Lasy, które politykom się kłaniają
Gąszcz w Lasach
Leśniczemu mówią: nie
Rudolfowi Jelonkowi nie poszło tak łatwo. W 2007 r. zgodnie z planem jego leśnictwo zostało zlikwidowane. Leśniczy wiosną 2008 r. osiągnął wiek emerytalny, zakończył zawodową karierę i zaczął zabiegać o wykup eksleśniczówki. Nadleśniczy nie stwarzał przeszkód – uznał Jelonkowy dom za zbędny. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinie też była przychylna sprzedaży (a przewinęło się tam w tym okresie aż trzech dyrektorów). Ale Dyrekcja Generalna LP w Warszawie postawiła weto. Argument: budynek mieści się w enklawie leśnej, a zgodnie z najnowszą polityką Lasy nie sprzedają takich obiektów. Dziwne, zważywszy że w 2002 r. specjalnie zmieniono prawo, by odblokować sprzedaż w enklawach. Prawo to obowiązuje do dziś. Jeszcze dziwniejsze, zważywszy że dom w bezpośrednim sąsiedztwie byłej leśniczówki już został przez Lasy sprzedany byłemu pracownikowi. Emerytowany leśniczy zwrócił się o pomoc do posłanki Magdaleny Kochan. „Jak to możliwe – pisał – że budynek, w którym mieszkam, jest położony w enklawie, a budynek połączony zabudową z moimi zabudowaniami już nie jest w enklawie?”.
Posłanka napisała do dyrektora generalnego LP o zmianę decyzji. Odpowiedź znów była odmowna. Tym razem użyto argumentu, że chodzi o to, by nie poszerzać „enklaw obcej własności wśród gruntów Lasów Państwowych”. – Już straciłem wszelką nadzieję – opowiada leśniczy. – Koledzy się dziwili. Ja też nie wiedziałem, co o tym myśleć.
Chodziły słuchy, że na dom ma chrapkę ktoś ze Szczecina, z koneksjami w Dyrekcji Generalnej LP. Wspierany przez posłankę i kolegów pan Jelonek postanowił się nie poddawać. Pisał do związków zawodowych, do ministra środowiska. O enklawie, o boreliozie, o odznaczeniach, o tym, że nie przesadza się starych drzew: „Jestem przywiązany do lasu, codzienne przebywanie w nim – nawet na emeryturze – jest sensem mojego życia”.
Za leśniczym ujęło się Ministerstwo Środowiska. Departament Leśnictwa MŚ we wrześniu 2009 r. zażądał od Dyrekcji Generalnej LP podania przyczyn odmowy. Pomogło. W listopadzie 2009 r. pan Jelonek otrzymał pismo, że dodatkowe informacje, jakie dyrektor generalny LP uzyskał z regionalnej dyrekcji w Szczecinie, umożliwiły mu zmianę stanowiska. Czyli że pan Jelonek może jednak swój dom wykupić. Leśniczy nie wie, o jakie dodatkowe informacje chodziło, chyba o takie, by Dyrekcja Generalna LP mogła wyjść z twarzą z całej tej sprawy.
Rudolf Jelonek czeka na rzeczoznawcę, który dokona wyceny. Trochę się boi, by ktoś nie zmienił zdania.
Spór o dobre imię
Kurski i jego adwersarze też czekają, ale na finał procesów. W sądzie okręgowym w Gdańsku toczą się obecnie dwie sprawy z powództwa Jacka Kurskiego o naruszenie dóbr osobistych – jedna przeciwko Jackowi Karnowskiemu, prezydentowi Sopotu, druga przeciwko wydawcy i dwóm dziennikarzom „Gazety Wyborczej”. Karnowski naraził się europosłowi PiS wypowiedziami, że CBA, która zajmuje się jego autem za 75 tys. zł (Karnowski ma zarzuty prokuratorskie, bo kupił za tanio), powinno raczej zbadać sprawę kupna przez Kurskiego leśniczówki za 20 tys. zł. W 2005 r. opisali tę właśnie historię dziennikarze „Wyborczej”. I stąd Karnowski czerpał swą wiedzę. Kurski po latach uznał, że artykuły godzą w jego dobre imię.
Marek Sterlingow, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, zeznał, że Danielówką i gruntami w Przezmarku pochwalił się sam Kurski, gdy przygotowywali artykuł „Będę bullterierem Kaczyńskich”. Przy jakiejś okazji zajrzeli do gminy. „Gdy dojechaliśmy na miejsce, to szczęki nam opadły – relacjonuje Sterlingow. – Powiem szczerze, że pozazdrościliśmy trochę panu Kurskiemu tego nabytku”. Sami szukali czegoś dla siebie. I wiedzieli, że za 22 tys. nie znajdą. Marek Wąs, współautor artykułu, akurat kupował domek – też do generalnego remontu łącznie z wymianą dachu. Z dala od jeziora, nie w leśnym ustroniu, ale w otoczeniu podobnych domków. Zapłacił 80 tys. zł i uważał, że to była okazja.
Dziennikarze zdziwili się, jak to możliwe, że coś, w co Kurski zainwestował wcześniej 60–120 tys. zł, zostało później wycenione tylko na 22 tys. zł. Przecież poniesione nakłady można było odjąć od realnej wyceny. Sam polityk, który w jednym z oświadczeń majątkowych wycenił Danielówkę na 280 tys. zł, teraz tłumaczy, że była to „wycena subiektywna”. Wydaje się pewny swego, bo zakup Danielówki od Lasów i gruntów od gminy dwa razy badała prokuratura – raz zakończyło się to umorzeniem, drugi raz (z doniesienia Honoraty Kaczmarek, żony Janusza, byłego szefa MSWiA) odmową wszczęcia śledztwa. Ale wynik badań prokuratorskich nie determinuje sądu, który ma rozstrzygnąć kwestię dóbr osobistych Kurskiego.
Obie historie z leśnych enklaw – ta leśnika i ta polityka – mogą wskazywać, że na tle innych instytucji Lasy same są wielką enklawą, w której uznaniowość jest na porządku dziennym. A brak czytelnych reguł gry to zaproszenie do korupcji i protekcji. Zatem apel, by zajęły się tym organa kontrolne, jest wielce zasadny.


