Dzieje grzechów
Tolerancja pruska
Pochylenie się nad losem dzieciobójczyń stało się jednym z istotnych elementów białej legendy króla Prus Fryderyka II, który znakomicie wpasował się w oświeceniową dyskusję. Zaraz po wstąpieniu na tron w 1740 r. zmienił hańbiącą formę kary śmierci za dzieciobójstwo na ścięcie. W mowie wygłoszonej przed członkami pruskiej Akademii Nauk w 1750 r. przypomniał o konieczności „wyrwania zła z korzeniami”, co oznaczało wyrugowanie z mentalności hańby „za nierozsądną i lekkomyślną miłość”. W 1756 r. wydał edykt, w którym zagadnienie dzieciobójstwa połączył z problemem dzieci nieślubnych. Ogłosił zniesienie wszelkich kar za posiadanie dzieci nieślubnych i zabraniał obdarzania ich przez swoich rodaków pogardą. Ponownie do sprawy wrócił w edykcie z 1765 r., gdzie zniesione zostały wszystkie kary związane z religijnie pojmowanym nierządem, a więc także z prostytucją i cudzołóstwem.
W ślad za tym poszły rozkazy dla Kościoła, aby zaprzestano dyskryminowania matek dzieci nieślubnych poprzez publiczne piętnowanie ich z ambony, wykluczenie ich z komunii albo nałożenie podwyższonych opłat za chrzest ich dzieci. Obok tego pojawiły się środki dyscyplinujące – domownicy zostali mianowicie zobowiązani do zadenuncjowania potajemnej ciąży. W słynnym fryderycjańskim Landrechcie z 1794 r. dzieciobójstwu przypada znamienna nadreprezentacja, bo dotyczy go aż 100 paragrafów. Jeżeli w Carolinie tak samo traktowano aborcję i dzieciobójstwo, teraz uczyniono między nimi rozróżnienie, za dzieciobójstwo groziło ścięcie, za aborcję płodu do trzeciego miesiąca 2–6 lat więzienia, później 8–10. Faktycznie jednak wyroki śmierci wykonywane były rzadziej z powodu ułaskawień. Ponadto ojciec nieślubnego dziecka zobligowany został do świadczenia na jego utrzymanie. Uchylanie się przed wypełnianiem obowiązku alimentacyjnego karane było odtąd więzieniem, a współudział mężczyzny w morderstwie dziecka – śmiercią. Wprawdzie krytycy dowodzili, że alimenty są sumą tak niską, że nazywali je psimi pieniędzmi, ale najważniejsze, że zrobiono pierwszy krok.
Jednak to nie Prusom, a Austrii przypadł prymat w modernizacji ustawodawstwa względem dzieciobójczyń. Kodeks karny wydany przez Józefa II w 1787 r. jako pierwszy w Europie znosił karę śmierci za dzieciobójstwo, potwierdzał to kodeks karny z 1803 r., który jednak utrzymywał karanie więzieniem potajemnego porodu, który Austriacy definiowali podobnie jak Prusacy. Kolejnym krajem, który poszedł w tę stronę, była w 1813 r. Bawaria. W Prusach karę śmierci za dzieciobójstwo zniesiono dopiero w kodeksie karnym z 1851 r., a w Rzeszy Niemieckiej w 1871 r. Uznano wówczas ograniczoną poczytalność dzieciobójczyni, a w ślad za tym dzieciobójstwo za lżejsze albo uprzywilejowane zabójstwo. Z kolei warto zauważyć, że nie zniósł kary śmierci ani kodeks karny rewolucyjnej Francji z 1791 r., ani napoleoński kodeks karny z 1810 r., a zrobił to dopiero Ludwik XVIII w 1824 r.
Ostrzeżenia dla dziewcząt
Pozostaje pytanie, jaki był zasięg oświeceniowej dyskusji na temat dzieciobójstwa. Przez edykty i rozporządzenia stać się ono miało przedmiotem zainteresowania ludu, a wzmacniać to miały czytanki w elementarzach szkolnych Basedowa i Rochowa, gdzie już dziatwę szkolną ostrzegano przed zbrodnią. U Juliusza von Basedowa znajdujemy czytankę o lekkomyślnej dziewczynie, która pozwoliła się uwieść młodzieńcowi, na skutek czego zaszła w ciążę. Urodziwszy nieślubne dziecko, przerażona czekającą je hańbą, zabiła je. Została ujęta i zgodnie z prawem skazana na śmierć przez ścięcie. Do więzienia odprowadzali ją rodzice pogrążeni we wstydzie i hańbie.
Basedow ostrzegał dziewczęta, aby nie nawiązywały znajomości bez wiedzy i zgody rodziców. Czy jednak oświeceniowe poglądy na temat dzieciobójstwa i nieślubnej ciąży zeszły do ludu, należy wątpić. Urzędnicy pruscy jeszcze w latach 90. XVIII w. donosili z prowincji, że pastorzy ignorowali edykty znoszące hańbę nieślubnego macierzyństwa i jak dawniej piętnowali matki dzieci nieślubnych z ambony, przekonani, że wcielenie edyktów w życie otworzy drzwi dla występku. Sami wierni edyktów nie znali, bo po otrzymaniu błogosławieństwa masowo opuszczali kościół nie czekając na ich odczytanie.
Dyskusja na temat dzieciobójstwa była więc właściwa dla ludzi wykształconych, czyli ówczesnej opinii publicznej. Znalazło to odzwierciedlenie w literaturze pięknej, w której temat dzieciobójstwa cieszył się dużym powodzeniem. Na pierwszym miejscu wymienić tu trzeba „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego, który został ukończony wprawdzie w 1831 r., ale jego interesująca nas część pierwsza powstała w młodości autora. Nowy jest w „Fauście” motyw szaleństwa dotykającego dzieciobójczynię, która nie jest w stanie znieść ciężaru własnej zbrodni. Warto też wskazać, że Goethe wzorem dawnych rozwiązań uznał karę śmierci za wyzwolenie dla dzieciobójczyni, które ma przynieść odkupienie jej winy przed Bogiem, że uznał za hańbiącą dla kobiety utratę wianka przed ślubem, chociaż jego Małgorzata czyni to z miłości, a nie z rozwiązłości i chociaż czuje się współczucie autora dla jej tragedii.
Przedoświeceniowy wizerunek dzieciobójczyni przedstawiał ją jako kobietę rozwiązłą i z gruntu złą. Teraz pojawił się wątek niewinnej i cnotliwej dziewczyny, sprowadzonej na złą drogę przez niegodziwego mężczyznę – tak jest w wypadku faustowskiej Małgorzaty, tak dzieje się w utworach Buchholtza (1777 r.) i Klingera (1791 r.). W sztuce Gemmingena (1782 r.) szlachcic porzuca uwiedzioną dziewczynę z ludu, która następnie morduje swoje dziecko. Müller (1776 r.) akcentował presję środowiska, które otaczało ostracyzmem matki nieślubnych dzieci. Ciekawy motyw pojawia się u Seybolda (1776 r.), u którego dzieciobójczyni dopóki mieszka na wsi, jest porządną dziewczyną i dopiero po przeniesieniu do miasta schodzi na złą drogę. Pojawia się tu więc popularny motyw miasta jako siedliska zepsucia. Zemsta jest powodem dzieciobójstwa w balladzie Bürgera (1784 r.). Szlachcic odmawia tu poślubienia dziewczyny z ludu, która zabija jego dziecko przebijając mu serce srebrną szpilką do włosów.
Temat dzieciobójstwa przeniknął do publicystyki, literatury pięknej, prawniczej i medycznej. Z perspektywy populacjonizmu całe ustawodawstwo przeciwko karaniu nieślubnego macierzyństwa i dzieciobójstwu miało wymiar sprzyjający wzrostowi demograficznemu. Podobnie Fryderyk II w tym samym duchu oceniał, że dzieciobójstwo powoduje śmierć dwojga ludzi: dziecka i następnie matki, którą trzeba również zabić – a to niepowetowana strata dla państwa. Demografowie i lekarze wypowiadali się z kolei na temat konieczności kształcenia położnych, bo tzw. baby, czyli kobiety bez żadnych kwalifikacji, które pomagały kobietom w dokonywaniu aborcji, czyniły często wiele zła. Podczas prymitywnych zabiegów ginęły nie tylko dzieci, ale też ich matki.
Liczne publikacje broniły dzieciobójczyń jako ofiar niesprawiedliwych od stosunków społecznych, często na drugi plan spychając zbrodnię, jakiej się dopuściły. Dowodziły one, że przyczyną dzieciobójstwa nie jest hańbiący charakter nieślubnego macierzyństwa, lecz upadek obyczajów i rozpusta. Już w 1772 r. znany historyk Justus Möser, występując przeciwko zapominaniu o hańbie „dziwek” i ich dzieci, wskazywał, że rezygnacja z kar przeciwko nierządowi pozbawia godności legalne żony, a Meißner, rektor pedagogium w Braunschweig, wyrażał wątpliwość, czy populacjonizm musi posługiwać się takimi środkami jak popieranie przychodzenia na świat nieślubnych dzieci i wspieranie nierządu. W dyskusji tej najczęściej padało słowo „dziwka”.
Jak pisał autor anonimowej pracy o dzieciobójstwie, lepiej mieć kilka dzieciobójczyń, niż miasta pełne bezwstydnych dziewcząt i kobiet. W rezultacie wielu autorów żądało zaostrzenia kar przeciwko nierządowi i rezygnacji z dotychczas podjętych, głównie przez Prusy, środków. Wskazywano jednocześnie, że dziewczęta powinny być wychowywane w sposób obyczajny, że należy w nich kształcić niewinność i wstydliwość. Pojawiał się tu nowy mieszczański wzorzec wychowania dziewcząt, który chętnie przeciwstawiał się obyczajowości szlachty przedstawianej jako rozpustna i niemoralna. W tych wizjach wskazywano też na luksus i kulturę jako symptomy zepsucia porządku społecznego. Przeciwstawiano im cnotę i godność, pilność i aktywne działanie, niewinność i powściągliwość. W tym wyobrażeniu dzieciobójczyni zabijała ze wstydu i strachu, ale uwarunkowane one były nie przez społeczny ostracyzm i religijne kary, a przez cechy właściwe kobiecej naturze. Taki był też pogląd Immanuela Kanta, który sądził, że dzieciobójczyni morduje w obronie swojej przyrodzonej czci niewieściej, stąd też królewiecki filozof uważał, że kara śmierci jest w tym wypadku zbyt surowa.

