Testosteron na tronie
Czy wielcy władcy z natury rzeczy byli i są wielkimi erotomanami
Heliogabal, rządzący w II w. n.e., uznawany jest za najbardziej zdeprawowanego władcę Rzymu.
Lawrence Alma-Tadema/Wikipedia

Heliogabal, rządzący w II w. n.e., uznawany jest za najbardziej zdeprawowanego władcę Rzymu.

Testosteron na tronie w zasadzie zawsze był mile widziany. Jurność mężczyzn na świeczniku była nie tylko tolerowana, ale wręcz uważana za konieczną. Erotomania – jak byśmy to dziś widzieli – mogła wzbudzać niesmak i krytykę, ale nie brak szacunku. Z litością patrzono raczej na bezdzietnych królów z niewielkim temperamentem. Jaki był w przeszłości i pozostaje dziś związek seksu i władzy?

 

Zgwałcić wroga

Starożytni Egipcjanie wprowadzili bieg z przeszkodami dla tych królów, którzy już długo zasiadali na tronie. W trakcie Święta Sed król odnawiał kontakty ze światem bogów, ale musiał też wykazać się siłą fizyczną, a swej seksualnej sprawności musiał dowieść, płodząc tłumy dzieci. Na tym polu największe osiągnięcia miał rządzący 66 lat Ramzes II, który miał ok. 100 synów i 50 córek. Imponujący wzrost, liczne potomstwo, zwycięstwa na wojnach, inwestycje budowlane oraz sprawna propaganda sprawiły, że nazwano go Wielkim.

W wielu kulturach starożytnych popularne były kulty falliczne, w których członek symbolizował siłę, władzę i odrodzenie (czytaj także s. 58). W Egipcie bóg Min i Ozyrys przedstawiani byli ze stojącym członkiem, w Grecji i w Rzymie naprężonym penisem straszono gości. Słupy graniczne, zwane hermami, miały męskie głowy i wyraźnie zaznaczone przyrodzenie. Było to ostrzeżenie – jeśli wejdziesz nieproszony, obawiaj się pohańbienia!

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj