Adam Krzemiński
2 marca 2010

Człowiek - istota gotowa ginąć za innych?

Odwaga na wagę życia

Egoizm miał być motorem gospodarki, postępu i kultury. Amerykańska psycholog Kathleen Vohs wykazała, jak pieniądz zmienia psychikę i działa na podświadomość. Przeprowadzała testy na życzliwość w dwóch pomieszczeniach, w jednym był plakat ze stosami różnych banknotów, w drugim neutralny. Ci, którzy byli w drugim pomieszczeniu, z reguły byli bardziej skorzy do pomocy, współpracy.

To prawda, że również filantropia może być wyrachowana – jak naszego Wokulskiego, który tą drogą chciał pozyskać przychylność Izabeli. Ludzie mogą działać altruistycznie, by zdobyć uznanie i akceptację w grupie. To jednak nie wyjaśnia, dlaczego w chicagowskim zoo goryl Binti uratował dziecko, które wpadło do jego klatki? Otóż dlatego, tłumaczą dziś psychologowie ewolucji, że tak naprawdę elementy wielkoduszności i uczciwości są nam wrodzone. Gdyby bowiem bezinteresowne działania były wynikiem naszego wychowania, sprzeczne z instynktem, to za nasze przyjazne działanie odpowiedzialne powinny być najmłodsze warstwy kory mózgowej, którym człowiek zawdzięcza zdolność samokontroli. Ale tak nie jest. Podejmując decyzje moralne, aktywizuje te regiony mózgu, które odziedziczyliśmy po odległych poprzednikach, bo to w nich są ulokowane popędy i emocje, które znają także zwierzęta.

Egoiści rodzą się w izolacji

Skłonność do pomocy i altruizmu jest nam wrodzona, twierdzą dwaj antropolodzy z lipskiego instytutu im. Maxa Plancka – Felix Warneken i Michael Tomasello. Natomiast poczucie sprawiedliwości jest nauczone i rozwija się później. Trzylatek kurczowo ściska cukierek, nie chcąc go nikomu oddać. Pięciolatek dzieli się słodyczami, a ośmiolatek bez problemu rozda nawet połowę swych skarbów. Jesteśmy z natury ofiarni. A filozofowie – jak Peter Sloterdijk – nawet twierdzą, że gdyby wprowadzić dobrowolne opodatkowanie na konkretne cele, to ludzie chętniej dzieliliby się swymi dochodami niż pod przymusem.

Ryzykowna teza, ponieważ egoizm i altruizm są także produktem społecznym. Amerykański antropolog Joseph Henrich prosił mieszkańców krajów uprzemysłowionych, jak i afrykańskich chłopów, mongolskich pasterzy oraz peruwiańskich Indian, by według swego uznania podzielili się swymi dwiema dniówkami. Wszyscy chętnie się dzielili – ale nie w tym samym stopniu. W naszym kręgu kulturowym byli gotowi oddać 40 proc. Skąpcami byli peruwiańscy Indianie – trzy czwarte zachowywali dla siebie. Najbardziej hojni Papuasi oddawali dwie trzecie ofiarowanych im pieniędzy. Przyczyna była prosta. Peruwiańczycy żyli w dżungli w izolowanych od siebie rodzinach. Spotykali się z innymi tylko w czasie wspólnego połowu. Wspólnie budowano tamę, po czym każdy zgarniał z płycizny tyle ryb, ile się dało. Wyścig egoizmów nikogo nie drażnił. Natomiast Papuasi mieszkali na wulkanicznej wyspie i w czasie połowów na ocenie byli skazani na współpracę. Dorobek dzielili sprawiedliwie, również z konstruktorami łodzi, według bardzo skomplikowanych procedur.

Zatem to konieczność czyni ludzi altruistami. Ale Wesley Autrey, ratując epileptyka, dał świadectwo siłom natury, działał poza rozsądkiem. Gdyby się zastanawiał, toby nie skoczył. To zdarzenie pokazuje, że nasza jaźń jest o wiele bardziej otwarta, niż się wydaje. Zarówno w chwilach zagrożenia, jak i radosnej euforii zaciera się zwykle bardzo wyraźna granica między mną a innymi. Autrey odczuwał nadjeżdżający pociąg jako zagrożenie siebie samego i działał tak, jakby musiał ratować własną skórę – twierdzi niemiecki publicysta Stefan Klein, dodając, że altruizm i egoizm nie są przeciwległymi biegunami ludzkiego działania. Gdy altruiści zapominają o własnych interesach, to giną; absolutni egoiści również z reguły przegrywają.

Cała ta debata wokół zła i dobra w nas toczy się dziś w wielu krajach w związku z falą przemocy i rozwydrzeniem młodocianych gangów, z drugiej strony – ofiarnością ludzi, których nie paraliżuje strach i próbują interweniować. Nierzadko z tragicznymi dla siebie skutkami.

We wrześniu niemiecką opinią publiczną wstrząsnęło zabójstwo przez chuliganów pięćdziesięcioletniego przedsiębiorcy, który w monachijskim metrze wziął w obronę czwórkę zaatakowanych młodych ludzi. Sam jednak zmarł w wyniku pobicia. Republika uznała Dominika Brunnera za bohatera. Został pośmiertnie odznaczony jako przykład odwagi cywilnej. W czasie procesu zabójców powstało podejrzenie, że interweniując być może pierwszy uderzył, co wywołało spór nie tyle o „winę” ofiary, ile o stosowność środków przy takich interwencjach. Kai Jonas, psycholog prowadzący kursy odwagi cywilnej, przestrzega wszakże przed jakąkolwiek relatywizacją bohaterstwa Brunnera: gdyby Dominik Brunner otrzymał wsparcie od współpasażerów, to pewnie nie doszłoby do tragicznej eskalacji. Gdyby wsparcie otrzymał Andrzej Struj, z pewnością także nie padłby ofiarą nożowników.

Każdemu z nas natura dała zarówno skłonność do egoizmu, jak i do poświęcenia za innych. Jednak od naszej kultury społecznej, a także ekonomicznej w dużej mierze zależy, która z tych dwóch skłonności bierze górę. Natomiast w sytuacjach kryzysowych nie zawsze można polegać na instynktach. Autrey miał szczęście. Brunnerowi i Strujowi go zabrakło. Jednak w walce z przemocą nie można ufać samym instynktom. Potrzebne są akcje oświatowe. Po zabójstwie na stacji kolei miejskiej prezes FC Bayern Uli Höness oraz stowarzyszenie Łańcuch Świateł, które w 1992 r. zmobilizowało pół miliona monachijczyków w akcji protestacyjnej przeciwko neonazistom podpalającym schroniska dla cudzoziemców, przygotowali akcję plakatową, tłumacząc, jak się zachować w takich wypadkach: „Zwróć się o pomoc bezpośrednio do innych osób”, „Odwróć uwagę sprawców”.

Jednak rezygnacja z przemocy podczas obrony też ma swoje granice, bywa, że trzeba użyć siły, tłumaczy Kai Jonas. Odwaga cywilna zawsze wiąże się z ryzykiem. Dlatego trzeba uczyć jej w szkołach, a dorosłym oferować odpowiedni trening. Rozładowywanie konfliktów wymaga nie tylko instynktu, ale i wyuczonych umiejętności.

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną