Podsłuchy w służbie państwa
Co słychać?
Eksperci piętrzą trudności
Unormować trzeba każdy szczegół. Kto i kogo będzie mógł werbować na niejawnego współpracownika. Jakie uprawnienia dostaną agenci specjalni, czyli funkcjonariusze działający w gangach pod przykrywką (czy będą mogli popełniać drobne przestępstwa, aby się uwiarygodnić w oczach gangsterów). Jak korzystać z usług szpiega koronnego (gangstera zwerbowanego na agenta). Jak będą tworzone tzw. dokumenty legalizacyjne (fałszywe tożsamości tajnych agentów) i czy tajny funkcjonariusz służb korzystający z takich dokumentów, zeznając przed sądem, będzie mógł podawać fałszywą tożsamość czy prawdziwą. Ustawa obowiązuje na terenie Rzeczpospolitej Polskiej, a to piętrzy kolejne trudności. Czy agent wyposażony w dokumenty legalizacyjne będzie mógł ich używać za granicą, w tym na pokładzie samolotu obcych linii lotniczych i na statku obcej bandery? Najwięcej trudności pracujący nad projektami mają z kwestią inwigilacji, a mówiąc wprost z podsłuchami.
Polska Platforma Bezpieczeństwa Wewnętrznego, organizator konferencji w Będlewie, powołała zespoły składające się ze znanych prawników, które zajmują się poszczególnymi segmentami eksperckiego projektu ustawy. Chociaż pracują w nich osoby politycznie skonfliktowane (np. Janusz Kaczmarek i były szef ABW za czasów PiS Bogdan Święczkowski, czy prokurator Kazimierz Olejnik, to dyskusja jest merytoryczna.
Kwestia ujawniania obywatelom, że byli podsłuchiwani (kiedy sprawa nie znajduje finału sądowego), pozornie wydaje się prosta. Podobnie jak ujawnianie przez służby liczby stosowanych technik operacyjnych. Eksperci piętrzą jednak trudności. Pytają, jak ustawa ma te sprawy regulować, skoro podsłuchiwane są np. budki telefoniczne – podsłuch zakładany jest w takich przypadkach na przedmiot, a nie podmiot. Jak ujawniać placówkom dyplomatycznym obcych państw, że prowadzono czynności kontrwywiadowcze? – Ustawa musi różnicować czynności operacyjne. Inne standardy dla przestępczości kryminalnej, inne dla działań wywiadu i kontrwywiadu – mówi Bogdan Święczkowski.
Wśród ekspertów nie ma zgody, jak niszczyć materiały z kontroli operacyjnej. Czy obywatel przypadkowo podsłuchany albo ten, któremu nie postawiono żadnych zarzutów związanych z treścią jego rozmów, powinien być powiadamiany o terminie likwidacji takich materiałów i czy powinien mieć prawo wglądu w stenogram z podsłuchu? Niektórzy ostrzegają, że pełna jawność narazi dobra osobiste innych osób, a to grozi Polsce lawiną skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Dawid Southwell, angielski ekspert od spraw mafijnych, autor głośnej „Historii Przestępczości Zorganizowanej”, ostrzega: „Najważniejszą lekcją płynącą z badania przestępczości zorganizowanej jest to, że nie da się jej pokonać za pomocą większej liczby policjantów, cięższych kar, wzmożonej kontroli czy monitorowania całych społeczeństw”. Jedynym sposobem jest upraszczanie przepisów celnych i systemów podatkowych, bo lawirowanie w ich gąszczu przynosi przestępcom zyski, dla których warto nawet zabijać.
Funkcjonariuszom służb specjalnych nie podoba się tendencja do jawności, woleliby zachować status quo, ale sprawy zaszły już za daleko. Wbrew ich taktyce podsłuchy przestały być tematem tabu, toczy się na ich temat publiczna debata. Prace nad projektami nowej ustawy o czynnościach operacyjnych przyspieszyły. Już są pierwsze efekty. Służby będą zobowiązane do przedstawiania Sejmowi raportów o liczbie stosowanych podsłuchów i ich skuteczności (ile spraw trafiło do sądu, ile wyroków zapadło). A to oznacza, że wreszcie dojdzie do weryfikacji niejawnych działań. Szacuje się, że rocznie służby zakładają 80–90 tys. podsłuchów. Teraz trzeba będzie wykazać, czy to jest uzasadnione.
W sądach powstaną odpowiednie referaty zajmujące się kontrolą nad czynnościami podejmowanymi przez służby. – W każdej prokuraturze powinny też działać wydziały zajmujące się kontrolą operacji specjalnych – mówi Bogdan Święczkowski. – W Katowicach taki wydział powstał kilka lat temu, kierowałem nim.
Sceptycy wiedzą swoje: specyfika służb polega na kluczeniu, żadna kontrola nie wychwyci tego, co tajni i poufni zechcą ukryć. Nawet nawołujący do praworządności szef departamentu operacji specjalnych północnoirlandzkiej policji Ivan Farr przyznaje, że jego ludzie mają sposoby, aby wszystkiego przed sądem nie ujawniać. – Staramy się trzymać z daleka od sądów oficerów znających nasze osobowe źródła informacji, aby nie musieli ich zdradzać – mówi. – Na świadków wysyłamy innych oficerów, którzy znają sprawę, ale nie znają źródeł.
Kiedy Farr obejmował stanowisko, poprzednik udzielił mu trzech wskazówek: nigdy nic nie zakładaj z góry; w nic nie wierz; wszystko sprawdzaj! Podobnych rad można udzielić naszym posłom, sędziom i prokuratorom, którzy będą kontrolować tajne operacje służb i decydować o ich uprawnieniach.


