Co z uczelniami? Są strategie...
Rozważne i romantyczne
Choroba wieloetatowa
Obie strategie przyznają, że wieloetatowość pracowników naukowych nie jest zdrowym zjawiskiem.
EKS: Zakłada wprowadzenie zakazu pracy na więcej niż pół etatu poza rodzimą uczelnią. Ale także przyjmowanie nowych pracowników w drodze konkursów i rezygnację z obowiązkowego pensum na rzecz elastycznego regulowania czasu pracy i zarobków.
RE: Nie proponuje nic.
Strategia EKS uważa za konieczne, a RE dopuszcza przyjmowanie na stanowiska dydaktyczne praktyków – ludzi bez dorobku naukowego, za to z doświadczeniem zawodowym. Jeśli znikną wymogi formalne w rodzaju stopni i tytułów naukowych uprawniających dziś do nauczania, a będzie się liczyła jedynie rzetelna wiedza i umiejętności – oceniane w konkursach – jest nadzieja, że problem sam się rozwiąże.
Stypendia
I RE, i EKS przyznają, że stypendia za wyniki w nauce są niesprawiedliwe. Nie służą wyrównywaniu szans, bo często trafiają do najbogatszych studentów, którym i tak od początku było łatwiej.
EKS proponują mały zamach stanu – pulę pieniędzy przeznaczonych na te stypendia przekształcić w pulę na stypendia socjalne i przekazać gminom. To samorządy lokalne, które ponoć lepiej znają potrzeby młodych ludzi, miałyby przyznawać te pieniądze. Pomysł wydaje się dość ryzykowny, zważywszy na różną jakość lokalnych urzędników.
RE: Zamiast stypendiów za wyniki w nauce rektorzy będą przyznawać stypendia za osiągnięcia na uczelni, biorąc pod uwagę oprócz stopni w indeksie jeszcze inne, choć nie podają jakie, kryteria.
Zarządzanie uczelnią i inne drobiazgi
Obie strategie uwzględniają powołanie rad powierniczych dla szkół publicznych. Według EKS taka rada jest warunkiem koniecznym przejrzystego i profesjonalnego zarządzania uczelnią; będzie obowiązkowa, powoływana przez ministra, a do jej zadań ma należeć między innymi nadanie uczelni statutu i nadzór nad finansami.
Zdaniem RE radę powierniczą można powołać, ale nie ma musu; zdecyduje o tym senat.
EKS: Władzę wykonawczą na uczelni będzie sprawowało kolegium złożone z rektora, kanclerza i kwestora, zmaleje znaczenie senatu.
RE: Senat zachowa tradycyjną pozycję organu nadzorującego pracę uczelni.
EKS: Nie znaleziono powodów utrzymywania Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego.
RE: Nie tylko trzeba ją zachować, ale też poszerzyć jej kompetencje.
EKS: Habilitacja nie jest do niczego potrzebna, ale jeśli jakaś uczelnia się przy niej upiera, to może utrzymać ten zwyczaj.
RE: Zrezygnowanie z procedury habilitacyjnej nie jest możliwe.
Ponadto rektorzy przewidują utworzenie w budżecie ministerstwa specjalnego funduszu na stypendia dla odchodzących na emeryturę profesorów. W tej sprawie eksperci nie zabierają głosu.
***
„Strategia musi być śmiała, ale realistyczna” – piszą rektorzy w swoim opracowaniu i brzmiałoby to nieźle, gdyby nie było ironią. Dodają, że chodzi o „harmonizację tradycji akademickich z wymogami coraz bardziej międzynarodowego rynku i nasilającej się konkurencji w szkolnictwie wyższym oraz narastającej presji proinnowacyjnej”.
Strategia rektorów napisana językiem hermetycznym, miejscami nawet niegramatycznym, sprawia wrażenie, jakby pochodziła z innej epoki. Zawiera, jak zapewniają autorzy, 181 propozycji zmian, z których wiele to postulaty wskazujące, jak nie powinno być, ale nie – jak to zmienić. Rektorzy tylko do pewnego stopnia przyjmują do wiadomości powszechną krytykę szkolnictwa wyższego. Według ich diagnozy, stan obecny można ocenić na trzy z plusem. Wystarczy, że ministerstwo wrzuci do systemu więcej pieniędzy. A resztę załatwi „promocja wśród studentów i doktorantów kodeksów etyki zawodowej oraz czuwanie nad przestrzeganiem kodeksów dobrych praktyk akademickich”. Więcej pieniędzy na naukę budżet państwa nie wysupła, a normy etyczne są spisywane od lat, ale, jak widać, nie mają żadnej mocy sprawczej.
Jedyna nowatorska propozycja rektorów to wprowadzenie powszechnej częściowej odpłatności za studia. Zasadniczo autorzy opracowania są zdania, że „po rozwiązania ustawowe należy sięgać w ostateczności”, ale w tym akurat punkcie uważają, że trzeba zmienić konstytucję.
Ludzie spoza środowiska akademickiego zaproponowali wizję śmiałą, przekazali ją w sposób przejrzysty i zrozumiały nawet dla laika. Według nich uczelnie wyższe nie są samotnymi wyspami, przeciwnie, celem ich istnienia jest dzielenie się wiedzą z resztą społeczeństwa, kształcenie kadr dla gospodarki, utrzymywanie praktycznych kontaktów ze społecznościami lokalnymi, z innymi uczelniami i naukowcami w kraju i za granicą. Ich zdaniem konkurencja jest dobra, bo pobudza innowacyjność.
Proponowaną przez nich rewolucję mieliby jednak przeprowadzać ludzie, którzy konkurencyjność i „presję proinnowacyjną” sami odbierają jako zagrożenie. Dlatego obie strategie wydają się bardziej romantyczne niż rozważne.


