Wspólne, czyli czyje?
Na swoim, twoim i moim
Maciej Tański, mediator, o tym, o co naprawdę ludzie się kłócą, awanturując się o pieniądze.
Maciej Tański, mediator
Leszek Zych/Polityka

Maciej Tański, mediator

Magdalena Strzałkowska: – Podobno zanim ludzie zdecydują się na związek, powinni ustalić swój stosunek do pieniędzy, bo to jest najważniejsze.
Maciej Tański: – Tak bym tego nie ujął. To, jak ludzie traktują kwestie finansowe, jest oczywiście istotne. Ale nie przesądza o wartości czy trwałości związku.

A jednak powoduje konflikty.
Tak. Jeśli są ważne tylko dla jednej osoby. Albo jeśli dla jednej ważne jest to, żeby je mieć, a dla drugiej – żeby o nich nie myśleć. Powiedzmy, że jeden z partnerów wyniósł z domu rodzinnego przekonanie, że do pieniędzy nie należy mieć nabożnego stosunku, że ich posiadanie nie jest warunkiem bycia dobrym człowiekiem. Drugi zaś uważa, że pieniądze trzeba szanować, bo one są świadectwem stosunku do pracy, zaradności, zapobiegliwości, zapłatą za rzetelny wysiłek. Wtedy na pewno dojdzie do konfliktu. Bo osoba, która nie chce myśleć o pieniądzach, nie będzie wystarczająco pokazywała swej partnerce czy partnerowi, jak dobrze jest, że ona czy on je gromadzi, zarządza nimi, inwestuje. Gdy tacy ludzie na siebie trafią, nie będzie im lekko.

Można coś z tym zrobić?
Wiele można wynegocjować. Na przykład określić jakąś sferę swobody – o czym partner może decydować, do jakiej wysokości zaszaleć, ile odłożyć na przyszłość, czyli jakich obecnych potrzeb nie zaspokoić. Można się umówić, że to jest obszar, w który „ja się nie wtrącam”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj