Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(61)
Komentarze użytkownika: czosnek
  • 2011-09-06 13:56 | czosnek

    Re:GMO: fakty i mity w pigułce

    No to faktycznie pojechałeś z merytorycznego argumenta... Pokaż mi bardziej obiektywny artykuł w tym temacie zamieszczony w innym tzw tygodniku opinii. Zwróć uwagę, że "Polityka" to nie "Science" ani "Nature". To zwykły tygodnik dla gawiedzi. Poza drobnymi nieścisłościami i tak wypada dobrze. Ci natomiast, czepili się przytoczenia opinii Watykanu i próbują podważać sens całego artykułu. Jak widać lepszych argumentów ni mo. No doprawdy... Ma to tyle wspólnego z merytoryczną dyskusją jak biała flaga Tuska.
  • 2012-06-19 16:10 | czosnek

    Ja się wstydzę

    Moja diagnoza sytuacji jest zupełnie inna. Ja się wstydzę, i to bardzo. Wstydzę się za zmarnowanie szansy na własne życzenie. Mieliśmy najłatwiejszą grupę. Mieliśmy ponad 2 lata czasu na spokojne budowanie drużyny. Mieliśmy klasowych piłkarzy, co najmniej połowa pierwszego składu reprezentacji to czołowi piłkarze zachodnich klubów. Mieliśmy za sobą publiczność. Graliśmy w Polsce. I to nie wystarczyło. Ja pytam więc czego się nie wstydzić? Porównania z Euro 2008? Tam byliśmy po prostu ciency umiejętnościami i w starciu z Chorwacją oraz Niemcami dobrze było wiadomo, że nie będziemy faworytami. 4 lata temu graliśmy dużo słabszymi piłkarzami. Tym razem natomiast, nie byliśmy słabsi. Dużo gorzej, byliśmy po prostu za głupi aby wykorzystać wszystkie atuty drużyny i słabość (jak się okazało) przeciwników. Strategia Smudy z ustawieniem zespołu na kolejnych meczach była skandalicznym pokazem niekompetencji. Wszystkie mecze były zagrane praktycznie jednym ustawieniem - defensywnym, podczas gdy przez cały okres przygotowawczy trenowano ustawienia ofensywne! Nawet w meczu, w którym graliśmy o wszystko trener wystawił tylko jednego napastnika łudząc się, że Czesi będą tak głupi, że nie zadbają o dobre krycie tylko jednego Lewandowskiego! Tym bardziej, że im wystarczał remis. Mógłbym napisać tysiące słów szczegółowo opisujących amatorszczyznę i zacofanie w przygotowaniu drużyny do turnieju. Niekompetencję i ślepotę na umiejętności piłkarzy, które łatwo wykorzystywane są w klubach. W reprezentacji, jak widać, to za trudne. Zaślepienie piłkarzami pokroju Boenisha, który z meczu na mecz potwierdzał, że do kadry się nie nadaje, ale uparcie był wystawiany. Wstydzę się za zmarnowanie niepowtarzalnej szansy, która już nigdy się nie powtórzy. Wstydzę się bardziej niż w 2008 roku, gdyż w najsłabszej grupie na Euro nie wygraliśmy nawet jednego meczu, choć mogliśmy spokojnie wygrać każdy z nich. Wstydzę się za trenera amatora (jak się okazało), który nie tylko nie potrafił wykorzystać najbardziej komfortowych warunków pracy jakie mogły się trafić jakiemukolwiek selekcjonerowi. Nie potrafił także na bieżąco analizować sytuacji na boisku i odpowiednio reagować na to co się dzieje. Wstydzę się również za jego beznadziejny wizerunek chama i prostaka, który rozmawia tylko z dziennikarzami zadającymi łatwe pytania, a na boisku wygląda jakby właśnie wyskoczył po browary w przerwie meczu. Wstydzę się dlatego, że czym innym przegrać bo jest się słabszym, a czym innym przegrać na własne życzenie ze słabszymi od siebie, gdy wszystko było podane na tacy. A tak było na Euro 2012. Cieszyłem się z wyboru Smudy na trenera repy. Jak widać radość była nieuzasadniona.
  • 2012-08-21 15:13 | czosnek

    Bzdury do kwadratu

    Prawo jest, tyle że albo nie było stosowane, albo było omijane. Gdyby zadziałały przewidziane przez prawo mechanizmy nie byłoby żadnego problemu. Dyskusja na tym forum nawet nie dotyka prawdziwego meritum problemu, zahacza o nie jedynie autor felietonu. Cała reszta to szukanie winnych i paplanina o musztardzie po obiedzie. Problemem jest przecież tragedia setek ludzi, którzy powierzyli oszczędności instytucji działającej na krawędzi akcetpowalnego ryzyka. I teraz ja pytam, co stałoby się, gdyby Amber Gold była założona przez człowieka niekaranego? Czystego jak łza? Takiego polskiego Madoffa? Firma upadłaby tak czy siak, niezależnie od tego, czy założyciel miał problemy z prawem, czy nie. Przecież to nie pierwszy raz, gdy instytucja finansowa obiecuje ludziom cuda na kiju. Tak bardzo przejmujemy się dramatem chciwych emerytów pokrzywdzonych przez Amber Gold. Szkoda, że mało kto przejmuje się dramatem emerytów biednych, którzy dali sobie wmówić kredyty oprocentowane na złodziejski procent - o tych się nie martwimy, sami są sobie winni, przecież podpisali się pod umowami. Czy to przypadkiem nie są podwójne standardy w odbiorze społecznym całej afery parabankowej? Moim zdaniem, to są dokładnie takie same sytuacje, w których ludzie dają się wykorzystywać omamieni obietnicą łatwego i bezbolesnego pieniądza. Dla mnie cała ta afera to czysta obłuda. Szukanie kozłów ofiarnych zamiast rzetelnej diagnozy o prawdziwych przyczynach problemu, które sprowadzają się do poziomu wiedzy ekonomicznej społeczeństwa, a nie do tego który prokurator i na którym etapie śledztwa dał ciała. To, oczywiście jest ważne. Każdy, kto w tej sprawie zawalił powinien ponieść dyscyplinarne konsekwencje. Niestety, z punktu widzenia zapobiegania topieniu oszczędności ludzi w piramidach finansowych ma to zupełnie marginalne znaczenie. Dzisiaj mamy kolesia, któremu pomimo kilku wyroków udało się założyć parabank i omamić ludzi obietnicą gór złota. Co będzie, jeżeli ten sam wyczyn powtórzy ktoś, kto wyroków nie miał? Gdzie wtedy będziemy szukać sprawcy nieszczęść?
  • 2012-08-21 15:20 | czosnek

    Re:Czy prywatyzacja ograniczy nepotyzm?

    Z tak skandalicznym upraszczaniem poglądów Balcerowicza nawet nie ma co polemizować. Poczytaj, poucz się, wtedy podyskutujemy.
  • 2012-08-21 15:36 | czosnek

    Re:Czy prywatyzacja ograniczy nepotyzm?

    Trzeba wykazywać na prawdę dużo złej woli, aby uważać, że wg Balcerowicza prywatyzacja jest lekarstwem na całe zło. To nadmierne upraszczanie poglądów Leszka i z takimi tezami nie ma co polemizować. Aby w pełni rozumieć jego pogląd na sprawę, trzeba się przekopywać przez wiele danych generowanych przez FOR, czego większości nie chce się robić, a mnie nie chce się pisać ksiązki na ten temat. Spróbujmy więc krótkiej polemiki. Niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego spółka Elewarr MUSI być państwowa (pomijam już fakt, czy państwo wogóle potrzebuje takiej spółki). I niech mnie pan Żakowski przekona, że Elewarr obsadzony działaczami PSL będzie spółką bardziej efektywną (tańszą dla podatnika), niż spółka prywatna, która wygra przetarg na obsługę sektora, którym zajmuje się Elewarr. Moim zdaniem, w prywatnej firmie właściciel zatrudni syna i synową. W firmie państwowej działacz partyjny zatrudni 20 działaczy regionalnych. W firmie prywatnej będzie pracowało 10 osób, w firmie państwowej 100. Będzie tak dlatego, że prywaciaż będzie maksymalizował zysk. Będzie ciął koszty, a co za tym idzie będzie zmniejszał obciążenia dla budżetu. Działacz polityczny nie będzie dbał o koszty. Będzie dbał o swoich. Na tyle, na ile rozumiem wypociny Balcerowicza, jego główym przesłaniem jest teza, że im mniej państwa w gospodarce, tym mniejszy nepotyzm, bo mniej jest miejsc w których można upychać figurantów. Takie uproszczenie szkoły balcerowiczowskiej jest moim zdaniem uprawnione.
  • 2012-08-21 16:16 | czosnek

    Re:Jarosław Gowin o aferze Amber Gold

    To nie wysokość procentu miała znaczenie, tylko fakt, że właściciel Amber Gold umoczył najprawdopodobniej na inwestycji w OLT (co dopiero będzie potwierdzone). Firma obiecywała niebotyczne procenty, ale opatrzone gwiazdką, czyli robiła to, co robi każdy legalny bank w Polsce. Fakt istnienia systemu instytucji parabankowych wynika z prawodastwa unijnego i z ogólnie akceptowanych zasad wolnorynkowych. Chociażby po to, aby umożliwić skłonnym do ryzyka posiadaczom nadmiaru gotówki możliwość zarabiania pieniędzy większych niż na lokacie. Co? Nie wolno? Ale na tym trzeba się znać, a nie wierzyć ślepo w mgliste obietnice opatrzone klauzulami. Można zakazać działalności parabankowej, ale co to da? Czy mamy zakazywać produkcji noży, gdyż niewłaściwe ich uzytkowanie prowadzi do śmierci?
  • 2012-08-22 15:03 | czosnek

    Re:Czy prywatyzacja ograniczy nepotyzm?

    ... Za co wszyscy mu powinniśmy dzisiaj dziękować, bo widząc ewolucję mentalnościową elit rządzących dzisiaj krajem, gdyby nie ludzie pokroju Balcerowicza zapewne mielibyśmy u nas drugą Białoruś, Bułgarię, Rumunię, lub Ukrainę. Do jasnej cholery. Najpierw aby było lepiej Balcerowicz miał odejść. No i odszedł. Jest lepiej? Najpierw było źle, że "schładza gospodarkę" i utrzymuje drogi pieniądz. Wystarczył rok 2008 i szok w krajach pieniądza taniego - nagle zarzuty o schładzanie gospodarki wyparowały tak szybko jak wzrosty w krajach, w których pozwalano na gospodarki gorące.
  • 2012-08-28 10:20 | czosnek

    Re:Czy prywatyzacja ograniczy nepotyzm?

    Nie ośmieszaj się. Wracając do genów, nikt nie ma prawa patentować genów występujących w naturze. Patentom podlegają TYLKO I WYŁĄCZNIE geny zmodyfikowane laboratoryjnie. Nikt nie ma prawa patentować praw do genów naturlanie występujących w organizmach żywych, choćby zmutowanych. To są brednie i skandaliczne upraszczanie rzeczywistości. Przytocz jakieś wiarygodne dane, może zmienię zdanie. Pisząc "przyciśnięty" sugeruję to, że ledwo minęły 3 miesiące od wyborów a Holland wygaduje dokładnie to samo co Sarkozy. Jedyna różnica między nimi jest taka, że obecny prezydent nie pozwala sobie na celebryckie wyskoki w takim samym wydaniu jak jego poprzednik. Na tym róźnice się kończą. Póki co, obserwujemy jedynie spektakl połajanek i pokrętnych deklaracji obliczonych na wykręcenie się z przedwyborczych obietnic. Zgadzam się, że 3 miesiące to mało, ale jak na dłoni widać już to, że Holland czy Sarkozy, wiele to nie zmienia. Francja jest gigantycznie zadłużona i ma nieefektywny model gospodarczy. Bez radykalnych reform ten kraj dalej będzie się pogrążał i żadne obietnice promowania wzrostu za publiczne pieniądze tego nie zmienią, bo tych publicznych pieniędzy po prostu nie ma. Jest za to gigantyczna dziura budżetowa, którą nie wiadomo jak zasypać. O ile dobrze się orientuję, już w 2012 zabraknie im w kasie 20 mld. i na razie nie wiadomo skąd je wziąć. Francja potrzebuje reform liberalnych - podobnych do reform niemieckich sprzed niespełna 10 lat. Wtedy, Schroeder był oskarżany o kapitalizm w najgorszej postaci. Dzisiaj wystarczy porównać te 2 kraje i odpowiedzieć sobie na pytanie co jest lepsze dla społeczeństwa. Liberalny rynek pracy, relatywnie niski deficyt i praca dla ludu, czy też sztywny rynek pracy, duży deficyt i tej pracy brak. Pokaż mi gdzie Balcerowicz namawia do dzikiego kapitalizmu. On namawia jedynie do prywatyzacji. Ona sama oczywiście niczego nie załatwia, bo wszystko można zrobić dobrze lub źle. Ale dyskutuj tu z kimś kto twierdzi, że moje geny są własnością jakiejś korporacji.
  • 2012-08-28 13:45 | czosnek

    Re:Dyscyplinarki dla śledczych za Amber Gold

    Znasz jakiś kraj, w którym proponowany przez ciebie system działa dobrze? Bo mnie coś się wydaje, że gdybyśmy wynagradzali prokuratorów za ilość wyroków skazujących to od razu na bank mamy afery dotyczące tysięcy skazanych, choć skazani wcale być nie musieli. Jakoś nie bardzo widzę w takiej sytuacji prokuratora, który rezygnuje z dodatkowej kasy i umarza postępowanie ze względu na niską szkodliwość czynu. Przykładowo: w takim systemie żaden okazyjny palacz trawki nie mógłby liczyć na odstąpienie od sprawy. Wyrok skazujący byłby przesądzony, choćby posiadał tylko wypalonego w 3/4 jointa. Dla mnie taka prokuratura jest jeszcze gorsza niż obecna, gdyż prowadząc sprawę prokurator nie myśli o wymierzaniu sprawiedliwości, tylko o pieniądzach. Wszystko w rękach opinii publicznej. Niestety, to do niej należy egzekwowanie swoich praw oraz wymaganie od rządzących aby usprawniali niewydolne procesy. Jestem przeciwny jakiejkolwiek rewolucji, gdyż spowoduje ona kolejne lata zamieszania i chaosu. Popieram twarde dyscyplinarki dla winnych. Popieram nowelizację ustawy o Prokuraturze, która doprecyzuje za co i przed kim Prokurator Generalny odpowiada. Popieram również zmiany ogłoszone przez Seremeta. Pamiętajcie o jednym. Największym problemem w całej sprawie Amber Gold nie jest nieudolność niektórych organów państwa. Problemem jest to, że tysiące ludzi dało się nabrać na parabank. Fakt, że Plichta zrobił w człona cały system jest sprawą drugorzędną. Kogo byśmy obwiniali, gdyby spółka AG była założona przez kogoś niekaranego? Czy skala szkód dla obywateli byłaby mniejsza? Byłaby taka sama.
  • 2013-07-31 07:31 | czosnek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Krew mnie zalewa.... Jak można przyczyn niepowodzeń na rynku pracy szukać się wszędzie tylko nie tam gdzie trzeba? Wypisywanie o sprzedaży majątku narodowego za bezcen, celowym likwidowaniu 5 milionów miejsc pracy, lenistwie polityków to nic innego jak tani populizm i szukanie wymówek. Wszyscy winni tylko nie ja. To ja Wam coś powiem, PRL - owska gospodarka upadła, bo przez dekady była budowana na fałszywych fundamentach. To co widzimy od początku lat 90 tych to powolny proces dostosowywania jej do realiów obecnego świata, który na nieszczęście wszystkich oburzonych nieustannie się zmienia i nie chce choć na chwilę przystanąć w miejscu, aby każdy 20 – latek mógł na spokojnie przez 10 lat zastanowić się co chce w życiu robić. Żyjemy w biednym i zacofanym (jak na europejskie standardy) kraju, który od 23 lat podnosi się z zapaści i pomimo starań wielu polityków jakoś powoli brnie do przodu. Tyle wysmarowaliście zarzutów pod adresem PO – no to super. Trzeba było wybrać sobie Millera lub Kaczyńskiego na kadencję 2011 – 2015. Na milion procent załatwiliby wam wymarzone miejsca pracy za godziwą zapłatę bez przemęczania się. Ludzie, obudź ta się: politycy są jacy są. Jeżeli mamy w tym kraju opozycję taką jaką mamy, jeżeli pomimo tylu wpadek i kompromitacji PO, opozycja nie potrafi nawet odebrać znienawidzonemu Donkowi władzy, to jak to o niej świadczy? Na jakiej podstawie sądzicie, że jak wybory byłyby wygrane przez innych, to byłoby lepiej? Na jakiej podstawie oczekujecie lepszej pracy od naszej klasy politycznej, skoro sami obrażacie się na rzeczywistość, mówicie że nie ma na kogo głosować i sami oddajecie pola tym politykom, dla których najważniejsze są lustracja, aborcja i katastrofa smoleńska? Nigdzie na świecie ustrój demokratyczny nie działa dobrze bez wywierania oddolnej presji społecznej. Chcecie mieć polityków odpowiedzialnych i rzetelnie pracujących na rzecz społeczeństwa? Zacznijcie popierać tych, którzy w ostatnich 2 dekadach przynajmniej przybredzali w najmniejszym stopniu. Tak, moi drodzy naburmuszeni, demokracja to zawsze wybór mniejszego zła. To zawsze popieranie tego, który wzbudza najmniejsze obrzydzenie. Nie tego, który jest idealny, bo ideałów nie ma i nie będzie. W ciągu najbliższych lat po raz kolejny dokonacie wyboru pomiędzy Tuskiem, Millerem, Kaczyńskim, Palikotem i Pawlakiem (Piechocińskiego już nie będzie). Albo obrazicie się na klasę polityczną, albo zmusicie się do refleksji i zastanowicie się, który z nich wykazuje się najmniejszym stopniem demagogii i populizmu. Który z nich spełnił 15% swoich obietnic, a który tylko 5. Wybór należy do was. Możecie sobie wypisywać dyrdymały o zaprzedaniu gospodarki i likwidacji miejsc pracy, ale prawda jest taka, że proces ten dokonał się w każdym kraju, który podnosił się z kolan po upadku komuny. Jednym to idzie lepiej, innym gorzej, ale ja uważam, że Polsce idzie to całkiem nie najgorzej bo wraz ze Słowacją i Czechami należymy do czołówki krajów postkomunistycznych, a dodatkowo gospodarka żadnego kraju europejskiego nie zanotowała takiego wzrostu gospodarczego w ciągu ostatnich 2 dekad jak Polska. 10 lat temu, gdy ja startowałem na rynku pracy, nawet mi się nie śniło, że bezrobocie może wynosić 13% (zamiast 20% w 2003). Że może być tylu potencjalnych pracodawców w postaci tylu zagranicznych koncernów obecnych dziś w Polsce. Że można jechać do LEGALNEJ pracy na zachód. Że można za darmo lub pół darmo, za pieniądze unijne uczęszczać na szkolenia i staże. 10 lat temu żaden prywaciarz nie narzekał na brak rąk do pracy i żaden nie wahał się powiedzieć nawet dobremu specjaliście „za bramą czeka 10 na twoje miejsce”. Tak moi drodzy, pomimo ogólnie panującego niezadowolenia, pozycja dzisiejszych 20 latków na rynku pracy jest nieporównywalnie lepsza w stosunku do tego, czego ja sam doświadczyłem, i to całkiem niedawno. Jeżeli jesteście absolwentami studiów wyższych, oznacza to, że po przełomie tysiącleci byliście nastolatkami i czasy sprzed dekady nie mogą być dla Was starożytnością! Nie możecie udawać że nie nic nie wiecie o tym co było. Nie możecie przyznać, że nie zachodzą żadne zmiany na lepsze. Wypisujecie żale o umowach śmieciowych, a prawda jest taka, że 10 lat temu praca bez jakiejkolwiek umowy dla młodzieniaszka to był standard nie podlegający dyskusji. Robiło się na czarno i człek się cieszył, że ma robotę z której może opłacić studia. Bo większość moich znajomych po ukończeniu szkół średnich, nawet nie łudziła się, że po studiach dostaną świetnie płatną robotę w międzynarodowej firmie. Wielu szło na studia choćby po to, żeby uciec od wojska. Tak, moi drodzy. Wtedy istniało coś takiego jak obowiązkowa służba wojskowa. Już wtedy mieliśmy wysyp marketingów, socjologii, filologii itp. Już wtedy poziom studiów stał na skandalicznym poziomie, czego i ja sam doświadczyłem. Już wtedy uczelnie musiały walczyć o studentów, gdyż patologiczny system finansowania szkolnictwa wyższego już hulał w najlepsze. Już wtedy jakość była dawno zastąpiona przez ilość. Wiem, wykrzykniecie teraz pewnie „niech się cymbał w tyłek kopnie i cieszy się jakimś ochłapem za marne grosze. Niech się cieszy swoją szklanką zapełnioną do połowy. My chcemy żyć inaczej”. To normalne. Bez presji nie ma postępu. Należy jednak zachować zdrowy rozsądek i swój pogląd na rzeczywistość budować na racjonalnych przesłankach, nie na pobożnych życzeniach. Piszesz, że klasa polityczna jest leniwa i nie pracuje na rzecz społeczeństwa? Pokaż mi kraj, do którego ten oklepany slogan by nie pasował. Tak można powiedzieć o każdym rządzie w każdym kraju. Nie podoba ci się sytuacja na rynku pracy w Polsce? Nie narzekaj, tylko wyjedź na emigrację i żyj godnie w Niemczech, Norwegii, UK. Taka możliwość to dobrodziejstwo, o którym moje pokolenie mogło tylko pomarzyć (choć i to się zmieniło po kilku latach). Narzekasz na brak ofert pracy dla twojego wykształcenia? Zastanów się co naprawdę potrafisz, bo z moich (i nie tylko) obserwacji wynika, że w tym kraju, każdy kto umie coś konkretnego ma pracę na godziwych warunkach. I nie musi to być od razu umowa o pracę na czas nieokreślony. Chcesz by poziom życia wraz z rynkiem pracy nie odbiegał od zachodnich standardów tu i teraz? Zastanów się na ile twoje oczekiwania są realistyczne i gdzie można znaleźć postkomunistyczny kraj płynący mlekiem i miodem, który w 20 lat osiągnął poziom rozwoju krajów, z którymi tak lubimy się porównywać. Weźmy przykład Słowacji. Nie dość, że mają Euro, to jeszcze przyciągnęli tyle inwestycji w branży motoryzacyjnej. Pomimo to, bezrobocie mają wyższe niż Polska. Czy my w swoich dywagacjach na temat tego jak powinien wyglądać rynek pracy bierzemy w ogóle pod uwagę realia dzisiejszego świata? Czy bierzemy pod uwagę to, że na przestrzeni ostatnich 20 lat i tak mamy teraz w Polsce relatywnie niski poziom bezrobocia? Przecież na palcach połowy jednej ręki można policzyć lata, w których bezrobocie było poniżej 10%. Pech chciał, że weszliście na rynek pracy w momencie globalnej stagnacji gospodarczej. Światowa gospodarka jest punkcie zwrotnym i czeka na nowy globalny mit, który pozwoli na rozkręcanie kolejnej bańki marzeń zapewniającej rozwój gospodarczy na kilka następnych dekad. Czegoś takiego doświadczyło każde pokolenie. Jak nie na początku kariery zawodowej to w trakcie jej trwania i nie ma w tym nic niezwykłego. Niemal wszystkie kraje europejskie zmagają się z dużym bezrobociem wśród młodych. Wyjątki w postaci Niemiec czy Austrii tylko potwierdzają regułę. Póki co, żaden rząd nie znalazł złotej recepty na rozwiązanie problemów, poza uzmysłowieniem sobie, że na pewne przywileje nie ma już co liczyć. Dziś już świetnie wiadomo, że czasy spokojnej roboty w jednym zawodzie do emerytury nigdy już nie wrócą. Siedzenie i psioczenie na polityków to doskonały przykład na szukanie wymówek. To zrzucanie odpowiedzialności i oczekiwanie, że ktoś inny powinien zainteresować się MOIMI problemami na rynku pracy i je rozwiązać. To jest bardzo łatwe – nie moja wina, że starzy chcieli abym studiował. Nie moja wina, że akurat w mojej miejscowości można było studiować tylko socjologię. Nie moja wina, że gospodarka stoi. Od tego są politycy, aby gospodarkę urządzić tak, by wszyscy mieli robotę, a edukację tak, aby zawsze nadążała za oczekiwaniami rynku. Jak się nie uda, to będzie kogo obwiniać. Póki co, pożyję sobie na koszt starych i przedłużę sobie beztroską młodość o kolejne 5 lat studiowania. Martwić się będę potem. Wszakże idąc na studia mam dopiero 19 lat i jak można oczekiwać, że w tym wieku jestem w stanie brać odpowiedzialność sam za siebie? Stara prawda mówi, że jak umiesz liczyć, to licz na siebie. Nie oglądaj się na polityków, nie czekaj na księcia z bajki o dobrym pracodawcy, ani na niespodziewane zapotrzebowanie na anglistów lub marketingowców. Świat z definicji jest brutalny, politycy leniwi a pracodawcy to bezwzględni krwiopijcy. Liczy się to, co możesz zrobić tu i teraz, jeżeli nie trafiłeś z wyborami zawodowymi parę lat temu, zawsze możesz to zmienić. Jak będziesz liczyć na polityków, to życzę powodzenia i krótkich kolejek w pośredniakach. Jest przecież tyle możliwości, w porównaniu choćby z tym co miało do dyspozycji pokolenie dzisiejszych 30 – Latków. Wiele można zarzucić politykom. Z większością zarzutów się zgadzam. Ale to tylko wycinek problemu. Dużo większym problemem jest infantylność dzisiejszych absolwentów i szokująca wręcz niechęć do ponoszenia konsekwencji własnych wyborów. Do tego skala oczekiwań wzięta z sufitu. I to przy takich możliwościach.... Możliwościach, które nie miało żadne pokolenie przed Wami. I to przy takich problemach na rynku pracy, które są nieporównywalnie mniejsze niż 10 lat temu. Uświadomcie to sobie, bo mojego pokolenia nikt nie nazywał oszukanym, ani utraconym. Nas miano głęboko w nosie i nikt nas po główkach nie głaskał. Może właśnie dlatego jakoś dajemy radę...
  • 2013-08-01 13:14 | czosnek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Ja nie uważam, aby ostatnie 20 lat świadczyło o prowadzeniu polityki neoliberalnej. Dla mnie, ostatnie XX lecie to miks nieudolnie wprowadzanych w życie dogmatów i neoliberalnych i socjalnych. "Socjaliści" wprowadzali reformy "neoliberlane", a "neoliberałowie" wprowadzali reformy "socjalistyczne". Ja bym sobie odpuścił stygmatyzowanie dyskutantów epitetami sugerującymi lewactwo lub prawactwo gospodarcze, bo to nie sprzyja merytorycznym dyskusjom. Zamiast tego, skupmy się na faktach. Decyzja o wyborze takiej a nie innej ścieżki zawodowej jest decyzją autonomiczną decyzją każdej jednoski, w którą nigdy nie ingeruje państwo. To osobisty wybór każdego człowieka, który sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie jakie umiejętności są potrzebne aby móc zarobić na chleb i jak je zdobyć. Dywagacje o neoliberaliźmie nic do tego nie mają. To jest zawsze INDYWIDUALNA decyzja, za którą każdy musi ponosić INDYWIDUALNE konsekwencje. Żadne inne pokolenie nie miało tylu możliwości w tym zakresie jak pokolenie dzisiejszych 20 latków. Pretensje do świata mogą mieć tylko ci, którzy z powodu ułomności państwa, nie mieli zapewnionego dostęu do edukacji! Co do czubka nosa, to samo mógłbym napisać o dzisiejszych abslowentach: JA ukończyłem studia, MNIE robota się należy, bo jestem absolwent. Zero diagnozy rynkowej i zero refleksji na temat tego co się dzieje. Przecież nie można oczekiwać tysięcy złotych pensji w zawodzie tłumacza, skoro na rynku pracy są tysiące niewykorzystanych ludzi o takich właśnie umiejętnościach! I czy to państwo tych ludzi na siłę pchało na studia lingwistyczne? Czy to państwo okłamywało tych ludzi, że na 100% będą mieli robotę w zawodzie? Odnośnie lat 90, w zupełności się z Tobą nie zgadzam. Zależy bowiem gdzie przyłożysz ucho. Jeżeli do Warszawy, usłyszysz opowieści białych kołnierzyków dostających dobrą pracę od ręki w wyrastających jak grzyby po deszczu firmach zagranicznych. Jeżeli spojrzysz na resztę Polski, zobaczysz tysiące wsi oraz setki miast i miasteczek z dramatycznym wzrostem bezrobocia i zerowych perspektywach na przyszłość. Ja pochodzę ze średniej wielkości miasta, które w latach 90 przeżywało totalną zapaść po upadku przemysłu włókienniczego i hutniczego. Perspektywy pojawiły się dopiero w przede dniu wejścia do UE, gdy upadłe hale kupiło parę zagranicznych koncernów.
  • 2013-08-02 14:35 | czosnek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Bronię więc akapitu drugiego. Skoro sam piszesz, że trudno jest przewidzieć jak będzie wyglądał rynek pracy za kilka lat, tym bardziej trudno jest oczekiwać, że państwo będzie w stanie przewidywać tego typu trendy skutecznie. Takich rzeczy nie wie nikt, można jedynie dokonywać prognoz bardziej lub mniej trafnych. Wybór wykształcenia to zawsze do pewnego stopnia loteria. To, że zaczynamy hurtowo produkować dzisiaj inżynierów nie znaczy wcale, że za 10 lat będą oni tak potrzebni jak dzisiaj. I jeżeli utrzyma się obecny trend w postaci hurtowej produkcji absolwentów, to i tak pracę dostanie garstka najlepszych inżynierów. Reszta "specjalistów" skończy tak samo jak dzisiejsi "socjologowie", czy "politolodzy". Moim zdaniem, decydującym tutaj czynnikiem jest efekt mody i owczego pędu. Każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto nim podążać. Co do szkół zawodowych, zastanówmy się gdzie leży prawdziwy problem. W tym, że uznano iż szkoły te nie są potrzebne, czy może zainteresowanie nimi spadło tak bardzo, bo wszyscy chcieli zostać magistrami i z roku na rok spadała liczba uczniów w zawodówkach, więc trzeba je było zamykać? Niezlaeżnie od odpowiedzi na to pytanie, pozostały jeszcze licea profilowane i technika. Myślę, że każdy kto chciał, mógł uczyć się większości zawodów w tego typu szkołach. Pytanie tylko brzmi: kto naprawdę chciał? Czy nie było przypadkiem tak, że widząc jak łatwo zdobyć tytuł magistra "czegośtam" nasza młodzież owczym pędem okupowała różne pseudouczelnie łudząc się jednocześnie, że otworzy im to bramy do kariery?
  • 2014-01-05 21:51 | czosnek

    Re:Polemika z byłym prezesem GUS

    Dlatego właśnie mamy tę polemikę. Wszakże cały wic polega na tym, aby umieć zinterpretować wynik, a do tego potrzebna jest właśnie dobra analiza danych wejściowych. Manipulowanie danymi na własne potrzeby jest stare jak świat i jest kwintesencją sporu, to właśnie napędza dyskusję. Sztuka polega na tym, aby trzymać debatę publiczną na takim właśnie poziomie. A nie na poziomie zegarków, papryki, piiiuuu - bziuuuu, rozbitego maserati i innych debilizmów.
  • 2014-01-29 20:23 | czosnek

    Re:Dlaczego mamy w Polsce tak marną lewicę?

    Elektorat lewicowy w Polsce jak najbardziej istnieje. Nie istnieją natomiast partie lewicowe. Pseudolewicowi troglodyci w postaci SLD, a także pajace pod postacią Twojego Ruchu to zwykła banda politykierów nie chcących wziąć się za to, czego oczekuje od nich elektorat lewicowy. Oni świetnie wiedzą czego ten elektorat chce. Wolą jednak iść na łatwiznę, zadowalać się kilkoma lub kilkunastoma procentami poparcia i zasiadać w komfortowych ławach opozycyjnych. A noż widelec ktoś ich weźmie na koalicjantów. Twierdzę tak, gdyż nie mogę pojąć dlaczego, pomimo prawie 7 lat kompromitacji, PO wciąż ma tak duże poparcie i wciąż zachowuje szanse na trzecią kadencję. Do tego PiS... Jedynym wytłumaczeniem dla mnie jest słabość liderow partii lewicowych, którzy są zbyt mali (zbyt starzy?), aby walczyć w tym kraju o wszystko. Kompleksy i pycha - sam nie wiem czego tutaj więcej. Każdy ma własną definicję lewicy. Moja jest taka, że najważniejsza jest świeckość państwa oraz wolność światopoglądowa. Także wolność gospodarcza. Tak, moi drodzy. Sprawne sądy, proste prawo, niska represyjność organów fiskalnych to wartości, którym powinni przyklaskiwać wszyscy: i lewica i prawica. Bez nich nigdy nie będzie państwa na tyle bogatego, aby można było marzyć o państwie opiekuńczym, dbającym o swoich obywateli i pomagającym w wyrównywaniu szans. I nie musi to wcale oznaczać neoliberalnego rozpieszczania bogaczy. Są bowiem na tym świecie kraje, w których wolność gospodarcza jest duża, biedni płacą niskie podatki, a bogaci wysokie. Takiej partii w Polsce nie ma. Są tylko partyjki przebąkujące o 49 województwach, legalizacji marihuany czy też innych bzdetach. Elektorat lewicowy natomiast, to ludzie głównie młodzi domagający się zgoła czego innego. Gdyby po ostatnich wyborach Twój Ruch nie stawiał na szoł z Grodzką i Biedroniem w roli głównej (żeby nie było, ideały środowisk LGBT są mi bardzo bliskie), tylko postawił na merytoryczną dyskusję o świeckości państwa i wolnośći gospodarczej, mielibyśmy coś, pod czym elektorat lewicowy mógłby się podpisać. A tak, mamy dwóch błaznów. Jeden to Palikot, a drugi to Miller. Skaczą sobie do oczu i biją się o te żałosne kilka procent głosów, które być może za 6 lat (bo na bank nie w następnej kadencji), pozwoli im na zajęcie miejsca PSL w roli kwiatka do kożucha. No po prostu wypas.
  • 2014-07-10 14:26 | czosnek

    Re:Tusk górą w sejmowym pojedynku z Kaczyńskim

    Poczytajcie sobie więcej artykułów J. Paradowskiej, jej bloga i posłuchajcie jej wypowiedzi w radiu. Krytyka rządu Tuska płynie z jej ust nieustannie. Problem polega na tym, że jest to krytyka zachowań i decyzji, a nie samych osób. Ja pod taką krytyką się podpisuję, ale niestety jest to krytyka merytoryczna. Czyli niezrozumiała dla większości. Ten konkretny artykuł dotyczy ostatniej debaty. Skoro więc tak, napiszcie co w tym wpisie jest nie tak? Czyżby Kaczyński nie bełkotał? Czyżby Tusk go nie rozjechał? Moim zdaniem było tak jak napisano. Pisanie o tym, że JP krytykuje tylko Kaczyńskiego, a Tuska nie, jest uproszczeniem i nadużyciem. Ona Tuska krytykuje niemal na każdym kroku. Tyle że krytykuje go za niekonsekwencję, za niedotrzymywanie obietnic, za konkretne rozwiązania w konkretnych sprawach, które się nie sprawdzają. Niestety w dzisiejszych czasach, aby krytyka była przez gawiedź uznana za krytykę, należy kogoś zwyzywać od bandyty, złodzieja i zdrajcy narodu. Inaczej nie da rady.
  • 2014-07-11 18:25 | czosnek

    Re:Sondaż CBOS: PO przed PiS. Afera podsłuchowa nie zmiotła Tuska ze sceny

    Zamiast rzucać inwektywami może lepiej wskaż na kogo głosować jeżeli nie na Donka i uzasadnij to argumentami. Jarek, Leszek lub Korwin sa lepsi, tak? Ja nie wiem, k@#$%wa jakie są wasze oczekiwania wobec polityki, ale odnoszę wrażenie, że najpierw wierzycie w ich słowa tak samo jak w Chajzera obiecującego najbielszą biel po wypraniu, a potem płaczecie że politycy są jak proszek, który miał wyprać do czysta, ale jakoś nie wyprał. Gdyby zrobić sondaż i zapytać, czy wierzymy w obietnice polityków, 100% odpowiedzi byłoby "nie". Ale jakoś wszyscy są wielce oburzeni na to, że Donek nie spełnia obietnic. A więc żyjemy w rzeczywistości, powiedzmy rzeczywistej czy urojonej? Ja z Donalda śmiałem się już w 2004 roku, gdy SLD chyliło się ku upadkowi. Śmiałem się z niego i Kaczyńskiego, gdyż za cholerę nie wierzyłem w koalicję PO/PiS. Ale na niego zagłosowałem, co więcej, zagłosowałem na niego ostatnio i być może zagłosuję ponownie. A to dlatego, że uważam, iż żadna partia mająca szanse na władzę nie będzie lepsza. Skoro więc tak, to najpierw miejmy pretensje do opozycji. Tak żałosnej, małostkowej i tak mało ambitnej, że chce mi się płakać gdy pomyślę o tym, że Miller lub Kaczyński mogą rządzić ponownie. Skoro nie potrafili dojść do władzy po pierwszych 4 latach kompromitacji PO (afera hazardowa, katastrofa smoleńska), to nie ma szans na to, że oni mogą rządzić lepiej niż PO. Podsumowując, krytykując Tuska, stawiacie przed nim poprzeczkę, której nie przeskoczył do tej pory nikt rządzący tym krajem. Ja nie głosuję na partię, w postulaty której ślepo i naiwnie wierzę. Ja głosuję na tych, którzy kompromitują się w najmniejszym stopniu. I bynajmniej, nie głosuję z zaciśniętymi zębami. O politykach zawsze miałem niskie mniemanie i jeżeli ktoś ma mną rządzić, na pewno nie będzie to ani stary komuch, ani świętoszkowaty obłudnik, ani zatwardziały neoliberalny wariat. A wy dalej tkwijcie sobie w rzeczywistości urojonej i dalej snujcie pobożne życzenia o teoretycznych apolitycznych politykach, którzy być może kiedyś przyjdą i zaczną merytoryczne rządy. Którzy nie klną w prywatnych rozmowach i którzy nie próbują układać się z prezesami państwowych instytucji. Może tacy się pojawią, ale dopiero wtedy, gdy pojawi się proszek, który faktycznie pierze tak, jak obiecują w reklamach. Dobranoc.
  • 2014-07-14 15:26 | czosnek

    Re:Sondaż CBOS: PO przed PiS. Afera podsłuchowa nie zmiotła Tuska ze sceny

    Odpuść sobie, albo wywal kawę na ławę i przyznaj na kogo głosujesz. Brednie o praniu mózgów można wypisywać zawsze, wszędzie i o każdym. Każda partia, każde media piorą lepiej lub gorzej i tutaj wcale Ameryki nie odkrywasz. Hejting nic nie kosztuje, liścia wypłacić jest bardzo łatwo (tym bardziej, że zawsze można schować się za immunitetem europarlamentarzysty). Gorzej, jeżeli w dyskusji musisz powiedzieć co wybierasz, a nie przeciwko czemu jesteś. Pochwal się kto i dlaczego jest lepszy niż Donek, albo zamilknij na wieki. Ale mniejsza z tym. Państwo wyznaniowe budowane jest w tym kraju od 25 lat, zarówno przez prawicę jak i lewicę. W tej kwestii nie zmieni się nic, dopóki nie zmieni się najpierw społeczeństwo. Donek nie ma tu nic do rzeczy, bo on akurat postępuje tak, aby nikogo nie zrażać. I to mu się opłaca. Nawet Palikot jeszcze nie tak dawno całował pierścienie biskupie tylko po to, aby ogrzać się w blasku PO.
  • 2014-08-01 08:59 | czosnek

    Re:Ostatni dzień na decyzję: OFE czy ZUS?

    Źle szukasz. OFE to nic innego jak polskie określenie systemu emerytalnego stojącego na filarach "składkowych" i "kapitałowych" (w dużym uproszczeniu). Systemy emerytalne działające w takim układzie funkcjonują na przykład w USA, Kanadzie, w Szwecji, chyba również w Norwegii. Każdy kraj ma swoją specyfikę i każdy kraj ma rozwiązania własne, więc nie ma sensu doszukiwanie się gdzie jeszcze istnieją "OFE". Należy pytać o kraje, w których składka emerytalna jest dzielona na daninę do kasy państwowej i daninę do kasy prywatnych funduszy. Po reformach Tuska, nietrudno znaleźć kraj, w którym przyszli emeryci dowolnie zgadzają się, aby częścią ich składki emerytalnej prywatne instytucje grały na giełdzie. To nic nowego.
  • 2014-10-27 09:53 | czosnek

    Re:Kto zyska, kto straci dzięki „ozusowaniu” umów-zleceń

    Wszystko zależy od tego, jaką przyjmiemy definicję słowa "niewolnictwo". przekaz autorki artykułu jest jasny i ja się z nim zgadzam. Polska gospodarka stoi na niskich kosztach pracy i to od mentalności pracodawców zależy w jakim kierunku będzie się ona rozwijać, lub zwijać. Nie ma sensu nikogo pouczać, ponieważ każde dziecko wie, że koszty pracy akceptowalne przez pracodawców po prostu nie istnieją. One zawsze będą za duże. Konkurowanie na rynku kosztami robocizny jest po prostu najłatwiejszą formą prowadzenia biznesu. Niech mnie ktoś teraz przekona, że przedsiębiorca, któremu szkoda jest zapłacić pracownikowi uczciwe nadgodziny za pracę w sobotę (woli na weekendy zatrudnić go na śmieciówkę), będzie skłonny zaryzykować kilkaset tysięcy złotych na jakieś ryzykowne innowacje. Takiego ch@#$%ja. Nie dziwmy się więc, że w Polsce, predzej przedsiębiorca kupi piąte ferrari na firmę, niż da pracownikowi godziwie zarobić. Moje obserwacje buduję na pracy w wielu firmach, które robią gigantyczną kasę. Zyski liczone są w millionach złotych i nikomu nie przychodzi do głowy aby płacić ludziom godnie. Po co wykazywać roczny zysk w wysokości 15 mln PLN, skoro można wydymać ludzi na pieniądze i wykazać zysk 17mln? Przecież i tak przyjdą do roboty za głodowe stawki bo nie będą mieli wyjścia. To nie jest specyfika tylko i wyłącznie polskiego podwórka. Podobne biadolenia o kosztach pracy mordujących biznes wysłuchujemy juz od 100 lat, gdy "lewactwo" walczyło o to, by zakazać zatrudniania dzieci w fabrykach "cywilizowanej" Europy. Zainteresujcie się zyskami Apple'a lub Wallmartu. Te gigantyczne koncerny zarabiają miliardy dolarów i nikomu korona z głowy by nie spadła, gdyby zamiast 15mld $ zarobiły 14. Ale nie... Inwestorzy giełdowi będą niezadowoleni. Tymczasem dzielenie się zyskiem z pracownikami to najlepsza droga do podnoszenia innowacyjności i do tego, aby kreować popyt i nakręcać gospodarkę. Patrz: dobry przykład filozowii Henrego Forda. U niego każdego pracownika taśmy montażowej miało być stać na Forda.
  • 2015-04-23 10:22 | czosnek

    Re:Armia wybrała: rakiety od Amerykanów, śmigłowce z Francji

    Same narzekania... Ja uważam tak: nie ma co się oglądać na pracowników w Świdniku, czy jakimś Mielcu, tylko mamy się oglądać na to, czego potrzebuje polska armia. Z jakichś powodów został wybrany helikopter francuski. Został on sprawdzony w warunkach polowych w takim samym stopniu jak sprzęt amerykański, do tego jest w stanie spełnić więcej wymagań armii niż konkurenci. Co mnie obchodzi czy załoga jakiegoś prywatnego koncernu będzie miała robotę? O to niech się martwi właściciel tych zakładów. Jeżeli podstawowym wyznacznikiem ma być praca dla naszych ludzi, to ktoś tutaj chyba myli priorytety. Armia nie jest od tego, aby martwić się stanem zatrudnienia w Polsce. Tym bardziej, że Francuzi deklarują dalsze inwestycje w ramach offsetu. Dotykamy tutaj delikatnego tematu. Offset kojarzy się źle patrząc na przykład F 16. Pamiętać jednak należy o tym, że umowę na F16 podpisaliśmy jak leszcze, jako młoda demokracja nie mając pojęcia o tego typu kontraktach. Daliśmy się amerykanom zrobić w jajo i podpisaliśmy papier, który oni sami przygotowali i podsunęli nam pod nos. Dzisiaj to nie to samo. Może nie jesteśmy o wiele mądrzejsi, ale na pewno nie tak samo głupi jak wtedy. Sednem sprawy nie jest to, od kogo kupujemy helikoptery, tylko to na ile ten sprzęt spełnia wymagania armii i ile jesteśmy w stanie wytargać od dostawcy za kontrakt. Amerykanie pokazali nam, że klienta można robić w balona jak tylko się chce. Mając szczątkowe informacje na temat warunków kontraktu, dyskusja o tym co lepsze: zwiększenie zatrudnienia w istniejących fabrykach, czy tworzenie nowych zakładów w innej części Polski to dyskusja o wyższości świąt wielkiej nocy nad bożym narodzeniem. Ja wiem jedno, angażowanie w tego typu sprawy lobbingu pracowniczego nigdy nie wnosi niczego zyskownego do meritum sprawy. To zawsze prowadzi do tego, że końcowy użytkownik musi używać czegoś, co pasuje komuś innemu niż on sam. Tacy jesteście "patryjoci"? To czemu wolicie sprowadzić rozklekotanego rzęcha z Niemiec niż kupić auto produkowane w polskiej fabryce? Rakiety - nie łudźmy się. Żaden producent nie da nam dostępu do mitycznych "kodów źródłowych". Francuzi mogą obiecywać co chcą, ale to rakiety Patriot są sprzętem, który od lat działa w warunkach bojowych. Żadne systemy rakietowe nie są w stanie popisać się 100% skutecznością w zestrzeliwaniu innych rakiet. Francuski sprzęt nie miał okazji aby być odpalonym przeciwko realnemu zagrożeniu w takim stopniu jak amerykański. Natomiast Patriot już ponad 20 lat temu był w stanie zestrzelić wrogą rakietę, nawet jeżeli zestrzelił jedną na 10. Dziś jesteśmy 20 lat do przodu. Najważniejsza jest jednak odpowiedź na pytanie: kto prędzej udostępni nam "kody" abyśmy mogli się bronić w sytuacji prawdziwego zagrożenia? Francuzi czy Amerykanie? Bo mnie coś się wydaje, że prędzej ci drudzy, bo ci pierwsi,szybciej sprzedadzą Polskę za 30 srebrników dla świętego spokoju, niż pozwolą nam się bronić i eskalować konflikt. Zwłaszcza jeżeli we Francji do władzy dojdą jakieś Fronty Narodowe. Od razu się okaże, że z powodu niejasnych przyczyn radary nie są w stanie namierzać pewnych obiektów. Ale może się nie znam. Nie jestem ekspertem od uzbrojenia. Ja tylko oglądam telewizję.
  • 2015-05-21 19:10 | czosnek

    Re:Na świecie ubywa pszczół. To zła wiadomość także dla ludzi

    O ile się orientuję, pszczoły zamieszkują tę planetę dużo dłużej niż ludzie i przeżyły 2 masowe wymierania gatunków. Były więc chyba czasy, gdy miały trochę gorzej niż teraz. Co więcej, zjawisko masowego wymierania pszczół na dużych obszarach znane jest od czasów w których człowiek zaczął hodować pszczoły. Nie mamy danych odnośnie kształtowania się zjawiska na przestrzeni stuleci, ale nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy to, co się dzieje teraz to jakaś globalna katastrofa. Skoro brak stuprocentowych dowodów na cokolwiek, to aż tak zacietrzewiona dyskusja nie ma sensu. Ja na czuja stawiam, że przyczyną masowego wymierania pszczół są opryski. Istnieją liczne dowody na to, że chemia w rolnictwie ewidentnie szkodzi owadom generalnie i jest to bezdyskusyjne. W przypadku GMO takich dowodów brak. Jeżeli odparciem tej tezy mają być insynuacje o sponsoringu badań przez koncerny, to taki argument(?) jest nie do zbicia. Moim zdaniem, dowieść, że GMO NIE SZKODZI jest dużo trudniej niż dowieść, że SZKODZI. A rzetelnych dowodów tego typu, pod którymi podpisałyby się Nature lub Science, ja się nie doszukałem. Możemy jeszcze dywagować w sprawach zmian klimatu lub wpływu stężenia CO2. Tak czy owak, ja proponuję wszystkim powrót do natury. Sami sadźmy, nie pryskajmy, nie modyfikujmy i nie spalajmy tyle węgla. Pszczołom na pewno nie zaszkodzi.
  • 2015-06-11 10:12 | czosnek

    Re:Zbigniew S. usłyszał zarzuty. Ma zakaz opuszczania kraju

    Moim zdaniem. Minister demokratycznie wybranego rządu ma prawo jeść ośmiorniczki za pieniądze podatnika. Ma prawo prywatnie uważać, że robimy "łaskę" Amerykanom. Ma również prawo prywatnie uważać, że każdy kto zarabia mniej niż 6kPLN jest "ograniczony umysłowo". A także ma prawo prywatnie uważać, że Polska nie funkcjonuje (w ramach kontekstu, który jest w całości wyłożony, jeżeli ktoś zada sobie trud przeczytania całości rozmowy Sienkiewicza). Cała reszta partyjnych aparatczyków ma również prawo do nieformalnego plotkowania na temat tego, czy syn Tuska był umoczony w Amber Gold czy nie. Dla mnie to nie są żadne afery tak długo, jak gada się o czymś o czym zasłyszało się na mieście bez cienia rzetelnych poszlak że coś faktycznie mogło być na rzeczy. Gdyby jeszcze na tych taśmach coś faktycznie było... Gdyby dało się z nich wyczytać, że jakiś Sienkiewicz powiedział o tym, że osobiście zlecił podpalenie jakiejś budki. Że Rostowski jako minister finansów załatwił jakimś zagranicznym koncernom jakieś podejrzane ulgi podatkowe, może bym to zrozumiał... To, co budzi moje przerażenie to ludzie typu Falenta lub Stonoga. Tacy ludzie, dla załatwienia swoich partykularnych interesów są skłonni do sięgania po narzędzia wywracające porządek zbudowanego na demokratycznych zasadach państwa. Ta afera będzie miała dużo dalej idące konsekwencje niż to co widzimy teraz i na pewno nie przyniesie niczego dobrego z punktu widzenia jakości państwa. To zamach na system zaufania społecznego. To sytuacja, która spowoduje odcięcie się polityków od środowisk biznesu. Okoliczności, które doprowadzą do tego, że zamkniemy się w małych enklawach elit politycznych, biznesowych i społecznych bez żadnej woli rozmawiania ze sobą ze strachu przed nagrywaniem. W XVIII wieku lokalni "możni" dla zapewnienia sobie osobistych korzyści położyli na szafocie niepodległość Polski. Dziś, jak na dłoni, widać ten sam mechanizm. Chcę się na kimś zemścić, bo interesy nie idą? Nagram go, sprzedam szmatławcom i doprowadzę do tego, że Polską zaczną rządzić populiści bardziej niebezpieczni dla przyszłości kraju niż konsumenci ośmiorniczek.
  • 2015-06-12 10:42 | czosnek

    Re:Po dymisjach w rządzie: Platforma próbuje walczyć, ale na razie mamy chaos

    Ja tam przebieram nogami i już nie mogę się doczekać, kiedy wielce oburzeni wyborcy obudzą się jesienią i zdadzą sobie sprawę, że konsumentów ośmiorniczek na koszt podatnika zamienili na konsumentów firm ochroniarskich na koszt podatnika. Bardzo jestem ciekaw co będą wypisywać, gdy uświadomią sobie, że zamiast wygadujących o "kupie kamieni" wybrali polityków uważających że "ciemny lud wszystko kupi". Skala zacietrzewienia tymi podsłuchami wywołuje u mnie pusty śmiech. Poza prywatnie wyrażana pogardą względem różnych ludzi, żadnych afer nie ujawniają. Medialna histeria i owczy pęd. Nic więcej.
  • 2015-08-06 11:38 | czosnek

    Re:Pięć lat Komorowskiego: Prezydentura bez skandali, po prostu przyzwoita

    Jeszcze zapłaczecie po Komorwskim. Poczekajcie tylko na wyniki pierwszych lat prezydentury Dudy. Nikt, dosłownie nikt, kto krytykuje Komorwskiego, w swej krytyce nie przywołuje żadnej skali porównawczej dającej możliwość odniesienia się do zarzutów. Same pretensje bez podania tzw "dobrych" przykładów. Czy przykładem "dobrej" prezydentury był Kaczyński, który był głównym sprawcą walki o krzesło w Brukseli? Czy tak ma wyglądać "aktywna" prezydentura? Czego wy w ogóle oczekujecie od "aktywnego" prezydenta? Wkładania kija w szprychy? Eskalowania istniejących już konfliktów lub kreowania nowych? Nic, tylko wypisywanie bredni o tym, że Komorowski nie jest i nie będzie "mężem stanu", że był sługusem PO, że to i tamto. Tak jakby Kwaśniewski, czy Kaczyński tacy nie bylii, lub jakby Duda miał taki nie być. Zejdźta na ziemię i poczytajcie Konstytucję. Jej nieszczęściem jest stworzenie urzędu o silnym mandacie demokratycznym i o bardzo słabym wpływie na sprawy państwa. W tej sytuacji można przeszkadzać, czasem bardziej lub mniej żenująco jak robił to Wałęsa lub Kaczyński. Można również współpracować, jak Komorowski czy Kwaśniewski.Ale w ich przypadku, większość prezydentury przypadała na czasy rządów ich własnych zapleczy politycznych. Z definicji więc, można założyć że jeżeli rząd i prezydent wywodzą się z tego samego stanowiska, zawsze będzie można o prezydencie pisać, że jest strażnikiem żyrandola i sekretarką premiera. Jeżeli mamy do czynienia z sytuacją odwrotną, będziemy mieli permanentny konflikt, czyli typowe polactwo. W warunkach polskich (czytaj: poziom debaty publicznej, podatność na demagogię, brak jakiejkolwiek woli słuchania drugiej strony sporu), albo możemy mieć prezydenturę "miałką i nudną" albo prezydenturę "wybuchową", czasami kończącą się spektakularną katastrofą lotniczą (jeżeli mamy obarczać odpowiedzialnością za tą tragedię jakieś środowisko polityczne, to moim zdaniem jest to środowisko L. Kaczyńskiego). Rzetelna ocena prezydentury wymaga lat. Teraz, na fali niechęci do PO, przerżniętej koncertowo kampanii, Komorowski nie ma szans na dobrą prasę. Niemniej jednak zakładam, ze po paru latach docenimy to, ze pozwolił on rządowi robić swoją robotę, że wyraźnie wsparł proces modernizacji armii, że stworzył prezydencki ośrodek dyskusji o najważniejszych sprawach dla kraju, choć nie każdy chciał w tym ośrodku się znaleźć. Mam nadzieję, że dostrzeżemy również i to, że był to chyba pierwszy prezydent w historii III RP, który nie kompromitował konstytucji w takim stopniu jak jego poprzednicy, którzy klękali przed biskupami na każde zawołanie, ułaskawiali przestępców będących znajomymi zięcia, jawnie grozili swoim oponentom politycznym, że będą rządzić rozporządzeniami, czy też rozwiązywali służby specjalne metodami ośmieszającymi Polskę wśród sojuszników NATO. Podsumowując, pomimo licznych niespełnionych oczekiwań (które moim zdaniem rosły tak jak apetyt - w miarę jedzenia), była to prezydentura, która w sposób najbardziej poważny podchodziła do straży nad przestrzeganiem Konstytucji, współpracy z demokratycznie wybranym obozem partyjnym i do zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi RP. Cały hejt natomiast, można by przypisać wszystkim innym jego poprzednikom w co najmniej takim samym stopniu. Dlatego też uważam, że te wielkie zawiedzione nadzieje, to po prostu pobożne życzenia, bo nikt przed nim ich nie spełnił, a te które spełnił Komorowski, dzisiaj wydają się taką oczywistą oczywistością, że nikt nawet się nad tym nie zastanawia. A szkoda, bo w porównaniu z Kwaśniewskim lub Kaczyńskim, ostatnia prezydentura wykonała na prawdę duży skok jakościowy do przodu.
  • 2015-08-06 13:56 | czosnek

    Re:Pięć lat Komorowskiego: Prezydentura bez skandali, po prostu przyzwoita

    Na twojej skali proponuję, abyś oprócz osiągnięć Komorowskiego, naniósł osiągnięcia Wałęsy, Kaczyńskiego i Kwaśniewskiego. Ponadto, proponuję, abyś oprócz nazwiska każdego z prezydentów, podał merytoryczne uzasadnienie takiej a nie innej oceny przy każdym z punktów, skoro już tak bardzo chcesz się bawić w rankingi. Proszę o przytoczenie konkretnych artykułów Konstytucji, które są łamane poprzez nawoływanie do ulokowania wojsk NATO na terytorium naszego kraju. Jeżeli taka inicjatywa jest łamaniem konstytucji, oznacza to, że konstytucja łamana jest przede wszystkim przez fakt przynależności Polski do Paktu. Odnośnie Tuska, to samo. O ile dobrze rozumiem Ustawę Zasadniczą, każdy, nawet Premier może po prostu złożyć mandat w trakcie trwania kadencji i w żaden sposób nie łamie się ustawy. Łamie się co najwyżej obietnicę daną wyborcom, za co obowiązuje odpowiedzialność nie konstytucyjna, a polityczna. I tą właśnie odpowiedzialność jego środowisko ponosi. Ale niech będzie. Może i Komorowski też kpił z Konstytucji, ale przesłaniem mojego wpisu jest to, że nawet jeżeli to robił, to w dużo mniejszej skali niż wszyscy jego poprzednicy. Wszelkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają mi, że Duda lepszych standardów nie ustanowi. I chodzi właśnie o to, żeby nie tworzyć żadnych durnowatych rankingów, ani nie pisać przeciwko komu się jest, tylko o to, aby napisać kogo się popiera i dlaczego, najlepiej porównując do osiągnięć jego poprzedników. Więcej w temacie pisać mi się nie chce, Obalenie każdego z twoich 9 punktów wymagałoby napisania co najmniej tak długiego tekstu jak obydwa moje wpisy razem wzięte dla każdego z osobna. Jeżeli ktoś uważa, że Komorowski nie przestrzega Konstytucji ponieważ "pozwala" premierowi złożyć mandat przez zakończeniem kadencji, to po prostu szkoda klawiatury.
  • 2015-10-15 13:28 | czosnek

    Re:Raport o stanie polskiej gospodarki

    A ja zaryzykuję twierdzenie, że w tym kraju, każdy kto umie coś konkretnego i na co dzień ma zwyczaj używania mózgu, ma stałą i dobrze wynagradzaną pracę. Apetyt rośnie w miarę jedzenia - ten slogan powinien sobie wbić w mózg każdy polityk chcący rządzić tym krajem. Nawet jeżeli PiS da te 500 na każde dziecko i obniży wiek emerytalny, za 4 lata i tak będą znienawidzeni. Ale nie za to co zrobili, tylko za to, czego nie zrobili.
  • 2015-10-27 12:48 | czosnek

    Re:Rewelacyjne dane o bezrobociu, ale problemem pozostaje jakość pracy

    Proszę Państwa, ta dyskusja to po prostu śmiech, żałość i populizm tak niskich lotów, że aż dziwię się że to czytam na forum Polityki. Jakość pracy jest słaba, ponieważ wciąż borykamy się z mentalnością polskiego pracodawcy, który prędzej kupi 10 Ferrari na firmę, niż da godziwie zarobić pracownikowi. Wszystkim tym, którzy psioczą na "kolonię" którą rzekomo jesteśmy pod rządami PO w porozumieniu z koncernami zagranicznymi, sugeruję szybką analizę porównawczą, która pokaże skalę "śmieciowości" w zakładach prowadzonych przez zagraniczne firmy, a firmy polskie. Tym, którym się nie chce, z góry odpowiadam, że prędzej cywilizowane standardy zatrudnienia spełni pracodawca zagraniczny niż polski. Polski kapitalizm tanią siłą roboczą stoi i nie zmieni tego nic, jeżeli nie zmieni się folwarczny stosunek pana na włościach względem pracownika. Póki polski biznes będzie mógł jechać na taniości pracy, będzie na niej jechał, bo tak jest łatwiej. Skoro firma (przykład z życia wzięty - firma polska wykazująca co kwartał miliony zysku), zamiast zapłacić pracownikowi uczciwe nadgodziny za pracę w sobotę, woli go na te weekendy zatrudniać na umowę zlecenie, na której pracuje się na zmianach 16 godzinnych (!), to gdzie oni będą ryzykować inwestycje w innowacje, które się być może sprawdzą, a być może nie. Kolejny przykład to słynna na całą Polskę bydgoska Pesa. Perła polskiej innowacyjności, która powoli dziękuje polskim spawaczom i zatrudniła tabuny spawaczy z Ukrainy, którzy spawają aż miło i nawet słowem nie pisną o kodeksie pracy. Później 6 z 8 zamówionych przez moje miasto tramwajów wraca na naprawy gwarancyjne z powodu pękającego podwozia. Ja uważam osobiście, że za jakość pracy w tym kraju odpowiada przede wszystkim mentalność społeczeństwa. Jako społeczeństwo nie dojrzeliśmy do konkurowania myślą, wydajnością i innowacyjnością, dlatego jako pracodawcy ciśniemy ten lud i wyciskamy z niego ostatnie krople godności. Zaniechania PEŁO, czy PISIORÓW, czy jakich tam chcecie polityków to problem co najwyżej drugorzędny (jak nie trzeciorzędny). Można wprowadzać stawki minimalne jakie się chce, zdeterminowany byznesmen zawsze znajdzie legalną metodę aby to obejść. Można dawać ulgi na innowacyjność - zaraz się okaże że ktoś za pieniądze publiczne zorganizował sobie armię zwykłych pracowników, których zrekrutował w "innowacyjny" sposób. Jakość gospodarki to nie politycy i nie przepisy. To kultura społeczna i obowiązujące w niej zasady współdziałania pomiędzy ludźmi. Zaufanie i współpraca. Nic innego. Co do konieczności emigracji, coż... Problem jest na tyle złożony, że książkę można by pisać. Gdyby ktoś zapytał mnie (tak jak Komorowskiego), jak wyżyć za 2 tysie w Warszawie, to ja był odpowiedział co innego. Ja, powiedziałbym tak: zapomnij o swoich studiach politologicznych, naucz się operować dźwigiem (na przykład) i bez problemu znajdziesz sobie pracę w budowlance. Wyprowadź się z Warszawy do innego miasta (średniej wielkości) i nie dość, że zarobisz więcej, to jeszcze spadną ci koszty życia. Bo prawda jest taka, że emigrując z Warszawy do Londynu, spadasz z deszczu pod rynnę. W Londynie będziesz miał tak ogromne koszty życia, że i tak wylądujesz w klitce na kupie z 10 osobami i raczej w tym Londynie ciężko ci się będzie dorobić własnego M. Z jakichś powodów w Londynie to nie jest problem, ale w Warszawie już tak. Ja wiem, że to generalizowanie, dla wielu być może coś obraźliwego. Ale prawda jest taka, że nie samą Warszawą ten kraj stoi, nie każdy musi być magistrem, a emigracja nie jest żadnym złotym środkiem. Zdecydowana większość (podkreślam większość, nie wszyscy) na tej emigracji jakoś nie dorabia się własnych 4 kątów, długimi latami tkwi w zawieszeniu pomiędzy Polską a Zachodem, nie inwestuje w siebie i własne umiejętności, zadowalając się wynajmowaną w ileś tam osób szeregówką i ostentacyjnym szastaniem pieniędzmi na wakacjach w Polsce. Po 10 latach budzą się i wiedzą, że do Polski nie ma po co wracać, jedyne co pozostaje to dalej wegetować w Irlandii i wydawać w Polsce (bo przecież jak wyleczę wszystkie zęby w Irlandii, zaraz okaże się, że i żyjąc tam nie mam za co wypełnić garnka). Prawda objawiona, w którą wierzę jest taka: jeżeli umiesz coś konkretnego, i na co dzień masz zwyczaj używać mózgu, pracę w Polsce zawsze znajdziesz, i to na godnych warunkach. Niekoniecznie u Polaka. I niekoniecznie w Warszawie.
  • 2015-10-28 14:48 | czosnek

    Re:Rewelacyjne dane o bezrobociu, ale problemem pozostaje jakość pracy

    Panie Jakowalski, proszę o uzasadnienie zarzutu, że na kogokolwiek psioczę. Ad 1. Nie ma na świecie gospodarki, która od razu byłaby innowacyjna. Zawsze od czegoś się zaczyna, zazwyczaj od importu pracy poprzez jej niskie koszty. Cały trik polega na tym, aby umieć wyjść poza atut niskich kosztów i zaproponować coś więcej. Ten atut w Polsce się wyczerpuje, ale wyczerpuje powoli. Głównie dzięki temu, że ciężko obecnie znaleźć kraje stabilne politycznie,w których koszty pracy byłyby niższe niż w Polsce. To nas jeszcze trzyma. Co do różnic w płacy pomiędzy pracodawcą polskim a zagranicznym, to nie wszystko. Chodzi o inne rzeczy jak zapewnienie podstawowego zaplecza socjalnego, rozliczanie nadgodzin itd. Podsumowując, Ameryki Pan nie odkrył. Każda początkująca gospodarka startuje od niskich kosztów pracy i trudno mi sobie wyobrazić coś innego. Ad 2. Przykład Pesy przytoczyłem tylko dlatego, że firma ta mieni się czymś w rodzaju lidera polskiego przemysłu, choć mnie to śmieszy, tak jak Pana. Ja wiem że Pesa czy Solaris to głównie montownie korzystające z zachodnich podzespołów. Nie drążmy tematu zanadto, jedynie chciałem pokazać jaki poziom reprezentują firmy z polskim kapitałem, które są niby liderami, z których mamy być dumni. Ad 3. Patrz punkt 2. Ad 4.Proszę mi nie wciskać tez, których nie stawiałem. Gdzie w moich wypowiedziach jakieś teksty o walce klas? Jedyne o co mi chodzi to fakt, że gospodarka to zjawisko społeczne, a ekonomia to nauka (?) społeczna. Sprawna, innowacyjna, gospodarka opiera się na współpracy, wzajemnym szacunku i zrozumieniu pracodawcy z pracownikiem. Mam na myśli zaufanie społeczne, umiejętność współpracy i dostrzegania wspólnego dobra, a nie tylko czubka nosa. Jesteśmy społeczeństwem o bardzo niskim poziomie współpracy i zaufania. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, nie potrafimy słuchać, ani próbować zrozumieć drugiej strony. Chcemy słuchać tylko i wyłącznie siebie. Jesteśmy egoistami. Społeczeństwo takie jak polskie, póki co nie jest moim zdaniem zdolne do budowania innowacyjnej gospodarki. Wciąż jedziemy na niskich kosztach pracy, bo to jedyne paliwo, które nas napędza. Nie potrafimy współpracować, nie potrafimy wymyślać. Boimy się niekonwencjonalnych rozwiązań w przemyśle, bo co jak się nie sprawdzi? W jednym z ostatnich numerów Polityki był świetny artykuł opisujący perypetie polskiej doktorantki szukającej inwestora, który pomógłby jej wdrożyć do produkcji jakiś innowacyjny patent w dziedzinie fotowoltaiki. Ze 3 lata bujała się po Polsce. Inwestora znalazła w Japonii. Ad 5. Zdrowy rynek pracy opiera się przede wszystkim na szacunku pomiędzy grupami interesu. Henry Ford uważał, że każdego jego pracownika musi być stać na auto, które produkuje. Inaczej masowa produkcja dóbr konsumpcyjnych nie osiągnie pełni potencjału. Rozumiał, że musi dzielić się zyskami, które i tak w jakiś sposób do niego w przyszłości wrócą. Mógłbym godzinami pisać o przykładach polskich firm, które ludziom płacą grosze, ale siedziby firm są wyłożone złotymi krawężnikami. Kolejna prawda objawiona, w którą wierzę - polski biznes wyżywi się sam. Nie potrzebuje związków, porządnego kodeksu. Potrzebuje pracownika, który nie pyszczy i robi. W razie czego, ściągną tabuny Ukraińców, albo po prostu zamkną biznesy (inaczej nie potrafią). Przecież już dzisiaj mamy prawo, które w zasadzie spełnia cywilizacyjne normy zatrudnienia (no, poza minimalnymi stawkami może). Mamy nawet służbę w postaci PIP, która to sprawdza. I co? Ano to, co jest typowe dla społeczeństw stojących na niskim poziomie rozwoju i opartym na braku zaufania. Otóż tworzymy restrykcyjne prawo, którego ostrość łagodzona jest poprzez pobłażanie obchodzeniu przepisów. Ad 6 - wzajemna zgoda Ad7 - widzę tutaj złą wolę. Oprócz operatora dźwigu (to jedynie przykład) mamy dużo innych zawodów, w których brakuje rąk do pracy Ad8 - zależy od definicji średniego lub małego miasta (miasteczka?). To ciekawe, przecież byznes narzeka że nie ma wykwalifikowanych ludzi do roboty. Ja mieszkam w mieście średniej wielkości i to właśnie przedsiębiorcy tutaj twierdzą. Zgadzam się z tym, że może gdzieś w Kowarach na Dolnym Śląsku tej pracy nie ma. Zawsze znajdziesz przykład adekwatny do założonej tezy. Ale bezrobocie spada i niekoniecznie jest to wynik emigracji. Jak napisałem, Warszawa to nie cała Polska. Są miasta jak Rzeszów, Bielsko Biała, tam problemu z pracą ewidentnie nie ma. Trzeba jednak coś umieć. Ad9 - mam zgoła odmienne doświadczenia w tej materii. Znam dziesiątki osób żyjących na emigracji w warunkach urągających godności. Tam godzą się na takie życie, w Polsce czują się oburzeni. Chyba się nie dogadamy. Nie wierzę, że za 1500 Euro (netto) miesięcznie w Irlandii (dominanta) da się zapewnić wypas życiowy - opłacać opiekę medyczną na wysokim poziomie, wziąć krechę na fajnie mieszkanie w dobrej lokalizacji, chodzić do knajp, itd. Ad 10 Nie zgadzam sie kompletnie.
  • 2015-10-29 09:40 | czosnek

    Re:Rewelacyjne dane o bezrobociu, ale problemem pozostaje jakość pracy

    1. Tak, syndrom holenderski (zdaje się) i tak dalej... Nie porównujmy Polski do Szwajcarii, która w czasach gdy my stawialiśmy kosy na szotrc, budowała kilkusetmetrowe tunele przez góry. Porównujmy Polskę z innymi krajami znajdującymi sie w podobnym kontekście społeczno - historyczno - gospodarczym. Przecież piszę, że cała sztuka polega na tym, aby umieć wyrwać się z zaklętego kręgu taniości pracy. Niemniej jednak, ja rozumiem, że jeżeli tania praca jest jedynym argumentem jaki się ma, to trzeba z niego korzystać. Inaczej nie ma się niczego. 2,3. Zgoda 4. Zgoda - od początku przecież piszę (nie dosłownie, ale można chyba się domyśleć), że jakość kadry menedżerskiej w Polsce jest dramatycznie niska i dopóki to się nie zmieni, będziemy mieli wyzysk. Filozofia "za bramą czeka dziesięciu na twoje miejsce" w polskim biznesie jest regułą. Istnieją wyjątki, oczywiście, ale jedynie tę regułę potwierdzają. Albo nic się nie zmieni i utkwimy w tej słynnej pułapce średniego rozwoju, albo po wyczerpaniu jednego źródła konkurencyjności, znajdziemy inne i będziemy rozwijać się dalej. 5. Zgoda - jednakże mały kamyczek. Silne związki, zdrowy rynek pracy oraz silna inspekcja skupiająca się na meritum a nie na pierdołach powstaną tylko i wyłącznie wtedy, gdy jako społeczeństwo zrozumiemy, że związki nie są od polityki, zdrowy rynek zależy od wzajemnego zrozumienia i współpracy, a sądy nie są od ścigania politycznych przeciwników (w czym mistrzami są zwycięzcy ostatnich wyborów). Przestrzeganie stawek minimalnych może mieć miejsce tylko wtedy, gdy jako społeczeństwo zrozumiemy, że prawo służy do jego przestrzegania a nie omijania. Póki co, niestety, gościem w Polsce jest ten, który w największym stopniu wydyma ten "złowrogi aparat wyzysku przedsiębiorcy w postaci polityków - nierobów". 6. Zgoda 7. Wystarczy załamanie w jakiejkolwiek branży i od razu mamy bezrobocie. Co to za argument? W Polsce brakuje wykwalifikowanych pracowników i jest to fakt niepodważalny moim zdaniem. 8. Patrz punkt 7. 9. Ja również mam przyjaciół w Australii. Co więcej, byłem tam parę razy. Polska emigracja jednak to Holandia, Niemcy, UK i Irlandia. Podtrzymuję to co napisałem wcześniej i Pańskie argumenty do mnie nie przemawiają. Zdecydowana większość Polaków na emigracji zadowala się zagraniczną pensją minimalną, która wystarcza na wynajmowanie szeregówki lub domku w kilka osób, na wakacje w Polsce, czasem na Kanary i na nic więcej. Żywią się najtańszym, śmieciowym żarciem, nie stać ich na dobre lokum na własność w dobrej okolicy, nie stać ich na prywatną opiekę zdrowotną (a ja akurat wiem jaki poziom prezentuje publiczna służba w Irlandii -wcale różowo nie jest). Choć jest to minimum egzystencji względem standardów zachodnich, to wciąż wyprzedza polskie minima o lata świetlne. Ale moim zdaniem, Polska daje coraz więcej szans. Jak napisałem w pierwszym poście - masz zwyczaj używać mózgu, umiesz gotować, szyć, kłaść instalację elektryczną, płytki, naprawiać samochody, prowadzić księgi rachunkowe, pisać marka w VBA, pracować na tokarkach lub frezarkach, problemu z pracą na godnych warunkach mieć raczej nie będziesz. Wydaje mi się, że generalnie się zgadzamy. Nasze różnice wynikają chyba z przyjętej metody opisu rzeczywistości. Mniejsza o słowa więc. Pozdrawiam.
  • 2015-11-16 09:55 | czosnek

    Re:Koniec misji Ewy Kopacz. To dobra decyzja

    Śmiać się chce, z dnia na dzień coraz bardziej, zwłaszcza gdy zestawimy styl ekipy Kopacz z jej następcami. 2 miejsce w wyborach, przy takiej konkurencji jak Nowoczesna, Razem, Kukiz, po takich kompromitacjach jak afera taśmowa, po takim syfie jaki zostawił Tusk, należy odebrać jako jej sukces. Mogło być dużo gorzej. Ja, przed wyborami widziałem oczami wyobraźni PO jako trzecią siłę polityczną w nowym sejmie, na przykład. Jej działania (choć naznaczone licznymi błędami - to fakt) doprowadziły do tego, że PO jest jedyną liczącą się partią opozycyjną, mającą choć cień szansy na to, aby prawicowi szaleńcy nie rządzili tym krajem przez najbliższe 8 lat lub dłużej. Możecie śmiać się z Ewki, ale jej wizerunek zapłakanej i zatroskanej mamuśki, to wizerunek dużo lepszy dla wyborcy umiarkowanej partii środka niż wizerunek wypasionych kotów pokroju Schetyny czy Neumanna. Może dobrych w partyjnych gierkach, ale w zdobywaniu umysłów wyborców kompletnie beznadziejnych. Krytykom Kopaczowej życzę dobrego samopoczucia. Przyda wam się przez następne lata, gdy będziecie znosić pseudopremier i pseudoprezydenta, sterowanych przez frustrata z tylnego siedzenia poza jakąkolwiek odpowiedzialnością konstytucyjną. Gdy będziecie patrzeć na głowę państwa gratulującą fantastom pseudonaukowym porównującym kadłuby samolotu do parówki. Gdy będziecie słuchać o "sukcesach" MON pod rządami wariata, który twierdził, że BORowcy uczestniczyli w strzelaninie o ciało dobijanego prezydenta w Smoleńsku. Lub gdy z przerażeniem zauważycie, że zachód wsadza nas do tego samego wora co Orbana. Może i będzie to zabawne, ale tylko do momentu, gdy za kilka miesięcy, cały zachód wróci do macania się z Putnem, gdzie Orban będzie pierwszy który uklęknie aby ucałować mu pośladek. A my, zostaniemy jak zwykle sami.
  • 2016-01-13 13:16 | czosnek

    Re:Kto zapłaci za podatek bankowy?

    Aby dyskutować na poziomie, trzeba stąpać po ziemi. Oszczędźmy sobie więc oszczerstw pod adresem autora artykułu i dajmy sobie spokój z dywagacjami na temat wyższości socjalizmu nad kapitalizmem. Przestańmy powielać teorie wypracowane ze szwagrem przy flaszce i spróbujmy coś przeliczyć. Nie jestem bankowcem, ale znam podstawy matematyki. Zysk brutto banku, z którego korzystam za 2014 wyniósł (w tyś) 1 652 700. Suma aktywów tego banku to 117 985 822 (również w tysiącach). Teraz, 0,44% z sumy aktywów to ok 520 000 000 (pełna suma). W sumie to zdziwiłem się jak mało zarabia mój bank, biorąc pod uwagę ogrom pieniędzy którymi obraca. Spodziewałem się dużo lepszej rentowności. Jeżeli bank będzie musiał zapłacić tak wysoki podatek, oznaczać to będzie że przy niezmiennej polityce banku, podatek zje 30% rocznego zysku. Niech każdy sam sobie odpowie na pytanie czy to dużo (wciąż zostanie ok miliard zysku brutto), czy mało. Moim zdaniem nie trzeba być omnibusem aby stwierdzić, że to skok na kasę. Powiedziałby to każdy, kto prowadzi biznes, i któremu ktoś przywala taki podatek, że z automatu zaczyna zarabiać o 1/3 mniej. Chyba, że taki podatek liczy się inaczej - może ktoś mnie uświadomi? Może faktyczna skala jest mniejsza? Banki wykazujące duże zyski może i nie będą mieć większego bólu głowy niż spadek dywidendy. Banki mniejsze, nie daj boże, wciąż liżące rany po kryzysach, które nie mają oszałamiających zysków a trudno odzyskiwalne kredyty w aktywach będą miały ogromny problem. Jak dla mnie, proponowana reforma jest groźna i może prowadzić do dużych zawirowań na rynku finansowym. Tylko po to, aby uciułać z 5 mld PLN, które potem zostaną wyrzucone w błoto. Dżizes, nie jesteśmy Węgrami, które nie tak dawno balansowały na granicy bankructwa i musiały uciekać się do tego typu sztuczek. Podatek bankowy jest tylko po to, aby poprawić samopoczucie klasy politycznej oraz jej wyborców, którzy wbrew rzeczywistości, uważają, że cały system bankowy został sprzedany zachodowi i Polak nic z tego nie ma.
  • 2016-01-14 09:43 | czosnek

    Re:Kto zapłaci za podatek bankowy?

    Prędzej uwierzę w sprawozdania finansowe spółki giełdowej niż w spiskowe teorie dziejów nie dające się zweryfikować żadnymi dowodami. Niech dowodem na tego typu brednie (proszę mi wybaczyć epitet, ale nie potrafię tego inaczej nazwać) będzie stwierdzenie, że 40% aktywów sektora bankowego w Polsce kontrolowana jest przez polskich inwestorów. Jeżeli doliczymy instytucje pseudobankowe jak SKOK,, udział ten wzrośnie do niemal 50%. Oczywiście możemy dywagować o tym, czy aby przypadkiem ci inwestorzy nie są jakąś piątą kolumną zachodniego kapitału, ale z takimi teoriami ja nie będę się zmagał. Jakbyś się nie obejrzał, tyłek zawsze z tyłu. Prawie połowa sektora w Polsce kontrolowana jest przez Polaków. Takiego wyniku nie ma żaden postkomunistyczny kraj w naszym regionie Europy. Ja wiem, że ten fakt słabo wpisuje się we wciskaną od lat Polakom ciemnotę o wyprzedaży majątku narodowego, ale cóż. Tak jest.
  • 2016-01-18 11:46 | czosnek

    Re:Jak długo będzie rządzić PiS i kto po nim

    Gdybym został zmuszony do zawarcia zakładu, postawiłbym na to, że PiS będzie rządzić co najmniej przez 8 lat. Po pierwsze dlatego, że już dzisiaj rozumieją, jakie zasady zostały złamane przy manipulacjach z TK, służbą cywilną, telewizją itd. Oni nie mają wyjścia - muszą utrzymać się przy władzy, aby ich przekręty nie wyszły na jaw i żeby taki Duda miał poczucie, że po skończonej prezydenturze nie wyląduje w pierdlu. Dlatego też, zrobią wszystko co się da, metodami wszystkimi jakie są możliwe, aby zmienić konstytucję, ordynację wyborczą, cokolwiek innego, aby Duda oraz PiS mieli zapewniony możliwie najlepszą pozycję przed następnymi wyborami. Nawet, jeżeli trzeba będzie zamknąć Petru w więzieniu, oni to zrobią i powieka im nie zadrży. Może i wyjdzie uniewinniony po roku aresztu, ale pewnie będzie już po wyborach. Moim zdaniem nie ma się co cieszyć z tego, że PiS nie ma większości do zmiany Konstytucji. Pożyteczni idioci do poparcia zmian jeszcze nigdy nie byli tak łatwi do znalezienia jak dzisiaj. Mamy tonący w parlamencie PSL, ludzi Kukiza, zawiedzionych działaczy PO. Kto się nie skusi na wygodny stołek za jeden, jedyny głos popierający "dobrą zmianę"? I to na dodatek w sytuacji w której paraliż TK może trwać w nieskończoność, a ustawę zasadniczą będzie można interpretować dowolnie. No bo kto bogatemu (w poparcie suwerena) zabroni? Po drugie, nie spodziewam się, aby Nowoczesna była w stanie wygrać w uczciwych wyborach z PiS. W nieuczciwych na pewno nie wygra. Jedyna szansa to jakaś koalicja z PO (coś na kształt porozumienia SLD z Twoim Ruchem w wyborach ostatnich). Uważam, że tylko wtedy, dzięki konsolidacji głosów anty PiS w jednym ciele politycznym można uzyskać wynik gwarantujący przegraną tych wariatów. Ale jestem tutaj pesymistą. Po Schetynie nie spodziewam się niczego dobrego - spodziewam się zjazdu PO po równi pochyłej w dół. Tyle było płaczu nad amatorszczyzną Ewy Kopacz... Zobaczycie niebawem, jak dobra była w tym co robiła, porównując ją do Schetyny. Ona, przynajmniej była w stanie przekonać do siebie jakieś gospodynie domowe. Zdolność Schetyny do porywania rzesz wyborców jest na poziomie zerowym. On jest dobry jako jakiś minister, administrator partyjny, ale w żadnym wypadku lider który musi się sprzedać w życiu publicznym. W tym jest śmieszny. Stawiam na to, że Schetyna pójdzie w kierunku walki z Nowoczesną o wyborcę, nie będzie mowy o żadnym porozumieniu przedwyborczym. Dlatego też, scenariusz w którym w następnych wyborach PiS dostaje 26%, Nowoczesna 22%, PO z 8 jest więcej niż prawdopodobny. Zobaczycie, że za 3 lata Platforma będzie walczyła o wejście do sejmu. Nowoczesna zabierze jej resztki poparcia, a PiS dostanie drugą kadencję nie mając z kim przegrać. Komentatorzy będą rozwodzić się nad Pisem silnym słabością opozycji. Po trzecie, środowisko PiS bardzo dobrze pamięta dlaczego przegrali w 2007. Drugi raz tego błędu nie popełnią, tym bardziej że wyraźnie widać co się stało na Węgrzech. Tam, Orban musiał uciekać się do sztuczek z ordynacją. Tylko dzięki temu wygrał drugą kadencję. U nas spodziewam się tego samego. Patrząc, jak w ostatnich tygodniach padały ostatnie bastiony pluralistycznego porządku konstytucyjnego, nic mnie już nie zdziwi, spodziewam się wszystkiego. Oni po prostu nie będą mogli dopuścić do wygranej opozycji (patrz argument pierwszy). Na pewno nie zlekceważą jej, tak jak zlekceważyli 9 lat temu. Przyzwyczajmy się do dekady PiSu. Nastawmy się psychicznie na ostateczną kompromitację systemu demokratycznego w Polsce, która dopiero nastąpi - w trackie wyborów 2019. Mam tylko nadzieję, że się mylę.
  • 2016-01-25 15:27 | czosnek

    Re:Prof. Kubik o tym, jak długo PiS będzie rządził i z czym to się dla nas wiąże

    PiS wygra następne wybory w cuglach. Nawet jak spadnie im poparcie, to nigdy nie spadnie poniżej pewnego poziomu reprezentowanego przez największych zwolenników tej partii. Oni zawsze będą mieli ponad 20%. Tak więc, za 4 lata, po kolejnych wyborach, może dostaną z 25%. Ale Nowoczesna dostanie 22, a PO 8. I PiS rządzi dalej. Nie posądzałbym Platformy o tworzenie jakiegoś bloku antypisowskiego. Schetyna jest na to za... głupi. On dalej będzie się łudził, że jest w stanie odbudować PO i nigdy nie pójdzie z Petru na współpracę, traktując go jak konkurenta w walce o mięso wyborcze. Dlatego też będziemy obserwować wzajemne podgryzanie się przez anty pisowsców, z których każdy będzie chciał sobie wytrzeć mordę KODem. KOD się obrazi i też założy partyjkę, może do spółki z Razem. Opozycja będzie się kłócić, a Jareczek ze swoimi 25 procentami dotelepie się do następnej kadencji rechocząc że nie ma z kim przegrać.
  • 2016-07-06 10:17 | czosnek

    Re:Najpierw Johnson, teraz Farage. Zwolennicy Brexitu nabroili, a teraz opuszczają tonący statek

    A ja osobiście uważam, że to co zdarzyło się w WB, jest najlepszym, co mogło zdarzyć się w UE. Po pierwsze dlatego, że bez Brytyjczyków, Unia będzie mogła swobodnie decydować w którą stronę będzie się reformować. Niezależnie od tego, czy oni zostaną finalnie w Unii czy nie, ich pozycja spadła dramatycznie. Nikt nie będzie już wsłuchiwał się w fanaberie obrażonej "krulowej" robiącej łaskę, że w tej Unii jest. Po drugie, to co dzieje się po brexicie na wyspach, jest doskonałą lekcją dla wszystkich tych, którym marzą się referenda w innych krajach. Może to subiektywne odczucie, ale jakość dyskusji o Unii w ciągu ostatnich 2 tygodni znacząco wzrosła, tak samo jak nastroje prounijne. Społeczeństwa kontynentu w końcu zaczęły się interesować Unią Europejską i tak na prawdę dopiero teraz zaczyna docierać do ludzi fakt, że UE to coś więcej niż banda urzędników dywagujących o tym czy ten mityczny ślimak to ryba. Uważam, że dla wizerunku UE nie mogło stać się nic lepszego.
  • 2016-07-15 09:18 | czosnek

    Jak Brexit wpłynie na życie na polskiej prowincji

    Uważam, że ten wywiad powiela 2 prawdy objawione nie mające związku z rzeczywistością. Pierwsza jest taka, że na rynku pracy w Polsce decydujące znaczenia mają znajomości. Jest to kompletna bzdura. Może szeroko rozumiane "ręka rękę myje" jest powszechne w budżetówce lub administracji, ale to tylko wycinek rynku pracy. W sferze prywatnej dominujące są kompetencje. Uważam, że w Polsce, każdy kto ma konkretny zawód i trochę oleju w głowie, jest w stanie zarabiać godziwe pieniądze na godziwych warunkach. Ważne jest również to, co rozumiemy przez slogan „znajomości”. Możemy w ten sposób rozumieć zatrudnianie „pociotków”. Możemy również tak nazwać zatrudnianie fachowców na podstawie rekomendacji. A zatrudnianie z polecenia jest praktyką starą jak świat i to przede wszystkim w rozwiniętych gospodarkach o dojrzałym rynku pracy. Druga natomiast dotyczy mitycznej dzietności na Wyspach. Dzietność Polaków na emigracji jest taka sama jak w Polsce. Pozorna różnica w dzietności leży w jakości doboru badanej populacji. Studiowałem te badania, a zwłaszcza kryteria doboru badanych grup. W badaniach tych, porównuje się wszystkie kobiety zdolne do urodzenia dziecka, widełki mniej więcej 17 - 42 lata. Na wyspach, grupa kobiet najbardziej "narażonych" na dziecko (20 - 30) lat jest procentowo (w stosunku do grup 17 - 20 i 30 - 42) wyraźnie większa niż w Polsce, co w naturalny sposób zaburza wnioski. Pisząc w skrócie. W porównaniu z Polską, na Wyspach kobiet w okolicach czterdziestki i poniżej 20 jest tyle co kot napłakał. W Polsce, każda grupa jest mniej więcej rozłożona po równo, nie dziwi więc, że wyniki są rozjechane. Jak to ze statystyką bywa - dobór grupy jest równie ważny jak wynik. Ale zostawmy statystykę. Na Wyspach mam tyle samo znajomych co w Polsce. Nie znam ani jednej rodziny w UK, czy Irlandii, która miałaby więcej niż 2 dzieci. Dominują rodziny z jednym dzieckiem, lub single albo rozwodnicy. Rodziny 2+2 są raczej w mniejszości. Tak samo jak u nas w kraju. Większa dzietność Polek na Wyspach to mit. Niech każdy sobie odpowie szczerze - 80% Polaków mieszkających w UK lub Irlandii gnieździ się na kupie w wynajmowanych szeregówkach. Mieszkają po 8 - 10 osób w jednym domu, pracują na zmiany, wieczny hałas, bałagan, kłótnie o to kto nie wyczyścił kibla. Po prostu wymarzone warunki do zakładania wielodzietnej rodziny.
  • 2016-07-15 09:18 | czosnek

    2 prawdy objawione

    Uważam, że ten wywiad powiela 2 prawdy objawione nie mające związku z rzeczywistością. Pierwsza jest taka, że na rynku pracy w Polsce decydujące znaczenia mają znajomości. Jest to kompletna bzdura. Może szeroko rozumiane "ręka rękę myje" jest powszechne w budżetówce lub administracji, ale to tylko wycinek rynku pracy. W sferze prywatnej dominujące są kompetencje. Uważam, że w Polsce, każdy kto ma konkretny zawód i trochę oleju w głowie, jest w stanie zarabiać godziwe pieniądze na godziwych warunkach. Ważne jest również to, co rozumiemy przez slogan „znajomości”. Możemy w ten sposób rozumieć zatrudnianie „pociotków”. Możemy również tak nazwać zatrudnianie fachowców na podstawie rekomendacji. A zatrudnianie z polecenia jest praktyką starą jak świat i to przede wszystkim w rozwiniętych gospodarkach o dojrzałym rynku pracy. Druga natomiast dotyczy mitycznej dzietności na Wyspach. Dzietność Polaków na emigracji jest taka sama jak w Polsce. Pozorna różnica w dzietności leży w jakości doboru badanej populacji. Studiowałem te badania, a zwłaszcza kryteria doboru badanych grup. W badaniach tych, porównuje się wszystkie kobiety zdolne do urodzenia dziecka, widełki mniej więcej 17 - 42 lata. Na wyspach, grupa kobiet najbardziej "narażonych" na dziecko (20 - 30) lat jest procentowo (w stosunku do grup 17 - 20 i 30 - 42) wyraźnie większa niż w Polsce, co w naturalny sposób zaburza wnioski. Pisząc w skrócie. W porównaniu z Polską, na Wyspach kobiet w okolicach czterdziestki i poniżej 20 jest tyle co kot napłakał. W Polsce, każda grupa jest mniej więcej rozłożona po równo, nie dziwi więc, że wyniki są rozjechane. Jak to ze statystyką bywa - dobór grupy jest równie ważny jak wynik. Ale zostawmy statystykę. Na Wyspach mam tyle samo znajomych co w Polsce. Nie znam ani jednej rodziny w UK, czy Irlandii, która miałaby więcej niż 2 dzieci. Dominują rodziny z jednym dzieckiem, lub single albo rozwodnicy. Rodziny 2+2 są raczej w mniejszości. Tak samo jak u nas w kraju. Większa dzietność Polek na Wyspach to mit. Niech każdy sobie odpowie szczerze - 80% Polaków mieszkających w UK lub Irlandii gnieździ się na kupie w wynajmowanych szeregówkach. Mieszkają po 8 - 10 osób w jednym domu, pracują na zmiany, wieczny hałas, bałagan, kłótnie o to kto nie wyczyścił kibla. Po prostu wymarzone warunki do zakładania wielodzietnej rodziny.
  • 2016-07-18 13:52 | czosnek

    Re:Jak Brexit wpłynie na życie na polskiej prowincji

    Otóż wyjaśniam: Zwrotu "godziwych pieniędzy na godziwych warunkach" użyłem celowo, aby nie marnować energii na szczegółowe wyjaśnianie czegoś, z czym większość się nie zgodzi. Każdy bowiem ma swoje własne kryteria godności (czy też "godziwości"). Tym bardziej, że w kraju takim jak Polska, rosnący w miarę jedzenia apetyt, w szczególny sposób tępi zdolność do racjonalnej analizy. Zwłaszcza tego, co jako naród, mieliśmy nie tak dawno, mamy teraz, i co możemy mieć (lub co możemy utracić). Dlatego też, nie zamierzam brać udziału w pseudo dyskusjach i dywagować, czy na przykład 3000PLN na rękę to mało czy nie.
  • 2016-11-03 17:13 | czosnek

    Re:Wysoki Trybunał zaciąga hamulec w sprawie Brexitu. Konsekwencje orzeczenia są jak trzęsienie ziemi

    To dobra wiadomość dla May, bo pozwoli jej uniknąć brexitu. Na jakichkolwiek zasadach ten brexit by się nie odbył, May i tak skazana jest na krytykę. Wszyscy wokół niej będą mówić że można było lepiej, szybciej, więcej, inaczej. Oczywiście po fakcie. Polityk, który przeprowadzi brexit będzie politykiem skończonym i na pewno nie będzie tym, o którym będą pieśni pisać. May to wie. Wie również, że brexit nikomu na dobre nie wyjdzie (nie licząc podpieszczonego ego zwolenników wyjścia, których i tak jest mniejszość jak się okazuje). Wyrok sądu pozwala May na rozpoczęcie gry o sparaliżowanie wyjścia z Unii.
  • 2016-11-16 16:17 | czosnek

    Re:„Nowy początek” w kinach, ale... jak zareaguje wojsko w przypadku prawdziwej inwazji z kosmosu?

    Nie ma. Autor artykułu chciał po prostu przywołać jakiś tytuł filmu, który pasowałby do kontekstu artykułu. Wyszło mu, że ostatni film SF, o którym było głośno to "Interstellar". Na lekturę recenzji lub refleksję zabrakło już czasu. Panie Autorze, czym innym jest napisać scenariusz filmu SF, który naukowo trzyma się kupy o wizycie obcych, a czym innym napisać scenariusz filmu, gdzie ludzkość szuka drugiej Ziemi. Przede wszystkim dlatego, że opisując wizytę obcych, zakładamy, że są dużo bardziej inteligentni i nie musimy zaprzątać sobie głów takim "szczegółami" jak wyjaśnienie ich metody na przemierzanie milionów lat świetlnych. Zakładamy, że są mądrzejsi i jakoś to robią. Chcąc natomiast nakręcić film o ludziach przemierzających przepastne połacie kosmosu, trzeba widzowi zaproponować coś niemożliwego do zrealizowania w świetle obowiązujących praw fizyki. I to w taki sposób, aby nosiło znamiona rzetelnej naukowej teorii. To zadanie, jest dużo trudniejsze. Każdy, kto zna choć trochę podstawowe prawa fizyki i ma wybujałe ego, będzie się pastwił na "Interstelar". Choćby po to, aby przez chwilę pozachwycać się nad własną przenikliwością i udowodnić sobie jakim to jest się mądrym.
  • 2016-11-22 11:20 | czosnek

    Re:Czy ekshumacje to cyniczna gra Kaczyńskiego wymierzona w Macierewicza?

    Powody, dla których robi się te wykopaliska są tylko 2. Pierwszy jest taki, że dopóki będą one trwały, prokuratura będzie miała mniej więcej rok relatywnego spokoju ze śledztwem. Będą mogli przeciągać temat i tłumaczyć się, że wnioski będą wyciągane po zapoznaniu się z wynikami wszystkich ekshumacji. W międzyczasie, będą mogli zastanawiać się jak wychodzić z twarzą z bredni lansowanych przez lata. Mają rok na przyzwyczajenie społeczeństwa do teorii, że na prawdę nie da się potwierdzić zamachu, bo minęło zbyt dużo lat. Powód drugi jest taki, że liczą na to, że uda się znaleźć kolejne pomylone ciała. Jeżeli znajdą, histeria na ten temat przykryje wszystkie inne pytania i wątpliwości. Przybędzie kolejny argument na to, aby twierdzić że mataczyli, zatajali, itd. Nikt w PiS nie wierzy w zamach. Nie wierzy w niego ani Macierewicz, ani Kaczyński. To tylko cyniczna gra polityków na emocjach ciemnoty. Nic więcej.
  • 2017-01-11 16:02 | czosnek

    Obama żegna się z urzędem. Trudno podzielać jego optymizm

    Nie można oceniać dokonań Obamy, pomijając rzeczywistość w jakiej przyszło mu funkcjonować. A mówimy o głębokim kryzysie finansowym w USA, mówimy o totalnej porażce wojny na Bliskim Wschodzie i Azji, mówimy o eskalacji agresji ze strony Rosji, w końcu, mówimy o całej pętli napięć społecznych wynikających z transformacji amerykańskiej gospodarki. Funkcjonował w najtrudniejszym środowisku od czasów Reagana, albo i lepiej. Moim zdaniem, udało mu się całkiem dużo. A jego największy sukces to utrzymanie prymu światowego USA pomimo rosnących obok wrogich potęg. I to jeszcze unikając wchodzenia w kolejne bezsensowne konflikty zbrojne.
  • 2017-01-11 16:02 | czosnek

    okoliczności

    Nie można oceniać dokonań Obamy, pomijając rzeczywistość w jakiej przyszło mu funkcjonować. A mówimy o głębokim kryzysie finansowym w USA, mówimy o totalnej porażce wojny na Bliskim Wschodzie i Azji, mówimy o eskalacji agresji ze strony Rosji, w końcu, mówimy o całej pętli napięć społecznych wynikających z transformacji amerykańskiej gospodarki. Funkcjonował w najtrudniejszym środowisku od czasów Reagana, albo i lepiej. Moim zdaniem, udało mu się całkiem dużo. A jego największy sukces to utrzymanie prymu światowego USA pomimo rosnących obok wrogich potęg. I to jeszcze unikając wchodzenia w kolejne bezsensowne konflikty zbrojne.
  • 2017-03-31 13:26 | czosnek

    Re:Platforma goni PiS w sondażach. Różnica na poziomie dwóch punktów procentowych

    Panie dziadekwłodek, to głosuj pan na antysystemowych kukizowców, może panu ulży. Jak można liczyć, że głosując na partie, których programem jest "najpierw wszystko roz%#@@$%dolmy, a potem się zobaczy", będzie naprawdę lepiej? ja odpowiadam: nie będzie. Jedynym gwarantem rozwoju kraju, jest zachowanie ciągłości władzy w tym sensie, że żaden następca nie wyzywa poprzednika od zdrajców i szanuje jego wyborców. To mozolne budowanie systemu i mozolne poprawianie tego, co pozostawiają po sobie poprzednicy. Tylko dlatego, PO udały się takie inwestycje jak na przykład gazoport w Świnoujściu. Natomiast PiS, pokazem z Caracalami pokazał gdzie ma koncepcje partii rządzących wcześniej, co oczywiście owocuje tym, że ani Caracali, ani innych helikopterów w ciągu następnych 5 lat NIE BĘDZIE. Oczywiście, wszyscy możemy żyć złudzeniami, że kiedyś przyjdzie prawdziwy mąż stanu i wprowadzi nową jakość. Przykro mi bardzo. To tylko pobożne życzenia. Realny świat jest taki, że mamy albo PiS, albo PO. Lepszej elity politycznej polskie społeczeństwo nie wychowało, i raczej nie wychowa. Jeżeli mam wybierać, to wybieram PO. Na pewno nie wybieram obecnie modnego rewolucjonisty - Kukiza, który najpierw w telewizji klepie banały o tym, żeby przestać zajmować się pierdołami i zająć się dziurą w ZUS, a następnie chłop z całą partią głosuje za obniżeniem wieku emerytalnego, co tę dziurę jeszcze bardziej powiększy. Jeżeli taką wiarygodność mają mieć rewolucjoniści, którzy przyjdą i rozgonią towarzystwo, to ja dziękuję. Normalnie rozwijające się państwa nie potrzebują rewolucji. One potrzebują ewolucji.
  • 2017-06-30 13:06 | czosnek

    Autor bestsellera „Macierewicz i jego tajemnice” o swojej książce

    Tak więc jedyne co mamy, to fakt, że Macierewicz współpracował z byłymi SBkami i amerykańskimi lobbystami. Czyli nic nowego. Cała reszta, a więc powiązania Macierewicza poprzez amerykańskich lobbystów z bankiem, w którym rosyjski szpieg prał pieniądze to zwykłe domysły i insynuacje. Macierewicz zawsze może powiedzieć "tak, znam pana D'Amato, ale nie mam zielonego pojęcia o tym, z kim robił interesy poprzez bank". Tylko i wyłącznie poszlaki prowadzące do insynuacji. A te wzbudzają śmiech. Jeżeli Polityka chce robić sensacje, to niech cisną tematy kościelnych komisji majątkowych, afery Skok itd. Dlatego też, materiały w tej książce mogą przekonywać tylko przekonanych. Coś na zasadzie urojeń Sumlińskiego pod adresem Komorowskiego. Może i Macierewicz jest agentem Rosji, ale co najwyżej agentem nieświadomym. Jego nawet nie trzeba werbować. Swoją indolencją załatwia wszystkie interesy Kremla bardziej gorliwie niż najbardziej świadomy szpieg.
  • 2017-06-30 13:06 | czosnek

    Czyli ni mniej ni więcej - political fiction

    Tak więc jedyne co mamy, to fakt, że Macierewicz współpracował z byłymi SBkami i amerykańskimi lobbystami. Czyli nic nowego. Cała reszta, a więc powiązania Macierewicza poprzez amerykańskich lobbystów z bankiem, w którym rosyjski szpieg prał pieniądze to zwykłe domysły i insynuacje. Macierewicz zawsze może powiedzieć "tak, znam pana D'Amato, ale nie mam zielonego pojęcia o tym, z kim robił interesy poprzez bank". Tylko i wyłącznie poszlaki prowadzące do insynuacji. A te wzbudzają śmiech. Jeżeli Polityka chce robić sensacje, to niech cisną tematy kościelnych komisji majątkowych, afery Skok itd. Dlatego też, materiały w tej książce mogą przekonywać tylko przekonanych. Coś na zasadzie urojeń Sumlińskiego pod adresem Komorowskiego. Może i Macierewicz jest agentem Rosji, ale co najwyżej agentem nieświadomym. Jego nawet nie trzeba werbować. Swoją indolencją załatwia wszystkie interesy Kremla bardziej gorliwie niż najbardziej świadomy szpieg.
  • 2017-12-19 18:08 | czosnek

    Smog ma potencjał polityczny. Na walce z nim można zyskać

    Nikt nie zajmuje się smogiem, ponieważ problem ten interesuje przede wszystkim tych, których politycznie nie da się zadowolić, a więc nie odwdzięczą się kartką wyborczą. Niestety. Proszę nie zrozumieć mnie źle, ale uogólniając, problem smogu to problem wielkomiejskich elit, które nie mają czym oddychać. Elit wykarmionych, mających co jeść, za co jeździć na wakacje, mieszkających w lokalach wyposażonych w centralne ogrzewanie. Dodatkowo elit, które są tak obrażone na Tuska, że same skazują się na rządy głupców. Elit, dla których smog jest problemem jednym z największych, bo większych nie mają. Tymczasem, problem smogu to problem wydania 4000PLN na dobrej jakości groszek w sezonie grzewczym lub zaoszczędzenie znacznej części tej kwoty. To problem inwestycji w nowy system grzewczy. To problem kompletnego braku edukacji ekologicznej w naszym społeczeństwie. To problem ok połowy społeczeństwa, która znajduje się poniżej mediany dobrobytu, która musi jakoś wiązać koniec z końcem. Ale to także problem polskiego chłopa, który na zagrodzie równy wojewodzie. I nikt takiemu chłopu nikt nie powie czym ma palić, czym ma jeździć i jaki piec ma kupować. I niestety, to ci poniżej mediany dobrobytu, to ci panowie równi wojewodzie są najbardziej głosodajną grupą społeczną. Ich nie interesuje "wydumany" problem smogu. Przecież oni z dziada pradziada oddychają powietrzem przesyconym mułem węglowym. I żyją. Spróbuj im teraz zabronić palić miałem lub mułem. Zaczną palić butelki PET. Zakaż sprzedaży kopciuchów, od razu powstanie rynek pieców najlepszej klasy, z opcją łatwego przerobienia na piec spalający wszystko. I co lewaku - ekologu? Zabronisz sprowadzania aut z silnikiem diesla? Zaczniesz wsadzać do pierdla za wycinanie filtra cząstek stałych? Zakażesz palenia mułem lub miałem? Wprowadzisz zmiany w normach węgla? Bądź pewien, że wyborca głosujący najchętniej od razu rozliczy cię przy urnie wyborczej, bo nie będzie mógł sprowadzić taniego Diesla z Niemiec, bo koszty ogrzewania w zimie podskoczą o 200%. Jak nie zaczadzi się benzoapirenem, to zaczadzi się propagandą, że "lewacka unia miesza się nawet do piecowego wsadu w Pcimiu dolnym". Natomiast świadomy problemu "lewak", nawet jeżeli zmiany zostaną wprowadzone, to ich nie zauważy, bo jakość powietrza dramatycznie się nie poprawi. Uzna więc, że ktokolwiek by nie rządził, z problemem nie robi nic. Więc obrażony nie zagłosuje, a więc skaże się na rządy głupców. Tymczasem, jedyne co naprawdę jest w stanie zmienić sytuację, to wzrost świadomości ekologicznej. Nawet doprowadzając do sytuacji, że sąsiad będzie donosił na sąsiada. Gazyfikacja wsi za wsią. Tworzenie zachęt podatkowych do tego, żeby ogrzewanie gazem lub dobrej jakości węglem było tak dostępne i tak tanie, aby mało komu chciało się palić kaloszami. Promować OZE, inwestować w panele słoneczne i solary dachowe. Ale niestety: TO SIĘ POLITYCZNIE NIE OPŁACA. Politycznie opłaca się status quo. I dlatego PiS nie robi nic, choć udaje że robi. I mają 50%. A ci, którym jakość powietrza leży na sercu, społecznie są stygmatyzowani jako obrzydliwie bogate lewactwo, któremu od sojowego latte we łbach się poprzestawiało. Podobnie jak politycy uważający tak samo. I to jest sedno problemu. W Polsce ekologia póki co przegrywa. I będzie przegrywać jeszcze długo.
  • 2017-12-19 18:08 | czosnek

    Ponieważ problem smogu to problem "lemingów"

    Nikt nie zajmuje się smogiem, ponieważ problem ten interesuje przede wszystkim tych, których politycznie nie da się zadowolić, a więc nie odwdzięczą się kartką wyborczą. Niestety. Proszę nie zrozumieć mnie źle, ale uogólniając, problem smogu to problem wielkomiejskich elit, które nie mają czym oddychać. Elit wykarmionych, mających co jeść, za co jeździć na wakacje, mieszkających w lokalach wyposażonych w centralne ogrzewanie. Dodatkowo elit, które są tak obrażone na Tuska, że same skazują się na rządy głupców. Elit, dla których smog jest problemem jednym z największych, bo większych nie mają. Tymczasem, problem smogu to problem wydania 4000PLN na dobrej jakości groszek w sezonie grzewczym lub zaoszczędzenie znacznej części tej kwoty. To problem inwestycji w nowy system grzewczy. To problem kompletnego braku edukacji ekologicznej w naszym społeczeństwie. To problem ok połowy społeczeństwa, która znajduje się poniżej mediany dobrobytu, która musi jakoś wiązać koniec z końcem. Ale to także problem polskiego chłopa, który na zagrodzie równy wojewodzie. I nikt takiemu chłopu nikt nie powie czym ma palić, czym ma jeździć i jaki piec ma kupować. I niestety, to ci poniżej mediany dobrobytu, to ci panowie równi wojewodzie są najbardziej głosodajną grupą społeczną. Ich nie interesuje "wydumany" problem smogu. Przecież oni z dziada pradziada oddychają powietrzem przesyconym mułem węglowym. I żyją. Spróbuj im teraz zabronić palić miałem lub mułem. Zaczną palić butelki PET. Zakaż sprzedaży kopciuchów, od razu powstanie rynek pieców najlepszej klasy, z opcją łatwego przerobienia na piec spalający wszystko. I co lewaku - ekologu? Zabronisz sprowadzania aut z silnikiem diesla? Zaczniesz wsadzać do pierdla za wycinanie filtra cząstek stałych? Zakażesz palenia mułem lub miałem? Wprowadzisz zmiany w normach węgla? Bądź pewien, że wyborca głosujący najchętniej od razu rozliczy cię przy urnie wyborczej, bo nie będzie mógł sprowadzić taniego Diesla z Niemiec, bo koszty ogrzewania w zimie podskoczą o 200%. Jak nie zaczadzi się benzoapirenem, to zaczadzi się propagandą, że "lewacka unia miesza się nawet do piecowego wsadu w Pcimiu dolnym". Natomiast świadomy problemu "lewak", nawet jeżeli zmiany zostaną wprowadzone, to ich nie zauważy, bo jakość powietrza dramatycznie się nie poprawi. Uzna więc, że ktokolwiek by nie rządził, z problemem nie robi nic. Więc obrażony nie zagłosuje, a więc skaże się na rządy głupców. Tymczasem, jedyne co naprawdę jest w stanie zmienić sytuację, to wzrost świadomości ekologicznej. Nawet doprowadzając do sytuacji, że sąsiad będzie donosił na sąsiada. Gazyfikacja wsi za wsią. Tworzenie zachęt podatkowych do tego, żeby ogrzewanie gazem lub dobrej jakości węglem było tak dostępne i tak tanie, aby mało komu chciało się palić kaloszami. Promować OZE, inwestować w panele słoneczne i solary dachowe. Ale niestety: TO SIĘ POLITYCZNIE NIE OPŁACA. Politycznie opłaca się status quo. I dlatego PiS nie robi nic, choć udaje że robi. I mają 50%. A ci, którym jakość powietrza leży na sercu, społecznie są stygmatyzowani jako obrzydliwie bogate lewactwo, któremu od sojowego latte we łbach się poprzestawiało. Podobnie jak politycy uważający tak samo. I to jest sedno problemu. W Polsce ekologia póki co przegrywa. I będzie przegrywać jeszcze długo.
  • 2017-12-20 16:03 | czosnek

    Re:Smog ma potencjał polityczny. Na walce z nim można zyskać

    Jak to skąd? Z tego samego źródła, z którego finansuje się energetykę węglową. Inwestycje ojca dyrektora lub Obronę Terytorialną. Z pieniędzy zaoszczędzonych na Patrioty, które mogłyby być kupione w takiej samej wersji jaką kupują Rumuni. Z kasy zaoszczędzonej poprzez rezygnację z Caracali. Jest tysiąc źródeł dotacji na rzeczy o których piszę. Ale piszę również że jest to nieopłacalne politycznie, więc się nie łudzę. I proszę mi tutaj nie operować sloganami typu "owe OZE, które są ekonomicznie nieopłacalne". Każda nowa technologia jest nieopłacalna. Czy na prawdę muszę przytaczać przykłady choćby budowanych 100 lat temu linii kolejowych przez rządy, a więc przez pieniądze podatników? Czy na prawdę takie truizmy trzeba wykładać tak samo jak handlarzom dyliżansów zasady inwestowania w kolej żelazną? Tymczasem, już dzisiaj, na przykład w Chile przetargi rządowe na dostawę energii wygrywają firmy czerpiące energię tylko z OZE. Nie dlategeo, że taka jest wola polityczna, tylko dlatego, że byli o kilkanaście procent tańsi. Tymczasem Niemcy z roku na rok zwiększają liczbę, w których 100% zapotrzebowania pokrywane jest przez OZE. Tymczasem gospodarka światowa, 3 rok z rzędu rośnie, podczas gdy emisja C02 stoi w miejscu. Opornym wyjaśnię tylko, że da się rozwijać gospodarczo opierając źródła energii w OZE - to bezsprzeczny dowód na to, że opierając biznes na OZE da się zarabiać. Polska natomiast, tak samo jak w 45 roku była niemal pustynią kolejową, tak 100 lat później będzie skansenem energetycznym.
  • 2017-12-22 11:44 | czosnek

    Re:Bank Światowy mówi „nie!” dla ropy i gazu. Jesteśmy o krok od przełomu?

    Gratuluję poziomu dyskusji. Fakt, że do wytworzenia wodoru potrzebne są obecnie paliwa kopalne to truizm. Tak samo jak truizmem jest fakt, że motoryzacja na prąd lub wodór ma sens głownie wtedy, gdy prąd pochodzi z OZE. Ale jeżeli zależy nam tylko na smogu, to nawet elektryczna motoryzacja oparta na paliwach kopalnych ma sens. Takim samym truizmem jest przyznanie, że jesteśmy dopiero na początku drogi. I nikt, kto ma na co dzień w zwyczaju używanie mózgu nie powie, że od jutra przechodzimy na motoryzację wodorową i problem globalnego ocieplenia się rozwiąże. Problem, który trzeba rozwiązać w pierwszym kroku to znalezienie technologii, żeby z rur wydechowych nie kopcił CO2. Krokiem drugim jest eliminacja kopcących kominów elektrowni. Gdyby ktoś chciał napisać wyczerpujący artykuł na temat sensu inwestowania w technologie wodorowe, musiałby napisać książkę, której i tak prawie nikt by nie przeczytał poza ekspertami w dziedzinie. Inwestycje w nowe techniki elektrolizy prowadzone są choćby po to, aby móc wytwarzać jak najmniejszym kosztem ekologicznym stabilne wsparcie zasilania dla niestabilnych źródeł OZE. Wieje w sam raz? Zasilamy prądem z wiatraków. Wieje za mocno? Zasilamy prądem z wiatraków i wytwarzamy wodór. Wieje za słabo? Zasilamy prądem z wiatraków i ogniwami paliwowymi lub turbinami wodorowymi. Czy naprawdę takie truizmy trzeba wykładać jak dziecku w przedszkolu? Czy naprawdę tłumaczyć trzeba takie banały, że technologie zamieniające domy jednorodzinne w minielektrownie już istnieją? To tylko kwestia ich promowania. Oczywistą oczywistością jest, że obecnie większość energii pochodzi z brudnych źródeł. Ale technologie czyste dopiero się rozwijają. Oczywistą oczywistością jest również kierunek w którym to pójdzie (mam nadzieję). A wszystko wskazuje na to, że przyszłością są sieci zasilania zarządzane sztuczną inteligencją, która w skali (na przykład) kontynentu zarządza przekazywaniem energii. W takie sieci będą wpięte wszystkie panele fotowoltaiczne, wiatraki i co jeszcze chcecie. Rdzeniem zapewniającym stabilne 50% zapotrzebowania będą elektrownie atomowe (w ich śmierć nie wierzę). Pozostałe 50% będzie pochodziło z OZE lub wodoru. Zapewne będą jeszcze funkcjonować elektrownie gazowe, jako te najmniej szkodliwe i stanowiące wsparcie w sytuacjach prawdziwych katastrof energetycznych. Elektrownię gazową można włączyć i wyłączyć jednym pstryknięciem palca. Wszystko to w ramach jakiegoś przymierza energetycznego między krajami włączającymi swoje systemy do sieci. Technologie dostępne dzisiaj i ich spodziewany rozwój dają pełne prawo do tego by sądzić, że w ciągu następnych 30 lat odejdziemy od węgla całkowicie. Przynajmniej w Unii Europejskiej, w której Polski zapewne już nie będzie.
  • 2018-01-30 16:16 | czosnek

    Re:Brytyjski generał Nick Carter alarmuje: wojna z Rosją może być nieuchronna

    Tak, tak. Zachodni generałowie straszą, wybitni forumowi specjaliści wyśmiewają, a tymczasem Rosja wchodzi i zajmuje Krym bez jednego wystrzału. Czy na prawdę trzeba wam przypominać jak wielkie zdziwko zaliczył cały zachodni świat w 2014 roku? No, może poza wszystkowiedzącymi forumowiczami Polityki. Oni już to dawno przewidzieli i dobrze wiedzieli że na Krymie się skończy. Jedyne, co jest pewne to to, że zdarzy się coś, na co nikt nie był gotowy. Dobrze, że mamy forumowych ekspertów. Oni mnie uspokoili, że do żadnej "ekspedycji ratunkowej" w celu obrony Polski przed inwazją arabskich uchodźców na pewno ze strony Rosji za mojego życia, ani za życia moich dzieci nie dojdzie.
  • 2018-01-31 16:20 | czosnek

    Re:Brytyjski generał Nick Carter alarmuje: wojna z Rosją może być nieuchronna

    Jeszcze jedno. Żeby wszystkim oświeconym ekspertom forumowym trochę jednak popsuć humor i uświadomić wszystkich, że jednak mamy czym się martwić. Obecne czasy, aż nazbyt dobrze przypominają schyłkowe czasy Imperium Rzymskiego, po których nastąpiły długie wieki ciemnego średniowiecza. Pominę rozdzierające nierówności społeczne, zmiany klimatyczne, demograficzne i podążające za tymi zmianami fale imigracji. To truizmy, na które szkoda tracić czasu. Poza tym wszystkim, mamy pędzące zdziczenie społeczeństw, które cofa się w rozwoju pod wpływem mediów internetowych. Zamykamy się w fejsbukowych wiosakch plemiennych traktując swoich sąsiadów, sąsiadów swoich krajów jako wrogów: lewaków, prawaków, żydów, ruskich, germanów, tchórzliwych francuzików, trumpopodobnych jankesów, żłótków, ciapatych i tak dalej. Zaczynamy się nienawidzić, przestajemy się słuchać i z dnia na dzieć coraz bardziej sobą gardzimy. Zarówno jako narody jak i jako współbratymcy. Autorytety przestają istnieć. Istnieją tweeterowi, blogowi i fejsbukowi mesjasze prawd ludowo - objawionych wciskający nam to co sami chcemy usłyszeć i napędzający nasze lęki, bo tak bardzo lubimy się bać. Z przerażeniem obserwuję zdziczenie obyczajów na całym świecie, które z roku na rok postępuje coraz bardziej. I niech mnie ktoś teraz przekona, że w obliczu takich napięć (które opisałem jako truizmy), nikomu do głowy nie przyjdzie, aby wyciągnąć kałachy z magazynów. Nie muszę chyba pisać, kto w Europie najbardziej jest chętny do tego typu awantur.
  • 2018-03-20 09:57 | czosnek

    Re:Powstanie pasażerski samolot ponaddźwiękowy?

    Heloł? Nie czarujmy się. Uważam, że wizja elektrycznego, masowego transportu lotniczego to mrzonki. Póki co to są takie same bajki, jak fantazjowanie w latach 60tych ubiegłego wieku o stałych bazach na Marsie w ciągu 50 lat. Może i technicznie wykonalne, ale nie do zastosowania w warunkach komercyjnych. Bez przewrotu kopernikańskiego w dziedzinie wytwarzania energii elektrycznej (np. szokujący wzrost wydajności paneli fot. na skrzydłach) lub jej magazynowania (ultralekkie i kompaktowe akumulatory ogromnej pojemności) się nie obejdzie. Niestety, wygląda na to, że na przeszkodzie stają prawa fizyki. W tej sytuacji, uważam, że jedyną sensowną drogą ku ekologicznemu napędowi lotniczemu jest inwestycja w wodorowe ogniwa paliwowe, ale i tutaj mamy ogromne problemy do rozwiązania (składowanie ciekłego wodoru i jego tankowanie, to naprawdę dużo wyższa szkoła jazdy niż lanie ropy). Cudów nie ma. A jak ktoś uważa, że nieznane są granice ludzkiej inwencji, niech idzie pogadać z tymi, którzy 40 lat temu twierdzili, że w XXI wieku wszystkie samochody będą latające.
  • 2018-03-28 16:09 | czosnek

    Re:Mastalerek atakuje Morawieckiego

    Litości... Duda chce walczyć o schedę po Kaczyńskim? Pani Redaktor naprawdę uważa, że Andrzej Duda ma kompetencje do bycia liderem? Albo inaczej, czy Pani Redaktor naprawdę uważa, że prezydent sam siebie widzi w roli lidera prawicy? Wolne żarty. Żeby być liderem (lub być wiarygodnym aspirując do przewodzenia), trzeba umieć walczyć o swoje. Trzeba konsekwentnie bronić swoich racji i trzeba konsekwentnie realizować swój plan, swoją wizję. Trzeba być bezwzględnym. Nie można dawać się wykiwać. I niech mi ktoś teraz wyjaśni, jak na tym polu wykazał się pan Adrian przez ostatnie 2 i pół roku. Zwłaszcza w obliczu takich tematów jak reformy sądownictwa, rzekome referendum, które ma mieć miejsce za pół roku. Przecież on znalazł się na tym stanowisku przez przypadek. Przez "nieporozumienie". On miał być tylko ładną buźką, którą nikt się nie przejmie, gdy wybory wygra Komorowski. Ale Komorowski przegrał. Ups... Trzeba być prezydentem. A nawet jeżeli ktoś w PiS wierzył w jego wygraną, to przede wszystkim po to, aby załatwiał takie tematy jak ułaskawianie działaczy partyjnych na polecenie prezesa partii.
  • 2018-04-24 15:11 | czosnek

    Re:Krótki kurs zarządzania według Elona Muska

    Cóż... Bądźmy cierpliwi wobec Tesli. Jeżeli sobie wyobrazimy co musi się stać, aby w dzisiejszych czasach od zera stać się rozpoznawalnym na świecie producentem samochodów, to nie może inaczej wyglądać. To musi przynosić przez lata straty, ponieważ przez lata trzeba inwestować w modele, fabryki, sieć sprzedaży i serwisów. Hejterzy śmieją się, że Tesla to wydmuszka medialna i piramida finansowa. Dla mnie, to paplanina dzieci inwestycji w bitcoina. Inwestycja w akcje Tesli to ryzykowna inwestycja długoterminowa. Nie jest wcale powiedziane, że Muskowi się uda. Ale moim zdaniem rozsądnie myślący inwestorzy rozumieją, że Tesla przepala gotówkę na inwestycje w modele i zakłady (Gigafactory, planowana fabryka w Chinach). Przy produkcji tak innowacyjnego produktu (tylko nie piszcie na miłość boską, że auta elektryczne znamy od stu lat) to musi trwać. To musi kosztować. Tymczasem Tesla ma świetną markę, popyt kilkukrotnie przewyższa podaż, moda na auta elektryczne rośnie, konkurencja nie nadąża. Jedynym zagrożeniem dla Muska jest znudzenie inwestorów. Myślę jednak, że inwestorzy kanapowi już dawno odpuścili. Liczę, że przy stoliku pozostaną ci naprawdę wierzący w przyszłość tej technologii.
  • 2018-04-27 13:16 | czosnek

    Re:Prezydent sam zastawia na siebie pułapkę

    Przestrzegam. Pamiętajmy o tym, że władza ma tak bogatą wyobraźnię, że każdy wynik referendum może być pretekstem do dalszej dewastacji ustroju. Wystarczy, że pytania referendalne będą układały się w coś na zasadzie "czy chcesz, by zostało tak jak było". Brak frekwencji będzie dla rządu wystarczającym pretekstem, aby ogłosić, że Suweren nie chce, by było tak jak było, bo nawet mu nie chciało się ruszyć z kanapy to potwierdzać. Jeżeli przegrana w wyborach parlamentarnych będzie stawała się coraz bardziej prawdopodobna, nie zdziwiłbym się, gdyby pod pretekstem nieważnego referendum przygotowali na szybko jakieś zmiany Konstytucji i klepnęli je w jakiejś Sali Kolumnowej pod osłoną nocy wraz z pożytecznymi idiotami z Kukiz'15. I co wtedy? Niemożliwe? Kota zawsze można odwrócić ogonem. Zawsze będą mogli powiedzieć że suweren w referendum się wypowiedział lub wypowiedzieć się nie chciał, więc akceptuje to co jest obecnie robione. Cokolwiek się nie stanie z tym referendum, oni zawsze będą udowadniać że czarne jest białe. Nie bądźmy tacy do przodu.
  • 2018-06-01 11:12 | czosnek

    Re:Babczenko żyje. Zamach na dziennikarza sfingowały służby

    Zaraz, zaraz... Albo mamy do czynienia z dużym sukcesem ukraińskich służb, a inscenizacja morderstwa była potrzebna po to, aby zyskać dodatkowe dowody mieszania się Rosjan (przelew za wykonaną robotę, na przykład) i uwiarygodnić całą akcję. Albo mamy do czynienia z groteskową akcją Poroszenki, który wyciera sobie gębę rosyjskimi służbami i na ich plerach próbuje zbijać kapitał przed wyborami. Jeżeli prawdziwy jest scenariusz pierwszy, szeroko rozumiana gawiedź nie zobaczy na własne oczy dowodów, ponieważ są to sprawy wywiadowcze. Z pewnością dowody te zobaczą służby państw zachodnich. Ale na pewno nie szeroka publika. Tak to właśnie wygląda w sprawach związanych ze służbami specjalnymi i mnie wcale nie dziwi fakt, że Brytyjczycy niezbyt chętnie ujawniają to, co wiedzą w sprawie Skripala. Tym samym, jako szarzy obywatele, jesteśmy skazani na spekulacje i gdybanie nad scenariuszem drugim. Jeżeli Poroszenko zorganizował to, aby grzać się w blasku fleszy, to musi byś skończonym idiotą. Tylko debil ryzykowałby utratę wiarygodności w oczach zachodnich partnerów - jedynych, którzy mu zostali.
  • 2018-07-10 11:15 | czosnek

    Re:Szef brytyjskiego MSZ podał się do dymisji. Co dalej z brexitem?

    Jedyne, co pozostanie Brytyjczykom w obliczu twardego brexitu to londyńskie City +. I to z plusem do potęgi entej. Upadek przemysłu i rolnictwa to tylko kwestia czasu.Szykujmy się więc na powstanie największego na świecie raju podatkowego piorącego kasę największych szumowin świata. Co prawda na małą skalę dzieje się to już obecnie, ale to co wydarzy się po brexicie wybuchnie z prawdziwą siłą. Otóż wszyscy szemrani szejkowie, oligarchowie, dykatorzy i reżimowi apartyczycy będą mieli do dyspozycji kraj położony w samym centrum zachodu Europy, z dala od Rosji, z dala od regulacji unijnych, z dala od USA, Iranu, czy Chin. I do tego kraj rozwnięty. Z dobrą opieką medyczną, dobrze działającym aparatem urzędniczym i edukacyjnym dla dzieci. To jedyna droga jaka im pozstanie dla zachowania relatywnie wysokiego poziomu życia. Powodzenia szumowiny.
  • 2018-10-12 15:57 | czosnek

    Re:Słowa Biedronia o „tresowaniu” Nowackiej – cios poniżej pasa

    Wiecie co to są ciosy poniżej pasa? Czepianie się słówek. Dżizes, k#$$$2wa, ja pier@#$$dolę. Oświecona lewica. Mająca się za lepszą od tej konserwatywnej ciemnoty. A powtarza jak banda dzieciaków w przedszkolu słówko zasłyszane u jakiegoś polityka, który zapewne to słówko palnął zanim dobrze się zastanowił. Co za żałość i żenada. Lewicowi myśliciele mają teraz temat na cały tydzień rozważań. Droga lewico, wszyscy tacy jesteście. Teraz dalej taplajcie się w sosie wytykania sobie nawzajem epitetów. Z 3% poparciem i tak nie macie lepszego zajęcia. Tymczasem przypominam, że w tym kraju połowa obywateli ma wszystko w du##$pie i nie głosuje. W pierwszej kolejości proponowałbym zainteresować tych ludzi udziałem w życiu publicznym.
  • 2018-12-05 16:03 | czosnek

    Brytyjski parlament przechwytuje brexit. Będą wybory? Referendum?

    Blame the woman. Natomiast banda chłoptasiów w krótkich gaciach, którzy rozpętali to piekło zrejterowała zanim zabawa zaczęła się na dobre. Cameron zrezygnował w dzień po referendum. Farage kilka dni później. Johnson celowo wygadywał takie głupoty, aby sprawiać wrażenie zatwardziałego brexitowca, wiedząc jednocześńie, że z takimi bredniami na ustach nikt nie zrobi go liderem partii, a więc cały czas będzie mógł jątrzyć z drugiego szeregu. Chłoptasie narobili bigosu, i co? Wysłali kobitkę, aby to ona po nich posprzątała i aby to ona zebrała wszystkie cięgi od wszystkich niezadowolonych, którzy gdyby rządzlili to by dopiero pokazali... Ojej. Dlaczego więc oddali jej stery? Czyżby dlatego, że dzień po referendum uświadomili sobie, że tak naprawdę nie mają żadnego planu? Ja na miejscu May postąpiłbym tak: pierd@#$$$olnąłbym tym porozumieniem w ambonę mównicy w Parlamencie i powiedział: albo to popieracie, albo dymisjonuję rząd. I wszytkie Joshnsony i inni jemu podobni, którzy są tacy mundrzy, niech biorą kraj w swoje ręce i niech pokażą czy stać ich na coś lepszego.
  • 2018-12-05 16:03 | czosnek

    Gdzie chłoptaś nie może, tam babę pośle

    Blame the woman. Natomiast banda chłoptasiów w krótkich gaciach, którzy rozpętali to piekło zrejterowała zanim zabawa zaczęła się na dobre. Cameron zrezygnował w dzień po referendum. Farage kilka dni później. Johnson celowo wygadywał takie głupoty, aby sprawiać wrażenie zatwardziałego brexitowca, wiedząc jednocześńie, że z takimi bredniami na ustach nikt nie zrobi go liderem partii, a więc cały czas będzie mógł jątrzyć z drugiego szeregu. Chłoptasie narobili bigosu, i co? Wysłali kobitkę, aby to ona po nich posprzątała i aby to ona zebrała wszystkie cięgi od wszystkich niezadowolonych, którzy gdyby rządzlili to by dopiero pokazali... Ojej. Dlaczego więc oddali jej stery? Czyżby dlatego, że dzień po referendum uświadomili sobie, że tak naprawdę nie mają żadnego planu? Ja na miejscu May postąpiłbym tak: pierd@#$$$olnąłbym tym porozumieniem w ambonę mównicy w Parlamencie i powiedział: albo to popieracie, albo dymisjonuję rząd. I wszytkie Joshnsony i inni jemu podobni, którzy są tacy mundrzy, niech biorą kraj w swoje ręce i niech pokażą czy stać ich na coś lepszego.