Popowski Maciej
Ułożony po europejsku
Będzie jednym z dwóch zastępców sekretarza generalnego Catherine Ashton, szefowej unijnej dyplomacji. 1 stycznia 2011 r. musi się formalnie pożegnać z Jerzym Buzkiem. Przez ostatni rok był szefem jego gabinetu politycznego.
Popowski, rocznik 1964, do 25 roku życia obracał się w środowisku malarzy, grafików, rzeźbiarzy. – Taka bohema – opowiada. Od rodziców, artystów plastyków, wykładowców Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, nauczył się kreatywnego myślenia, które wbrew temu, jak urzędnicza praca jest postrzegana w Polsce, bardzo przydaje w brukselskich gabinetach i rolach, które wziął na siebie. Teraz kolejny raz w swojej karierze zawodowej Popowski zaczyna coś organizować od podstaw. – To zawsze są wyzwania, a ja jestem do nich stworzony – twierdzi.
Tuż przed wejściem Polski do Unii przeorganizował pracę naszego Stałego Przedstawicielstwa w Brukseli. – Siedziałem wówczas z kartką papieru, rysowałem strukturę, liczyłem etaty i dzieliłem kompetencje. Piotr Wojtczak, były dyrektor generalny MSZ, a dziś konsul generalny w Brukseli, opowiada, że Popowski uwielbia rysować: – W czasie najróżniejszych posiedzeń Maciej robi to bez przerwy, na skrawkach papieru, dokumentów. Teraz, razem z Catherine Ashton, tworzy europejską służbę zewnętrzną, świat unijnych dyplomatów, który dopiero się uciera. – Mamy ludzi z doświadczeniem, procedury, dorobek operacyjny, ale służbę zagraniczną trzeba na nowo zdefiniować i zorganizować – tłumaczy Popowski. W opisie stanowiska przeczytał, że będzie odpowiadał za sprawy instytucjonalne i relacje z krajami członkowskimi, ale trzeba to jeszcze wypełnić treścią. – Chodzi o to, by wszystkie kraje członkowskie w pełni akceptowały to, co robi służba, by traktowały ją również jako swoją. Z tym zadaniem wiąże wielkie wyjazdowe nadzieje. On ciągle musi być w ruchu.
W podróży za Buzkiem
Przygoda Popowskiego ze światem polityki zaczęła się dokładnie 20 lat temu. – Miałem 26 lat. Usłyszałem, jak minister Skubiszewski ogłasza w Sejmie, że otwiera drzwi MSZ dla nowych ludzi. Zgłosiłem się i zostałem przyjęty – wspomina. Nie zagrzał jednak miejsca w budynku przy alei Szucha. Szybko zaczął pracować w instytucjach unijnych i pewnie dlatego dzisiaj jest bardziej rozpoznawalny w Brukseli niż w Warszawie. Zanim dwa lata temu trafił do gabinetu Jerzego Buzka, był pierwszym polskim przedstawicielem w Komitecie Politycznym i Bezpieczeństwa UE. – To była bardzo intensywna praca, ale nauczyłem się w niej rzeczy, o których nie miałem pojęcia, np. z zakresu planowania obronnego – mówi. Wcześniej był szefem dyrekcji ds. polityki rozwojowej w Komisji Europejskiej, zastępcą polskiego stałego przedstawiciela przy Unii w Brukseli i szefem departamentu Unii Europejskiej w MSZ.
Pierwszy wyjazd na Zachód zaliczył w połowie lat 80. Jako student germanistyki i niderlandystyki szlifował języki w Niemczech i Holandii. Największe wrażenie zrobił na nim dostęp do wszystkiego, czego w Polsce mu brakowało: filmów bez cenzury, muzyki, literatury.
Dziś wciąż jest w podróży. Szczególnie przez ostatni rok, bo jako szef gabinetu Jerzego Buzka towarzyszył przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego we wszystkich spotkaniach, rozmowach i wyjazdach. – Punktem obowiązkowym zawsze jest jakieś muzeum – zdradza. – Kombinuję, jak się oderwać na chwilę, aby coś zobaczyć. To po rodzicach. Ale nie ma miejsca, z którym by się w pełni identyfikował. Nawet w rodzinnym Wrocławiu czuje się jak turysta.
Pytany, kto jest dla niego autorytetem, Popowski odpowiada bez wahania, że Władysław Bartoszewski: – Zarówno moralnie, jak i w kwestiach zawodowych. Przeczytałem jednym tchem oba tomy wywiadów rzek z profesorem.
Popowski nigdy nie szukał sobie miejsca w politycznych układankach. – On nigdy nie robił z siebie polityka, to go wyróżnia spośród wielu urzędników – opowiada eurodeputowany Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych.
Na kłopoty - Popowski
Między innymi ta polityczna niezależność doprowadziła Popowskiego do gabinetów baronessy Ashton. W Brukseli Popowski postrzegany jest jako gwarant ponadnarodowego charakteru służby zagranicznej UE. Zrozumiano to w MSZ i dlatego na zastępcę Ashton wytypowano jego, a nie wiceministra Mikołaja Dowgielewicza. Według innych źródeł Dowgielewicz nie pasował Ashton ze względu na opinię mocnego i niezależnego kandydata. – Ashton mogło się nie podobać, że mający silne poparcie Warszawy, rzutki i energiczny Dowgielewicz wymknie się spod kontroli – mówi jeden z europosłów. Podobno eurokraci nie lubią dużo młodszych od siebie przełożonych.
W odróżnieniu od aktywnego w polskiej polityce i wszechstronnego Dowgielewicza starszy od niego Popowski poprzestawał na stanowiskach urzędniczych, skupiony na polityce bezpieczeństwa krył się raczej w drugim szeregu. W krajową politykę się nie angażował, więc nie brano go pod uwagę przy ministerialnych nominacjach. – Jest bardzo profesjonalny, tak po europejsku poukładany – mówią o Popowskim nawet jego polityczni konkurenci. Z kolei w Brukseli mówi się o nim – weteran polskiej dyplomacji. Zna tu wszystkich. Dlatego decyzją Ashton będzie zajmował się relacjami między unijnymi instytucjami.
– To duży sukces Popowskiego – przekonuje Paweł Świeboda, prezes demosEUROPA. I dodaje: – Nie ma pewnie drugiej takiej osoby wśród Polaków zajmujących się sprawami Unii, która tak dobrze rozumie, jak to wszystko funkcjonuje, i jeszcze doskonale się w tym porusza.
Kowal tak wspomina współpracę z Popowskim: – To zawsze była dobra marka. Mówiło się – to Popowski załatwi, z tym pogada Popowski, wyślij Popowskiemu, on to doprowadzi do końca.
Jesienią 2009 r. wszyscy z niecierpliwością czekali, aż Czechy ratyfikują traktat z Lizbony. Prezydent Kaczyński uzależnił od tego swój podpis pod dokumentem. Premier Szwecji, która przewodniczyła wtedy pracom Unii, przez dwa tygodnie nie mógł nawet skontaktować się z Vaclawem Klausem, aby zdopingować go do podpisu. Wtedy Popowski w dwa dni, swoimi kanałami, załatwił Buzkowi spotkanie z prezydentem Czech i sprawa ruszyła do przodu.
– Jest inteligentny, błyskotliwy i ma niezwykłe poczucie humoru – wychwala go Wojtczak. Uwielbia „Misia” Stanisława Barei. Zna tę komedię chyba na pamięć i często wtrąca zaczerpnięte z niej dialogi. Jak wtedy, kiedy o nominacji na stanowisko zastępcy Ashton poinformował w e-mailu swojego przyjaciela Piotra Wojtczaka: „Kierowniku Kochany, Fronczewskiego chcą ze mnie zrobić”.
Żal za żaglami
Pytany o swoje największe zalety, mówi o cierpliwości i spokoju: – Moi współpracownicy wiedzą, że rzadko się denerwuję. Zastępca rzecznika prasowego gabinetu Robert Golański przyznaje, że Popowski jest ostoją spokoju. – Nigdy też nie zwleka z załatwianiem żadnej sprawy. Wysyłam mu e-mail i zazwyczaj po chwili mam odpowiedź.
Jest jeszcze coś, co wyróżnia Popowskiego i bardzo przydaje się w dyplomacji. Ma doskonałą pamięć do nazwisk i twarzy.
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]


