze. 5. W kwestii możliwości eksportowych polskich cudów techniki to Pan teoretyzuje. Podobne teorie to mi wpajano na wydz. Handlu Zagranicznego SGPiS- paru oderwanych od rzeczywistości byłych wykładowców nadaj przedstawia te mity, ktore wówczas tworzyła. Praktyka była inna- zysk z eksportu towarów sprzedawanych nie trafial do zakładów je produkujących a kasy państwowej i tak się rozpływał. W efekcie nawet "eksportowe fabryki" musiały żebrać o "wsad dewizowy", który zarobiły, a ich możliwości rozwoju zależały od woli rządzących i zdolności dyrektorów do dogadywania się z władzą, Ów "rozwój" nie oznaczał czesto, niestety, "unowocześniania" produkcji a rozbudowę zaplecza do produkcji, która sprzedawała się coraz gorzej bo stawała się przestarzała nawet dla krajów biedniejszych, które sie bogaciły. Traciliśmy rynki bezpowrotnie zostając z fabrykami generującymi ogromne koszty i zero zysków - jak FSO. Byc może nie wie Pan, że i GM i Volkswagen z nich zrezygnowały jako inwestycji całkowicie nieopłacalnej. A Daewoo Polska na tym interesie padło gdy reszta daewoo nie mogła dopłacać do nieopłacalnej produkcji. Niemcy Zachodnie 25 lat po wojnie czyli w roku 1970 przedstawiały inny niż obecny "poziom dorobienia"- niższy niż obecny poziom życia Polaków (chociażby w danych dot. posiadania samochodów i AGD). Podobnie inne kraje wysokiego wzrostu- porównywanie OBECNEJ syt. Polaków po 25 latach powinno odnosic sie do danych z tamtych krajów w latach 70 lub 80 by mówić o "postępie w określonym czasie". Porównywanie obecnej syt. polskiej z obecną syt. w krach najwyższego wzrostu jest jak porównywanie wzrostu drzewa młodego i dębu kilkusetletniego. Podobnie w kwestii zadłużenia i oszczędności ludności- ma Pan długi? Bo ja nie, mam spore oszczędności. Dlaczego? Bom mądra? Nie. Bo mam prawie 50 lat, dom, w którym mieszkam wybudowałam za pieniądze z saksów za komuny, mój syn mieszka w mieszkaniu, które mu kupiłam. Ogromny dług hipoteczny ma moja młoda kuzynka- bo głupia? Nie. Bo młoda, gdzieś mieszkać musi, a jej rodzice za tej komuny dorobili się klity w bloku w PRL-u. I tych zaczynających od zera dzieci biednych rodziców jest więcej niz tych, którzy dostali cos na start jak ich zachodni rówieśnicy.
  • 2015-02-04 06:40 | joanna

    "musi być pani trzy razy lepsza niż facet by być tak samo poważana"

    To zdanie (z pewnymi modyfikacjami) usłyszałam wielokrotnie w swoim życiu wielokrotnie. I zawsze okazało się prawdą. I przekonanie szefa- mężczyzny zawsze, a kobiety- często, że potrafię robić swoją pracę tak samo dobrze (często- dużo lepiej) jak osoba płci męskiej oznaczało moje znacznie większe zaangażowanie i dużo lepsze efekty pracy niż owego pana. To jest kwestia przypisywania "wyższej wartości" mężczyznom z góry. Wyższej inteligencji, silniejszych nerwów, mniejszej emocjonalności itd. na co zwolennicy owej wyższości mają całą historię ludzkości tworzoną przez mężczyzn w czasie gdy kobieta albo była w kolejnej ciąży, albo karmiła albo umierała przy porodzie czyli generalnie nadawała się tylko do reprodukcji gatunku. Oczywiście królowe Elżbieta I i Wiktoria oraz caryca Katarzyna to wyjatki potwierdzające regułe, że baby rządzić nie potrafia podobnie pani Ghandi, Meir i Thatcher. Ten stereotyp "gorszego pracownika" powoduje, że panie rywalizują z panami a panowie muszą im dorównać, bo być gorszym od baby to obciach. Wczęsniej- jest tak w szkołach, na uczelniach. Na podobnej zasadzie obserwuję "rywalizację" na drodze- "nie dać się wyprzedzić babie!" z rozbawieniem. Bo, drodzy panowie, siusiak w spodniach nie rekompensuje koni mechanicznych pod maską i butem, czy but szpilką czy kamaszem.
  • 2015-02-18 05:08 | joanna

    Ukraina to dopiero początek

    Putin urzeczywistnia rosyjską tęsknotę za imperium, powszechną nie tylko w starszym sowieckim pokoleniu. Dla wielu Rosjan ich kraj POWINIEN mieć granice sprzed rozpadu ZSRR, mitem "wspaniałego Związku Radzieckiego przed którym drżał świat, pogromcy faszyzmu" żyją również ludzie wykształceni i młodzi, o czym miałam okazje przekonać się w kontaktach z rosyjskimi ludźmi biznesu. To skutecznie podsycany w młodych mit, że bieda rosyjska ZACZĘŁA SIĘ w momencie rozpadu. Biedy wcześniejszej - "komunisticzeskoj niszczety" jak ją wówczas nazywano wielu starszych nie pamięta z powodu starczej demencji (przyspieszonej dużym spożyciem alkoholu) , młodzi jej nie znają. Dla nich centrum Moskwy to salony Diora w pięknych kamienicach. Wiedza, że za ZSRR były to "komunałki"czyli mieszkania jeden pokój dla jednej rodziny ze wspólną kuchnią i łazienką, po prostu nie istnieje. Podobnie jak wiedza o tym, że samochód był wyjątkowym dobrem. I że był to cud techniki marki Moskwicz czy Żiguli ew. Łada - kategoria luksusowa. Dodatkowym elementem cementującym wiarę, że "Rosja ma prawo do terenów byłego ZSRR" jest fakt, że Rosjanie stanowią znaczną (zwykle ok jednej czwartej) część ludności krajów powstałych po rozpadzie (wiedział Stalin co robi mordując miejscowych i sprowadzając tam Rosjan) oraz są przekonani, że ZSRR przyniosła wolność i cywilizację tym krajom (oczywiście agresja na Polskę 17 września 1939 była usprawiedliwiona polskim uciskiem ludności niepolskiej na wschodzie). Krajom, które w ich przekonaniu gnębią teraz tych Rosjan, Ze samo posługiwanie się rosyjskim powoduje jakieś nieprzyjemności co absolutnie nie było prawdą, teraz się zdarza.Skwapliwie informują o tym "Izwiestia". Putin to wszystko wie. Do tego ma ogromny dar pięknego, emocjonalnego mówienia wyszkolonym, modulowanym głosem. Którego ludzie słuchają z przyjemnością. Pewni, że on mówi właśnie do tego Iwana czy Katii. O ile nie bardzo rozumiem jak histeryczne wrzaski Hitlera moglu uwieść Niemców o tyle tu można mówić o czarowaniu głosem ( z jaka przyjemnością słuchałam go sama jeszcze parę lat temu!). Wie również, że tęsknota za silnym przywódcą "który zrobi porządek", "ojcem narodu" jest bardzo silna. Że wstyd z powodu wyczynów "pijanego głupka" Jelcyna nadal wielu Rosjan odczuwa. Popierają go bo jest urzeczywistnieniem ich marzenia o wspaniałym przywódcy, z którego można być dumnym- jak Anglicy z Churchilla, Francuzi z de Gaulle'a i mieć to szczęście, że "on żyje i do mnie mówi, może i przyjedzie i rękę poda, dziecko przytuli". Putin weźmie co będzie chciał, co warto. Doprowadzając do utworzenia autonomicznych obwodów i państw satelickich z dawnych republik z marionetkowymi rządami (jak w Czeczenii) gdzie społeczeństwa kupi się widowiskową modernizacją- polecam zobaczyć jak wygląda Grozny odbudowany za rosyjskie pieniądze. Zyskując w ten sposób dostęp do jeszcze większych bogactw naturalnych (turkmeński gaz, kazachska ropa i rudy rzadkich metali oraz uran- 1. miejsce na świecie w wydobyciu) i ogromnego rynku zbytu swoich towarów. Opornych miejscowych się łatwo uciszy- wprawa jest, wyjadą za granicę- niech sobie gadają, nikt nie słucha. Jak chińskich dysydentów, których gadanie nie przeszkadza w interesach z Chinami. Czyli po raz kolejny wygra siła, a nie słuszność. Bo z siłą walczyć można tylko siłą a do tego nikt już nie jest zdolny. Co z Polską? Co Putin zechce. Bo Zachód pozwoli na wszystko dbając o spokój swoich społeczeństw, które tak samo nie zamierzają "umierać za Gdańsk" jak i w '39 nie chciały. O co nie należy mieć pretensji wszak my też nie pomagamy Ukrainie a z Odległość z Warszawy do Doniecka to tyle co do Paryża. Wiara w to, że zbuntują się Rosjanie bo im smartfony drożeją albo wczasy w Egipcie to naiwność. 95% Rosjan nigdy nie było zagranicą, "ogromna liczba" 11 mln (na 147 mln Rosjan) rosyjskich turystów za granicą w rekordowym 2012 r to nie jest liczba osób a "wyjazdów" więc obejmuje osoby wyjeżdżające wielokrotnie. Wiara w to, że dojdzie do "buntów głodowych" bez polskiego mięsa, jabłek czy norweskich łososi to kompletna nieznajomość rosyjskich realiów gdzie poza metropoliami je się to, co na miejscu wytworzone (pije też) a braki w zaopatrzeniu zawsze były. "My przyzwyczajeni".. to typowa reakcja na pytanie jak sobie z tym radzą. Wcale nie ma w tym smutku czy złości. Jest duma, ze taki z nich twardy naród.
  • 2015-02-18 10:59 | joanna

    Re:Nie będzie pokoju na wschodzie, czyli dlaczego Rosja nie odpuści Ukrainie

    @ Marcin, Obyś miał rację. Obym ja się myliła. Ale obawiam się, że nie rozumie Pan Rosji. Jak cały zachodni świat. Przykład Napoleona i Hitlera nie jest właściwy- to oni przegrali z Rosją, nie ona z nimi. Dowodem na słabość Rosji mają być jej zwycięstwa? Popełnia Pan ten sam błąd, który popełnia Zachód- przykłada realia zachodniego (w tym polskiego życia) do świata zupełnie innego, w którym banki, biznes to problem, który 90% społeczeństwa jest zupełnie nieznany. Oszczędności Rosjan? Takich zwykłych obywateli a nie nielicznych krezusów (bezpieczne w Singapurze i rajach podatkowych od dawna), kilku procent klasy średniej w wielkich miastach to po prostu nie istnieją. Ci ludzie nigdy ich nie mieli. Biznes europejski, amerykański w tym banki pewnie się wycofa. A czy wierzy Pan, że wycofa się chiński? O potencjale już dawno większym niż europejski? Ja myślę, że raczej skorzysta na sytuacji. Tak jak już skorzystał - porozumienie o dostawie rosyjskiego gazu z listopada. proszę pamiętać, że pewna przeszkoda, którą nadal jest długi transport z Chin do UE czy USA, nie istnieje w przyp. Rosji- nadal jest to państwo graniczące z Chinami.. A jeśli zna Pan rosyjski i chce się pozbyć złudzeń to polecam telewizję rosyjską i prasę. I jesli uważa Pan, że, przepraszam za dosadność, "trzeba mieć zryty łeb" żeby popierać Putina, to zobaczy Pan jak się to "rycie" odbywa. A wolne media? Wolne żarty, Władimir Władimirowicz zadbał by takich nie było. Ale życzę Panu (i sobie) serdecznie by miał Pan rację.
  • 2015-02-20 06:26 | joanna

    Mleczny konkret

    W mojej okolicy rolnicy, których znam osobiście na mleku zarabiali po ok. 10-15 tys. miesięcznie sprzedając ile krówki dadzą. Oczywiście o kwotach wiedzieli ale cyt. "a niech mnie zmuszą, żebym zapłacił karę! Za co? Że krowa ma mleko?" Kiedy trzeba zapłacić po kilkanaście tysięcy jest 1. oburzenie, 2. "a niby skąd mam wziąć?" Żeby wziąć z tych zarobionych przez rok ponad 100 tys. to do głowy nie przychodzi, bo już "moje i basta". A że te kilkanaście tysięcy to i tak mniej niż nierolnik zapłaciłby od swoich dochodów w formie podatku dochodowego to dla nich żaden argument, bo podatek to dobry dla miastowych, którym "jest dobrze". A chłopu nie jest. Nawet chłopu, który jak oni ma po 2-3 Dżondiry (traktory John Deere) na 20-30 ha gospodarstwa bo nowy kupił bo sąsiad taki kupił a starego nie sprzedaje bo nie ma chętnych na taki "niewypasiony" (choć na przycisk odpala "od dotknięcia" i klimatyzację ma- jeździłam dla zabawy to wiem, fajna maszyna). Ci "moi rolnicy" nie są żadnymi wyjątkami od reguły, że "rolnik to biedak" są bardzo typowi. Gospodarstwa typu 2 hektary, jedna krowa i dwie świnki to są już właśnie wyjątki- zwykle dot. staruszków, których dzieci pracują w mieście a staruszkowie "żyją po staremu". Dopóki nie sprzedadzą ziemi bogatemu sąsiadowi. Bardzo mnie cieszy, że wieś tak się wzbogaciła, co widać po maszynach, samochodach, quadach na komunię i piękniejących domach. Tylko się dziwię, że nie wstyd tym ludziom wyciągać reki po pieniądze z podatków "bogatej miastowej" kasjerki z Biedronki. Albo i nie dziwię, solidarność chłopska to solidarność tylko ze "swoim". "Miastowym" wara.
  • 2015-02-25 06:18 | joanna

    Re:Pijesz kilka kaw dziennie? I bardzo dobrze

    Bardzo fajnie, że "Polityka" zamieszcza tekst twierdzący dokładnie to, co moja ś.p. Babcia (zmarła w wieku 98 lat). Tylko, że staruszka to jeszcze potrafiła podać argumenty czyli na czym to dobroczynne działanie kawy polega.
  • 2015-02-26 06:33 | joanna

    wierzący antyklerykał

    Tak określiłabym swoją postawę. W zaakceptowaniu postawy polskiego kościoła katolickiego przeszkadza mi wiara. Drugą stroną medalu są niewierzący praktykujący czyli ludzie uważający kościół za instytucję w rodzaju szkoły- chodzić trzeba- uczyć się to już niekoniecznie- grunt, że papier jest, kolegów można spotkać a nauczyciel nie da rady sprawdzić czy coś umie czy udaje, że umie. Nie ma co potępiać w czambuł konformistów, którzy i chrzczą, i na religię posyłają i komunia jest. To jest zupełnie dobra postawa- daje dziecku wybór czy chce by religia była obecna w jego życiu, czy nie. Jak nie będzie chciało- odetnie się, po prostu. Że jest to podyktowane niechęcią by "dziecko było inne"- bardzo słusznie. Dziecko zwykle nie chce "być inne" a kiedy chce to samo podejmuje taki wybór zwykle jako nastolatek. Natomiast "inność" narzucona przez rodziców czy to w post. ateizmu czy wegetarianizmu to postawa egoistyczna rodzica- masz być moim światopoglądowym klonem. Zależność między biedą, niskim wykształceniem a religijnością oczywiście istnieje. Tylko nie w formie "głębokiej wiary", poszukiwania sensu nędznego życia- co raczej rzadko się zdarza. Jest to poszukiwanie wspólnoty podobnych sobie, jedyne często miejsce gdzie tacy ludzie, szczególnie starzy, mogą się spotkać. Gdzie wyjście oznacza okazje do odświętnego ubrania, na co nie ma okazji zbyt często, bo inne "wyjścia" wymagają pieniędzy. Gdzie ów ksiądz mówi do nich, a do nich nikt nie mówi poza kampaniami wyborczymi czyli rzadko W kultywowaniu religijnych świąt bez religii czyli te wigilie bez modlitwy ale z opłatkiem i choinką tez nie ma nic nagannego- jest to tradycja więc część kultury i historii. Dokładnie tak jak zabytkowy kościół, o który dbamy dla jego piękna i wartości zabytkowej. Tak samo jak dbamy o pałac czy zamek. Kościół polski uważa niereligijność za synonim walki z religią- kto nie z nami ten przeciw nam. A tymczasem większość ludzi wcale nie odczuwa potrzeby by być "z" lub "przeciw" po prostu chce żyć po swojemu, bez konieczności poddawania się rytuałom czy nakazom, których sensu nie widzą. I akceptując te nakazy, których sens widzą.
  • 2015-02-26 10:26 | joanna

    Re:Polska (nie)religijność: jak czytać sondaże?

    @ leonidzie Zakłamany PZPR-owiec to to dla mnie osoba, która SAMA podjęła decyzję o wstąpieniu do partii, SAMA nie porzuciła religii choć był to "partyjny wróg". Natomiast osoba, która dała wybór swojemu dziecku czy chce by religia była w jego życiu to dająca innemu człowiekowi - bo dziecko jest człowiekiem - prawo wyboru własnych przekonań. Było to ryzykowne. Natomiast pozbawienie tego prawa wyboru było bardzo wygodnym "zapisywaniem do partii" swojego dziecka. Wg Pana kryteriów jestem również osobą zakłamaną- zgodziłam się by mój syn poszedł do katolickiego gimnazjum choć ja i mój mąż nie chcemy mieć nic wspólnego z kościołem (władze szkolne doskonale o tym wiedziały). MY nie chcemy. To nasz wybór, a nasz syn ma prawo do własnych. Jego późniejszym wyborem było rozstanie z kościołem, JEGO wyborem. To, że politycy udają katolików albo kogoś tam nie podoba mi się ale nie dziwi. Po prostu nie dorośliśmy do doceniania wolności. Ani ci religijni ani ci widzący w religii wroga postępu, który jakoś całkiem dobrze się dokonuje. Podobnie jak w krajach azjatyckich, gdzie religia chrześcijańska jest prawie nieobecna. Bo po prostu, to jest bardzo mało ważne z punktu widzenia rozwoju czy fizyk, matematyk, medyk, inżynier itp. w jakiegoś boga wierzy czy nie dopóki poglądy religijne nie przeszkadzają mu w robocie. Bo wcale nie muszą.
  • 2015-03-04 13:17 | joanna

    Re:Mieszkania dla młodych: Rząd pomaga, ale wybranym

    To nie jest źle skonstruowana pomoc- to pomoc, która dzięki wpływom z podatków od zatrudnionych w budownictwie, od produkcji i handlu materiałami budowlanymi, od dostawców mediów, którzy zyskają nowych klientów, od banków, które udziela kredytów spłacalnych ma szansą nie wydrenować budżetu, z którego pieniądze powinny być wydawane również na potrzeby tych podatników, którzy pomocy mieszkaniowej nie dostali i nie dostaną. W wielkich metropoliach, które stanowią mniejszość ośrodków miejskich ta pomoc rzeczywiście jest mało realna- tu deweloper nie zmieści się limicie ceny - zbyt drogie grunty, drożsi pracownicy. natomiast w mniejszych miastach jest bardzo wyraźnym czynnikiem i pobudzającym budownictwo i trzymającym w ryzach ceny- ceny spadają bo zbyt chciwy deweloper swojego towaru nie sprzeda. Równoczesnie spadają ceny na rynku wtórnym bo konkurencja nowych mieszkań z dopłatą to wymusza. Stwierdzenie, że mało buduje się w tym mniejszych ośrodkach jest częściowo prawdziwe- rzeczywiście w moim 130 tys. mieście to się dużo mniej buduje niż w Warszawie, ale w stos. do ilości mieszkańców to pewnie tyle samo mniej więcej. MdM jest więc w dużym stopniu programem wspierania polskiej prowincji. Której substancja mieszkaniowa często była nędzna i droga jednocześnie- bo nowych inwestycji było bardzo mało. Takie programy sa znacznie bardziej sprawiedliwe i sensowne niż pomoc tym grupom zawodowym, które pomoc potrafią wymusić. Święty spokój rządzących kupowany jest za pieniądze podatnika. Zgodnie ze zdaniem Jacka Kuronia sprzed 25 lat: "kto się weźmie za górników z przodka temu oni się dobiorą do tyłka". Obawiam się, że przejdzie do historii nawet długo po tym, jak zabraknie węgla.
  • 2015-03-19 05:43 | joanna

    Rząd może pomóc tylko za nasze pieniądze

    Czy do dziennikarzy wreszcie kiedyś dotrze, że rząd nikomu nie daje swoich pieniędzy, że nie ma ich z innego źródła niż podatki? I że każde danie kasy jakiejś grupie oznacza, że nie wyda ich się na cele, które mają służyć nie tylko jakimś aktualnym "podopiecznym rządu" albo "stałym podopiecznym"? Jest to żałosne by ludziom, którzy zaciągnęli kredyty by powiększyć swój majątek ma pomagać podatnik PIT, który tego majątku byc może nie ma, ma pomagać firma płacąca CIT podczas gdy i zwykły śmiertelnik i firma ma prawo oczekiwać by ci, którzy gospodarują tymi pieniędzmi wydali je w sposób, ktore również im ułatwią życie. Do tego by kredyt pan Jasio wziął rząd i inny podatnik nie był mu potrzebny- nikogo z nich o zdanie nie pytał. Jak przychodzi do spłaty to trzeba mu nagle pomóc? Bo dał się oszukać bankowi- niepaństwowemu przecież w nadziei, że na tym zyska? Bo przecież kredyty w złotówkach były- te we frankach były brane by mniej płacić. jak się mniej płaciło to było OK, jak sie okazało, że dokonało sie głupiego wyboru to za to mamy zapłacić? Pomoc banków to co innego- też są odpowiedzialne za takie umowy. Ale dlaczego my wszyscy?
  • 2015-03-31 05:09 | joanna

    Re:Dzieci ulicy siedzą dziś w domach

    @ camelu nie wiem kiedy był Pan dzieckiem, gdzie Pan mieszkał, na ile miał Pan szansę na kontakt z takimi dziećmi. Bo ja doskonale je pamiętam ze swojego dzieciństwa- byłam jednym z niewielu dzieci, które mialy normalny dom kiedy mieszkaliśmy w starej zabudowie w centrum mojego miasta. Rodzice tych dzieci, oczywiście nie byli "bezrobotni"- takich za komuny nie było. To byli ludzie, którzy gdzieś do pracy chodzili, potem przestawali bo zapili (choć nie wszyscy), bo im się odechciało, potem znów gdzieś poszli, potem znów nie. Na nowym osiedlu takich dzieci w mojej klasie było kilkoro (bliżej 10) w klasie 42 osobowej. Ten sam scenariusz- do roboty trzeba iść, "żeby nie mieć kłopotów z milicją"- zdanie mojego kolegi z klasy o jego ojcu, potem sie przestaje chodzić ale w dowodzie jest pieczątka zakładu pracy (pewnie o to chodziło z tą milicją). Ci ojcowie pili, bili, spokój był jak poszli do więzienia. Te dzieci "starej ulicy" to były dzieci miejskiej biedoty, która tak żyła od pokoleń. Dzieci "nowej ulicy" - wiejskiej biedoty, ktora przyszła do miasta, do pracy, tylko wypłata była szybko przepijana przez ojca (wszyscy wiedzieliśmy kiedy jest pierwszy- widać było po ilości pijanych leżących na osiedlu).. Kobiety nie piły- to się zmieniło. To były lata 70-te. obawiam się, że wielu takich moich kolegów nie stworzyło domu dla swoich dzieci, bo sami go nigdy nie mieli. I ani komuna, ani żaden inny ustrój nie ma na to wpływu. Wpływ szkoły - owszem za komuny częściej te dzieci odbierano takim rodzinom- wychowawca szedl do domu, zwykle go nie wpuszczano, szkoła informowała milicję. Tylko, że z Domów Dziecka nie nie wychodzili ludzie, którzy potem potrafili stworzyć normalny dom, którego nigdy nie mieli. Pomoc tym dzieciom jest potrzebna i opisywane działania, praca tych asystentów godne są najwyższej pochwały. Bo "normalni" ludzie nie pomogą, nie widzą tych dzieci- jak Pan nie widział.
  • 2015-04-17 05:57 | joanna

    Re:Maja ze Szczecina odnalazła się. Czy dzieci powinny wracać same ze szkoły?

    Po pierwsze- wiele dzieci ze szkoły same wracać MUSI bo dorośli w tym czasie pracują po prostu. Nie tylko rodzice ale i dziadkowie. I to raczej nie jest żadna nowość "naszych czasów'. I raczej się to nie zmieni bo ani nie zostanie zniesiony obowiązek szkolny, ani ludzie nie zaczną zwalniać się z pracy w celu opieki nad dzieckiem w wieku szkolnym. Po drugie- każdy rodzic staje przed diabelską alternatywą- czy podjąć ryzyko wychowania człowieka samodzielnego i zaradnego czy w imię bezpieczeństwa wychować ofermę. Co też nie jest bezpieczne- bo wychowany w poczuciu pełnego bezpieczeństwa i ochrony rodziców nastolatek nierzadko wykazuje się ufnością i naiwnością wprost niewyobrażalną. Świat nigdy nie był i nie będzie wolny od niebezpieczeństw a rodzicielstwo zawsze będzie oznaczało strach. I zawsze tak będzie
  • 2015-04-19 20:51 | joanna

    I prawda, i nieprawda

    Myli Pan Redaktor dwa pojęcia- przemysł polski to jest przemysł z polskim kapitałem. Tak jak mój samochód jest mój czy parkuje w Polsce czy zagranicą. I mogę sobie z nim zrobić co zechcę. Przemysł, którego właścicielem jest koncern zagraniczny to przemysł ulokowany w Polsce ale nie polski. Co niewiele różni sie od syt. auta zaparkowanego zagranicą. Prawdą jest, że i wiele przedsiębiorstw z kapitałem polskim ma się dobrze nawet na tyle by przejmować zagranicznych konkurentów- jak Amica czy stocznia jachtowa Delphia. By sie rozwijać jak Drutex- największy producent okien PCV w Europie czy Ćmielów-Chodzież- największy w Europie producent zastawy porcelanowej. Prawdą jest, że i zachodnie koncerny (czy "głównie zachodnie" bo udziałowcami są i mocno "niezachodnie" np. Katarczycy jak w Volkswagenie) produkują w Polsce, zatrudniają Polaków ale jest tu wielkie ALE. Nie tylko naszym zarobkom stos. niskim ale syt. międzynarodowej to zawdzięczamy. To przemysł "zaparkowany" tam gdzie dość tanio i bezpiecznie a do tego niezbyt daleko do rynków zbytu. Ale czy można na tym budować przyszłość? Licząc, że zawsze Afryka będzie zajmować się wzajemnym wyrzynaniem się, że byłe kraje ZSRR zawsze będą "dzikimi polami"? Że Ameryka Południowa nie podźwignie się z chaosu? Na razie są to miejsca gdzie nie boją sie wejść tylko Chińczycy, ale sądząc z zainteresowania ekonomicznej prasy zachodniej- ich doświadczenia są pilnie śledzone przez międzynarodowy biznes. Nie sądzę, że z czystej ciekawości. Co zatem ma do zrobienia państwo polskie by szanse miał przemysł polski a nie jedynie ulokowany w Polsce? bariery prawne odpadają- jesteśmy w UE co zreszta skutkuje brakiem barier dla naszego przemysłu, tak dotkliwych jeszcze te ponad 10 lat temu. Wspieranie przedsiębiorców rodzimych? W wydaniu naszych urzędników to ryzyko- brzytwa małpie. Nie przeszkadzać- wystarczy. Natomiast ładować w edukację, bo nowoczesna produkcja to jest wytwór mózgu a nie rąk (tu robotyzacja za chwilę wytnie ogromny procent ludzi bez umiejętności). Tymczasem zachwycamy się, ze nasza młodzież wypadła lepiej niż niewiele rozumiejący Niemiec o imieniu Mohammed (najpopularniejsze imię męskie w Niemczech) i nie widzimy, że szkoły średnie, uczelnie nawet państwowe więc niby lepsze wypuszczają niezdolnych do twórczego myślenia tłuków, ladujących na kasie w Biedronce czy w Amazonie. To, że mamy oszałamiający procent ludzi z dyplomami nie zmienia faktu, że żadna z naszych uczelni nie liczy się w międzynarodowych rankingach. Bo i kadra jest słaba i młodzież "zapóźniona" po dennych trzech kolejnych szkołach. Naprawdę zdolni przepadają zbyt często. Żadnego wynalazku nie dokonał "system edukacyjny" ani procent magistrów a pojedynczy ludzie lub małe zespoły. tam, gdzie mieli warunki do pracy, tam, gdzie uczelnie dostawały kasę nie od ilości kształconych łebków po łebkach a od projektów i badań.
  • 2015-04-29 06:44 | joanna

    Re:Unia Europejska wydaje wojnę plastikowym torebkom

    Tytuł mocno nieprecyzyjny- jest to wojna przeciwko BEZPŁATNYM torebkom a nie zakaz używania takich w ogóle. Co oznacza, że nasza święta wolność produkowania bezsensownych śmieci nie zostanie nam odebrana a jedynie trzeba będzie za to zapłacić. Co jest słusznym posunięciem bo wywóz śmieci i ich utylizacja kosztuje a przy obecnych przepisach osoby produkujące mało i dużo śmieci płacą tyle samo, więc niech ci beztrosko biorący torebki przy każdych zakupach odczują skutki swojej bezmyślności. Poza tym, sklepy muszą za te torebki zapłacić swoim dostawcom, bezpłatne podnoszą cenę towaru i tym, którzy je biorą i tym, którym chce sie iść z własną torbą. Niby dlaczego? Bezpłatnych toreb nie ma już zresztą w wielu sklepach, nie widzę problemu.
  • 2015-04-29 10:05 | joanna

    Re:Unia Europejska wydaje wojnę plastikowym torebkom

    po prostu sklepy beda sprzedawac z 500% marza cos co dawniej bylo dla nich tylko kosztem? dokładnie tak będzie- torebkę, za którą sklep płaci 1 grosz, sprzeda klientowi za 5 czy 10 gr. nie chce być frajerem, który daje sklepowi szansę na takie działanie? Niech nosi własną torbę- włożenie foliowej torebki do kieszeni czy torebki nie kosztuje nic.
  • 2015-05-21 05:31 | joanna

    trochę inne spojrzenie

    Pani redaktorka i internauci pewnie miastowi to nie bardzo wiedzą co to jest kucyk. A własciwie kuc, bo kucyk to taka fryzura. Otóż, to nie jest to coś plastikowe na fotce a zwierzę, które wazy 300 kg, posiada kopyta podkute, które są jego bronią. Jak to u kopytnych. Tego może nie wiedziec miastowy internauta ale ci "podli rodzice" to wiedzą doskonale- kuców nie kupują miastowi. Decyzja o sprzedaniu do rzeźni nie była raczej decyzją o "pozbyciu się komunijnej zabawki" a zwierzęcia, które jest dla dziecka, byc może dla innych członków rodziny bardzo niebezpieczne. To wiedzą ludzie wiejscy tak samo jak doskonale wiedzą, że "zwierzę nie jest rzeczą" ale stosunek ludzi od wieków hodujący inwentarz w konkretnym celu jest mało sentymentalny (dzięki czemu oburzony internauta jada szynkę i steki). Zwierzę musi sie nadawać do swojego celu. Nie nadaje sie pod wierzch, jest takim samym inwentarzem jak świnia czy krowa, które kończą w rzeźni. Oczywiście losem świni nikt się nie przejmuje. Kwestia urody. Oczywiście stwierdzenie, że kuc jest superpolularnym prezentem komunijnym to bzdura- musieliby je ludzie do bloków kupować i willi. Ale rzeczywiście, sporo zamożnych gospodarzy kuce kupuje- nie tylko białe i na komunię- przez stary sentyment do konia, którym kuc jest.I do fundacji czy rzeźni nie trafiaja masowo a wyjątkowo. Bo o zakupiony inwentarz się dba. O ile sie nadaje a nie stanowi zagrożenie. Winne są jedynie osoby, ktore sprzedają kuce nieprzygotowane do tego celu, w ktorym zostały kupione. One również są winne wypadkom, ktorym ulegają dzieci mające kontakt z takim nieprzygotowanym kilkuset kilogramowym zwierzęciem a nie tą tandetną zabawką z fotki.
  • 2015-06-10 05:38 | joanna

    Re:W kogo tak naprawdę uderza kampania nakłaniająca do macierzyństwa

    W odpowiedzi na pytanie tytułowe: Uderza w prywatność, w prawo do wyboru własnego stylu życia. Nawet jeśli dla osoby, która go wybrała oznacza cierpienie. Każdy ma prawo do błędu, ktory tylko jego krzywdzi. Za to wspaniale utrwala stereotyp kobiety, która odniosła sukces bo jest wstrętną chciwą zdzirą, której dziecko by przeszkadzało w gromadzeniu dóbr i wygodnym życiu. Stereotyp, którego przykładów jakoś nie znajduję wśród dość licznie i dość dobrze znanych mi pań o wysokich dochodach, prestiżowych zawodach, wysokich stanowiskach- jakoś wszystkie "zdążyły". Niektóre nawet niejeden raz. Nie jest prawdą, że unika się macierzyństwa czy je opóźnia "dla kariery"- kobieta, która jest na tyle inteligentna i z charakterem by się przebić, poradzi sobie również kiedy pojawi się dziecko.Szczególnie w obecnych czasach, gdy fizyczne "bycie w pracy" wcale nie jest konieczne. Szczególnie jeśli ma się pieniądze na nianię jesli jednak "trzeba swoje odsiedzieć w robocie". Natomiast znacznie większy problem stanowią mężczyźni, o czym spocik fundacji nie mówi, choć kobiety tak licznie. Mężczyźni, którzy nie dorośli do roli ojcow za to wspaniale pasują do roli maminsynków oczekujących niańczenia przez żony. Dla których ogromnym problemem jest zmiana wyglądu "laleczki" i spadek jej atrakcyjności. Oraz konieczność wydawania na dziecko zamiast na swoje zachcianki. Jakoś argument "nie stać nas na dziecko" czy ogólnie powtarzane bzdury "Polacy nie mają dzieci bo ich nie stać" (w Bangladeszu jakoś ludność stać) słyszę tylko od mężczyzn. Może przypadek. W ramach piętnowania kobiet nie będących matkami proponuję dołączyć do nich znane panie: np. Zofię Nałkowską, Marię Pawlikowską- Jasnorzewską. Znajdzie się sporo. Oraz liczne grono zakonnic, których wybór drogi życiowej wykluczył macierzyństwo. Jak sądzić to wszystkich. Albo nikogo, bo sfera prywatna nie powinna być kwestią oceny. Stała sie, bo po prostacku wlazł w nią Kościół, którego zainteresowanie rozrodczością nosi znamiona obsesji. Ale czy trzeba naśladować taki wzór?
  • 2015-06-10 11:53 | joanna

    Re:W kogo tak naprawdę uderza kampania nakłaniająca do macierzyństwa

    Drogi Sławczanie, może niech ci biedni panowie zaczną walczyć? Ponoć to wasza domena. A tak poważnie, jako feministka w trzecim pokoleniu i nauczycielka też w trzecim pokoleniu- feminizm nie uczynił panów słabymi. jedynie pokazał jak wielu z was to słabiaki i ofermy, których lepsza pozycja była tylko konsekwencją nędznej pozycji kobiet- stale w ciąży, w połogu, karmieniu, garach i praniu. O ile nie umarły w połogu- 25% umiera w biednych krajach nadal. Antykoncepcja i pralka czy zmywarka ujawniły, że byliście kolosami na glinianych nogach. Bardzo uogólniam, jak i Ty, bo nadal mężczyzn prawdziwych a nie tylko z racji posiadania czegoś innego niż my w majtkach spotykam. Takiego mam męża, takiego mam syna. I żałuję, że tylko jednego (syna, nie męża). Była to moja decyzja, chyba zła- dla mnie. Chyba dobra dla tych setek młodych ludzi, którym pomogłam swoją pracą osiągnąć coś w życiu. W tym dla tych rozmemłanych chłopców w wieku "powstańczym", których mamusie żaliły się, że "za dużo wymagam". Dali radę. Choć dziewczyny zwykle wypadały lepiej. Może specyfika przedmiotu- język obcy, a może zdecydowanie większa determinacja, świadomość, że nie ma lekko. Baby górą, Sławczanie. A górą jest zawsze silniejszy. Sny o dawnej potędze tego nie zmienią.
  • 2015-06-10 21:23 | joanna

    Re:W kogo tak naprawdę uderza kampania nakłaniająca do macierzyństwa

    @ Sławczanie, Odpowiadam zbiorczo na Twoje posty: ad. feminizacja zawodu nauczycielskiego- tu akurat znam sprawę od trzech pokoleń - i dziadek i babcia nauczycielami byli już przed wojną i w jej czasie. Mężczyzna wykonujący ten zawód nie miał wielkich szans na przetrwanie. Szli pod mur. W powojennych szkołach stanowili już ułamek kadry, A fizyczny brak mężczyzn zdolnych doi pracy w całej populacji spowodował, że "kobiece" zawody stały się bardzo nietrakcyjne finansowo. I tak zostało na długie lata. Dopiero ostatnio widzę, ze mężczyzn w zawodzie przybywa. ad. kobiety nauczycielki i premiowanie kluchowatych chłopców. Dużo racji w tym jest, co stwierdzam nie jako takich premiująca tylko matka niekluchowatego. Miał przerąbane w szkołach. Choć najbardziej u kluchowatych nauczycieli mężczyznopodobnych. Obcy twór- inny niż ojcowie i innii członkowie rodzin płci męskiej. Ciekawe dlaczego ja zawsze wolałam tych z charakterem? Podobnie jak dziewczyny z charakterem? Bo nie byli mi obcy, nie wychowano mnie w duchu chłopskiej pokory, bo mój ojciec był wzorem a nie kluchem. Bo zadał sobie trud by mnie i mojego brata wychowywać a nie spokojnie zasiadł przed tv i robił za mebel. Wpływu mężczyzn na wychowanie nie pozbawiły kobiety a ich niedostosowanie do życia innego niż iść na pole a potem paść w chałupie ze zmęczenia. Tak jak było to w przyp. ich ojców. Implantowanie wiejskiego modelu ojcostwa na grunt XX wiecznego miejskiego życia. ad. feministyczne cudaki- takie lansuja media. "Głupio gada to się nada". Choć aż tak zabawne jak ks. Oko to nie są. Podobnie więcej miejsca zajmuje w prasie, portalach pani KIim jakaś tam znana z wielkiej d.. niż panie zawdzięczające swój sukces innej części ciała. Choc tu i z lansem panów jest podobnie- ot, zdurnienie mediów. ad. walka o władzę- pamiętasz Jagiełłę i jego "jeszcze nie czas"? Gdy wyszkolonych, wychowanych w duchu walki ale już zdemoralizowanych, pewnych swojej przewagi rycerzy pod sztandarami jeszcze potężnego Kościoła zabijał upał? Gdy próbowali sprowokować go zarzutem tchórzostwa (to oznaczały te dwa nagie miecze)? Umiał czekać cierpliwie. My też. Nie interesuje nas efektowna, przegrana bitwa o pozory władzy jaka daje polityka obecnie. A na bycie Elżbietą I, Katarzyną Wielką to szans obecnie nie ma. Nawet na Goldę Meir czy Indhirę Gandhi nie bardzo.Choć p. Merkel to krótko trzyma tę bandę fircykowatych panów polityków. "Jeszcze nie czas". A może nigdy nie będzie, bo między polityką a zakopaniem w pieluchach jest wiele możliwości na przeżycie szczęśliwego życia. Dłuższego niż wasze.
  • 2015-06-13 06:11 | joanna

    Re:Polacy chcieliby płacić podatki jak liberałowie, ale dostawać świadczenia jak socjaliści

    No tak, znowu głupi Polacy. Bardzo niesprawiedliwa i nieprawdziwa opinia. Problem w tym, że jako podatnik jestem po prostu bardzo niezadowolona z tego, jak moje pieniądze są wydawane. I myślę, że wielu (pewnie większość) moich rodaków również. Widzimy instytucje- np. ZUS, NFZ, urzędy z koszmarnym przerostem zatrudnienia, w dodatku zatrudniające osoby w wielu wypadkach bardzo niekompetentne, nieprzyjazne podatnikowi. Posyłamy nasze dzieci do szkół, które dają taki poziom wiedzy, że kwitnie ogromny rynek korepetycji- jestem nauczycielem prywatnym od 30 lat- to moja praca i takich jak ja daje te wspaniałe wyniki nauczycielom, którzy niezbyt sie przykładają. Czasy, kiedy korepetytor uczył niezdolnych dawno minęły, teraz uczymy zdolnych i ambitnych, którzy nie chcą zdać się na bylejakość szkoły. Z państwowej służby zdrowia korzystają tylko najubożsi z nas, znosząc chamstwo, odsyłanie, lekceważenie. Mamy również pełną świadomość, że nasi rządzący wydają nasze podatki w dużym stopniu na potrzeby wynikające z ich poglądów czy przekonań, nie naszych. Np. na Świątynię Opatrzności -tak, na TVP- szmira i chłam- tak, na promowanie czytelnictwa- już nie. I ile można byłoby w Polsce zbudować, ile zrobić dobrego za te kwoty, ktore dopłacane są do górnictwa. Nikt nas nie pyta czy chcemy by tak były wydawane. Po prostu nie podoba nam się to, że nasze pieniądze trafiają do utracjuszy. Czy to dowód głupoty? Oczywiście, są i dobrze wydane pieniądze. Ale o nich niewiele wiemy- tak jak niewiele wiemy o samolotach które NIE spadły. Proszę mieć pretensje do swojego środowiska- mediów. Jakoś niechętnie o tym informujecie.
  • 2015-07-01 05:37 | joanna

    Re:Matury wcale nie wypadły tak beznadziejnie

    Stawia Pan kilka pytań, na które dać odpowiedź mogą jedynie osoby, które zadały sobie trud zapoznania się z arkuszami egzaminacyjnymi. Które oprócz wiedzy, że matura jest na dwóch poziomach- podstawowym i rozszerzonym wiedzą również jak ogromna jest między nimi różnica. I co oznacza "nie zdać". To, że dwadzieścia kilka procent abiturientów "nie zdało matematyki" oznacza, że nie zdało jej "w podstawie" czyli nie osiągnęło 30% z materiału, który obejmuje szkołę podstawową + i klasę liceum w moim pokoleniu 45+. Czyli nie zdali nie tyle "egzaminu dojrzałości" co "egzaminu minimum dojrzałości intelektualnej". W kwestii jęz. polskiego- znów lektura arkuszy "w podstawie" odpowiada na pyt. dlaczego wystarczy (a nawet jest niekonieczna) lektura opracowań. W zasadzie jest to sprawdzenie czy zdający jest piśmienny i w normie intelektualnej- na te 30% to wystarczy. Czemu zatem służy obecnie matura? Jedynie zaspokojeniu popytu na maturę- dokładnie tak jak produkcja aut "na każdą kieszeń". Tylko tu kieszeń należy zastąpić "możliwościami intelektualnymi". I jako osoba ucząca (prywatnie) od 30 lat stwierdzam- to nie jest wynik reformy, czy tego, że "rzad zlikwidował zawodówki" (zlikwidowano owszem- z braku chętnych, szkoły, do których młodzież szla działają do tej pory) a wynik aspiracji rodziców i dzieci by "mieć papier- maturę, dyplom". Bo ten, kto miał ten papier ten miał więcej papieru z napisem Narodowy Bank Polski, a to jest podstawa podziwu, szacunku (zawiść w gratisie). Chęć zdobycia wiedzy niewiele ma wspólnego z wyborem szkoły (korepetycji- tak). Przyczyną był i brak pracy jeszcze niedawno dla ludzi w wyksztalceniem zawodowym, i zanikający szacunek dla pracy. Fakt, że ktoś wykonuje pracę użyteczną ("murarz, domy buduje, krawiec szyje ubrania"- czy obecnym dzieciom ktoś czyta ten wiersz Tuwima?) nie ma znaczenia. Ważne jest czy ma kasę. Jeśli edukacją młodych ludzi kierują motywacje głównie finansowe a nie chęć zdobycia wiedzy to i egzaminy nie sprawdzają wiedzy, której bez chęci nie da się zdobyć. Nie jesteśmy tu jakimś wyjątkiem. To jest "model europejski" z ogromną ilością uczelni, z ogromnym procentem ludzi z papierem. Tylko, że te procenty nie zdobywają nagród Nobla, nie tworzą wynalazków, nie rozwijają technologii i nauki- to się dzieje w Azji, w USA. Statystyka nie zastępuje rzeczywistości.
  • 2015-07-03 06:07 | joanna

    Całka? Nie ma w programie.

    @ kalosz mój syn kończył klasę matematyczną dwa lata temu. W przeciwieństwie do swojego ojca i wuja (matura 1984 i 1985- klasy matematyczno-fizyczne) nie miał całek w programie. Podobno wrócą w przyszłym roku. W celu upowszechnienia posiadania "wykształcenia średniego" od lat wyrzucane są działy i przedmioty "zbyt trudne". Jeszcze niedawno uczyłam również łaciny. Obecnie jest w szczątkowej postaci w klasach przygotowujących do studiów medycznych. Argument- zbyt trudny język i do tego martwy- co jest bzdurą dla każdego, kto o łacinie pojęcie ma i widzi jej ogromny wpływ we wszystkich językach europejskich. Po prostu przyszedł czas by pojecie "wykształcenie średnie" rozumieć dosłownie- średnio rozgarnięty, przeciętniak.
  • 2015-07-22 05:36 | joanna

    czegos nauczyliśmy sie od Zachodu

    Kraje zachodnie przyjmowały imigrantów tedy, kiedy terroryzm islamski w ogóle problemem nie był więc nie było mowy o "nasyłaniu przez terrorystów". Za to zamachowcy z londyńskiego metra, madryckiego pociągu czy francuskiej redakcji to byli potomkowie tych niewątpliwie niegroźnych imigrantów. Podobnie jak sprawcy zwykłych przestępstw, zamieszek, gwałtów zmieniający spokojne dotąd dzielnice europejskich miast, lub prawie całe miasta (Marsylia) w slums, gdzie chyba tylko uzbrojony po zęby oddział komandosów może czuć się w miarę bezpiecznie. Rdzenni, europejscy mieszkańcy uciekają ze swoich domów, gdzie mieszkali od pokoleń, sprzedając je za bezcen lub po prostu opuszczając. Będziemy mieli dokładnie ten sam problem.Kwestia czasu. Nieważne jakie wysiłki w celu integracji podejmie rzad czy samorząd, nieważne jak przychylnie my będziemy nastawieni. To jest zjawisko, na które nikt nie będzie miał wpływu. Bo do polskich szkół trafią dzieci, które będą miały wyniki gorsze niż dzieci polskie z prostego powodu- słabszej znajomości języka bo polski nie będzie językiem, którym posługują się w domu, bo rodzice nie będą mogli pomagać w nauce. To jest prawdziwy powód obecnego polskiego wysokiego miejsca w wynikach testu PISA- polskie dzieci wypadają lepiej niż kraje, gdzie najczęstszym imieniem chłopca w klasie jest Mohamed- Niemcy, Anglia.Dzieci imigrantów na zachodzie nie dlatego mają mniejsze szanse na pracę w ogóle, niższe płace, że ktoś je dyskryminuje ale dlatego, że mają mniejszą wiedzę, niższe kwalifikacje, często problemy językowe. I podobnie jak na Zachodzie, podobnie jak Romowie (są u nas od wieków, nie integrują się) będą trzymać się razem- normalne zjawisko wśród każdej grupy "innych", szczególnie kiedy rozpoznają się po odmiennym wyglądzie. I będą sobie izolację wzajemnie narzucać dokonując ataków na "swoich, którzy chcą żyć jak miejscowi". To nie Niemcy biali czy biali Francuzi masowo biją kolorowych, ktorzy chcą być jak oni. To się zdarza ale przeważająca liczba takich ataków to samosąd grupy etnicznej. Grupy, która stała się liczna w wyniku wysokiego przyrostu naturalnego zakorzenionego w ich wzorcu kulturowym, która wybiera męża czy żone spośród swoich bo łączy ich podobieństwo losu. A małżeństwo z "obcym- białym" często nie jest akceptowane przez rodzinę. A potem pojawia się jakiś przywódca duchowy i z tych ludzi robi terrorystów. Albo działających na miejscu, albo wyjeżdżających do IS. Spór "przyjmować czy nie" to błędne koło- przyjmiemy, to koniec naszych wartości humanitarnych, nie przyjmiemy to znaczy, że tych wartości nie ma.
  • 2015-07-22 07:28 | joanna

    Re:Nie wszystkim uchodźcom możemy pomóc, ale niektórym możemy

    @ andrzej 52 doskonale wiem skąd wzięli się imigranci we Francji, Niemczech, Anglii, Szwecji itd. i kiedy tam przybyli. Tylko, że nie ma to żadnego znaczenia dla POGŁĘBIANIA się zjawiska ich izolacji. Zjawiska, które wynika tylko i wyłącznie z ich "inności" i rosnącej liczebności. To, co Pan pisze o dwóch tysiącach- kropelce było prawdą i tam. Ci nieliczni integrowali się, przyjmowali europejski sposób życia. Zaczęło się to zmieniać kiedy dzieci tych imigrantów zaczęło być coraz więcej, kiedy imigranci już obywatele zaczęli ściągać swoich kuzynów a ci mieli dzieci itd. itd. Bardzo wymowny jest przykład niemieckiego miasteczka, w którym mieszkałam w latach 80tych, poznałam jedną z dwóch tureckich rodzin, pracowałam z Turczynką. Normalnie ubrana, niereligijną jak wszyscy w tych dwóch rodzinach. W ub. roku odwiedziłam to miasteczko ale tych rodzin już nie było tam-wrócili do Turcji, zamieszkali w Stambule bo tam kobieta ubrana po europejsku nie jest atakowana przez swoich rodaków, a w Niemczech była, kiedy z tych dwóch rodzin w miasteczku zrobiło sie kilkadziesiąt - i zaczęły się problemy, o których piszę. Podobnie dzieje się w Londynie, Paryżu tylko sakla większa. I nie maja dokąd uciec ci, ktorzy nie chcą dać się zastraszyć swoim rodakom. To jest to samo zjawisko, które powoduje, że duża część Polaków chodzi do kościoła tylko po to, żeby sąsiedzi nie gadali. Ale tam nie tylko gadanie jest problemem, a przemoc, szczególnie wobec kobiet.
  • 2015-07-23 06:12 | joanna

    uczmy się na błędach innych

    Co się stało, to się nie odstanie. Nie da się zlikwidować przyczyn z przeszłości. Wehikułu czasu jeszcze nie wynaleziono. Podobnie warto skończyć z bajaniem "ja bym ich do USA wysłał"- możesz, to wyślij. Bo Europa nie może. Podobnie "wybieranie chrzescijan" raczej niemożliwe bo uchodźcy raczej nie maja aktów chrztu lub zaświadczeń od proboszcza. Pozostaje sprawdzać, czy obrzezani? I naiwnym zakładaniem, że to, czego kraje bogatsze, lepiej zorganizowane, o wyższym poziomie cywilizacyjnym nie były w stanie utrzymać pod kontrolą, u nas nie będzie problemem. Jedyne co możemy zrobić (nie my a ci, którzy maja władzę w naszym kraju) to dokładnie przeanalizować to, co się stało w tych krajach, które mają problem już. To dużo materiału. I nie powielać ich błędów: 1. nie rozdawać obywatelstwa. Pobyt tolerowany powinien być normą. 2. nie podpisaliśmy konwencji o bezpaństwowcach od 1954 r. to nadal się nie spieszmy. Ustawę o obywatelstwie nadającą polskie obywatelstwo dzieciom bezpaństwowców należałoby zmienić- osobiście nie wierzę, że to sie stanie 3. nie szafować wizami dla członków rodzin uchodźców. Bezwizowi czyli krewni z np. Niemiec nie są problemem- raczej nie zostaną. Natomiast ściaganie za sobą całej familii było główną przyczyną gwałtownego wzrostu liczby nielegalnych imigrantów w całej zachodniej Europie. Przy czym część tych "członków rodziny" łączyło takie pokrewieństwo jak mnie z dowolnym z Państwa dyskutantów. 4. inwigilacja imigrantów, szczególnie każdej formy ich organizacji. To z zasady robią służby specjalne, co robić z osobnikami podejrzanymi o działalność wywrotową służbom specjalnym mówić nie trzeba. To obecnie robi i Zachód- lepiej późno niż wcale. 5. pomoc dla imigrantów nie powinna oznaczać rozdawania pieniędzy. Trzeba pomóc im znaleźć pracę, bo praca integruje, nie rozdawać zasilki żeby siedzieli w domu bo to alienuje. Dopóki Europa nie rozszalała się z rozdawnictwem nie było problemu z integracją, nie było rodzenia dzieci dla zasiłku. Bo dla człowieka z kraju gdzie bogaty to taki, ktory ma buty, zasilek, ktory rdzennym mieszkańcom wydaje się śmieszny, dla imigranta jest bogactwem. Ja wiem, że pracy dla Polaków w wielu miejscach nie ma. Tam nie ma i miejsca dla imigrantów. natomiast w wielu miejscach praca jest tylko bardzo słabo płatna do tego ciężka. To jest szansa dla imigrantów. I nie ma co sie oburzać- jakbym siedziała u kogoś w gościach za darmochę to posprzątać mu piwnicę czy ogród skopać to nie ujma a spłacanie honorowego długu. 6. szkoła- mamy coraz więcej nauczycieli bezrobotnych (niż) o raz mających ułamek pensum. Zajęcia dodatkowe dla uczniów z problemami rozwiązałoby do pewnego stopnia problem gorszego startu dzieci imigrantów a przy okazji polskie dzieci z problemami w nauce dostałyby taka szansę. to również pomaga rozwiązać problem przemocy na tle rasowym bo to nie wzorowi uczniowie z dobrych domów są jej sprawcami. 7. chyba najważniejsze- o miejscu, gdzie te rodziny otrzymają mieszkania decydują wladze. Ogromny błędem jest tworzenie enklaw etnicznych jak zrobiono to z Turkami w Berlinie, z muzułmanami w Paryżu- oddając im w faktyczne władanie cale dzielnice. W ten sposób daje sie ludziom bodziec by się nie integrować- przykładem jest również Jackowo w Chicago- tu drugie, czasem trzecie pokolenie Polaków prawie lub wcale nie mówi po angielsku. Ale nasi rodacy nie zagrażają Ameryce i jej stylowi życia. Z faktem, że przyjmiemy imigrantow trzeba sie pogodzić. Już za nas zdecydowano. Koniec, kropka.Teraz trzeba sobie umieć poradzić, nie biadolić. Tylko wtedy jest szansa, że się uda uniknąć tego, co już znamy.
  • 2015-07-23 11:47 | joanna

    Re:Nie wszystkim uchodźcom możemy pomóc, ale niektórym możemy

    @ jakowalski odpowiadam Panu, bo zwrócił się Pan do mnie. To czego ja chcę w kwestii imigrantów ma takie samo znaczenie jak moja chęć by nie było burzy. Właśnie nadchodzi, wygląda poważnie. Ponieważ nie sądzę by moje chęci lub niechęci coś tu zmieniły, zamykam okna i wyłączam prąd. Nie ma znaczenia, że ja imigrantów nie chcę doskonale wiedząc co to oznacza. Nie ma żadnego znaczenia, że mam znacznie gorszą wizję przyszłości Europy niż te obecne problemy. Tak jak nigdy nie miało znaczenia co tacy szarzy ludzie jak ja i Pan, bez żadnej władzy chcą lub nie chcą. Oprócz znaczenia słowa "chciejstwo".
  • 2015-08-03 07:00 | joanna

    Re:Targi śniadaniowe czy targowisko próżności?

    Z dwoma kiełbaskami? To jeden kiełbasek już nie wystarczy? To wstyd, że tygodnik z tradycją i renomą publikuje tekst z błędami stylistycznymi takiego rodzaju. Co do meritum- nie jest to impreza dla zwolenników taniego śniadania co stanowi lub powinno ideę barów mlecznych, a raczej adresowana jest do pewnej grupy fanów "zdrowej żywności" pojmowanej raczej jako rodzaj ideologii. Ci zaś są ludźmi dobrze sytuowanymi, skłonnymi płacić 10 zł za kilo ekologicznej marchwi więc akceptują te ceny i pewnie świetnie się czują na takiej imprezie w gronie podobnych sobie wyznawców idei. A pewnie niezbyt dobrze w towarzystwie "zwykłych" obywateli, którzy przyszliby zjeść, bo tanio. Są to więc ceny o charakterze cen zaporowych.
  • 2015-08-25 06:58 | joanna

    Re:Kasa w lasach, czyli po co PiS Lasy Państwowe

    Problem w tym, że Polacy nie rozumieją, że Lasy Państwowe to nie są tereny leśne czyli to, gdzie każdy może wchodzić- jeden by grzyby zbierać, inny by śmieci wywalić. To jest tylko przedsiębiorstwo, które ma nimi zarządzać, a to, co robi trudno nazwać zarządzaniem. Raczej marnowaniem. Prywatyzacja nie oznaczałaby ani grodzenia lasów czyli odcięcia grzybiarzy od grzybów ani wycinki "po uważaniu"- o czym wiedzą liczni właściciele lasów prywatnych, czyli w ogromnej większości zwyczajni rolnicy, którzy ani ich ogrodzić nie mogą, ani wycinać bez zezwolenia (żadnego drzewa nieowocowego nie można w Polsce wyciąć bez pozwolenia przecież, za każde drzewo legalnie wycięte trzeba zasadzić nowe "gatunku rodzimego)). Oznaczałaby tylko, że przedsiębiorca prywatny dobiera kadry a nie, że są to kadry z partyjnego rozdania, że te kadry muszą na swoje zarobki zarobić a nie dostaną z naszych podatków choć żadnego zysku nie ma, że musi płacić podatki oraz- że podlega przepisom prawa a nie jest ponad bo mu rządząca partia albo kolega, "który ma układy" załatwi coś na górze. kto myśli, że "las prywatny" to las, który właściciel może wyciąć i już, jest w grubym błędzie. Te straszące hektary wyciętego lasu, gdzie drewnem "gospodarują" robaki,a nasadzeń nie ma latami to są właśnie przykłady "zarządzania" w wykonaniu Lasów Państwowych.O ile karczowiska nie sprzedano "komu trzeba", bez problemów zmieniając "działkę leśną" na budowlaną. Mieszkam na skraju lasu, nie brak lasów w moich okolicach. na szczęście prywatnych- chłopskich-co oznacza, że będą tu zawsze. Żaden z właścicieli nie dostanie pozwolenia na wycinkę. Lasy zarządzane przez Lasy Państwowe też tu kiedyś były. Teraz jest osiedle "dla lepszych".
  • 2015-08-28 05:53 | joanna

    Re:50 lat temu zmarł Le Corbusier, projektant słynnych bloków z wielkiej płyty. I nie tylko

    "Dotychczasowy model miast", który LC jakoby chciał unicestwić to kamienice z oficynami dla biedoty bez kanalizacji i wodą z pompy w podwórzu lub w wersji "luksusowej"- wspólny kran na piętrze w "lepszych dzielnicach" a niewyobrażalnie zagęszczone mieszkania jedno lub dwupokojowe (woda i kanalizacja j.w.) w dzielnicach robotniczych. Dla robotników francuskich, angielskich osiedla Le Corbusiera to był raj. Dla krajów zniszczonych wojną to był jedyny sposób na szybkie zapewnienie dachu nad głową ludziom mieszkającym w gruzowiskach. W obydwu przypadkach zabudowa wysoka zapewniała stos. niskie koszty budowy infrastruktury podziemnej- kanalizacji, doprowadzenia gazu i elektryczności lub możliwość wykorzystania tej infrastruktury już istniejącej (o ile 80% naziemnej Warszawy czy Hamburga uległo zniszczeniu o tyle te 80% podziemnej części miasta ocalało). należy również pamiętać, że aż do lat 60-tych populacja Europy zwiększała się w tempie geometrycznym co powodowało stałe zapotrzebowanie na mieszkania. Budowanie miast według modelu "istniejącego od setek lat" mogło zaspokoić te potrzeby w takim stopniu jak ciastko z kremem może zaspokoić potrzeby żywieniowe osoby głodującej. Wizje Le Corbusiera nie przystają do czasów współczesnych, do współczesnych warunków- bo warunki i potrzeby zmieniły się. Ale w swoich czasach był zbawcą dla ludzi, których warunki mieszkaniowe były na poziomie slumsów.
  • 2015-09-30 06:23 | joanna

    Re:Nowy rozkład pociągów – co się zmieni, a co zostanie bez zmian

    Wielu Polaków zostanie bez dostępu do pociągu- to pewne. Tyle, że nie żadna "czasochłonność" jest tu czynnikiem decydującym, i nawet nie koszty budowy (wg "Forsala" koszt budowy 1 km linii "Y" to 42 mln zł a chodzi o teren stos. płaski i pozbawiony większych przeszkód terenowych). Decydująca jest postawa właścicieli nieruchomości położonych na trasie. Postawa zdecydowanie "na nie" lub "tak, ale za grube pieniądze". O wiele grubsze niż w przyp. autostrad, gdzie zbycie części ziemi pod autostradę daje szansę na wielokrotny wzrost ceny reszty działki pod ew. inwestycję. Posiadanie torów na polu atrakcyjności działki nie podnosi, stacji benzynowych czy McDonalda nikt nie postawi. Co oznacza inną "czasochłonność"- wieloletnie blokowanie inwestycji procesami sądowymi lub wzrost kosztów budowy by właściciel nieruchomości czuł się usatysfakcjonowany. Do tego należy dodać protesty ekologów, które wymuszają zmianę trasy- znamy to z dróg. Tyle, że torów nie da się zakrzywić tak, jak można zrobić w przyp. drogi by ominęła kolejne siedlisko żab czy innych stworzeń chronionych. Nie oznacza to, że każdego protestującego przeciwko budowie uważam za aspołecznego warchoła a ochronę przyrody za fanaberię. Raczej skłaniam się ku opinii, że rozbudowa linii kolejowych "by dorównać Bismarckowi" w czasach już istniejącej sieci dróg coraz lepszych, faktu posiadania samochodów przez ludność w ilości przekraczającej średnią europejską jest "snem o potędze" w dziedzinie, która oznaczała postęp półtora wieku temu. Linia kolejowa do mojego miasta została dociągnięta w latach 30 XX w. Bardzo jest przydatna w transporcie towarowym, w pasażerskim- nawet szynobusy wożą powietrze do i z okolicznych miasteczek i wsi. Ludzie wolą jednak samochody bo pociąg do sklepu czy szkoły nie dowiezie, dworzec daleko od centrum. Lub autobus, który w centrum się zatrzymuje.
  • 2015-09-30 07:33 | joanna

    Re:Nowy rozkład pociągów – co się zmieni, a co zostanie bez zmian

    Wielu Polaków zostanie bez dostępu do pociągu- to pewne. Tyle, że nie żadna "czasochłonność" jest tu czynnikiem decydującym, i nawet nie koszty budowy (wg "Forsala" koszt budowy 1 km linii "Y" to 42 mln zł a chodzi o teren stos. płaski i pozbawiony większych przeszkód terenowych). Decydująca jest postawa właścicieli nieruchomości położonych na trasie. Postawa zdecydowanie "na nie" lub "tak, ale za grube pieniądze". O wiele grubsze niż w przyp. autostrad, gdzie zbycie części ziemi pod autostradę daje szansę na wielokrotny wzrost ceny reszty działki pod ew. inwestycję. Posiadanie torów na polu atrakcyjności działki nie podnosi, stacji benzynowych czy McDonalda nikt nie postawi. Co oznacza inną "czasochłonność"- wieloletnie blokowanie inwestycji procesami sądowymi lub wzrost kosztów budowy by właściciel nieruchomości czuł się usatysfakcjonowany. Do tego należy dodać protesty ekologów, które wymuszają zmianę trasy- znamy to z dróg. Tyle, że torów nie da się zakrzywić tak, jak można zrobić w przyp. drogi by ominęła kolejne siedlisko żab czy innych stworzeń chronionych. Nie oznacza to, że każdego protestującego przeciwko budowie uważam za aspołecznego warchoła a ochronę przyrody za fanaberię. Raczej skłaniam się ku opinii, że rozbudowa linii kolejowych "by dorównać Bismarckowi" w czasach już istniejącej sieci dróg coraz lepszych, faktu posiadania samochodów przez ludność w ilości przekraczającej średnią europejską jest "snem o potędze" w dziedzinie, która oznaczała postęp półtora wieku temu. Linia kolejowa do mojego miasta została dociągnięta w latach 30 XX w. Bardzo jest przydatna w transporcie towarowym, w pasażerskim- nawet szynobusy wożą powietrze do i z okolicznych miasteczek i wsi. Ludzie wolą jednak samochody bo pociąg do sklepu czy szkoły nie dowiezie, dworzec daleko od centrum. Lub autobus, który w centrum się zatrzymuje.
  • 2015-10-01 06:48 | joanna

    Re:Nowy rozkład pociągów – co się zmieni, a co zostanie bez zmian

    @ jakowalski We wspomnianych przez pana krajach problem z wykupem ziemi byłby znacznie poważniejszy z powodu znacznie silniejszych ruchów ekologicznych. Sieć kolejowa tych krajów pochodzi w 90% z XIX wieku, od dziesiątek lat nie jest rozbudowywana a jedynie przystosowywana do nowocześniejszego taboru. A w gęstości linii kolejowych (Polska-71.36 km/ 100 km kwadratowych)to ustępujemy tylko Niemcom (117 km/100 km kwadratowych)dzięki gęstej sieci pochodzącej z czasów Bismarcka i zaboru pruskiego, a Francja ma 45,4 km/ 100km kw, Hiszpania - 30,25 km/100 km kw.
  • 2015-10-10 05:41 | joanna

    zamiast psioczyć na młodych przyjrzyjmy się sobie

    Słusznie ktoś tu zauważył, że bywali i nastoletni władcy. Przygotowywani do bycia królem od urodzenia- dodam. I tak jest z dojrzałością młodych ludzi- albo zostaną przygotowani do dorosłego życia, podejmowania decyzji, umiejętności ocenienia swoich możliwości przez swoich rodziców, otoczenie albo nie. Dylemat autorki listu to typowy dylemat osoby, której otoczenie nie dało wzoru, nie rozwinęło zainteresowań, nie motywowało do rozwijania zdolności a pewnie nawet nie ma świadomości, czy takowe autorka ma. Zamiast tego zadaje głupie pytania. Żadne młode pokolenie nie wychowuje się, nie nabiera dojrzałości samo. Ptaka nauczył latać a wilka polować jego rodzić, jego stado. Tymczasem wielu ludzkich rodziców oczekuje, że dziecko jakoś "samo dojrzeje", a rodzic to jest tylko od opieki fizycznej, nie od kierowania młodym człowiekiem. Znamienne, że autorka pisząc o dylematach wyboru przyszłosci pisze o pomysłach swoich rówieśników, a nie o poważnych rozmowach z rodzicami. Wielu młodych ludzi nie może liczyć na to, że rodzic, inni dorośli wskażą im drogę. To tak jakby wilk pytał "czy chcesz być drapieżnikiem?" zamiast uczyć zdobywać pożywienie. Ja młodym ludziom takim jak autorka (to nie są wszyscy, są i tacy, którzy maja mądrych rodziców i ciotki) szczerze współczuję. Wśród tych wszystkich drogich bajerów, w tym życiu wygodnym, o czym moje pokolenie prawie 50latków mogło tylko marzyc w ich wieku, są bardzo samotni. Skazani na przypadkowe wybory, na błądzenie po omacku, na porady rówieśników, którzy zwykle wiedzą tyle, co i oni. Bo ich rodzicom "wychowanie" myli się z "hodowaniem". Mój syn nie miał dylematów autorki. Dokonał świadomego wyboru (to prawo na UW, które tak jej się nie spodobało) i już pracuje w tym zawodzie, podobno bardo dobrze i za przyzwoite pieniądze. Choć nie był to jego wymarzony kierunek- bo oceniliśmy, że nie jest dość dobry by marzenia nie okazały się mrzonkami. MY oceniliśmy- i on, i rodzice, i dziadkowie. Bo obowiązkiem nas- starszych, z doświadczeniem jest pomagać potomstwu w kształtowaniu jego przyszłości a nie tylko narzekać, że "młodzi są głupi"- skoro nic nie zrobiliśmy, żeby byli mądrzy.
  • 2015-11-01 07:00 | joanna

    jest lepiej niż było

    Pani autorko, problem jest. Ale gdyby do swojego artykułu wykorzystała Pani czy to badania czy chociażby doświadczenia starszych osób stykających się dawniej z "poziomem ciemnoty i zabobonu" zobaczyłaby Pani jak ogromny postęp tu się dokonał. Badani mogą nie odróżniać "procentu" od "punktu procentowego" ale przynajmniej wiedzą co to jest "procent". Co wcale nie było oczywiste wtedy, kiedy zdecydowana większość społeczeństwa kończyła "cztery klasy" i nie tylko nie znała noblistów ale w ogóle nie wiedziała o takiej nagrodzie. Zdobywanie wiedzy nie jest procesem, który zaczyna się i kończy w szkole czy na uczelni. Co tłumaczy "dziedziczność możliwości intelektualnych" i ogromny rozziew między wynikami szkół wiejskich, szkół w "gorszych dzielnicach" i tych z topu rankingu. Nie w nauczycielach i programach jest powód różnic a w stos. do nauki, w poziomie rozwoju intelektualnego pierwszoklasisty (szczególnie widoczne w kwestii zakresu słownictwa co powoduje problemy i ze zrozumieniem i ze spełnieniem wymogów przez ucznia), faktem czy rodzic pomaga w nauce czy ma to gdzieś "od tego jest szkoła". Fakt dość powszechnego posiadania formalnego wykształcenia nie oznacza, że zniknęły środowiska "intelektualnej biedy" ale oznacza, że zakres współczesnej intelektualnej biedy jest i tak znacznie mniejszy liczebnie, znacznie mniejsze są braki w wiedzy. Stwierdzenie, że na Zachodzie się z tym walczy jest równie przesadzone jak byłoby stwierdzenie, że sklep spożywczy powstaje by walczyć z głodem. I kursy, i szkolenia są wynikiem realizowania potrzeb ludzi. gdy ich nie ma- nikt ich nie organizuje i na siłę nie zaciąga opornego społeczeństwa. Problemem naszego kraju jest brak takich potrzeb na szerszą skalę. A to wynika z "ogólnej niewiedzy jak ważna jest wiedza". Niewiedzy odziedziczonej po rodzicach, dziadkach, po pradziadkach, którzy byli autentycznymi analfabetami. Myśli Pani, że człowiek, który kompromituje się niewiedzą jest z tego dumny czy chociażby zadowolony? Że nie chciałby umieć odpowiedzieć na pytania? Ze kiedykolwiek w życiu odpowiadało mu bycie głupszym od lepszych uczniów, studentów czy znajomych? Nie, to nie są konsekwencje jego wyboru. Ludzie nie chcą być gorsi niż inni. Ci młodzi ludzie, którzy pokończyli uczelnie naprawdę chcieli czegoś się nauczyć. Ale nieprawdą jest, że chcieć to móc. Jeśli ciągnie się za sobą bagaż braku pomocy otoczenia to jest dokładnie tak jak dziecko źle odżywianie, zaniedbane fizycznie, nieaktywne fizycznie nigdy nie będzie osiągnięć sportowych bo ew. trening ujawni te zaniedbania. Ono nie da rady. Tu jest tak samo. Niskie czytelnictwo jest wynikiem trudności z rozumieniem tekstu, zapamiętywaniem wątku, braku wyobraźni. Tak jak dla zaniedbanego fizycznie torturą są zajęcia sportowe. I jeden i drugi "zaniedbany" wybierze oglądanie tv. Problem poziomu analfabetyzmu funkcjonalnego to problem, który wymaga bardzo długiego czasu ewolucji społecznej. I również wzbogacenia się w czysto materialnym wymiarze. Osiągnięcia pewnego poziomu "mieć" by zacząć myśleć o "być". By naturalna potrzeba "bycia lepszym czy tylko nie gorszym niż inni"dot. intelektu. Ludzie z dyplomami byle jakiego kierunku, na byle jakiej uczelni (nierzadko prywatnej pseudouczelni) którzy lądują na kasie czy zmywaku już nie będą mieli "złudzenia dyplomu" w przyp. swoich dzieci. Już będą wiedzieli, na czym polegała przewaga ich szkolnych kolegów "z lepszych domów", którzy wykonują dobrze płatne i prestiżowe zawody. Jakaś ich część tak pokieruje swoje dzieci. Ich nie pokierował nikt, im nie pomógł nikt, kiedy nie rozumieli tego, czego nie rozumialo i ich otoczenie.
  • 2015-11-06 04:34 | joanna

    Re:Trybunał Konstytucyjny: reforma OFE zgodna z ustawą zasadniczą

    @ kaesjot Bardzo celne uwagi. Ale nadal mam poważne wątpliwości czy sposobem na okiełznanie utracjusza może być odebranie mu pieniędzy ludzi, którzy mu je powierzyli i przekazanie do instytucji, której ci sami ludzie jakoś nie bardzo ufają. Bez ich zgody. Nawet "wirtualnych pieniędzy". OFE, moim zdaniem, stały się instytucjami zdegenerowanymi powodu bezczynności Państwa. Inwestującymi w sposób najwygodniejszy, pobierającymi opłaty w nieuzasadnionej wysokości. Nie stały się żadnym inwestorem w gospodarkę, albo kompletnie nieznaczącym. I taki stan rzeczy tolerowano przez 13 lat. A potem postanowiono, że rozwiązaniem będzie "przekazanie" do innej instytucji, która też żadnym inwestorem w gospodarkę nie jest, której koszty obsługi tez nie są wzorem gospodarności. Jedynie w celu poprawy wskaźnika deficytu- dokładnie takiego samego "wirtualnego zapisu księgowego" bo fizycznie to żadnych pieniędzy nie przekazano, żadna złotówka z OFE nie została użyta jako inwestycja w gospodarkę czy infrastrukturę. To takie "działanie dla dobra obywateli" jakby policjant stał spokojnie patrząc jak bandyta wybija Panu zęby a potem triumfalnie aresztował bandziora. Czyli "wykazał się" tylko od zęby od tego nie odrosną. To jest prawdziwy problem, gdzie Państwo zawodzi- instytucje, które mają służyć obywatelowi spokojnie mu nie służą przez lata. Tak jakby były prywatnym folwarkiem a nie instytucjami z ustawy podlegającymi kontroli Państwa. Bo po prostu tej kontroli nie ma, nikogo nie interesuje co dzieje się z pieniędzmi obywatela. Dopóki nie przyjdzie komuś do głowy, żeby je te pieniądze obywatela po prostu zawłaszczyć- bo zabranie mi moich składek i oddanie "w ręce ZUS" bez mojej zgody to jest zawłaszczenie. Dokładnie takie samo jak przelanie moich "wirtualnych pieniędzy w banku" na konto dowolnej instytucji- może kiedyś mi odda, Natomiast Autorka ma absolutną rację w kwestii "braku solidarności STARYCH z młodymi". I brawo, że ktoś wreszcie powiedział, że na "godną starość" np. swojego dawnego nauczyciela, który został emerytem w wieku lat 55 pracuje "niegodna młodość". Bo to nie jest kwestia tylko przyszłej emerytury "młodego" ale miliardów straconych z podatków "dziarskich emerytów" i ich niewpłaconych składek, długu, którego obsługa pochłania pieniądze, które które mogłyby być zainwestowane w rozwój kraju w imię przyszłych pokoleń. Bo "przyszłe pokolenia" nie głosują w obecnych wyborach
  • 2015-11-30 06:13 | joanna

    decyduje pieniądz a nie cała ta forumowa filozofia

    Z tym "wykształceniem" to różnie bywa- absolwent Wyższej Szkoły Bóg Wie Czego z dyplomem kulturoznawstwa czy europeistyki to w statystykach wykształcenie ma ale roboty to raczej nie znajdzie w tym "zawodzie" i z tą wiedzą nie bardzo potrzebną komukolwiek. O ile w ogóle jakąś wiedzę maja. Ma wybór między kasą w Biedronce a zmywakiem za granicą. Zmywak, ew. sortownia śmieci wygra- bo lepsza płaca. Od lat prywatne (nędzne) uczelnie, filie publicznych na prowincji a i "na miejscu" mają w swojej ofercie takie studia dające dyplom, na który żadnego zapotrzebowania na rynku pracy nie ma. Dla młodzieży, której intelekt na konkretne, oblegane kierunki nie daje szans. Bo to uczyć się trzeba było, książki czytać a i mieć z kim w domu podyskutować i o pomoc móc się zwrócić. Druga grupa- solidnie wykształconych, których dyplomy są uznawane na całym świecie po prostu jedzie tam, gdzie PŁACĄ WIĘCEJ. Po prostu dlatego, że mogą. I nie żaden Balcerowicz to spowodował, a to, że nie trzeba "załatwiać paszportu", stać tygodniami po wizę, liczyć się z tym, że rodzina paszportów nie dostanie. Choć i przy komunistycznych utrudnieniach wyjechali z mojej rodziny lekarze, architekt, inżynier samolotowy w tych "wspaniałych gierkowskich czasach" kiedy to mogli w Polsce dorobić się klity w bloku i starego samochodu produkcji zagranicznej lub cudu polskiej motoryzacji marki Polonez. Dokładnie tak niedawno mój kolega - lekarz wyjechał do Francji gdzie zarabia (bez dorabianiu prywatnym gabinetem) trzy razy więcej niż zarabiał w Polsce- choć nie zarabiał średniej krajowej a jej wielokrotność. Ale nadal daleko mniej niż zaoferowano mu we Francji. Zajął miejsce lekarza francuskiego, któremu USA zaproponowało jeszcze więcej· Kto z dobrze wykształconych NIE wyjeżdża po te lepsze zarobki? Ci, którzy NIE MUSZĄ DORABIAĆ SIĘ OD ZERA. Bo mają mieszkanie/dom, co nie jest nigdzie "zasługą" dwudziestokilkulatka czy trzydziestolatka, a czymś co dostaje/dziedziczy. Wtedy zadowoli się zarobkami mniejszymi niż amerykańskie czy angielskie, z których musiałby spłacać ogromną hipotekę albo nigdy nie mieć swojego domu. Ludzie, którzy sprzedają swoje domy w Polsce by wyemigrować to jest nieznaczący ułamek. Większość to kolejne pokolenie, które nie ma nic. Bo nie mieli rodzice - poza mieszkaniem w bloku, w którym przecież mieszkają, bo nie mieli dziadkowie- wiejska czy miejska biedota. Po prostu kraj bogaty od wielu pokoleń, zawsze zapłaci więcej i zassie ambitnych biedaków. A jedyną przeszkodą ograniczająca i tak ogromny exodus Polaków w XIX wieku, w dwudziestoleciu międzywojennym był koszt podróży. A w czasach komunistycznych- koszt podróży+ trudność uzyskania paszportu. Te przeszkody zniknęły i przelewanie się z biednego kraju do bogatszego nie jest zakłócone. Dokładnie tak jak do nas emigrują biedni Chińczycy , Wietnamczycy, Ukraińcy (bogatym jakoś dobrze u siebie).
  • 2015-12-18 06:34 | joanna

    Odrobina optymizmu

    Jesteśmy społeczeństwem, w którym przeważają liczebnie pokolenia wychowane w oderwaniu od nowoczesności, rozwoju, myśli technicznej przez większość swojego życia. Dzieci i wnuki analfabetów, niewiele rozumiejących ze współczesnego świata, bojące się postępu technicznego. Jednocześnie rośnie nam pokolenie, z którego pewna część, oczywiście niewielka, większość powiela wzory prostego domu, ma już zupełnie inny stos. do postępu, zupełnie inną WIEDZĘ. Wiedzę nie zdobywaną w szkole, która tkwi mentalnie w XIX wieku posłusznego kucia z papierowej książki. A tę wiedzę, którą daje dostęp do nieograniczonych zasobów internetu. To tacy ludzie już teraz, dzięki kasie zebranej w necie a nie od jakiegoś "państwa" czy "urzędnika", czy "banku" gdzie decyzje podejmuje "człowiek dawnej epoki", budują w Olsztynie drukarki 3D Zortrax. Proszę sobie o nich poczytać. O czym nie wie wielu (jeśli nie większość) ludzi, ktorzy po staremu liczą, że źródłem informacji jest prasa czy tv- też w rękach ludzi "dawnej epoki". Takich przykładów jest więcej, choć mniej spektakularnych. I podobnie "olanych" przez media. W tym pokoleniu, obecnych nastolatków, dwudziestolatków jest wiele osób, które nie traci czasu na religię, wiedzę o kulturze przekazywaną przez nauczyciela, który tyle o niej wie ile na 3 miesięcznym kursie się nauczył ale na książkę, teatr to "nie ma czasu", na podstawy przedsiębiorczości (to, co mówią nauczyciele jest nawet całkiem śmieszne czasem). Na tych lekcjach jest co najwyżej ciałem albo odsypia noc zarwaną na siedzeniu na necie. W którym szuka wiedzy, nie tylko głupich memów i filmików. I wiedzę tę znajduje, bo potrafi. I kontakt z takimi jak on "nerdami". Nie jest ich dużo, i nigdy nie będzie. Ale wynalazcami, innowatorami są jednostki nie "procenty populacji dostające dyplomy". Których zresztą większość najwybitniejszych nigdy nie miała. Mam szczęście spotykać ich codziennie. Mam szczęście móc z nimi dyskutować- bo od nich wiele można się nauczyć. Wspaniały powiew świeżości po słyszanych, czytanych wypowiedziach ludzi, którzy nie rozumieją, że stary, znany nam świat się skończył i ciągle próbują do nowego świata używać starych pojęć.
  • 2015-12-18 19:59 | joanna

    Re:Polska na szarym końcu Rankingu Innowacyjności 2015

    @ axiom Na dane, które Pan podaje pracowało kilka pokoleń. Ludzi, którzy wychowani w KULCIE WIEDZY, fascynacji nowoczesnością przekazywali te wartości swoim dzieciom i wnukom, nie zdawali się na szkołę, nie szukali wytłumaczenia ani w politykach (często niewiele odbiegających poziomem tępoty od naszych). Gdzie urbanizacja wyrwała ludzi z wiejskiej ciemnoty znacznie wcześniej. Jestem optymistką, bo w XXI wieku czas płynie szybciej, bo możliwości rozwijania umysłu są praktycznie nieograniczone. Dla każdego, tylko nie każdy skorzystać chce, nie każdy ma potencjał, który mu na to pozwoli, nie każdy ma otocznie, który go w tym wspiera. I jestem optymistką, bo tak zawsze i wszędzie było. Bo Edison (bez żadnej szkoły) tworzył w społeczeństwie, w którym większość była ciemna- ot, chociażby nasi bezrolni z Podkarpacia. Nie potrzebował ich by zmienić świat. Nie potrzebowali ich i Gates i Jobs. Nie potrzebuje ich i Musk. I nie będą ich potrzebowali "moi" chłopcy i dziewczęta. Tak samo jak nie potrzebują katechety, którego mają gdzieś i tego co mówi. podział na Polskę "A", "B" (jak burak), i "C" (jak ciemnota) jest w głowach, nie w geografii. A ja w tym morzu głów tępych, ciągle oglądających się na jakichś INNYCH, widzę głowy otwarte i ciekawe co inni piszą i mówią. O ile jest to coś nowego i coś wnoszącego, a nie ciągłe użalanie się nad sobą.
  • 2016-01-15 06:13 | joanna

    Re:Europejski Bank Centralny ostrzega: Banki obejdą podatek

    To jest doprawdy zadziwiające jak politycy jedynej słusznej partii czyli ludzie, których umiejętność robienia kasy sprowadza się do brania kasy od ciężko pracującego podatnika, uważają, że uda im się wyrobić (wydoić) tych, którzy w robieniu kasy są naprawdę dobrzy.Wyczyn na miarę okradzenia złodzieja przez niezbyt rozgarniętego i lekko stetryczałego, oderwanego od życia starca. Czyli mrzonki i starczy bezsensowny upór.
  • 2016-03-29 06:56 | joanna

    Re:PiS wytnie więcej z Puszczy Białowieskiej. Europa na pewno się tym zainteresuje

    Europa już się zainteresowała- "Guardian" pisał na pierwszej stronie. Problem, którego nie rozumie Szyszko, którego nie rozumie również wielu Polaków- szkoda, że mediom nie chce się tego uświadomić ludziom- to fakt, że ostatni w Europie tzw. las pierwotny może przestać istnieć. Bo kiedy zostanie poddany wycince- już NIGDY nie będzie lasem pierwotnym. Stanie się po prostu lasem, jakich wiele. Bez wartości naukowej, bez wartości unikatu. Fakt, że tego nie rozumie minister środowiska byłby zdumiewający gdyby nie fakt, że to nie jest rząd "rozumiejących" do czego ich funkcja ma służyć Polakom i Polsce. Czekam na analogiczne decyzje ministra kultury-np. sprzedaż "Damy z łasiczką" bo przecież reprodukcja będzie wyglądać tak samo. A może i ładniej, a i kasę sie zarobi i na ochronie dzieła zaoszczędzi, bo to ani konserwować ani strzec nie trzeba. Stosunek do świata godny Talibów- wszystko co nie naszym dziełem- rozwalić.
  • 2016-04-02 05:59 | joanna

    Tak działa spotkanie z Jarosławem K.

    Niestety, problem, którego nie rozumie człowiek, który nigdy nie spotkał się osobiście z Kaczyńskim polega na tym, że ten człowiek ma "to coś" co powoduje, że ludzie przestają myśleć i ulegają czarowi. Zjawisko na pograniczu hipnozy. To spotkało i Wałęsę, który z kanapowego opozycjonisty uczynił swojego zaufanego człowieka, to spotkało i takich cwaniaków jak Art-B, którzy wtopili kasę w spółkę Telegraf stworzoną przez ówczesne Porozumienie centrum (szkoda, że wśród licznie opisywanych afer ta sprawa jest kompletnie nieznana tym, którzy jej pamiętać nie mogą) a nie łatwo oszukać oszustów. Są tacy ludzie. Zwykle to drobni oszuści wciskający szajs klientom, różni "uzdrawiacze" i przywódcy sekt albo cyrkowi magicy. Choć czasem maja większe ambicje- ten osobisty zniewalający czar posiadał Adolf Hitler.
  • 2016-04-21 15:00 | joanna

    Re:Czy nowa Tesla zwiastuje koniec tradycyjnych samochodów?

    Tak, zwiastuje. Niedowiarków oczywiście brakować nie będzie- podobnie nie wierzono, że samochód zastąpi konia- zaopatrzenie w owies było całkiem niezłe, tradycje duże, hodowla powszechna, kowal pod ręką. A technologia rafinacji ropy, rurociągi to była dla większości ludzi taka sama niezrozumiała abstrakcja jak obecnie ogniwa fotowoltaiczne i inne "nowinki energetyczne. Klimat to jedno, a fakt, że paliwa kopalne nie są nieskończone, w dodatku dają pozycję szantażysty ich posiadaczom- to drugie.Dość nieakceptowalne dla większości świata- tej pozbawionej złóż lub w nie ubogiej. Tymczasem na ziemi źródła energii, którą można przerobić na elektryczność są praktycznie nieograniczone- "brudne" jak węgiel i spalanie biomasy i "czyste"- energia słoneczna - bardzo interesujące są nowa elektrownia słoneczna w Maroku czy pływająca po sztucznym jeziorze w Anglii, geotermalna, energia wód płynących, wiatru. Oczywiście, problemem jest ich "niedorozwój". Ale to kwestia czasu, podobnie jak koszt. Podobnie "niedorozwinięty" był system dróg zdatnych dla samochodów kiedy ta "nowinka" powstała i miała jakoby się nie przyjąć i pozostać "gadżetem" z kilkuprocentowym udziałem w transporcie. Samochód spalinowy pozostanie z nami, tak jak pozostał koń- dla pasjonatów.
  • 2016-04-22 12:24 | joanna

    Re:Czy nowa Tesla zwiastuje koniec tradycyjnych samochodów?

    @ Aspiryna @ jakowalski 1. oczywiście, że baterie Tesli zupełnie nie przypominają "innych akumulatorów"- ani te w samochodach ani Powerwall 2. Stwierdzenie, że Polska to nie Kalifornia jest oczywiście słuszne choć niezbyt odkrywcze. Polecam "odkryć" doskonałe wyniki sprzedaży Tesli w Norwegii i zastanowić się "jak to możliwe, ze w tamtym klimacie..." Zanim użyjecie państwo argumentu, "że tylu baterii nie da się wyprodukować" warto sprawdzić hasło "Gigafactory". Argument o konieczności budowania sieci ładowania jest już niezbyt aktualny w USA, Europie Zachodniej, Norwegii i Szwecji. Do sprawdzenia pod hasłem "Supercharger". W Polsce pierwsza z 5 planowanych na ten rok już stoi, rusza w długi weekend. Wiedza historyczna oraz "własne przekonania" nie zastąpią PO PROSTU WIEDZY.
  • 2016-04-22 18:36 | joanna

    Re:Czy nowa Tesla zwiastuje koniec tradycyjnych samochodów?

    1. pudło. Akumulatory jonowo-litowe czyli te w Tesli zaczęto produkować nie "100 lat temu" a w 1991 roku, pierwsza bateria litowa to wynalazek z roku 1973. 2. Dopłaty rządowe- prawda. Nie tylko w Norwegii. Po prostu niektóre rządy i społeczeństwa doceniają wartość czystego powietrza. Co do jazdy miejskiej- kompletnie nieprawda. Spotyka je się na kompletnym zadupiu co nie jest trudne- większość tego kraju właśnie taka jest. Rekordowa trasa bez ładowania w tym właśnie kraju wynosi "drobne" 728.7km - możliwe dzięki hamowaniu rekuperacyjnemu (regenerative braking) znanemu jako system KERS. Stosowany również w hybrydach. 3. jest problem właśnie z wyprodukowaniem- dlatego Gigafactory. Natomiast zanieczyszczenie środowiska- sprawa prosta- właściciel Tesli po prostu dostanie nową baterię za starą, za darmochę (dot. również Powerwall). Tak jak za darmochę dostaje prąd na Supercharger. Recykling pozwala na odzyskanie 90% surowca. Na razie nie jest to problem- najstarszy Roadster Tesli ma 8 lat, a model S- pięć. 4. o sieci energetycznej się nie wypowiadam, aczkolwiek biorąc pod uwagę fakt, że domowe instalacje fotowoltaiczne błyskawicznie stają powszechne w krajach wysokorozwiniętych (właśnie Kalifornia uchwaliła ich OBOWIĄZEK na nowo powstających budynkach do określonej wysokości), że stacje Supercharger mają takie na dachach, a nie przesiądziemy się na elektryki z dnia na dzień nie wydaje mi się by był to realny problem 5. Ja Panie, Kowalski, obecnie jestem "tylko" tłumaczem specjalistycznym, oraz nauczycielem języka specjalistycznego OBECNIE kształcących się inżynierów.To dobra praca- dużo muszę się dowiedzieć nowych rzeczy, to pozwala zachować otwartość umysłu. Czego wszystkim niedowiarkom życzę. Pozdrawiam.
  • 2016-07-21 05:53 | joanna

    o dożywaniu do 65 r.ż.

    @PAK4 @Aspiryna To jest prawda, że bardzo wielu panów, którzy przechodzą na emeryturę mając 60 lat umiera kilka lat później. Średnią zawyżają panowie, którzy pracują dłużej (czasem o wiele dłużej). Są badania skandynawskie tłumaczące to zjawisko, czy polskie- nie wiem. Ale bardzo pomocne są obserwacje lekarzy i starszych ludzi dot. ich kolegów. Nie jest prawdziwy obraz wesołego 60letniego emeryta ma rowerze, działce czy przy jakiejkolwiek aktywności.To są efektowne wyjątki. To człowiek, którego emerytura wlepia w fotel przed tv- z samotności, bo większość jego znajomych to koledzy z pracy, którzy nadal pracują. Lekceważy (czasem poważne) dolegliwości, bo już nie potrzebuje L-4, poza tym często nie stać go na leki, brak znajomych powoduje, że nikt mu nie doradzi, nie zmotywuje do badania, leczenia. Do tego dochodzi brak higieny- nie idzie "do ludzi" to się zaniedbuje potęgowany przez brak pieniędzy bo woda i mydło kosztuje.Zaczyna się też kupowanie najtańszej a więc najniższej jakości żywności. Coraz bardziej obniża się samopoczucie psychiczne, również przez porównanie swojego biednego i pustego życia z życiem pracujących rówieśników, co zdrowiu fizycznemu też nie sprzyja. Kobiety są twardsze, maja też inny stos. do leczenia (tu raczej nadmiar niż brak) ale i w ich przypadku nierzadko "im wcześniejsza emerytura tym wcześniejsza śmierć". Człowiek przechodzący na emeryturę później zwykle odchodzi wraz ze sporą grupą kolegów, to tworzy naturalna "grupę towarzyską- grupę wzajemnego wsparcia", ma też tę emeryturę wyższą co rzutuje na samopoczucie psychiczne, pozwala na normalne a nie nędzne życie. "Tajemnica długowieczności" wielu rodzin tkwi we wzorze pracowitości do późnych lat życia.
  • 2016-08-10 05:41 | joanna

    otyłego Jasia nie karmi państwo a rodzice

    Opowiadanie, że rodzice sa zabiegani i dlatego dzieci się niewłaściwie odżywiają to są bajki, łatwe usprawiedliwienie- więcej znam otyłych dzieci matek niepracujących niż faktycznie "zarobionych" obojga rodziców. Otyłość dzieci jest wynikiem ciemnoty rodziców a nie ich zapracowania. Równiez jest wynikiem otyłości rodziców spowodowanych niewiedzą i w kwestii prawidłowego żywienia, i niewłaściwych nawyków. Do tego dochodzą babcie zastępujące przedszkole w rodzinach o najniższym wykształceniu, wg których dziecko "dobrze wygląda" kiedy przypomina prosiaka. To są grupy, do których wiedza nt zdrowego odżywiania, prawidłowej wagi nie dotrze- grupy wiedzoodporne, kierujące się normami otoczenia. Doskonale widać to na przykładzie szkół ponadpodstawowych- w tych, gdzie trafiają dzieci ambitnych (zapracowanych) rodziców dziecko z nadwagą jest rzadkością. W najsłabszych, szczególnie "rejonówkach" na "złych osiedlach"- rzadkoscią jest dziecko o wadze prawidłowej (podobnie szczupły rodzic). To jest zjawisko nie tylko polskie- to typowy obraz problemu otyłości we wszystkich krajach cywilizowanych, gdzie nie wyst. niedobór żywności, jest ona tania a tradycyjna kuchnia sprzyja tyciu. I gdzie próby walki ze zjawiskiem nie przynoszą żadnych efektów- bo "państwo" nie skontroluje ani co matka kupuje ani co gotuje. Podobnie ma się sprawa z niedoborem ruchu, przesiadywania dzieci przed tv lub komputerem. Kwestia "zapracowania rodziców" nie ma z tym nic wspólnego-
  • 2016-09-29 04:56 | joanna

    Re:Elon Musk skolonizuje Marsa. Tylko po co?

    Panie autorze, zanim się cos napisze w temacie nieco głębszym niż "dziecko wypadło z okna" czy która celebrytka ma nowe majtki to należałoby coś na ten temat poczytać. Na wszystkie Pana pytania odpowiedzi dawno padły (jeszcze przez Muskiem bo NASA też od dawna ma program marsjański). Bo pisać art. z którego czytelnik dowie się tylko, że Pan nic nie wie to, oczywiście, można. Tylko po co?
  • 2017-01-18 06:30 | joanna

    Nie mylą się. Populizm to nie efekt nierówności.

    Populizm to efekt lansowanego przez media kultu posiadania, gry w której wygrywa ten, kto umrze najbogatszy. W takiej grze, faktycznie, bogatszy jest rywalem (wrogiem). A w życiu- nie. Mój bogatszy sąsiad niczego mi nie zabrał, tak jak ja nie zabrałam biedniejszemu. Nikt z nas nie ma wpływu na zarobki kogoś innego. Frustrację i populizm tworzą ci, którzy nachalnie prezentują cudze bogactwo (niekoniecznie pokazując ciężka pracę, która je przyniosła) wzbudzając poczucie niższości w biedniejszych. Którzy nie dostrzegają jak im się poprawia zajęci porównywaniem. Twarde dane pokazują, że w tym samym czasie gdy najbogatsi stawali się krezusami miliony ludzi wyszły z nędzy. I majątki krezusów w tym nie przeszkodziły. W tym samym czasie gdy rosły majątki naszych miliarderów dla milionów Polaków samochód czy wycieczka zagraniczna już nie są tylko marzeniem. Miliarderzy nie przeszkodzili. Bo oni przeszkadzają tylko w sferze mentalnej- tym, dla których wartość życia sprowadza się do tego ile mam- i czy mam więcej niż Kowalski, a nie- czy mam więcej niż miałem. Tu jest problem- populizm jest dzieckiem konsumpcjonizmu i prymitywnego kultu pieniądza, nie nierówności.
  • 2017-03-21 05:45 | joanna

    Kilka uwag starszej pani

    Czy pisząc o młodych "przy rodzicach" ma Pani na myśli osoby "mieszkające z rodzicami" czy "osoby utrzymywane przez rodziców"? Bo o ile wspólne mieszkanie dobrze dogadujących się ludzi jest OK (przyczyną stos. wczesnego wyprowadzania się starszych pokoleń był często despotyzm rodziców) to już utrzymywanie "wiecznie poszukującego ambitnej pracy" ew. "zastanawiającego się nad sobą bez końca" potomka to OK nie jest. Pani uwagi to ładna teoria ale ja znam mniej ładną rzeczywistość rodziców "wiecznych dzieci". Ludzi, których nie stać na wiele, którzy nie mają żadnych oszczędności na wypadek choroby, których czeka głodowa emerytura bez oszczędności. Czy mogą liczyć, że wtedy potomek zrewanżuje im się utrzymywaniem przez lata? I czy faktycznie jest "ambitny" 30latek, któremu nie jest wstyd, że matka z ojcem na niego tyrają? Druga sprawa: fajna, satysfakcjonująca praca to przywilej nielicznych. I najczęściej tych, którzy przemyśleli co chcą robić dużo wcześniej niż w okolicach 30tki. Gdzieś tak w okolicach matury zwykle. Oczywiście, czasem wybór okazuje się pomyłką czy rozczarowaniem i trzeba szukać innej drogi- moje pokolenie też to robiło. I nielicznym się udało. Bo to w ogóle udaje się nielicznym. I trzeba dokonać wyboru czy bez końca skakać z roboty do roboty bez szans na awans czy podwyżkę (teraz na umowę o pracę) czy też pogodzić się z faktem, że do tej ambitnej/rozwojowej/twórczej pracy dana osoba po prostu- nie bardzo się nadaje. I dołączy do wielomilionowej rzeszy ludzi zarabiających na życie w nudny i przyziemny sposób. Dobrze jest mieć marzenia ale warto umieć je odróżniać od mrzonek i chciejstwa.
  • 2017-04-13 06:21 | joanna

    Stać, żeby nie płacili w ogóle?

    Polecam "badania w terenie" by przekonać się jak duża liczba pomocy domowych, niań, rękodzielników, krawcowych czy korepetytorów nie płaci ani grosza, nie rejestruje swojej działalności bo "nie zarobi na ZUS". Wpływy ze składek od dochodów tych ludzi wynoszą dokładnie zero a to nie jest jakaś śmiesznie mała garstka ludzi. Proszę zacząć od pytania "czy wystawi mi pan/pani rachunek za swoje usługi?" I życzę cierpliwości.
  • 2017-04-20 05:43 | joanna

    Kaczyński niczego nie jest w stanie kalkulować

    Skąd przekonanie o jakimś "geniuszu strategicznym" Kaczyńskiego? Z tego, że za każdym razem kiedy udało się jemu i jego poplecznikom dorwać do jakichś stanowisk to po krótkim czasie musieli z nich odejść w atmosferze totalnego obciachu i nieudacznictwa? Czy może tego, że i teraz ciężko pracują by zniechęcić do siebie, co sondaże pokazują jednoznacznie? Człowiek, który obietnicami, demagogią i kłamstwami mami innych by potem tylko załatwiać swoje sprawy i ustawiać swoich kolesiów to nie jest żaden "strateg" a cwaniak i oszust. Dokładnie tak jak lichwiarz nie jest żadnym "finansistą".
  • 2017-06-19 13:14 | joanna

    Re:Czegokolwiek Anna Lewandowska by nie zrobiła – będzie krytykowana. Tak jak większość młodych matek

    Rozbawiła mnie Pani. Ludzie, którzy ze swojego życia uczynili widowisko dla gawiedzi nie oczekują "poszanowania swojej prywatności" a dyskusji nt. owego brzucha czy czegoś tam jeszcze. I to właśnie tym celebrytom "zarzucającym temat" a to rodzenia, a to karmienia, a to wyglądu zawdzięczamy głosy, które tak Panią oburzają. Prawie ćwierć wieku temu, kiedy rodziłam syna nikt nie ważył się komentować sprawy tak prywatnej. Mniej patriarchalne to społeczeństwo było? Nie. Po prostu takie komentarze właściwe były dla plotkar z magla, a nie dla pierwszych stron prasy.
  • 2017-09-11 06:33 | joanna

    Re:Biskupi mają rację w sprawie niemieckich reparacji. PiS musi się opanować

    Głos biskupów nieco łagodzi ośmieszanie się rządzących Polską i pewnej grupy Polaków, którym się wydaje, że z wysuwania żądań coś oprócz tej śmieszności wynika.Nie wynika nic bo nie mamy żadnej siły, żadnego instrumentu by Niemcy zmusić do uznania owych "roszczeń"- nie mamy żadnej szansy na poparcie przez jakikolwiek kraj europejski a i na świecie jakoś nie widzę kandydatów. Co więc możemy zrobić? Procesować się - przed jakim organem międzynarodowym? Nałożyć jakieś sankcje na Niemcy - jakie? Wojnę wypowiedzieć? "Komornika od traktora" wysłać? Jedno trzeba przyznać rządzącym- łatwość podrzucania tematu do bicia piany gawiedzi by nie dostrzegła jak coraz mniej znaczącym państwem się stajemy. Jak klasowy głupek, z którym nikt nie chce się zadawać.