Skąd się biorą zamachowcy?
Zrozumieć terrorystę
Człowiek zabija dziesiątki, setki niewinnych ofiar i siebie – kim jest, w imię czego to robi?
Ruiny World Trade Center, wrzesień 2001 r.
Pool/EPA/PAP

Ruiny World Trade Center, wrzesień 2001 r.

21 egipskich chrześcijan pojmanych, a potem ściętych przez dżihadystów z Państwa Islamskiego, luty 2015 r.
News Pictures/PAP

21 egipskich chrześcijan pojmanych, a potem ściętych przez dżihadystów z Państwa Islamskiego, luty 2015 r.

Manifestacja solidarności z ofiarami zamachu w redakcji „Charlie Hebdo”, Paryż, styczeń 2015 r.
Kristy Sparow/Getty Images

Manifestacja solidarności z ofiarami zamachu w redakcji „Charlie Hebdo”, Paryż, styczeń 2015 r.

[Artykuł pochodzi z Pomocnika Psychologicznego Ja My Oni z 2015 roku]

Sianie strachu, lęku, paniki, dezorientacji, poczucia przerażenia i niepewności. To zasadnicze sposoby działania terroryzmu, którego cechą definicyjną jest grożenie dużym społecznościom, często państwowym, przez stosunkowo niewielkie ugrupowania mające określone cele gospodarcze, religijne, najczęściej polityczne. Wykorzystują różne formy przemocy, począwszy od gróźb, poprzez tortury i upubliczniane egzekucje, aż po masowe morderstwa, współcześnie dokonywane często w zamachach inicjowanych przez przeszkolonych samobójców. Zasadnicze modus operandi terroryzmu jest brutalnie proste: cel uświęca środki.

Historia celów i „uświęconych” środków

Terroryzm ma długą historię, u której początków przedstawiciele rozmaitych mniejszości politycznych, pozbawieni innych możliwości działania, uciekali się do zabójstw osób rządzących. Za akty terroru można uznać zasztyletowanie Juliusza Cezara oraz skryte uśmiercanie starożytnych i średniowiecznych władców, zazwyczaj tyranów. Początki zorganizowanego terroryzmu łączy się z XII-wieczną aktywnością Nizarytów, zwanych także Asasynami, reprezentujących jeden z odłamów islamu. Walcząc o rząd dusz nad muzułmanami, na terenach obecnego Iranu, Nizaryci byli w znaczącej mniejszości, dlatego – zapewne nie widząc innego efektywnego sposobu – dokonywali skrytobójczych zamachów na kolejnych politycznych, duchowych, urzędowych przedstawicieli wrogiej władzy. Jedna z zasad nakazywała im wtapianie się w terroryzowaną społeczność, działanie z ukrycia. Ta zasada przetrwała do dzisiaj, skutecznie nakręcając spiralę lęku, bo o ile konkretnym zagrożeniom można przeciwdziałać, lub przynajmniej próbować je eliminować, o tyle z wrogiem realnym, lecz niewidocznym, i być może ukrytym „wśród swoich”, nie wiadomo co robić. Można go co najwyżej wypatrywać, zachowując czujność i nieufność, powodujące coraz silniejszy stres i poczucie niepewności.

Pojęcie terroru oznacza maksymalne natężenie strachu albo działania, które taki strach wywołują – gwałty, okrucieństwa, morderstwa. Zaczęto go używać w trakcie rewolucji francuskiej na określenie krwawych jakobińskich represji. Sposób sprawowania przez nich rządów wyznacza jeden z dwóch zasadniczych nurtów terroryzmu polegający na tym, że wykorzystują go ludzie znajdujący się, często od niedawna, u władzy, w celu zmodyfikowania dotychczasowego układu sił ideowo-politycznych w społeczeństwie. Zasadniczo bezbronna, bo cywilna, ludność systematycznie zastraszana, zgadza się na wprowadzanie i utrwalanie zmian niezgodnych z własną tradycją lub dla siebie niekorzystnych. Tego typu terroryzm wykorzystywali dyktatorzy ubiegłego wieku – Mao Zedong, Adolf Hitler, Józef Stalin, Pol Pot.

Drugi nurt terroryzmu polega na tym, że ekstremistyczne ugrupowania stosują przemoc wobec losowych przedstawicieli ludności cywilnej: przemocy lub jej groźby doświadczają zwyczajni ludzie, osoby z ulicy, niemające możliwości zrealizowania ekstremistycznych żądań. Celem jest wywarcie „oddolnej” presji na rządzących, skłonienie ich do spełnienia warunków stawianych przez terrorystów. Jeżeli ugrupowanie jest aktywne w obrębie własnego kraju, presja taka może bazować na tzw. spirali przemocy – po akcji następują rządowe represje skierowane na sympatyzującą z tym ugrupowaniem ludność, co zwiększa poparcie opinii publicznej dla terrorystycznych roszczeń. Taką spiralę przemocy wykorzystywała m.in. baskijska ETA w Hiszpanii, stosuje ją Al-Kaida w państwach muzułmańskich.

Jeśli terroryści działają w kraju obcym, ich celem jest zwykle wywołanie wymiernych strat. W ostatnich czasach – zabicie jak największej liczby ludzi, w miarę możliwości połączone ze zniszczeniem jakiegoś kulturowo lub logistycznie ważnego obiektu – a w efekcie zyskanie możliwie szerokiego rozgłosu medialnego i poruszenia społecznego. Jeśli terrorystom powiedzie się zamach, mogą być pewni, że ich żądania zostaną dostrzeżone i nagłośnione w kraju zaatakowanym, zazwyczaj też w międzynarodowej społeczności. W „wariancie idealnym” terroryści mogą liczyć na rozważenie swoich roszczeń, co może doprowadzić do ich spełnienia. Nawet jeśli przydarza się to rzadko, po skutecznym zamachu z pewnością spotka terrorystów jakaś nagroda, choćby właśnie poczucie skuteczności oraz akceptacji i uznania ze strony zwolenników, co może owocować rekrutacją kolejnych członków.

Mieszkańców współczesnych krajów demokratycznych dotyka przede wszystkim terroryzm ostatniego rodzaju: akty przemocy lub ich groźby, dokonywane przez ugrupowania zasadniczo obce, usiłujące za wszelką – dosłownie wszelką – cenę upublicznić swoje racje. Podstawowa przyczyna tego terroryzmu jest prosta – chodzi o walkę o władzę, o kontrolowanie lokalnych lub światowych zasobów i rozprzestrzenianie własnej ideologii. Gdyby ekstremistyczne ugrupowania mogły stanąć ze swoimi przeciwnikami do bezpośredniej walki, przypuszczalnie zrobiłyby to. Nie mogą – jakkolwiek wydają się groźne, są na to za słabe. Chociaż Al-Kaida, czyniąca największe spustoszenia wśród ludności krajów Zachodu, może być świetnie zorganizowana i wyposażona, to liczba jej ofiar jest nikła w zestawieniu z tym, co np. uczynili Czerwoni Khmerzy.

Jednakże skutki aktywności terrorystów są dla obywateli zachodnich demokracji bolesne. Po pierwsze – terroryzm stał się swoistą plagą zwiększającą obszar codziennej niepewności. Mieszkańcy Zachodu doświadczają zawirowań ekonomicznych, zmian kulturowych wzorców relacji międzyludzkich i pracy, są przesyceni informacjami, których nie potrafią trafnie selekcjonować. Coraz trudniej im znaleźć punkty oparcia w sobie i własnej kulturze. Jeśli dodamy do tego ataki terrorystyczne, poziom stresu, doświadczanego jako poczucie niepokoju i lęk, staje się nieznośny – co przekłada się na obniżanie jakości życia. Po drugie, terroryzm doprowadził w niektórych krajach Zachodu, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, do wprowadzenia ustaw i podejmowania działań niezgodnych z prawami człowieka, podkopujących wypracowane przez stulecia systemy wartości. Po trzecie, wielu mieszkańców współczesnych demokracji odczuwa wobec terroryzmu bezradność, bo go nie rozumie.

Jak można…

Jak można zamordować tyle niewinnych osób, zabijając przy tym siebie? – to pytanie po kolejnym zamachu terrorysty samobójcy dodatkowo pogłębia dezorientację i poczucie zagrożenia. Z psychologicznego punktu widzenia – można. Potrzebna jest do tego motywacja i zaktywizowanie określonych mechanizmów psychicznych, co ułatwia zideologizowane, dobrze zaplanowane szkolenie.

Ludzkie motywy są po części warunkowane kulturowo-społecznie, jednak w dużej mierze – zwłaszcza przy niezaspokojeniu potrzeb podstawowych – są determinowane biologicznie. Potencjalne motywacje osób przyłączających się do ugrupowań terrorystycznych są następujące:

Ubóstwo, niemożność zaspokojenia najważniejszych potrzeb własnych i swoich bliskich. Nierówność podziału światowych zasobów jest oczywista. Terroryści wywodzą się często ze środowisk żyjących w biedzie, dla przeciętnego człowieka Zachodu niewyobrażalnej. Przystąpienie do ugrupowania terrorystycznego zapewnia dach nad głową, ubranie, regularne wyżywienie. Śmierć w samobójczym zamachu jest zwykle poprzedzona kontraktem zapewniającym rodzinie środki umożliwiające przetrwanie. Dołączające do tych ugrupowań kobiety często wcześniej straciły mężów – jedynych żywicieli rodziny, których w społecznych realiach krajów Wschodu nie są w stanie zastąpić.

Poczucie przynależności. Struktura wielu ugrupowań jest podobna do rodziny. Owe „rodziny” są autorytarne, mają silnego lidera, jednak – o ile człowiek stosuje się do wewnętrznych reguł – ich członkowie wzajemnie się o siebie troszczą, oferując sobie poczucie bezpieczeństwa, budują w sobie poczucie grupowej i osobistej mocy.

Potrzeba pozytywnej tożsamości. W niedemokratycznych, ubogich krajach, w których społeczeństwo ma niewielkie prawa, a codzienne życie obwarowano licznymi restrykcjami – uczestnictwo w organizacji terrorystycznej jest jednym ze sposobów zyskania poczucia osobistej siły, wpływu na bieg zdarzeń, nawet jeśli byłoby to „tylko” medialne nagłośnienie żądań organizacji. Poczucie mocy i kontroli daje ludziom już samo włożenie im broni do rąk. Zamachowiec ma szansę doświadczenia poczucia kontroli maksymalnego, ostatecznego – nad życiem ludzkim. Jeśli w trakcie zamachu zginie, doświadczy czegoś wyjątkowego, dostępnego nielicznym.

Potrzeba klarownego systemu wartości. Jedną z cech ugrupowań terrorystycznych jest ich zideologizowanie, oparcie na prostych, spójnych systemach wartości. Wyraża się to m.in. opisywaniem i doświadczaniem świata w kategoriach „my–oni”. My jesteśmy uciśnieni, spychani na margines, dumni; wierzący, znający prawdę, oświeceni. Oni są wzbogaceni naszym kosztem, imperialistyczni; ignoranccy, niewierni i godni pogardy. Im intensywniej mieszkańcy krajów rozwiniętych konsumują dobra dla innych niedostępne – a dzięki mediom mieszkańcy pozostałych krajów świetnie to wiedzą – tym bardziej ci drudzy są sfrustrowani i w konsekwencji podatni na fundamentalistyczne ideologie.

Poczucie sprawiedliwości i chęć zemsty. Spójny system wartości pozwala jasno określić, co jest dobre, a co złe, co sprawiedliwe, a co nie. Członkowie ugrupowań terrorystycznych niekoniecznie walczą o abstrakcyjną ideę sprawiedliwości, często kieruje nimi dążenie do zemsty, wynikające z doświadczenia przemocy i utraty bliskich. Irakijczyk, który doświadczył terroru zarówno ze strony przedstawicieli własnego narodu, jak i amerykańskich okupantów, stawał się dla ekstremistycznych ugrupowań nieomalże idealnym rekrutem, niewymagającym już oddziaływań ideologicznych.

Związki emocjonalne. Chociaż w naszym rozumieniu terroryzm i miłość w parze nie idą, bywa tak dosyć często. W przypadku kobiet ważnym motywem bywa emocjonalne zaangażowanie w relację z mężczyzną terrorystą. Znaczenie miewa przywiązanie do rodziców namawiających do czynnego udziału np. w dżihadzie.

Potrzeba oczyszczenia. Dla czeczeńskich Czarnych Wdów, podobnie jak dla Tamilek ze Sri Lanki i Afganek, aktywny terroryzm był lub jest jedyną dostępną formą odzyskania honoru, godności, miejsca w społeczeństwie, „zmazania grzechu”, polegającego często na doświadczeniu gwałtu.

Potrzeba transcendencji. Dżihadyści wierzą, że przyczyniająca się do krzewienia islamskiej wiary śmierć, w połączeniu z wiarą i modlitwą, przenosi człowieka do dżannah – krainy wiecznej szczęśliwości. Muzułmanin, który zginie w samobójczym zamachu, jest za to nagradzany po wsze czasy. Fundamentalistyczny muzułmanin wierzy w to głęboko. A czymże jest parędziesiąt lat ziemskiego życia w perspektywie wieczności?

Ostatnia motywacja wywołuje w ludziach Zachodu prawdopodobnie największy niepokój. Chęć wyrwania się z nędzy, zapewnienia bytu bliskim, posiadania społecznie znaczącej grupy odniesienia, zdobycia poczucia osobistej mocy, poczucie sprawiedliwości – są dla nas względnie zrozumiałe i oczywiste. Jesteśmy w stanie pojąć nawet zakochanie się w terroryście czy – empatyzując z sytuacją kobiet – chęć społecznego „oczyszczenia”. Jak jednak ktokolwiek mógłby sobie wyobrażać wstąpienie do raju dzięki odebraniu życia innym ludziom? A taka motywacja jest przecież równie możliwa, jak typowe dla chrześcijan zabieganie o zbawienie poprzez wiarę w Boga, modlitwę i dobre uczynki.

Warunki umożliwiające jakąś formę przedłużonego lub wiecznego, choćby symbolicznego, trwania, w różnych kulturowych kręgach są rozmaicie definiowane. Starożytni Egipcjanie organizowali sobie, w miarę zależnych od statusu możliwości, mumifikację. Japońscy kamikaze ginęli, narażając na znaczne straty nieprzyjaciela, bo byli wychowani w społeczeństwie kolektywnym. Chrześcijanie dbają o swoje życie wieczne, nie zgadzając się, przynajmniej w czasach pokoju, na skracanie życia doczesnego, własnego ani cudzego. Współczesnym muzułmanom zbawienie gwarantuje śmierć, także samobójcza. Przy okazji oferując status męczennika, zapewniający przetrwanie ich rodzinom.

Jak to się dzieje…

Jak to się dzieje, że terrorysta, który na co dzień utrzymuje z innymi normalne relacje – bo przecież dba o swoich bliskich – w akcie przemocy porzuca empatię i inne naturalne, ludzkie odruchy? Jakim sposobem terrorysta samobójca hamuje swój instynkt przetrwania? Fenomen ten można wyjaśnić działaniem mechanizmów psychicznych, które sprawiają, że – jak to ujmuje znany psycholog Philip Zimbardo w swojej książce „Efekt Lucyfera” – zwyczajni, a nawet całkiem dobrzy ludzie są w stanie robić innym krzywdzę. W aktach terrorystycznych to przede wszystkim:

Konformizm, który sprawia, że człowiek działa, często też myśli, zgodnie z normami grupy, do której przystąpił lub został zwerbowany. W przypadku ugrupowania terrorystycznego konformistyczną normą może być np. zabijanie wroga.

Uległość wobec autorytetu prowadzi do bezkrytycznego wykonywania rozkazów przywódcy ugrupowania, często traktowanego nie tylko jako autorytet moralny i kompetencyjny, lecz także jako wszechwładnego „ojca” – oferującego schronienie, pożywienie i wymierzającego kary za niewykonanie rozkazu; wzbudzającego poczucie bezpieczeństwa i zarazem zagrożenia.

Deindywiduacja, czyli anonimowość, potęgowana tym, że organizacje terrorystyczne z zasady działają z ukrycia, a ich członkowie są nierozpoznawalni.

Dehumanizacja ofiar, zaliczanie ich do abstrakcyjnej kategorii „oni-wrogowie”, nieposiadający indywidualnych cech „obcy”.

Odłączenie moralne, którego teoretyczny model stworzył Albert Bandura: w toku wychowania i wrastania w społeczeństwo ludzie uwewnętrzniają sobie środowiskowe – także moralne – normy, które z czasem stają się dla nich wewnętrznymi standardami działania. Kierując się tymi standardami, większość z nas na ogół podejmuje zachowania moralnie neutralne lub pożądane, a unika zachowań szkodzących innym, antyspołecznych. Jednocześnie jednak ludzie potrafią „odłączyć” się od własnych standardów i zarazem codziennych prospołecznych norm – tak jakby ich umysły były samochodami jadącymi drogą moralności na włączonym biegu i przestającymi to robić, gdy wrzucą na luz. Według Bandury na „odłączanie” się od moralności pozwalają człowiekowi cztery mechanizmy poznawcze.

Pierwszym z nich jest przedefiniowanie swoich, krzywdzących innych, zachowań, związane zwykle z samousprawiedliwieniem (My zabijamy tylko kilkunastu cywilów, oni skazują cały nasz naród na głód) oraz stosowanie eufemizmów (Uboczne koszty ludzkie). Mechanizmem drugim jest negowanie związku między własnymi działaniami a ich skutkami, zmniejszanie osobistej odpowiedzialności (Tylko wykonuję rozkazy). Trzeci mechanizm polega na manipulowaniu definicją efektów swoich zachowań (Przecież nic takiego się nie stało, to tylko kilku niewiernych). W przypadku terrorystów samobójców brak konfrontacji ze skutkami dokonanego zamachu jest dla nich prawie pewny. Mechanizm czwarty opiera się na obciążaniu ofiar winą za to, co je spotyka (Zasłużyli na to; oni nie są ludźmi takimi jak my).

Aktywizacji ostatniego mechanizmu sprzyja dehumanizacja ofiar – tworzenie ich „nienawistnego wyobrażenia”, opisywanego przez psychologizującego amerykańskiego filozofa Sama Keena. Nieprzypadkowo mechanizmy przełączające ludzi w „tryb terroryzmu” są takie same jak te, które czynią ich gotowymi do ludobójstwa. Oba rodzaje przemocy są związane z zawieszeniem zwyczajnych, moralnych reguł postępowania, na co dzień obowiązujących we wszystkich społecznościach. Za oboma stoi zwykle ideologia oparta na strachu, więc siejąca w umysłach zamęt i jednocześnie dająca złudne poczucie pewności – co najmniej na temat tego, kto jest z nami, a kto jest wrogiem.

Terroryści są celowo szkoleni i to głównie różni ich od sprawców ludobójstw. Ludziom idącym masowo zabijać innych wystarcza często wsparcie systemu władzy i społecznej większości. Ugrupowania terrorystyczne, zawsze działające z pozycji mniejszości, muszą budować w swoich członkach poczucie słuszności sprawy, wdrażać ich w konformizm i poczucie deindywiduacji, wmontowywać w nich mechanizmy odłączenia moralnego. Robią to, izolując się w stosunkowo niewielkich, spójnych grupach, oferujących swoim uczestnikom przyjęcie nowej, dającej poczucie siły tożsamości, konstruowanej na „jedynym słusznym” przekazie ideologicznym. Takie działanie nazywa się potocznie praniem mózgu. Jego skutkiem jest gotowość przejścia, w odpowiednim miejscu i czasie, na jałowy bieg moralności.

Kim (nie) jest terrorysta

Ludzie Zachodu chętnie klasyfikują sprawców ataków terrorystycznych jako psychopatów. Psychopatyczność terrorystów rozwiązywałaby nasz intelektualny i emocjonalny problem, związany z tym, co spostrzegamy jako brak racjonalizmu i empatii. I rzeczywiście, psychopatia mogłaby być wśród terrorystów pożądana, jako cecha sprawiająca, że nawet w warunkach skrajnych człowiek nie odczuwa szczególnych emocji, co daje mu jasny ogląd sytuacji. Terrorysta samobójca i zarazem psychopata, teoretycznie bez problemu, bo beznamiętnie, odnalazłby w pociągu miejsce, gdzie detonując ładunki wybuchowe, zabiłby maksymalną liczbę ludzi, żeby wywrzeć na opinii publicznej jak największe wrażenie. Psychologiczne fakty są jednak takie, że psychopaci, do których należą seryjni zabójcy, są skrajnie egocentryczni, często też narcystyczni. Oznacza to, że dobierają swoje ofiary według osobistego klucza i zabijają je na własnych warunkach. Są aspołeczni, więc nie zrzeszają się, nie mają potrzeby posiadania przywódców. Psychopaci nie wstępują do ugrupowań terrorystycznych.

Zgodnie z inną popularną teorią, terroryści są psychicznie zaburzeni, co wyjaśniałoby ich brak „zdrowego rozsądku” oraz zdolności współodczuwania. Spróbujmy – na moment – zidentyfikować się z warunkami życia ugrupowań terrorystycznych. Pozostają w ukryciu, funkcjonują zwykle w ograniczonej przestrzeni. Ich członkowie pozostają ze sobą w ścisłych związkach, są od siebie zależni. W takich warunkach ludzie – i terroryści nie stanowią tu wyjątku – będą unikać włączania w skład swojej grupy osób niepanujących nad własnym myśleniem lub emocjami. Tym bardziej że terrorystyczne działania wymagają precyzji wręcz zegarmistrzowskiej, warunkowanej pozostawaniem „przy zdrowych zmysłach”. Przypisywanie terrorystom zaburzeń jest kolejnym błędnym myślowym tropem, podważanym badaniami, które wykazały, że odsetek odstępstw od normy wśród członków organizacji terrorystycznych nie różni się od zwyczajnych populacji.

Owszem, terroryści mają skłonność do autorytaryzmu, polegającą na postrzeganiu rzeczywistości w czarno-białych kategoriach, ułatwiającą im klasyfikowanie ludzi jako „nas dobrych” i „ich złych”. Jednak autorytaryzm jest cechą dość powszechną nie tylko wśród terrorystów i nie tylko w ich przypadku ma niekorzystne skutki. Badanie przeprowadzone przez Tomasza Kubika i Małgorzatę Kossowską wykazało, że autorytaryzm – definiowany jako tendencja do podporządkowania się władzy, agresja ukierunkowana na ludzi przeciwstawiających się porządkowi społecznemu oraz konwencjonalizm – współwystępuje z uprzedzeniami wobec terrorystów.

Liczne badania sugerują, że stosunek człowieka wobec terroryzmu zależy od jego sposobu postrzegania rzeczywistości. Ludzie zorientowani na dominację, traktujący świat jako arenę walk o władzę, dostrzegają w terrorystach przede wszystkim chęć przejęcia kontroli społecznej. Polacy, których pradziadkowie i prababki w czasach zaborów występowali w rolach partyzantów i powstańców, stosunkowo często widzą w terrorystach bojowników, z braku innych możliwości wykorzystujących wszelkie dostępne środki.

Terroryści w istocie rzeczy mają tylko (aż?) dwie cechy odróżniające ich od zwykłych mieszkańców Zachodu. Pierwszą z nich jest ich pochodzenie z krajów, które nie są zapraszane do stołu współczesnej konsumpcji. Drugą – określona formacja środowiskowa, oparta częściowo na ubóstwie, braku fundamentalnych praw człowieka, a częściowo na celowo przeprowadzanym „praniu mózgów”.

Ludzie Zachodu także mają swoją, opozycyjną wobec terroryzmu, cechę szczególną. Jest nią myślenie w kategoriach indywidualizmu, prowadzące do tzw. podstawowego błędu atrybucji. Dokonywanie atrybucji polega na określaniu przyczyn zdarzeń, m.in. ludzkich działań. Robienie tego ma sens, bo jeśli człowiek trafnie zdefiniuje przyczynę zachowania innego człowieka, pozwoli mu to przewidywać jego przyszłe zachowania i planować własne postępowanie. Sęk w tym, że żyjąc w kulturze sprzyjającej koncentracji na cechach i motywacjach osobistych, ukształtowani jej ideami, nie widzimy działań innych ludzi w sposób realistyczny. Uważamy, że przyczyny tych działań tkwią w ludziach; nietrafnie oceniamy, że źródła ich zachowań są zupełnie inne niż te, które powodują nami. Nie dostrzegamy wpływu, jaki wywierają na nich sytuacja i system – gospodarczy, światopoglądowy, polityczny. I płacimy za to wysoką cenę – poczuciem lęku, przerażenia, dezorientacji i bezradności.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj