Wygląda na to, że im bliżej uchwalenia ustawy, tym bardziej jej nie chcemy. Tylko czy naprawdę dlatego, że od przyszłego roku wraz z każdym kolejnym pracować mamy o trzy miesiące dłużej ? Być może nie jest to tylko strach przed dłuższą pracą, ale wieloma innymi problemami, z którymi nie radzimy sobie już teraz. Potem zaś będą nam doskwierać jeszcze bardziej.
Pierwszy, to obawa przed rosnącym bezrobociem. Już teraz osoby starsze są coraz częściej zwalniane jeszcze przed osiągnięciem tzw. wieku ochronnego, czyli na cztery lata przed uprawnieniami emerytalnymi. Ustawa nie zagwarantuje, że ta praktyka nie stanie się jeszcze częstsza. Nie zmusi pracodawców do zatrudniania ani starszych, ani absolwentów. Tak jak żadne prawo nie zlikwiduje umów śmieciowych. W to, że za kilka lat na rynku pracy zacznie gwałtownie brakować ludzi i pracodawcy zaczną o nich zabiegać, jakoś trudno nam dziś uwierzyć. Bezrobocie przecież rośnie. Druga przyczyna strachu tkwi w bezradności młodych rodzin. Państwo namawia, żeby miały więcej dzieci, ale te, które już się urodziły są zmartwieniem tylko rodziców. Usług publicznych, związanych z opieką nad nimi, jak też poważniejszego wsparcia finansowego ciągle brak. Dłuższa praca braku taniej i profesjonalnej opieki nad dziećmi nie rozwiąże.
Do strachu dołącza się też złość. Konstytucja gwarantuje nam przecież, że wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Niestety, tylko teoretycznie. W praktyce przecież pięćdziesięcioletnia kobieta, która usiadła przy kasie w hipermarkecie, przekonana, że za kilka lat będzie mogła przejść na emeryturę nie ma żadnych praw nabytych. Może pracować do 60. roku życia, a jej młodsze koleżanki dłużej. Te prawa nabyte, jak się okazuje, zagwarantowane są natomiast dla 25 - letniego policjanta, który pracuje w zawodzie od roku, czy prokuratora.