Jak ułożyć pracę w sieci, gdy trzeba czuwać całą dobę
Wpięci i spięci
Jak mądrze związać pracę z siecią, aby całkiem nie zabrała ona człowiekowi życia
Z internetem jest tak, że najpierw pojawiło się to narzędzie, a dopiero teraz uczymy się kultury korzystania z niego.
Steven Hunt/Getty Images

Z internetem jest tak, że najpierw pojawiło się to narzędzie, a dopiero teraz uczymy się kultury korzystania z niego.

Pracownik korporacji finansowej z centrum Warszawy od kilku tygodni organizuje wyprawę w europejskie rejony wspinaczkowe. Od paru lat wyjeżdża z tą samą ekipą, a on jako jedyny z kolegów (wszyscy w wieku około trzydziestki) pracuje w korporacji. Wysyła im maile z rozkładami lotów, mapy miejsc, do których mają dotrzeć, propozycje terminów. Mocno się irytuje, bo koledzy od wspinaczki odpowiadają na wiadomości dopiero po kilku dniach. – W pewnym momencie złapałem się na tym, że oczekuję od nich tego, czego od moich współpracowników: że na ważne maile odpowiada się po chwili, a na resztę odpisuje się najpóźniej pod koniec dnia, nawet z domu, wieczorem. Oni nie czują tego korporacyjnego kodu, pewnie nawet nie mają przymusu, aby codziennie sprawdzać pocztę. Mówi, że z jednej strony tak powszechny dostęp do internetu daje mu poczucie wolności w sensie geograficznym (odpisywać na maile, wysyłać zamówienia, przyjmować zlecenia, redagować treści możemy dziś z każdego miejsca na świecie). Z drugiej strony ogranicza wolność, bo sprawia, że życie prywatne miesza się z zawodowym i kiedy planowaliśmy już mieć wolne, to jakoś wciąż pracujemy. Mamy spory kłopot z odłączeniem się od sieci czy służbowej skrzynki mailowej i symbolicznym wywieszeniem szyldu: czynne od 9 do 17.

W ostatnich latach ogromna liczba profesji zmieniła swój charakter, powstały też liczne nowe, gdzie istotą jest stałe wpięcie do sieci, zaś komputer i wszelkie inne nośniki są tu narzędziem, środowiskiem, rzeczywistym miejscem pracy. Bardzo wiele osób, które na co dzień tak właśnie pracują, przyznaje bez poczucia wstydu, że smartfon to pierwsza rzecz, którą biorą po przebudzeniu do ręki. I nie chodzi wcale o wyłączenie budzika, ale o sprawdzenie – w zależności od tego, czym się na co dzień zajmują – poczty służbowej, serwisów internetowych, notowań na giełdzie.

Brytyjscy naukowcy wyliczyli, że stały dostęp do poczty służbowej powoduje, że pracownicy po godzinach poświęcają dodatkowo dwie godziny dziennie na odpisywanie na służbowe maile. To bycie w ciągłym internetowym kontakcie oznacza często ciągłą gotowość do pracy. Jak zatem wyznaczyć zdrową granicę – kiedy jestem w pracy, a kiedy już nie? Jak poradzić sobie z lękiem, że coś ważnego może mnie ominąć? Jak zorganizować pracę swoim ludziom, abym jako szef mógł odpocząć? Jak asertywnie odmówić szefowi pracy poza godzinami, za które nam płaci? Wreszcie – co nasz stosunek do pracy związanej z internetem mówi o nas samych?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj