Adam Krzemiński
4 listopada 2009

Mur oczami Güntera Schabowskiego

Zmory brutusa

„Natychmiast! Niezwłocznie!”

Z taką zmorą wchodziliśmy w cud 9 listopada – to słowa samego Schabowskiego. Przełomowym momentom historii rzadko towarzyszy patos, częściej gorączkowa nadzieja na wyjście z pułapki. „Trzy dni po schrzanionym projekcie ustawy paszportowej zebrało się plenum KC – opowiada Schabowski. – Minister spraw wewnętrznych przekazał Krenzowi do wglądu projekt rozporządzenia. Krenz sucho poinformował plenum o planowanych regulacjach paszportowych. Podejmowane kroki uzasadniał czeską groźbą. Natomiast protesty ludności przemilczał. KC, wciąż w szoku pod wpływem demonstracji, obalenia Honeckera i mętnych dekretów Biura Politycznego, przyjął tę informację bez jakiejś debaty. Mnie w tym momencie nie było na sali, bo co jakiś czas wychodziłem do dziennikarzy. Około godz. 17 wróciłem i na krótko usiadłem w prezydium obok Krenza. Gdy chciałem się z nim pożegnać przed wyjściem na konferencję prasową, podsunął mi tekst rozporządzenia. Rzuciłem na nie okiem. Dostrzegłem, że przyjęto swobodę podróżowania i prawo do wyjazdu na stałe. Po krótkim rozważeniu argumentów za – zelżenie publicznego nacisku, i przeciw – ponownemu przyznaniu się do pospiesznej korekty, zgodziliśmy się, że na najbliższym briefingu poinformujemy przedstawicieli prasy międzynarodowej o podjętych krokach. Krenz był przekonany, że to będzie bomba. W drodze do centrum prasowego zastanawiałem się, jaką taktykę powinienem zastosować. O zmienionych regulacjach wyjazdowych postanowiłem powiedzieć dopiero pod koniec godzinnej informacji. W ten sposób zostałoby mało czasu na kłopotliwe pytania dziennikarzy”.

Schabowski – jak nam to teraz opowiada – uważał wówczas, że ważniejsza jest decyzja KC o wolnych wyborach, reformach gospodarczych i wymianie kolejnych członków politbiura. Do głowy mu nie przyszło, że dość zdawkowa uwaga o otwarciu granicy mogłaby przesłonić początki reform podjętych przez SED oraz zasadniczo zmienić polityczną mapę Europy.

A zatem, w rzeczywistości, nikt mu nie podsunął żadnej kartki. Przed konferencją poczynił notatki i projekt rozporządzenia odłożył na koniec. „Gdy go chciałem przeczytać, to nie mogłem go znaleźć, ponieważ był wsunięty między inne papiery. Dlatego mój współpracownik podszedł do mnie, by mi pomóc, i wyciągnął odpowiednią kartkę. Stąd to wrażenie, jak gdyby dopiero w tym momencie podsunięto mi tę wiadomość”.

Jednak i tym razem poszło nie tak. Na pytanie włoskiego korespondenta, od kiedy nowe rozporządzenie wchodzi w życie, Schabowski wypowiedział słynne: „Natychmiast! Niezwłocznie!”. Tymczasem Krenz nic mu nie powiedział, od kiedy rozporządzenie ma wejść w życie i czy służby graniczne otrzymały dyrektywy. W zasadzie nowe regulacje planowano ogłosić nad ranem, by wszystko przygotować. Wtedy chętni pewnie zaczęliby oblegać biura paszportowe.

Oświadczenie wywołało więc chaos. Wprawdzie strażnicy na przejściach granicznych słyszeli, że mają wejść w życie nowe rozporządzenia, ale nikt nie wiedział jakie. Berlińczycy wyszli na ulice. „Powstała sytuacja paradoksalna: wiadomość o mojej informacji w ciągu pół godziny dotarła do Canberry, ale nie dotarła do berlińskich przejść granicznych, odległych zaledwie kilka kilometrów. Konsekwencją była kilkugodzinna faza niepewności na tych przejściach. Relacje telewizyjne i zdjęcia z tej nocy w Berlinie poszły w świat i do dziś kształtują pamięć o tych dramatycznych godzinach. Jeszcze i teraz wydaje się niepojętym, że nigdzie nie doszło do krwawego tumultu. Na szczęście straż graniczna zareagowała samodzielnie. Jednak przyczynił się do tego zarówno podenerwowany nastrój, jak i spokojna postawa ludzi po obu stronach granicy. To zadecydowało o bezkrwawym upadku muru”.

Historia wydała wyrok

Schabowski zadzwonił do Krenza, że otwarcie granicy daje im punkty. Ale już następnego dnia w KC panował kacenjamer. Zarówno Krenz, jak i odwieczny szef bezpieki Erich Mielke narzekali, jak to się mogło stać i kto tu zawinił. Zupełnie inne nastroje panowały na mieście: „Ludzie byli szczęśliwi – opowiada Schabowski. – Przeklęte bariery padły. Nie przeczuwałem, że wraz z otwarciem muru zaczął się koniec NRD. Przeciwnie, liczyliśmy na proces stabilizacji, który początkowo rzeczywiście nastąpił. Nareszcie obywatele NRD byli w stanie zaspokoić swoje potrzeby podróżowania. Teraz większość przechodziła na zachód i wracała… Jednak cała koncepcja nie wypaliła, ponieważ otwarciu granicy nie towarzyszyła istotna zmiana socjalistycznego systemu. On nie był do tego zdolny. Wraz z każdym poluzowaniem w kierunku wolności i demokracji usuwał nie tylko swoje deficyty, ale w końcu i siebie samego.

9 listopada 1989 r. historia wydała wyrok – bez żadnego odwołania. Bezkrwawa rewolucja obywateli zmusiła reżim do koncesji, w których zawarty był jego koniec. Wprawdzie tego dnia ani na wschodzie, ani na zachodzie nie zdawano sobie sprawy, że zjednoczenie nastąpi tak szybko”.

Gorbaczow był poirytowany, że go o niczym nie poinformowano. Schabowski zresztą nie ma do niego specjalnego sentymentu – uważa go za chłopka-roztropka, którego pierestrojka okazała się kompletnym złudzeniem. „To nie zmniejsza jego historycznej roli. Błędem byłoby uznać go jedynie za nieudacznika. Działał z własnej woli, choć początkowo nie był nikim innym, jak tylko częścią tej jałowej masy, która uważała siebie za twórców nowego społeczeństwa. To, że znalazł siłę woli do zmian, spowodowało ogromne przesunięcia w globalnej tektonice. To było to uderzenie skrzydeł motyla, które spowodowało orkan”.

Według Schabowskiego, enerdowska rewolucja 1989 r. była kontynuacją powstania z 17 czerwca 1953 r. „Aby ustabilizować NRD, wznieśliśmy 13 sierpnia 1961 r. tę ponurą budowlę. Aby uratować NRD, zaczęliśmy 9 listopada 1989 r. mur demontować. Te dwa przeciwstawne przedsięwzięcia miały ten sam cel. Oba się nie udały. Tym samym jasna była odpowiedź na pytanie o zdolność przetrwania społeczeństwa opartego na ideologii socjalistycznej”.

Narzędzie historii

Siebie samego Schabowski uważa za narzędzie historii. Dlaczego? „Przełamanie muru berlińskiego miało nieporównanie większe echo niż dzielny krok Węgrów, którzy już w maju 1989 r. zaczęli demontować instalacje graniczne wzdłuż żelaznej kurtyny. Wytłumaczenie tego faktu jest oczywiste. Mur berliński od dawna stał się metaforą konfliktu XX w. Nieznośny kawałek ordynarnej architektury politycznej, dziwoląg, świadectwo powszechnego na świecie potępienia socjalizmu naszej próby. Mur był przede wszystkim przyznaniem się do słabości systemu, który swych obywateli utrzymywał w granicach jedynie poprzez reglamentację i strzelające żelastwo”.

W relacji byłego redaktora naczelnego „Neues Deutschland” nie ma żadnych refleksji na temat polskich wydarzeń, powrotu Lecha Wałęsy na fali strajków 1988 r., dramatycznego plenum KC PZPR, akceptującego otwarcie Okrągłego Stołu, wyborów 4 czerwca 1989 r. ani sformowania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Skąd to milczenie? Wszak polska Solidarność była wzorem dla Nowego Forum – po dziś dzień przyznaje to publicznie Lothar de Maizičre, ostatni premier NRD, wyłoniony już w wolnych wyborach 1990 r. Również krytyczni intelektualiści enerdowscy jawnie zerkali na Polskę. Tuż przed berlińskim wiecem 4 listopada 1989 r. Christa Wolf zapewniała autora tego tekstu, że NRD ma już swego Mazowieckiego – Manfreda Stolpe.

Inaczej kierownictwo SED. Tam była zimna awersja. Latem 1989 r. jeden z funkcyjnych działaczy lekceważył w rozmowie to, co się dzieje w Polsce: „Polska nie ma znaczenia, Gorbaczow padnie i wszystko wróci na swoje miejsce”. SED i jej organ centralny prowadziły propagandowe natarcie zarówno przeciwko radzieckiemu pismu „Sputnik”, gdy ten potwierdził istnienie tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow, jak i wobec „polskich leni”, którzy strajkują, zamiast pracować. W „Neues Deutschland” tę kampanię prowadził nadworny publicysta, były nazista dr Günter Kertscher. Nie da się tego nie zauważyć i o tym zapomnieć.

 

Polityka on Facebook
Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail
« »

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną