Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(12)
Komentarze użytkownika: MajOrYX
  • 2017-09-23 19:12 | MajOrYX

    Co jest złego w ustawie dezubekizacyjnej

    Co jest złego w ustawie dezubekizacyjnej? Czy tzw. ustawa dezubekizacyjna jest niekonstytucyjna, bo obniża wysokie emerytury sprzątaczkom na etatach SB i UB? Chciałbym zobaczyć taką sprzątaczkę. Istnieje ona zapewne, tak jak Yeti. Czy słuszne jest odebranie uprzywilejowanych emerytur policji politycznej PRL? Słuszność takiego rozwiązania potwierdził Trybunał Konstytucyjny, Trybunał Praw Człowieka i polskie sądy powszechne. Zatem, dlaczego takie oburzenie? Co najważniejsze, oburzeni są ci sami sędziowie, którzy uznawali za zgodne z zasadami konstytucyjnymi obniżenie emerytur za służbę w organach bezpieczeństwa PRL, jak i ci posłowie, którzy w 2009 roku uchwalili pierwszą ustawę dezubekizacyjną. Czy wszyscy postanowili bronić ubeków na złość PiS-owi? Czy jest to przejaw jakiegoś zidiocenia? Niestety, wiele wskazuje na to, że kto inny jest tutaj idiotą. Otóż, w przeciwieństwie do pierwszej ustawy dezubekizacyjnej, która obniżyła emerytury byłym funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa PRL o 70%, ta druga uderza w prawa słusznie nabyte. Obniżone zostały emerytury należne wyłącznie za służbę po 1990 roku. Przecież dzisiaj nikt nie kwestionuje systemu emerytalnego dla żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy ABW i innych służb mundurowych. Co więcej, uznaje się ich uposażenia, a zatem i emerytury, za niewystarczające. Inaczej nie byłoby przecież podwyżek. Jakby zapomniano, że w 2005 roku wszyscy funkcjonariusze i żołnierze, którzy rozpoczęli służbę w 1990 roku i pełnili ją nieprzerwanie, uzyskali uprawnienia emerytalne z tytułu tej właśnie służby. Uzyskanie uprawnień emerytalnych nie oznacza przejścia na emeryturę. Uprawnienia te zapisano w art. 12 ustawy emerytalnej z 1994 roku. Górna granica tej emerytury też została ustawowo określona i może ona maksymalnie wynosić 75% uposażenia. Oczywiście, aby uzyskać te 75% potrzeba blisko 30 lat służby. 15 nie wystarczy. Sęk w tym, że te 75% to zwykle więcej niż 1700 złotych. Warto tutaj przypomnieć, że konsultowany projekt ustawy zawierał zapis o ograniczeniu emerytur do kwoty średniej emerytury z ZUS, ale odnosił się on tylko do tych osób, które wyłącznie pełniły służbę "na rzecz totalitarnego państwa". Rządowe Centrum Legislacji zaproponowało jednak zmianę po tych konsultacjach i słowo "wyłącznie" zniknęło z tego zapisu. Rządowi prawnicy zauważyli, że przecież osoby, których ustawa ta dotyczy mają różne okresy służby. To tak naprawdę jest źródłem większości problemów z tą ustawą. Zapis określający przelicznik 2,6% za każdy rok służby w Policji, UOP, ABW i innych służbach po 1990 roku stał się fikcją. Jeżeli chodzi o funkcjonariuszy SB, to jakąkolwiek służbę od 1990 roku mogły pełnić wyłącznie osoby pozytywnie zweryfikowane. Mocą ustawy zagwarantowano im ciągłość służby. Ale druga ustawa dezubekizacyjna nie dotyczy tylko nich. Wprowadzono nowe pojęcie "służba na rzecz totalitarnego państwa". Teraz obniżono emerytury ludziom posiadającym prawomocne wyroki sądowe, w których stwierdzono czarno na białym, że nie byli funkcjonariuszami organów bezpieczeństwa państwa PRL. W takiej sytuacji znaleźli się milicjanci, którzy studiowali w Wyższej Szkole Oficerskiej MSW w Legionowie. IPN nie przejmuje się licznymi wyrokami sądów, które stwierdzały, iż była to uczelnia wyższa i nie była jednostką SB. IPN nie przejmuje się, że przynajmniej w drugiej połowie lat osiemdziesiątych studiowała tam spora grupa milicjantów, którzy zasilili szeregi Policji. Nie brakuje też osób, które po wielu latach od zakończenia służby, po otrzymaniu decyzji o obniżeniu emerytury, odkryły z wielkim zadziwieniem, że służyły tak naprawdę w SB. Wstąpili do milicji, bo tak chcieli, mieli legitymacje milicyjne, wykonywali zadania dla komend milicji. Byli przekonani, że zajmują się ściganiem przestępców kryminalnych, co dobrze służy każdemu społeczeństwu. A tu, niespodzianka, bo odkryto jakąś tajną instrukcję, z której wynika iż ich wydział podporządkowano pod nadzór zastępcy komendanta wojewódzkiego milicji do spraw SB. Nie wiedzieli, nie prosili się o to, a byli w SB. Na zakończenie jeszcze jedna niespodzianka. Teraz to już nie wiadomo, śmieszno czy straszno. Sejm obecnej kadencji, już po uchwaleniu drugiej dezubekizacji, znowelizował wszystkie ustawy emerytalne. Dla policjantów, strażaków, funkcjonariuszy więziennictwa i ABW również. Konkretnie art. 33. I co tam jest ciekawego? Gwarancja ustawowa, że po pięciu latach od wydania decyzji emerytalnej nie można zmienić jej na niekorzyść emeryta na podstawie nowej informacji. Wygląda na to, że najbardziej dostaną po głowie, ci którzy odeszli na emerytury w okresie ostatnich pięciu lat. Wprawdzie artykułem 33 jeszcze nikt się nie przejmuje, wszedł w życie w kwietniu bieżącego roku, ale wkrótce sądy mogą zacząć się przejmować. I co wtedy? Ano to, że ci co zaufali swojemu państwu i pełnili służbę naprawdę z narażeniem zdrowia i życia, w czasie kiedy byli prominenci z SB spokojnie pobierali swoje emerytury, teraz dostaną karę bez wyroku. Czy to jest coś złego? To nie jedyne zarzuty, jakie można postawić tej ustawie. O sposobie procedowania nad nią nie wspominając. Ale jeszcze dwa przykłady: Ustawodawca postanowił wprowadzić nowe pojęcie „służba na rzecz totalitarnego państwa” rezygnując z uregulowań zawartych w ustawie lustracyjnej i ustawie o IPN. To nowe określenie zdefiniował poprzez wyliczenie komórek organizacyjnych MSW, szkół i stanowisk, na których służbę uznaje za „służbę na rzecz totalitarnego państwa”. Jednocześnie w ustawie tej zobowiązano IPN do udzielenia informacji o osobach, które pełniły służbę wyliczoną w ustawie dezubekizacyjnej. Problem polega na tym, że IPN miał prawo gromadzić i przetwarzać informacje i dokumenty o osobach i instytucjach wymienionych w ustawie lustracyjnej. Te dwie ustawy jednak nie pokrywają się. Dlatego też, sam fakt udzielenia informacji np. o osobach, które były podchorążymi WSO MSW w Legionowie budzi poważne wątpliwości, gdyż nie było podstaw prawnych do gromadzenia przez IPN tych danych.  Aby wyjaśnić to przystępnie posłużę się przykładem. Dajmy na to, że IPN jest instytucją ochrony przyrody i ma ustawowy obowiązek gromadzenia danych o ptakach żyjących w Polsce. Jednak zaczyna gromadzić dane na temat populacji  nietoperzy i motyli, bo te zwierzęta również latają. Pamiętajmy przy tym, że każda instytucja państwowa może podejmować działania wyłącznie na podstawie przepisów prawa i nie jest dopuszczalne rozszerzanie kompetencji na podstawie własnego uznania. Określenie podmiotów, które mogą być w zainteresowaniu IPN, to nie jedyny problem. Otóż, zgodnie z ustawą o IPN, Instytut mógł gromadzić dokumenty wytworzone i zgromadzone przez jednostki MSW do 6 maja 1990 roku. Udziela jednak informacji obejmujące okres do 31 lipca 1990 roku. Różnica niby nie jest duża, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że nawet jeden dzień inkryminowanej służby ma kolosalne znaczenie, to przestaje być obojętna. Problem ze szkolnictwem jest jeszcze bardziej złożony. W ustawie wymieniono różne szkoły, które IPN uznaje za jednostki Służby Bezpieczeństwa. Nie przejmując się przy tym orzeczeniami sądów i stanem faktycznym. Przy czym, w ustawie znajduje się zapis (art. 13b ust.2 pkt 2) wyłączający ze „służby na rzecz totalitarnego państwa” okresy odbywania szkolenia zawodowego w szkołach i na kursach Służby Bezpieczeństwa przez funkcjonariuszy pełniących służbę, o której mowa w punkcie 1 i ustępie 1 tego samego artykułu. I tutaj kolejne zdziwienie, bo właśnie w ustępie pierwszym wymieniono szkoły, które IPN uznał za szkoły Służby Bezpieczeństwa. Zatem, z przepisu tego wynika, iż: nie pełnił „służby na rzecz totalitarnego państwa” ten, kto odbywał szkolenie zawodowe w szkołach SB pod warunkiem, że nie odbywał go w szkole SB. To tak, jakby powiedzieć komuś, że zalicza mu się służbę wojskową do okresów pracy pod warunkiem, że nigdy nie był w wojsku. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że sądy będą uchylały decyzje obniżające emerytury na podstawie tak skonstruowanej ustawy. Oczywiście nikt do błędów się nie przyzna, tylko podniesie się wrzask, jakie te sądy są złe. Jak to mówią, pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł, a nie przy stanowieniu prawa. Tym bardziej, kiedy nie słucha się żadnych głosów rozsądku. Sądy sądzą tak, jak im prawo napisano. I wydaje się, że w tym jest problem. Gangowi Olsena też cały plan rozsypywał się na ostatniej prostej.
  • 2017-09-25 12:33 | MajOrYX

    Re:Orły Górskiego z niższymi emeryturami? Kolejny absurd ustawy dezubekizacyjnej

    Dlaczego, przyjęto do Policji, UOP, Straży Granicznej i innych służb w 1990 roku 10 tysięcy pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa? Należało im wtedy powiedzieć: brzydzimy się wami, spadajcie na drzewo. Nie powiedziano im tak, ale przyjęto do służby, awansowano, nagradzano i odznaczano za osiągnięcia zawodowe, narażanie życia i zdrowia, a nawet ich utratę. Wielu funkcjonariuszy i żołnierzy, których teraz zakwalifikowano do „osób pełniących służbę na rzecz totalitarnego państwa” nie podlegało nawet weryfikacji i zostali wcieleni do nowych służb „z automatu”. Czy bez tych ludzi można było zapewnić bezpieczeństwo państwu i jego obywatelom w trudnych latach dziewięćdziesiątych? To trzeba było to zrobić i nie obiecywać im w Konstytucji i ustawach gruszek na wierzbie. Nie słyszałem o jakimś byłym oficerze SB, który po zwolnieniu ze służby bez uprawnień emerytalnych (niemało takich było), żyje w skrajnym ubóstwie i nędzy. Tak, jak niektórzy opozycjoniści, którzy nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Pomimo, iż zaliczono im okresy pozostawania bez pracy do wysługi emerytalnej, po bezprawnym zwolnieniu. Pomimo tego, że wielu z nich dostało odszkodowania za internowanie i inne przypadki bezprawnego pozbawienia wolności. Teraz dostali 400zł dodatku do emerytury (prawie połowa emerytury rolniczej). Nie twierdzę, że nie należało się. Że co, esbecy mieli układy i znajomości? Tak samo, jak wielu zaradnych Polaków, zaczynali swoje biznesy od handlu z rozkładanych łóżek na bazarach. A opozycjoniści nie mieli znajomości? Mało ich kolegów otrzymało posady w różnych instytucjach państwowych i spółkach skarbu państwa? Ale niewielu z tych wrzeszczących o swojej krzywdzie i myślących, że dobrobyt całego społeczeństwa będzie zależał od tego, ile zabiorą tym nieco zamożniejszym, a nie od tego jak będziemy poprawiać poziom życia biedniejszych poprzez rozwój gospodarki i biznesu, rozumie jedną prostą prawdę: Słowo jest droższe od pieniędzy.
  • 2017-09-25 14:50 | MajOrYX

    Re:Orły Górskiego z niższymi emeryturami? Kolejny absurd ustawy dezubekizacyjnej

    Dlaczego, przyjęto do Policji, UOP, Straży Granicznej i innych służb w 1990 roku 10 tysięcy pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa? Należało im wtedy powiedzieć: brzydzimy się wami, spadajcie na drzewo. Nie powiedziano im tak, ale przyjęto do służby, awansowano, nagradzano i odznaczano za osiągnięcia zawodowe, narażanie życia i zdrowia, a nawet ich utratę. Wielu funkcjonariuszy i żołnierzy, których teraz zakwalifikowano do „osób pełniących służbę na rzecz totalitarnego państwa” nie podlegało nawet weryfikacji i zostali wcieleni do nowych służb „z automatu”. Czy bez tych ludzi można było zapewnić bezpieczeństwo państwu i jego obywatelom w trudnych latach dziewięćdziesiątych? To trzeba było to zrobić i nie obiecywać im w Konstytucji i ustawach gruszek na wierzbie. Nie słyszałem o jakimś byłym oficerze SB, który po zwolnieniu ze służby bez uprawnień emerytalnych (niemało takich było), żyje w skrajnym ubóstwie i nędzy. Tak, jak niektórzy opozycjoniści, którzy nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Pomimo, iż zaliczono im okresy pozostawania bez pracy do wysługi emerytalnej, po bezprawnym zwolnieniu. Pomimo tego, że wielu z nich dostało odszkodowania za internowanie i inne przypadki bezprawnego pozbawienia wolności. Teraz dostali 400zł dodatku do emerytury (prawie połowa emerytury rolniczej). Nie twierdzę, że nie należało się. Że co, esbecy mieli układy i znajomości? Tak samo, jak wielu zaradnych Polaków, zaczynali swoje biznesy od handlu z rozkładanych łóżek na bazarach. A opozycjoniści nie mieli znajomości? Mało ich kolegów otrzymało posady w różnych instytucjach państwowych i spółkach skarbu państwa? Ale niewielu z tych wrzeszczących o swojej krzywdzie i myślących, że dobrobyt całego społeczeństwa będzie zależał od tego, ile zabiorą tym nieco zamożniejszym, a nie od tego jak będziemy poprawiać poziom życia biedniejszych poprzez rozwój gospodarki i biznesu, rozumie jedną prostą prawdę: Słowo jest droższe od pieniędzy.
  • 2017-10-03 15:40 | MajOrYX

    CZWARTA BRYGADA DRŻY

    Poseł Rzepecki ośmielił się wyrazić swoje zdanie. Przypomniał swoim partyjnym kolegom, że przecież immunitet poselski miał być zniesiony i żaden poseł nie powinien się za nim chować, tylko dochodzić swoich racji przed sądem. Co tak rozzłościło tzw. twardy elektorat PiS? Wcześniej, ten sam młody człowiek otwarcie wyraził swój sprzeciw wobec propozycji podwyżek cen benzyny poprzez nałożenie nowego podatku. Podatku nie wprowadzono. Wyjął kartę podczas głosowania nad ustawami sądowymi, które później zawetował Prezydent wywodzący się z PiS. Dlaczego, poseł Rzepecki może być taki groźny, że wywołał wręcz wściekłość? Oczywiście, że sam nic nie zrobi. Ale może okazać się, że w sejmie jest wielu podobnie myślących, jak on. Z różnych partii. A poza sejmem mogą ich być miliony. Być może, dociera do niektórych starych działaczy partyjnych, co przesiedzieli w ławach poselskich i senatorskich po 20 lat i więcej, że kończy się epoka kombatantów. Na dwudziesto, trzydziesto czy czterdziestolatkach nie robią już wielkiego wrażenia opowieści o bohaterskiej walce z komuną. Oni oczekują rozwiązań na dziś i jutro. Doskonale to zrozumiał Paweł Kukiz. Obecna sytuacja w Polsce przypomina pod wieloma względami dwudziestolecie międzywojenne. Wtedy mówiło się o czwartej brygadzie Legionów. Kto nie wie, to objaśniam, w Legionach Piłsudskiego było w rzeczywistości tylko trzy brygady. Wtedy również kombatanctwo, prawdziwe lub zmyślone, otwierało drogę do kariery. Do władzy doszli pod hasłem sanacji, czyli uzdrowienia. Jak to się skończyło, wszyscy chyba wiedzą.
  • 2017-10-04 19:18 | MajOrYX

    Re:Czy nowa ustawa PiS zablokuje miastom dostęp do in vitro?

    Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji. Niewątpliwie o. Tadeusz Rydzyk, abp. Marek Jędraszewski i wielu innych hierarchów polskiego Kościoła są konserwatystami. Nawet więcej, tradycjonalistami i starają się odbudować stary ład polityczny, który funkcjonował w Polsce przed 1939 rokiem, a nawet wcześniej. Ich celem jest powrót społeczeństwa i tradycji do takiego etapu historycznego, kiedy Kościół mógł czuć się najbezpieczniej i partycypować w sprawowaniu władzy, jednocześnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Polscy biskupi i księża konserwatywni, którzy tak chętnie porównują swoich oponentów politycznych, tak politycznych, do uczestników konfederacji targowickiej zapominają, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej. Gorącymi zwolennikami konfederacji byli: prymas Michał Jerzy Poniatowski, biskup chełmski Wojciech Skarszewski, biskup żmudzki Jan Stefan Giedroyć, biskup poznański Antoni Onufry Okęcki, biskup łucki Adam Naruszewicz i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski. 9 maja 1794 na Rynku Starego Miasta w Warszawie przed ratuszem powieszeni zostali publicznie przywódcy konfederacji skazani na karę śmierci przez Sąd Kryminalny Księstwa Mazowieckiego: hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz i hetman polny litewski Józef Zabiełło. Czwarty skazany, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, po zdjęciu święceń kapłańskich został powieszony przed kościołem św. Anny. Targowica również była przedsięwzięciem skierowanym przeciwko jakimkolwiek próbom zmiany ładu społecznego, który Kościół uznawał, jako korzystny dla siebie. Targowicę w Polsce obecnie też mamy, ale nie jest ona tam, gdzie wskazują hierarchowie.
  • 2017-10-04 19:23 | MajOrYX

    DEMON POSTĘPU I NOWOCZESNOŚCI KRĄŻY PO POLSCE

    Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji. Niewątpliwie o. Tadeusz Rydzyk, abp. Marek Jędraszewski i wielu innych hierarchów polskiego Kościoła są konserwatystami. Nawet więcej, tradycjonalistami i starają się odbudować stary ład polityczny, który funkcjonował w Polsce przed 1939 rokiem, a nawet wcześniej. Ich celem jest powrót społeczeństwa i tradycji do takiego etapu historycznego, kiedy Kościół mógł czuć się najbezpieczniej i partycypować w sprawowaniu władzy, jednocześnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Polscy biskupi i księża konserwatywni, którzy tak chętnie porównują swoich oponentów politycznych, tak politycznych, do uczestników konfederacji targowickiej zapominają, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej. Gorącymi zwolennikami konfederacji byli: prymas Michał Jerzy Poniatowski, biskup chełmski Wojciech Skarszewski, biskup żmudzki Jan Stefan Giedroyć, biskup poznański Antoni Onufry Okęcki, biskup łucki Adam Naruszewicz i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski. 9 maja 1794 na Rynku Starego Miasta w Warszawie przed ratuszem powieszeni zostali publicznie przywódcy konfederacji skazani na karę śmierci przez Sąd Kryminalny Księstwa Mazowieckiego: hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz i hetman polny litewski Józef Zabiełło. Czwarty skazany, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, po zdjęciu święceń kapłańskich został powieszony przed kościołem św. Anny. Targowica również była przedsięwzięciem skierowanym przeciwko jakimkolwiek próbom zmiany ładu społecznego, który Kościół uznawał, jako korzystny dla siebie. Targowicę w Polsce obecnie też mamy, ale nie jest ona tam, gdzie wskazują hierarchowie. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź ostrzegał wiernych w Gdańsku przed „demonem postępu i nowoczesności”.
  • 2017-10-05 11:35 | MajOrYX

    Re:Po Czarnym Wtorku – czy kobiety przegrały?

    Tlen69 - proszę wylicz mi zakazy prawne w polityce dotyczące kobiet i podobne ograniczenia dotyczące gospodarki. O prawo do wynagrodzenia "na podobnym stanowisku" już pytał nie będę. MajOrYX - "Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji." Może i masz rację, powstaje tylko pytanie skąd ty (i reszta marksistów) wiecie, co jest lepsze od systemu społecznego powstałego naturalnie na przestrzeni stuleci? Komunizm? Piętrzące się pod niebo stosy kości ofiar tego systemu nie są wystarczającym dowodem na jego absolutne zło? Bieda i głód w Wenezueli, z zapasami ropy większymi od Arabii Saudyjskiej nie jest dowodem na krańcową niewydolność tegoż? Odpowiedz. Dla targowiczan takim systemem był feudalizm. Nic nie piszę na temat marksizmu. Nie widzę też realnego zagrożenia marksizmem dla Polski. Dlaczego, postęp i nowoczesność kojarzy ci się z marksizmem? To ciekawe.
  • 2017-10-05 13:37 | MajOrYX

    DEMON NOWOCZESNOŚCI SIEJE W POLSCE ZNISZCZENIE

    Kościół przy pomocy rządu będzie walczył z in vitro i każdym rozwiązaniem, które uzna za zagrożenie dla tradycji. Niewątpliwie o. Tadeusz Rydzyk, abp. Marek Jędraszewski i wielu innych hierarchów polskiego Kościoła są konserwatystami. Nawet więcej, tradycjonalistami i starają się odbudować stary ład polityczny, który funkcjonował w Polsce przed 1939 rokiem, a nawet wcześniej. Ich celem jest powrót społeczeństwa i tradycji do takiego etapu historycznego, kiedy Kościół mógł czuć się najbezpieczniej i partycypować w sprawowaniu władzy, jednocześnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Polscy biskupi i księża konserwatywni, którzy tak chętnie porównują swoich oponentów politycznych, tak politycznych, do uczestników konfederacji targowickiej zapominają, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej. Gorącymi zwolennikami konfederacji byli: prymas Michał Jerzy Poniatowski, biskup chełmski Wojciech Skarszewski, biskup żmudzki Jan Stefan Giedroyć, biskup poznański Antoni Onufry Okęcki, biskup łucki Adam Naruszewicz i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski. 9 maja 1794 na Rynku Starego Miasta w Warszawie przed ratuszem powieszeni zostali publicznie przywódcy konfederacji skazani na karę śmierci przez Sąd Kryminalny Księstwa Mazowieckiego: hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz i hetman polny litewski Józef Zabiełło. Czwarty skazany, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, po zdjęciu święceń kapłańskich został powieszony przed kościołem św. Anny. Targowica również była przedsięwzięciem skierowanym przeciwko jakimkolwiek próbom zmiany ładu społecznego, który Kościół uznawał, jako korzystny dla siebie. Targowiczanie usiłowali przywrócić porządki feudalne. Targowicę w Polsce obecnie też mamy, ale nie jest ona tam, gdzie wskazują hierarchowie. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź ostrzegał wiernych w Gdańsku przed „demonem postępu i nowoczesności”. Oczywiście, obecni tradycjonaliści nie dążą do przywrócenia w Polsce feudalizmu w gospodarce, ale w sferze obyczajowej, jak najbardziej. Swoich oponentów politycznych nazywają przewrotnie Targowicą. Nazywają ich też komunistami lub łagodniej marksistami. Zapominając przy tym, że Karol Marks w żaden sposób nie odpowiada za komunistyczne zbrodnie. Zmarł 34 lata przed rewolucją październikową, miał poglądy propolskie. Marks uważał, że odrodzona Polska będzie zaporą dla imperializmu Rosji, krytykował mocarstwa za nieudzielenie Polakom pomocy podczas powstania styczniowego. Udało im się przypiąć łatkę komunisty nawet Platformie Obywatelskiej. Pomimo, iż w przeciwieństwie do socjalistycznego PiS-u jest ona partią liberalną. Jak wiadomo, liberałom jest bliżej do konserwatystów. Natomiast socjalistom, nawet jak są katolikami, bliżej do komunistycznych idei. Szczególnie wówczas, gdy stosują metody bolszewickie. Tym, których tak fascynuje tradycjonalizm zwracam uwagę, że tradycjonaliści odnieśli sukcesy w takich krajach, jak np. Afganistan. Nazywamy ich talibami.
  • 2017-10-05 20:26 | MajOrYX

    PiS zawiesza posła Rzepeckiego. Skończy się w sądzie?

    Seniorom wydaje się, iż swoje emerytury otrzymują dzięki składkom, które płacili w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych czy później. Gdyby tak rzeczywiście było, to ich emerytury nie przekraczałyby 300 złotych miesięcznie. A może nawet byłyby jeszcze niższe. Należy pamiętać, że w latach osiemdziesiątych zarabialiśmy 15, a może 20 dolarów miesięcznie. Ile to byłoby dzisiaj, 60 może 70 złotych. Taka była wówczas siła naszej gospodarki. Dlaczego dzisiaj średnia emerytura z ZUS wynosi jednak znacznie więcej tj. około 2 tysięcy złotych, chociaż i tak nie jest to dużo? Bo na to pozwala stan naszej gospodarki dzisiaj. Składki emerytalne płacone 30 lat temu skonsumowały osoby będące wówczas na emeryturach. Dzisiejsi emeryci są finansowani przez dzisiejszych płatników składek emerytalnych. Emerytura, tak jak i płaca, jest wprost zależna od siły i efektywności gospodarki na dzień jej pobierania. Jednakże, aby system emerytalny mógł się sfinansować konieczne jest utrzymanie odpowiedniej struktury demograficznej i wysokiego zatrudnienia. Żeby na jednego emeryta przypadało co najmniej dwóch, a jeszcze lepiej trzech pracujących. Jednak tak nie jest i będzie jeszcze gorzej. Dlatego też, rząd AWS przeprowadził pamiętną reformę emerytalną. Jej główne założenie można sprowadzić do jednego, każdy powinien odłożyć na swoją emeryturę sam. Tylko nie wiadomo po co do tego potrzebny jest ZUS i KRUS. Łatwo obliczyć, że mężczyzna pracujący 40 lat od 25 roku życia bez przerwy, aby przez następne 20 lat otrzymywać emeryturę w wysokości 2 tysiące złotych, musiałby odprowadzać składkę emerytalną w wysokości 1 tysiąca złotych miesięcznie. Ale jak to, przecież pieniądze te będą inwestowały fundusze, one będą ciągle pracowały. I to się nazywa optymizm. Oczywiście, że te pieniądze muszą być inwestowane, bo inaczej składki sprzed 40, 30 lat będą miały siłę nabywczą bliską zera. Racjonalny optymista powinien zakładać, że jeśli uda się utrzymać ich siłę nabywczą na takim samym poziomie, to będzie sukces. Ilu to ludzi kupiło ten pomysł bezrefleksyjnie. Przecież to będą moje pieniążki, tylko moje, nawet będzie można je dziedziczyć! Jeszcze żeby można je tak powąchać od czasu do czasu. To jak w tym żarcie, już za rok najniższa emerytura będzie wynosiła 10 tysięcy, ale bułka będzie kosztowała 5 tysięcy. Czy katastrofa jest nieunikniona? Platforma Obywatelska poszła o krok dalej w tym samym kierunku. Bo podwyższenie wieku emerytalnego, to dziecko tego samego sposobu myślenia. Może jeszcze, gdyby próbowano wprowadzić to rozwiązanie dzisiaj, kiedy bezrobocie spada a sytuacja ekonomiczna rodzin poprawia się (również za sprawą programu 500+) to szanse jego powodzenia byłyby większe. A tak, to jaki jest efekt? Podwyższenie wieku emerytalnego przyczyniło się do utraty władzy, a nowy rząd rozwiązanie unieważnił i wyrzucił do kosza. Dzisiaj czytam o najnowszym pomyśle na … utratę władzy. Emerytura obywatelska. Tysiąc na głowę i po sprawie. To już nie krok, ale skok ciągle w tą samą stronę. A niby, partie ideologicznie i programowo tak różne. W czym tkwi zasadniczy błąd? Poprawa demografii to nie taka prosta sprawa i nawet 500+ problemu nie rozwiąże. Zresztą, żadna populacja, nawet populacja kornika, nie może się powiększać w nieskończoność. Podwyższenie wieku emerytalnego? Pewnie rozwiązanie to powróci. Jednakowa głodowa emerytura dla wszystkich? Tego suweren pewnie nie zdzierży. Wszyscy, jakby zapomnieli o jednym, iż poziom życia każdego z nas jest uzależniony wprost od stanu gospodarki i wydajności pracy. Nie oznacza to, że praca wydajniejsza ma być cięższa. Wprost przeciwnie. Dzisiaj jeden rolnik wyposażony w odpowiedni sprzęt i nowe odmiany roślin, w tym samym czasie wykonuje pracę, za pięciu rolników 20 lat temu, może nawet dwudziestu 40 lat temu i może nawet zastępuje stu chłopów pańszczyźnianych pracujących u pana w polu. W przemyśle i handlu proporcje te mogą być jeszcze lepsze. Tutaj takiej roli nie odgrywa czas. Niestety zboże musi rosnąć przez kilka miesięcy, tak samo jak świnka lub byczek na mięsko. Spotkałem się z prognozami, że w najbliższych 20 latach ubędzie około 40% miejsc pracy z powodu postępującej robotyzacji i automatyzacji. Pracę stracą tysiące kierowców po wprowadzeniu na szeroką skalę pojazdów samosterujących, już teraz kasjerki w dużych sklepach są zastępowane przez automaty. W Stanach Zjednoczonych myśli się o opodatkowaniu pracy robotów. Gdzie w tym wszystkim odnajduje się polskie myślenie o gospodarce i społeczeństwie? Będziemy ścigać się z krajami afrykańskimi na przyrost naturalny? Będziemy podwyższać wiek emerytalny i obniżać emerytury? W nowoczesnej gospodarce będzie potrzeba coraz więcej specjalistów o wysokich kwalifikacjach, inżynierów programistów, automatyków itp. Prostej pracy fizycznej będzie coraz mniej. Kiedy cały postępowy świat stawia na jakość, my będziemy stawiali na ilość? Gdyby rzeczywiście emerytury i wysoki poziom życia emerytów zależały w głównej mierze od wskaźnika osób zdolnych do pracy w danej populacji oraz przeciętnego czasu pobierania emerytury, to najlepiej żyłoby się emerytom w krajach zacofanych i przeludnionych. Tam jest dużo osób zdolnych do pracy a żyje się krótko. Nie oznacza to, iż nie powinniśmy zabiegać o dodatni bilans liczby narodzin do liczby zgonów. Cel minimum, to przynajmniej tyle narodzin ile zgonów. To kiedy będziemy bogaci jak Niemcy? Pewnie można byłoby to nawet obliczyć. Jeżeli gospodarka będzie się rozwijała i PKB będzie rósł w średnim tempie 4% rocznie, to pewnie osiągniemy poziom Niemiec za 20, 30 lat. Ale czy wtedy będziemy bogaci jak Niemcy? Tak, jak Niemcy 20, 30 lat wcześniej. Ale raczej jest to wariant optymistyczny, bo możemy też być bogaci, jak Niemcy 100 lat temu. Jak ten problem rozwiązać. Recepta jest dość prosta. Zachowanie właściwych proporcji bieżącej konsumpcji do inwestycji, w tym inwestycji w tak zwany kapitał ludzki, rozumiany jako wyposażenie ludzi w kwalifikacje do pracy w nowoczesnych warunkach. Racjonalna polityka fiskalna państwa, nie tylko w zakresie obciążeń dochodów z pracy najemnej. Recepta prosta a wykonanie bardzo trudne. Należy też przyjąć do wiadomości, że im wyższy będzie rozwój technologii tym niższy będzie udział składek emerytalnych osób pracujących w bieżących wydatkach na emerytury. Lukę tę będzie musiał wypełniać budżet państwa. A skąd weźmie pieniądze państwo? Najprościej mówiąc z podatków, które obciążą wyższe zyski przedsiębiorstw w coraz mniejszym stopniu korzystających z pracy rąk ludzkich. Bo nowoczesna gospodarka przyszłości będzie coraz mniej potrzebowała ludzi do produkcji dóbr materialnych, a ta praca człowieka, którą z łatwością mogą zastąpić maszyny będzie coraz mniej opłacalna. W latach siedemdziesiątych XX wieku oglądałem film opisujący przyszłość ludzkości, kiedy praca będzie formą nagrody. Ponieważ będzie jej tak mało, a możliwość jej wykonywania związana jest z potrzebami człowieka. Pamiętajmy też, że pieniądze to nie cel sam w sobie i jest tyle wart, ile gospodarka i społeczeństwo, które za nim stoi. Inaczej nie przedstawia nawet wartości papieru, na którym go wydrukowano.
  • 2017-10-05 20:26 | MajOrYX

    NIE STRASZCIE PRZYSZŁYCH EMERYTÓW

    Seniorom wydaje się, iż swoje emerytury otrzymują dzięki składkom, które płacili w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych czy później. Gdyby tak rzeczywiście było, to ich emerytury nie przekraczałyby 300 złotych miesięcznie. A może nawet byłyby jeszcze niższe. Należy pamiętać, że w latach osiemdziesiątych zarabialiśmy 15, a może 20 dolarów miesięcznie. Ile to byłoby dzisiaj, 60 może 70 złotych. Taka była wówczas siła naszej gospodarki. Dlaczego dzisiaj średnia emerytura z ZUS wynosi jednak znacznie więcej tj. około 2 tysięcy złotych, chociaż i tak nie jest to dużo? Bo na to pozwala stan naszej gospodarki dzisiaj. Składki emerytalne płacone 30 lat temu skonsumowały osoby będące wówczas na emeryturach. Dzisiejsi emeryci są finansowani przez dzisiejszych płatników składek emerytalnych. Emerytura, tak jak i płaca, jest wprost zależna od siły i efektywności gospodarki na dzień jej pobierania. Jednakże, aby system emerytalny mógł się sfinansować konieczne jest utrzymanie odpowiedniej struktury demograficznej i wysokiego zatrudnienia. Żeby na jednego emeryta przypadało co najmniej dwóch, a jeszcze lepiej trzech pracujących. Jednak tak nie jest i będzie jeszcze gorzej. Dlatego też, rząd AWS przeprowadził pamiętną reformę emerytalną. Jej główne założenie można sprowadzić do jednego, każdy powinien odłożyć na swoją emeryturę sam. Tylko nie wiadomo po co do tego potrzebny jest ZUS i KRUS. Łatwo obliczyć, że mężczyzna pracujący 40 lat od 25 roku życia bez przerwy, aby przez następne 20 lat otrzymywać emeryturę w wysokości 2 tysiące złotych, musiałby odprowadzać składkę emerytalną w wysokości 1 tysiąca złotych miesięcznie. Ale jak to, przecież pieniądze te będą inwestowały fundusze, one będą ciągle pracowały. I to się nazywa optymizm. Oczywiście, że te pieniądze muszą być inwestowane, bo inaczej składki sprzed 40, 30 lat będą miały siłę nabywczą bliską zera. Racjonalny optymista powinien zakładać, że jeśli uda się utrzymać ich siłę nabywczą na takim samym poziomie, to będzie sukces. Ilu to ludzi kupiło ten pomysł bezrefleksyjnie. Przecież to będą moje pieniążki, tylko moje, nawet będzie można je dziedziczyć! Jeszcze żeby można je tak powąchać od czasu do czasu. To jak w tym żarcie, już za rok najniższa emerytura będzie wynosiła 10 tysięcy, ale bułka będzie kosztowała 5 tysięcy. Czy katastrofa jest nieunikniona? Platforma Obywatelska poszła o krok dalej w tym samym kierunku. Bo podwyższenie wieku emerytalnego, to dziecko tego samego sposobu myślenia. Może jeszcze, gdyby próbowano wprowadzić to rozwiązanie dzisiaj, kiedy bezrobocie spada a sytuacja ekonomiczna rodzin poprawia się (również za sprawą programu 500+) to szanse jego powodzenia byłyby większe. A tak, to jaki jest efekt? Podwyższenie wieku emerytalnego przyczyniło się do utraty władzy, a nowy rząd rozwiązanie unieważnił i wyrzucił do kosza. Dzisiaj czytam o najnowszym pomyśle na … utratę władzy. Emerytura obywatelska. Tysiąc na głowę i po sprawie. To już nie krok, ale skok ciągle w tą samą stronę. A niby, partie ideologicznie i programowo tak różne. W czym tkwi zasadniczy błąd? Poprawa demografii to nie taka prosta sprawa i nawet 500+ problemu nie rozwiąże. Zresztą, żadna populacja, nawet populacja kornika, nie może się powiększać w nieskończoność. Podwyższenie wieku emerytalnego? Pewnie rozwiązanie to powróci. Jednakowa głodowa emerytura dla wszystkich? Tego suweren pewnie nie zdzierży. Wszyscy, jakby zapomnieli o jednym, iż poziom życia każdego z nas jest uzależniony wprost od stanu gospodarki i wydajności pracy. Nie oznacza to, że praca wydajniejsza ma być cięższa. Wprost przeciwnie. Dzisiaj jeden rolnik wyposażony w odpowiedni sprzęt i nowe odmiany roślin, w tym samym czasie wykonuje pracę, za pięciu rolników 20 lat temu, może nawet dwudziestu 40 lat temu i może nawet zastępuje stu chłopów pańszczyźnianych pracujących u pana w polu. W przemyśle i handlu proporcje te mogą być jeszcze lepsze. Tutaj takiej roli nie odgrywa czas. Niestety zboże musi rosnąć przez kilka miesięcy, tak samo jak świnka lub byczek na mięsko. Spotkałem się z prognozami, że w najbliższych 20 latach ubędzie około 40% miejsc pracy z powodu postępującej robotyzacji i automatyzacji. Pracę stracą tysiące kierowców po wprowadzeniu na szeroką skalę pojazdów samosterujących, już teraz kasjerki w dużych sklepach są zastępowane przez automaty. W Stanach Zjednoczonych myśli się o opodatkowaniu pracy robotów. Gdzie w tym wszystkim odnajduje się polskie myślenie o gospodarce i społeczeństwie? Będziemy ścigać się z krajami afrykańskimi na przyrost naturalny? Będziemy podwyższać wiek emerytalny i obniżać emerytury? W nowoczesnej gospodarce będzie potrzeba coraz więcej specjalistów o wysokich kwalifikacjach, inżynierów programistów, automatyków itp. Prostej pracy fizycznej będzie coraz mniej. Kiedy cały postępowy świat stawia na jakość, my będziemy stawiali na ilość? Gdyby rzeczywiście emerytury i wysoki poziom życia emerytów zależały w głównej mierze od wskaźnika osób zdolnych do pracy w danej populacji oraz przeciętnego czasu pobierania emerytury, to najlepiej żyłoby się emerytom w krajach zacofanych i przeludnionych. Tam jest dużo osób zdolnych do pracy a żyje się krótko. Nie oznacza to, iż nie powinniśmy zabiegać o dodatni bilans liczby narodzin do liczby zgonów. Cel minimum, to przynajmniej tyle narodzin ile zgonów. To kiedy będziemy bogaci jak Niemcy? Pewnie można byłoby to nawet obliczyć. Jeżeli gospodarka będzie się rozwijała i PKB będzie rósł w średnim tempie 4% rocznie, to pewnie osiągniemy poziom Niemiec za 20, 30 lat. Ale czy wtedy będziemy bogaci jak Niemcy? Tak, jak Niemcy 20, 30 lat wcześniej. Ale raczej jest to wariant optymistyczny, bo możemy też być bogaci, jak Niemcy 100 lat temu. Jak ten problem rozwiązać. Recepta jest dość prosta. Zachowanie właściwych proporcji bieżącej konsumpcji do inwestycji, w tym inwestycji w tak zwany kapitał ludzki, rozumiany jako wyposażenie ludzi w kwalifikacje do pracy w nowoczesnych warunkach. Racjonalna polityka fiskalna państwa, nie tylko w zakresie obciążeń dochodów z pracy najemnej. Recepta prosta a wykonanie bardzo trudne. Należy też przyjąć do wiadomości, że im wyższy będzie rozwój technologii tym niższy będzie udział składek emerytalnych osób pracujących w bieżących wydatkach na emerytury. Lukę tę będzie musiał wypełniać budżet państwa. A skąd weźmie pieniądze państwo? Najprościej mówiąc z podatków, które obciążą wyższe zyski przedsiębiorstw w coraz mniejszym stopniu korzystających z pracy rąk ludzkich. Bo nowoczesna gospodarka przyszłości będzie coraz mniej potrzebowała ludzi do produkcji dóbr materialnych, a ta praca człowieka, którą z łatwością mogą zastąpić maszyny będzie coraz mniej opłacalna. W latach siedemdziesiątych XX wieku oglądałem film opisujący przyszłość ludzkości, kiedy praca będzie formą nagrody. Ponieważ będzie jej tak mało, a możliwość jej wykonywania związana jest z potrzebami człowieka. Pamiętajmy też, że pieniądze to nie cel sam w sobie i jest tyle wart, ile gospodarka i społeczeństwo, które za nim stoi. Inaczej nie przedstawia nawet wartości papieru, na którym go wydrukowano.
  • 2017-10-08 06:57 | MajOrYX

    Imperium atakuje różańcem

    Imperium atakuje różańcem Tradycjonalistom udało się pozyskać w Polsce znaczną grupę zwolenników. Udało się im wmówić, że uczestniczą w walce dobra ze złem i są oczywiście po tej właściwej stronie. Dobro, to tradycja, a wszystkie środowiska reprezentujące myślenie liberalne i modernizacyjne to, komuniści i złodzieje. Zwolennicy radykalnych tradycjonalistów w znacznej większości kierują się, wbrew pozorom, racjonalnymi motywami. Tradycja daje im poczucie bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa socjalnego. Ludzie ci zdają sobie sprawę z zagrożeń, jakie im może przynieść i już przyniosła modernizacja gospodarki. Większość z nich wie, że będą mieli problemy z dostosowaniem się do nowych warunków. Część z nich, jak np. emeryci, nie ma w ogóle żadnych możliwości samodzielnego wpływu na swój los. Uzależnieni są całkowicie od polityki państwa. Dlaczego, program 500 plus okazał się takim sukcesem? Co, się dziwić rolnikowi gospodarującemu na 5 hektarach i otrzymującemu 1500 złotych miesięcznie na trójkę dzieci. Przecież, to jest więcej niż cały jego dochód z roli. On będzie szukał ratunku w tradycji, kiedy taki areał pozwalał na utrzymanie rodziny. Wie, że już nie ma żadnych szans na rozwój swojego gospodarstwa i jeśli wieś nadal będzie się modernizowała, to całkowicie wypadnie z rynku. Przecież w rolnictwie nadal mamy za dużo ludzi. Jest to złudne poczucie bezpieczeństwa. W rzeczywistości, tylko rozwój gospodarki, nowoczesność i postęp mogą zapewnić godne warunki życia dla wszystkich. Liberałowie, do których należy zaliczyć zarówno Platformę Obywatelską i Nowoczesną, ale także Sojusz Lewicy Demokratycznej, który sam się zmarginalizował, popełnili zasadnicze błędy. Zapomnieli, że istnieją liczne grupy społeczne, które nie odniosły oczekiwanych korzyści z modernizacji, a nawet straciły w wielu wymiarach. Koncepcja polityczna zakładająca, że niewidzialna ręka wolnego rynku załatwi wszystko, a biedni skorzystają, kiedy wreszcie zacznie im „spadać z pańskiego stołu” poniosła klęskę. Liberałowie, którym udawało się w miarę sprawnie modernizować Polskę i rozwijać gospodarkę po 1990 roku, wyraźnie stracili impet i brakuje im pomysłów. Opowiadanie ludziom o nieuchronnej konieczności podwyższania wieku emerytalnego i jednoczesnego ograniczania wysokości emerytur oraz wydatków socjalnych nie może być zachęcające dla społeczeństwa. W sytuacji, kiedy przewiduje się, iż na skutek robotyzacji i automatyzacji w krajach wysokorozwiniętych w okresie najbliższych 20 lat zniknie 40% miejsc pracy, opowieści o wielkim zapotrzebowaniu gospodarki na ręce do pracy, świadczą o oderwaniu się od rzeczywistości. To jest brak wizji rozwoju i zaprzepaszczenie możliwości pozyskania dla swoich koncepcji szerokiego poparcia społecznego. Na tym tle wypada lepiej nawet minister Morawiecki z mirażami o masowej produkcji elektrycznych samochodów. Tak, my będziemy produkowali elektryczne samochody, a cały nowoczesny świat samochody autonomiczne. Nawet, jak wyprodukujemy te samochody, to kto je od nas kupi i za ile? Sami będziemy nimi jeździli, ale nie będziemy mieli prądu. To, tak jak w tym dowcipie z czasów PRL. Gdybyśmy mieli blachę, to zarzucilibyśmy cały świat konserwami, ale i tak nie mamy mięsa. Te społeczne frustracje świetnie wykorzystuje od wielu lat o. Tadeusz Rydzyk oraz wielu innych tradycjonalistów w Kościele. Oni doskonale rozpoznali wroga i wiedzą, że postęp i nowoczesność stanowi dla nich prawdziwe zagrożenie, a tak naprawdę wyzwanie, którego nie chcą podjąć. Dlaczego? Bo, to wymaga wysiłku. W dobrze wykształconym i zamożnym społeczeństwie wyobrażenia Boga, jako siwego starca, święte obrazki i inne atrybuty tradycji nie będą miały takiego wzięcia. Tradycjonaliści zapominają, że pierwsi chrześcijanie byli światopoglądowo ultranowocześni i dlatego odnieśli sukces. Ludziom przestała wystarczać wiara w kamienne bożki. Nie było już możliwe wmawianie im, że inny człowiek może być bogiem. Cezar jest bogiem? Przecież ja go znam, nie jest mądrzejszy ode mnie. Niestety, dzisiaj znaczna część wiernych chodzi do kościołów wyłącznie z powodu tradycji. Tak naprawdę nie rozumieją oni istoty wiary, którą wyznają, a ich księża nigdy o to nie zabiegali. Chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub kościelny i ostatecznie pogrzeb, to taka tradycja. Im mniejsze i uboższe środowisko, tym trwalsza. Hierarchowie bardziej umiarkowani zdają sobie sprawę, że powrót do tradycji sprzed osiemdziesięciu lat nie jest możliwy. Rozumieją, iż Kościół nie może funkcjonować w oderwaniu od rzeczywistości. Rozumieją, że wraz z postępem i nowoczesnością będzie mniej wiernych w kościołach. Przestaną przychodzić ci, którzy chodzą tam motywowani tradycją, po prostu z przyzwyczajenia. Wiedzą, iż identyfikacja z jedną partią polityczną, w przypadku jej porażki, oznacza klęskę dla Kościoła i dramatyczną utratę pozycji społecznej. Obecnie triumfują tradycjonaliści, a nawet fanatycy. Dołączają do nich także różni dziwacy i konformiści. Facet miał trzy żony, parę kochanek, czerpał z życia całymi garściami i nagle przypomina sobie, że w dzieciństwie był ministrantem. Gwałtownie wzrasta duchowość i religijność na pokaz. Zwrócił na to uwagę nawet o. Tadeusz Rydzyk. Słynna wypowiedź: panie ministrze, która to już żona siedzi obok pana. Pozornie nie ma to żadnego związku z gospodarką. Jednak, jej dynamiczny rozwój w takich warunkach nie jest możliwy. Zacofanie w sferze ducha automatycznie przekłada się na regres w sferze materialnej. Izolacjonizm, brak otwarcia na dialog, budzenie niepotrzebnych lęków społecznych, osłabienie pozycji nauki, wzmacnianie konfliktu społecznego, brak zdolności do kompromisu, konflikt z innymi państwami, to wszystko wpływa na osłabienie zdolności modernizacyjnych. Powrót do tradycji wymaga współdziałania władzy świeckiej i duchowej. Jeżeli ma być możliwy, to należy spacyfikować wszelkie środowiska prezentujące odmienne poglądy. Do tego, konieczne jest podporządkowanie sądów, wszystkich mediów, szkół, uczelni, organizacji pozarządowych oraz zmiany prawa. Wszystko ma zostać podporządkowane tradycji i państwu unitarnemu, jeśli nie totalitarnemu. Jednak, wzmacnianie aktywności środowisk radykalnych z jednej strony wywołuje, jak każda akcja, reakcję radykalnych przeciwników. Jedni i drudzy pozyskują zwolenników i coraz mniej miejsca pozostaje dla umiarkowanego centrum. To powoduje narastanie konfliktu społecznego. Jeżeli proces ten nie zostanie zatrzymany zawarciem konsensusu i osłabieniem wpływu radykałów na społeczeństwo, to pozostaną dwie wielkie siły radykalne zmierzające do wzajemnego unicestwienia. To nie będzie nic dobrego, stracą wszyscy. W jakiej partii należy poszukiwać osób zdolnych do kompromisu? W tak dramatycznej sytuacji, w każdej. W Kościele także. Tradycjonaliści powinni sobie uzmysłowić, że powrót do przeszłości jest możliwy tylko w filmach. Liberałowie muszą zrozumieć, że nie można pozostawiać na marginesie całych grup społecznych, a wyścig szczurów to nie jest to, o czym marzą miliony Polaków. Każdy musi coś stracić, żeby mogli zyskać wszyscy. Gdzie, w tym wszystkim jest najważniejszy gracz Jarosław Kaczyński? Nie sądzę, żeby był tradycjonalistą. Jestem przekonany, że po umocnieniu swojej władzy nie będzie się nią dzielił z hierarchami, nawet najbardziej konserwatywnymi tradycjonalistami. Mogą mu, co najwyżej służyć, jako instrument ciągłego wzmacniania władzy. W najlepszym wypadku jest bardzo sprytnym kryptosocjalistą, który zmierza do urzeczywistnienia marzeń o społeczeństwie, gdzie wszyscy są sobie równi pod każdym względem, również majątkowym. To już przerabialiśmy. Może też być nowym wcieleniem Dartha Vadera, albo samego Palpatine’a. http://ringpl.blog.pl/
  • 2017-10-11 19:02 | MajOrYX

    PiS żartuje

    Kilka miesięcy temu na konwencji PiS Jarosław Kaczyński opowiadał, jak to Chruszczow na plenum KC KPZR wygłaszał referat potępiający stalinizm. W pewnym momencie Chruszczow miał wyrazić pretensję, że na wcześniejszych plenach nie znalazł się nikt, kto skrytykowałby pomysły Stalina. Wtedy z sali padło pytanie: „A, gdzie ty byłeś?” Chruszczow spojrzał groźnie na salę i zapytał: „Kto, to powiedział?” Zapanowała cisza. Wtedy Chruszczow miał powiedzieć: „Byłem tam, gdzie ty teraz jesteś.” Poseł Rzepecki niepotrzebnie słowa prezesa wziął sobie na poważnie, tak jak i program partii. To tylko był taki żart, anegdota. Prezes Kaczyński, to wyjątkowo żartobliwy człowiek. Nawet, nie śmieje się, gdy opowie jakąś facecję. Panie pośle, to dowcipas taki był. Najwyraźniej, Poseł Łukasz Rzepecki nie zna się na żartach. Znakomity jest także Antoni Macierewicz. Mistrz czarnego humoru. No, można boki zrywać, a sam nawet półgębkiem się nie uśmiechnie. Jednak, najlepszy jest w opowiadaniu różnych historyjek z życia wojskowego. „Dziennik Gazeta Prawna” informuje o najnowszej opowieści: W ciągu dwóch lat ma powstać specjalna jednostka złożona z tysiąca specjalistów, którzy będą chronić kraj przed atakami przy użyciu broni XXI wieku. Nad Polską powstanie „polityczna cybertarcza”. Jednym z jej elementów ma być licząca tysiąc osób specjalna jednostka wojskowa. Drugim – nowy departament ds. cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Premiera, którym pokieruje minister Paweł Szefernaker. MON zbuduje nową armię za 2 mld zł. Dlaczego, jest to bardzo zabawne? Na modernizację techniczną Sił Zbrojnych RP w 2017 roku zaplanowana została kwota 9,499 mld, z tego aż 7,06 mld dotyczy realizacji programu wieloletniego „Priorytetowe zadania modernizacji technicznej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w ramach programów operacyjnych”, którego celem jest zwiększenie zdolności operacyjnych Sił Zbrojnych RP oraz podwyższenie stopnia nowoczesności uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Zatem, powstanie nowej 1000 osobowej jednostki (ok. 1% całego zawodowego wojska bez WOT), to koszt w wysokości ponad 20% całej kwoty przeznaczonej w tym roku na modernizację wojska. Pomijam fakt, że informatyków, którzy są niezbędni do takiego przedsięwzięcia, nie ma w nadmiarze na rynku pracy i z pewnością nie zadowolą ich uposażenia żołnierskie, a nawet oficerskie. Przezabawne są też inne opowieści PiS. Szczególnie te, o wsadzaniu do więzień za złodziejstwo i korupcję poprzednich ekip rządowych. Jak do tej pory, najgłośniejsze zatrzymania dotyczą osób z obecnej ekipy. W marcu tego roku agenci warszawskiej Delegatury CBA zatrzymali 5 podejrzanych w sprawie wyrządzenia znacznej szkody majątkowej spółce PKP S.A. poprzez zawarcie w maju 2016 roku przez spółkę kolejową z jedną z warszawskich spółek niekorzystnej umowy na 1 900 000 zł netto. Umowa dotyczyła realizacji profilaktyki w zakresie zagrożeń terroryzmem bombowym w ramach przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Kilka dni temu sąd postanowił o aresztowaniu szefa rady nadzorczej Grupy Azoty Marka G., pracownika Grupy Lotos i czterech innych osób zatrzymanych przez CBA za domaganie się łapówek za kontrakty na dostawy surowców. Marek G. został powołany do rady nadzorczej Grupy Azoty w lutym zeszłego roku na wniosek Ministerstwa Skarbu. Dwie dekady temu był wojewodą zamojskim, a potem prezydentem Zamościa. W ostatnich latach pracował m.in. w jednej z największych firm deweloperskich w Lublinie. Kogo PiS powołało na szefa rady nadzorczej Grupy Azoty? Oczywiście, że nie byle kogo. Jednego z ważnych działaczy polskiej prawicy, absolwenta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który w latach 1997–1998 pełnił funkcję wojewody zamojskiego, następnie do 2002 przez jedną kadencję był prezydentem Zamościa (ubiegał się o reelekcję z ramienia komitetu Prawo i Samorządność, zajmując ostatnie, 6. miejsce; nie uzyskał także mandatu w radzie miasta). Od 2003 zajmuje kierownicze stanowiska w spółkach prawa handlowego. Należał do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i w jego ramach do AWS. Później był członkiem Przymierza Prawicy i PiS, z ramienia którego bez powodzenia kandydował do Sejmu w 2001. W 2007 został członkiem Prawicy Rzeczypospolitej, w przedterminowych wyborach w tym samym roku bezskutecznie ubiegał się o mandat senatora z ramienia tej partii (występującej jako KWW Prawica Marka Jurka) w okręgu chełmskim. W 2009 z listy PR kandydował do Parlamentu Europejskiego, a w 2014 był jej kandydatem na liście PiS do sejmiku lubelskiego, także nie uzyskując mandatu. W 2015 zasiadł w zarządzie nowo powołanego Stowarzyszenia Chrześcijańsko-Narodowego i został jego liderem wojewódzkim. W 2004 został skazany przez Sąd Rejonowy w Zamościu na karę grzywny za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Jak tak dalej pójdzie, to w więzieniach zabraknie miejsca dla członków poprzednich ekip. Oczywiście, PiS przedstawia te zdarzenia, jako swoje sukcesy. Nie ma świętych krów. Nic nie mówi na temat swojej znakomitej polityki kadrowej. Minister Patryk Jaki wykazał się dzisiaj, jeszcze bardziej wyrafinowanym poczuciem humoru. Zaprezentował główne założenia reprywatyzacji według Sojuszu Lewicy Demokratycznej i następnie oświadczył, że jest to najnowszy projekt PiS. Tak o tych pomysłach w 2011 roku pisało stowarzyszenie Solidarni 2010: „Nadzieją dla środowisk poszkodowanych nacjonalizacją były rządy PiSu. Środowiska te wyrażały wielką radość po wyborczych zwycięstwach Kaczyńskich. Nareszcie! Teraz tylko jeszcze reprywatyzacja i Polska popłynie, będzie znowu Polską! Takie były powszechne nastroje. Z czasem jednak okazało się, że PiS do reprywatyzacji miał stosunek mętny i niejasny, a po uważniejszym sprawdzeniu – w istocie niechętny. Sam Jarosław Kaczyński wypowiadał się PRZECIWKO zwrotowi Polakom zagrabionej własności. Ze względu na nacisk społeczny /ogromne poparcie przez nasze środowisko Kaczyńskich w wyborach/, PiS na siłę rozpoczął niemrawe procedowanie nad SLDowskim projektem reprywatyzacyjnym – zwrotu 15% wartości mienia, BEZ PRAWA ZWROTU MAJĄTKU W NATURZE/a więc z szansą szczucia na dawnych właścicieli, że obciążają budżet państwa i ograbiają egoistycznie podatników/. Iście szatański projekt!” Politycy PiS żartują sobie, że należą do partii konserwatywnej. Natomiast, Łukasz Warzecha w artykule „PiS, czyli Patriotyzm i Socjalizm” opublikowanym w Do Rzeczy 7 grudnia 2016 roku napisał tak: „Jeśli bowiem szukać na polskiej scenie politycznej formacji nawiązującej do wzorców patriotycznego socjalizmu w typie dawnej PPS, to będzie to właśnie PiS. Można było się spodziewać, że ugrupowanie Kaczyńskiego będzie realizować program socjalny i etatystyczny – takie były w dużej mierze zapowiedzi – ale zaskakują proporcje działań socjalnych wobec działań mających uwalniać rynek. Pierwszy rok to właściwie wyłącznie powiększanie socjalu, nie wprowadzono zaś żadnych zmian ograniczających fiskalizm i zwiększających swobodę obywateli. (…)”. Najwyraźniej pan Warzecha nie ma poczucia humoru. Ciekawe, jak długo jeszcze poczucie humoru będą mieli obywatele Rzeczypospolitej? http://ringpl.blog.pl/