Proces zabójców Papały. Co wiemy po 12 latach?
Śmierć generała
Przypomnijmy, Bogucki na początku lat 90. był okrzyczany jako cudowne dziecko polskiego biznesu. Handlował samochodami Ferrari, otworzył w Katowicach własny salon sprzedaży tych luksusowych aut. Miał niewiele ponad 20 lat i świat już leżał mu u stóp. Udzielał wywiadów kolorowej prasie, był notowany na listach najbogatszych. Wdrapał się na szczyt i nagle z niego spadł. Nie rozliczył się z dostawcą Ferrari, popadł w tarapaty finansowe, zaczął się ukrywać. Nawiązał kontakty z gangsterami, wkrótce stał się jednym z nich. W grudniu 1999 r., jak ustaliła prokuratura, wspólnie ze wspólnikiem Ryszardem Niemczykiem., ps. Rzeźnik, dokonał zabójstwa Andrzeja K., ps. Pershing, jednego z liderów gangu pruszkowskiego. Po tej zbrodni wyjechał do Meksyku, tam został zatrzymany i deportowany do Polski. Sąd za zabójstwo Pershinga skazał go na 25 lat więzienia. Bogucki nigdy nie przyznał się do udziału w tym morderstwie.
Nie przyznaje się też do uczestnictwa w spisku na życie gen. Papały. Obciążają go nie tylko zeznania Patyka, ale też wdowy po generale. Rozpoznała go na okazanych fotografiach, jako mężczyznę, którego dostrzegła na parkingu przed swoim domem w czasie, kiedy zabito jej męża. Wyszła na spacer z psem, usłyszała strzał i wtedy minął ją Bogucki idący razem z młoda kobietą. Kim była towarzyszka Ryśka, do dzisiaj nie wiadomo.
Boguckiego obciążają też zeznania pewnego śląskiego przestępcy, który miał twierdzić, iż Rysiek proponował mu pieniądze za wykonanie wyroku na policjancie z Warszawy. Zlecenie nie zostało jednak przyjęte. Bogucki twierdzi zaś, że ten świadek zmyśla jak najęty.
***
Słowik, według naszych informacji, przyznał się do uczestnictwa w rozmowach na temat planowanego zabójstwa. Pieniądze za usunięcie gen. Papały dawał Edward Mazur, a Słowik zastanawiał się nawet, czy nie zgarnąć tej kasy i nie czmychnąć. Generała nie miał zamiaru pozbawiać życia, ani wynajmować płatnego zabójcy. Chciał jedynie oszukać Mazura, ale odstąpił od tego zamiaru po rozmowie ze swoim przyjacielem z grupy pruszkowskiej Zygmuntem R. ps. Raźniaczek. Ten, jak osobiście zeznał śledczym, zdenerwował się słysząc od Słowika o propozycji Mazura. Kazał przyjacielowi natychmiast zrezygnować z udziału w negocjacjach. Miał powiedzieć, że to za gruba sprawa, i że zabicie komendanta polskiej policji spowoduje, że śledczy nigdy nie odpuszczą, będą tropić aż do skutku.
Raźniaczek niewiele się pomylił. Śledczy tropią już prawie dwanaście lat, ale skutek ich działań jest na razie mizerny. Edwarda Mazura nie wydano Polsce, bo sąd ekstradycyjny w USA uznał, że polska strona nie przedstawiła wiarygodnych dowodów jego winy, a obciążające go zeznania Artura Zirajewskiego, to kłamliwe opowieści kryminalisty nie poparte innymi dowodami.
Sam Zirajewski już przed żadnym sądem nic nie będzie wyjaśniał, bo niedawno zmarł w gdańskim areszcie. Nie żyją też inne osoby, które według śledczych były zaangażowane w spisek na życie Papały. Jeremiasz B., ps. Baranina popełnił samobójstwo w wiedeńskim areszcie. Jego warszawski rezydent Rafał Kanigowski zwany Grubym padł ofiarą wojny gangów. Obaj mieli być wynajęci do tej sprawy równolegle ze zleceniem dla zabójców z Gdańska.
Jest więcej niż pewne, że poza Edwardem Mazurem (którego polska prokuratura wciąż ściga bez powodzenia) wśród zleceniodawców są jeszcze inne osoby. Nie wiadomo jedynie jaki motyw im przyświecał. Dlaczego Mazur miał nastawać na życie swojego kolegi i z jakiego powodu inni też mieli brać udział w spisku? Nie wiadomo wreszcie kto był śmiertelnym posłańcem, owym killerem, który w sposób niewątpliwie fachowy, jednym celnym strzałem pozbawił życia Marka Papałę.
I nie ma się co łudzić. Proces, jaki rozpoczyna się właśnie przed warszawskim sądem, nie odpowie na te pytania.


