Przywódcy niezbyt wybitni
Prymusów nie wybieramy
Dlaczego osoby o błyskotliwej inteligencji i perfekcyjnych umysłach w demokratycznym starciu przegrywają z przeciętniakami.
Mirosław Gryń/Polityka

Ktoś kiedyś zwrócił uwagę, że ludzie o najbardziej błyskotliwych umysłach politycznych, np. Henry Kissinger czy Zbigniew Brzeziński, doradcy amerykańskich prezydentów, nigdy nie zrobiliby kariery, gdyby ubiegali się o stanowiska wybieralne w powszechnych głosowaniach. „Niezwykła pewność siebie, żelazna logika, wysokie wymagania wobec innych, niska tolerancja dla głupców, pustosłowia i hipokryzji – a tego wszystkiego wokół w bród – sprawiały i sprawiają, że przyklejano mu notorycznie etykietkę aroganta” – pisze Andrzej Lubowski w biografii Brzezińskiego „Zbig. Człowiek, który podminował Kreml”.

Wybitna inteligencja połączona z postawą prymusa: ja-wiem-najlepiej, w demokratycznej polityce – przynajmniej tej jej części, która polega na zdobywaniu masowego poparcia – nie popłaca. Są wyjątki, ale reguła jest taka jak wyżej. Bronisław Geremek, prawdopodobnie jeden z najwybitniejszych umysłów polskiej polityki po 1989 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj