Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(14)
Komentarze użytkownika: P.Baranowski
  • 2011-09-14 22:42 | P.Baranowski

    Czy każde pokolenie w Polsce jest już "stracone"?

    Mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem; ciekawym i trochę zaskakującym: to coś w rodzaju eksplozji roszczeń, a może swoistej rywalizacji - kto bardziej poszkodowany przez Państwo. Świadomie nie piszę tu "przez Rząd Donalda Tuska" - bo byłoby to znacznym uproszczeniem; wiadomo że nie wszystkiemu jednak jest winien... Pisząc "przez Państwo" daję wyraz dość rozpowszechnionemu poglądowi, że obowiązki, prawa i odpowiedzialność ma "Władza" reprezentująca w danym momencie Państwo, niezależnie od tego kto (ludzie, siły polityczne) tę władzę dzierży. Wspomniane zjawisko najbardziej spektakularnie widać w reakcji społecznej na utworzenie stanowiska pełnomocnika Premiera do spraw przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu. Nagle okazało się, że jak grzyby po deszczu zaczęły ujawniać się coraz to nowe obszary "wykluczenia" i coraz to inne grupy okropnie cierpiące z powodu tegoż wykluczenia. Z niewielką przesadą można już powiedzieć, że po prostu całe polskie społeczeństwo jest wykluczone społecznie... Niedostrzegana niestety jest różnica w sytuacji różnych grup, powodująca wyraźną hierarchię pilności reakcji Państwa istniejące tam problemy. Podobnie niestety jest i ze sprawą modnych ostatnio "straconych pokoleń" Polaków. I tu także mnożą się różne wypowiedzi publiczne, pisane jakby z różnych punktów widzenia, a wniosek - znów ten sam: wszystkie pokolenia są stracone w Polsce; i młodych, i średniaków, i starych... Niestety piszącym często brak podstawowej rzetelności; rozumiem że widzą jakąś misję w upominaniu się o konkretne pokolenie, o jego byt a zwłaszcza przyszłość ale w tym trzeba - dla podstawowej przyzwoitości - zachować obiektywny osąd całości zagadnienia, czy może całości społeczeństwa. Następne zasadnicze pytanie jakie się nasuwa przy rozpatrywaniu tego zagadnienia, to czy analizujemy to "stracenie" pokolenia ze względu na nie właśnie, na sytuację i interes tych konkretnych ludzi, czy też analizujemy to z punktu widzenia ich roli społecznej czy gospodarczej jaką mieli odegrać w swojej ojczyźnie i interesie całości społeczeństwa. Można więc twierdzić, że młode pokolenie może być stracone dla Polski, dla jej gospodarki i dla naszego społeczeństwa, ale sami dla siebie straceni nie są, bo korzystając ze swobody wyboru miejsca życia i pracy w Unii Europejskiej - mogą szukać i często znajdują tam miejsce dużo lepsze niż Polska. Zakładają tam rodziny, wtapiają się w kulturę otoczenia, korzystają z efektów swojej pracy i z gwarancji ciągłości prawa do swojego dorobku materialnego. O ile można tu generalizować czy rozpatrywać sprawę całościowo, myślę, że młodzi Polacy którzy mieli w szkołach podstawy nauki o przedsiębiorczości i ekonomice, uczyli się języka lub nawet dwóch języków obcych, mieli pod dostatkiem pełną wiedzę o zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej a przede wszystkim od dzieciństwa wiedzieli w jakiej rzeczywistości będą funkcjonować i co się liczy najbardziej - nie są z punktu widzenia ich życia pokoleniem straconym. Straconym pokoleniem jest za to z pewnością pokolenie dzisiejszych 50-latków zwane nieprecyzyjnie "50+". To ludzie4 którzy żyli w zupełnie innej rzeczywistości i w niej umieli sobie radzić a nagle wszystko zostało zmienione, ich świat rozsypał się a na dodatek sami przecież o to walczyli będąc w "Solidarności" czy innych ruchach opozycyjnych do PRL-u. To grupa społeczna, która miała prawo do pomocy w przejściu na obecne zasady pracy, życia, polityki itp. Mieli i nadal mają prawo do szczególnego traktowania w procesie transformacji, by mogli się cieszyć z odzyskanej przez Polskę wolności czy suwerenności politycznej a nie przeklinać ją jako źródło swojej traumy i upadku. Niestety Polska, państwo - oszukało tych ludzi. Dziś jest to największa grupa bezrobotnych; 24% osób w wieku produkcyjnym. Wszelkie formy działań reklamowane jako mające spełnić obowiązek Państwa wobec nich - są fikcyjne, wykorzystują tych ludzi jako pretekst do zarobienia na nich, do interesów. I tu także sytuacja jednych grup bezrobotnych jest dramatyczna jak w tym przypadku, wymaga natychmiastowej reakcji Państwa, a w innych grupach lepsza; słowem istnieje znów hierarchia potrze3b a co za tym idzie - hierarchia kolejności działań. Niestety państwo pogrążone w chaosie, ogarnięte psychozą "robienia interesów" tego nie widzi albo widzieć nie chce. To pokolenie, ludzi w wieku 50 - 65 lat jest faktycznie stracone w obu zarysowanych wcześniej znaczeniach... no chyba że nowy Rząd podejmie natychmiast po powstaniu właściwe i przemyślane działania stosując się do wspomnianej hierarchii. (więcej: blogbaranowskiego.blogspot.com - pt. "Mój obowiązek - pisać!"
  • 2011-09-14 23:06 | P.Baranowski

    Re:Min. Rostowski w P.E.

    Ostatecznie przecież Pan mgr Rostowski powiedział tylko to, co myśli bardzo wielu Polaków. Przecież wielu ludzi rozumie, obserwuje, myśli i na tej podstawie widzi wyraźnie narastające zagrożenie wojną. Może nie koniecznie światową, ale też i nie lokalną, gdzieś tam daleko od nas... Więc nie treść tej wypowiedzi jest błędem, tylko to, że Pan Rostowski nie jest osobą prywatną i jego osobiste prywatne obawy nie mają prawa się przebijać do jego publicznych wypowiedzi, odwrotnie niż np. moje. Więc mówił rzeczy oczywiste ale w niewłaściwym miejscu, do niewłaściwego gremium. Podobnie i z tą "zieloną kartą"; każdy z nas, prywatnych osób przecież tak samo by postępował; gdyby wierzył w realne zagrożenie wojną - chciałby uciec przed tym albo choćby zabezpieczyć swoich najbliższych... tyle że ja, zwykły obywatel mogę i mam prawo to powiedzieć, a on szczególnie przed takim forum nie ma prawa okazywać żadnej prywatności. Po prostu - coś za coś... Więc prywatnie rozumiem go i popieram ale ponieważ nie ma on prawa do prywatności - trzeba tę wypowiedź ostro potępić... (http://blogbaranowskiego.blogspot.com)
  • 2011-09-15 03:26 | P.Baranowski

    Panie MInistrze Arłukowicz; trzeba coś z tym zrobić natychmiast!

    Szczecin, dnia 13 września 2011 roku. Pan Bartosz Arłukowicz Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Szanowny Panie Ministrze Z wstępnego podziału Krajowej Rezerwy Wykonania (KRW) wg stanu na 31.12.2010 r. w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, województwo Zachodniopomorskie otrzymało dodatkowo kwotę [b]54 miliony euro[/b]. Jest to specyficzna premia za doskonałe wyniki województwa w realizacji planów wydatkowania swojej części środków programu operacyjnego Kapitał Ludzki. Wg średniego kursu euro NBP jest to ok. [b]235.400.000 zł[/b]. Zostało to ogłoszone w połowie stycznia bieżącego roku. W tym samym czasie, to znaczy pod koniec ubiegłego roku Rząd którego i Pan jest funkcjonariuszem, radykalnie zmniejszył planowane na następny rok budżety Powiatowych Urzędów Pracy, pozostawiając w nich na 2011r. zaledwie ok. 30% środków jakie były w roku 2010. Inaczej mówiąc – obcięto 70% środków na działalność Urzędów dotyczącą pomocy bezrobotnym poprzez stosowanie instrumentów jakie przewiduje Ustawa o promocji zatrudnienia. Zapowiedziano także obcięcie tych budżetów (po wyborach) na 2012 rok znów o 30% w stosunku do 2011 roku. Stosownie do tego zachowują się i Urzędy Pracy; na przykład PUP w Szczecinie już 18 kwietnia zaprzestał organizowania staży dla osób bezrobotnych, zawieszając je do odwołania z powodu braku środków – i do chwili obecnej nie jest to realizowane. 6 czerwca br. zawieszono przyjmowanie wniosków o finansowanie szkoleń indywidualnych i dotychczas nie wznowiono. Powiatowy Urząd Pracy w ramach swojego budżetu zaplanował na cały 2011 rok szkolenia grupowe dla ok. 120 (stu dwudziestu) osób oraz dla nie więcej jak 113 osób w ramach szkoleń związanych z dotacjami na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Łącznie jest to o połowę mniej niż w roku ubiegłym, a przecież przeszkolenia, przekwalifikowania mają być podstawowym narzędziem pomocy bezrobotnym w powrocie do pracy. Od początku roku w dwóch konkursach dla rozpoczynających działalność gospodarczą przyznano 113 dotacji, po czym z powodu wyczerpania środków na rok bieżący – dnia 8 czerwca konkurs został zawieszony do odwołania. Ostatnia z istotnych form pomocy – organizacja prac interwencyjnych oraz robót publicznych jako instrument oddziaływania przestała być wbrew Ustawie powszechnie dostępna. Po wprowadzeniu zasady, że to organizator – instytucja występująca o zorganizowanie prac interwencyjnych – ma prawo podać nazwisko i imię osoby zarejestrowanej jako bezrobotna, którą chce przyjąć do pracy na takich zasadach – do Urzędu racy zaczęły napływać wyłącznie takie wnioski. W rezultacie Urząd stracił wpływ na to, w stosunku do której osoby zarejestrowanej stosuje się tę formę pomocy. Ofert takie są publikowane w portalu Powszechnych Służb Zatrudnienia jako wolne i dostępne, ale przecież nie są one wolne, bo już przed opublikowaniem były zajęte przez osobę wskazaną przez pracodawcę. Niestety potencjalnie niesie to w sobie ogromne niebezpieczeństwo nepotyzmu, prywaty, dominowania tak zwanych „znajomości” nad polityką służb zatrudnienia. Przypominam, że w Ustawie zdefiniowano kilka grup bezrobotnych o różnym stopniu trudności w znalezieniu zatrudnienia. osoby w wieku po 50 roku życia są tam określone jako będące w szczególnie trudnej sytuacji na rynku pracy i dlatego teoretycznie powinny otrzymywać szczególną pomoc. Nie otrzymują i nie mają na to nawet szansy. Niestety taka praktyka wobec prac interwencyjnych nie tylko fałszuje statystyki, ale całkowicie zaprzecza ustawie, bo osoby określone jako w niekorzystnej sytuacji lub szczególnie niekorzystnej sytuacji na rynku pracy nie mają pomimo tego żadnych szans na otrzymanie pomocy np. w postaci zatrudnienia okresowo dotowanego. A byłby to sposób na uaktualnienie doświadczenia zawodowego, aktywizację i większą szansę trwałego zatrudnienia. Ogólnie rzecz biorąc Program rządowy dla osób 50+, oraz zapisy Ustawy – pozostają w dużym stopniu martwe, fikcyjne - i to z winy Rządu. Panie Ministrze. Powyższe informacje prowadzą nieuchronnie do następującego pytania: [b]Gdzie są wspomniane pieniądze z Krajowej Rezerwy Wykonania PO KL i dlaczego nie zostały uruchomione na pomoc bezrobotnym.[/b] W chwili obecnej nie ma też żadnego programu szkoleniowego czy pomocowego którego beneficjentami ostatecznymi byłyby osoby bezrobotne. Pan Premier Tusk z dumą chwalił się niedawno kwotą 4 – 5 bilionów złotych „zaoszczędzonych” na wydatkach publicznych. Czy te pieniądze uzyskane dodatkowo na wdrażanie pomocy w ramach PO KL także zostaną „zaoszczędzone” przez Pana Premiera i nie trafią do Urzędów Pracy? Jest w trudnej a w niektórych przypadkach dramatycznej sytuacji grupa bezrobotnych w wieku 50 – 65 lat, której w sposób systemowy (ideologiczny) nikt nie chce zatrudniać. Są i inne grupy wykluczonych; od kiedy zaczęto mówić o wykluczeniu społecznym zjawia się coraz to nowa grupa osób, starających się o dofinansowanie. Nagle odnosi się wrażenie, że to całe społeczeństwo jest wykluczone społecznie przez władzę "liberałów" z PO. Ale Pan – Panie Ministrze – jest przecież lekarzem. Wie Pan doskonale, że jeśli ma się do czynienia z osobą poszkodowaną np. w wypadku – najpierw trzeba zainteresować się obrażeniami wymagającymi natychmiastowej interwencji, np. krwotokami tętniczymi, a potem dopiero innymi sprawami mniej groźnymi dla życia. Wie Pan doskonale, że nieraz poświęca się całość żeber poszkodowanego gdy trzeba zrobić reanimację poprzez sztuczne oddychanie i masaż serca. Inaczej – wie Pan że są pewne priorytety. Proszę tę wiedzę zastosować do swoich zadań - jako pełnomocnika Pana Premiera. Wielu ludzi będzie krzyczało o „wykluczeniu cyfrowym” albo o „wykluczeniu ze względu na preferencje seksualne” itp. Ale jest grupa bezrobotnych całkowicie pozbawiona możliwości zdobywania dochodów na własne utrzymanie. I ja także należę do tej grupy. Jedni jeszcze wyprzedają swój dobytek z dawnych lat, inni załamują się, staczają albo popełniają mniej lub bardziej ewidentne samobójstwa nie godząc się z wyzuciem z podstawowej godności ludzkiej, inni obciążają swoją egzystencją swoje rodziny także najczęściej będące w trudnej sytuacji. Sprawa tych osób wykluczonych z zatrudnienia - to jest właśnie priorytet. Uniwersytetami trzeciego wieku naprawdę będzie czas się zająć później. Panie Ministrze. Trzeba coś z tym zrobić natychmiast. Niechże Pan przestanie występować w roli celebryty, rozdawać podręczniki i laptopy. Tańczyć przed wyborcami i wołać: wybierzcie mnie. Wybierzcie mnie... Sytuacja stworzona przez Rząd Platformy Obywatelskiej którego i Pan jest teraz funkcjonariuszem jest zaprzeczeniem podstawowych norm Konstytucyjnych. A Konstytucja Rzeczypospolitej to nie jest jakaś księga pobożnych życzeń czy dobrych rad "babuni". To podstawowe prawo i źródło prawa, bezwzględnie obowiązujące. Jest tam Art.32, Art 65 i Art 67. Stosownie do tego źródła prawa, istnieją odpowiednie zapisy w Ustawach, na przykład Art. 10 Ustawy "Kodeks Pracy". Stworzona obecnie sytuacja nie da się usprawiedliwić kryzysem, bo kryzys może mieć wpływ na ilość środków, ale nie ma wpływu na ich podział, przeznaczenie. A Rząd – kontynuując porównanie do wypadku – zachowuje się jak dureń pielęgniarz, który osobie rannej z krwotokiem spieszy podłożyć poduszeczkę pod głowę, by jej było nieco wygodniej tak leżeć na jezdni…zamiast ratować ją - tamując krwotok. Jest nie do pojęcia, jak ktoś może tak postępować - nawet będąc liberałem, ultra-prawicowcem, czy nawet zwykłym Kaszubem. Jak można tak oszukać rzekomą "wolnością" i „porzucić” całe pokolenie, wielką grupę ludzi pozbawić pracy i jakichkolwiek innych dochodów, jakichkolwiek środków do życia. Proszę się nie dziwić, że notowania PO spadają. Że ludzie młodzi także odwracają się od Platformy nazywającej się "obywatelską" a faktycznie będącej anty-społeczną, antyludzką. Wyborcy oceniają to co widzą a nie to co niby rzekomo kiedyś mają zobaczyć. Wybory są rozliczeniem przeszłości a nie konkursem na przyszłościowe wizje. Obecnie ja także będę zmuszony głosować przeciwko Panu oraz przeciwko Platformie „Obywatelskiej” jeśli ta dramatyczna sytuacja natychmiast się nie zmieni. Panie ministrze. Trzeba coś zrobić natychmiast. Paweł Antoni Baranowski
  • 2011-09-15 10:22 | P.Baranowski

    Re:Min. Rostowski w P.E.

    "Rostowski, a słuchałem wiele jego wystąpień w sejmie,więcej starał się ośmieszać przeciwników niż udzielać merytorycznych odpowiedzi, " Widzę, że może zbyt wiele tych wypowiedzi Pan słuchał, bo cecha ta jakby zaczęła się Panu udzielać... Bardzo proszę mniej epitetów o przedmówcy a więcej na temat. Niestety dziś "zaślepienie" i "fanatyzm" jest najbardziej charakterystyczną cechą polityki polskiej... Nie jestem "zaślepionym, fanatycznym zwolennikiem PO" ani też żadnej innej organizacji. Oczywiście zgadzam się z oceną wypowiedzi ministra ale przecież nie jest jedynym takim "mówcą" w PO jak i w PiS. A pokrzykiwania Ministra Sikorskiego w Sejmie? A "intelektualny bełkot" Ministra Boniego? A zacietrzewione, psychotyczne wypowiedzi Pana Maciarewicza? Także na poziomie tzw. szeregowych działaczy partyjnych, zapraszanych do studiów radiowych, gdzie wrzeszczą do siebie wszyscy jednocześnie i jak się czasem wydaje - tylko niewielkiej iskry potrzeba by rzucili sobie do gardeł lub rozrywali się gołymi rękoma na strzępy... Taki powstał obyczaj i tylko jakaś hipotetyczna, masowa "niezgoda społeczna" mogłaby być może zmusić tych ludzi do opamiętania. Hipotetyczna - bo w praktyce nie ma takich możliwości społecznych. Politycy nawzajem dostosowują się czasem może nawet mimowolnie do ogólnego poziomu czy modelu zachowań, więc nie widzę w tej sprawie żadnego ewenementu. Realnie jest taka sytuacja, że "albo PO - albo PiS" i to jest właśnie największą bolączką ale i obiektywną rzeczywistością z którą nie da się dyskutować. Od pewnego czasu jako humanista widzę i odczuwam to, że ludzkość zmierza do wojny. To bardzo subtelne sygnały, widoczne przy ocenie codziennych, nawet banalnych zdarzeń czy wypowiedzi publicznych, sekwencji następujących po sobie wydarzeń. Wojna rodzi się w uczuciach, w emocjach, gdzieś w umysłach ludzkich a pożywkę czerpie z polityki i jej skutków gospodarczych. Dlatego pozostaję tu przy swoim zdaniu, akurat zbieżnym z poglądem Ministra o ile był on autentyczny a nie wyreżyserowany na jakieś zapotrzebowanie polityczne. Jestem pewien, że humaniści powinni o tym mówić publicznie, w konwencji publicystyki i na własne, osobiste "konto". Ale nie Ministrowie i nie do takiej publiczności. A któż powiedział, że ministrowie są jakąś elitą kulturalną lub intelektualną; to mit z czasów PRL-u. To często dość prości ludzie z bardzo wąskim wykształceniem i obarczeni powszechnymi ludzkimi wadami. Jakość polityków i polityki nieustannie spada i to jest jeden z sygnałów o których wspominałem wcześniej. "Z dwojga złego" może lepszy byłby taki eksperyment, że to PiS stworzy Rząd a PO - opozycję. Jako opozycja PO może zrobić sporo dobrego.
  • 2011-09-15 11:34 | P.Baranowski

    Re:Min. Rostowski w P.E.

    1. Nigdy nie twierdziłem, że "Minister Rostowski wyszedł na kretyna"; 2. Z mojego dotychczasowego doświadczenia wynika, że jeśli ktoś (np. minister) nagle robi lub mówi coś niezwykle kontrowersyjnego, to może oznaczać po prostu zamiar zwrócenia powszechnej uwagi na tę wypowiedź a odwrócenia uwagi od czegoś dużo ważniejszego co władza chce przeprowadzić "w tle". Akurat przy naszej niekompetentnej i rozentuzjazmowanej "klasie" polityków - doskonale to się udaje. 3. Ponieważ nie zrezygnował Pan ze swojego protekcjonalnego traktowania mnie jako rozmówcy, z występowania tu z pozycji "nieomylnego znawcy" łaskawie raczącego rozmawiać z głupcem który nie potrafi napisać "czegoś co by miało odrobinę sensu" - nie widzę możliwości dalszej dyskusji. Bardzo dziękuję za dotychczasową wymianę poglądów.
  • 2011-09-16 19:24 | P.Baranowski

    Polska - państwo zawoalowanego bezprawia. Czy tak musi być?

    Głównym filarem państwa jest Konstytucja. Przynajmniej – oficjalnie. Dokładniej – powinna być, ale. No właśnie: ale. Ktoś się żachnie, że to truizm, lecz… obserwując zachowania polityków albo moich sąsiadów mam poważne wątpliwości, czy wiedza ta jest faktycznie tak powszechna. Na wszelki przypadek – napiszę nieco o tym - co takie „oczywiste, powszechnie znane i stosowane”. Konstytucja jest ustawą, ale tak zwaną ustawą zasadniczą – czyli ustawą najważniejszą, na podstawie której mają być kształtowane wszystkie inne ustawy. Jest ustawą decydującą o sprawach zasadniczych takich jak ustrój polityczny i społeczny Państwa, jego obowiązkach i prawach wobec obywateli, także obowiązkach obywateli wobec państwa itp. Wszelkie inne ustawy uchwalane przez Sejm RP nie mogą być sprzeczne z tą właśnie ustawą zasadniczą a jeśli okazuje się że są sprzeczne, muszą być niezwłocznie zmienione, dostosowane do zasad konstytucyjnych. Jedną z cech państwa – określoną w Konstytucji – jest zasada, iż Polska jest państwem prawnym, co znaczy że wszystko opiera się na prawie stanowionym w formie ustaw zgodnych z Konstytucją. Obowiązuje tu zasada zgodności „pionowej – w górę” to znaczy, że ustawa sejmu musi być zgodna z ustawą zasadniczą, przepisy wykonawcze do ustaw wydawane przez ministrów na podstawie jedynie ustawowego upoważnienia – muszą być zgodne z tymi ustawami a więc i z ustawą zasadniczą, zarządzenia i okólniki wydawane przez administrację rządową i samorządową muszą być zgodne z przepisami wykonawczymi do ustaw i wszystkimi przepisami rangi wyższej itp. Obowiązuje też zasada „zgodności poziomej” to znaczy że różne ustawy w jednej i tej samej sprawie nie mogą sobie zaprzeczać; zajmuje się tym zarówno Sejm jak i specjalne centrum legislacji – badające spójność prawa stanowionego. Najwyższą instancją zapewniającą utrzymanie powyższych zasad jest Trybunał Konstytucyjny, a także do pewnego stopnia – Sąd Najwyższy RP. Zasady opisane powyżej, są oczywiście zasadami modelowymi, bezwzględnie obowiązującymi, ale stale narażonymi na ich nieprzestrzeganie przez Rząd bądź inne struktury państwa, dlatego do zapewnienia ich realizacji niezbędny jest pluralizm i wolność polityczna oraz wynikająca z tego – poważna, konstruktywna opozycja. Opozycja ma ujawniać błędy władzy w celu ich naprawy i zapobieżenia im w przyszłości, stanowić przeciwwagę dla tendencji do samowoli i pomijania prawa, reprezentować interesy i poglądy inne niż reprezentowane przez „demokratyczną większość” – która jak wiadomo nie zawsze ma rację. Władza – wiedząc o tym – broni swojej „elastyczności” w poruszaniu się na gruncie prawa i dlatego stara się opozycję „zakneblować”, zamknąć jej usta i jednocześnie podważyć jej wiarygodność. Trzeba przyznać, że władza PO poradziła sobie z tym doskonale, metodą wyszydzania, prowokowania wręcz mody na szydzenie z Prezydenta RP i partii opozycyjnej. Powstawały pomówienia o „złośliwym, wrednym Lechu Kaczyńskim, który z zamiłowania do destrukcji wetuje wszystkie ustawy popierane przez PO, by torpedować pozytywne przemiany”. Tak jak w wojsku kiedyś zawsze musiała być wyznaczona „ciura batalionowa” , uniwersalna oferma z której modne było się śmiać, kpić i podawać za uniwersalny negatywny przykład wszystkiego co głupie i śmieszne – tak „ludzie Tuska” publicznie traktowali PiS i Prezydenta Kaczyńskiego. Ponadto powstał model polityki oparty chyba na powieści Molnara „Chłopcy z Placu Broni” – bo też i tak politycy zaczęli się zachowywać… Oczywiście musiało to przynieść oczekiwane skutki. Pod tym wpływem, w poczuciu przyzwolenia nawet zagraniczne media czy politycy pozwalali sobie na debilne, kartoflane porównania, uzyskując pełen poklask i aprobatę władzy partyjnej. Fakt, że nie trzeba było specjalnie polować na preteksty, bo Pan Prezydent jaki i jego brat dość łatwo dostarczali materiału do wyszydzania przez swoje przejęzyczenia, pomyłki wynikające z nieuwagi czy emocji – natychmiast przechwytywane przez „piranie” anty-opozycyjnej bojowej propagandy. Przykład – niewinna pomyłka „… nikt mnie nie przekona, że czarne jest czarne a białe jest białe…”. W normalnych warunkach byłaby to świetna anegdota, przysparzająca właśnie sympatii Prezydentowi, nadająca mu ludzkich cech a więc zmniejszająca dystans, bo lubimy przecież tych którzy nie udają ideałów a mają wady, nasze wady… Prezydent także doskonale to rozumiał, miał wiele dystansu do siebie i jeszcze więcej pobłażliwości dla stosownych żartów… Z innych spraw, także i polityczna potrzeba posługiwania się poparciem politykującego Kościoła Katolickiego nie przysłużyła się PiS – jako partii politycznej. Oczywiście muszę tu wyjaśnić dla formalności, że nie jestem członkiem ani funkcjonariuszem PiS, moim zamiarem nie jest wspieranie tej opozycji a obrona idei opozycji politycznej w ogóle, obnażenie metod władzy stosowanych do walki z nią: moim zdaniem cel nigdy nie uświęca środków i podłe, chamskie metody nawet gdyby były użyte w słusznej sprawie – pozostają nadal podłe i chamskie… Politycy jednak uważają, że „zwycięzcy się nie sądzi”. Władza nic sobie w rzeczywistości z tego nie robi; produkuje ustawy od etapu projektu niezgodne z Konstytucją a pasujące do aktualnych zapotrzebowań albo czyichś osobistych interesów, może trochę na zasadzie: „a nuż nikt się nie odwoła i nie zaskarży”… A gdy zaskarży – to trudno; poprawimy, albo i nie poprawimy… poprzeciągamy jak długo się da… Tak zwana „władza ludowa” przyzwyczaiła obywateli przez okres ponad półwieczny do tego, że jest zasadnicza rozbieżność pomiędzy postanowieniami Konstytucji i stanowionymi na jej podstawie ustawami – a praktyką spotykaną w życiu. Konstytucja – to był najważniejszy argument władzy przeciwko obywatelom, ale w drugą stronę – to raczej taki zbiór szczytnych haseł, idealistycznych i nierealnych. Istniał zasadniczy rozłam pomiędzy Konstytucją i realizacja prawa – jak pomiędzy piękną i słuszną teorią mającą rolę ideologiczną i propagandowa na „zewnątrz” - a praktyką życia codziennego określaną doraźnie przez towarzyszy w różnych komitetach i radach (nie zawsze nawet w Polsce). Władza wiedziała jakie jest prawo, było takie „jak trzeba” a obywatel nie musiał wiedzieć a nawet nie powinien… Jeśli się dowiadywał – to na Kolegium do spraw wykroczeń, w sądzie, albo w celi bezpieki. Był to okres chaosu, tak zwanej „dyktatury proletariatu”, podbudowany propagandą rewolucji bolszewickiej opartej na dziełach naukowych Marksa i myśli rewolucyjnej Lenina, mający swoją ostoję w powstaniu Kraju Rad, a w rzeczywistości – na despotycznych rządach swoistej oligarchii partyjnej, niewielkiej „elity” instrumentalnie używającej wszystkich atrybutów siły i uprawnień państwa do utrzymania swojej uprzywilejowanej pozycji i władzy absolutnej. To przeszłość, miejmy nadzieję że nieodwracalna, jednak z tego ponad półwiecznego okresu wywodzi się przekonanie które pozostaje nadal w umysłach wielu ludzi i to zarówno ludzi dawnej władzy jak i „maluczkich”, że konstytucja to coś w rodzaju oficjalnej „bajki” a codzienna praktyka nie musi mieć z nią nic wspólnego. Cechą charakterystyczną władzy „ludowej” było także i to, że występował swoisty dualizm o podłożu ustrojowym: oficjalnie obowiązywała wersja propagandowo-polityczna o „władzy ludu pracującego miast i wsi”, „dyktaturze proletariatu” – w której to „lud” czyli społeczeństwo miało „rządzić” a więc i decydować o wszystkim, natomiast praktycznie rządziła „elita” partyjna – która jakoś musiała te sprzeczności pogodzić. Wyprodukowano (niestety nie można tu użyć określenia „wykształcono”, bo efekt stanowi zaprzeczenie wykształcenia) wówczas specyficzną elitę tak zwanych prawników; adwokatów i radców prawnych – których zadaniem było takie manipulowanie praktyką wykonywania prawa teoretycznie „słusznego”, aby zapewnić ciągłość władzy „elity” ale i nie zaprzeczyć słuszności haseł propagandy politycznej pozorującej „władzę ludu”. Powstała wtedy tradycja faktycznej powszechnej bezprawności wynikającej z interpretowania przepisów przez każdego kto się czuł „uprawniony” a czuł się prawie każdy, oraz zasada wymyślania biurokratycznych przeszkód w realizacji „słusznych” choć przecież zupełnie nie realnych uprawnień obywateli. Stąd wywodzi się biurokratyczna zasada piętrzenia wymagań i oczekiwań wobec „petenta” w taki sposób, aby nie zaprzeczyć jego uprawnieniu do tego – czego się domaga, ale jednocześnie mu tego nie dać – bo to akurat było po prostu ekonomicznie niemożliwe. Stąd właśnie wymagania niezliczonych załączników, zaświadczeń i poświadczeń, niesamowicie skomplikowane szczegółowe zasady „przydziału” i „należenia się” tego czy owego, z mnóstwem wyjątków i zależności; całe pokolenie „wyślizganych prawników” gwałcących prawo aby wykazać że „rządzi lud pracujący” ale i jednocześnie – że „obywatel nie otrzyma tego co chce – bo nie spełnia wymogów”. W ostateczności zawsze można było powiedzieć, że owszem to i to się obywatelowi należy zgodnie z prawem ale obywatel tego nie otrzyma bo by to było sprzeczne z „zasadami sprawiedliwości społecznej” czyli w tym przypadku – z „widzimisię” lokalnego kacyka partyjnego. Po co ja o tym piszę? Nie dla banalnych „wspominek”. Po pierwsze – może to być nieznane osobom młodszym, którzy tego nie przeżyli i nie obserwowali osobiście. A wiedzieć i rozumieć to trzeba – wypadałoby, jeśli się chce komentować i wypowiadać się w sprawach z tym związanych. Trzeba o tym pisać i powtarzać to jako przestrogę, także „na dziś”. Niestety; jeszcze nasze „dziś” – różni się doprawdy niewiele. Po drugie – jestem przekonany, obserwuję to, że echa tego grubo ponad-półwiecznego okresu nadal są obserwowalne – na przykład w Urzędach Pracy, w Ministerstwach, w Sejmie. Po prostu tak wychowanego społeczeństwa nie da się zmienić jedną polityczną deklaracją. Po trzecie – chcę wykazać od czego p o d o b n o odeszliśmy. Symboliczne przywrócenie godła Polski sprzed 1939 roku, przemiany roku 1989 były deklaracją odejścia od tamtych praktyk i tamtych teorii. Bardzo wiele jednak z dawnej przeszłości funkcjonuje w życiu publicznym, w funkcjonowaniu instytucji Państwa. Podobno więc w 1989 roku skończył się okres, w którym Konstytucja była jedynie „założeniem teoretycznym” w praktyce prawa nie obowiązującym. Tak jednak nie jest. Nadal władza usiłuje „przemycać” do ustaw rozwiązania jaskrawo sprzeczne z konstytucją, jest ogromna ilość przepisów prawa w ustawach obowiązujących, które zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny jako sprzeczne z Ustawą Zasadniczą i wymagają pilnej zmiany, a zmiany nie następują. Za to Rząd coraz częściej wspomina o politycznym postulacie likwidacji… Trybunału Konstytucyjnego… Taki stosunek najwyższych władz do Konstytucji oczywiście przenosi się – bo musi się przenosić – na stosunek urzędów do ustaw i rozporządzeń wykonawczych, a na końcu – do obywateli. Cóż się więc dziwić, że obywatele w skali powszechnej mają „gdzieś” ustawę o ruchu drogowym a pracodawcy – ustawę „Kodeks Pracy”. Słowem – Platforma Obywatelska jeśli nie stworzyła to przynajmniej utrzymała i rozwinęła „państwo bezprawia”, dotychczas przypisywane „komunistom”. Konstytucja RP w swoim Art. 65. Ust. 5 stwierdza: Władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia poprzez realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych. Oznacza to, że obowiązkiem Państwa wobec obywateli jest zwalczanie bezrobocia i dążenie do jego likwidacji, poprzez „pełne” czyli 100% zatrudnienie i to na dodatek zatrudnienie nie jedynie formalne, pozorne, ale zatrudnienie produktywne. Uchwalona na bazie i w zgodności z Konstytucją – Ustawa z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – stwierdza: Rozdział 1 Przepisy ogólne: Art.1.1.Ustawa określa zadania państwa w zakresie promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej. 2. Zadania państwa w zakresie promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej są realizowane przez instytucje rynku pracy działające w celu: 1) pełnego i produktywnego zatrudnienia; 2) rozwoju zasobów ludzkich; 3) osiągnięcia wysokiej jakości pracy; 4) wzmacniania integracji oraz solidarności społecznej; 5) zwiększania mobilności na rynku pracy. Rozdział 2 Polityka rynku pracy: Art.3.1. Zadania państwa w zakresie promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej są realizowane na podstawie uchwalanego przez Radę Ministrów Krajowego Planu Działań na Rzecz Zatrudnienia, zawierającego zasady realizacji Europejskiej Strategii Zatrudnienia, zwanego dalej „Krajowym Planem Działań”, oraz w oparciu o inicjatywy samorządu gminy, powiatu, województwa i partnerów społecznych. [b]Ustawa potwierdza więc w sposób dobitny i zgodny z Ustawą Zasadniczą, że likwidacja bezrobocia, to znaczy działania zmierzające w kierunku sprowadzenia stopy bezrobocia do tej minimalnej tzw. „naturalnej” wysokości – jest obowiązkiem państwa wobec obywateli.[/b] Ale Państwo – po roku 1989 a nawet i po 2004 roku – zrobiło coś dokładnie odwrotnego niż nakazuje Konstytucja! Dla Władzy – Konstytucja to jest jedynie „coś, czego niestety nie damy rady chwilowo zmienić”. Chwilowo nieusuwalna przeszkoda pełnej samowoli. Państwo w imię jakichś ideologicznych bajań w postaci „niewidzialnej ręki rynku” , „samoregulacji gospodarki” i tym podobnych pojęć ideologicznych, stworzyło sytuację ogromnego bezrobocia, zniszczyło ogromną liczbę miejsc pracy, skazało na wykluczenie, nędzę i upodlenie całe pokolenie obywateli będące wówczas w wieku największej produktywności a zarazem największego doświadczenia. Do dziś wielu z nich – dzisiaj już w wieku 50+ nadal jest szykanowanych z powodu… no właściwie nie wiadomo z jakiego powodu, być może bez powodu; jedynym powodem jest chyba to, że ktoś bezrobotny być musi… zgodnie z obecną ideologią. Podkreślam to z takim naciskiem, bo jest bardzo wielu demagogów, tym razem nazywających się „liberałami” a nie „komunistów” – co w tej sprawie akurat „na jedno wychodzi”, którzy temu demagogicznie zaprzeczają, promując dziwną ideologię nie mniej od komunistycznej szkodliwą i destrukcyjną, ideologię w faktycznych skutkach zbliżoną do ideologii a n a r c h i s t y c z n e j. Jedną z doktryn „PO-wskich liberałów” jest twierdzenie akurat dokładnie przeciwne niż obowiązek Państwa wyrażony w Konstytucji: że bezrobocie musi być i należy je sztucznie podwyższyć, podtrzymywać, bo jest to korzystne dla rozwoju „rynku” (czytaj – dla interesów przedsiębiorców). Jeśli uważnie przeanalizujemy sprawy tworzonej „ideologii” zatrudniania, widzimy że i formy zachowań, i specyficzne procedury i nawet język stosowany w sprawach zatrudniania pracowników – jest podporządkowany ideologii. Jest to język sztuczny, świadomie propagowanych pojęć mających utwierdzać człowieka w postawach mu narzuconych, podtrzymywanych presją sztucznie wywołanego bezrobocia. Do tego jeszcze cała ogromna dziedzina „nowej nauki” tak naprawdę będącej pretekstem do nowego biznesu; jak napisać podanie o przyjęcie do pracy (zwane nie wiedzieć dlaczego „Listem motywacyjnym”), jak oszukać pracodawcę, że umiemy to czego nie umiemy, jak go przekonać, że to wykładanie towaru na półki w hipermarkecie jest szczytem naszych marzeń, czymś o czym śniliśmy po nocach i dla czego ukończyliśmy nawet studia. Jak nie powiedzieć prawdy, jak go nabrać, że nie spodziewamy się godziwej zapłaty… Do tego oczywiście sztuczne pojęcia wtłaczane ludziom do głów, jak na przykład „stracić pracę” – jakby to była rzeczywiście strata porównywalna ze śmiercią Matki czy Ojca… Uważaj - bo stracisz pracę!!!...aż niedobrze się robi od prymitywnych metod manipulacji psychiką biednych ludzi, metod doskonalonych od dziesiątków lat i używanych przez tych samych nadal fachowców (ale zweryfikowanych!). Wszystko to wraz z napędzaniem sztucznego bezrobocia służy stworzeniu atmosfery zastraszenia; zalęknionych i gotowych na wszystko kandydatów, którzy nie będą stawiać żadnych wymagań, zgodzą się na każde warunki byle tylko w ogóle podjąć jakąkolwiek pracę i zarobić jakiekolwiek pieniądze. Zgodzą się na wszystko, na łamanie podstawowych praw pracowniczych, na traktowanie umów cywilnoprawnych – jak umów o pracę, na łamanie podstawowych norm wymiaru pracy – by tylko jakoś przetrwać. A jeśli nie to „stracą pracę” – najwyższe dobro które jest w nagrodę za pokorne służenie i na dodatek nie dostaną nic innego. A wszystko - dla dobra stosunkowo niewielkiej „elity” prawdziwych beneficjentów tych przemian. Widocznie każda rewolucja musi mieć swoją elitę, która po fali społecznego zapału, jak Lenin a potem Stalin – przechwyci ster i… Może nasz „chłopek-roztropek” znany z przeskoczenia przez płot – miał rację, mówiąc kiedyś w odniesieniu do nieadekwatnych skutków „Solidarnościowej” Rewolucji: „Proszę państwa: widocznie będzie musiała być jeszcze jedna rewolucja!” Widocznie – będzie musiała być! Uważam, że Państwo tej swojej konstytucyjnej roli nadal nie wypełnia a tylko – tak jak za dawnych lat – spełnianie tej roli p o z o r u j e – i robi to na koszt obywateli, w dużej części też kosztem marnowania funduszy otrzymywanych z Unii Europejskiej. Przy obowiązującej ideologii – pieniądze te w części dotyczącej bezrobocia – praktycznie zaangażowane są jedynie do zarabiania sporych pieniędzy na pozorowaniu działań pomocowych dla bezrobotnych. I to w taki sposób, by nie pogarszały „interesu” i bezrobocia pod żadnym pozorem nie zmniejszyły… Koszt obywateli, to cierpienie niepewności, niedostatku, borykanie się z codziennymi podstawowymi trudnościami życia zamiast realizowania swoich pasji, dążeń i zainteresowań twórczych, uszczęśliwianiem swoich bliskich i działalnością dla innych. Koszt obywateli – to mijające, bezpowrotnie marnowane, zmarnowane lata życia w trosce o chleb na jutro… przy jednoczesnym patrzeniu na idiotyczne marnowanie i roztrwanianie miliardów euro rzekomej „pomocy”, trafiającej jak zawsze nie do tych – co trzeba. Parlament Europejski czy Europejski Fundusz Społeczny może o tym nie wiedzieć. Przynajmniej oficjalnie. Bo korzysta z oficjalnych źródeł informacji w których wszystko jest w porządku. Piszę o tym jako osoba osobiście dotknięta tą patologią, skutkami władzy Platformy Obywatelskiej, jako człowiek z nieznanego sobie powodu pozbawiany możliwości zarabiania na swoje potrzeby - pracą, dlatego – walcząc o swoje prawo do zatrudnienia a więc w konsekwencji – prawo do życia, zwrócę się z odpowiednią petycją do Parlamentu Europejskiego w tej sprawie, oraz odpowiednią informacją o znanych mi mechanizmach marnotrawstwa środków - do Europejskiego Funduszu Społecznego. Paweł Antoni Baranowski
  • 2011-09-21 19:02 | P.Baranowski

    Państwo - Oszust.

    Umowa jak wiadomo to wzajemne zobowiązanie w konkretnej sprawie. Niby to truizm, ale… Przede wszystkim – posiada określone strony. Są tam określone obowiązki jednej i drugiej ze stron a także ich prawa, związane najczęściej z celem jej zawarcia. Dla jasności przekazu – weźmy pod uwagę konkretny przykład i sytuację go dotyczącą. Właściciel sklepu wynajmuje malarza w celu pomalowania witryny sklepowej. Zawiera z nim więc umowę – zlecenie w której jest czarno na białym napisane: Pan Kowalski zleca wykonanie, a Pan Wiśniewski zobowiązuje się do wykonania malowania witryny sklepu takiej to a takiej firmy, adres, nr w okresie do dnia…, wynagrodzenie będzie wynosiło… i zostanie wypłacone w terminie 2 dni po przedstawieniu rachunku w kasie firmy znajdującej się w siedzibie firmy adres jw. itd. Standard, szablon, wzór… Więc wykonawca ma pomalować w danym terminie a właściciel ma za to zapłacić też w określonym terminie. Umowa jest na piśmie w 2 egzemplarzach. Malarz wykonuje pracę, w terminie dostarcza rachunek na umówioną kwotę, czeka dwa dni – cisza. Idzie do właściciela upomnieć się o należne mu już w tej chwili pieniądze a ten mu mówi: no coś ty taki roszczeniowy; nie mam, przyjdź za dwa miesiące… Cóż ma zrobić ten skromny malarz; czeka, kombinuje jak pokryć swoją inwestycję (zakupił farbę na swój koszt a zapłata obejmowała ten jego wydatek)… Idzie więc grzecznie po dwóch miesiącach, a właściciel mu na to: [b]Boże, co za upierdliwy, roszczeniowy typ; nie mam, kryzys jest, będę miał to oddam a jak chcesz to leć do sądu…[/b] Drań wie, że malarzyna już zbiedniał bo wydał na niego swoje pieniądze, że kwota długu to 25% kosztów adwokata, więc pewnie nie pójdzie do sądu, poza tym – kto by chciał się okazać niewdzięcznym, roszczeniowym, upierdliwym wykonawcą; pójdzie taka fama (załatwię mu wilczy bilet) i straci innych klientów… nie będzie ryzykował. Pytanie jest: czy to nie jest ordynarne oszustwo, sprawa kryminalna? Jest! W kontaktach obywatel – państwo, taką „umową” jest Konstytucja. Konstytucja określa obowiązki obywatela; to odpowiednik przedmiotu zlecenia * Obowiązek przestrzegania prawa. * Obowiązek dbałości o dobro wspólne. * Obowiązek ponoszenia ciężaru świadczeń publicznych w tym płacenia podatków i obowiązkowych opłat ustawowo określonych; * Obowiązek obrony; * Obowiązek dbałości o stan środowiska. Konstytucja określa też prawa obywatela; to odpowiednik zapłaty: * Prawo do nauki bezpłatnej w szkołach publicznych; * Prawo do wyboru zawodu i minimalnego wynagrodzenia za pracę; * Prawo do ochrony przed skutkami bezrobocia, szkolenia, poradnictwa, robót publicznych i prac interwencyjnych * Prawo do pomocy w trudnej sytuacji społecznej lub materialnej; * Prawo do wolności korzystania i tworzenia dóbr kultury; * Prawo do ochrony zdrowia; * Prawo do zabezpieczenia społecznego chorobowego, rentowego i emerytalnego; * Prawo do własności; * Prawo zrzeszania się; * Prawa wyborcze i do udziału w referendum; * Prawo do posiadania i wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji; * Prawo do wolności sumienia i religii; * Prawo do ochrony korespondencji; * Prawo do nienaruszalności mieszkania; * Prawo do wolnego poruszania się po terytorium i opuszczania Rzeczypospolitej; * Prawo nietykalności osobistej, ochrony życia; * Prawo do sprawiedliwego i jawnego procesu przed sądem i równości wobec prawa; * Prawo do wolności od dyskryminacji pod jakimkolwiek względem; Śmiało możemy zastosować tu takie samo porównanie do wspomnianej umowy-zlecenia. Obywatel bierze na siebie określone obowiązki, obowiązki na całe jego życie. Państwo – jak ten szef firmy ma uprawnienia i możliwości aby wykonywanie tych obowiązków sprawdzać, jeśli trzeba – to wymusić, a za niewykonywanie – karać. A w drugą stronę? Zgodnie z aktualną interpretacją prawa w ogóle – uprawnienia jednej strony są tożsame z obowiązkami drugiej. Oznacza to, że katalog praw obywatela w Konstytucji – jest także częścią katalogu obowiązków Państwa. Jeśli obywatel np. ma prawo do wolności od wszelkiej dyskryminacji, oznacza to obowiązek Państwa zagwarantowania braku tej dyskryminacji wobec obywatela. Tak samo w stosunku do innych praw. Jeśli uznać takie założenie za słuszne, a nie widzę powodu by tak nie było, to przeanalizujmy konkretną sytuację obecnie właśnie występująca i dotyczącą setek tysięcy Polaków. Oto ja – przykładowy, standardowy Wiśniewski: * Jestem niekarany, ani nie miałem dotychczas żadnego konfliktu z prawem. * Stawiłem się na wezwanie do obowiązkowego poboru do Ludowego Wojska Polskiego, odbyłem pełną służbę 24 miesięczną, ukończyłem z awansem do najwyższego możliwego stopnia, odznaką „wzorowego” i nagrodą rzeczową od dowódcy jednostki. Następnie przez wiele lat uczestniczyłem w corocznych, obowiązkowych, nieodpłatnych ćwiczeniach utrzymujących gotowość bojową. * Od chwili wprowadzenia powszechnego podatku od wynagrodzeń opłacam i rozliczam go bez żadnych zastrzeżeń ze strony Urzędów Podatkowych. * Nie mam na sumieniu niszczenia środowiska ani szkodzenia dobru wspólnemu, nie spotkałem się z takimi zarzutami ani nie odmawiałem udziału w działaniach ochronnych, porządkowych itp. Jeżeli więc tak, to uważam, że ja – Wiśniewski – wykonałem tę umowę, jej część dotyczącą moich obowiązków, dlatego oczekuję zapłaty. Chcę, aby ten Kowalski z którym się umówiłem zrealizował swój obowiązek w kwestii dla mnie najważniejszej, określonej w Art. 65, ust. 5 Umowy (to znaczy Konstytucji), który mówi: Władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia, poprzez realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych. Ale Kowalski mi mówi: [b]coś ty taki strasznie roszczeniowy! Ty zrobiłeś swoje, wykonałeś swoje obowiązki – boś frajer, ale ja nie wykonam – bo mamy kryzys. Nic mnie nie obchodzi jak sobie teraz poradzisz, zbieraj runo leśne, żuj korzonki i popijaj zupą z paproci, bo pracy ani zasiłku dla ciebie nie ma z powodu... (tu jakiś idiotyczny pretekst). Staraj się sam, szukaj, proś, umizguj się i nadskakuj, okłamuj sprytnie w CV - twoja osobista sprawa, ja ci nie pomogę, swoich obowiązków nie wykonam - bo nie mogę, umywam ręce bo kryzys mnie ze wszystkiego usprawiedliwia, możesz mi naskoczyć „na pukel”. [/b] [b]I nie bądź taki strasznie roszczeniowy! Tylko wszystko mu trzeba dawać, oszołomowi i pasożytowi…! Tylko by siedział na zasiłkach… i wszystko chciał za darmo! O wszystko tylko by rączki do PAŃSTWA wyciągali...[/b] I tu znów pytanie: czy to nie jest ordynarne oszustwo? Oczywiście że jest! Jeszcze bardziej ordynarne niż tamto! „… A to Polska właśnie…”
  • 2011-09-21 19:11 | P.Baranowski

    Skołowani wyborcy.

    … I od razu wyjaśniam, że nie mam na myśli tak zwanych „skołowanych” czyli cyklistów, którzy jak wiadomo od dawna, podobno zawsze są wszystkiemu winni (dokładniej – współwinni). Mam na myśli takich zwykłych ludzi, przeciętnych Polaków – ogłupionych, zmanipulowanych, otoczonych wszechobecną wprost, piramidalną fikcją… wykazujących wszelkie symptomy stada, sterowanego przez kilka doskonale wytresowanych owczarków pasterskich. Sytuacja taka ma oczywiście swoje realne skutki praktyczne. Kiedyś, ale we wcale nie tak dalekiej przyszłości – będzie się mówiło o ofiarach obecnych działań władzy, o ofiarach polskiego „konserwatywno-liberalnego” eksperymentu na całym społeczeństwie – w wydaniu Platformy Obywatelskiej. Będzie się o tym mówiło tak jak dziś mówimy o ofiarach katastrofalnego głodu na Ukrainie i innych podobnych wydarzeniach, tyle że obecnym ofiarom tak zwanych „liberałów” nikt już nie zwróci ich czasu, zdrowia ani życia – podobnie jak i tamtym… W tym sensie społeczne skutki obecnych rządów są w wymiarze jednostki – nieodwracalne. Lecz jeśli są one nieodwracalne dla ofiar, niechby stały się także nieodwracalne dla winnych… i to bez zawieszenia. Ale przecież część przynajmniej tychże potencjalnych ofiar widzi, co się tak naprawdę dzieje wokół, przecież rozumieją że coś tu jest „nie tak” – jeśli nawet nie potrafią dokładnie określić – co. Przecież dociera do nich, że państwo z samej już zasady swojego istnienia nie może być tak bezwzględnie nieludzkie, tak opresyjne, tak antyspołeczne, nawet bez wahania można użyć określenia – złowrogie – jak jest teraz. Jeśli nawet nie jest to na poziomie wiedzy nabytej – przeczuwają, że państwo ma sens gdy jest „dla dobra”; dla dobra oczywiście demokratycznie rozumianego ale i weryfikowalnego moralnie, społecznie, czyli „po ludzku”. Państwo powinno być czymś „dla wszystkich jednocześnie” bez konieczności skreślania, skazywania na ofiarę całego pokolenia albo i dwóch czy trzech – jak to widzimy czy nawet odczuwamy bezpośrednio na sobie. Przecież oczywiste powinno być dla wszystkich, że to właśnie oznacza słowo RZECZPOSPOLITA; Pospolita Rzecz – państwo dla wszystkich obywateli j e d n o c z e ś n i e. Niestety w tym przypadku – choć nazwa pozostała – mamy do czynienia ze skrajnym wynaturzeniem państwa. Wynaturzeniem jak za PRL-u, tylko w innym kierunku. Państwo jest dla wybranych, a może raczej dla „wybranych” już go nie musi być… Bardzo wiele można o tym napisać, pomimo podejrzeń że to już doraźnie nic nie da i dać nie może. Nie zburzy się tak łatwo piramidy (kłamstw) a można spotkać się z przeciwdziałaniem tych, którzy to państwo usiłują zawłaszczyć dla siebie, dla swoich interesów, rodów, majątków i salonów. Obojętnie, czy to będzie „Grzesiu” i „Jaro” itp, czy „Donek” i „Bronek” czy też „Masa” i „Kiełbasa”… czy nawet oni wszyscy razem w świetnej komitywie, z punktu widzenia interesu społecznego jest to obojętne i z tym właśnie trudno się pogodzić. Po prostu – jest to nie do przyjęcia. Jednym z „kamieni węgielnych” tejże piramidy jest wtłaczane ludziom do głów przekonanie, że wszelka „ideologia” zakończyła swoje istnienie w 1989 roku, po ogłoszeniu oficjalnego upadku PRL i PZPR – jako modelu państwa. To w PRL-u, w „komunie” – była ideologia „komunistyczna” czy „socjalistyczna”; od chwili zmiany władzy wszelkie ideologie zostały zlikwidowane i nastąpiła „gospodarka rynkowa” jako coś „obiektywnego”, obiektywnie uzasadnionego i nie podlegającego dyskusji jak 2 x 2 = 4, wynikającego z nauk ekonomicznych, z matematyki, statystyki i ekonomii – nie z polityki. Otóż nic błędniejszego! Zrozumiałe – dlaczego starano się wtłoczyć ludziom do głów takie przekonanie. To dość sprytne posunięcie propagandowe, bo kto się będzie wygłupiał i walczył z ekonomią, z nauką…? Jeśli nie zna się na ekonomii – to nie da rady, a jeśli się zna – to swój… Ale to nie jest prawda. W każdym razie – nie cała. Ideologia liberalna jest takiego samego typu ideologią jak socjalizm czy inne; opiera się na innych, na pewnych specyficznych, wybranych założeniach, priorytetach, zasadach – nie mających żadnej obiektywnej, uniwersalnej wartości. To po prostu przetworzenie jednej z dziesiątków tysięcy propozycji powstających w głowach badaczy, filozofów, teoretyków. Myśli która zakwitła w umysłach kilku badaczy – jak marzenie o wielkiej, prawdziwej i realnej wolności i stało się to jeszcze w wieku osiemnastym. Wiemy jednak jaka jest różnica pomiędzy pracą badacza, filozofa, myśliciela – a wysiłkami twórcy powstałej na tej podstawie ideologii politycznej; wiemy to z historii dotyczącej dzieł Karola Marksa oraz ideologii Włodzimierza Ulianowa. Chodzi jedynie o to, kto i dla kogo stworzył daną ideologię, w czyim interesie to zrobił a w związku z tym – jakie dobrał i przyjął założenia realizacyjne w tym przypadku szukające źródła i uzasadnienia w pracach teoretyków. W tym znaczeniu ideologia państwa „liberalnego” różni się od ideologii „przewodniej roli klasy robotniczej” tylko co do zasady tym – kto i dla kogo, w czyim prócz swojego interesie ją opracował i wdrożył. Mechanizm jest taki sam. Ma odpowiednie do zapotrzebowania założenia polityczne służące wybranemu „podmiotowi”. Ekonomia jest nauka polityczną i jej wnioski wynikają z przyjętych założeń wstępnych; czyli w tej samej sprawie rozpatrywanej przez różnych ekonomistów – wnioski mogą być różne, nawet wzajemnie przeciwstawne. Z tego punktu widzenia nie jest to nauka ścisła, gdyż ta wymaga co do definicji zawsze takich samych wniosków – wynikających z takich samych założeń. A więc to co się dzieje w naszym kraju nie wynika z obiektywnych zasad „nauk ekonomicznych” a z konkretnej ideologii sterującej politycznie działaniami władzy i jej konsekwentnego wprowadzania w życie. Wręcz przeciwnie nawet: jeśli przyjmiemy że spora część gospodarki, spora ilość przedsiębiorstw rozpadła się z powodu ich opuszczenia przez „gospodarza” – wierzącego w gusła o cudownym działaniu „niewidzialnej ręki rynku” której należy powierzyć całą gospodarkę krajową w celu jej „samo-naprawienia” , przy całkowitym praktycznie pominięciu „czynnika ludzkiego”– to musimy przyznać po prostu, że działania takie nie tylko nie były oparte na nauce i wiedzy, ale wręcz przeciwnie: oparte były na bezmyślności i niewiedzy „zasłużonych – niedouczonych” – działaczy neofitów, nagle nawróconych po weryfikacji kadrowej na „kapitalizm”, oraz tego politycznego „gówniarstwa” jakie na fali postsolidarnościowej przejęło prymat . Dużo na ten temat da się napisać i trzeba będzie to zrobić. Dziś ważne jest szczególnie jedno: jeśli już uznamy że przyczyną tego wszystkiego co obserwujemy w naszym kraju jest wdrażanie konkretnej ideologii, musimy także konsekwentnie uznać, iż nie można przynajmniej dopuścić do monopolu ideologicznego. Monopolu który nieodwołalnie nam grozi w przypadku objęcia wszystkich ośrodków władzy przez jedną opcję ideologiczną wraz z brutalnym „wyrżnięciem watahy” jak się tu określa zdławienie wszelkiej opozycji politycznej. Walka z monopolem ideologicznym jest dla nas – zwykłych ludzi – walką o nasz byt, o nasz czas, o nasze życie. Niestety potwierdza się na naszych oczach inna zasada, że każda władza ideologiczna natychmiast po dorwaniu się do władzy zaczyna budować swój monopol, impregnować się na wszelkie wpływy zewnętrzne i otaczać kordonem obronnym. A robi to jako wstęp do walki o monopol polityczny. Warto o tym pamiętać podczas dokonywania w najbliższym czasie niezwykle ważnego wyboru. Warto o tym pamiętać mając na uwadze własny interes życiowy i względy społeczne a nie ideologiczne – jak to nam usiłują wmówić różni mniej lub bardziej bezpośrednio „zainteresowani”. Bo od zakończenia wojny – wszystko co najlepsze, ma być… już wkrótce, niedługo, za chwilę… będzie; zrobimy… tylko zagłosujcie na nas… Mijają lata, dziesięciolecia, zmieniają się rządy i ideologie, a obietnice się nie spełniają. Dokładniej – spełniają się jedynie dla elity, dla tych ciągle obiecujących… Liczy się jednak też nasz czas; krótki, zbyt krótki dany nam czas, który nieodwołalnie jest nam kradziony przez fatalne skutki wdrażania ideologii. Liczy się nasze życie, nasze dzieci – nie hasełka ideologiczne czy polityczne takiej czy innej partii, obietnice świetlanej przyszłości. Liczą się skutki społeczne działania władzy dziś, a nie wierność jej „bożkom” czy wręcz jej „bałwanom”. Przeciwstawiając się monopolowi ideologicznemu – walczymy w istocie o życie…
  • 2011-09-23 23:55 | P.Baranowski

    Nieodpowiedzialność Państwa

    Zanim zajmę się pewnym problemem dotyczącym osób które nie mogą aktualnie uzyskać zatrudnienia, chcę dać wyraz swojej niechęci do… aktualnej nomenklatury tego dotyczącej. Nie jest ona przypadkowa a pochodzi z tradycji także niezbyt szczytnych. Tradycji… cóż; wielokrotnie wydawało się, że jest tak źle, że już gorzej być nie może, że to już by było po porostu niemożliwe… a jednak życie ciągle pobija własny rekord i tak odkrywamy trzecie, czwarte dno, piąte… Nomenklatura bazuje na dawnym okresie (po śmierci Stalina), gdy czyste ręce (w sensie fizycznym; umyte, z obciętymi krótko, czystymi paznokciami) – dyskredytowały człowieka w życiu społecznym, publicznym, towarzyskim, do tego stopnia infiltrowanym przez propagandę bolszewicką. Stąd wzięło się określenie „biełaruczek” jako synonim odrzucenia przez „klasę robotniczą”, podejrzanego ideologicznie, wroga „ludu”, kapitalisty, badylarza, karła reakcji itp. albo – co nie daj Boże – niedobitka jakiegoś „jaśniepaństwa”. To określenie już zanikło jak i tamta ideologia w kraju sąsiadów, ale zasada tym kierująca, trend – funkcjonuje w najlepsze, służąc już innej ideologii i opcji politycznej. Określenie „bezrobotny” jako wyraźny rusycyzm „biezrabotnyj” – odrzuca nas co najmniej estetycznie. Człon „ –robotny” nieodparcie kojarzy się ze staropolskim przymiotnikiem „robotny, -a” – co znaczy pracowity, chętny do pracy i skłonny do aktywności fizycznej. Czyli „bez-robotny” to logicznie myśląc – ktoś pozbawiony tych cech; nierób, leń). Na takie logiczne skojarzenie tzw. ”opinii publicznej” liczy obecna ideologia. Obawiam się – i taka jest moja teza – że określenie to funkcjonuje nadal zupełnie bez alternatywy nie tylko przez inercję słowotwórczą a głównie dlatego, że doskonale służy obecnej ideologii władzy. Dalej jest „pracodawca” i odpowiadający mu po drugiej stronie „pracobiorca”. Tu już nie tylko chodzi o to, że pracy się nie „daje” tylko „kupuje się” ją, co by wynikało z ideologicznego pojęcia „rynek pracy”; pojęcia pustego znaczeniowo – o czym za chwilę. I oczywiście odwrotnie; pracy się nie „bierze”, nie otrzymuje się w podarunku – tylko się ją „sprzedaje” na – jak się okazuje fikcyjnym – „rynku”. Może inaczej to określę, na wypadek gdyby ktoś miał mieć jakieś wątpliwości: właściciel firmy „daje… zarobić” czyli „kupuje od ludzi ich pracę” a pracownik „bierze… (przyjmuje) możliwość zarobienia” czyli „sprzedaje swoją pracę”. W rzeczywistości jednocześnie możemy powiedzieć, że pracownik oferuje swoją pracę do kupienia (oferta sprzedaży) a właściciel firmy ewentualnie korzysta z tej oferty, kupując pracę. To – jednocześnie słuszne – aspekty tej samej sprawy. Oczywiście wszystkie te określenia powinny być uważane za robocze, ujęte w cudzysłów itp. bo nie ma tu jeszcze właściwej terminologii. Jednak – wiadomo o co chodzi. I tutaj także; te niejednoznaczne, wprowadzające w błąd określenia funkcjonują nadal jakby nigdy – nic, nie przez trudności leksykalne a celowo, bo służą obecnej ideologii, mimo że ona już nie jest bolszewicka… Irytujące określenia „dam pracę” czy „pracę przyjmę” funkcjonują nadal powszechnie w lokalnych, najbardziej popularnych a więc najczęściej odwiedzanych miejscach publikacji ogłoszeń. Dalej mamy „szukanie pracy”… zawsze wówczas widzę przed oczyma tego miłego pieska z windowsowej aplikacji systemowej „znajdź pliki lub foldery”. Słowem – szukaj Reksiu – szukaj. Jak długo poszukasz, to zadowolisz się nawet starą, już obgryzioną kością i będziesz szczęśliwy… I tu kolejne określenie: „stracić pracę”. O Boże! – straciłam pracę, co ja teraz zrobię, jak tu teraz żyć… Jest to przedstawiane faktycznie jak największa tragedia osobista, prawie jak śmierć Matki czy Ojca… Ba! często to jest tragedia w rzeczywistym, ludzkim wymiarze, gdy kilkuosobowa rodzina utrzymuje się z zarobków jednej tylko osoby, która miała szczęście w tych „poszukiwaniach pracy” aż nagle rzeczywiście z pracy została zwolniona. Można by wymieniać jeszcze inne elementy będące wytworem propagandy ideologicznej, sterujące nastrojami, zachowaniami ludzi, tych uzależnionych od pracy najemnej a więc niemałej części społeczeństwa. Nie chodzi tu jednak o tworzenie dla zabawy katalogu pojęć które powinny zniknąć natychmiast i raz na zawsze. Chodzi o poszukiwanie ukrytej motywacji w ich utrzymywaniu, celu działań propagandowych władzy, a ponieważ władza polityczna jednej partii robi ze sporymi sukcesami wszystko, by totalitarnie zagarnąć całą przestrzeń życia publicznego i gospodarczego – celu działań propagandowych Państwa. Brak miejsc pracy powstawał mam wrażenie w sposób przypadkowy. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, we wszystkim dopatrujących się przemyślanego i konsekwentnie realizowanego ciągu zaplanowanych gdzieś z góry zdarzeń. Oczywiście – bardzo interesująca jest koncepcja na jaką natknąłem się gdzieś w publikacjach internetowych, dotycząca badań nad przyszłością strategii militarnych, sprowadzająca się do tego, że czasy czołgów, armat, piechoty – już przemijają, a przemijają bo okazały się mało skuteczne i zbyt kosztowne. Nie przemijają jedynie agresywne zamiary a ich realizacja może być dużo bardziej subtelna. Wystarczy wszak nieco wewnętrznej agentury i pieniędzy, sprzyjający „klimat” dający dyskretny wpływ na sprawy zdestabilizowanego państwa – obiektu docelowego, aby uzyskać efekt dużo lepszy od efektu napaści militarnej w dotychczasowym stylu. Więc nie: jestem pewien, że to co się działo z gospodarką od początku lat dziewięćdziesiątych, było po prostu chaosem, przepychanką głodnych świń do napełnionego koryta, że nikt tego całościowo nie zaplanował ani nie kontrolował. To niszczenie dobrych zakładów pracy wyłącznie po to, aby zarobić na upadłości, sprywatyzować najlepsze pozostałości po czym znów upozorować „upadłość”… Te różne „prywatyzacje przez podpalenie”… sprawa Stoczni Szczecińskiej… tu interesuje mnie jedynie ten aspekt, iż wzrastający lawinowo brak miejsc pracy, jako pochodna tych procesów „tworzenia klasy wyższej” – miały chyba jednak charakter spontaniczny i chaotyczny. Ideologia włączyła się w to dopiero później. Chodziło o stworzenie (stworzenie jako efekt celowych, świadomych i planowanych działań) sytuacji kryzysowej dotyczącej zatrudnienia. Skutki – to przede wszystkim rozbicie dotychczasowego modelu związków zawodowych, tego jaki ukształtował się z tradycji Sierpnia. Związków zawodowych – postulatów, flag, demonstracji protestacyjnych, żądań kierowanych do władz publicznych lub do partii tworzącej Rząd. To jak widać doskonale udało się dzięki współpracy wielu działaczy sierpniowego przywództwa. Chodziło o gruntowną zmianę prawa pracy w jego posierpniowej wersji, likwidację rozdętego systemu przywilejów pracowniczych z minionej epoki, racjonalizację tej sfery prawa bezpośrednio wpływającego na gospodarkę. Chodziło o likwidację postaw skrajnie roszczeniowych, będących wytworem dawnego propagandy „państwa socjalnego” w jego wynaturzonej, dziwacznej i niekonsekwentnej formie wyłonionej w PRL. O stworzenie sytuacji pogoni za pracą, za jakąkolwiek pracą i za jakąkolwiek zapłatę, by wyrugować dawne kilkudziesięcioletnie przyzwyczajenia. Wreszcie chodziło o stworzenie bodźca skłaniającego do poszukiwania możliwości „pracy na swoim” czyli odejścia od uzależnienia od pracy najemnej. Rzeczywisty brak ofert pracy najemnej lepiej niż jakiekolwiek przepisy skłania do szukania w sobie zdolności do uniezależnienia się od nich poprzez własną działalność gospodarczą. Tyle, że autorzy, twórcy tych działań nie przewidzieli jednego: rzeczywistego, nieprzewidzianego i nie pozorowanego kryzysu na świecie, który ich całkowicie zaskoczył i wytworzył sytuację wymykającą się spod kontroli. I stało się to w trakcie trwającego eksperymentu, zanim dobiegł on końca w poszczególnych segmentach. Pojęcie „rynek pracy” stało się całkowicie fikcyjne, gdyż rynek – już ze swojej istoty wymaga równowagi podmiotów tam występujących. Przez analogię do banalnego rynku warzywnego, ktoś jest wytwórcą towaru i chce go sprzedać ale i musi go sprzedać. Chce osiągnąć możliwie najwyższą cenę ale jeśli ją zawyży to nie znajdzie odbiorcy i poniesie stratę zamiast zysku Bi poniósł przecież już jakiś koszt wytworzenia tego towaru i „eksponowania go” na rynku. Chce dostać jak najwyższa cenę ale wie, że są w pobliżu inne rynki z podobnymi jak on sprzedawcami, oferującymi podobny towar i jeśli zniechęci klienta do swojej oferty, pójdzie on gdzie indziej. Wie też, że klientom nie chce się chodzić w poszukiwaniu niższej ceny i że jest jakiś punkt przecięcia tych sprzecznych interesów, jakieś miejsce możliwego do zaakceptowania kompromisu z obu stron. Można by podobnie prześledzić sposób myślenia klienta, poszukującego jakiegoś towaru. W tym sensie – sprzedawca jest jednocześnie w tym samym, momencie klientem i odwrotnie. Sprzedawca zbywa swój towar, ale jednocześnie chce kupić zainteresowanie klienta, jego akceptację, zaufanie itp. płacąc za to obniżką swojej ceny, rezygnacją z części hipotetycznego zarobku. Na tak zwanym „rynku pracy” nie tylko brak równowagi; jest tam całkowity monopol sprzedawców, czyli w tym przypadku – zatrudniających. Jak wspomniałem, jest to moim zdaniem efektem tego, że konkretne reformy gospodarcze i społeczne w trakcie ich trwania, zanim przyniosły pozytywny efekt, wymknęły się spod kontroli a jeszcze na dodatek zderzyły się nagle z rzeczywistym, nie pozorowanym kryzysem finansowym wpływającym na gospodarkę. A przecież „rynek pracy” czy nawet pojęcie pracy w ogóle – jest dużo bardziej złożone niż banalny handel pietruszką i to zarówno z punktu widzenia socjologicznego jak i gospodarczego… Jakkolwiek by nie było, Państwo musi wytworzyć natychmiast jakieś działania racjonalizujące nieplanowany efekt, interweniujące w coraz bardziej komplikującą się sytuację. Ten eksperyment musi się „cofnąć” o tyle, by możliwe było ponowne zapanowanie nad sytuacją w interesie Państwa. Muszą powstać natychmiastowe racjonalne działania łagodzące destrukcyjny wpływ szoku kryzysowego na reformowane państwo. I to zupełnie nie poprzez jakieś idiotyczne „becikowe” czy inną formę rozdawania pieniędzy służącą doraźnym celom propagandowym jakiejś siły politycznej. Państwo Polskie ma obowiązek reformowania i przekształcania tego co wymaga zmian, ale jednocześnie nie może sobie pozwolić na działania totalitarne, nieludzkie, antyspołeczne z jakimi mamy do czynienia. Działania takie jak systemowe wyłączenie całego pokolenia osób w wieku po pięćdziesiątym roku życia z możliwości odpowiedniej pracy zarobkowej, skreślaniu całych pokoleń „w straty” dla jakichkolwiek powodów. I jednoczesne zapowiadanie wydłużenia wieku nabycia uprawnień emerytalnych. Coraz częściej mówi się o ewentualności świadomego „ustąpienia władzy” przez Platformę Obywatelską, oczywiście poprzez reżyserowane przegranie wyborów niewielką ilością brakujących głosów. Już teraz następujące zapowiedzi Premiera, że partia która nie wygrała wyborów nie powinna tworzyć rządu – pasują co logiki takiej tezy. Oznaczałoby to zrzucenie tego całego „pasztetu” upieczonego przez Platformę Obywatelską – na inną partię (koalicję) i spokojne oczekiwanie aż się ona tymże pasztetem udławi, po to – by już bez liczącej się opozycji – powrócić do władzy i dawnych eksperymentów, bez poczucia winy za dotychczasowe ofiary… Ale ja nie jestem politykiem, nie mam podwójnego obywatelstwa – jak Minister Finansów czy Minister Spraw Zagranicznych, nie mam „oszczędności” w dobrych bankach ani nawet zielonej karty wizowej dla dzieci… Dlatego pytam: gdzie w tym wszystkim, w tych totalitarnych zabawach są ludzie, zwykli obywatele ze swoimi rodzinami i dziećmi, ci którzy nie są w stanie rozpatrywać takich zagadnień a chcą po prostu spokojnie i uczciwie żyć, pracować w swoim kraju… Ludzie którzy powołali władzę - zrobili to przecież DLA DOBRA…
  • 2011-09-30 21:00 | P.Baranowski

    Pasożytowanie na pomocy publicznej dla bezrobotnych

    1. Reasumując poprzednio opublikowany tekst pt. Nieodpowiedzialność Państwa – omawiam pokrótce zjawisko wywoływania i podsycania agresji wobec osób pozbawionych pracy, potrzebujących pomocy – nie koniecznie nawet materialnej. Agresja ta jest obserwowalna w warstwie języka, tworzonych pojęć, wyrażeń, synonimów a także rozpowszechniana poprzez celową propagandę upowszechnianą w dostępnych popularnych miejscach, jak fora internetowe i portale społecznościowe przez osoby często wynajęte, robiące to odpłatnie. 2. Reakcją osób poddanych takiej presji jest odwracanie się od Państwa, tzw. emigracja wewnętrzna, przechodzenie do szarej strefy, postawy całkowicie aspołeczne. Ma to bardzo negatywny wpływ na sytuację samego społeczeństwa. Szkodzi społeczeństwu. Trzeba o tym wiedzieć i myśleć samodzielnie, nie poddawać się „prawdom zasłyszanym” . 3. Tak jak dawniej władza nie mogąca spełnić oczekiwań wywołanych głoszoną przez siebie ideologią – nazywała Polskę „państwem budowy ustroju socjalistycznego” – co sugerowało społeczeństwu, że „wszystko co obiecane – będzie gdy się budowa zakończy” – tak samo i obecna władza próbuje rozbieżności pomiędzy swoimi deklaracjami a obserwowalną rzeczywistością usprawiedliwiać hasłem „Polska w budowie” co także jest następującym komunikatem kierowanym do wyborcy: nie da się ukryć że nie jest tak jak obiecaliśmy, ale dajcie nam jeszcze kolejna lata sprawować władzę a zbudujemy wam „państwo obiecane” … 4. Nic nie wskazuje na to, że nie jest to jedynie hasło propagandowe władzy, żebrzącej o pozwolenie na kontynuację tego co dotychczas i tak jak „budowa socjalizmu” nigdy się nie powiodła – nie powiedzie się budowa PO-wskiego modelu Polski. Powstaną jedynie długi do spłacania przez następne pokolenia a władza, jak dawniej znów powie „Ja chciałem dobrze…” 5. Jeśli ustrój PRL nazywano kiedyś „budową ustroju socjalistycznego” a dziś czasem używa się określenia „socjalizm realny” – co ma oznaczać tę część czy wersję idei którą dało się zrealizować w praktyce, tak i dziś obecny ustrój Polski należałoby nazwać „gospodarką rynkową realną” czy „realnym liberalizmem” – jako wypaczoną i okrojoną, nieudaną wersją idei głoszonej przez władzę – możliwą do osiągnięcia w praktyce. Hasło propagandowe Platformy Obywatelskiej „Polska w budowie” – potwierdza takie wyjaśnienie. 6. Rozbieżność pomiędzy teorią (deklaracją ideową) a obserwowalną na co dzień rzeczywistością – dotyczą nie tylko pracy Rządu ale przede wszystkim postaw ludzi, indywidualnych osób których suma stanowi o kształcie rzeczywistości, o rzeczywistym obrazie Państwa. Stąd właśnie podobnie jak w PRL wywodzi się różnica pomiędzy ideą a życiem. 7. Jakiekolwiek by nie były hasła ideologiczne czy nawet i autentyczne przekonania władzy, dojście do władzy przez Platformę Obywatelską przez ludzi widziane było jako powszechne przyzwolenie na „robienie interesów”, bogacenie się nawet i niezbyt zgodne z prawem. Władza PO cokolwiek by nie mówiła oficjalnie, formalnie – usankcjonowała tak na prawdę porzucenie wszelkich idei a zrobienie najwyższej wartości z bogacenia się, które odbywało się także kosztem niszczenia tego co nie musiało być zniszczone, kosztów na przykład dramatycznego bezrobocia – które nie musiały być tak wielkie, gdyby nie rzeczywiste przyzwolenie władzy. 8. Jednym z objawów bezrozumnego i bezdusznego pędu do wzbogacenia się jest aktywizacja „chętnych na zysk” wszędzie tam, gdzie następuje duży przepływ pieniądza (bogate źródła finansowania) i związana z tym jakaś potrzeba (cel finansowania). 9. Na takie okoliczności polują ci ludzie ogarnięci manią „zarabiania” i jak pasożyty przysysają się do źródełka pieniędzy, obudowując ten właściwy pierwotny cel finansowania – swoimi działaniami pozorowanymi, zbędnymi, wtórnymi – partycypując w ten sposób w udziale – jako pasożyt – w finansowaniu , odbierając część środków początkowemu, głównemu beneficjentowi albo i z czasem – eliminując go. 10. Przykładem mogą być instytucje „badawcze” dotyczące bezrobocia, żywiące się z funduszów przeznaczonych na walkę z bezrobociem a niczego do tej walki nie wnoszące, prócz kosztów swojej działalności. Buduję się nieraz cała sieć redystrybucji środków, wydawanych nie na cel pierwotny a na sztucznie wymyślane zadania, stanowiące jedynie pretekst do udziału w finansowaniu a niczego potrzebnego nie wnoszące. Jeśli powstaje na przykład projekt badawczy dotyczący bezrobocia, to powstaje też Redakcja materiałów produkowanych przez ten zespół badawczy, następnie powstaje (lub jest angażowane istniejące) wydawnictwo, które wydaje drukiem materiały wytwarzane przez tę redakcję i to wydaje w ekskluzywnej, możliwie jak najdroższej formie (patrz załączone zdjęcie), następnie jeszcze firma produkująca i wydająca płyty multimedialne CD do tego wydawnictwa a na końcu – dystrybutor rozprowadzający te produkty, który przedstawia także swoje faktury na koszty dystrybucji. Ostateczny produkt – jest rozprowadzany nieodpłatnie (darmowy) czyli w pełni finansowany przez to pierwotne źródełko. Są tysiące takich przypadków a to jedynie jeden przykład. Najbardziej istotne jest jednak – że jest to całkowicie zbędne, przez nikogo nie zamawiane i nie ma żadnego wpływu na pomoc dla bezrobotnych, dla których pierwotnie przeznaczone były pieniądze na to wydane (mimo że trudno je nazwać całkowicie zmarnowanymi, zdefraudowanymi itp.). 11. Zjawisko to jest powszechne, w wielu dziedzinach gdzie występują duże źródła finansowania, szczególnie pochodzące z funduszy unijnych, a co najważniejsze moim zdaniem nie wynika ono z ideologii głoszonej przez władzę a z jej wypaczenia dokonywanego przez indywidualne osoby wbrew tej oficjalnej ideologii. 12. Dostawcy źródeł finansowania walki z bezrobociem nie otrzymują danych analitycznych dotyczących form i metod faktycznego zużycia środków, dlatego prawdopodobnie nie są świadomi realiów i nie kontrolują ich. Należy ich o tym poinformować, by upewnić się co do ich intencji. Jednym z przykładów dowodzących takiego twierdzenia jest rozliczanie efektywności finansowania Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki za pomocą wskaźnika jakim jest tempo wydawania środków przyznanych na ten program a nie skutek dla beneficjenta ostatecznego. Dowodem na to jest wywiad z Dyrektorem WUP w Szczecinie przytoczony i omówiony w moim wcześniejszym artykule „Kto najszybciej wyda pieniądze z PO KL”. Dobre tempo wydawanie tych środków zostało „nagrodzone” w styczniu w woj. Zachodniopomorskim dodatkowymi środkami (54 miliony euro) z Krajowej Rezerwy Wykonania PO KL, ale dotychczas pieniądze te nie ujawniły się w Urzędach Pracy, które wcześniej zostały ograbione ze środków na swoją ustawową działalność o 70% w stosunku do roku ubiegłego, w ramach „oszczędności wydatków” przez Premiera. Łącznie na Polskę rozdysponowano dodatkowo ponad 230 milionów euro ale bezrobocie się nie zmniejsza, co wzmacnia jedynie obawy, że będzie to karma dla kolejnych „pasożytów” a nie rzeczywiście potrzebujących, niesłusznie o „pasożytowanie” oskarżanych. 13. Podobne procesy „pasożytowania”- to znaczy stwarzania sztucznych, zupełnie zbędnych, wymyślnych, rzekomych potrzeb wymagających zaspokojenia – są zjawiskiem powszechnym, w różnych dziedzinach życia. Być może na tym polega postęp (?). Moje obawy i protest wzbudza jedynie to, że dzieje się to kosztem rugowania, pomijania i nie zaspakajania tych najważniejszych, rzeczywistych i dramatycznych potrzeb – jak walka z bezrobociem osób które bezrobotne być nie chcą, oraz z jego nieuniknionymi konsekwencjami: bezdomnością, nędzą, rozbijaniem rodzin, bezpowrotnym odrywaniem się od własnego społeczeństwa, emigracją wewnętrzną i fizyczną, lawinowym wzrostem przestępczości i brutalizacją jej, przedwczesnymi zgonami, samobójstwami w poczuciu beznadziejności własnej sytuacji. 14. Problem niedostrzegania lub marginalizowania bezrobocia i jego skutków, lekceważenia ich, bagatelizowania objawów społecznych – wiąże się ze wspomnianym trendem do „bogacenia się za wszelką cenę” i wynika z niego. Lekceważenie i bagatelizowanie tego – jest samoobroną społeczności osób oszalałych na punkcie zdobycia kapitału i bogactwa a proces wyszydzania, oskarżania i odmawiania prawa do życia i powrotu do pracy osób bezrobotnych – jest stosowany wobec osób bezrobotnych poprzez wspomnianą wcześniej parszywą „propagandę szemraną” – także jako rodzaj „zwalczania konkurencji do pieniędzy” – nie przez oficjalną ideologię Platformy a przez wypaczających ją „oszołomów kapitalistycznych”. 15. Jednym z objawów przedstawianych tu procesów jest zadziwiająca nieskuteczność wszelkich szkoleń finansowanych z EFS, mających w oficjalnym zamierzeniu zmniejszyć bezrobocie poprzez taką poprawę sytuacji przynajmniej części osób bezrobotnych, by mogły one zostać długotrwale zatrudnione. Szkolenia te – także są doskonałym pretekstem jedynie dla działalności wielu firm i osób działających na własny rachunek, od lat współdziałających przy ich wykonywaniu, na kosz dofinansowania unijnego ale w taki sposób aby szkolenia te pozostawały nieskuteczne, by ilość bezrobotnych nie zmniejszała się – nie zamykając takiego „rynku usług”. To mniej więcej tak, jakby ktoś założył wielką drukarnię np. kalendarzy – które mają tę własność, że po tygodniu od powieszenia – płowieją i stają się nieczytelne, a miał na to zapewnione stałe finansowanie zamawiającego który jest ociemniały a więc nie jest w stanie tego sprawdzić. 16. Podawałem przykłady z kursów w których brałem udział, dowodzące tego przypuszczenia – o celowej ich nieskuteczności. 17. Prawdziwości zjawiska dowodzą także inne materiały ukazujące się w różnych publikatorach, jak na przykład tekst mówiący o obawach tych firm szkoleniowych , w związku z możliwością wyczerpania się źródełka finansowania unijnego dającego im pretekst do ich szkodliwej działalności; http://www.rp.pl/artykul/691175-Firmy-szkoleniowe-boja-sie-wygasania-unijnych-dotacji-.html
  • 2012-05-23 10:03 | P.Baranowski

    Ustawa o promocji cudów i niewidzialnych rąk - czyli o braku pracy.

    Prawdziwym problemem bezrobocia są zadziwiające nawyki myślowe, idiotyczne schematy wypracowane latami w zupełnie innym, dawnym systemie gospodarczym i innym systemie ideologicznym przekładającym się na zupełnie odmienne uwarunkowania społeczne. Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi ukształtowanych w tamtym systemie nie do końca jeszcze zauważyło, że zmienił się on (przynajmniej nominalnie). Sytuacja ta powoduje swoisty rozłam, jakiś zadziwiający konglomerat „ulepszonego starego” z „nowym – ale nie do końca” a źródłem tego jest właśnie mentalność ludzi. Bo wszystko zależy bezpośrednio od ludzi. (...)ustawa została tak opracowana przez osoby nie mające pojęcia o realiach bezrobocia, ludzi którym zjawisko to było, jest i będzie już do końca ich życia całkiem obce i dlatego kompletnie go nie rozumieją, czyli tak zwanych „posłów na sejm” oraz tak zwanych „senatorów”, – że by być bezrobotnym nie wolno osiągać dochodów, 75% bezrobotnych nie należy się także zasiłek dla bezrobotnych. Natomiast obserwacja życia, czy osobiste doświadczenia wielu ludzi wskazują, że by być bezrobotnym spełniając obowiązki formułowane w ustawie, niezbędne jest dysponowanie jakimś dochodem (w miastach takich jak Szczecin – rzędu 900 pln netto miesięcznie), co powyżej udowodniłem. Tego rzędu kwotą jest dziś kwota zasiłku dla bezrobotnych, co dowodzi dość rzetelnego wbrew pozorom jej oszacowania. Wniosek nasuwa się sam: sprawa musi natychmiast zostać przeanalizowana. Warunki dotyczące bezrobocia i zasiłku muszą się natychmiast zmienić. Zmienić się mogą tylko poprzez nowelizację odnośnej ustawy lub jej uchylenie i wprowadzenie całkiem nowych rozwiązań. Władza udowodniła, że gdy ma odpowiednią motywację, potrafi takie zmiany wprowadzić w okresie liczonym na tygodnie a nie na lata – ja to bywa w sytuacji, gdy władza opiera się konieczności zmian.(...) Przeczytaj całość tekstu: [link=http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/625834,ustawa-sejmu-rzeczypospolitej-polskiej-o-promocji-cudow-i-instytucjach-niewidzialnych-rak.html][/link] Przeczytaj także: Protest przeciwko bierności, wniosek o odwołanie Powiatowej Rady Zatrudnienia oraz Dyrekcji PUP w Szczecinie. [link=http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/625865,list-otwarty-do-prezydenta-miasta.html][/link]
  • 2012-05-23 10:07 | P.Baranowski

    Re:Ustawa o promocji cudów i niewidzialnych rąk - czyli o braku pracy.

    http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/625834,ustawa-sejmu-rzeczypospolitej-polskiej-o-promocji-cudow-i-instytucjach-niewidzialnych-rak.html
  • 2012-05-23 15:55 | P.Baranowski

    Re:Ustawa o promocji cudów i niewidzialnych rąk - czyli o braku pracy.

    List Otwarty do Prezydenta Miasta Szczecina - Piotra Krzystka w sprawie stanu bezrobocia, wniosek o odwołanie Powiatowej Rady Zatrudnienia oraz Dyrekcji PUP: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/625865,list-otwarty-do-prezydenta-miasta.html
  • 2012-05-31 15:55 | P.Baranowski

    Co tak naprawdę powiedział Prezydent Obama o obozach zagłady:

    Przesłuchałem bardzo dokładnie zapis czarnych skrzynek z przemówienia Pana Prezydenta USA – Barracka Obamy i przetłumaczyłem samodzielnie z języka oryginału na język nasz ojczysty. Treść tego przemówienia okazała się całkiem zrozumiała, oczywista i nie można jej w niczym zaprzeczyć. To kompletna prawda. Zadziwiło mnie nawet, że tak precyzyjna wiedza o naszych realiach jest dostępna Prezydentowi USA a jednocześnie zupełnie nie jest dostępna naszemu Prezydentowi a zwłaszcza Premierowi – wg. stanu na dzień dzisiejszy Tuskowi D. twierdzącemu publicznie, że (cyt) „Polska jest OK” (koniec cyt.). Otóż ten fragment przemówienia powinien być czytany tak: [i][… ]… Wiemy, że w Polsce były obozy śmierci w, których najeźdźca, okupant, agresor niemiecki pozbawiał ludzi wolności, zdrowia i życia na skalę masową. Były to miejsca bezprzykładnego ludobójstwa, stanowiącego nieusuwalną skazę na historii cywilizacji ludzkiej. Były to faszystowskie, hitlerowskie obozy budowane przez nazistów między innymi na terenie podbitej, okupowanej przez nich Polski – dla ludzi wysyłanych tam przymusowo; obywateli różnych narodowości, żołnierzy, mniejszości narodowych i działaczy ruchu oporu. Dzisiejsza sytuacja w Polsce dzięki zwycięstwu „Solidarności” w pewnym sensie, z zachowaniem oczywiście odpowiedniej skali porównawczej – przypomina tamten czas: zniszczenie gospodarki i oferowanych przez nią miejsc pracy, liczonych na ponad milion – powoduje drugą już po 1989 roku ogromną falę bezrobocia, szczególnie dotykającą obywateli starszych, jak i bardzo młodych; wszystkich których nie objął system antyspołecznych preferencji zatrudniania nastawionych na nepotyzm, prywatę, irracjonalne dążenie do skrajnego obniżenia kosztów zatrudniania a maksymalizację zysku własnego przedsiębiorców. Nie ustalono jednak, co za idiota wpadł na pomysł naśladowania dziś w Polsce choroby raczkującego kapitalizmu, która jest znana i uleczalna od co najmniej 100 lat. W Ameryce bezrobocie w tym czasie nie przekroczyło liczby 500 tysięcy osób. Spowodowało to sytuację, gdy obecnie ponad dwa miliony obywateli Waszego Kraju nie ma żadnego zatrudnienia a więc nie może zdobyć niezbędnych środków do życia. W szczególności cierpią ludzie – dzięki których odwadze i determinacji możliwe było obalenie komunizmu, wydalenie wojsk radzieckich i powrót do samostanowienia, do wolności. To haniebne, bo cierpią ze strony „przyjaciół” ci sami – co cierpieli jeszcze niedawno ze strony wrogów. Dziś ludzie ci, będący w wieku nieco ponad czterdziestu lat lecz w wieku przedemerytalnym, nieraz od kilku lat starają się o rzeczywistą a nie fikcyjną, biurokratyczną pomoc, o pracę dającą środki na ich codzienne potrzeby, ale wszelkie te starania spotykają się z bezwzględnym odrzucaniem, zaciekłym oporem administracji, biurokracji i pracodawców, pozostają bez szans – co jest niewytłumaczalne, niczym nie uzasadnione, barbarzyńskie, nieludzkie, niegodne i ze wszech miar szkodliwe dla Polski oraz dla całego świata. W takim rozumieniu, możemy w pewnym sensie, w sensie oczywiście bardzo przenośnym – mówić dziś w Polsce o „POLSKIM OBOZIE ZAGŁADY” – jeszcze tym bardziej perfidnym, bo nie pozostawiającym śladów zbrodni; ani mogił zbiorowych, ani obiektywnych i prawdziwych danych statystycznych, ani zasiłków, ani odszkodowań, ani krzyżyka na drogę…[…] [/i] [b]No i co? Czy można zaprzeczyć prawdzie?[/b] Co prawda nie znam angielskiego, ale przetłumaczyłem to samodzielnie za pomocą poradnika samouczka pt. „How to spell USA-English to Polish in bath” wydawnictwo: Samizdaty/Underground 2012, wydanie I poprawione i uzupełnione. C = „Rightcopy” Sp. C(ałkowicie) N(ieodpowiedzialna).