W poszukiwaniu porad lekarskich w sieci

Pacjenci doktora Google
W internecie z pozoru znajdziesz wszystko na temat zdrowia, chorób, metod leczenia – jak z tego korzystać, by sobie nie szkodzić.
Nikt nie zastąpi samego pacjenta w oddzieleniu ziarna od plew w internetowej powodzi informacji na temat zdrowia i leczenia.
Mirosław Gryń/Polityka

Nikt nie zastąpi samego pacjenta w oddzieleniu ziarna od plew w internetowej powodzi informacji na temat zdrowia i leczenia.

Ma pani raka. Agata Polińska do dziś pamięta te słowa. – Szok był ogromny. Miałam przecież 27 lat, kto w tym wieku spodziewa się takiej diagnozy? Gdy minął wstrząs, usiedliśmy z bratem do internetu, który wydawał się jedynym miejscem, gdzie mogłam znaleźć inspirację, co ze sobą zrobić.

Pacjent, który szuka wiedzy

Był 2007 r. Przyspieszony kurs onkologii w sieci pozornie nie wydawał się trudny, gdyż po wpisaniu do wyszukiwarki słów „rak piersi” i „cancer” – w niecałą sekundę na ekranie wyskoczyło kilkaset tysięcy odwołań. – Kłopot polegał na tym, by w tym zalewie najróżniejszych informacji znaleźć wiarygodne i potrzebne. Nie tylko chcieliśmy zrozumieć, jak rośnie nowotwór. Wgryzaliśmy się w schematy leczenia, wskaźniki, publikacje naukowe.

Choć bez wykształcenia medycznego, ze słownikiem w ręku tłumaczyli najświeższe doniesienia z literatury fachowej. Zrozumiała wtedy, że można nauczyć się chińskiego w dwa tygodnie, jeśli od tego zależałoby jej życie. Czy ostatecznie internet pomógł? – Nie mam wątpliwości, że tak. Wielu lekarzy stroi się w szaty szamanów, jakby posiadali wiedzę tajemną, niedostępną dla chorych. Internet tę przepaść likwiduje, a badania dowodzą, że dobrze poinformowani nie tylko lepiej znoszą kurację, lecz z większym opanowaniem reagują też na to, co ich czeka.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj