Czy w dobie internetu można być stoikiem?
Spokój elektro-ascetyka
Dr Tomasz Mazur, filozof, o tym, czy można być stoikiem w epoce e-maili, smartfonów, rozhuśtanych emocji i strachu przed porażką.
Dr Tomasz Mazur wykładowca akademicki, nauczyciel, założyciel Centrum Praktyki Stoickiej.
Leszek Zych/Polityka

Dr Tomasz Mazur wykładowca akademicki, nauczyciel, założyciel Centrum Praktyki Stoickiej.

Piotr Maciejewski: – Prowadzi pan Centrum Praktyki Stoickiej, organizuje warsztaty. Dlaczego właśnie stoicyzm ma być receptą na dzisiejsze czasy?
Dr Tomasz Mazur: – Typowa postawa stoicka jest dzisiaj niszowa, ale to nie znaczy, że zawsze tak będzie. Niektóre tezy stoicyzmu spotykają się z oporem, bo nasza kultura jest niekompatybilna z antyczną. Ale kultura zmienia się, niekiedy zawraca. Uważam, że stoicyzm jest dobrą receptą na życie w dzisiejszych czasach. Bo ma coś, czego dzisiaj szczególnie brakuje. Człowiek stał się bardzo emocjonalny na skutek sposobu funkcjonowania w świecie. Określam go mianem „homo electronicus”. Na każdym kroku zalewany jest przez bodźce, których nie nadąża przetwarzać. Jego reakcje są szybkie, a przez to nieprzemyślane i powierzchowne. Człowiek jest bardziej emocjonalny i mniej autonomiczny niż kiedykolwiek wcześniej. Łatwiej nim manipulować, łatwiej traci panowanie nad sobą. To przyczyna wielu konfliktów. Napotykamy trudności w relacjach z innymi ludźmi, bo nie mamy czasu, żeby je uporządkować. Nie można rozwinąć pewnych obszarów bez wyłączenia się z codziennego szumu. Być może niektórzy muszą zmienić pracę. Znam ludzi, którzy po 3–4 latach pracy w korporacji rezygnują i szukają innej, w której nie będą cały czas pod tak silną presją.

Nie daj się ponieść emocjom

Ma pan smartfon. Sprawdza pan na nim pocztę?
Nie mam tej aplikacji. Staram się tylko raz dziennie zajrzeć do poczty i odpowiedzieć na najważniejsze e-maile. Jak mnie coś ominie, to trudno. Najwyżej moja kariera nie będzie rozwijała się tak szybko, jak by mogła. To jest cena, którą trzeba zapłacić za spokój duszy. Jeden lub dwa dni w tygodniu w ogóle nie sprawdzam poczty. Czasami nie odbieram w ciągu dnia telefonów, bo np. czytam książkę. Ludzie, którzy ze mną współpracują, przyzwyczaili się do tego. Jeśli ktoś jest ciężko chory i musi jeździć do lekarza, ludzie to akceptują. A tu chodzi przecież o chorobę duszy w postaci ciągłego emocjonalnego niepokoju.

Dzisiaj emocje są w cenie. Wystarczy rozejrzeć się po billboardach. Każdy ma nam coś ekscytującego do przekazania.
Daj się ponieść emocjom – to częsty motyw w reklamach. Nasza kultura postrzega emocjonalność jako coś wartościowego. Emocjoholizm jest rodzajem współczesnego sportu. Sztucznie wzbudzamy w sobie emocje, bo uważamy, że lepiej jest być pobudzonym niż nie. Lepiej być czynnym niż biernym. Rozstrajamy organizm kawą i innymi dopalaczami. Emocje są także ucieczką od lęku i dezorientacji. Przykład: ma pan konflikt wartości w życiu i nie wie pan, jaką decyzję podjąć. Jak się pan pobudzi emocjonalnie, odpowiedź znajdzie się sama. Irracjonalna i nieprzemyślana. Taka, której będzie pan później żałował. To tak, jakby podjął pan decyzję pod wpływem alkoholu. Ludzie są coraz mniej zdolni do skutecznego i racjonalnego rozwiązywania swoich problemów.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj