O więzi między artystą a publicznością
Bogowie już umarli
Dr hab. Mirosław Pęczak o gwiazdach, idolach, celebrytach i ich fanach.
Dr ha. Mirosław Pęczak
Leszek Zych/Polityka

Dr ha. Mirosław Pęczak

Agnieszka Sowa: – Kiedy pojawili się pierwsi fani?
Mirosław Pęczak: – Razem z gwiazdami. Trudno o precyzyjną datę, ale początki dużej popularności artystów widać już w XIX w. Miało to związek z demokratyzacją kultury w Europie Zachodniej i pojawieniem się nowych jej przybytków. Niebywałą sławę zaczęli zdobywać poeci romantyczni. George Byron to właściwie odpowiednik dzisiejszego celebryty, tym bardziej że był awanturnikiem. Pisały o nim gazety, wszyscy czekali na kolejne doniesienia o jego wyskokach, więc stał się kimś w rodzaju prekursora współczesnych bohaterów masowej wyobraźni. Angielski teatr bulwarowy, operetka w Austrii i Niemczech czy opera we Włoszech były niezwykle popularne i zagościła w nich nowa publiczność. Gmin, który potrzebował silnego utożsamienia się z idolami.

Silniejszego niż wyższe warstwy społeczeństwa, które do tej pory były głównym odbiorcą kultury?
Warstwie wyższej zawsze przystoi większa powściągliwość w wyrażaniu emocji. Poza tym oni przez wieki byli przyzwyczajeni, że artyści są jak konie z ich stajni, i raczej ich nie uwielbiali. Mogli im bić brawo, śmiać się z ich żartów, ale to byli po prostu ich klowni.

Co gawiedzi daje wielbienie idoli?
Zaspokaja potrzebę reprezentowania siebie. Bohater wyobraźni to jest ktoś, kogo traktuje się jako reprezentanta swojej grupy, utożsamia się z nim.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj