Dubieniecki Marcin
Premier z Kwidzyna
Niepolityczny ślub
W czasie studiów Marta Kaczyńska i Marcin Dubieniecki, choć byli na tym samym roku, nie znali się bliżej. Na drugim roku Marta wyszła za mąż za ekonomistę Piotra Smuniewskiego. Rok później urodziła córkę.
Po studiach i Marta, i Marcin postanowili zostać adwokatami. 14 lutego 2006 r. Okręgowa Rada Adwokacka w Gdańsku wpisała ich na listę aplikantów. Marta praktykowała w sopockiej Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski Jedliński Rodziewicz Zwara i Partnerzy (dziś Adam Jedliński, przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, nie jest już wspólnikiem kancelarii). Z Marcinem spotkała się we wrześniu 2006 r. na szkoleniu dla aplikantów w Darłówku. Krótko przedtem rozstała się z mężem, ale nie miała jeszcze rozwodu. Szybko zadecydowali, że chcą być razem. W serii niedawnych wywiadów Dubieniecki opowiadał, jak podczas pierwszego spotkania z rodzicami Marty poinformował ich, że ich córka jest w ciąży. Zamieszkali z Martą w blisko 130-metrowym mieszkaniu prezydenckiej pary w Sopocie.
Według tabloidów córka Lecha Kaczyńskiego rozwiodła się z pierwszym mężem pod koniec 2006 r. lub na początku 2007 r. W kwietniu 2007 r. wzięła cywilny ślub z Marcinem. Prawdopodobnie nawet gdyby Marta nie była rozwódką, poprzestaliby na procedurze cywilnej – Marcin przyznaje bowiem otwarcie, że jest niewierzący. Na ślubie nie było Jarosława Kaczyńskiego – jego współpracownicy anonimowo przyznawali w prasie, że nie zaakceptował on ani rozwodu, ani ponownego małżeństwa bratanicy z synem byłego funkcjonariusza peerelowskich służb. Oficjalna wersja przedstawiana przez polityków PiS po katastrofie smoleńskiej i odwilży w stosunkach PiS-SLD jest taka, że Kaczyński musiał się wówczas opiekować chorą mamą.
Tajemnicze biznesy
Dubieniecki przekonuje, że jeśli zaangażuje się w politykę, to nie dla pieniędzy. „Mam swój zawód, jestem adwokatem, jako poseł finansowo raczej bym stracił, niż zyskał” – mówił w jednym z wywiadów. Marta Kaczyńska tłumaczyła z kolei, że jej mąż twardo stąpa po ziemi i kieruje się zasadą, że co nie jest prawnie zabronione, jest dozwolone.
„Gazeta Wyborcza” pisała niedawno o jego roli w sprawie związanej z wyprowadzeniem pieniędzy z Południowo-Zachodniej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej. Według ustaleń „Gazety”, członkowie władz tej kasy, odwołani przez Krajową SKOK (sprawującą nadzór nad wszystkimi kasami w Polsce), rzutem na taśmę powołali spółkę-krzak o nazwie Egzekutor Europejski, która podpisała z PZ SKOK fikcyjne umowy. Na podstawie tych umów sąd wydał PZ SKOK nakaz zapłaty 12 mln zł na rzecz Egzekutora Europejskiego. W ubiegłym roku komornicy ściągnęli tę kwotę z kont PZ SKOK. Gdy nowe władze Kasy poinformowały sąd, że umowy zostały sfingowane, nakaz zapłaty cofnięto. Komornicy zaczęli zwracać pieniądze.
Egzekutor Europejski przeniósł się wówczas z Wrocławia do Kwidzyna. Pod zgłoszonym do sądu rejestrowego adresem mieszka Dominik Pomierski, wieloletni przyjaciel Marcina Dubienieckiego i były prezes dwóch założonych przez niego spółek. Sam Dubieniecki w imieniu Egzekutora Europejskiego wystąpił do sądu w Kwidzynie, by ten nakazał Południowo-Zachodniej SKOK wypłatę pieniędzy. Posłużył się przy tym tymi samymi sfingowanymi umowami. Sąd wydał nakaz, ale po trzech dniach, gdy zorientował się, że sprawą zajmuje się prokuratura – cofnął go. W maju 2009 r. Dubieniecki odwiedził komornika z Poznania, który miał jeszcze na swoim koncie 5 mln zł ściągniętych z PZ SKOK i przekonywał go, by ten przelał 750 tys. na konto kancelarii Marka Dubienieckiego, tyle samo na konto Roberta Draby, byłego szefa Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, i 3,5 mln na konto Tomasza T., który był mózgiem operacji wyprowadzenia pieniędzy z PZ SKOK. Komornik, wiedząc, że sprawą zajmują się śledczy, pieniędzy nie przelał.
Na tym historia pieniędzy PZ SKOK się kończy. Ale nie kończą się tajemnicze biznesy Dubienieckiego. Wkrótce potem otworzył on z Robertem Drabą i Jerzym Glasgallem firmę DDGS Chemical Investments. Glasgall był w PRL wojskowym, specjalistą od urządzeń radiokomunikacyjnych, od 1991 r. jest prezesem spółki OPTO, która zasłynęła tym, że jako jedna z pierwszych polskich firm dostała po konflikcie w Iraku kontrakt od tamtejszych władz na dostawę sprzętu telekomunikacyjnego. O DDGS niewiele wiadomo poza tym, że od momentu jej powstania trwa dziwna żonglerka jej udziałami. Podobnie dzieje się i w innych firmach, których współzałożycielem był Dubieniecki.
Dziś główną działalnością Dubienieckiego jest prowadzenie Kancelarii Prawno-Windykacyjnej Consulta. Większość jej udziałów należy do dewelopersko-budowlanej firmy WTIT Obrycki W. Midak, która zabiega o możliwość budowy osiedla mieszkaniowego na Helu i farm wiatrowych w Kocku.
Na maksa
Interesy muszą iść Dubienieckiemu dobrze, bo w ciągu ostatnich lat dwukrotnie rodzina zmieniła miejsce zamieszkania – w 2008 r. przeprowadzili się z Sopotu do apartamentowca w Gdyni (kredyt na zakup mieszkania – 330 tys. franków szwajcarskich – wzięli wspólnie z rodzicami), a w ub. roku przenieśli się na jedno z najbardziej ekskluzywnych osiedli w tym mieście, gdzie cena metra kw. mieszkania przekracza 20 tys. zł. Zmienili też kilkakrotnie samochody. Jeszcze w 2007 r. Marcin jeździł Peugeotem, potem przesiadł się do Subaru Forestera, a ostatnio jeździ ekskluzywnym BMW X6. Marta trzy lata temu miała Volkswagena Golfa. Potem widywano ją najczęściej w sportowym Mercedesie C 200 Kompressor.
Ale ambicje 30-letniego Marcina Dubienieckiego sięgają ponad materialny dobrobyt. Już na wyjeździe integracyjnym aplikantów adwokackich w Darłowie zapowiedział Marcie, że zostanie premierem. Jego znajomi twierdzą, że przez ostatnich kilka lat unikał publicznych wystąpień i jakiegokolwiek politycznego zaangażowania ze względu na żonę. To ona chciała chronić prywatność. – Teraz, gdy Marta postanowiła wyjść do mediów, Marcin jest wreszcie w swoim żywiole. Zawsze lubił być w centrum uwagi. Na pewno wykorzysta na maksa nowe możliwości – mówi jego wieloletni znajomy.
Pozycji ojca w SLD zawdzięcza pierwsze kontakty w świecie wielkiej polityki. Ojcu swej dawnej dziewczyny, posłowi PO, pierwszą pracę. Co zyska dzięki PiS?


