Liberalna demokracja ma konkurencję
Czasy na granicy
Prof. dr hab. Wojciech Burszta o tym, dlaczego wielu ludzi wierzy narodowym populistom.
Prof. dr hab. Wojciech Burszta
Leszek Zych/Polityka

Prof. dr hab. Wojciech Burszta

Katarzyna Czarnecka: – Kiedy patrzy pan na dzisiejszą Polskę, ciśnie się panu na usta słowo „niemożliwe”?
Wojciech Burszta: – Niemożliwe wydawało się już to, żeby świadomość wiążąca się z totalitaryzmem, faszyzmem czy narodowym populizmem była w stanie zawładnąć którymś z europejskich społeczeństw w skali masowej. A jednak. Tak jakby wszystkie złe doświadczenia ludzkości wiążące się z tymi systemami, łącznie z Holocaustem, zapadły w niepamięć. Ale sprawdza się to, przed czym antropolodzy zawsze przestrzegali. Po pierwsze, w życiu społecznym może zostać zapomniane wiele, ale nie pewne iluzje i fantazmaty. Po drugie, człowiek raczej nie jest filozofem. Nie szuka nieustannie racjonalnych wytłumaczeń tego, co dzieje się w życiu jego i innych. Większością powodują dwa mechanizmy: zasada etnocentryzmu i myślenie stereotypami.

Co one dają?
Wygodny obraz świata. Etnocentryzm to sytuowanie się w centrum społeczeństwa, które wyznacza wzorce tego, jak powinny wyglądać sprawy we wszystkich dziedzinach. To także mierzenie cudzego pola własną miarą, określanie swojego miejsca w świecie za pomocą kategorii my i nasi współbliźni. To jest naturalne, bo kiedy coś się chce ocenić, trzeba mieć jakąś skalę. Ale ona zależy od tego, co jest elementem jego bagażu kulturowego.

Drugi mechanizm: żeby skomplikowaną rzeczywistość jakoś oswoić, ludzie myślą za pomocą uproszczonych opinii związanych przede wszystkim z relacjami pomiędzy narodami, religiami itd.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj