Tydzień w komisji pod znakiem Drzewieckiego
Niejasności w zeznaniach
Zatrudnienie Magdaleny Sobiesiak w Totalizatorze Sportowym
Były szef resortu sportu przyznał się, że Sobiesiak poprosił go o pomoc w znalezieniu pracy dla córki Magdaleny. Sprawę wytłumaczył tak: „Dał mi jej życiorys, z którego wynikało, że jest osobą bardzo kompetentną i świetnie wykształconą. Przekazałem go dyrektorowi mojego gabinetu politycznego, panu Marcinowi Rosołowi. Ani przez moment nie zakładałem, aby pani Sobiesiak mogła pracować w jakiejkolwiek instytucji podległej mi, bądź powiązanej z kierowanym przeze mnie resortem. Nie wpływałem ani na sposób, ani na miejsce zatrudnienia pani Magdaleny Sobiesiak. Po przekazaniu jej życiorysu panu Rosołowi nie zajmowałem się sprawą. Wielu z państwa posłów ma dokładnie takie samo doświadczenie. Ludzie wierzą, że możemy pomóc w załatwieniu pracy. Dlatego często proszą o pomoc. Jeżeli ktoś zaprzeczy, to jest hipokrytą”.
Pojawiają się jednak pytania: po co Marcin Rosół tak bardzo zaangażował się w poszukiwanie pracy dla Magdy Sobiesiak, skoro ta pracę miała (w jednej z firm ojca)? Zrobił to z własnej inicjatywy? To dlaczego w mailu, który wysłał w jej sprawie do Ministerstwa Skarbu przedstawił ją jako protegowaną Drzewieckiego? Wreszcie: dlaczego były minister w końcu zablokował – jak zapewniał – zatrudnienie Sobiesiakówny w zarządzie Totalizatora Sportowego, skoro uważał wcześniej, że jest tak doskonale wykształcona, że nie może się zmarnować i trzeba jej pomóc? Dlaczego później ani on, ani Rosół nie zaproponowali jej nic w zamian i kontakty z córką Sobiesiaka urwały się po słynnym spotkaniu w restauracji „Pędzący Królik”?
Sprawa finansowania inwestycji na Euro 2012
Główną linią obrony Drzewickiego, wygląda tak: inwestycje na Euro 2012 miały być finansowane nie z dopłat z branży hazardowej, ale z budżetu państwa. A CBA świadomie kłamało informując premiera, że Drzewiecki rezygnując z dopłat zagraża finansowaniu mistrzostw w piłce nożnej. Taki plan postanowił zdaniem Drzewieckiego zrealizować „fanatycznie oddany partii i obsesyjnie nienawidzący przeciwników politycznych, chorobliwie ambitny i niebezpieczny szef CBA Mariusz Kamiński”.
Drzewicki składając zeznania przed komisją hazardową tłumaczył, że zgodnie z uchwałą Rady Ministrów z 24 czerwca zeszłego roku dopłaty nie miały mieć nic wspólnego z Euro: - Data 24 czerwca 2008 roku, z punktu widzenia Ministerstwa Sportu i Turystyki, jest kluczowa, bowiem to od tego dnia możemy mówić, że środki na realizację zadań związanych z budową stadionów na Euro są zabezpieczone w 100% i to zabezpieczone w budżecie państwa, a nie w bliżej nieokreślonym projekcie ustawy hazardowej. Również od tego dnia, twierdzenie, że jakiekolwiek prace nad projektem nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, w tym tak zwane dopłaty, mają służyć finansowaniu przedsięwzięć Euro, jest nieprawdą.
Jednak w uzasadnieniu projektu nowelizacji ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych z czerwca 2008 oraz tego z marca 2009 roku, czytamy: „Jednym z celów planowanej nowelizacji ustawy jest także pozyskanie dodatkowych środków dla Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej na budowę obiektów Euro 2012 poprzez poszerzenie dotychczasowego katalogu gier podlegających obowiązkowi uiszczania dopłat do stawek na niemalże wszystkie gry".
Drzewiecki wyjaśniał to tak: fundusze z dopłat do gier (zaplanowane w projekcie zmian w ustawie hazardowej) miały być przeznaczone jedynie na budowę hali i basenu, czyli realizację II etapu budowy Narodowego Centrum Sportu, którego częścią miał być Stadion Narodowy. Sam stadion miał zostać wzniesiony za pieniądze z budżetu państwa.
Dlatego gdy ministerstwo sportu zrezygnowało z budowy hali i basenu (bo UEFA nie zgodziła się na jakiekolwiek prace wokół stadionu, aż do zakończenia mistrzostw) urzędnik tego resortu przygotował pismo informujące wiceministra finansów Jacka Kapicę o tym, że dopłaty nie będą potrzebne na II etap NCS. Ale w wyniku „urzędniczego błędu” – jak tłumaczył Drzewiecki – znalazła się w tym dokumencie prośba o wyłączenie z ustawy hazardowej całego zapisu o dopłatach, na czym zależało branży hazardowej.
Dlaczego Drzewiecki, który podpisał pismo do ministra finansów, nie wychwycił błędu? Bo – jak przyznał z rozbrajającą szczerością – nie przeczytał go.

