Zmienne dzieje siwogłowych
Dlaczego ludzkość raz starców czyni bogami, raz nimi pomiata
Senat, czyli rada starszych - fresk Cesare Maccariego „Cyceron oskarżający Katylinę”.
EAST NEWS

Senat, czyli rada starszych - fresk Cesare Maccariego „Cyceron oskarżający Katylinę”.

Stereotypowe przekonanie, że stosunek do starców zmieniał się z biegiem czasu, że najpierw otaczano ich opieką i cieszyli się autorytetem jako depozytariusze wiedzy i tradycji, z czasem jednak zostali zmarginalizowani, zdaje się zbyt proste. – Są społeczności Eskimosów, które dbają o starców, bo cenią ich mogącą ratować życie wiedzę, ale też żyjące w ciepłym klimacie i otoczone bujną przyrodą plemiona wojowników, które pozwalają starcom odejść, bo siła i sprawność liczą się dla nich bardziej niż doświadczenie – mówi prof. Andrzej Szyjewski, religioznawca z UJ.

Wyjątkowi i wyłączeni

Z jednej więc strony już neandertalczycy opiekowali się starcami; czy robili to z miłości, obowiązku, czy pobudek religijnych – nie wiadomo, ale zachowane kości dowodzą, że rannych i starców karmiono aż do naturalnej śmierci. Antyczni podróżnicy szukali miejsc, w których ludzie żyli dłużej niż przeciętnie (Herodot za rekordzistów miał żyjących po 120 lat Etiopczyków) – krainy te stawały się synonimami szczęśliwości i dobrobytu. Wybrańcom bogów, jak chociażby Adamowi, przypisywano 900 lat życia. Biblijni starcy jawią się jako osoby wyjątkowe dla społeczności, o które dbano i których rad słuchano. Poza kręgiem kultury śródziemnomorskiej rządy starszyzny zaobserwowano u wielu ludów plemiennych w Czarnej Afryce i Azji Środkowej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj