Donald Tusk przed komisją hazardową
Zeznanie premiera
TRZECIA CZĘŚĆ PRZESŁUCHANIA PREMIERA
Po wznowieniu obrad premier Donald Tusk opowiadał na pytania dotyczące spotkania z Mariuszem Kamińskim 16 września. Wówczas szef CBA sugerował, że mogło dojść do przecieku. Premier relacjonował, że Kamiński był wzburzony: - Pan minister Kamiński sformułował wobec mnie i prokuratury bardzo poważne zarzuty. To były zarzuty emocjonalne, z których wynikała, że jest przekonany, ze prokuratura formułuje wobec niego zarzuty, żeby nie mógł zakończyć sprawy - stwierdził premier.
Poseł Arłukowicz skupił się w swoich pytaniach na przecieku ws. afery hazardowej. Interesowała go zwłaszcza kwestia notatki, jaką sporządził Jacek Kapica po spotkaniu ze Zbigniewem Chlebowskim (odbyło się ono dzień po tym, jak z Chlebowskim spotkał się premier). Według posła Lewicy notatka zawierała informację, że Chlebowski wspominał o "dziwnym zamieszaniu wokół ustawy o grach losowych". - On to mówił dzień po rozmowie z panem! To jest przeciek panie premierze. Co prawda aksamitny, ale przeciek - stwierdził Arłukowicz. - Pan żartuje panie pośle - odparł Tusk i przekonywał, że takie spotkanie było naturalne.
Beata Kempa zadając kolejne pytania Donaldowi Tuskowi sugerowała, że przez 8 miesięcy - między 2008 a 2009 r. - blokowano projekt ustawy hazardowej, ponieważ mimo rekomendacji Komitetu Stałego nie został on przedłożony Radzie Ministrów. - Procedowanie przez 8 miesięcy nie jest nadzwyczajną zwłoką - odpierał Donald Tusk - Poprzednicy nie potrafili uporać się z tym przez dwa lata.
CZWARTA CZĘŚĆ PRZESŁUCHANIA PREMIERA
Poseł Stefaniuk zapytał premiera wprost: - Czy był pan źródłem przecieku, czy nie? Premier: - Nie. Beata Kempa w tej turze pytań skoncentrowała się przede wszystkim na opublikowanym w Internecie przez Kancelarię Premiera kalendarium ws. afery. Z kolei Zbigniew Wassermann spierał się z premierem o to, czy informacje o próbie wpływu na ustawę hazardową godziły w bezpieczeństwo państwa. Zdaniem premiera tak nie było, ale poseł PiS nie podzielił tego zdania. - Zna pan państwo na świecie, by premier nie uznał, że należy podjąć zdecydowane działania? - pytał Wassermann. - To pytanie jest bezzasadne. Bo mimo, że nie odczytałem, że zagrożone jest bezpieczeństwo państwa, podjąłem działania - odpierał premier.
Zapytany przez posła Neumanna udział w sierpniowym spotkaniu z ministrem Drzewieckim wicepremiera Schetyny, premier wyjaśniał, że jego obecność miała związek jedynie z finansowaniem budowy stadionów na Euro 2012. Premier wyjaśnił, że nie poruszano tematu prac nad ustawą hazardową i nie pamięta, by pojawił się temat o Totalizatorze Sportowym. Poseł PO pytał również o obecność Grzegorza Schetyny na spotkaniu ze Zbigniewem Chlebowskim.
Arłukowicz dociekał, czy podczas spotkania z Drzewieckim lub Chlebowskim padło pod ich adresem pytanie o to, czy ktoś wpływał na kwestie dopłat. Premier odparł, że nie sądzi, by pytał tych polityków o tę kwestię. Premier wyjaśniał także posłance Kempie, dlaczego ze spotkania z ministrem Kamińskim 14 sierpnia, w którym uczestniczył także minister Cichocki nie sporządzono notatki - ponieważ nie ma tego w zwyczaju, ani nie ma takiego obowiązku. W kwestii braku notatki, według premiera narosło wiele insynuacji.
- Nie odczułem wyjaśniania stanowiska ministra Szejfelda jako sprawę priorytetową - powiedział premier odpowiadając na pytania o postawę ministra wobec ustawy hazardowej.
- Ja już tu aksamitu nie widzę - powiedział poseł Arłukowicz relacjonując ciąg wydarzeń: posiedzenie rządu 18 sierpnia, spotkanie z ministrem Drzewieckim następnego dnia (i jego spotkanie ze swoim zespołem, w tym m. in. Marcinem Rosołem); liczne telefony Rosoła między 20 a 24 sierpnia do wiceministra Leszkiewicza w celu wycofania kandydatury Magdaleny Sobiesiak do zarządu Totalizatora, wycofanie tej kandydatury 25 sierpnia. Zakończenie kontaktów z lobbystami po 25 sierpnia.
PIĄTA CZĘŚĆ ZEZNAŃ PREMIERA
Po wznowieniu obrad Donald Tusk był pytany przez Beatę Kempę o to, czy to zwykły zbieg okoliczności, że ministrowi Kamińskiemu stawiane są zarzuty przez rzeszowską prokuraturę w czasie, gdy rozgrywa się afera hazardowa. Premier już wcześniej mówił, że zwracał na to uwagę, ale Prokurator Krajowy Edward Zalewski poinformował go, że "projekt zarzutów", lub zarzuty wobec ministra były przygotowane już wczesną wiosną 2009 r. (chodziło o zarzuty przekroczenia uprawnień i fałszowanie dokumentów w związku z działaniami CBA podczas akcji w ministerstwie rolnictwa w 2007 r.).
Premier Donald Tusk po raz kolejny wyjaśnia motywy i okoliczności dymisji ministrów swojego rządu. Doszło też do kolejnego starcia z posłanką Kempą: - Na jakiej podstawie odwołał pan ministra Mariusza Kamińskiego - zapytała Beata Kempa. - Ustawy o CBA - odparł premier.
- Dlaczego? - dociekała posłanka. - W związku z postawieniem zarzutów przez prokuraturę - odpowiedział premier. Posłanka zwróciła uwagę, że w ustawie o CBA nie ma takiej przesłanki do odwołania szefa CBA. Ale jest punkt o nieskazitelnej opinii moralnej - odpierał szef rządu. - Taka decyzja nie musiała być podjęta, ale mogła być podjęta - powiedział premier. Donald Tusk zwrócił również uwagę na "atmosferę insynuacji" zapytany przez Kempę o postawę Kamińskiego, kiedy przyszedł z informacją o aferze, premier argumentował, że nie zdymisjonował Kamińskieg z tego powodu, lecz z powodu poważnych zarzutów prokuratury pod jego adresem. - Podstawą do odwołania byłby prawomocny wyrok sądu, nie zarzuty - stwierdziła posłanka. - Postawieniem zarzutów nie jest automatycznym obligiem, ale powodem, dla którego mogę to zrobić - powiedział premier.
Zbigniew Wassermann znów dociekał, czy odwołanie ministra Kamińskiego nie było "w odwecie". Z kolei posłankaa Kempa w 13. godzinie przesłuchania zapytała, czy nie należy przeprosić Polaków za aferę hazardową. Premier przyznał, że myśli o tym.
Przesłuchanie premiera zakończyło się kilka minut po godzinie 22.
***
DLACZEGO DONALD TUSK STAJE PRZED KOMISJĄ?
Zaangażowanie premiera w sprawę hazardową to efekt informacji, którą 12 sierpnia 2009 roku przesłał do jego kancelarii ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński. Zawierała ona materiały z działań Biura, wymierzonych w biznesmenów z branży hazardowej (Ryszarda Sobiesiaka i Jana Koska). Według CBA biznesmeni byli zaangażowani w proces pisania ustawy o grach hazardowych. Zależało im głównie na wywalczeniu jak najniższych dopłat do gier na automatach.
Dwa dni później Kamiński - podczas spotkania, w którym wziął udział również sekretarz kolegium ds. służb specjalnych Jacek Cichocki - osobiście poinformował Donalda Tuska o działaniach lobbystów i politykach PO zamieszanych w niejasne kontakty z nimi. Chodziło o ówczesnego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego – wówczas szefa klubu PO. Od tego momentu zaczynają się pytania do premiera, które będą chcieli zadać śledczy z komisji.
Co powiedział Kamiński?
Co konkretnie powiedział premierowi ówczesny szef CBA? Nie wiadomo, bo co innego mówią Tusk i Cichocki, co innego zaś Kamiński. Dwaj pierwsi zapewniają, że zapytany przez premiera, czy doszło do przestępstwa, Kamiński miał odpowiedzieć, iż nie ma na to dowodów. - Mamy do czynienia z działaniami nagannymi z punktu widzenia polityczno-etycznego – miał stwierdzić Kamiński.
Były szef CBA zapewnia z kolei, że nic takiego nie mówił, wręcz przeciwnie - poinformował o przestępczym charakterze kontaktów polityków z lobbystami. To ważne, bo jeśli okazało by się, że to Kamiński ma rację, to premier złamałby prawo nie informując o sprawie prokuratury. Jeśli zaś kłamie, to znaczy, że sprawę małego kalibru biuro rozdmuchało specjalnie, by uderzyć w PO i samego premiera.
Czy Tusk ostrzegł Drzewieckiego?
Wywodzący się z opozycji członkowie komisji hazardowej dociekali, jak przebiegały spotkania premiera z głównymi aktorami tego widowiska, czyli Mirosławem Drzewieckim i Zbigniewem Chlebowskim. Niedługo po spotkaniu z Kamińskim Tusk wezwał obu do siebie. Chciał, by wyjaśnili mu swoje zaangażowanie w sprawy hazardowe. Spotkanie z ministrem sportu odbyło się 19 sierpnia, zaś szef klubu PO zameldował się w kancelarii premiera siedem dni później.
Dlaczego to takie ważne? Przede wszystkim z powodu zarzutu, który stawia premierowi Mariusz Kamiński. Twierdzi on, że Donald Tusk ostrzegł Drzewieckiego o zainteresowaniu CBA jego kontaktami z Ryszardem Sobiesiakiem. Ówczesny szef biura nie ma na to dowodów, twierdzi tak głównie na tej podstawie, że po 19 sierpnia skończyły kontakty obu polityków PO z lobbystami.
Śledczy zapytali także premiera o powody obecności na spotkaniu z Drzewieckim ówczesnego wicepremiera i sekretarza generalnego PO Grzegorza Schetyny. Ten fakt budzi kontrowersje od chwili, gdy wyszło na jaw, że oficjalne kalendarium rządu dotyczące sprawy hazardowej milczy na ten temat.
Z ust śledczych należało się spodziewać jeszcze jednego pytania – dlaczego premier najpierw wysłuchał Drzewieckiego i Chlebowskiego, a dopiero na końcu wiceministra finansów Jacka Kapicę? Takie pytanie zadał podczas przesłuchania premiera poseł Arłukowicz. Zdaniem niektórych posłów powinno być odwrotnie – Donald Tusk powinien zacząć wyjaśnianie sprawy od rozmowy z Kapicą, który o pracach nad ustawą hazardową wiedział najwięcej, bo od początku się nią zajmował.
Czemu zmieniono projekt ustawy?
Prace nad nową ustawą o grach i zakładach wzajemnych trwały co najmniej od wiosny 2008 roku. Tymczasem pod koniec lipca 2009 roku, podczas spotkania Donalda Tuska z szefem swych doradców Michałem Bonim oraz wiceminister finansów Elżbietą Suchocką – Roguską zapadła decyzja, by pisać nową ustawę. Zeznając przed komisją śledczą Michał Boni mówił, że premierowi zależało na „nowym otwarciu” w kwestii przepisów regulujących rynek hazardowych, przede wszystkim na podwyższeniu dopłat.
Sporządzenie założeń do ustawy Michał Boni zlecił już na początku następnego miesiąca wiceministrowi Kapicy, który był wówczas na urlopie. – Po co, skoro projekt poprzedniej ustawy hazardowej był prawie gotowy? - pyta poseł Bartosz Arłukowicz, który sugeruje, że o zainteresowaniu CBA pracami nad ustawą i aktywnością lobbystów mogły ostrzec premiera inne służby – przede wszystkim ABW.
Szef rządu rozpoczął zeznania o godz. 9, zakończył po 22. W niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówił, że w ogóle się do nich nie przygotowywał.

