Gdy płeć biologiczna różni się od tego co w głowie
Sens słowa trans
Edyta Baker, szefowa fundacji Trans-Fuzja, o życiu kobiety w męskim ciele.
Edyta Baker, szefowa fundacji Trans-Fuzja
Leszek Zych/Polityka

Edyta Baker, szefowa fundacji Trans-Fuzja

Andrzej

Nigdy się go nie wyrzeknę. To przecież wcielenie, w którym przyszło mi żyć wiele lat. Choć z punktu widzenia mojej umysłowości i mentalności było mi ono narzucone. Nie brak wśród nas – osób transpłciowych – takich, które przekreślają przeszłość, chcą się od niej odciąć. „Wchodzę w rolę preferowaną, nie istnieję jako osoba przed. I najlepiej, żeby mi świat o tym nie przypominał”. Ale to jest postawa skrajna. W moim przypadku to, kim byłam, jest nie do przekreślenia. I nie chciałabym tego robić. Nie wiem, czy to jest kontinuum, czy po prostu coś, do czego zostałam przez życie zmuszona, ale w czym też jakoś się sprawdziłam.

Lubię Andrzeja. Bo to, że funkcjonowałam pod jego imieniem i nazwiskiem, nie znaczy, że nie byłam sobą. Myślę, że pewne cechy mojej osobowości były widoczne zawsze i być może zawsze mnie odróżniały od większości mężczyzn. W każdym razie dziś, kiedy ludzie już znają kontekst, często mówią, że pewne rzeczy zawsze było widać.

Świadomość

Nie jest tak, że przez kawał życia funkcjonowałam jako facet, a nagle postanowiłam zostać kobietą. Czułam się nią zawsze. Kiedy się urodziłam, doktor powiedział matce: „ma pani syna”, tylko na podstawie tego, co znajduje się w moim kroczu. A przecież wyróżnia się 10 podstawowych kryteriów oceny płci. Powinno się zrobić badania genetyczne, sprawdzić metabolizm, zbadać hormony.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj