Wyszukaj na forum

Forum


Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(10)
Komentarze użytkownika: marchesacasatijr
  • 2011-06-06 16:20 | marchesacasatijr

    Kawiarnia literacka

    Ha, generalnie nie była to jakaś tam totalnie i jednoznacznie "jebnięta młodzież", tylko nieco zdezorientowana ideologicznie (nieustające ukłony dla Doroty Masłowskiej), cierpiąca na tzw zespół ideologii kalejdoskopowej oraz, co gorsza, na przewlekłe rozwolnienie myślowe czyli zadziwiajacą potrzebę analizy "do wyrzygania i na śmierć" każdego najdrobniejszego i najoczywistszego aspektu egzystencji, zamiast typ po prostu żyć do cholery. (Skąd ja mam na przykład wiedzieć, co to znaczy być prawdziwym meżczyzną, a odpowiedzi na to pytanie wymaga się ode mnie cały czas, mam takie wrażenie. Rozumiem, brak wzorców, no ale bez przesady w końcu..) Co niebezpiecznie zaczyna przypominać uwiąd starczy.. Z drugiej zaś strony zrozumieć należy, że luksus posiadania zdefiniowanego wroga np klasowego nie jest dany każdemu, pseudomłodemu nawet, pokoleniu, tylko wybranym generacjom, niestety, co zresztą ciekawie naświetlił Jacek Dehnel na tychże łamach. Dajmy więc tej postdobrobytowej "młodzieży" w spokoju, w ramach szeroko pojętych dobrodziejstw demokracji, reżyserować te operetkowe rewolucje klasowe, genderowe czy jakie tam, te wszystkie demagogie i obalanie hipotetycznych, nieistniejących wrogów przy lampce wina i wystudiowanym papierosie w tej nieszczęsnej wirtualnej café de flore. Dajmy im szybko jakąś wojnę! Dla naszego własnego dobra! To chyba uczciwsze niż zdeklarowane, chamskie i wcale nieambitne, lecz ach jak przyjemne, rżnięcie (hmm odgrywanie) pana/pani w pobliskim Ritzu, co nota bene wszystkim serdecznie polecam. A z tym filosemityzmem jako political correctness u naszych rozdyskutowanych lewaków za morzem w kraju szczęśliwego emeryta, to bym raczej nie przesadzała. Pozdrawiam międzynarodowo wszystkie zaprzyjaznione i wrogie redakcje harcerskim "czuwaj". I jak już stoję i trzymam ten mikrofon, to zawsze chciałam szczerze uściskac Władysława Bartoszewskiego i powiedzieć mu od nas tutaj, że ma jaja. Ukłony marchesacasatijr
  • 2011-06-06 16:20 | marchesacasatijr

    tytułu wciąż brak

    Ha, generalnie nie była to jakaś tam totalnie i jednoznacznie "jebnięta młodzież", tylko nieco zdezorientowana ideologicznie (nieustające ukłony dla Doroty Masłowskiej), cierpiąca na tzw zespół ideologii kalejdoskopowej oraz, co gorsza, na przewlekłe rozwolnienie myślowe czyli zadziwiajacą potrzebę analizy "do wyrzygania i na śmierć" każdego najdrobniejszego i najoczywistszego aspektu egzystencji, zamiast typ po prostu żyć do cholery. (Skąd ja mam na przykład wiedzieć, co to znaczy być prawdziwym meżczyzną, a odpowiedzi na to pytanie wymaga się ode mnie cały czas, mam takie wrażenie. Rozumiem, brak wzorców, no ale bez przesady w końcu..) Co niebezpiecznie zaczyna przypominać uwiąd starczy.. Z drugiej zaś strony zrozumieć należy, że luksus posiadania zdefiniowanego wroga np klasowego nie jest dany każdemu, pseudomłodemu nawet, pokoleniu, tylko wybranym generacjom, niestety, co zresztą ciekawie naświetlił Jacek Dehnel na tychże łamach. Dajmy więc tej postdobrobytowej "młodzieży" w spokoju, w ramach szeroko pojętych dobrodziejstw demokracji, reżyserować te operetkowe rewolucje klasowe, genderowe czy jakie tam, te wszystkie demagogie i obalanie hipotetycznych, nieistniejących wrogów przy lampce wina i wystudiowanym papierosie w tej nieszczęsnej wirtualnej café de flore. Dajmy im szybko jakąś wojnę! Dla naszego własnego dobra! To chyba uczciwsze niż zdeklarowane, chamskie i wcale nieambitne, lecz ach jak przyjemne, rżnięcie (hmm odgrywanie) pana/pani w pobliskim Ritzu, co nota bene wszystkim serdecznie polecam. A z tym filosemityzmem jako political correctness u naszych rozdyskutowanych lewaków za morzem w kraju szczęśliwego emeryta, to bym raczej nie przesadzała. Pozdrawiam międzynarodowo wszystkie zaprzyjaznione i wrogie redakcje harcerskim "czuwaj". I jak już stoję i trzymam ten mikrofon, to zawsze chciałam szczerze uściskac Władysława Bartoszewskiego i powiedzieć mu od nas tutaj, że ma jaja. Ukłony marchesacasatijr
  • 2011-06-11 15:34 | marchesacasatijr

    Nie dla nie

    Podobno rzucanie kamieniami jest najfajniejsze jak już wolno i w grupie. Ja tam nie wiem. Moja mama np twierdzi, że Kuba ma bardzo ładne włosy i w ogóle bardzo go lubi. A tak zuplenie nie à propos, to po prostu muszę sie pochwalić, że miałam niedawno okazję niechcący i wbrew mej woli wkleić na bardzo fajne releaseparty w szalenie intelektualnym gronie. Otóz pewien dość znany aktor wydał właśnie własnym sumptem powieść o intrygującym tytule "Humor jest uprzejmością rozpaczy czyli dlaczego wkurwiają mnie przysłówki". Przedmowę napisała Z NUDÓW inna znana pisarka i bojowniczka o prawa arabskich kobiet do osiedlania się na Södermalm. Ilustraje i okładkę zaprojektowała słynna producentka masowych dzieł sztuki o rozlicznych zębach (dzieła, nie artystka, zresztą kto to tam wie). Powieść jest fascynującą i kontrowersyjną, choc nikt jej niestety (jeszcze) nie czytał. Już pierwszy rozdział "Zardzewiały CIRKEL" daje przedsmak czekającego nas trzęsienia ziemi. Podobno traktuje on o tajemniczych zniknięciach i innych perturbacjach wsród najaktywniejszych użytkowników facebooka/twittera. Perełka, oczywiście jak ktoś lubi takie klimaty. Imprezę zaszczyciło sporo najaktywniejszych medialnie miejscowych celebrytów: wszyscy politycznospołeczni aktywiści i działacze na rzecz, parę przecudnej urody męskich dziewic, śpiewających syrenim głosem, niejaki Immanuel - niestety największy mobbare w całej klasie. Oraz, jak zwykle, tłumnie przybyłe i najgłośniej krzyczące, szalenie postępowe, zawsze doskonale zorientowane w sytuacji, cytujące MIRCEA Eliade i inne złote myśli autorów, którzy niestety zdołali też popełnić samobójstwo, słowem generalnie bardzo nieugięte egerie, które z zasady W OGÓLE nie korzystają z tego typu lansu dbając o niezależność i niezawisłość poglądów. Stawiło się też kilku "weird" nerdów - wieszczów mieszkających chyba w telewizorze i odgadujących dzięki tajemniczym "głosom" fabuły filmowe jeszcze przed rozpoczęciem czołówki oraz inne poślednie gwiadki w osobach postsowieckich seksspeców do zadań specjalnych. Atmosfera była wysoce familijna, jak to w towarzystwie wzajemnej adoracji. Każdy opowiedział historyjkę z życia, nie obyło się też bez różnych nieprzyzwoitych żartów z gatunku niepoprawnych politycznie. Wiadomo, wsród swojaków. po cichu przystoi. Mecz Polityczna Poprawność (klub sponsorowany przez różne hybrydowe ideologie) vs Zwykła Ludzka Przyzwoitość zakończył się wynikiem 0:0. Bawiliśmy się po królewsku. Siedziałam koło laski, która np "dużo może, chce więcej", a ostatnio, zwierzyła się przypadkiem, przeprowadziła wywiad z księżniczką i zna nawet samego A. Lokko. Tak było, för satan. Prosimy o niezdejmowanie Kuby z anteny. W ramach walki z międzynarodówką ludzkiej głupoty.
  • 2011-07-13 12:53 | marchesacasatijr

    Kawiarnia literacka

    Ach, któż nie marzył, żeby do grobu spuściły go Czarne Pantery... Myślę,że prawie każdy! Pozdrawiam.
  • 2011-07-13 12:53 | marchesacasatijr

    Ach

    Ach, któż nie marzył, żeby do grobu spuściły go Czarne Pantery... Myślę,że prawie każdy! Pozdrawiam.
  • 2011-07-13 16:33 | marchesacasatijr

    Re:Kawiarnia literacka

    Interesujący artykuł. Jestem też swieżo po przeczytaniu tekstu pt. "Różowi khmerzy z wydziału pedagogiki" Macieja Zaremby na GW. Służę linkiem i polecam lekturę, wnioski pozostawiam według uznania. http://wyborcza.pl/1,76842,6245033,Rozowi_khmerzy_z_wydzialu_pedagogiki.html Oczywiście, jest to komentarz do szwedzkiej rzeczywistości, polska, jak wiemy, jest nieco inna. Zmiana perspektywy podobno jednak dobrze robi na tzw ogólny światopogląd. Interesuje mnie szczególnie zagadnienie kiedy pierwotnie słuszne idee stają się fundamentalizmem lub po prostu zwyklym bełkotem i, mówiąc kolokwialnie, zaczynaja zjadać własny ogon? Weżmy taki szwedzki skrajnie lewicowy feminizm. Przykładowa jego reprezentantka jest szalenie radykalna, bojowa i ideowa. Marks na sniadanie, obiad i kolację (i nie jest to żart, drogi polski czytelniku). Nazwijmy ją przysłowiowo "Glitterfittą", z przeproszeniem oczywiście. Jest to postać niestety tak szablonowa, po prostu chodzący stereotyp, że pisarz, który by ją stworzył, zostałby niechybnie i zupełnie słusznie posądzony o szerzenie literackiego kiczu. Osoba ta to coś jak skrzyżowanie Zoi z serialu "Dom" z postacią instruktorki, graną przez Ewę Szykulską w "Seksmisji". Glitterfitta walczy: mierzy głębokość dekoltów, długość mini, wysokość obcasów oraz jedyną słuszność pogladów (skąd my to znamy?). Lubi też bardzo wyważać otwarte drzwi, krzyczeć głośno różne hasła i analizować dzieła filmowe testem Bechdel. Ostatnio zaś na przykład dzielnie przebrała się za "kobietę" zakładając grzeszny dekolt i mascarę w celu zamanifestowania solidarności z przysłowiową, wydekoltowaną "dziwką", ofiarą samczych instynktów. I słusznie. Szkoda tylko, że kilka tygodni wcześniej wyraziła sceptycyzm, czy wręcz zanegowała prawo wstępu "wydekoltowanym" przedstawicielkom nacji "niższych" do sztokholmskiego city. Niech żyją prawa czlowieka i kobiety! Niedawno jednak przestraszyła się śmiertelnie, że państwo szwedzkie chce jej zabronić samodzielnego myślenia. Samodzielne myślenie jest, jak wiadomo, ulubionym zajęciem miejscowych lewaków, któremu to zajęciu oddają się z lubością i KOLEKTYWNIE. Ja trochę rozumiem państwo szwedzkie, które być może życzyłoby sobie w przyszłości nieco bardziej konkretnych umiejętności, niż sponsoring tych powyższych. Nikt nie zabrania nauczycielom, prawnikom, lekarzom, a nawet fryzjerom myślenia, a nawet wręcz przeciwnie! Pisarzom (i dziennikarzom) też nie, zwłaszcza, jeśli piszą książki, bo mają coś do powiedzenia, a nie np z nudów.. A propos powiedzenia i myślenia i czytania - czekamy niecierpliwie aż pewna podobno szalenie oczytana osoba wygeneruje wreszcie samodzielnie jakąś interesujacą refleksję nt świata i skonsumowanych dzieł zamiast jakiś kolejnych słodkomdlących bełkocikow. Kobiety potrafią! Dodam też, że całkiem niedawno lewica przypomniała sobie, że trzeba kochać tak zwanego invandrare swego jak siebie samego i zagroziła śmiercią rozpowszechnianiu danych statystycznych. Jakby w ramach podkreślenia tej miłości absolutnej i zaprzeczenia ewentualnym plotkom, że jest inaczej. No pewnie, że nie jest! Glitterfitta natychmiast, jak na zawołanie, zakochała sie w Żydzie z Nowego Jorku (dwie sroki w jednym: filosemityzm plus cudzoziemiec jest najlepszy zagranicą). Zakładając, że to prawda, życzymy szczęścia. Może pomoże to rozszerzyć i tak już nieludzko szerokie horyzonty naszej mierniczej dekoltów! Że nie wspomnę już o wielkim reżyserze naszego teatru, który od zawsze chciał byc kimś. Kimś innym. Vincentem Gallo. Jak na rasowego Vincenta Gallo przystało, postanowił on Z WIELKIEJ MILOSCI przeczołgać pewną damę. Wiadomo nie od dziś, że najlepiej przecież zdobyć wzajemność kobiety przeczołgując ją solidnie. Klasyczna pieśń niekochanego: osobie ewentualnie zaintresowanej okazać koniecznie nonszalancję i arogancję. Ten klej nie był przeterminowany. Proponuję stworzyć kurs uniwersytecki "Jak zostać prawdziwym mężczyzną" 16 p. Papier otrzymany po zwycięskim przejściu tegoż prestiżowego kursu na pewno otworzy wszyskie damskie serca szeroko na oścież... Moje pytanie brzmi czy można, jeśli to w ogóle możliwe, prosić o wystawienie nieco bardziej zbornej umysłowo reprezentacji poglądów (skrajnie) lewicowych? Osobiście, że się tak szumnie wyrażę, jestem wychowana na idei egalitaryzmu i racjonalizmu. Bezrobotny, bezzębny, trans- i aseksualny treser pcheł z Tadżykistanu, jeśli będzie miał coś mądrego czy inspirującego do powiedzenia, wysłucham go z uwagą i zainteresowaniem!
  • 2011-07-31 15:20 | marchesacasatijr

    Re:Kawiarnia literacka

    Małe pytanie z gatunku lużno związanych z tematem: czy redakcja polityki.pl lub może jakaś inna posiada jakieś tajemnicze wpływy i konszachty z jakimś miłym decydentem programowym w TVP Kultura/Polonia, który byłby ewentualnie w stanie i mocy popchnąć sprawę i wpłynąć nieco na bieg zdarzeń medialnych w postaci emisjii niedostępnego nigdzie żadną miarą serialu "Hotel Polanów i jego goście". Serial ten widziałam będąc osobą zupełnie niedużą, pamiętam swietną obsadę, ale w sumie niewiele i jakby mgliście: wielką Kalinę Jędrusik i Czesława Nogackiego, Tycjana z "Jana Serce". Osoby wówczas zupełnie dorosłe pamietają serial jako znakomity i też chętnie by tę pamięć odswieżyły. Problem w tym, że słuch wszelki o "Hotelu" zaginął i, z tego co mi wiadomo, wszelkie powtórki typu "po trochu wyciągane z lochu" jego akurat nie dotyczą. Dlaczego? Czyżby tak bardzo się zestarzał artystycznie/ideologicznie jako koprodukcja polsko-ddrowska z roku bodajże 1982, czy też jakieś inne faktory skazały go na telewizyjny niebyt? Droga Telewizjo, całkiem spora grupa widzów czeka na tę powtórkę! PS Mały komentarz do poprzedniego postu. Rozumiem, że użycie w debacie publicznej (zwłaszcza na tle ostatnich wydarzeń i po tygodniu, kiedy to całe szpalty poświęcono w Szwecji na rozważania na temat czy to język debaty kształtuje tzw pogodę społeczną czy też jest odwrotnie) określeń typu "Paul, jesteś zerem i homofobicznym szwedzkim debilem" wobec dyskutanta, który zresztą nie jest żadnym homofobem, absolutnie NIE jest przykładem hate speech i w ogóle nie dyskwalifikuje oraz kompromituje używającego ich dziarskiego aktywisty na rzecz praw człowieka, prawda Nerd life De Luxe? http://paparkaka.com/?p=2260 Retoryka ta przypomina do złudzenia tę używaną przez (ekstremalną) prawicę, także polską. I nie jest to krzepiące odkrycie. Dyskusja na ten temat jest, rzecz jasna, bardzo potrzebna. Osobiście wolę żywą debatę z tzw łapaniem rzeczywistosci za jaja niż np szalenie poetycką lekturę typu co kto zjadł czy wypił, z której nic kompletnie nie wynika, konkluzja jednak pozostaje ta sama jak w poście wyżej. Deklaratywność poglądów, nieco "deus ex machina" często gęsto, argumentacyjny agresywny bełkot, martyrologia i szukanie wroga tam, gdzie go nie ma - apel mój poprzedni pozostaje w mocy. Ten tutaj ach jakże operetkowo schizofreniczny, biblijny gniew wobec wyimaginowanego przeciwnika zwróciłabym raczej, Nerdzie, w innym kierunku. Ikoną Pride jest na przyklad Zarah Leander. Czy jest to właściwa postać?
  • 2011-08-11 16:36 | marchesacasatijr

    Kawiarnia literacka

    Tak, podoba mi się opcja "internet/facebook/twitter/nk.pl/whatever jako najwyższa instancja moralna", a Rupert Murdoch jako Św Piotr, certyfikowany konsjerż w niebie, co to lubi stać ze szklanką przy ścianie i wieczorami obserwować swoje owieczki lornetką teatralną. Wszyscy przeto lubimy opowiastki, co tam wczoraj zobaczył. I rozstrzygać moralnie. Ja tam stosuję starą drogową zasadę ograniczonego zaufania, czyli jak mawiają mieszkańcy Nowej Gwinei "Use your fucking mind". PS Zainspirowana tekstem Leny Sundström w DN pt. "Så skapas en fiende", którego to morał w skrócie brzmi: komunistów należy kochać, bo są komunistami, postanowiłam działać. Otóz właśnie, dlaczego należy ich dzisiaj kochać? Niezbyt mnie to wszystko przekonało, bo choć 16 pierwszych lat życia spędziłam w komunizmie aż do jego upadku w 1989 r, to jednak wbrew ideom tak cenionego ponoć przez komunizujących intelektualistów szwedzkich Pol Pota (a przypomnijmy chciał on stworzyć nowe, idealnie zindoktrynowane społeczeństwo z bezkrytycznego, młodego pokolenia, nieznającego innego niż komunizm "porządku rzeczy", nie lubił też niestety intelektualistów, w związku z czym udało mu się znacząco zmniejszyć liczebnie stan ludości swego kraju - o jakieś 2 mln w dość krótkim czasie) nie udało mi się pokochać tego systemu. Od razu powiem, że ja polski komunizm rozumiem, rozumiem jego genezę, początki, skutki, przyczyny, uwikłania, wybory, rozumiem. Była wojna, okupacja, Grunwald, Racławice. Że choć operował dużymi hasłami i abstrakcyjnymi wykrzyknikami, potrafił z ludzi wyciągnać raczej nieprzyjemne sprawki. Choć były i plusy, to jednakowoż nie przysłonią nam one minusów, jak mawiał klasyk. Koniec konców, komunizm, jak wiemy, zbankrutował, po prostu walnął w kalendarz. Szwedzkiego komunizmu nie rozumiem. Dlatego proszę mnie oświecić oraz wyprowadzić z lekkiego szoku, jak i zapewne niewiedzy. Ogłaszam tym samym konkurs dla wszystkich zainteresowanych: "Moje życie i komunizm. Czym jest komunizm dla mnie. Czym moje życie świadczy o moich poglądach". Konkrety. Proszę się chwalić. Bez skrępowania. Najwyżej punktowane będą: praca fizyczna w fabryce, mieszkanie na osiedlu milionowym wśród robotników i invandrare, własnoręczne zbudowanie czegoś. Coś dla, a nie przeciw, w ten deseń. Najniżej zaś oceniam dyrdymały typu zagrzewanie do boju innych, działalność literacka na niwie, bierne uczestnictwo, zadymiarstwo, teoretyczne krzewienie myśli komunistycznej et cet. To samo tyczy się feminizmu. Teoria mnie nie interesuje. Praktyka. Chcę wiedzieć czy komuniści to tylko kapitaliści bez kapitału, chętni do zagospodarowania kapitału kapitalistów czy może coś więcej. Spodziewam się tym razem wysokiego pod każdym względem poziomu, nie żebym, jak zwykle, musiała się zastanawiać czy "literat" tak na serio czy hmmm tylko udaje... I jeszcze zadanie specjalne dla E. Chciałabym, żeby choć raz przekonała mnie, że potrafi. Że umie pisać i ma coś do powiedzenia. Tak więc jakaś nieduża, niekrótka, wysoce subiektywna analiza literacko/filmowa. Od biedy może być Murakami, którego aktualnie czyta. Zachęcić, odradzić, zaskoczyć paradoksem, takie tam. Napisane samodzielnie bez żadnej ściemy, prostym, komunikatywnym językiem (Czechow i Dostojewski udowodnili, że można tworzyć w ten sposób wielkie, wręcz metafizyczne sprawy). Tak więc, coś interesującego, jakiś kawał mięcha literackiego, bo, przyznam, trochę jestem znudzona.
  • 2011-08-11 16:36 | marchesacasatijr

    absolutnie

    Tak, podoba mi się opcja "internet/facebook/twitter/nk.pl/whatever jako najwyższa instancja moralna", a Rupert Murdoch jako Św Piotr, certyfikowany konsjerż w niebie, co to lubi stać ze szklanką przy ścianie i wieczorami obserwować swoje owieczki lornetką teatralną. Wszyscy przeto lubimy opowiastki, co tam wczoraj zobaczył. I rozstrzygać moralnie. Ja tam stosuję starą drogową zasadę ograniczonego zaufania, czyli jak mawiają mieszkańcy Nowej Gwinei "Use your fucking mind". PS Zainspirowana tekstem Leny Sundström w DN pt. "Så skapas en fiende", którego to morał w skrócie brzmi: komunistów należy kochać, bo są komunistami, postanowiłam działać. Otóz właśnie, dlaczego należy ich dzisiaj kochać? Niezbyt mnie to wszystko przekonało, bo choć 16 pierwszych lat życia spędziłam w komunizmie aż do jego upadku w 1989 r, to jednak wbrew ideom tak cenionego ponoć przez komunizujących intelektualistów szwedzkich Pol Pota (a przypomnijmy chciał on stworzyć nowe, idealnie zindoktrynowane społeczeństwo z bezkrytycznego, młodego pokolenia, nieznającego innego niż komunizm "porządku rzeczy", nie lubił też niestety intelektualistów, w związku z czym udało mu się znacząco zmniejszyć liczebnie stan ludości swego kraju - o jakieś 2 mln w dość krótkim czasie) nie udało mi się pokochać tego systemu. Od razu powiem, że ja polski komunizm rozumiem, rozumiem jego genezę, początki, skutki, przyczyny, uwikłania, wybory, rozumiem. Była wojna, okupacja, Grunwald, Racławice. Że choć operował dużymi hasłami i abstrakcyjnymi wykrzyknikami, potrafił z ludzi wyciągnać raczej nieprzyjemne sprawki. Choć były i plusy, to jednakowoż nie przysłonią nam one minusów, jak mawiał klasyk. Koniec konców, komunizm, jak wiemy, zbankrutował, po prostu walnął w kalendarz. Szwedzkiego komunizmu nie rozumiem. Dlatego proszę mnie oświecić oraz wyprowadzić z lekkiego szoku, jak i zapewne niewiedzy. Ogłaszam tym samym konkurs dla wszystkich zainteresowanych: "Moje życie i komunizm. Czym jest komunizm dla mnie. Czym moje życie świadczy o moich poglądach". Konkrety. Proszę się chwalić. Bez skrępowania. Najwyżej punktowane będą: praca fizyczna w fabryce, mieszkanie na osiedlu milionowym wśród robotników i invandrare, własnoręczne zbudowanie czegoś. Coś dla, a nie przeciw, w ten deseń. Najniżej zaś oceniam dyrdymały typu zagrzewanie do boju innych, działalność literacka na niwie, bierne uczestnictwo, zadymiarstwo, teoretyczne krzewienie myśli komunistycznej et cet. To samo tyczy się feminizmu. Teoria mnie nie interesuje. Praktyka. Chcę wiedzieć czy komuniści to tylko kapitaliści bez kapitału, chętni do zagospodarowania kapitału kapitalistów czy może coś więcej. Spodziewam się tym razem wysokiego pod każdym względem poziomu, nie żebym, jak zwykle, musiała się zastanawiać czy "literat" tak na serio czy hmmm tylko udaje... I jeszcze zadanie specjalne dla E. Chciałabym, żeby choć raz przekonała mnie, że potrafi. Że umie pisać i ma coś do powiedzenia. Tak więc jakaś nieduża, niekrótka, wysoce subiektywna analiza literacko/filmowa. Od biedy może być Murakami, którego aktualnie czyta. Zachęcić, odradzić, zaskoczyć paradoksem, takie tam. Napisane samodzielnie bez żadnej ściemy, prostym, komunikatywnym językiem (Czechow i Dostojewski udowodnili, że można tworzyć w ten sposób wielkie, wręcz metafizyczne sprawy). Tak więc, coś interesującego, jakiś kawał mięcha literackiego, bo, przyznam, trochę jestem znudzona.
  • 2011-08-17 01:22 | marchesacasatijr

    Re:Arcydzieła literackie, które omijaliśmy z daleka

    Ach, ach, problem nie polega na tym, że ktoś zmusza kogokolwiek do męczenia Byrona, Chaucera czy Villona wbrew woli czy dla zdobycia jakichś niezmiernie ważnych punktów towarzyskich. Lubimy konsumpcję poradnictwa typu "Instrukcja samobieżnej kosiarki ogrodowej", "Poradnik hutnika", "Filcowanie wełną czesankową typu merynos peruwiański", czy cytowany szeroko w artykule poradnik jak zakamuflować własne nieczytelnictwo (oj, oj, czyli, że rezerwa wobec tzw prasowych oceniaczy nie jest nieuzasadniona?) - dla mnie bomba. Lubimy "Pieśń o Rolandzie" - fajnie. Problem polega na tym, że do rangi problemu urasta kwestia komunikacji nt przeczytanych dzieł. Dorosła, dwudziestokilkuletnia kulturoznawczyni/pracownik biblioteczny/whatever nie jest chyba osobą specjalnej troski, która nie potrafi raz jeden skreślić paru własnych uwag - kilku normalnie, bez nadmiernej poetyzacji, brzmiących, interesujących zdań o swoim frenetycznym i taśmowym, co sama nader często i chętnie podkreśla, czytelnictwie. Umiejętność tę ćwiczą już uczniowie szkoły podstawowej, dalej są już, o ile dobrze pamiętam, rozprawki i inne rozbudowane szykany typu analiza i synteza czyli matura. Chciałoby się wiedzieć, do czego prowadzi tak intensywna praca umysłowa i czy aby nie znika to wszystko w jakiejś smoliście czarnej dziurze, zwłaszcza, że człek sam czyta wolno i nie wszystko, co podleci. A i jakaś rekomendacja i dyskusja byłaby mile widziana. Nie uważam, aby takie oczekiwanie było w jakimkolwiek stopniu niestosowne. Zamiast obrażać się na odbiorcę, że marudzi, wyciągać armaty i działa Navarony oraz chować się za plecami płacząc o prześladowaniu, może po prostu czas podwyższyć poziom dostarczanych treści?