Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(16)
Komentarze użytkownika: MajOrYX
  • 2017-09-23 19:12 | MajOrYX

    Co jest złego w ustawie dezubekizacyjnej

    Co jest złego w ustawie dezubekizacyjnej? Czy tzw. ustawa dezubekizacyjna jest niekonstytucyjna, bo obniża wysokie emerytury sprzątaczkom na etatach SB i UB? Chciałbym zobaczyć taką sprzątaczkę. Istnieje ona zapewne, tak jak Yeti. Czy słuszne jest odebranie uprzywilejowanych emerytur policji politycznej PRL? Słuszność takiego rozwiązania potwierdził Trybunał Konstytucyjny, Trybunał Praw Człowieka i polskie sądy powszechne. Zatem, dlaczego takie oburzenie? Co najważniejsze, oburzeni są ci sami sędziowie, którzy uznawali za zgodne z zasadami konstytucyjnymi obniżenie emerytur za służbę w organach bezpieczeństwa PRL, jak i ci posłowie, którzy w 2009 roku uchwalili pierwszą ustawę dezubekizacyjną. Czy wszyscy postanowili bronić ubeków na złość PiS-owi? Czy jest to przejaw jakiegoś zidiocenia? Niestety, wiele wskazuje na to, że kto inny jest tutaj idiotą. Otóż, w przeciwieństwie do pierwszej ustawy dezubekizacyjnej, która obniżyła emerytury byłym funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa PRL o 70%, ta druga uderza w prawa słusznie nabyte. Obniżone zostały emerytury należne wyłącznie za służbę po 1990 roku. Przecież dzisiaj nikt nie kwestionuje systemu emerytalnego dla żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy ABW i innych służb mundurowych. Co więcej, uznaje się ich uposażenia, a zatem i emerytury, za niewystarczające. Inaczej nie byłoby przecież podwyżek. Jakby zapomniano, że w 2005 roku wszyscy funkcjonariusze i żołnierze, którzy rozpoczęli służbę w 1990 roku i pełnili ją nieprzerwanie, uzyskali uprawnienia emerytalne z tytułu tej właśnie służby. Uzyskanie uprawnień emerytalnych nie oznacza przejścia na emeryturę. Uprawnienia te zapisano w art. 12 ustawy emerytalnej z 1994 roku. Górna granica tej emerytury też została ustawowo określona i może ona maksymalnie wynosić 75% uposażenia. Oczywiście, aby uzyskać te 75% potrzeba blisko 30 lat służby. 15 nie wystarczy. Sęk w tym, że te 75% to zwykle więcej niż 1700 złotych. Warto tutaj przypomnieć, że konsultowany projekt ustawy zawierał zapis o ograniczeniu emerytur do kwoty średniej emerytury z ZUS, ale odnosił się on tylko do tych osób, które wyłącznie pełniły służbę "na rzecz totalitarnego państwa". Rządowe Centrum Legislacji zaproponowało jednak zmianę po tych konsultacjach i słowo "wyłącznie" zniknęło z tego zapisu. Rządowi prawnicy zauważyli, że przecież osoby, których ustawa ta dotyczy mają różne okresy służby. To tak naprawdę jest źródłem większości problemów z tą ustawą. Zapis określający przelicznik 2,6% za każdy rok służby w Policji, UOP, ABW i innych służbach po 1990 roku stał się fikcją. Jeżeli chodzi o funkcjonariuszy SB, to jakąkolwiek służbę od 1990 roku mogły pełnić wyłącznie osoby pozytywnie zweryfikowane. Mocą ustawy zagwarantowano im ciągłość służby. Ale druga ustawa dezubekizacyjna nie dotyczy tylko nich. Wprowadzono nowe pojęcie "służba na rzecz totalitarnego państwa". Teraz obniżono emerytury ludziom posiadającym prawomocne wyroki sądowe, w których stwierdzono czarno na białym, że nie byli funkcjonariuszami organów bezpieczeństwa państwa PRL. W takiej sytuacji znaleźli się milicjanci, którzy studiowali w Wyższej Szkole Oficerskiej MSW w Legionowie. IPN nie przejmuje się licznymi wyrokami sądów, które stwierdzały, iż była to uczelnia wyższa i nie była jednostką SB. IPN nie przejmuje się, że przynajmniej w drugiej połowie lat osiemdziesiątych studiowała tam spora grupa milicjantów, którzy zasilili szeregi Policji. Nie brakuje też osób, które po wielu latach od zakończenia służby, po otrzymaniu decyzji o obniżeniu emerytury, odkryły z wielkim zadziwieniem, że służyły tak naprawdę w SB. Wstąpili do milicji, bo tak chcieli, mieli legitymacje milicyjne, wykonywali zadania dla komend milicji. Byli przekonani, że zajmują się ściganiem przestępców kryminalnych, co dobrze służy każdemu społeczeństwu. A tu, niespodzianka, bo odkryto jakąś tajną instrukcję, z której wynika iż ich wydział podporządkowano pod nadzór zastępcy komendanta wojewódzkiego milicji do spraw SB. Nie wiedzieli, nie prosili się o to, a byli w SB. Na zakończenie jeszcze jedna niespodzianka. Teraz to już nie wiadomo, śmieszno czy straszno. Sejm obecnej kadencji, już po uchwaleniu drugiej dezubekizacji, znowelizował wszystkie ustawy emerytalne. Dla policjantów, strażaków, funkcjonariuszy więziennictwa i ABW również. Konkretnie art. 33. I co tam jest ciekawego? Gwarancja ustawowa, że po pięciu latach od wydania decyzji emerytalnej nie można zmienić jej na niekorzyść emeryta na podstawie nowej informacji. Wygląda na to, że najbardziej dostaną po głowie, ci którzy odeszli na emerytury w okresie ostatnich pięciu lat. Wprawdzie artykułem 33 jeszcze nikt się nie przejmuje, wszedł w życie w kwietniu bieżącego roku, ale wkrótce sądy mogą zacząć się przejmować. I co wtedy? Ano to, że ci co zaufali swojemu państwu i pełnili służbę naprawdę z narażeniem zdrowia i życia, w czasie kiedy byli prominenci z SB spokojnie pobierali swoje emerytury, teraz dostaną karę bez wyroku. Czy to jest coś złego? To nie jedyne zarzuty, jakie można postawić tej ustawie. O sposobie procedowania nad nią nie wspominając. Ale jeszcze dwa przykłady: Ustawodawca postanowił wprowadzić nowe pojęcie „służba na rzecz totalitarnego państwa” rezygnując z uregulowań zawartych w ustawie lustracyjnej i ustawie o IPN. To nowe określenie zdefiniował poprzez wyliczenie komórek organizacyjnych MSW, szkół i stanowisk, na których służbę uznaje za „służbę na rzecz totalitarnego państwa”. Jednocześnie w ustawie tej zobowiązano IPN do udzielenia informacji o osobach, które pełniły służbę wyliczoną w ustawie dezubekizacyjnej. Problem polega na tym, że IPN miał prawo gromadzić i przetwarzać informacje i dokumenty o osobach i instytucjach wymienionych w ustawie lustracyjnej. Te dwie ustawy jednak nie pokrywają się. Dlatego też, sam fakt udzielenia informacji np. o osobach, które były podchorążymi WSO MSW w Legionowie budzi poważne wątpliwości, gdyż nie było podstaw prawnych do gromadzenia przez IPN tych danych.  Aby wyjaśnić to przystępnie posłużę się przykładem. Dajmy na to, że IPN jest instytucją ochrony przyrody i ma ustawowy obowiązek gromadzenia danych o ptakach żyjących w Polsce. Jednak zaczyna gromadzić dane na temat populacji  nietoperzy i motyli, bo te zwierzęta również latają. Pamiętajmy przy tym, że każda instytucja państwowa może podejmować działania wyłącznie na podstawie przepisów prawa i nie jest dopuszczalne rozszerzanie kompetencji na podstawie własnego uznania. Określenie podmiotów, które mogą być w zainteresowaniu IPN, to nie jedyny problem. Otóż, zgodnie z ustawą o IPN, Instytut mógł gromadzić dokumenty wytworzone i zgromadzone przez jednostki MSW do 6 maja 1990 roku. Udziela jednak informacji obejmujące okres do 31 lipca 1990 roku. Różnica niby nie jest duża, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że nawet jeden dzień inkryminowanej służby ma kolosalne znaczenie, to przestaje być obojętna. Problem ze szkolnictwem jest jeszcze bardziej złożony. W ustawie wymieniono różne szkoły, które IPN uznaje za jednostki Służby Bezpieczeństwa. Nie przejmując się przy tym orzeczeniami sądów i stanem faktycznym. Przy czym, w ustawie znajduje się zapis (art. 13b ust.2 pkt 2) wyłączający ze „służby na rzecz totalitarnego państwa” okresy odbywania szkolenia zawodowego w szkołach i na kursach Służby Bezpieczeństwa przez funkcjonariuszy pełniących służbę, o której mowa w punkcie 1 i ustępie 1 tego samego artykułu. I tutaj kolejne zdziwienie, bo właśnie w ustępie pierwszym wymieniono szkoły, które IPN uznał za szkoły Służby Bezpieczeństwa. Zatem, z przepisu tego wynika, iż: nie pełnił „służby na rzecz totalitarnego państwa” ten, kto odbywał szkolenie zawodowe w szkołach SB pod warunkiem, że nie odbywał go w szkole SB. To tak, jakby powiedzieć komuś, że zalicza mu się służbę wojskową do okresów pracy pod warunkiem, że nigdy nie był w wojsku. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że sądy będą uchylały decyzje obniżające emerytury na podstawie tak skonstruowanej ustawy. Oczywiście nikt do błędów się nie przyzna, tylko podniesie się wrzask, jakie te sądy są złe. Jak to mówią, pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł, a nie przy stanowieniu prawa. Tym bardziej, kiedy nie słucha się żadnych głosów rozsądku. Sądy sądzą tak, jak im prawo napisano. I wydaje się, że w tym jest problem. Gangowi Olsena też cały plan rozsypywał się na ostatniej prostej.
  • 2017-09-25 12:33 | MajOrYX

    Re:Orły Górskiego z niższymi emeryturami? Kolejny absurd ustawy dezubekizacyjnej

    Dlaczego, przyjęto do Policji, UOP, Straży Granicznej i innych służb w 1990 roku 10 tysięcy pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa? Należało im wtedy powiedzieć: brzydzimy się wami, spadajcie na drzewo. Nie powiedziano im tak, ale przyjęto do służby, awansowano, nagradzano i odznaczano za osiągnięcia zawodowe, narażanie życia i zdrowia, a nawet ich utratę. Wielu funkcjonariuszy i żołnierzy, których teraz zakwalifikowano do „osób pełniących służbę na rzecz totalitarnego państwa” nie podlegało nawet weryfikacji i zostali wcieleni do nowych służb „z automatu”. Czy bez tych ludzi można było zapewnić bezpieczeństwo państwu i jego obywatelom w trudnych latach dziewięćdziesiątych? To trzeba było to zrobić i nie obiecywać im w Konstytucji i ustawach gruszek na wierzbie. Nie słyszałem o jakimś byłym oficerze SB, który po zwolnieniu ze służby bez uprawnień emerytalnych (niemało takich było), żyje w skrajnym ubóstwie i nędzy. Tak, jak niektórzy opozycjoniści, którzy nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Pomimo, iż zaliczono im okresy pozostawania bez pracy do wysługi emerytalnej, po bezprawnym zwolnieniu. Pomimo tego, że wielu z nich dostało odszkodowania za internowanie i inne przypadki bezprawnego pozbawienia wolności. Teraz dostali 400zł dodatku do emerytury (prawie połowa emerytury rolniczej). Nie twierdzę, że nie należało się. Że co, esbecy mieli układy i znajomości? Tak samo, jak wielu zaradnych Polaków, zaczynali swoje biznesy od handlu z rozkładanych łóżek na bazarach. A opozycjoniści nie mieli znajomości? Mało ich kolegów otrzymało posady w różnych instytucjach państwowych i spółkach skarbu państwa? Ale niewielu z tych wrzeszczących o swojej krzywdzie i myślących, że dobrobyt całego społeczeństwa będzie zależał od tego, ile zabiorą tym nieco zamożniejszym, a nie od tego jak będziemy poprawiać poziom życia biedniejszych poprzez rozwój gospodarki i biznesu, rozumie jedną prostą prawdę: Słowo jest droższe od pieniędzy.
  • 2017-09-25 14:50 | MajOrYX

    Re:Orły Górskiego z niższymi emeryturami? Kolejny absurd ustawy dezubekizacyjnej

    Dlaczego, przyjęto do Policji, UOP, Straży Granicznej i innych służb w 1990 roku 10 tysięcy pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa? Należało im wtedy powiedzieć: brzydzimy się wami, spadajcie na drzewo. Nie powiedziano im tak, ale przyjęto do służby, awansowano, nagradzano i odznaczano za osiągnięcia zawodowe, narażanie życia i zdrowia, a nawet ich utratę. Wielu funkcjonariuszy i żołnierzy, których teraz zakwalifikowano do „osób pełniących służbę na rzecz totalitarnego państwa” nie podlegało nawet weryfikacji i zostali wcieleni do nowych służb „z automatu”. Czy bez tych ludzi można było zapewnić bezpieczeństwo państwu i jego obywatelom w trudnych latach dziewięćdziesiątych? To trzeba było to zrobić i nie obiecywać im w Konstytucji i ustawach gruszek na wierzbie. Nie słyszałem o jakimś byłym oficerze SB, który po zwolnieniu ze służby bez uprawnień emerytalnych (niemało takich było), żyje w skrajnym ubóstwie i nędzy. Tak, jak niektórzy opozycjoniści, którzy nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Pomimo, iż zaliczono im okresy pozostawania bez pracy do wysługi emerytalnej, po bezprawnym zwolnieniu. Pomimo tego, że wielu z nich dostało odszkodowania za internowanie i inne przypadki bezprawnego pozbawienia wolności. Teraz dostali 400zł dodatku do emerytury (prawie połowa emerytury rolniczej). Nie twierdzę, że nie należało się. Że co, esbecy mieli układy i znajomości? Tak samo, jak wielu zaradnych Polaków, zaczynali swoje biznesy od handlu z rozkładanych łóżek na bazarach. A opozycjoniści nie mieli znajomości? Mało ich kolegów otrzymało posady w różnych instytucjach państwowych i spółkach skarbu państwa? Ale niewielu z tych wrzeszczących o swojej krzywdzie i myślących, że dobrobyt całego społeczeństwa będzie zależał od tego, ile zabiorą tym nieco zamożniejszym, a nie od tego jak będziemy poprawiać poziom życia biedniejszych poprzez rozwój gospodarki i biznesu, rozumie jedną prostą prawdę: Słowo jest droższe od pieniędzy.
  • 2017-10-03 15:40 | MajOrYX

    CZWARTA BRYGADA DRŻY

    Poseł Rzepecki ośmielił się wyrazić swoje zdanie. Przypomniał swoim partyjnym kolegom, że przecież immunitet poselski miał być zniesiony i żaden poseł nie powinien się za nim chować, tylko dochodzić swoich racji przed sądem. Co tak rozzłościło tzw. twardy elektorat PiS? Wcześniej, ten sam młody człowiek otwarcie wyraził swój sprzeciw wobec propozycji podwyżek cen benzyny poprzez nałożenie nowego podatku. Podatku nie wprowadzono. Wyjął kartę podczas głosowania nad ustawami sądowymi, które później zawetował Prezydent wywodzący się z PiS. Dlaczego, poseł Rzepecki może być taki groźny, że wywołał wręcz wściekłość? Oczywiście, że sam nic nie zrobi. Ale może okazać się, że w sejmie jest wielu podobnie myślących, jak on. Z różnych partii. A poza sejmem mogą ich być miliony. Być może, dociera do niektórych starych działaczy partyjnych, co przesiedzieli w ławach poselskich i senatorskich po 20 lat i więcej, że kończy się epoka kombatantów. Na dwudziesto, trzydziesto czy czterdziestolatkach nie robią już wielkiego wrażenia opowieści o bohaterskiej walce z komuną. Oni oczekują rozwiązań na dziś i jutro. Doskonale to zrozumiał Paweł Kukiz. Obecna sytuacja w Polsce przypomina pod wieloma względami dwudziestolecie międzywojenne. Wtedy mówiło się o czwartej brygadzie Legionów. Kto nie wie, to objaśniam, w Legionach Piłsudskiego było w rzeczywistości tylko trzy brygady. Wtedy również kombatanctwo, prawdziwe lub zmyślone, otwierało drogę do kariery. Do władzy doszli pod hasłem sanacji, czyli uzdrowienia. Jak to się skończyło, wszyscy chyba wiedzą.
  • 2017-10-04 19:18 | MajOrYX

    Re:Czy nowa ustawa PiS zablokuje miastom dostęp do in vitro?

    Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji. Niewątpliwie o. Tadeusz Rydzyk, abp. Marek Jędraszewski i wielu innych hierarchów polskiego Kościoła są konserwatystami. Nawet więcej, tradycjonalistami i starają się odbudować stary ład polityczny, który funkcjonował w Polsce przed 1939 rokiem, a nawet wcześniej. Ich celem jest powrót społeczeństwa i tradycji do takiego etapu historycznego, kiedy Kościół mógł czuć się najbezpieczniej i partycypować w sprawowaniu władzy, jednocześnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Polscy biskupi i księża konserwatywni, którzy tak chętnie porównują swoich oponentów politycznych, tak politycznych, do uczestników konfederacji targowickiej zapominają, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej. Gorącymi zwolennikami konfederacji byli: prymas Michał Jerzy Poniatowski, biskup chełmski Wojciech Skarszewski, biskup żmudzki Jan Stefan Giedroyć, biskup poznański Antoni Onufry Okęcki, biskup łucki Adam Naruszewicz i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski. 9 maja 1794 na Rynku Starego Miasta w Warszawie przed ratuszem powieszeni zostali publicznie przywódcy konfederacji skazani na karę śmierci przez Sąd Kryminalny Księstwa Mazowieckiego: hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz i hetman polny litewski Józef Zabiełło. Czwarty skazany, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, po zdjęciu święceń kapłańskich został powieszony przed kościołem św. Anny. Targowica również była przedsięwzięciem skierowanym przeciwko jakimkolwiek próbom zmiany ładu społecznego, który Kościół uznawał, jako korzystny dla siebie. Targowicę w Polsce obecnie też mamy, ale nie jest ona tam, gdzie wskazują hierarchowie.
  • 2017-10-04 19:23 | MajOrYX

    DEMON POSTĘPU I NOWOCZESNOŚCI KRĄŻY PO POLSCE

    Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji. Niewątpliwie o. Tadeusz Rydzyk, abp. Marek Jędraszewski i wielu innych hierarchów polskiego Kościoła są konserwatystami. Nawet więcej, tradycjonalistami i starają się odbudować stary ład polityczny, który funkcjonował w Polsce przed 1939 rokiem, a nawet wcześniej. Ich celem jest powrót społeczeństwa i tradycji do takiego etapu historycznego, kiedy Kościół mógł czuć się najbezpieczniej i partycypować w sprawowaniu władzy, jednocześnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Polscy biskupi i księża konserwatywni, którzy tak chętnie porównują swoich oponentów politycznych, tak politycznych, do uczestników konfederacji targowickiej zapominają, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej. Gorącymi zwolennikami konfederacji byli: prymas Michał Jerzy Poniatowski, biskup chełmski Wojciech Skarszewski, biskup żmudzki Jan Stefan Giedroyć, biskup poznański Antoni Onufry Okęcki, biskup łucki Adam Naruszewicz i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski. 9 maja 1794 na Rynku Starego Miasta w Warszawie przed ratuszem powieszeni zostali publicznie przywódcy konfederacji skazani na karę śmierci przez Sąd Kryminalny Księstwa Mazowieckiego: hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz i hetman polny litewski Józef Zabiełło. Czwarty skazany, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, po zdjęciu święceń kapłańskich został powieszony przed kościołem św. Anny. Targowica również była przedsięwzięciem skierowanym przeciwko jakimkolwiek próbom zmiany ładu społecznego, który Kościół uznawał, jako korzystny dla siebie. Targowicę w Polsce obecnie też mamy, ale nie jest ona tam, gdzie wskazują hierarchowie. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź ostrzegał wiernych w Gdańsku przed „demonem postępu i nowoczesności”.
  • 2017-10-05 11:35 | MajOrYX

    Re:Po Czarnym Wtorku – czy kobiety przegrały?

    Tlen69 - proszę wylicz mi zakazy prawne w polityce dotyczące kobiet i podobne ograniczenia dotyczące gospodarki. O prawo do wynagrodzenia "na podobnym stanowisku" już pytał nie będę. MajOrYX - "Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji." Może i masz rację, powstaje tylko pytanie skąd ty (i reszta marksistów) wiecie, co jest lepsze od systemu społecznego powstałego naturalnie na przestrzeni stuleci? Komunizm? Piętrzące się pod niebo stosy kości ofiar tego systemu nie są wystarczającym dowodem na jego absolutne zło? Bieda i głód w Wenezueli, z zapasami ropy większymi od Arabii Saudyjskiej nie jest dowodem na krańcową niewydolność tegoż? Odpowiedz. Dla targowiczan takim systemem był feudalizm. Nic nie piszę na temat marksizmu. Nie widzę też realnego zagrożenia marksizmem dla Polski. Dlaczego, postęp i nowoczesność kojarzy ci się z marksizmem? To ciekawe.
  • 2017-10-05 13:37 | MajOrYX

    DEMON NOWOCZESNOŚCI SIEJE W POLSCE ZNISZCZENIE

    Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji. Niewątpliwie o. Tadeusz Rydzyk, abp. Marek Jędraszewski i wielu innych hierarchów polskiego Kościoła są konserwatystami. Nawet więcej, tradycjonalistami i starają się odbudować stary ład polityczny, który funkcjonował w Polsce przed 1939 rokiem, a nawet wcześniej. Ich celem jest powrót społeczeństwa i tradycji do takiego etapu historycznego, kiedy Kościół mógł czuć się najbezpieczniej i partycypować w sprawowaniu władzy, jednocześnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Polscy biskupi i księża konserwatywni, którzy tak chętnie porównują swoich oponentów politycznych, tak politycznych, do uczestników konfederacji targowickiej zapominają, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej. Gorącymi zwolennikami konfederacji byli: prymas Michał Jerzy Poniatowski, biskup chełmski Wojciech Skarszewski, biskup żmudzki Jan Stefan Giedroyć, biskup poznański Antoni Onufry Okęcki, biskup łucki Adam Naruszewicz i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski. 9 maja 1794 na Rynku Starego Miasta w Warszawie przed ratuszem powieszeni zostali publicznie przywódcy konfederacji skazani na karę śmierci przez Sąd Kryminalny Księstwa Mazowieckiego: hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz i hetman polny litewski Józef Zabiełło. Czwarty skazany, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, po zdjęciu święceń kapłańskich został powieszony przed kościołem św. Anny. Targowica również była przedsięwzięciem skierowanym przeciwko jakimkolwiek próbom zmiany ładu społecznego, który Kościół uznawał, jako korzystny dla siebie. Targowiczanie usiłowali przywrócić porządki feudalne. Targowicę w Polsce obecnie też mamy, ale nie jest ona tam, gdzie wskazują hierarchowie. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź ostrzegał wiernych w Gdańsku przed „demonem postępu i nowoczesności”. Oczywiście, obecni tradycjonaliści nie dążą do przywrócenia w Polsce feudalizmu w gospodarce, ale w sferze obyczajowej, jak najbardziej. Swoich oponentów politycznych nazywają przewrotnie Targowicą. Nazywają ich też komunistami lub łagodniej marksistami. Zapominając przy tym, że Karol Marks w żaden sposób nie odpowiada za komunistyczne zbrodnie. Zmarł 34 lata przed rewolucją październikową, miał poglądy propolskie. Marks uważał, że odrodzona Polska będzie zaporą dla imperializmu Rosji, krytykował mocarstwa za nieudzielenie Polakom pomocy podczas powstania styczniowego. Udało im się przypiąć łatkę komunisty nawet Platformie Obywatelskiej. Pomimo, iż w przeciwieństwie do socjalistycznego PiS-u jest ona partią liberalną. Jak wiadomo, liberałom jest bliżej do konserwatystów. Natomiast socjalistom, nawet jak są katolikami, bliżej do komunistycznych idei. Szczególnie wówczas, gdy stosują metody bolszewickie. Tym, których tak fascynuje tradycjonalizm zwracam uwagę, że tradycjonaliści odnieśli sukcesy w takich krajach, jak np. Afganistan. Nazywamy ich talibami.
  • 2017-10-05 20:26 | MajOrYX

    PiS zawiesza posła Rzepeckiego. Skończy się w sądzie?

    Seniorom wydaje się, iż swoje emerytury otrzymują dzięki składkom, które płacili w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych czy później. Gdyby tak rzeczywiście było, to ich emerytury nie przekraczałyby 300 złotych miesięcznie. A może nawet byłyby jeszcze niższe. Należy pamiętać, że w latach osiemdziesiątych zarabialiśmy 15, a może 20 dolarów miesięcznie. Ile to byłoby dzisiaj, 60 może 70 złotych. Taka była wówczas siła naszej gospodarki. Dlaczego dzisiaj średnia emerytura z ZUS wynosi jednak znacznie więcej tj. około 2 tysięcy złotych, chociaż i tak nie jest to dużo? Bo na to pozwala stan naszej gospodarki dzisiaj. Składki emerytalne płacone 30 lat temu skonsumowały osoby będące wówczas na emeryturach. Dzisiejsi emeryci są finansowani przez dzisiejszych płatników składek emerytalnych. Emerytura, tak jak i płaca, jest wprost zależna od siły i efektywności gospodarki na dzień jej pobierania. Jednakże, aby system emerytalny mógł się sfinansować konieczne jest utrzymanie odpowiedniej struktury demograficznej i wysokiego zatrudnienia. Żeby na jednego emeryta przypadało co najmniej dwóch, a jeszcze lepiej trzech pracujących. Jednak tak nie jest i będzie jeszcze gorzej. Dlatego też, rząd AWS przeprowadził pamiętną reformę emerytalną. Jej główne założenie można sprowadzić do jednego, każdy powinien odłożyć na swoją emeryturę sam. Tylko nie wiadomo po co do tego potrzebny jest ZUS i KRUS. Łatwo obliczyć, że mężczyzna pracujący 40 lat od 25 roku życia bez przerwy, aby przez następne 20 lat otrzymywać emeryturę w wysokości 2 tysiące złotych, musiałby odprowadzać składkę emerytalną w wysokości 1 tysiąca złotych miesięcznie. Ale jak to, przecież pieniądze te będą inwestowały fundusze, one będą ciągle pracowały. I to się nazywa optymizm. Oczywiście, że te pieniądze muszą być inwestowane, bo inaczej składki sprzed 40, 30 lat będą miały siłę nabywczą bliską zera. Racjonalny optymista powinien zakładać, że jeśli uda się utrzymać ich siłę nabywczą na takim samym poziomie, to będzie sukces. Ilu to ludzi kupiło ten pomysł bezrefleksyjnie. Przecież to będą moje pieniążki, tylko moje, nawet będzie można je dziedziczyć! Jeszcze żeby można je tak powąchać od czasu do czasu. To jak w tym żarcie, już za rok najniższa emerytura będzie wynosiła 10 tysięcy, ale bułka będzie kosztowała 5 tysięcy. Czy katastrofa jest nieunikniona? Platforma Obywatelska poszła o krok dalej w tym samym kierunku. Bo podwyższenie wieku emerytalnego, to dziecko tego samego sposobu myślenia. Może jeszcze, gdyby próbowano wprowadzić to rozwiązanie dzisiaj, kiedy bezrobocie spada a sytuacja ekonomiczna rodzin poprawia się (również za sprawą programu 500+) to szanse jego powodzenia byłyby większe. A tak, to jaki jest efekt? Podwyższenie wieku emerytalnego przyczyniło się do utraty władzy, a nowy rząd rozwiązanie unieważnił i wyrzucił do kosza. Dzisiaj czytam o najnowszym pomyśle na … utratę władzy. Emerytura obywatelska. Tysiąc na głowę i po sprawie. To już nie krok, ale skok ciągle w tą samą stronę. A niby, partie ideologicznie i programowo tak różne. W czym tkwi zasadniczy błąd? Poprawa demografii to nie taka prosta sprawa i nawet 500+ problemu nie rozwiąże. Zresztą, żadna populacja, nawet populacja kornika, nie może się powiększać w nieskończoność. Podwyższenie wieku emerytalnego? Pewnie rozwiązanie to powróci. Jednakowa głodowa emerytura dla wszystkich? Tego suweren pewnie nie zdzierży. Wszyscy, jakby zapomnieli o jednym, iż poziom życia każdego z nas jest uzależniony wprost od stanu gospodarki i wydajności pracy. Nie oznacza to, że praca wydajniejsza ma być cięższa. Wprost przeciwnie. Dzisiaj jeden rolnik wyposażony w odpowiedni sprzęt i nowe odmiany roślin, w tym samym czasie wykonuje pracę, za pięciu rolników 20 lat temu, może nawet dwudziestu 40 lat temu i może nawet zastępuje stu chłopów pańszczyźnianych pracujących u pana w polu. W przemyśle i handlu proporcje te mogą być jeszcze lepsze. Tutaj takiej roli nie odgrywa czas. Niestety zboże musi rosnąć przez kilka miesięcy, tak samo jak świnka lub byczek na mięsko. Spotkałem się z prognozami, że w najbliższych 20 latach ubędzie około 40% miejsc pracy z powodu postępującej robotyzacji i automatyzacji. Pracę stracą tysiące kierowców po wprowadzeniu na szeroką skalę pojazdów samosterujących, już teraz kasjerki w dużych sklepach są zastępowane przez automaty. W Stanach Zjednoczonych myśli się o opodatkowaniu pracy robotów. Gdzie w tym wszystkim odnajduje się polskie myślenie o gospodarce i społeczeństwie? Będziemy ścigać się z krajami afrykańskimi na przyrost naturalny? Będziemy podwyższać wiek emerytalny i obniżać emerytury? W nowoczesnej gospodarce będzie potrzeba coraz więcej specjalistów o wysokich kwalifikacjach, inżynierów programistów, automatyków itp. Prostej pracy fizycznej będzie coraz mniej. Kiedy cały postępowy świat stawia na jakość, my będziemy stawiali na ilość? Gdyby rzeczywiście emerytury i wysoki poziom życia emerytów zależały w głównej mierze od wskaźnika osób zdolnych do pracy w danej populacji oraz przeciętnego czasu pobierania emerytury, to najlepiej żyłoby się emerytom w krajach zacofanych i przeludnionych. Tam jest dużo osób zdolnych do pracy a żyje się krótko. Nie oznacza to, iż nie powinniśmy zabiegać o dodatni bilans liczby narodzin do liczby zgonów. Cel minimum, to przynajmniej tyle narodzin ile zgonów. To kiedy będziemy bogaci jak Niemcy? Pewnie można byłoby to nawet obliczyć. Jeżeli gospodarka będzie się rozwijała i PKB będzie rósł w średnim tempie 4% rocznie, to pewnie osiągniemy poziom Niemiec za 20, 30 lat. Ale czy wtedy będziemy bogaci jak Niemcy? Tak, jak Niemcy 20, 30 lat wcześniej. Ale raczej jest to wariant optymistyczny, bo możemy też być bogaci, jak Niemcy 100 lat temu. Jak ten problem rozwiązać. Recepta jest dość prosta. Zachowanie właściwych proporcji bieżącej konsumpcji do inwestycji, w tym inwestycji w tak zwany kapitał ludzki, rozumiany jako wyposażenie ludzi w kwalifikacje do pracy w nowoczesnych warunkach. Racjonalna polityka fiskalna państwa, nie tylko w zakresie obciążeń dochodów z pracy najemnej. Recepta prosta a wykonanie bardzo trudne. Należy też przyjąć do wiadomości, że im wyższy będzie rozwój technologii tym niższy będzie udział składek emerytalnych osób pracujących w bieżących wydatkach na emerytury. Lukę tę będzie musiał wypełniać budżet państwa. A skąd weźmie pieniądze państwo? Najprościej mówiąc z podatków, które obciążą wyższe zyski przedsiębiorstw w coraz mniejszym stopniu korzystających z pracy rąk ludzkich. Bo nowoczesna gospodarka przyszłości będzie coraz mniej potrzebowała ludzi do produkcji dóbr materialnych, a ta praca człowieka, którą z łatwością mogą zastąpić maszyny będzie coraz mniej opłacalna. W latach siedemdziesiątych XX wieku oglądałem film opisujący przyszłość ludzkości, kiedy praca będzie formą nagrody. Ponieważ będzie jej tak mało, a możliwość jej wykonywania związana jest z potrzebami człowieka. Pamiętajmy też, że pieniądze to nie cel sam w sobie i jest tyle wart, ile gospodarka i społeczeństwo, które za nim stoi. Inaczej nie przedstawia nawet wartości papieru, na którym go wydrukowano.
  • 2017-10-05 20:26 | MajOrYX

    NIE STRASZCIE PRZYSZŁYCH EMERYTÓW

    Seniorom wydaje się, iż swoje emerytury otrzymują dzięki składkom, które płacili w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych czy później. Gdyby tak rzeczywiście było, to ich emerytury nie przekraczałyby 300 złotych miesięcznie. A może nawet byłyby jeszcze niższe. Należy pamiętać, że w latach osiemdziesiątych zarabialiśmy 15, a może 20 dolarów miesięcznie. Ile to byłoby dzisiaj, 60 może 70 złotych. Taka była wówczas siła naszej gospodarki. Dlaczego dzisiaj średnia emerytura z ZUS wynosi jednak znacznie więcej tj. około 2 tysięcy złotych, chociaż i tak nie jest to dużo? Bo na to pozwala stan naszej gospodarki dzisiaj. Składki emerytalne płacone 30 lat temu skonsumowały osoby będące wówczas na emeryturach. Dzisiejsi emeryci są finansowani przez dzisiejszych płatników składek emerytalnych. Emerytura, tak jak i płaca, jest wprost zależna od siły i efektywności gospodarki na dzień jej pobierania. Jednakże, aby system emerytalny mógł się sfinansować konieczne jest utrzymanie odpowiedniej struktury demograficznej i wysokiego zatrudnienia. Żeby na jednego emeryta przypadało co najmniej dwóch, a jeszcze lepiej trzech pracujących. Jednak tak nie jest i będzie jeszcze gorzej. Dlatego też, rząd AWS przeprowadził pamiętną reformę emerytalną. Jej główne założenie można sprowadzić do jednego, każdy powinien odłożyć na swoją emeryturę sam. Tylko nie wiadomo po co do tego potrzebny jest ZUS i KRUS. Łatwo obliczyć, że mężczyzna pracujący 40 lat od 25 roku życia bez przerwy, aby przez następne 20 lat otrzymywać emeryturę w wysokości 2 tysiące złotych, musiałby odprowadzać składkę emerytalną w wysokości 1 tysiąca złotych miesięcznie. Ale jak to, przecież pieniądze te będą inwestowały fundusze, one będą ciągle pracowały. I to się nazywa optymizm. Oczywiście, że te pieniądze muszą być inwestowane, bo inaczej składki sprzed 40, 30 lat będą miały siłę nabywczą bliską zera. Racjonalny optymista powinien zakładać, że jeśli uda się utrzymać ich siłę nabywczą na takim samym poziomie, to będzie sukces. Ilu to ludzi kupiło ten pomysł bezrefleksyjnie. Przecież to będą moje pieniążki, tylko moje, nawet będzie można je dziedziczyć! Jeszcze żeby można je tak powąchać od czasu do czasu. To jak w tym żarcie, już za rok najniższa emerytura będzie wynosiła 10 tysięcy, ale bułka będzie kosztowała 5 tysięcy. Czy katastrofa jest nieunikniona? Platforma Obywatelska poszła o krok dalej w tym samym kierunku. Bo podwyższenie wieku emerytalnego, to dziecko tego samego sposobu myślenia. Może jeszcze, gdyby próbowano wprowadzić to rozwiązanie dzisiaj, kiedy bezrobocie spada a sytuacja ekonomiczna rodzin poprawia się (również za sprawą programu 500+) to szanse jego powodzenia byłyby większe. A tak, to jaki jest efekt? Podwyższenie wieku emerytalnego przyczyniło się do utraty władzy, a nowy rząd rozwiązanie unieważnił i wyrzucił do kosza. Dzisiaj czytam o najnowszym pomyśle na … utratę władzy. Emerytura obywatelska. Tysiąc na głowę i po sprawie. To już nie krok, ale skok ciągle w tą samą stronę. A niby, partie ideologicznie i programowo tak różne. W czym tkwi zasadniczy błąd? Poprawa demografii to nie taka prosta sprawa i nawet 500+ problemu nie rozwiąże. Zresztą, żadna populacja, nawet populacja kornika, nie może się powiększać w nieskończoność. Podwyższenie wieku emerytalnego? Pewnie rozwiązanie to powróci. Jednakowa głodowa emerytura dla wszystkich? Tego suweren pewnie nie zdzierży. Wszyscy, jakby zapomnieli o jednym, iż poziom życia każdego z nas jest uzależniony wprost od stanu gospodarki i wydajności pracy. Nie oznacza to, że praca wydajniejsza ma być cięższa. Wprost przeciwnie. Dzisiaj jeden rolnik wyposażony w odpowiedni sprzęt i nowe odmiany roślin, w tym samym czasie wykonuje pracę, za pięciu rolników 20 lat temu, może nawet dwudziestu 40 lat temu i może nawet zastępuje stu chłopów pańszczyźnianych pracujących u pana w polu. W przemyśle i handlu proporcje te mogą być jeszcze lepsze. Tutaj takiej roli nie odgrywa czas. Niestety zboże musi rosnąć przez kilka miesięcy, tak samo jak świnka lub byczek na mięsko. Spotkałem się z prognozami, że w najbliższych 20 latach ubędzie około 40% miejsc pracy z powodu postępującej robotyzacji i automatyzacji. Pracę stracą tysiące kierowców po wprowadzeniu na szeroką skalę pojazdów samosterujących, już teraz kasjerki w dużych sklepach są zastępowane przez automaty. W Stanach Zjednoczonych myśli się o opodatkowaniu pracy robotów. Gdzie w tym wszystkim odnajduje się polskie myślenie o gospodarce i społeczeństwie? Będziemy ścigać się z krajami afrykańskimi na przyrost naturalny? Będziemy podwyższać wiek emerytalny i obniżać emerytury? W nowoczesnej gospodarce będzie potrzeba coraz więcej specjalistów o wysokich kwalifikacjach, inżynierów programistów, automatyków itp. Prostej pracy fizycznej będzie coraz mniej. Kiedy cały postępowy świat stawia na jakość, my będziemy stawiali na ilość? Gdyby rzeczywiście emerytury i wysoki poziom życia emerytów zależały w głównej mierze od wskaźnika osób zdolnych do pracy w danej populacji oraz przeciętnego czasu pobierania emerytury, to najlepiej żyłoby się emerytom w krajach zacofanych i przeludnionych. Tam jest dużo osób zdolnych do pracy a żyje się krótko. Nie oznacza to, iż nie powinniśmy zabiegać o dodatni bilans liczby narodzin do liczby zgonów. Cel minimum, to przynajmniej tyle narodzin ile zgonów. To kiedy będziemy bogaci jak Niemcy? Pewnie można byłoby to nawet obliczyć. Jeżeli gospodarka będzie się rozwijała i PKB będzie rósł w średnim tempie 4% rocznie, to pewnie osiągniemy poziom Niemiec za 20, 30 lat. Ale czy wtedy będziemy bogaci jak Niemcy? Tak, jak Niemcy 20, 30 lat wcześniej. Ale raczej jest to wariant optymistyczny, bo możemy też być bogaci, jak Niemcy 100 lat temu. Jak ten problem rozwiązać. Recepta jest dość prosta. Zachowanie właściwych proporcji bieżącej konsumpcji do inwestycji, w tym inwestycji w tak zwany kapitał ludzki, rozumiany jako wyposażenie ludzi w kwalifikacje do pracy w nowoczesnych warunkach. Racjonalna polityka fiskalna państwa, nie tylko w zakresie obciążeń dochodów z pracy najemnej. Recepta prosta a wykonanie bardzo trudne. Należy też przyjąć do wiadomości, że im wyższy będzie rozwój technologii tym niższy będzie udział składek emerytalnych osób pracujących w bieżących wydatkach na emerytury. Lukę tę będzie musiał wypełniać budżet państwa. A skąd weźmie pieniądze państwo? Najprościej mówiąc z podatków, które obciążą wyższe zyski przedsiębiorstw w coraz mniejszym stopniu korzystających z pracy rąk ludzkich. Bo nowoczesna gospodarka przyszłości będzie coraz mniej potrzebowała ludzi do produkcji dóbr materialnych, a ta praca człowieka, którą z łatwością mogą zastąpić maszyny będzie coraz mniej opłacalna. W latach siedemdziesiątych XX wieku oglądałem film opisujący przyszłość ludzkości, kiedy praca będzie formą nagrody. Ponieważ będzie jej tak mało, a możliwość jej wykonywania związana jest z potrzebami człowieka. Pamiętajmy też, że pieniądze to nie cel sam w sobie i jest tyle wart, ile gospodarka i społeczeństwo, które za nim stoi. Inaczej nie przedstawia nawet wartości papieru, na którym go wydrukowano.
  • 2017-10-08 06:57 | MajOrYX

    Imperium atakuje różańcem

    Imperium atakuje różańcem Tradycjonalistom udało się pozyskać w Polsce znaczną grupę zwolenników. Udało się im wmówić, że uczestniczą w walce dobra ze złem i są oczywiście po tej właściwej stronie. Dobro, to tradycja, a wszystkie środowiska reprezentujące myślenie liberalne i modernizacyjne to, komuniści i złodzieje. Zwolennicy radykalnych tradycjonalistów w znacznej większości kierują się, wbrew pozorom, racjonalnymi motywami. Tradycja daje im poczucie bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa socjalnego. Ludzie ci zdają sobie sprawę z zagrożeń, jakie im może przynieść i już przyniosła modernizacja gospodarki. Większość z nich wie, że będą mieli problemy z dostosowaniem się do nowych warunków. Część z nich, jak np. emeryci, nie ma w ogóle żadnych możliwości samodzielnego wpływu na swój los. Uzależnieni są całkowicie od polityki państwa. Dlaczego, program 500 plus okazał się takim sukcesem? Co, się dziwić rolnikowi gospodarującemu na 5 hektarach i otrzymującemu 1500 złotych miesięcznie na trójkę dzieci. Przecież, to jest więcej niż cały jego dochód z roli. On będzie szukał ratunku w tradycji, kiedy taki areał pozwalał na utrzymanie rodziny. Wie, że już nie ma żadnych szans na rozwój swojego gospodarstwa i jeśli wieś nadal będzie się modernizowała, to całkowicie wypadnie z rynku. Przecież w rolnictwie nadal mamy za dużo ludzi. Jest to złudne poczucie bezpieczeństwa. W rzeczywistości, tylko rozwój gospodarki, nowoczesność i postęp mogą zapewnić godne warunki życia dla wszystkich. Liberałowie, do których należy zaliczyć zarówno Platformę Obywatelską i Nowoczesną, ale także Sojusz Lewicy Demokratycznej, który sam się zmarginalizował, popełnili zasadnicze błędy. Zapomnieli, że istnieją liczne grupy społeczne, które nie odniosły oczekiwanych korzyści z modernizacji, a nawet straciły w wielu wymiarach. Koncepcja polityczna zakładająca, że niewidzialna ręka wolnego rynku załatwi wszystko, a biedni skorzystają, kiedy wreszcie zacznie im „spadać z pańskiego stołu” poniosła klęskę. Liberałowie, którym udawało się w miarę sprawnie modernizować Polskę i rozwijać gospodarkę po 1990 roku, wyraźnie stracili impet i brakuje im pomysłów. Opowiadanie ludziom o nieuchronnej konieczności podwyższania wieku emerytalnego i jednoczesnego ograniczania wysokości emerytur oraz wydatków socjalnych nie może być zachęcające dla społeczeństwa. W sytuacji, kiedy przewiduje się, iż na skutek robotyzacji i automatyzacji w krajach wysokorozwiniętych w okresie najbliższych 20 lat zniknie 40% miejsc pracy, opowieści o wielkim zapotrzebowaniu gospodarki na ręce do pracy, świadczą o oderwaniu się od rzeczywistości. To jest brak wizji rozwoju i zaprzepaszczenie możliwości pozyskania dla swoich koncepcji szerokiego poparcia społecznego. Na tym tle wypada lepiej nawet minister Morawiecki z mirażami o masowej produkcji elektrycznych samochodów. Tak, my będziemy produkowali elektryczne samochody, a cały nowoczesny świat samochody autonomiczne. Nawet, jak wyprodukujemy te samochody, to kto je od nas kupi i za ile? Sami będziemy nimi jeździli, ale nie będziemy mieli prądu. To, tak jak w tym dowcipie z czasów PRL. Gdybyśmy mieli blachę, to zarzucilibyśmy cały świat konserwami, ale i tak nie mamy mięsa. Te społeczne frustracje świetnie wykorzystuje od wielu lat o. Tadeusz Rydzyk oraz wielu innych tradycjonalistów w Kościele. Oni doskonale rozpoznali wroga i wiedzą, że postęp i nowoczesność stanowi dla nich prawdziwe zagrożenie, a tak naprawdę wyzwanie, którego nie chcą podjąć. Dlaczego? Bo, to wymaga wysiłku. W dobrze wykształconym i zamożnym społeczeństwie wyobrażenia Boga, jako siwego starca, święte obrazki i inne atrybuty tradycji nie będą miały takiego wzięcia. Tradycjonaliści zapominają, że pierwsi chrześcijanie byli światopoglądowo ultranowocześni i dlatego odnieśli sukces. Ludziom przestała wystarczać wiara w kamienne bożki. Nie było już możliwe wmawianie im, że inny człowiek może być bogiem. Cezar jest bogiem? Przecież ja go znam, nie jest mądrzejszy ode mnie. Niestety, dzisiaj znaczna część wiernych chodzi do kościołów wyłącznie z powodu tradycji. Tak naprawdę nie rozumieją oni istoty wiary, którą wyznają, a ich księża nigdy o to nie zabiegali. Chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub kościelny i ostatecznie pogrzeb, to taka tradycja. Im mniejsze i uboższe środowisko, tym trwalsza. Hierarchowie bardziej umiarkowani zdają sobie sprawę, że powrót do tradycji sprzed osiemdziesięciu lat nie jest możliwy. Rozumieją, iż Kościół nie może funkcjonować w oderwaniu od rzeczywistości. Rozumieją, że wraz z postępem i nowoczesnością będzie mniej wiernych w kościołach. Przestaną przychodzić ci, którzy chodzą tam motywowani tradycją, po prostu z przyzwyczajenia. Wiedzą, iż identyfikacja z jedną partią polityczną, w przypadku jej porażki, oznacza klęskę dla Kościoła i dramatyczną utratę pozycji społecznej. Obecnie triumfują tradycjonaliści, a nawet fanatycy. Dołączają do nich także różni dziwacy i konformiści. Facet miał trzy żony, parę kochanek, czerpał z życia całymi garściami i nagle przypomina sobie, że w dzieciństwie był ministrantem. Gwałtownie wzrasta duchowość i religijność na pokaz. Zwrócił na to uwagę nawet o. Tadeusz Rydzyk. Słynna wypowiedź: panie ministrze, która to już żona siedzi obok pana. Pozornie nie ma to żadnego związku z gospodarką. Jednak, jej dynamiczny rozwój w takich warunkach nie jest możliwy. Zacofanie w sferze ducha automatycznie przekłada się na regres w sferze materialnej. Izolacjonizm, brak otwarcia na dialog, budzenie niepotrzebnych lęków społecznych, osłabienie pozycji nauki, wzmacnianie konfliktu społecznego, brak zdolności do kompromisu, konflikt z innymi państwami, to wszystko wpływa na osłabienie zdolności modernizacyjnych. Powrót do tradycji wymaga współdziałania władzy świeckiej i duchowej. Jeżeli ma być możliwy, to należy spacyfikować wszelkie środowiska prezentujące odmienne poglądy. Do tego, konieczne jest podporządkowanie sądów, wszystkich mediów, szkół, uczelni, organizacji pozarządowych oraz zmiany prawa. Wszystko ma zostać podporządkowane tradycji i państwu unitarnemu, jeśli nie totalitarnemu. Jednak, wzmacnianie aktywności środowisk radykalnych z jednej strony wywołuje, jak każda akcja, reakcję radykalnych przeciwników. Jedni i drudzy pozyskują zwolenników i coraz mniej miejsca pozostaje dla umiarkowanego centrum. To powoduje narastanie konfliktu społecznego. Jeżeli proces ten nie zostanie zatrzymany zawarciem konsensusu i osłabieniem wpływu radykałów na społeczeństwo, to pozostaną dwie wielkie siły radykalne zmierzające do wzajemnego unicestwienia. To nie będzie nic dobrego, stracą wszyscy. W jakiej partii należy poszukiwać osób zdolnych do kompromisu? W tak dramatycznej sytuacji, w każdej. W Kościele także. Tradycjonaliści powinni sobie uzmysłowić, że powrót do przeszłości jest możliwy tylko w filmach. Liberałowie muszą zrozumieć, że nie można pozostawiać na marginesie całych grup społecznych, a wyścig szczurów to nie jest to, o czym marzą miliony Polaków. Każdy musi coś stracić, żeby mogli zyskać wszyscy. Gdzie, w tym wszystkim jest najważniejszy gracz Jarosław Kaczyński? Nie sądzę, żeby był tradycjonalistą. Jestem przekonany, że po umocnieniu swojej władzy nie będzie się nią dzielił z hierarchami, nawet najbardziej konserwatywnymi tradycjonalistami. Mogą mu, co najwyżej służyć, jako instrument ciągłego wzmacniania władzy. W najlepszym wypadku jest bardzo sprytnym kryptosocjalistą, który zmierza do urzeczywistnienia marzeń o społeczeństwie, gdzie wszyscy są sobie równi pod każdym względem, również majątkowym. To już przerabialiśmy. Może też być nowym wcieleniem Dartha Vadera, albo samego Palpatine’a. http://ringpl.blog.pl/
  • 2017-10-11 19:02 | MajOrYX

    PiS żartuje

    Kilka miesięcy temu na konwencji PiS Jarosław Kaczyński opowiadał, jak to Chruszczow na plenum KC KPZR wygłaszał referat potępiający stalinizm. W pewnym momencie Chruszczow miał wyrazić pretensję, że na wcześniejszych plenach nie znalazł się nikt, kto skrytykowałby pomysły Stalina. Wtedy z sali padło pytanie: „A, gdzie ty byłeś?” Chruszczow spojrzał groźnie na salę i zapytał: „Kto, to powiedział?” Zapanowała cisza. Wtedy Chruszczow miał powiedzieć: „Byłem tam, gdzie ty teraz jesteś.” Poseł Rzepecki niepotrzebnie słowa prezesa wziął sobie na poważnie, tak jak i program partii. To tylko był taki żart, anegdota. Prezes Kaczyński, to wyjątkowo żartobliwy człowiek. Nawet, nie śmieje się, gdy opowie jakąś facecję. Panie pośle, to dowcipas taki był. Najwyraźniej, Poseł Łukasz Rzepecki nie zna się na żartach. Znakomity jest także Antoni Macierewicz. Mistrz czarnego humoru. No, można boki zrywać, a sam nawet półgębkiem się nie uśmiechnie. Jednak, najlepszy jest w opowiadaniu różnych historyjek z życia wojskowego. „Dziennik Gazeta Prawna” informuje o najnowszej opowieści: W ciągu dwóch lat ma powstać specjalna jednostka złożona z tysiąca specjalistów, którzy będą chronić kraj przed atakami przy użyciu broni XXI wieku. Nad Polską powstanie „polityczna cybertarcza”. Jednym z jej elementów ma być licząca tysiąc osób specjalna jednostka wojskowa. Drugim – nowy departament ds. cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Premiera, którym pokieruje minister Paweł Szefernaker. MON zbuduje nową armię za 2 mld zł. Dlaczego, jest to bardzo zabawne? Na modernizację techniczną Sił Zbrojnych RP w 2017 roku zaplanowana została kwota 9,499 mld, z tego aż 7,06 mld dotyczy realizacji programu wieloletniego „Priorytetowe zadania modernizacji technicznej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w ramach programów operacyjnych”, którego celem jest zwiększenie zdolności operacyjnych Sił Zbrojnych RP oraz podwyższenie stopnia nowoczesności uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Zatem, powstanie nowej 1000 osobowej jednostki (ok. 1% całego zawodowego wojska bez WOT), to koszt w wysokości ponad 20% całej kwoty przeznaczonej w tym roku na modernizację wojska. Pomijam fakt, że informatyków, którzy są niezbędni do takiego przedsięwzięcia, nie ma w nadmiarze na rynku pracy i z pewnością nie zadowolą ich uposażenia żołnierskie, a nawet oficerskie. Przezabawne są też inne opowieści PiS. Szczególnie te, o wsadzaniu do więzień za złodziejstwo i korupcję poprzednich ekip rządowych. Jak do tej pory, najgłośniejsze zatrzymania dotyczą osób z obecnej ekipy. W marcu tego roku agenci warszawskiej Delegatury CBA zatrzymali 5 podejrzanych w sprawie wyrządzenia znacznej szkody majątkowej spółce PKP S.A. poprzez zawarcie w maju 2016 roku przez spółkę kolejową z jedną z warszawskich spółek niekorzystnej umowy na 1 900 000 zł netto. Umowa dotyczyła realizacji profilaktyki w zakresie zagrożeń terroryzmem bombowym w ramach przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Kilka dni temu sąd postanowił o aresztowaniu szefa rady nadzorczej Grupy Azoty Marka G., pracownika Grupy Lotos i czterech innych osób zatrzymanych przez CBA za domaganie się łapówek za kontrakty na dostawy surowców. Marek G. został powołany do rady nadzorczej Grupy Azoty w lutym zeszłego roku na wniosek Ministerstwa Skarbu. Dwie dekady temu był wojewodą zamojskim, a potem prezydentem Zamościa. W ostatnich latach pracował m.in. w jednej z największych firm deweloperskich w Lublinie. Kogo PiS powołało na szefa rady nadzorczej Grupy Azoty? Oczywiście, że nie byle kogo. Jednego z ważnych działaczy polskiej prawicy, absolwenta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który w latach 1997–1998 pełnił funkcję wojewody zamojskiego, następnie do 2002 przez jedną kadencję był prezydentem Zamościa (ubiegał się o reelekcję z ramienia komitetu Prawo i Samorządność, zajmując ostatnie, 6. miejsce; nie uzyskał także mandatu w radzie miasta). Od 2003 zajmuje kierownicze stanowiska w spółkach prawa handlowego. Należał do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i w jego ramach do AWS. Później był członkiem Przymierza Prawicy i PiS, z ramienia którego bez powodzenia kandydował do Sejmu w 2001. W 2007 został członkiem Prawicy Rzeczypospolitej, w przedterminowych wyborach w tym samym roku bezskutecznie ubiegał się o mandat senatora z ramienia tej partii (występującej jako KWW Prawica Marka Jurka) w okręgu chełmskim. W 2009 z listy PR kandydował do Parlamentu Europejskiego, a w 2014 był jej kandydatem na liście PiS do sejmiku lubelskiego, także nie uzyskując mandatu. W 2015 zasiadł w zarządzie nowo powołanego Stowarzyszenia Chrześcijańsko-Narodowego i został jego liderem wojewódzkim. W 2004 został skazany przez Sąd Rejonowy w Zamościu na karę grzywny za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Jak tak dalej pójdzie, to w więzieniach zabraknie miejsca dla członków poprzednich ekip. Oczywiście, PiS przedstawia te zdarzenia, jako swoje sukcesy. Nie ma świętych krów. Nic nie mówi na temat swojej znakomitej polityki kadrowej. Minister Patryk Jaki wykazał się dzisiaj, jeszcze bardziej wyrafinowanym poczuciem humoru. Zaprezentował główne założenia reprywatyzacji według Sojuszu Lewicy Demokratycznej i następnie oświadczył, że jest to najnowszy projekt PiS. Tak o tych pomysłach w 2011 roku pisało stowarzyszenie Solidarni 2010: „Nadzieją dla środowisk poszkodowanych nacjonalizacją były rządy PiSu. Środowiska te wyrażały wielką radość po wyborczych zwycięstwach Kaczyńskich. Nareszcie! Teraz tylko jeszcze reprywatyzacja i Polska popłynie, będzie znowu Polską! Takie były powszechne nastroje. Z czasem jednak okazało się, że PiS do reprywatyzacji miał stosunek mętny i niejasny, a po uważniejszym sprawdzeniu – w istocie niechętny. Sam Jarosław Kaczyński wypowiadał się PRZECIWKO zwrotowi Polakom zagrabionej własności. Ze względu na nacisk społeczny /ogromne poparcie przez nasze środowisko Kaczyńskich w wyborach/, PiS na siłę rozpoczął niemrawe procedowanie nad SLDowskim projektem reprywatyzacyjnym – zwrotu 15% wartości mienia, BEZ PRAWA ZWROTU MAJĄTKU W NATURZE/a więc z szansą szczucia na dawnych właścicieli, że obciążają budżet państwa i ograbiają egoistycznie podatników/. Iście szatański projekt!” Politycy PiS żartują sobie, że należą do partii konserwatywnej. Natomiast, Łukasz Warzecha w artykule „PiS, czyli Patriotyzm i Socjalizm” opublikowanym w Do Rzeczy 7 grudnia 2016 roku napisał tak: „Jeśli bowiem szukać na polskiej scenie politycznej formacji nawiązującej do wzorców patriotycznego socjalizmu w typie dawnej PPS, to będzie to właśnie PiS. Można było się spodziewać, że ugrupowanie Kaczyńskiego będzie realizować program socjalny i etatystyczny – takie były w dużej mierze zapowiedzi – ale zaskakują proporcje działań socjalnych wobec działań mających uwalniać rynek. Pierwszy rok to właściwie wyłącznie powiększanie socjalu, nie wprowadzono zaś żadnych zmian ograniczających fiskalizm i zwiększających swobodę obywateli. (…)”. Najwyraźniej pan Warzecha nie ma poczucia humoru. Ciekawe, jak długo jeszcze poczucie humoru będą mieli obywatele Rzeczypospolitej? http://ringpl.blog.pl/
  • 2017-10-20 21:20 | MajOrYX

    Jagiellonowie – fundatorzy Rzeczpospolitej. Pomocnik Historyczny POLITYKI

    Wczoraj Moskwa dziś Bruksela! Gdyby, wykrzykujący te słowa byli bardziej zorientowani w świecie powinni krzyczeć: Albo Moskwa albo Bruksela! Albo Wschód albo Zachód! Innej drogi po prostu nie ma. Putin nie pozwoli nam na izolację i autonomię w stylu szwajcarskim. To jest pewne i obawiam się, że już przesądzone. Politycy, którzy mogliby to zmienić, skompromitowali się z innych względów. Nie bójcie się, wojny nie będzie. Putin zwasalizuje nas w inny sposób. Jak za PRL-u okupacji nie było, tak i teraz nie będzie. Okupacja to bardzo kosztowna sprawa pod każdym względem. Na początku będzie kompletna marginalizacja, a później podporządkowanie ekonomiczne, polityczne i wojskowe. Cele imperialne Rosji i Putina są jasne i nie różnią się specjalnie od polityki carów. Tak naprawdę, Polska znajduje się w strefie wpływów rosyjskich od ponad 200 lat, z małą przerwą po I wojnie światowej i po 1990 roku. Druga przerwa już się kończy. Bystrzy obserwatorzy zauważyli już, jaką rolę w tej rozgrywce spełnia Korea Północna i Afryka Północna. Co, to ma wspólnego z Polską i Europą? Myślicie, że nic. To jest proste, trzeba związać militarnie i politycznie uwagę Amerykanów daleko od Europy środkowej. Wszelkie umowy i gwarancje międzynarodowe mają sens, jeśli stoi za nimi siła militarna. Prawdziwa siła, a nie kilkuset żołnierzy. Nie zdziwiłbym się wcale, zresztą mówi się o tym, gdyby za finansowanie terroryzmu w Europie zachodniej była odpowiedzialna Rosja. To destabilizuje naszych najbliższych zachodnich sojuszników. Środowisko ultrapisowskie już pluje na Prezydenta RP. Możliwe, że jest to jedyny dzisiaj polityk, który może zmienić niekorzystny dla Polski bieg wydarzeń. Chociaż, jest to co raz mniej realne, jeśli w ogóle możliwe. Karty zostały wyłożone na stół. Tylko oni tego nie widza. Trudno powiedzieć, czy część obecnie decydujących o Polsce polityków to agenci, czy tylko pożyteczni idioci. Jak już będziemy wiedzieli na pewno, to i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia. Nie martwcie się, że grozi nam ponowna urzędowa ateizacja. Putin świetnie dogaduje się z Cerkwią, to i dogada się z Kościołem. On wyciągnął wnioski z błędów swoich poprzedników z NKWD i KPZR. Na naszych oczach toczy się rozgrywka o niepodległość Polski. MON atakuje Prezydenta RP. Wyciąga się co chwilę różne teczki służb specjalnych. Dzisiaj zarzut, że ktoś w młodości był elewem szkoły chorążych WSW jest wręcz śmieszny. Ale propagandowo może być skuteczny. Był tam nawet dowódcą plutonu, ho, ho, ho! Taka szycha. Czy, ktoś pamięta patrole WSW na ulicach miast? Wiecie ilu żołnierzy było w takim plutonie i czym się zajmowali! To był rok 1987, czyli tuż przed upadkiem komuny. Był ktoś wtedy w wojsku? Wiecie czym się zajmuje policja wojskowa, wtedy WSW a obecnie ŻW? Ale, jak zatrudnili byłego esbeka w PWPW, który zajmował się zabezpieczeniem kontrwywiadowczym, to nie ma problemu. Ludzie, ten esbek nie pełnił służby patrolowej tylko rozpracowywał opozycjonistów współpracujących z Radiem Wolna Europa. Był kadrowym oficerem wywiadu politycznego PRL! Mówi wam to coś? Jednocześnie słyszymy o kolejnych osobowościach w kręgach władzy z przeszłością w SB lub PZPR. Hasło walki z komuną jest dla obecnej władzy bardzo ważne. Tyle, że jak przyjrzymy się konkretom, to wygląda to, co najmniej dwuznacznie. W dniu 4 czerwca 1989 roku w dwóch szkołach MSW będących kuźniami kadr oficerskich dla zbrojnego ramienia PZPR przeprowadzono wybory parlamentarne. Szkoły te, a mowa o WSO w Legionowie i WSO w Szczytnie, stanowiły zamknięte okręgi wyborcze. To znaczy, głosowali tam tylko kandydaci na oficerów służb podległych MSW, w tym SB. Okazało się, że te młode gnojki oddały głosy na kandydatów Solidarności. Obie szkoły oficerskie Rada Ministrów rozwiązała już sześć dni później. Jeszcze przed drugą turą wyborów. Te młode gnojki ocalały jednak i pokończyły szkoły oficerskie już po 1990 roku. Wielu z nich jeszcze w ubiegłym roku pełniło służbę w Policji, Straży Granicznej i innych służbach mundurowych. Dopiero, wywalili ich Błaszczak z Zielińskim. Tych ludzi, którzy podjęli służbę dla wolnej Polski potraktowano tak samo, jak starych ubowców, którzy przeważnie już nie żyją. Każdy, kto w służbach PRL odgrywał jakąś istotną rolę jest już starcem lub nie żyje. Oni są całkowicie bezwartościowi. Ci młodsi, którzy istotne funkcje zdążyli pełnić odnajdują się znakomicie w orbicie nowej władzy. Najgorzej traktowani są ci, co przed 1990 rokiem nic złego nie zrobili, a nawet zrobić nie mogli. Natomiast, większość swojego dorosłego życia poświęcili w służbie dla demokratycznej Polski. Ortodoksyjni wyznawcy PiS wiedzą tylko to, co usłyszą w Radiu Maryja, a ostatnio w TVP. Nie ma żadnej rozprawy z komuną. Jest rozprawa z tymi, którzy komuny nie chcieli bronić! Dla tych, co nie wiedzą o co, w tym wszystkim chodzi, przedstawiam kilka zasad postępowania dobrego agenta: 1. Pamiętaj zawsze, jaki jest twój cel. Masz wniknąć w szeregi wroga, uzyskać o nim jak najwięcej informacji i przejąć nad nim kierownictwo. 2. Musisz się uwiarygodnić. Masz być radykalny i wygłaszaj poglądy potwierdzające przekonanie o twojej nienawiści do nas. Zachowuj się tak samo, jak nasi wrogowie. 3. Pamiętaj, że mogą cię sprawdzać. Wtedy bez wahania możesz niszczyć nawet naszych ludzi. Walka wymaga ofiar. Później, pomoże ci to niszczyć naszych wrogów. Wystarczy, że sprytnie pomówisz ich o działalność na naszą korzyść. 4. Pamiętaj, że jesteś agentem i tylko kilku naszych wie, kim jesteś. Jeżeli nasi ludzie zatrzymają cię i nawet pobiją, nigdy nie wyjawiaj, że jesteś agentem. To tylko uwiarygodni cię w oczach naszych wrogów. Jeżeli się przyznasz, to tylko przypieczętujesz swoją klęskę i dla nas też nie będziesz już nic znaczył. 5. Staraj mieszać kłamstwo z prawdziwymi faktami, które łatwo sprawdzić, a które nie mają większego znaczenia. 6. Jeżeli przyłapią cię na kłamstwie, to zaprzeczaj w żywe oczy i wypieraj się własnych słów. Co najwyżej, powiedzą że jesteś wariatem. 7. Podejmując działania na naszą korzyść mów i przekonuj, że nam szkodzisz. http://ringpl.blog.pl/
  • 2017-10-22 11:19 | MajOrYX

    who is who?

    who is who? Uważam za ohydne i bolszewickie próby piętnowania ludzi za to, kim byli ich rodzice, dziadkowie, a nawet pradziadkowie. Jednak, dokonując wyborów politycznych nie można nie uwzględniać zachowań polityków w przeszłości, jakie poglądy głosili, z kim przystawali i co ich fascynowało. Nie jest prawdą, że człowiek może zmienić swoje poglądy, swój charakter i osobowość o 180 stopni. Wyjątki, o ile w ogóle są, potwierdzają regułę. Powszechnie uważa się ze koło 25 roku życia człowiek jest już jednostką w pełni dojrzałą, ukształtowaną. Zastanówmy się nad niektórymi przypadkami: Jan Stefan Pietrzak obecnie admirator PiS, w latach 1948–1957 był kolejno słuchaczem Korpusu Kadetów im. gen. Karola Świerczewskiego oraz Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej w Jeleniej Górze. Po odejściu z wojska pracował w Warszawskich Zakładach Telewizyjnych przy produkcji telewizorów. Studiował również na kursie wieczorowo-zaocznym na Wydziale Socjologii Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, którą ukończył w roku 1968. Był członkiem Związku Młodzieży Polskiej, a także Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Po latach przyznał w wywiadzie dla Rzeczpospolitej (1994): Nie miałem nic przeciwko zastanej rzeczywistości. Nie walczyłem z nią, ja z niej wyrastałem – byłem w ZMP, w partii. Socjalizm brałem wprost (…). Dlatego w radzie robotniczej uchodziłem za krzykacza. I nic się nie zmieniło, panie Janku! Jarosław Aleksander Kaczyński 8 grudnia 1976 na WPiA UW obronił pracę doktorską pt. Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą. Jego promotorem był Stanisław Ehrlich, który wcześniej w Ludowym Wojsku Polskim osiągnął stopień majora. W 1944 należał do korpusu oficerów polityczno-wychowawczych 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Był zastępcą dowódcy brygady do spraw politycznych. Uchwałą Prezydium KRN z 20 grudnia 1946 odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Czy, Jarosław Kaczyński mógł pisać doktorat na inny temat i u kogo innego? Pewnie mógł. J. Kaczyński w 1990 był współzałożycielem Fundacji Prasowej „Solidarność”. W tym samym roku wszedł (obok m.in. Lecha Kaczyńskiego, Macieja Zalewskiego, Andrzeja Urbańskiego i Krzysztofa Czabańskiego) w skład władz spółki akcyjnej Telegraf, po czym w 1991 zbył akcje tej spółki na rzecz Macieja Zalewskiego. To zobaczmy, kim są lub były te osoby: Maciej Zalewski w 1990 znalazł się wśród założycieli Porozumienia Centrum. Pełnił funkcję zastępcy Jarosława Kaczyńskiego, jako redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność”. Należał też do twórców Fundacji Prasowej „Solidarność” i pomysłodawców stworzenia przedsiębiorstwa Telegraf. W 1991 był sekretarzem Komitetu Obrony Kraju w Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy. Zajmując to stanowisko, ostrzegł wspólników Art-B, Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego, przed grożącym im tymczasowym aresztowaniem. W 2005 rozpoczął odbywanie kary 2 i pół roku pozbawienia wolności, na którą został skazany za ostrzeżenie wspólników Art-B. Po odbyciu roku i trzech miesięcy kary uzyskał warunkowe przedterminowe zwolnienie. W 1991 został wybrany na posła I kadencji z listy POC. Zasiadał w Komisji Przekształceń Własnościowych i w Komisji Obrony Narodowej. W trakcie kadencji przystąpił do klubu Polskiego Programu Liberalnego. Zrezygnował z mandatu poselskiego przed końcem kadencji po tym, gdy w stanie nietrzeźwości wywołał awanturę z funkcjonariuszami policji po kolizji drogowej. Andrzej Janusz Urbański kolega Zalewskiego z pisma „Wola”. Z akt opublikowanych przez IPN 25 września 2007 wynika, że w 1982 Andrzej Urbański po rozmowie ostrzegawczej podpisał deklarację lojalności wobec organów bezpieczeństwa PRL. Sam zainteresowany zaprzeczył tym informacjom. IPN wydał w tej sprawie komunikat prasowy, w którym poinformował, że zapisy w katalogu odzwierciedlają sformułowania w zachowanych źródłach, zaś tzw. deklaracja lojalności nie oznaczała współpracy z organami bezpieczeństwa państwa. Krzysztof Czabański w 1971 ukończył studia w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (kto w tamtym czasie wybierał taki kierunek studiów?). W latach 1967–1981 pracował jako reporter w czasopismach RSW Prasa-Książka-Ruch: „Sztandarze Młodych”, „Zarzewiu”, „Dookoła świata”, „Literaturze” i „Kulturze”. Był członkiem Związku Młodzieży Socjalistycznej[1]. W latach 1967–1980 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W latach 1994–1997 Jarosław Kaczyński kierował działem wydawniczym w spółce z o.o. „Srebrna”. Spółka Srebrna została utworzona 18 stycznia 1995 roku przez osoby należące do partii politycznej Porozumienie Centrum (PC), jej głównym udziałowcem została Fundacja Prasowa „Solidarność” (FPS), utworzona przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników z PC (mniejszościowym udziałowcem była Barbara Czabańska, była żona Krzysztofa Czabańskiego oraz Jarosław Kaczyński – wnieśli po 2 tys. zł). W zarządzie spółki zasiadali m.in. Kazimierz Kujda i Krzysztof Wyszkowski, natomiast w Radzie Nadzorczej – Lech Kaczyński, Marek Suski, Adam Lipiński i Jolanta Szczypińska. Fundacja wniosła aportem do Spółki dwa budynki przy Al. Jerozolimskich 125/127 (siedziba spółki) i ul. Srebrnej 16 w Warszawie wraz z prawami wieczystego użytkowania działek, które otrzymała po zlikwidowanym koncernie RSW Prasa-Książka-Ruch z czasów PRL (likwidatorem koncernu i jednocześnie założycielem fundacji był Krzysztof Czabański). Kazimierz Stanisław Kujda zasiadał w zarządzie Fundacji Prasowej „Solidarność” i zarządzie spółki Słowo Niezależne, które jest wydawcą Niezalezna.pl – konserwatywnego portalu internetowego. Funkcję redaktora naczelnego pełni Grzegorz Wierzchołowski, a zastępcy redaktora naczelnego Dorota Kania. W ramach portalu swoje felietony i artykuły publikują dziennikarze związani z tygodnikiem Gazeta Polska, miesięcznikiem Nowe Państwo – Niezależna Gazeta Polska i dziennikiem Gazeta Polska Codziennie oraz inni dziennikarze, publicyści i literaci. Ponadto anonimowi blogerzy mogą publikować za pośrednictwem serwisu naszeblogi.pl, jeśli prezentowane przez nich opinie nie są przez właścicieli portalu uznawane za „propagandę”. Krzysztof Maciej Wyszkowski polski polityk, publicysta, działacz opozycji w PRL, doradca premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego oraz Jana Olszewskiego, od 2016 członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Był zatrudniony w Komisji Likwidacyjnej RSW „Prasa-Książka-Ruch”, w 1994 został członkiem zarządu spółki prawa handlowego Srebrna. Zajął się działalnością publicystyczną m.in. w ramach „Gazety Polskiej”. Publicznie oskarżył Lecha Wałęsę o współpracę z SB w latach 70., a przedstawicieli NSZZ „Solidarność” o przywłaszczenie pieniędzy otrzymanych we Francji na początku lat 80. od francuskich związkowców. W 2004 oskarżył o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa Małgorzatę Niezabitowską, z którą zetknął się m.in. w redakcji „Tygodnika Solidarność”. Jedną z najważniejszych postaci naszego życia politycznego jest niewątpliwie Antoni Macierewicz. Poczytałem sobie jego życiorys na Wikipedii. Zaciekawiło mnie jedno zdanie: „Po zamachu stanu generała Augusta Pinocheta w Chile w 1973 pomógł niektórym członkom maoistowskiej partii Movimiento de Izquierda Revolucionaria w uzyskaniu azylu w Polsce.” Co, to jest ten maoizm. Też można poczytać: jest wariantem ideologii komunistycznej, rozwinięciem marksizmu-leninizmu opartym na ideach przywódcy Komunistycznej Partii Chin Mao Zedonga. Maoizm jako odrębna ideologia ujawnił się w 1958 r. proklamowaniem kursu „trzech czerwonych sztandarów” (alternatywna wobec radzieckiej drogi budowy komunizmu). Po rozbiciu radykalnej „bandy czworga” przez pragmatyków (1976–1977) został praktycznie wyparty przez dengizm, który w latach 90. XX w. uzupełniła Zasada Trzech Reprezentacji Jiang Zemina. Maoizm przyjęły m.in. komunistyczne partie w Chinach, Albanii, Malezji, Indonezji, Tajlandii, Birmie, Indiach (Komunistyczna Partia Indii – Marksistowsko-Leninowska), Nepalu (Komunistyczna Partia Nepalu (Maoistowska)), Australii, Peru (Sendero Luminoso). Najsilniejsze wpływy w Europie Zachodniej zdobyli maoiści w Holandii, Portugalii, Belgii i Norwegii. Wśród polskich komunistów zwolennikiem maoizmu był Kazimierz Mijal. Maoizm inspirował też ruchy kontestacyjne w rozwiniętych krajach kapitalistycznych (Maj 1968) i organizacje partyzanckie w wielu krajach Trzeciego Świata. Ciekawe, dlaczego Antoni pomagał maoistom, a Terlecki i Kuchciński byli hipisami. Ruch hippisowski, hippisi, dzieci kwiaty była to rewolucja proklamująca bunt młodych przeciwko światu dorosłych (nie wierzcie nikomu po trzydziestce) i jego instytucjom: rodzinie, Kościołowi, szkole, zakładowi pracy, szefom, rywalizacji, pieniądzowi, wojsku, wojnie, normom, przymusom, zakazom (zakazuje się zakazywać), hipokryzji, konwencji ubioru, własności prywatnej (życie w komunach). Przejaw kontrkultury odrzucającej normy społeczne oparte na konsumpcji, rywalizacji i materializmie. Instytucje i struktury, którym się sprzeciwiali, hippisi określali jako establishment. Komunizm light! To jest niepoważne i śmieszne? To, śmiejcie się dalej. Rzeczywiście, boki można zrywać. Opracowano na podstawie ogólnie dostępnych informacji internetowych i Wikipedii. http://ringpl.blog.pl/
  • 2017-10-22 13:10 | MajOrYX

    WHO IS WHO? Część druga

    Zwolennicy PiS reagują wręcz alergicznie i histerycznie na słowa socjalizm, marksizm czy komunizm. Przecież oni są prawicowcami i tradycjonalistami w każdym calu. Popiera ich związek zawodowy Solidarność. Zatem, jest to chyba jeden z niewielu na świecie prawicowych związków zawodowych. Pragnę w tym miejscu przywołać definicję. Prawica – określenie pochodzące z okresu rewolucji francuskiej, kiedy mianem prawicy określano ugrupowania przedstawicieli duchowieństwa, szlachty i arystokracji, które w Zgromadzeniu Narodowym zasiadały po prawej stronie sali, w opozycji do lewicy, czyli zasiadających po lewej stronie polityków żądających przemian społeczno-politycznych. Do końca XIX wieku prawica była kojarzona z grupami zachowawczymi domagającymi się utrzymania feudalnych przywilejów. Współcześnie do prawicy zalicza się partie o charakterze konserwatywnym, nacjonalistycznym, faszystowskim, chadeckim, a niekiedy także liberalnym (gospodarczo, nie społecznie). Wartościami uznawanymi przez zwolenników prawicy za podstawowe wartości tejże ideologii są: wstrzemięźliwość w reformach społeczno-gospodarczych i politycznych, szacunek dla tradycji i istniejącej hierarchii. Jakieś dziwne, jak na obrońców robotniczych interesów. Niezmiernie ważną rolę dla powstania pierwszej Solidarności odegrał Komitet Obrony Robotników. Przypomnę, że była to polska organizacja opozycyjna działająca od września 1976 do września 1977, sprzeciwiająca się polityce władz PRL, niosąca pomoc osobom represjonowanym w wyniku wydarzeń Czerwca 1976, przede wszystkim w Radomiu i Ursusie, a także w Płocku. Po częściowym spełnieniu jej postulatów przez władze PRL przekształciła się w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. Z organizacją tą związani byli Lech i Jarosław Kaczyńscy. Organizatorzy akcji uznali, że dla efektywności ich działań konieczne będzie utworzenie formalnej organizacji, w skład której wejdą także osoby z uznanym autorytetem. Miało to pomóc koordynować dotychczasową działalność, a także chronić w pewien sposób uczestników akcji. We wrześniu 1976 Antoni Macierewicz i Piotr Naimski, z poparciem Jana Józefa Lipskiego i Jacka Kuronia, przekonali ostatecznie do tej idei większe grono osób. Przyjrzyjmy się osobom, które tworzyły lub wspierały KOR, a następnie odegrały lub nadal odgrywają ważną rolę w polskiej polityce po 1989 roku: Jacek Jan Kuroń (ur. 3 marca 1934 we Lwowie, zm. 17 czerwca 2004 w Warszawie) – polski polityk, jeden z przywódców opozycji w okresie PRL, historyk, działacz tzw. Czerwonego Harcerstwa, współzałożyciel KOR, dwukrotny minister pracy i polityki socjalnej, w latach 1989–2001 poseł na Sejm X, I, II i III kadencji. Kawaler Orderu Orła Białego. W 1949 został działaczem Związku Młodzieży Polskiej . Od 1952 pracował jako etatowy instruktor w wydziale harcerskim stołecznego ZMP, wstąpił wówczas do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W 1953 został przewodniczącym zarządu uczelnianego ZMP na Politechnice Warszawskiej. W listopadzie 1953 usunięto go z tej organizacji, jak i z PZPR za krytykę koncepcji ideowej związku. Od 1955 studiował na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, w 1956 ponownie został przyjęty do PZPR (pracę magisterską obronił w 1964). Uczestniczył w ruchu studenckim dążącym do powstania aktywnych politycznie organizacji młodzieży studenckiej i robotniczej (takich jak Rewolucyjny Związek Młodzieży, Związek Młodzieży Socjalistycznej). W grudniu 1956 uczestniczył w zjeździe łódzkim, na którym odbudowano Związek Harcerstwa Polskiego. Wybrany do Naczelnej Rady Harcerskiej oraz do komisji prawa i przyrzeczenia harcerskiego, która opracowała nową deklarację, treść przyrzeczenia i prawa, przyjęte w 1957. W latach 1956–1957 współorganizował drużynę walterowską, a w 1958 Hufiec Walterowski, którego do 1961 był komendantem. Kim byli Walterowcy – potoczna nazwa powstałej w 1954 organizacji młodzieżowej, nazwanej od pseudonimu Karola Świerczewskiego (ps. Walter) Kręgiem Walterowskim, a następnie – już w ramach Związku Harcerstwa Polskiego, reaktywowanego w 1956 po okresie stalinizmu – Hufcem Walterowskim. Organizacja miała na celu stworzenie w Polsce drużyn młodzieżowych na wzór radzieckiej Organizacji Pionierskiej imienia W. I. Lenina. Podstawa ideologiczna funkcjonowania Walterowców została opracowana z uwzględnieniem wskazań radzieckiego pedagoga Antona Makarenki. Dzieci i młodzież w hufcu walterowskim zostały odcięte od tradycji przedwojennego harcerstwa i skautingu. Organizacja została stworzona od zera, ponieważ poprzednie próby reorganizacji OH ZMP nie dały oczekiwanych rezultatów. Hufiec Walterowski rozwiązano rozkazem Komendanta Warszawskiej Chorągwi ZHP w dniu 15 grudnia 1961. Z czasem okazało się, że hufiec walterowski stał się kuźnią kadr antykomunistycznych, a wielu „walterowców” zostało liderami opozycji demokratycznej w PRL-u, jak Jacek Kuroń – jeden z założycieli hufca, oraz m.in. Adam Michnik, Seweryn Blumsztajn, Jan Lityński, Józef Chajn, Andrzej Seweryn. Adam Michnik urodził się jako syn przedwojennych działaczy komunistycznych pochodzenia żydowskiego – Ozjasza Szechtera i Heleny Michnik z ich nieformalnego związku; jego przyrodni bracia to Stefan Michnik i nieżyjący już Jerzy. Duża część jego rodziny (m.in. wszyscy dziadkowie) zginęła podczas Holocaustu. Jego stryjem był pisarz i historyk Szymon Szechter. Był aktywnym członkiem Hufca Walterowskiego prowadzonego przez Jacka Kuronia. W czasie nauki w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Warszawie, po likwidacji Hufca Walterowskiego w 1961, zaczął uczestniczyć w spotkaniach Klubu Krzywego Koła. Po jego zamknięciu w 1962 założył wraz z kolegami, za namową Jana Józefa Lipskiego i pod protekcją Adama Schaffa, dyskusyjny Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Rozczarowani rzeczywistością PRL młodzi ludzie dyskutowali w jego ramach nad sposobami jej naprawy, jak również czytywali i analizowali klasyczne teksty lewicowych myślicieli. Józef Chajn – doktor chemii, działacz opozycji demokratycznej w PRL, walterowiec, działacz społeczny. Urodził się na terenie Związku Sowieckiego. Był synem polskiego komunisty żydowskiego pochodzenia, prawnika i publicysty Leona Chajna (1910–1983) i Miry z domu Fiedotin (1905–1984). Zbigniew Jan Romaszewski W 1955 w szkole średniej wstąpił do koła Związku Młodzieży Polskiej, które w 1956 rozwiązano. W październiku 1956 uczestniczył w zjeździe założycielskim Związku Młodzieży Rewolucyjnej, na którym poznał swoją przyszłą żonę Zofię. Rewolucyjny Związek Młodzieży – marksistowska antystalinowska organizacja młodzieżowa utworzona w wyniku rozpadu Związku Młodzieży Polskiej. 26 listopada 1956 r. warszawska narada aktywu ZMP, solidaryzując się z przemianami Października 1956 r., powołała komitet koordynacyjny RZM i przyjęła platformę ideowo-polityczną Związku. Dwa dni później powołane zostały komitety RZM na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Hucie im. Lenina w Krakowie. 6-7 grudnia 1956 r. w Warszawie odbyła się krajowa narada delegatów rewolucyjnych grup młodzieżowych, na której powołano Centralny Komitet Organizacyjny RZM. 2-3 stycznia 1957 r. odbył się wspólny kongres RZM i Związku Młodzieży Robotniczej, na którym powołano Związek Młodzieży Socjalistycznej. Przewodniczącym RZM był Józef Lenart, do czołowych działaczy należał Jerzy Grotowski. Ludwik Dorn dostał się na socjologię na Wydziale Nauk Społecznych UW. Fascynował się ruchem hippisowskim. Uczestniczył w spotkaniach z Jackiem Kuroniem. W 1975 brał udział w organizowaniu akcji zbierania podpisów przeciwko zmianom w Konstytucji (uznanie PZPR za przewodnią siłę polityczną, wpisanie przyjaźni i współpracy ze Związkiem Radzieckim), tzw. listu 59. Leszek Kołakowski Pod koniec 1945 przeniósł się do Łodzi, gdzie rozpoczął studia na Uniwersytecie Łódzkim. W tymże roku wstąpił do komunistycznego Akademickiego Związku Walki Młodych „Życie”. W 1945 wstąpił również do PPR. W 1949 wraz z żoną Tamarą z domu Dynenson, z wykształcenia psychiatrą, przeniósł się do Warszawy, gdzie mieszkał najpierw w domu studenckim, a następnie we własnym mieszkaniu na Mokotowie. W marcu 1950 był w gronie ośmiu studentów, członków PZPR, którzy wystąpili z listem otwartym atakującym Władysława Tatarkiewicza, protestując przeciwko dopuszczaniu na prowadzonym przez niego seminarium do czysto politycznych wystąpień o charakterze wyraźnie wrogim budującej socjalizm Polsce[6]. Kilka miesięcy później Tatarkiewiczowi odebrano prawo do wykładania i prowadzenia zajęć”. Jako członek PZPR był pracownikiem Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR. Był jednym ze współtwórców warszawskiej szkoły historyków idei, profesorem, a od 1953 kierownikiem katedry historii filozofii nowożytnej na Uniwersytecie Warszawskim. W roku 1957 został redaktorem naczelnym Studiów Filozoficznych. W 1965, wraz z Marią Ossowską i Tadeuszem Kotarbińskim, sporządził opinię w sprawie pojęcia wiadomości, która została wykorzystana przez obronę w procesie Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, oskarżonych o „rozpowszechnianie (…) fałszywych wiadomości” w napisanym przez nich Liście otwartym do Partii. Dzisiaj PiS niechętnie odnosi się do tradycji Komitetu Obrony Robotników. To mogłoby zgrzytać z opowieściami o prawicowości działaczy tej partii. Oczywiście, nie podnoszę żadnych zarzutów pod adresem KOR, który w mojej ocenie dobrze przysłużył się walce o obalenie PRL. Pamiętajmy jednak, że nie tworzyli go prawicowcy i tradycjonaliści, ale rozczarowani młodzi komuniści, albo ludzie zafascynowani czystą ideologią marksistowską lub ideami zachodnimi odwołującymi się do czystego i naiwnego komunizmu, jakim był ruch hippisowski. W tej układance pojawiają się nawet maoiści. Opracowano na podstawie Wikipedii http://ringpl.blog.pl/
  • 2017-11-24 18:32 | MajOrYX

    Mistycyzm polski

    Mamy rządy populistów i populistów w opozycji. Nic dobrego z tego wyniknąć nie może, i nie wyniknie. Populiści głoszą chętnie, że "wola ludu", "wola narodu" lub "wola mas" jest zasadniczą polityczną legitymacją dla osób i organizacji sprawujących rządy. Polityka oparta na populizmie w aspekcie psychospołecznym stara się dostarczyć wyborcom przywódcę określonego typu pożądanego przez większość. W aspekcie socjotechnicznym polega na stosowaniu demagogii (wpływanie na opinię publiczną poprzez działanie obliczone na łatwy efekt, poklask), odwoływaniu się do stereotypów i mitów społecznych. Mity takie mogą uzasadniać antagonizmy społeczne, przeciwstawiać dobro biednego ludu rządzącym elitom, odwoływać się do uprzedzeń rasowych i etnicznych. Celem zabiegów socjotechnicznych może być też wykształcenie mitów politycznych sprzyjających realizacji założeń politycznych. Charakterystyczną cechą ideologii populistycznej jest założenie, że ludzie tworzą jednorodne ciało. Ideologia populistyczna przypisuje ludziom, szczególnie społecznościom wiejskim cnotę prostych ludzi. Są oni nośnikiem zbiorowych tradycji i charakteru narodowego. Podkreśla również negację oraz opozycyjność wobec istniejącego stanu rzeczy. Populiści twierdzą, że partie polityczne stworzyły sztuczny podział w homogenicznym społeczeństwie i wysuwają swój własny interes ponad interes społeczny, zostały skorumpowane oraz zepsuły więź pomiędzy liderami i ich stronnikami. Populiści przeciwstawiają się jedynie partiom establishmentu, prezentując siebie jako ugrupowanie antysystemowe. Dążą do wprowadzenia nowych dróg reprezentacji politycznej poprzez instytucje demokracji bezpośredniej: demokrację plebiscytową (referenda oraz inicjatywa społeczna) personalizację władzy (bezpośrednie wybory wysokich funkcjonariuszy państwowych, wzmocnienie władzy prezydenta i premiera). Populizm lewicowy Populizm lewicowy opiera się na wydzieleniu antagonistycznych w stosunku do ludu grup, procesów i instytucji takich, jak: globalizacja, amerykanizacja, kapitaliści, międzynarodowe koncerny oraz na licznych przywilejach socjalnych dla obywateli, takich jak darmowa służba zdrowia czy dochód podstawowy. Populiści prezentują siebie jako prawdziwych, demokratycznych socjalistów, skierowanych przeciwko zewnętrznym zagrożeniom. Podkreślają społeczną równość oraz prymat ideologicznego uniwersalizmu. Lewicowy populizm przejmuje również elementy populizmu prawicowego - jak np. kwestie antyimigranckie. Populizm prawicowy Populizm prawicowy opiera się na podkreślaniu nierówności społecznej. Prawicowe partie populistyczne charakteryzują się odgradzaniem tożsamości narodowej (kulturowej, rzadziej etnicznej) zarówno od innych narodów, imigrantów, mniejszości narodowych, jak i od inaczej myślących lub zachowujących się we własnym kraju. Typowy dla tych ugrupowań jest również szacunek dla obyczajów oraz tradycyjnej moralności. Prawicowy populizm charakteryzuje również eurosceptycyzm z powodów kulturowych (UE jako zagrożenie dla języka, wartości), politycznych (dla prawicowych populistów państwo powinno być autonomiczne i suwerenne) i ekonomicznych (UE jako zagrożenie wykorzystania gospodarek narodowych). Niewątpliwie, obserwujemy opisane powyżej zachowania w różnych partiach politycznych. Co ciekawe, zasadnicze elementy populizmu prawicowego i lewicowego jednocześnie możemy z łatwością dostrzec w wypowiedziach polityków z tych samych partii i programach tych samych partii. Nastąpiło kompletne pomieszanie z poplątaniem. To wszystko zostało obficie okraszone modlitwą i otrzymało błogosławieństwo tradycjonalistów z polskiego Kościoła. Jarosław Kaczyński w takich warunkach, przy pomocy podległego mu PiS, realizuje swój plan rewolucji społecznej i wymiany elit, co jest nieodzownym elementem każdej rewolucji. Rzeczywiście, nie mieliśmy elit nazbyt mocnych intelektualnie i moralnie czy etycznie. Bo, niby skąd mieliśmy je mieć. Czy nowe elity z nadania PiS będą lepsze? Jakie jest zaplecze intelektualne obecnej władzy? To są przecież zasoby kadrowe tej nowej elity. Raczej, jest to zaplecze antyintelektualne niż intelektualne, i takie będą te nowe elity. Czego jak czego, ale przedstawicielom nowej elity nie można odmówić pewności siebie, są kategoryczni do bólu w swoich poglądach i bezkompromisowo bronią swoich racji. Jednocześnie prezentują przeświadczenie o swoich wielkich umiejętnościach i braku tych umiejętności u swoich oponentów. Jak stwierdził Bertrand Russell: „Ot cała bieda. Głupcy są tak pewni siebie, a mądrzy - tak pełni wątpliwości.” Znane jest w psychologii zjawisko polegające na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności. Okazuje się również, że zazwyczaj swojego zdania najbardziej bronią ci, którzy wiedzą najmniej. Wszystko dlatego, żeby ich niewiedza nie wyszła na jaw. Osoba, która jest dojrzała emocjonalnie potrafi się przyznać do błędu i zgodzić z opinią innych ludzi. I tutaj dotykamy sedna problemu. Społeczeństwo w którym ludzie po prostu głupi i niedojrzali emocjonalnie stanowiliby niewielki margines nie uległoby populistom i nie pozwoliłoby sobą tak manipulować. Celem obecnej rewolucji jest stworzenie społeczeństwa doskonałego, jak to zwykle bywa przy okazji rewolucji. Ma zapanować powszechna sprawiedliwość i dostatek. Ludzie dojrzali emocjonalnie zdają sobie sprawę z tego, że ideały nie istnieją. Budowa idealnego społeczeństwa zawsze kończyła się katastrofą. Polacy chętnie słuchają o tym, że zasługują na więcej i nie ma żadnego powodu, abyśmy byli biedniejsi np. od Niemców. To również można w prosty sposób wyjaśnić. Osoby niedojrzałe emocjonalnie zazwyczaj mają problem z własnymi słabościami. Dlatego też na każdym kroku będą udowadniać, że coś, czego nie potrafią lub na co nie mają możliwości, wynika z innej przyczyny niż ich niedoskonałość. Skąd tyle agresji w debacie publicznej? Według badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Michigan, im bardziej człowiek wykazuje się agresją, tym jest mniej inteligentny. Ludzie dojrzali potrafią dyskutować w sposób konstruktywny. A agresywne zachowania są z reguły oznaką maluczkich. Skłonność do obrażania się, w szczególności do odczuwania obrazy uczuć religijnych. Osoba niedojrzała bierze sobie do serca każdą opinię i jednocześnie chętnie krytykuje innych. Na to wszystko nakłada się efekt potwierdzenia, czyli tendencja do preferowania informacji, które potwierdzają wcześniejsze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy informacje te są prawdziwe. Powoduje, że ludzie poszukują informacji i zapamiętują je w sposób selektywny, interpretując je w błędny sposób. Efekt ten jest szczególnie silny w przypadku zagadnień wywołujących silne emocje i dotyczących mocno ugruntowanych opinii. Mają również tendencję do interpretowania niejednoznacznych dowodów jako potwierdzających ich własne zdanie. Selektywne poszukiwanie informacji, ich zapamiętywanie i interpretowanie jest przytaczane jako wytłumaczenie efektu polaryzacji przekonań (gdy różnica zdań staje się jeszcze większa po zaprezentowaniu dwóm stronom tych samych dowodów), trwałości przekonań (gdy przekonania pozostają niezmienione nawet po obaleniu dowodów, z których wynikały), efektu pierwszeństwa (gdy większa waga przykładana jest do informacji, które uzyskało się wcześniej) i iluzji korelacji (doszukiwania się korelacji tam, gdzie ich w rzeczywistości nie ma). W ten sposób udało się przekonać znaczną część społeczeństwa, że jeszcze dwa lata temu Polska była w ruinie, a teraz aspirujemy do roli mocarstwa militarnego i ekonomicznego, a przynajmniej jesteśmy liderem regionu, tylko inni o tym nie wiedzą. Mateusz Morawiecki jeszcze dwa lata temu przekonywał, że celem „dobrej zmiany” jest wyjście Polski z pułapki „średniego rozwoju” i uwolnienie się od drenażu przez obcy kapitał. Dzisiaj cieszy się jak dziecko z każdej zagranicznej inwestycji i sukcesem jest osiągniecie 4% wzrostu PKB rok do roku, czyli utrzymanie średniego tempa wzrostu z ostatnich 27 lat. Kilka dni temu z zapałem opowiadał o innowacyjnej gospodarce opartej na nowoczesnych technologiach, których Polska nie posiada. Co ważniejsze, nie posiadamy też odpowiednich zasobów kadrowych do wdrażania takich technologii, a jednocześnie tendencje w sposobie kształcenia i kształtowania nowego pokolenia nie sprzyjają zmianie tego stanu rzeczy. Niestety, ludzie kreatywni i posiadający wysokie kwalifikacje nie pasują do nowego modelu społecznego, który jest lansowany obecnie. Takie osoby są zazwyczaj niezależne w myśleniu i bardzo cenią sobie wolność pod każdym względem. Polską szkołę coraz częściej kończyć będą osoby infantylne, które każdą wolną chwilę spędzają w lesie biegając z karabinem na ślepe naboje, albo nawet bez żadnych naboi, bo to kosztuje. Polak mentalnie jeszcze bardziej zbliży się do Rosjanina, który zapycha się kartoflami z chlebem, ale jest szczęśliwy, że Rosja jest wielka i wszyscy się jej boją. Polski rząd i jego zaplecze społeczne pragnie zmian w Unii Europejskiej. Chcieliby, aby UE była wyłącznie wspólnotą interesów ekonomicznych i ograniczyła swoją aktywność do kształtowania zasad handlu i produkcji oraz wypłacała nam różne dotacje. Nic z tego nie będzie, gdyż Zachód już wie od dawna, że to nie wystarczy do dynamicznego rozwoju i utrzymania pokoju w Europie. Zresztą, podobne myślenie o polityce, tylko wewnętrznej, prezentowała PO przez osiem lat swoich rządów. Dlatego, tolerowano w swoich szeregach osoby o bardzo różnym światopoglądzie licząc na to, że wystarczą wspólne poglądy na liberalizm w gospodarce. Przy czym, cały czas wygrywało skrzydło konserwatywne i tradycjonalistyczne, w tym osoby słyszące krzyk zarodków. Taki stan rzeczy nie zadawalał już nikogo. Skąd to się wzięło? Dlaczego nasze społeczeństwo takie właśnie jest? Według Ayn Rand (ur. 2 lutego 1905 w Petersburgu, zm. 6 marca 1982 w Nowym Jorku - amerykańska pisarka i filozof pochodząca z rodziny rosyjskich Żydów, twórczyni filozofii obiektywizmu) „dzieckiem i wytworem rozumu” jest cywilizacja zachodnia, której źródła znajdują się w starożytnej Grecji. Wyższość cywilizacji greckiej nad innymi objawiła się prymatem rozumu, działania racjonalnego nad działaniem irracjonalnym, kierowanym mistycyzmem, definiowanym przez Rand jako przyjmowanie założeń niedowiedzionych rozumowo, niemieszczących się w granicach logiki, a odwołujących się do pozarozumowych źródeł wiedzy, takich jak instynkt, intuicja, objawienie. Rand wyodrębniła dwie odmiany mistycyzmu: „mistycyzm ducha” (identyfikowany ze wszystkimi religiami) i „mistycyzm mięśni” (oparte na przemocy formy kolektywizmu, np. trybalizm, rasizm, socjalizm, faszyzm). W jej przekonaniu celem każdej doktryny mistycznej jest zniewolenie fizyczne człowieka i zniszczenie jego umysłu, toteż konflikt rozumu z mistycyzmem dotyczy wyboru między życiem a śmiercią, świadomością a nieświadomością, wolnością a niewolą, postępem a stagnacją. Potwierdzenia tej tezy Rand szukała w historii: wskazywała na dominację rozumu w epokach rozkwitu (do których zaliczyła antyk grecki i pierwsze 100 lat istnienia USA, pokrywające się z okresem rewolucji przemysłowej) i dominację różnego typu mistycyzmów w czasach stagnacji, jak zwłaszcza okres wczesnego średniowiecza (476 – ok. 1000), zwanego Ciemnymi Wiekami (Dark Ages), czy radzieckiej Rosji po rewolucji komunistycznej. Z tego przeciwstawienia wynika zatem, że przez zdecydowaną większość historii ludzkości dominował, zdaniem Rand, hamujący rozwój umysłowy i wzrost dobrobytu mistycyzm. Postępowanie racjonalne zaś, odwaga, by poprawiać to, co natura pozwala zmieniać oraz mądrość rozróżniania pomiędzy tym, co zależy od człowieka a tym, co jest niezmiennym prawem natury, należały do rzadkości. Niekoniecznie popierając wszystkie idee głoszone przez zwolenników filozofii obiektywizmu stwierdzić należy, że w Polsce panował przez wieki mistycyzm ducha lub mistycyzm mięśni. Obecnie mistycyzmy te odrodziły się w formie piorunującej i niszczącej mieszanki, która jest zabójcza dla nowoczesnego społeczeństwa uznającego prymat rozumu i działania racjonalnego. W opracowaniu wykorzystano publikacje internetowe: https://www.polityka.pl/galerie/1728476,1,8-przykazan-ktorymi-kieruja-sie-ludzie-niedojrzali-emocjonalnie.read http://www.chillizet.pl/News/Ludzie/Jak-rozpoznac-ludzi-niedojrzalych-emocjonalnie-Oto-przykazania-ktorymi-kieruja-sie-tego-typu-osoby-6225 https://portal.abczdrowie.pl/zaburzenia-osobowosci https://pieknoumyslu.com/osobowosc-niedojrzala-10-objawow/ https://pl.wikipedia.org/wiki http://ringpl.blog.pl/